tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 czerwca 2026

"Caraval" - Stephanie Garber - recenzja

 „Caraval” Stephanie Garber to niezwykła powieść fantasy, która od pierwszych stron przenosi czytelnika do świata pełnego magii, iluzji i tajemnic. Historia opowiada o dwóch siostrach – Scarlett i Donatelli – które od wielu lat marzą o uczestnictwie w legendarnym Caravalu. Jest to tajemnicza gra organizowana przez Legendę, czyli człowieka owianego wieloma plotkami i sekretami. Caraval nie jest jednak zwykłą zabawą – uczestnicy muszą rozwiązywać zagadki i wykonywać różne zadania, a granica między rzeczywistością a iluzją bardzo szybko zaczyna się zacierać.

Największym atutem książki jest zdecydowanie jej niesamowity klimat. Stephanie Garber stworzyła świat przypominający sen albo magiczny spektakl. Wszystko jest pełne kolorów, świateł, tajemniczych miejsc i dziwnych wydarzeń. Podczas czytania miałam wrażenie, że razem z bohaterami uczestniczę w czymś niezwykłym. Autorka bardzo dokładnie opisuje miejsca i atmosferę Caravalu, dzięki czemu łatwo wyobrazić sobie wszystkie wydarzenia. Momentami książka przypominała baśń albo magiczny teatr, w którym nic nie jest pewne.

Bardzo ciekawie zostały przedstawione również postacie. Scarlett początkowo jest ostrożna, przestraszona i przyzwyczajona do życia pod kontrolą ojca. Całe życie podporządkowywała obowiązkom i zasadom, dlatego udział w Caravalu staje się dla niej czymś zupełnie nowym. W trakcie historii bohaterka zaczyna się zmieniać, staje się odważniejsza i bardziej samodzielna. Bardzo podobało mi się obserwowanie jej rozwoju, ponieważ dzięki temu postać wydaje się bardziej realistyczna.

Ważnym elementem książki jest również relacja między Scarlett a jej siostrą Donatellą. Mimo że bohaterki różnią się charakterami, bardzo się kochają i są gotowe wiele poświęcić dla siebie nawzajem. To właśnie więź między siostrami napędza wiele wydarzeń w książce. Dzięki temu „Caraval” nie jest tylko historią o magii i tajemnicach, ale także opowieścią o rodzinie, zaufaniu i poświęceniu.

Akcja książki jest bardzo dynamiczna i praktycznie cały czas coś się dzieje. Autorka regularnie zaskakuje czytelnika nowymi informacjami i zwrotami akcji. Do samego końca trudno przewidzieć, komu można ufać i co jest prawdą. Wiele sytuacji okazuje się jedynie częścią gry, przez co czytelnik razem z bohaterką próbuje odróżnić rzeczywistość od iluzji. To sprawia, że książka jest niezwykle wciągająca i trudno się od niej oderwać.

Styl pisania Stephanie Garber jest bardzo obrazowy i momentami wręcz poetycki. Autorka skupia się nie tylko na samej akcji, ale także na emocjach i atmosferze. Dzięki temu książka wyróżnia się spośród wielu innych powieści fantasy. Nie jest to historia oparta wyłącznie na walce czy przygodach, ale bardziej opowieść o marzeniach, iluzji, strachu i odkrywaniu prawdy.

Według mnie „Caraval” to książka idealna dla osób, które lubią magiczne światy, tajemnice i historie pełne niespodziewanych wydarzeń. Powieść potrafi całkowicie wciągnąć czytelnika i sprawić, że jeszcze długo po zakończeniu myśli się o jej bohaterach i niezwykłym świecie. To jedna z tych książek, które wyróżniają się przede wszystkim klimatem i oryginalnością, dlatego zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

Zuza

czwartek, 28 maja 2026

„Szkarłatna Ćma” - Kristen Ciccarelli - recenzja

Wyobraź sobie, że żyjesz w świecie, w którym magia jest równie fascynująca, co niebezpieczna, a każdy wybór może kosztować cię znacznie więcej, niż jesteś gotów oddać. Nie jesteś zwykłym bohaterem – jesteś kimś, kto musi nauczyć się przetrwać w rzeczywistości pełnej sekretów, zdrad i niewypowiedzianych pragnień.

