tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marissa meyer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marissa meyer. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 maja 2013

"Saga księżycowa: Scarlet" - Marissa Meyer - recenzja


Saga księżycowa. Scarlet - Meyer Marissa
Rieux, Francja. Babcia osiemnastoletniej Scarlet ginie w tajemniczych okolicznościach. Zdana na siebie dziewczyna rozważa różne opcje związane ze zniknięciem jedynej bliskiej jej osoby, gdy w jej życiu pojawia się Wilk, który być może zna odpowiedzi na wiele pytań pozostawionych Scarlet przez babcię. W tym samym czasie Cinder – dziewczyna cyborg mieszkająca we Wspólnocie Wschodniej – próbuje wydostać się z więzienia i postępować według wskazówek doktora Erlanda. Wie, że jeśli ucieczka nie powiedzie się, będzie najbardziej poszukiwanym zbiegiem w całej Wspólnocie. Czas ucieka, królowa Levana niecierpliwi się i zagraża młodemu cesarzowi Kaito, a Cinder musi działać. Drogi tych dwóch różnych bohaterek spotykają się wtedy, gdy Ziemię atakują wojska Luny. Dwie baśnie, dwa światy. 


„Nie wiedziała, że wilk jest przebiegłym i niegodziwym zwierzęciem, i nie obawiała się go.”

W pierwszym tomie Sagi księżycowej spotykamy się z Cinder. Życie dziewczyny-cyborga jest łudząco podobne do losów Kopciuszka: wychowuje ją macocha, ma dwie siostry, jest poniżana, niedoceniana i nigdy nie zaznała miłości ze strony Adri, ale wszystko się zmienia w momencie poznania księcia i otrzymania zaproszenia na bal organizowany w pałacu. Tym razem autorka postanowiła wzorować bieg wydarzeń na historii o… Czerwonym Kapturku. Jak wyszło jej to połączenie?
Przyznam szczerze, że nie wiedziałam czego się spodziewać. Opis w ogóle mnie nie zainteresował, a wręcz przeciwnie – sprawił, że niechętnie myślałam o drugiej części Sagi księżycowej. Jak to: Scarlet? A gdzie Cinder i kontynuacja jej niebezpiecznej wędrówki w celu odkrycia prawdy? Mimo wszystko pomysł z Czerwonym Kapturkiem wydał mi się całkiem dobry. Miałam ogromną nadzieję, że pani Meyer nie zepsuje drugiej części. Tyle obaw, tyle pytań…

W drugim tomie Sagi księżycowej spotykamy się z nowymi bohaterami, jak i z tymi z poprzedniej części. Wspomniana w opisie Scarlet od razu sprawiła, że pozytywnie podeszłam do lektury. W kilku rzeczach była inna od Cinder, chociaż obie miały jedną, ważną, wspólną cechę – ogromną odwagę. Scarlet mieszka jedynie z babcią, a kiedy ta ginie w tajemniczych okolicznościach, zrozpaczona dziewczyna na pierwszym planie umieszcza poszukiwania jej. Jednak jak ma rozpocząć pościg za porywaczami skoro nie zna odpowiedzi na najważniejsze pytania: dlaczego jej babcia porzuciła swój czip ID? Czy przeszłość Michelle Benoit mogła mieć wpływ na zniknięcie? Kim są porywacze i czego żądają od Scarlet i Michelle?

