tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

czwartek, 23 marca 2017

"Życie motyli" - Katarzyna Ryrych - recenzja

Okładka książki Życie motyliKatarzyna Ryrych jest polską pisarką, poetką, nauczycielką i malarką. Ukończyła anglistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mieszka w Krakowie, ma dwóch synów. Autorka kilkunastu książek dla młodzieży i dorosłych.

"Życie motyli" to historia zwykłej kobiety, pięćdziesięciolatki z nadwagą, która bierze życie w swoje ręce i układa je na nowo. Były mąż, artysta, którego nigdy nie kochała, dorosły syn, który od dawna nie interesuje się losami matki, pochłonięty pracą za granicą i toksyczna przyjaciółka, nie pomagają osiągnąć szczęścia Izydorze. Do tego monotonna praca księgowej i wspomnienia z dzieciństwa, o którym wolałaby zapomnieć, potęgują chęć do zmian. Kobieta w końcu postanawia wyprowadzić się z miasta i zacząć nowy rozdział, a resztę oddzielić od siebie grubą kreską. Pod wpływem braku innych możliwości, zmuszona jest zamieszkać u swojej ciotki Zofii. W małym miasteczku czeka na bohaterkę wiele niespodzianek.

Niby banał, niby opowieść rodem z serialu, jednak ma w sobie coś, dzięki czemu czytelnik nie chce oderwać się od lektury. Pochłonięty ciekawością, dalszymi historiami, wgłębia się w świat przemyśleń i refleksji na temat swojego życia. Przewracając kartkę po kartce, dochodzimy do wniosku, że  w całej tej historii możemy odnaleźć siebie, utożsamić z bohaterką - pełną lęków, kompleksów, porażek, wad. Mimo wszystko udaje jej się odnaleźć w życiu i odpowiedzieć na najważniejsze pytania.


To nie opowieść dla ludzi żądnych zwrotów akcji, pełnych napięcia scen i wielkich happy endów. Wewnętrzna zmiana i rozwój - to główny temat lektury, którą zapamiętuje się na długo. Została napisana zrozumiałym i przejrzystym językiem, znajdziemy w niej wiele dowcipnych oraz inteligentnych wątków, które przekonują do siebie czytelnika. Gorąco zachęcam do przeczytania tej lektury :)

Sandra, 16 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

środa, 22 marca 2017

"Dieta Smartfood" - Eliana Liotta - recenzja

Dieta SmartfoodNadeszła wiosna, a wraz z nią coraz więcej osób postanawia zawalczyć z nadprogramowymi kilogramami. Tylko którą dietę wybrać skoro w ostatnim czasie wyrastają w sieci, jak grzyby po deszczu w lesie? Mamy dietę Ducana, Montagniaca, South Beach, dr Dąbrowskiej, 1000 kalorii, pudełkową, zgodną z grupą krwi, Oxy i wiele , wiele innych. ELIANA LIOTTA, PIER GIUSEPPE PELLICCI i LUCILLA TITTA proponują nam natomiast dietę Smartfood. Cóż to takiego?

Autorzy twierdzą, że to dieta dobrego samopoczucia, które chroni zdrowie, pozwala zachować młodość, uniknąć różnorakich chorób jednocześnie zapobiegając nadwadze. Twierdzą, iż „jej fundament stanowią aktualne wyniki badań. Trzydzieści superproduktów tworzy filary modelu, którego zalecenia opierają się na solidnych, udokumentowanych podstawach”.  To dieta zgodna z naszym DNA.