Na pierwszy rzut oka historia wydaje się znajoma: młoda bohaterka, tajemnicza przeszłość i świat, który skrywa więcej, niż pokazuje. Jednak wszystko zmienia się w momencie, gdy na jej drodze pojawia się ktoś, kto burzy dotychczasowy porządek i zmusza ją do zadania sobie pytania – kim tak naprawdę jest i jaką cenę jest gotowa zapłacić za prawdę.

Brzmi jak kolejna opowieść fantasy? Być może. Ale Kristen Ciccarelli potrafi nadać tej historii wyjątkowego charakteru. Jej świat jest mroczny, gęsty od emocji i napięcia, a relacje między bohaterami nie są ani proste, ani oczywiste. To nie tylko opowieść o magii – to przede wszystkim historia o tożsamości, wyborach i konsekwencjach.

Główna bohaterka nie jest idealna. Popełnia błędy, waha się, czasem podejmuje decyzje, które trudno zrozumieć. I właśnie to sprawia, że jest tak autentyczna. Towarzysząc jej, ma się wrażenie, jakby każdy krok prowadził coraz głębiej w świat, z którego nie ma łatwej drogi powrotu.

Autorka stworzyła uniwersum pełne kontrastów – piękne, ale brutalne; pociągające, ale groźne. To miejsce, do którego chciałoby się zajrzeć choć na chwilę, a jednocześnie takie, z którego lepiej nie wracać zbyt długo.

„Szkarłatna Ćma” szczególnie przypadnie do gustu fanom historii z wyraźnym wątkiem romantycznym, ale nie takim oczywistym i lekkim. To relacja pełna napięcia, niedopowiedzeń i emocji, które potrafią zaskoczyć.

Gorąco polecam tę książkę każdemu, kto szuka czegoś więcej niż tylko klasycznej opowieści fantasy. To historia, która wciąga, ale też zostawia czytelnika z refleksją.

Na koniec mała myśl, z którą warto wejść w tę opowieść:

nie każda prawda przynosi ulgę – czasem zmienia wszystko.

Artemis

wtorek, 19 maja 2026

„Ruthless Vows. Rozdzieleni przez wojnę" – Rebecca Ross - recenzja

„Ruthless Vows” to druga część serii zaczętej w Divine Rivals i od razu można powiedzieć jedno – tu wszystko jest bardziej intensywne. Więcej emocji, więcej bólu i zdecydowanie więcej trudnych wyborów.

Historia znowu skupia się na Iris i Romanie, ale ich sytuacja jest już zupełnie inna niż wcześniej. Wojna trwa, robi się coraz bardziej niebezpiecznie, a oni sami muszą radzić sobie nie tylko z tym, co dzieje się wokół nich, ale też z tym, co czują. I nie zawsze jest łatwo.

Największym plusem tej książki są zdecydowanie bohaterowie. Nadal są bardzo prawdziwi – popełniają błędy, czasem podejmują decyzje, które mogą irytować, ale właśnie dzięki temu wydają się bardziej „ludzcy”. Ich relacja też się zmienia – nie jest już taka delikatna i niepewna jak wcześniej, tylko dużo bardziej skomplikowana i… bolesna momentami.

Świat przedstawiony robi się tutaj mroczniejszy. Konflikt bogów nabiera znaczenia i czuć, że stawka jest dużo wyższa niż w pierwszej części. Wszystko ma większy ciężar, a historia momentami naprawdę potrafi przytłoczyć emocjonalnie.

Styl pisania Rebecci Ross dalej jest lekki i przyjemny, więc książkę czyta się szybko, ale jednocześnie nie brakuje w niej momentów, które zostają w głowie na dłużej. Motyw listów nadal jest obecny i dalej robi robotę – dodaje klimatu i sprawia, że relacja bohaterów jest jeszcze bardziej wyjątkowa.

Podsumowując – „Ruthless Vows” to bardzo dobra kontynuacja. Jeśli ktoś polubił pierwszą część, to tutaj dostanie jeszcze więcej emocji i głębi. To historia, która pokazuje, że miłość wcale nie jest prosta, zwłaszcza kiedy wszystko wokół się rozpada.

Artemis

wtorek, 28 kwietnia 2026

"Ruina i rewolta" - Leigh Bardugo - recenzja

 

"Ruina i rewolta" to ostatnia część trylogii Griszów autorstwa Leigh Bardugo. 