Największą zaletą Scarlet jest siła i determinacja. W takiej sytuacji ja sama poddałabym się i pogodziła z takim losem, lecz ona nawet nie chce myśleć o możliwości porzucenia wszelkiej nadziei. Wydawała mi się bardzo naturalna, bez grama schematycznego zachowania. Niektóre jej reakcje były tak prawdziwe, że aż dziwiłam się autorce. Nie jest w stanie od razu zaufać nowym ludziom, ale potrafi niejednego zaskoczyć swoją stanowczością oraz władczością. Skoro jest naturalna, musi mieć też swoje wady, bo nikt nie jest idealny. Przede wszystkim Scarlet jest trochę naiwna – okej, nie trochę. Pomimo tego, że nie ufa nikomu, postanowiła wyruszyć w drogę z poznanym dzień wcześniej Wilkiem. Jest nim tak zafascynowana, że nie dostrzega pewnych niedociągnięć w historii jego krótkiego życia, a nabiorą one sensu kilkadziesiąt stron dalej.
Sam Wilk to postać bardzo ciekawa, która od samego początku mnie oczarowała. W jego zachowaniu również nie dostrzegłam żadnej sztuczności ani schematyczności. Ten bohater szczególnie mnie zainteresował, ponieważ miał dwa różne oblicza – jedno podczas walki i w towarzystwie swoich kompanów, drugie w obecności Scarlet – co wzbogacało jego charakter i przedstawiało go w innym świetle. Polubiłam Wilka za to, że umiał przyznać się do winy i przeprosić. Jego zauroczenie Scarlet było niezwykle realne i takie niewinne, że aż… słodkie (nie w złym słowa znaczeniu).

Oprócz tych głównych bohaterów pojawiają się także inni nowi. Cinder w trakcie ucieczki przypadkowo wpada na Carswella Thorne’a, który uparcie uważa się za „kapitana Thorne’a”. Ta postać okazała się fenomenalnym, barwnym i zabawnym dodatkiem do niebezpiecznej podróży dziewczyny-cyborga. Dzięki Thorne’owi w czasie czytania wiele razy wybuchałam śmiechem, z kolei relacje między nim a Cinder całkowicie mnie rozbawiły. Myślę, że bez niego wątek Cinder utraciłby wiele humoru, zainteresowania i tego czegoś, co przyciąga czytelnika. Nie wolno zapomnieć także o Iko, która w drugim tomie zyskuje zupełnie inny, nowy korpus.

Poznani wcześniej Cinder, Kaito, królowa Levana oraz cudotwórcy Lunarskiej księżnej nie zmieniają się ani trochę. Jedynie w zachowaniu Kaia dostrzegłam pewną bezradność w obliczu takiej a nie innej sytuacji. Cinder staje się silniejsza i pewniejsza, zaś przez królową Levanę wylewają się kolejne potoki nienawiści. Nowi bohaterowie uatrakcyjnili całą historię i nadali jej nowych kolorów. Jestem bardzo zachwycona i zadowolona wszystkimi postaciami.

„Czerwony Kapturek był łakomym kąskiem i wilk wiedział, że będzie on jeszcze smaczniejszy niż jej babcia.”

Jeśli chodzi o akcję, nie mam żadnych zastrzeżeń. Przez całą historię tych dwóch dziewcząt non stop coś się dzieje; ucieczka przed policją, wybuch kolejnego ogniska letumosis, decyzje cesarza Kaito, wydostanie się z więzienia… Są momenty mrożące krew w żyłach, jak i chwile poświęcone na odpoczynek, w których bohaterowie mają okazję lepiej się poznać. Lekki styl i barwny język Marissy Meyer sprawia, że czyta się przyjemnie, szybko (może trochę za szybko) i bez problemów. Aż żałuję, że przeczytałam drugi tom w ciągu trzech dni. Połączenie Kopciuszka i Czerwonego Kapturka wyszło pani Meyer naprawdę oryginalnie.
Narracja z dwóch perspektyw pozwala obserwować nam nie tylko losy Scarlet i Cinder, ale również królowej Levany i cesarza Kaia. Dzięki temu przetaczające się między stronami sekrety powoli układają się w spójną, logiczną całość, a dzięki znajomości baśni z dzieciństwa jesteśmy w stanie odgadnąć dalsze losy bohaterek, chociaż (przyznam szczerze) wiele razy autorka wprawiła mnie w zdumienie i sprawiła, że inaczej podchodziłam do lektury. Uważajcie, bo nie każdy będzie tym, za kogo się podaje.