Poradnik podzielony jest na 6 działów. Dowiemy się z nich na czym polega ogólna idea smartfood. M.in. poczytamy jak ma wyglądać skład inteligentnego posiłku, czemu unikanie nadwagi jest ważne (nie dla wszystkich jest to sprawa oczywista), jakim pokusom nie ulegać itp. Zapoznamy się z jedzeniem, które gwarantuje długowieczność i zawiera cząsteczki smart.  I tak, np. kurkuma zatrzymuje stany zapalne w organizmie, czerwona kapusta posiada właściwości zmniejszające ryzyko zachorowania na raka, owoce leśne „sprzątają tętnice”, winogrona zmniejszają ryzyko zachorowania na choroby układu krążenia itd. Autorzy opisują jedzenie, przyprawy, które ochraniają nasz organizm. Niby wiemy, że należy jeść czosnek, produkty pełnoziarniste, rośliny strączkowe, surowe owoce czy orzechy. Niemniej jednak w tej książce dokładnie i w przystępny sposób jest wszystko wytłumaczone i poparte argumentami. I to do mnie trafia. Twórcy publikacji mierzą się z faktami i mitami. Znajdziemy tutaj odpowiedź czy mleko jest rakotwórcze, czy wędliny są szkodliwe, czy fruktoza jest lepszym dodatkiem niż sacharoza, czy tłuszcze trans są szkodliwe, czy produkty bezglutenowe są lżejsze i bardziej dietetyczne, czy kawa szkodzi i wiele, wiele innych. Poznajemy schemat żywieniowy, dostajemy przykładowe menu.


Podsumowując – jest to pozycja, z którą powinna zaznajomić się każda osoba rozważająca podjęcie wyzwania, jakim jest niewątpliwie dieta. Powinni po nią sięgnąć ci, którzy niejedno odchudzanie mają za sobą i specjalnych efektów tego nie widać.  Skoro dieta Smartfood jest na całe życie – to może warto się zmobilizować i spróbować? A nuż tym razem się uda?  

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA. 

poniedziałek, 20 marca 2017

„Najpierw mnie pocałuj” – Lottie Moggach - recenzja

Okładka książki Najpierw mnie pocałujCzy człowiek ma prawo decydować o tym, kiedy umrze? 
Czy okłamywanie swoich najbliższych, żeby uchronić ich od cierpienia jest dobre? 
Czy powinno się pomóc komuś, kto postanowił zrezygnować z życia?

Leila jest kobietą nieco wyizolowaną, specjalistką od komputerów, nie ma niemal nikogo bliskiego, a całe dnie spędza przed ekranem. Pewnego dnia trafia na „Czerwoną pigułkę”. Jest to forum filozoficzne, na którym ludzie rozmawiają o wielu sprawach dotyczących życia. Leila jest osobą skłonną do przemyśleń, więc szybko wkręca się we wszystkie dyskusje. Adrian jest administratorem strony. Zauważa, że Leila myśli w bardzo podobny do niego sposób, ma dla niej pewne zadanie. 

Dziewczyna miałaby pomóc pewnej kobiecie, której marzeniem jest popełnić samobójstwo, miałaby podszywać się pod nią w mediach społecznościowych, aby bliscy klientki nie odczuli cierpienia po jej śmierci. Leila zawsze była święcie przekonana, że każdy ma prawo decydować o swoim życiu, a samobójstwo nie jest niczym złym. A teraz miewa wątpliwości. Obawia się też policji, która może przecież oskarżyć ją o pomoc w popełnieniu samobójstwa.

Po tytule „Najpierw mnie pocałuj” moglibyśmy wnioskować, że to dość płytka książka, ale jest zupełnie inaczej. Porusza ona bardzo ważne problemy. Podważa kwestie, które mogłyby wydawać się dla nas banalne, pobudza do refleksji, do dyskusji z samym sobą, do otwartości na różne punkty widzenia. Porusza problem Internetu, tego jak ludzie w nim potrafią być bezwzględni, niebezpieczni, anonimowi i jak łatwo można manipulować za jego pośrednictwem. Czasem za bardzo ufamy człowiekowi po drugiej stronie ekranu, podajemy informacje, które mogą być wykorzystywane przeciwko nam, czujemy się dowartościowani tym, że możemy mówić co chcemy i nikt nas nie może oceniać, ponieważ jesteśmy anonimowi, ale nie widzimy olbrzymiego niebezpieczeństwa, które się za tym kryje. Nie dostrzegamy jak bardzo łatwo możemy zostać oszukani, manipulowani.