Śledzimy w niej dalsze losy głównej bohaterki - Aliny - która przez swój ciężki stan oraz niebezpieczeństwo czyhajace na powierzchni, jest zmuszona ukryć się w Białym Soborze, sieci tuneli podziemnych. 

Jako przyzywaczka słońca czuje się ona nieswojo przez brak światła. Ponadto jest  uwięziona przez kapłana Appata kontrolującego jej ruchy - Alina pragnie się wydostać nie tylko aby się uwolnić, ale także aby móc zbliżyć się do wygranej z Darklingiem, Griszą o największej i nastraszniejszej mocy. 

Jej nadzieją jest zdobycie ostatniego ze Wzmacniaczy Morozowa, którego według jej nadziei znajdzie w miejscu swoich narodzin.

Wędrówka dziewczyny nie jest łatwa - pełna zaskakujących oraz przerażających zdarzeń, a także czarujących książąt oraz latających statków. Jest pełna uczuć, o których wie, że nie wpłyną na przyszłość.

Historia kończy się szczęśliwie, pokazując nam, że nawet gdy nie widzimy szans na szczęśliwe zakończenie, los zawsze znajdzie sposób, aby się udało.

Ruina i rewolta to książka trzymająca w napięciu, pełna zaskakujących zwrotów akcji. Myślę, że jest bardzo dobrym zakończeniem serii :)

Tosia

czwartek, 23 kwietnia 2026

"Lore" - Alexandra Bracken - recenzja

 „Lore” to wciągająca powieść autorstwa Alexandry Bracken. Choć jest napisana w stylu fantasy, mogę ją polecić fanom mitologii, przygody, romansów, tragedii i wyciskaczy łez. Zadowoli gust każdego czytelnika.

Co siedem lat, przez siedem dni, greccy bogowie stają się śmiertelni. We współczesnym Nowym Jorku rozpoczyna się Agon – mordercza rozrywka, podczas której jeśli ktoś zabije boga, przejmie jego moc i potęgę. Obecnie większość bogów nie żyje, i jedynie przywódcy niektórych greckich rodów noszą ich siłę w celu przetrwania przez ten jeden tydzień.

Lore pochodzi z rodu Perseusza. Przed siedmiu laty jej rodziców i siostry wymordowali potomkowie Kadmosa. Dziewczyna cudem uniknęła śmierci i ukryła się w Nowym Jorku. Przez resztę życia starała się czcić pamięć poległej rodziny, pozostając przy życiu i starając się zapomnieć o Agonie. Jednak jej marzenia o zemście nie pozwalają sobie odpuścić, zwłaszcza teraz, po starcie Agonu...

Zaraz po rozpoczęciu polowania Lore znajduje na swoim progu ranną Atenę. Bogini, ledwo pozostała przy życiu, proponuje dziewczynie sojusz przeciwko wspólnemu wrogowi – Kadmosowi, który przejął moc Aresa, i jako Gniewny planuje coś okrutnego przeciwko reszcie bogów. Lore decyduje się wrócić do śmiertelnie niebezpiecznej gry. Czy ona, jej współlokator Miles, Atena oraz inni niespodziewani sojusznicy powstrzymają nowego boga przed zniszczeniem ludzkości? Lore będzie musiała wiele poświęcić. I nie tylko ona...

Powieść ta od razu przykuła moją uwagę, jako że uwielbiam mitologię grecką. Sama fabuła jest dobrze skonstruowana, czasem się może dłużyć, ale ogólnie idzie do przodu równomiernym tempem. Jest długa, pełna charakterystyk i dobrze napisanych postaci. Choć zaznaczam z góry, że niektóre opisy mogą być zbyt drastycznie i obrzydliwe dla wrażliwych czytelników.

Postać Lore jest zaskakująco dobrze skonstruowana. Jest skomplikowaną dziewczyną, z którą można się utożsamiać, lub znienawidzić w niektórych momentach. W jednej chwili się ją kocha, w drugiej chce się ją rozerwać na strzępy. Nie zawsze widzę takie zabiegi w książkach, a już zwłaszcza z głównym bohaterem. Jeśli jesteście fanami unikatowych pomysłów, polecam tą książkę.