„Och, babciu, jakie ty masz wielkie zęby!”

Podsumowując:
Rzadko można natrafić na tak dobrą serię. Saga księżycowa. Scarlet to blisko pięćdziesiąt rozdziałów pełnych akcji, emocji, chwil grozy i cudownego stylu pani Marissy Meyer. W dziecinnie prosty sposób stworzyła dwie łączące się historie, które porwały mnie od samego początku i zachwyciły do granic możliwości. Autorka idealnie przeniosła baśnie na karty swojej powieści, zachowując wszystkie charakterystyczne dla Kopciuszka i Czerwonego Kapturka elementy (jak np. czerwona pelerynka, wilk, las, itd.). Mało tego – punktem kulminacyjnym, gdzie każda postać pokazuje swoją prawdziwą tożsamość, zaskoczyła mnie pod każdym względem. Okazuje się, że nie każdy wilk jest taki straszny. 

„Żebym cię mogła zjeść, kochanie.”


Layla, 16 lat

Za rewelacyjną lekturę dziękuję Wydawnictwu Egmont. 

wtorek, 12 lutego 2013

"Saga księżycowa: Cinder" - Marissa Meyer - recenzja


Daleka przyszłość. Nowy Pekin, Wspólnota Wschodnia. Letumosis powoli dociera do ogromnego miasta, liczba zarażonych szybko wzrasta. Lek – nie znaleziono.

Saga księżycowa. Cinder - Marissa Meyer
Cinder jest dziewczyną-cyborgiem. Wychowuje ją macocha Adri; kobieta o własnych, surowych zasadach, która ponad wszystko wywyższa swoje dwie córki Peony oraz Pearl, a sierotę przygarniętą przez jej zmarłego męża poniża, wyzywa i bije. Nastolatka nie ma łatwego życia, czego dowodem są ciągłe kłótnie, awantury i wieczne spory pomiędzy nią a macochą. Każdy dzień wygląda tak samo: targ, stoisko, naprawianie zepsutych maszyn, czarne plamy smaru na ubraniu, aż pewnego dnia do jej warsztatu przychodzi książę. Kaito, syn umierającego na letumosis cesarza, prosi Cinder, aby ta naprawiła jego androida, który ponoć przetrzymuje ważne informacje. Zadanie, dla młodej mechanik, to ogromny zaszczyt, w dodatku z prośbą zwraca się do niej sam książę Kai, do którego wzdycha dwieście tysięcy normalnych nastolatek w całym Pekinie. Cichy głos w głowie Cinder podpowiada jej, że znajomość z księciem nie zakończy się tylko na naprawieniu starego androida.


Pierwsza część Sagi księżycowej zaciekawiła mnie nie dzięki okładce i interesującemu opisowi, lecz poprzez odwołanie do baśni o… Kopciuszku. Było to dla mnie miłe zaskoczenie, gdyż bajka ta od dziecka miała dla mnie duże znaczenie (która mała dziewczynka nie chciałaby poznać na balu przystojnego księcia i żyć z nim długo i szczęśliwie?). W literaturze paranormal-romance mieliśmy już bliskie spotkanie z nową wersją Czerwonego Kapturka (Dziewczyna w czerwonej pelerynie, książka na podstawie filmu o tym samym tytule), dlatego zapowiedź Cinder na portalach internetowych pozytywnie nastawiła mnie do tej książki. Jak wypadło połączenie Kopciuszka, dalekiej przyszłości i ogarniającej ogromne miasto zarazy? Odpowiedź jest naprawdę prosta: bardzo dobrze.

Tak jak to w baśni jest ukazane, biedny Kopciuszek ma macochę oraz dwie straszne przyrodnie siostry – w tych rolach wcześniej wspomniane Adri, Pearl i Peony, chociaż ta ostatnia wcale nie była zła. Peony współczuła Cinder i była blisko niej, co nie zawsze podobało się jej matce. Bardzo polubiłam tą postać za jej charakter.