„Najpierw mnie pocałuj” to powieść pełna akcji, właściwego dla thrillera napiętego, tajemniczego, przerażającego klimatu. Jeśli chodzi o postacie w tej książce – nie są szczególnie barwne, ale polubiłam ich realizm, także to, że czasami wkurzają, bo to  dodaje im człowieczeństwa. Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób została ona wydana.

Chciałabym bardzo polecić ją osobom, które lubią książki właśnie z gatunku thriller psychologiczny, a także takim, których zaciekawiła jej tematyka i dopiero wdrażają się w te klimaty.  „Najpierw mnie pocałuj” to powieść gwarantująca nie tylko ciarki, wiele emocji i akcji, ale także nieoczywiste przemyślenia.


Aga, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis. 

piątek, 17 marca 2017

"Powrót do starego domu" - Ilona Gołębiewska - ZAPOWIEDŹ

Dom, w którym czas się zatrzymał...

Obraz i wspomnienia beztroskiego dzieciństwa to często jedyne piękne chwile, które pozostają w pamięci. To one budują człowieka i tworzą jego historię. W ich stronę kierują się myśli w czasie życiowych zawirowań. Do świata wspomnień o utraconym świecie dzieciństwa pozwala się przenieść „Powrót do starego domu”, powieść Ilony Gołębiewskiej. 

Premiera książki już 29 marca.


WKRÓTCE RECENZJA NA NASZYM BLOGU

środa, 15 marca 2017

"Chodzić w Duchu Świętym" - Carver Alan Ames - recenzja

,,Moje życie było puste i pozbawione sensu, dopóki nie poznałem Boga. Wypełniał je grzech i egzorcyzm . Dopiero gdy w moim życiu pojawiła się Boża miłość, uczucie pustki zniknęło’’. 

Takimi słowami swoją przemianę komentuje Carver Alan Ames w książce pt. ,,Chodzić w Duchu Świętym’’. Carven Ames, do niedawna jeszcze niewierzący , odkrył swoją drogę w Duchu Świętym. Dzięki ,,wizjom’’, które otrzymał od Boga, mógł  to opisać w tej książce.

,,Za każdym razem, kiedy jest ci trudno kochać, spójrz na Mnie na Krzyżu. Zobacz, że ze względu na to,  jak bardzo Mnie skrzywdziłeś, Ja za Ciebie cierpiałem i umarłem, ponieważ Ciebie kocham’’. 

Te słowa wskazują na przewodni temat książki. Główną częścią jest rozdział o miłości, nawet tej trudnej.

Autor cytuje te słowa, w celu zwrócenia uwagi, na coraz większe zło pojawiające się na świecie, z powodu tchórzostwa katolików i bierności wobec grzechów.  Nie rozumiemy czasem, że drogą do zbawienia jest droga ciężka, trzeba być pokornym, czasem przyjąć z pokorą cierpienie i prosić o przebaczenie Boga. Wszystko ma sens kiedy człowiek przyjmuje to w miłości. Autor zwraca uwagę na powstrzymanie się od egoizmu. Egoizm oddziela nas od Boga i od bliźnich. Człowiek XXI wieku zastępuje go często pieniądzem, szukaniem przyjemności czy doznań. ,,Grzech jest jak nowotwór’’, co oznacza, że trzeba go leczyć jak najszybciej. Im wcześniej go wykryjemy, tym mamy większą szansę na wyleczenie.

Tą książkę z pośród wielu wyróżnia na pewno szczerość. Według mnie jest to jedna z najbardziej szczerych książek, jakie w życiu czytałem. Autor przekazuje prawdy z wielką łatwością. Komu można polecić tą książkę? Myślę, że wszystkim, niezależnie od tego czy wierzy w Boga, czy nie. Bo nawet jeśli czytelnik nie wierzy w Boga, znajdzie w tej książce informacje, jak lepiej żyć z drugim człowiekiem i nie koncentrować się wyłącznie i tylko na sobie i swoich interesach.