Podsumowując, „Lore” jest unikalną powieścią, dotykającą różne tematy (na przykład zemstę i poświęcenie), z mitologicznymi wątkami i młodą bohaterką, która musi stanąć oko w oko z demonami przeszłości i złem czyhającym na ulicach wielkiego miasta. 

Brzmi ciekawie? 

Jeśli tak, to polecam serdecznie przeczytać całość. Bo to, co wymieniłem, to nie jest wszystko. A od początku jest tylko lepiej.

Alicjan

wtorek, 13 stycznia 2026

"Królestwo Mostu" - Danielle L. Jensen - recenzja

Królestwo Mostu jest pierwszą częścią cyklu o tym samym tytule, którego autorką jest kanadyjska pisarka Danielle L. Jensen. To niesamowita książka łącząca w sobie romans oraz fantastyczny świat zwaśnionych królestw rozdzielonych pomiędzy dwa kontynenty. Jedyną bezpieczną drogą handlową pomiędzy nimi jest Most, który od niepamiętnych czasów znajduje się we władaniu Ithicany.

Lara Veliant to maridrińska księżniczka, która 15 lat swojego życia spędziła wraz z siostrami w Kompleksie pośrodku Czerwonej Pustyni, ucząc się, jak zostać idealną żoną , a przede wszystkim zdrajczynią i morderczynią. Na początku było ich 20, ale nie wszystkie dziewczęta przetrwały szkolenie. Spośród nich król Silas Veliant miał wybrać jedną, która poślubi ithicańskiego króla. Lara wie jednak, że jej ojciec nie zamierza zostawiać świadków, dlatego postanawia sfingować śmierć sióstr i przyjąć na siebie brzemię ocalenia swojego zagłodzonego ludu, czego możliwość upatruje w przejęciu Mostu przez Maridrinę. 

Co jednak zrobi, kiedy okaże się, że jej ojciec miał swoje powody, aby umieścić ją w Kompleksie pośrodku pustynnych piasków i bynajmniej nie było to jej bezpieczeństwo?

Królestwo Mostu to niesamowicie wciągająca powieść romantasy, którą czytałam z zapartym tchem od pierwszej do ostatniej strony. Losy Lary ukazują, że to, w co wierzymy nie zawsze jest prawdą i trzeba nieustannie walczyć o to, by nie żyć w kłamstwie. 

Serdecznie polecam tę książkę każdemu miłośnikowi gatunku fantasy – nie zawiedziecie się!

Madison

środa, 29 października 2025

„Nie poddawaj się” - Rainbow Rowell - recenzja

Wyobraź sobie, że masz jedenaście lat i odkąd pamiętasz mieszkasz w domu dziecka. Nie znasz swoich rodziców, swojej daty urodzin, a jedyne co wiesz o sobie to to, jak się nazywasz i tylko dlatego, że było to napisane na twojej ręce.

Można powiedzieć, że twoje życie wygląda jak życie wielu innych sierot z Wielkiej Brytanii. Przynajmniej wyglądało dopóki nie odwiedził Cię, dziwnie ubrany, mężczyzna i nie zaczął opowiadać Ci o czarodziejach, wampirach, czarach i jakiejś szkole, w której niejako masz zacząć naukę o tym wszystkim. Brzmi to jakby człowiek uciekł z psychiatryka i wmawiał Ci jakieś zmyślone bujdy. 

Zapewne już wydaję się wam to dziwne i nie z tej ziemi, a co ma powiedzieć o tym Simon, któremu to wszystko się przydarzyło! A na dodatek te bujdy okazały się prawdą! 

Od odwiedzin jak się później okazało Maga - Dyrektora Szkoły Magii w  Watford - zaczął się dla młodego czarodzieja, którym Simon okazał się być, czas poznawania prawdy nie tylko o świecie, ale przede wszystkim o sobie.

Historia Simona Snowa i jego przyjaciół została napisana przez Rainbow Rowell,- amerykańską pisarkę, która jest również znana ze swoich innych dzieł takich jak: „Fangirl”, „Eleanor & Park” oraz „Runaways”. 

Rowell stworzyła całkiem nowy, wypełniony magią aż po brzegi świat, do którego z wielką chęcią bym się przeniosła chociaż na chwilę.  