Główna bohaterka musi robić to, co jej każą; sprzątać, pracować, wypełniać obowiązki należące do Adri i nie sprzeciwiać się decyzjom opiekunki – w powieści pani Meyer Cinder nie ma ani grama wolności, jest ograniczana przez macochę, ma zarabiać na siebie i naprawiać każdą najdrobniejszą usterkę w domu. Powtarzane w kółko słowa „napraw to”, „nie kłóć się ze mną, jestem twoją opiekunką prawną”, „nie jesteś człowiekiem, nie możesz mieszać się w sprawy ludzi” sprawiają, że Cinder staje się twardą, odporną na niemiłe komentarze macochy dziewczyną. Jej postawa, odwaga, sposób patrzenia na świat sprawiły, iż naprawdę zaczęłam darzyć ją sympatią. Najczęściej spotykamy się z bohaterkami o dziwnych charakterach, które potrafią wydusić tylko „Ja… no… e… ja nie chciałam!”, podejmują naprawdę dziwne decyzje i są denerwująco lekkomyślne – Cinder  jest inna. To, w jaki sposób prowadziła normalną rozmowę z księciem, jak stawiała opór Adri i odpierała jej ataki w postaci wyzwisk, przyczyniło się do tego, że Cinder zyskała dużo plusów w moich oczach.

Bohaterowie w Sadze księżycowej nie są ani trochę schematyczni, jednak już od samego początku przygody z Cinder możemy wyraźnie podzielić ich na czarne charaktery i dobre duszyczki. Ten baśniowy element bardzo dobrze sprawdził się w powieści pani Meyer. Dzięki temu zagłębiając się w historię Cinder myślimy, że czytamy najprawdziwszą baśń, z tą różnicą, że Kopciuszka można łatwo opowiedzieć dziecku na dobranoc w kilka minut, a Sagę księżycową trzeba dotknąć, poczuć i przeczytać, aby ją zrozumieć.

Ponadto swoje serce oddałam kilku postaciom z Sagi księżycowej – Iko (za jej troskliwość i mikroprocesor osobowości) oraz Kaiowi. Ten ostatni wydał mi się tak naturalnym bohaterem, że aż dziwiłam się, w jaki sposób pani Marissa w tak mistrzowskim stylu odtworzyła charakter prawdziwego nastoletniego dżentelmena. Trzecioosobowa narracja okazała się rewelacyjnym wyborem, a wszechwiedzący narrator dopełnił całość. Poprzez taki zabieg możemy śledzić równocześnie losy Cinder oraz księcia w różnych miejscach i sytuacjach. Chińskie zwroty grzecznościowe i kultura przenoszą nas do prawdziwego Pekinu z przyszłości. O ile nigdy nie byłam miłośniczką wschodnich państw i ich obyczajów, tak teraz z czystym sercem darzę je uwielbieniem.  

Na samym początku książki domyśliłam się już pewnych rzeczy. Nie wiem czy stało się tak dlatego, że pewne elementy zostały słabo ukryte pośród słów i niepotrzebnie wywyższone, czy może dlatego, że w swoim życiu przeczytałam tyle książek, iż pewne rzeczy są dla mnie od razu jasne – jedno wiem na pewno: w Sadze księżycowej niektóre zdarzenia można przewidzieć od początkowych rozdziałów (wyłączając elementy baśniowe). Z pewnością zauważył to każdy, kto przeczytał już Cinder. Nie jest to żaden minus, prędzej coś w rodzaju oczekiwania („Kiedy on powie jej to, co jasne jest od stu pięćdziesięciu stron? Dlaczego ona niczego się nie domyśla?”).