Orwicz, lat 18

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Esprit. 

poniedziałek, 13 marca 2017

,,Miasteczko Darkmord" - Shane Hegarty - recenzja

Okładka książki Miasteczko DarkmordShane Hegarty jest autorem serii ,,Darkmouth", której jednym z tomów jest ,,Miasteczko Darkmord", wydane w 2017 roku.

Miasteczko Darkmord nie jest zwyczajnym miejscem.                                                                   
Mieszkańcy tego miasta mają większe problemy niż tylko brak jajek w lodówce, czy nieskoszony trawnik. Darkmord jest ostatnią wioską na świecie, w której czają się Legendy. Mieszkańcy nazywają je potworami, choć tak naprawdę są to Mity i Baśnie. Jednak wraz z pojawieniem się tych stworzeń pojawiły się rody łowców Legend. Główny bohater książki, Finn, jest właśnie potomkiem bardzo starego rodu, od lat walczącego z tymi stworzeniami. Niestety, Finn nie do końca nadaje się do tej roli. Teoria jest dla niego pestką, ale w praktyce nie dorównuje swojemu ojcu, legendarnemu wojownikowi. 

Poznawanie tej historii bardzo umilają obrazki, występujące w książce w dość sporej ilości. Dzięki nim czytelnicy z nieco mniej rozwiniętą fantazją mogą łatwiej wyobrazić sobie losy chłopca, który musi odnaleźć w sobie odwagę i ocalić miasteczko. Jest to duże brzemię, które pomagają mu nieść jego bliscy. Finn musi jak najszybciej odkryć w sobie bohatera, bo nie ma wiele czasu. 

,,Słyszysz? Nadchodzą! Są coraz bliżej! Możesz zacząć się bać!"


,,Miasteczko Darkmord" jest książką skierowaną przede wszystkim do młodych odbiorców, w wieku mniej więcej do 14 lat. Dość prosty język i znaczna ilość obrazków sprawiają, że książka jest zachęcająca dla osób dopiero wdrażających się w piękną sztukę czytania, lecz dla osób o wyższych oczekiwaniach może okazać się nieco za mało ambitna. Dla mnie opisy niektórych zdarzeń były zbyt proste, ale należę do maniaków czytelniczych już od długiego czasu, więc nic dziwnego, że lubię, gdy książka odznacza się wybitniejszym językiem. Prócz tego, ta historia spodobała mi się i polecam ją każdemu, kto jeszcze nie pokochał czytania, ale jest na dobrej drodze do tego.  

basia331, 14 lat            

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.                             

piątek, 10 marca 2017

"Fantastyczny pan Lis" - Roald Dahl - recenzja

Znalezione obrazy dla zapytania fantastyczny pan lisRoald Dahl to brytyjski pisarz pochodzenia norweskiego, znany z wielu oryginalnych i ciekawych powieści dla dzieci. Urodził się w 1916 roku w Walii, zmarł w 1990 roku. Przez większość życia mieszkał w Stanach Zjednoczonych, gdzie trudnił się wieloma zawodami - pisał scenariusze dla Hollywood, był dyplomatą wojskowym, a przy tym - angielskim szpiegiem. Dał się poznać jako człowiek światowy, szarmancki wobec kobiet, ale także ekscentryczny i bardzo oryginalny. Napisał między innymi powieści: Charlie i fabryka czekoladyWiedźmyMatyldaCzarodziejski palec. Książka Charlie i fabryka czekolady została zekranizowana w 2005 roku, a film odniósł spory sukces.
     
Książka, którą przeczytałam to ,,Fantastyczny pan Lis" autorstwa Roalda Dahla. To fantastyczna lektura, którą mogę polecić zarówno dorosłym, jak i dzieciom.
    