Gorąco polecam tę książkę każdemu fanowi fantastyki, a zwłaszcza fanom Harrego Pottera, ponieważ jestem pewna że pokochacie tą historię równie mocno.

Na koniec tak jak zawsze mam dla was małą sugestię przed wskoczeniem do nowego książkowego świata:

Słowa oraz czyny nie zawsze są odzwierciedleniem myśli i emocji. 


Artemis


czwartek, 23 października 2025

„Dar Anomalii” – Paweł Zbroszczyk – recenzja

Nie ma czegoś takiego jak przypadek. Wszystko rozpoczyna się w rytm Anomalii. Zdarzenia wybrzmiewają niczym nuty, wygrywane na lutni Piewcy, rozbijające się na kształt echa. Wszyscy poszukują Anomalii, każdy chce polepszyć swój los, lub przysłużyć się światu, służąc jej tajemnicy. Lecz nie każdego potraktuje litościwie...

Leba jest za młody, by udowodnić swoją wartość. Ale spotykając przedwcześnie Anomalię, nie ma zamiaru czekać, aż los mu podaruje miejsce na igrzyskach śmierci. Bren wykupił sobie lepsze życie, za pomocą bezczelnego kłamstwa i przekrętu. Nieświadomie, wpada w ręce okrutnych zabójców, a Anomalia staje się jego jedynym źródłem ratunku.

Skrupulatny i bohaterski Leba, łączy się z kłamcą i złodziejaszkiem. Sprytny i impulsywny Bren łączy się z tajemniczym skrzydlatym chłopcem, wspierającym istoty z innych światów. Leba i Bren. Bren i Leba. Jak dwie strony medalu, dwie strony ostrza, połączeni losem przez Anomalię, która zostawiła im misję do ukończenia i życie do uratowania. Rodzi się pytanie: czy się zgodzą na ten los?.

Oto świat, w którym za magiczny talent zapłacisz kalectwem. 

Czy jesteś dość silny, by przetrwać jako wyrzutek, czy skonfrontujesz się z ciążącym fatum, wśród mistycznych ścieżek miasta pradawnej rasy? 

Postawisz na walkę, czy na ucieczkę? 

Nie wybieraj, Anomalia i tak wybierze za ciebie.

„Dar Anomalii” to powieść fantasy autorstwa Pawła Zbroszczyka. Można o tej książce powiedzieć bardzo dużo dobrych rzeczy.

Najlepszą częścią tej powieści jest świat przedstawiony na jej kartach. Każde miejsce i postać wydaje się tak żywe i pełne charakteru, że można o nich napisać osobną książkę. Zaimponowały mi też oryginalne pieśni i inkantacje, śpiewane w niektórych miejscach przez bohaterów. Dobrze napisana była również magia wykorzystywana w wielu różnych scenach.

Postacie Leby i Brena są głównymi gwiazdami tej historii, i nie bez powodu. Ich dynamika popychająca akcję do przodu jest przyjemna do czytania, i jakimś cudem wydaje się różnić od innych w tym stylu przyjaźni. Ogólnie fabuła jest dobrze przemyślana, choć w trzecim rozdziale wydaje się niepotrzebnie przyspieszać i rozmywać z tego powodu. Jedyne, co mogę jej zarzucić to to, że w niektórych miejscach z powodu pokręconego opisu ciężko było się rozeznać w sytuacji.

Przez karty powieści przewija się znany wielu osobom z lekcji polskiego motyw Fatum, niepowstrzymanej siły kontrolującej nasze życie... a może na odwrót? Właśnie takie pytanie zadaje ta powieść. I nie tylko takie; porusza też kwestię odwagi, odpowiedzialności, zdrady oraz poświęcenia.

Podsumowując, „Dar Anomalii” to intrygująca historia uzbrojona we wszystko, co lubią fani fantasy: rozbudowany świat, wielowarstwowi i (prawdopodobnie) przystojni bohaterowie, pradawne zło i dobro, potężna magia i wciągające zakończenie, dzięki któremu czekasz niecierpliwie na kolejną część. 

Polecam serdecznie, nawet jeśli nie jesteś fanem gatunku fantasy. A może dzięki tej książce się do niego przekonasz.