W powieści pani Meyer szczególnie zadziwiająca jest jedna rzecz: niezwykła, niepowtarzalna, rzadko spotykana lekkość czytania. Nigdy nie zetknęłam się z tak łatwo złożonymi zdaniami, inteligentnymi, zabawnymi dialogami i czarującymi opisami (co w dużej mierze jest również zasługą tłumacza). Całość wypadła rewelacyjnie. Pani Meyer przenosi nas do świata za kilkaset lat – zdominowanego przez rozwijającą technologię, nowe odkrycia,  pogrążonego w konflikcie z Lunarami, mieszkańcami Luny (Księżyca), gdzie obywatele dzielą się na ludzi i maszyny, a zaraza zbiera coraz większe żniwo. Nie ma równouprawnienia: cyborg to śmieć, nie człowiek, nie ma uczuć i nie potrafi myśleć jak istota stworzona w całości z krwi i kości –  lepiej zastąpić go inteligentnym androidem. Nikt nie chce przyznawać się do stworzenia, które w połowie składa się z metalowych części. Autorka w bardzo banalny i sprytny sposób znalazła pomysł na ciekawą powieść. Po co szperać w starych księgach, odkrywać greckie oraz egipskie mity – materiały na idealną książkę – skoro można zainspirować się zwykłymi, powszechnie znanymi, popularnymi, lubianymi przez ludzi baśniami?

Podsumowując:
Saga księżycowa. Cinder to naprawdę dobra, warta uwagi, trzymająca w napięciu pozycja. Nie trzeba długo się nad nią zastanawiać w księgarni. Wystarczy tylko otworzyć ją na pierwszej stronie i pozwolić zagłębić się w znanym, choć zupełnie nowym świecie. Życie służącej, poniżanie, pogarda, bal, zakochanie, zgubiony pantofelek to elementy, które pani Meyer wplotła do swojej powieści w naprawdę świetny sposób. Po co szukać oryginalnych powieści z bohaterami innymi niż wampiry bądź wilkołaki, skoro pod nosem mamy dzieło debiutującej autorki z Tacomy? Godziny spędzone przy powieści Marissy Meyer to jedne z najpiękniejszych upływających (niestety) szybko minut w moim życiu. Być cyborgiem i odnaleźć się w świecie, w którym istoty takiej jak Cinder  są omijane szerokim łukiem, to ogromne wyzwanie.

Layla, 16 lat     

Za fantastyczną powieść dziękuję Wydawnictwu Egmont. 

czwartek, 7 lutego 2013

"Saga księżycowa. Cinder" - Marissa Meyer - recenzja



Autorem książki "Saga księżycowa. Cinder" jest Marissa Meyer. 

Saga księżycowa. Cinder - Marissa Meyer
Akcja powieści dzieje się w Nowym Pekinie, w przyszłości, po IV Wojnie Światowej. Panuje tutaj dziwna i tajemnicza choroba zakaźna. Główna bohaterka - Cinder jest cyborgiem, pracuje na targu jako mechanik. Również ona choruje na tę nieuleczalną chorobę. Chociaż prowadzi trudne życie, daje sobie z nim radę. Pewnego dnia poznaje Kai, który okazuje się być księciem. I jak można przewidzieć Cinder zakochuje się, choć na początku się do tego nie przyznaje. Nasza bohaterka ukrywa przed światem tajemnice swojej przeszłości. Nie jest jej łatwo, na swojej drodze, mierzy się z wieloma przeciwnościami losu.


Czy uda jej się zwyciężyć?
Dlaczego Cinder się różni od innych? (nie tylko tym, że jest cyborgiem)
Co tak naprawdę ukrywa?

Książka jest ciekawa. Opowiada o dobru i złu idących w parze, trudnych wyborach, przyjaźni i miłości. Niewątpliwie ciekawym zabiegiem autorki jest to, iż fabuła wzorowana jest na znanej wszystkim baśni o Kopciuszku. Jedno jest pewne. Powieść wyróżnia się na tle innych współczesnych książek dla młodzieży.  Szczególnie polecam osobom interesującym się robotyką i galaktycznym światem cyborgów :) 


Kaja, 13 lat 



Wydawnictwu Egmont dziękuję za rewelacyjną powieść.