Książka opowiada o trzech groźnych farmerach, których regularnie okradał pan Lis, aby wyżywić swoja rodzinę, a więc w zemście postanowili go zastrzelić. Zastawiwszy na niego pułapkę w okolicy jego nory myśleli, że uda im się schwytać i zabić bohatera, jednak sprytny Lis pokrzyżował im plany. Pan Lis jawi się nam przewrotnie jako, tym razem, postać pozytywna w kontraście do okrutnych farmerów. Pełen poświęcenia zdobywa pożywienie dla rodziny, która jest dla niego najważniejsza.
     
Lektura jest bardzo wciągająca i szybko się ją czyta. Litery są duże, a dodatkowo strony zdobią urocze rysunki. Została napisana językiem współczesnym. Uważam, iż ta książka pokazuje że z każdej sytuacji da się jakoś wybrnąć i nie należy się poddawać oraz udowadnia jak można poświęcić się dla rodziny. Jest ona przeznaczona dla czytelników w każdym wieku.
     
Jestem bardzo zadowolona z tego, że miałam okazję przeczytać tak świetną i zabawną książkę. Mam nadzieję, że Was również do tego przekonałam. I pamiętajcie: nie warto się poddawać!

Marlena, 13 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

czwartek, 9 marca 2017

"Syn szczęścia" - Herbjørg Wassmo – recenzja

Okładka książki Syn szczęściaSyn szczęścia to druga część ,,Trylogii Diny”. W tym tomie głównym bohaterem jest syn Diny, Beniamin. W wieku jedenastu lat był świadkiem morderstwa Rosjanina, dokonanego przez Dinę. Nie może o tym nikomu powiedzieć, jednak te wydarzenia bardzo wpłynęły na jego życie. Wciąż nurtują go tamte wspomnienia. Doszukuje się cech swojej matki w kobietach, spotykanych w ciągu życia. Matka jest dla niego wielkim autorytetem, podziwia jej siłę, mimo że nie zaznał macierzyńskiej opieki. Kobieta była wciąż skupiona na własnych uczuciach, po trudnym dzieciństwie poszukiwała miłości. W rodzinnym Reinses w Norwegii chłopcem opiekowali się życzliwi mu ludzie. Jednak gdy Dina decyduje się na wysłanie go do szkoły, musi radzić sobie sam. W dalszym życiu boryka się z problemami, jakie powoduje tęsknota za matką i jej uwagą.  Jego charakter introwertyka i niezrozumiałe dla czytelnika motywacje pokazują jak wielką dziurę w jego psychice zostawił brak zainteresowania ze strony matki. 
                
W trakcie fabuły odsłaniane jest dojrzewanie od zastraszonego chłopca po dorosłego mężczyznę. Główny bohater wzbudza głównie takie emocje jak niechęć, współczucie i litość, jednak także pewne zrozumienie dla jego czynów. Beniamin poznaje w swoim życiu wiele kobiet, które mają w jego życiu ogromne znaczenie. Sam nie wie, co ma myśleć, każda z nich coś w nim zmienia. Mężczyzna pozornie otwiera się na świat, jednak w jego wnętrzu wszystko jeszcze bardziej się komplikuje. Również przeżycie wojny miało na niego ogromny wpływ. Jako lekarz polowy był w bezpośrednim niebezpieczeństwie, jednak cierpienie, jakie ujrzał nie mogło nie pozostawić w nim ogromnej blizny.
                
Bohaterowie wykreowani przez autorkę byli niesamowicie dopracowani i oryginalni. Na próżno można by szukać postaci banalnej, czy stereotypowej. To mi się właśnie najbardziej podobało – każdy z nich był nietypowy i nigdzie indziej niespotykany, tak jakby spotkać żywych ludzi i bardzo dobrze ich poznać. Nie wszystkich dałoby się polubić, wzbudzaliby na pewno ogromne kontrowersje, inni byli po prostu wścibscy, czy grubiańscy, jednak na pewno zapadający głęboko w pamięć.
                
Powieść ta niesie w sobie ogromny ładunek emocji. Gdy zaczęłam czytać, to muszę przyznać, że tak wielka ekspresja uczuć odrzuciła mnie na chwilę. Jednak im głębiej wchodziłam w świat stworzony przez pisarkę, tym przyjemniej mi się czytało, a opisane wydarzenia wydawały się coraz bliższe. 
                
Myślę, że książka jest na pewno warta polecenia, jednak nie każdemu może się spodobać. Jest pełna emocji i przemyśleń bohaterów, czyli w związku z tym również rozważań autorki. Zachęca do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia się nad swoimi czynami. Skomplikowana osobowość bohatera może do siebie zniechęcać, jednak jest ukazaniem próby normalnego funkcjonowania w świecie przez wrażliwego człowieka.

Nikana, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Smak Słowa. 

wtorek, 7 marca 2017

"Dziewczyna, która przepadła" - Katarzyna Misiołek - recenzja

Okładka książki Dziewczyna, która przepadłaKolejny Sylwester. Gorączkowe przygotowania, które miały być zakłócone tylko jednym spotkaniem z... przyjacielem. Kolegą z pracy. Po drodze coś się dzieje. Znieczulica społeczna w jej przypadku, w przypadku Moniki okazała się nieprawdą. Zdecydowała się pomóc.

To był olbrzymi błąd. Mężczyzna, któremu pośpieszyła z pomocą, okazał się psychopatą, który ją porwał i uwięził. Ten błąd kosztował ją osiem lat wyrwanych z życiorysu. Osiem lat piekła i niepewności. W ciągu ośmiu lat zmienia się wszystko.

Monika cały ten czas nigdy nie była pewna jutra. Nie wiedziała, czy i ile jeszcze będzie żyć. Wykonywała każde polecenie porywacza. Można nawet powiedzieć, że po pewnym czasie popadła w swego rodzaju otępienie. Jednak nadchodzi dzień, w którym jej cierpienia zostają przerwane. Monika wraca do swojej rodziny. Nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że powrót może się okazać trudniejszy niż myślała...

Czy Monika będzie w stanie wymazać z pamięci złe wspomnienia i zacząć życie od nowa?
Czy znajdzie w sobie potrzebną do tego siłę?
I jak ułożą się jej relacje z rodziną i dawnymi znajomymi?

To nie będzie łatwe. Co więcej, żadna z odpowiedzi na te pytania nie jest oczywista...

Katarzyna Misiołek pochodzi z Krakowa. Nie jest debiutantką, jeśli chodzi o pisarstwo. ,,Dziewczyna, która przepadła'', to kolejna z jej powieści. Jest to również kontynuacja książki ,,Ostatni dzień roku'', który opowiada o porwaniu Moniki z  perspektywy jej siostry Magdy. Z kolei tutaj możemy spojrzeć na to wszystko z zupełnie innej perspektywy. Niestety, nie miałam szansy przeczytać ,,Ostatniego dnia roku'', ale myślę, że już niedługo się to zmieni. Jednak to, że nie czytałam pierwszej części, w żaden sposób nie przeszkodziło mi w lekturze.

Styl pisania pani Misiołek jest naprawdę niesamowity. Pisze tak, że wiesz, że musisz dowiedzieć się więcej o tej historii. Musisz poznać wszystkie szczegóły. Trzeba przyznać, że autorka podjęła się bardzo trudnego i ryzykownego tematu. Dlaczego ryzykownego? Łatwo mogła przesadzić ilością szczegółów porwania czy z przemocą. Zachowała jednak równowagę, która pozwoliła jej napisać książkę, która jest tak realistyczna, jak żadna inna. Książka, która porywa, wzrusza i zmusza do refleksji. Myślę, że bardzo dobrze poradziła z tematem, biorąc pod uwagę, jak trudno jest opisać wszystkie emocje towarzyszące zakładnikowi.

Bardzo gorąco polecam tę pozycję książkową, choć na pewno nie będzie to łatwa lektura. Jednak to właśnie takie książki zostają nam w pamięci na dłużej.


Katia, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza.

poniedziałek, 6 marca 2017

"Promień rażenia" - Sophie Hannah - recenzja

Okładka książki Promień rażenia
Sophie Hannah jest angielską poetką, autorką książek dla dzieci i powieściopisarką. 
Obecnie mieszka z mężem i dwójką dzieci w Cambridge . Swój pierwszy tomik wierszy "Hero i Girl Next Door" wydała jeszcze na studiach, w wieku 24 lat.Pierwszą powieść "Twarzyczka" wydała w 2006 roku. Jest autorką takich książek jak „Błąd w zeznaniach”, „Buźka” czy „Inicjały zbrodni”.


Naomi to kobieta sukcesu. Jest właścicielką firmy, która produkuje zegary słoneczne. Od pewnego czasu, a konkretnie trzech lat, nie układa jej się z mężczyznami. Wszystko za sprawą okrutnego gwałtu, którego się na niej dopuszczono. Wszystko zmienia się jednak, kiedy poznaje Roberta. Mimo iż jest on żonaty, nawiązują romans i staje się on dla Naomi całym światem.

Kiedy mężczyzna niespodziewanie znika, jest ona przekonana, że stało mu się coś strasznego. Żona Roberta twierdzi, że wyjechał do znajomych, więc policja sprawę oczywiście zbagatelizowała. Naomi jest przekonana o swojej racji i postanawia wziąć sprawę we własne ręce. Posuwa się do tego, że oskarża Roberta o coś okropnego. Jest przekonana, że tylko w ten sposób policja postanowi go odszukać. Sprawa jest jednak zdecydowanie bardziej skomplikowana niż wydawało się na początku...

Książka od pierwszych stron wydaje się zbyt ciężka i "kobieca". Za mały nacisk został postawiony na rozwój akcji. Zbyt duży zaś na pogłębianie i nieustanne "wałkowanie" chorej relacji, którą Naomi posiadała z Robertem. Główna bohaterka nie wzbudza sympatii, raczej irytuje i jest ciężka do zrozumienia. Jednak potem jest tylko lepiej. Akcja staje się bardziej wartka, zostają wprowadzeni inni bohaterowie, całość staje się lżejsza. Finał jest na tyle interesujący, że wszelkie poprzednie niedogodności bledną. Jedyne co mi nieco przeszkadzało, to zbyt długie rozdziały, przez co nie można było czytać ich "przy okazji", a trzeba się raczej skupić. Mimo pewnych zgrzytów, uważam, że książka jest jak najbardziej warta lektury i po przebrnięciu przez pierwsze rozdziały wciąga jak mało która!

Sheri, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

czwartek, 2 marca 2017

"Spirit Animals. Wszechdrzewo" – Marie Lu – Recenzja

Okładka książki WszechdrzewoWszechdrzewo to ostatnia część cyklu Spirit Animals, w którym każdy tom jest pisany przez innego autora. 

Seria opowiada o przygodach Meilin, Abeke, Conora i Rollana oraz ich zwierzoduchów, czyli zwierzęcych partnerów. Czwórka przyjaciół stara się powstrzymać Zdobywców przed uwolnieniem Goryla Kovo, chcącego opanować całą planetę Erdas oraz przed zniewoleniem wszystkich, których łączy więź ze zwerzoduchami, za pomocą Żółci. Ta substancja sprawia, że ten kto ją wypije, kontroluje swojego zwierzęcego partnera jak robota, a obojgiem może sterować Kobra Gerathon – sojuszniczka  uwięzionego Goryla.

W poprzednich częściach bohaterowie starali się zdobyć amulety Wielkich Bestii – nadzwyczajnych stworzeń, które sprawują opiekę nad całą planetą. Do nich należą Gerathon i Kovo, a także zwierzoduchy naszej czwórki, które zginęły powstrzymując swoich wrogów przed zniszczeniem świata, jednak odrodziły się, aby znów walczyć o przetrwanie planety. Talizmany były potrzebne do osiągnięcia celu Zdobywców. Przyjaciołom udało się zdobyć wiele z nich, jednak podstęp przeciwników doprowadził do tego, że stracili większość  i ich szanse na powodzenie zmniejszyły się prawie do zera. Meilin została podstępnie napojona Żółcią i uwięziona przez nieprzyjaciół i sama nie może sobie ufać – w każdej chwili Gerathon może przejąć nad nią kontrolę. Mentor i opiekun bohaterów zginął, a kolejna Wielka Bestia zdradziła. Ostatnią nadzieją jest Łoś Tellun, który jest częścią proroczego snu Connora.
                
W tej części dojdzie do finałowej konfrontacji, ale wszystko wskazuje na to, że Zdobywcy osiągną swój cel. Mimo to Zielona Płaszcze stawiają wszystko na jedną kartę i ruszają tam, gdzie prowadzi ich sen Conora. Jednak tam okazuje się, że niewiele rzeczy jest takich, jak myśleli.

Przyznaję, że zakończenie było dla mnie dosyć niespodziewane. Jednak gratuluję autorom tego, że udało im się doprowadzić ten szalony projekt do końca. Na pewno gdyby tylko jeden pisarz pisał całą serię, wyglądałby ona całkiem inaczej, ale to dobrze, że jest tak jak jest, bo jest świetnie. Może to nie jest zbyt obiektywne stwierdzenie, ale żeby zrozumieć, trzeba przeczytać wszystkie tomy, co jest obowiązkiem każdego miłośnika zwierząt i książek fantasy. Możemy obserwować dojrzewanie głównych bohaterów, wspaniały wątek zwierzoduchów i ciekawą fabułę. Niestety każda część jest bardzo krótka i przeczytawszy cały cykl żałuję, że już skończyłam. Czuję się związana z bohaterami powieści i mam ochotę na dużo, dużo więcej. Tym większy szacunek dla pisarzy, którzy stworzyli  coś co czytelnicy mogą pokochać.
                
Myślę, że ci, którzy przeczytali poprzednie tomy, nie zawiodą się czytając ,,Wszechdrzewo” Jako, że to ostatnia część, Marie Lu miała najtrudniejsze zadanie – napisać książkę tak, aby nie zawieść fanów Spirit Animals. Według mnie świetnie spełniła swoją rolę. Pisze prostym stylem, a zbędne ozdobniki zaśmieciłyby po prostu to, co najlepsze, czyli fabułę. Nie wiem, czy to dlatego, że już zdążyłam się wciągnąć, czy z jakiegoś innego powodu, ale sposób w jaki pisze ta autorka spodobał mi się najbardziej ze wszystkich.
                
Coś, co może przyciągnąć graczy – w każdej książce jest kod dostępu do gry, w której sami macie swojego zwierzoducha. Sprawdziłam – weszłam na stronę, zalogowałam się i mogę tylko napisać, że nie jest to nic szczególnego. Zabija się potwory, chodzi tam i z powrotem, nie ma żadnej fabuły. Dlatego radzę zadowolić się przeczytaniem książek i czekaniem na kolejną serię, która ma się wkrótce pojawić.
                
Kończąc, wyczekiwane przez wielu, a przynajmniej przeze mnie ,,Wszechdrzewo”, powinno być przeczytane przynajmniej przez tych, którzy zapoznali się z poprzednimi częściami. Innych też gorąco zachęcam. Pomysł na więź ze zwierzęciem jest czymś co sprawia, że od razu pokochacie tę lekturę. Jest naprawdę ciekawa, rozbawia i  wzrusza do łez. Wystarczy tylko jeden wieczór, aby znaleźć się w świecie Wielkich Bestii.



Nikana, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Wilga.