Alicjan

wtorek, 30 września 2025

"Kosiarze" - Neal Shusterman - recenzja

Kosiarze to pierwsza część zachwycającej trylogii Żniwa śmierci, która wyszła spod pióra znanego amerykańskiego pisarza – Neala Shustermana. Przedstawia wizję świata, którym nie rządzą politycy, a śmierć nie jest już ostatecznym wyrokiem. Władzę przejął Thunderhead – sztuczna inteligencja; składowa wiedzy wszystkich żyjących dotąd ludzi. Jest jednak jedna organizacja, która pozostaje poza jego jurysdykcją – Kosodom, zrzeszający wszystkich kosiarzy. Ziemia stała się idealnym miejscem do życia, jednakże ludzi ciągle przybywa, a miejsca wciąż jest tyle samo. Rodzi to oczywiste pytanie: kto powinien umrzeć i kto ma o tym decydować?

Citra Terranova i Rowan Damisch to dwójka kompletnie ze sobą niezwiązanych nastolatków. Ich jedyne podobieństwo? - Wysokie poczucie moralności, które prawdopodobnie jest tym, co skłoniło wybitnego Sędziego Kosiarza Michaela Faradaya do ich wyboru na miano swoich praktykantów. Przez dokładnie 12 miesięcy Citra i Rowan mają szkolić się w sztuce humanitarnego zadawania śmierci. Przez jeden rok będą razem mieszkać pod jednym dachem, stosując się do zasad obowiązujących każdego żyjącego kosiarza. Jedną z nich jest absolutny zakaz nawiązywania jakichkolwiek relacji romantycznych. Czasem jednak nie można uniknąć nieuniknionego, a miłość można odnaleźć w przeróżnych sytuacjach.

Jako praktykanci, Citra i Rowan dostrzegają, jak bardzo niestabilny i podzielony stał się Kosodom. Mimo że na świecie zabrakło polityków, to w jego szeregach uformowała się zaciekła arena walki pomiędzy starą gwardią, pragnącą uszlachetniać pracę kosiarzy, a tzw. nowym porządkiem, któremu zależy na czerpaniu przyjemności z odbierania życia. Niegdyś szlachetna organizacja stopniowo zatraca swoje pierwotne wartości. Tego od zawsze obawiali się Kosiarze Założyciele, dlatego stworzyli swoiste zabezpieczenie na wypadek, gdyby Kosodom przestał sprawdzać się w swojej roli. Wiedzą o tym wszyscy, ale nie każdy o tym pamięta. 

Jaka będzie rola Citry i Rowana w losach tej śmiercionośnej organizacji?

Żniwa śmierci to opowieść o miłości, przyjaźni oraz przede wszystkim o tym, że zawsze warto działać w zgodzie z własnym sumieniem. Stanowi odpowiedź na pytanie kim się stajemy, kiedy zatracamy swoje sumienie. To naprawdę wciągająca historia, która uzmysławia prawdziwą wartość życia. Serdecznie polecam sięgnąć po Kosiarzy, kiedy tylko najdzie cię ochota na przeczytanie niesamowicie wciągającej książki z gatunku fantasy.

Madison


piątek, 19 września 2025

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa” – Mackenzi Lee – recenzja

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa” to powieść dla młodzieży autorstwa Mackenziego Lee. Przyznam szczerze; sięgałem po tą książkę oczekując porywającej akcji i humoru znanego czytelnikom Marvela. Finalnie okazała się być emocjonującą przygodą, której się za nic nie spodziewałem.

Wszyscy znają Lokiego z mitologii. Bóg chaosu, oszustw i kłamstw. Szachraj i manipulant, bez ani krzty skruchy. Jednak nie zawsze taki był.

Dawno temu starał się ze wszystkich sił udowodnić, że potrafi być zdolny i dzielny, lecz nikt wokół go nie doceniał. Wszystkie oczy były skierowane w stronę Thora, jego brata, idealnego wojownika i lidera. Każdy go wielbił... prawie każdy.Każdy poza Amorą. Była dla Lokiego przyjaciółką i bratnią duszą – kimś, kto ceni mądrość i magię. Lecz spotkał ją los tragiczny, gorszy niż śmierć. Loki, pozbawiony wsparcia jedynej osoby, widzącej w nim kogoś więcej niż „tego drugiego syna Odyna” pogrąża się w rozpaczy i znika w cieniu swojej rodziny.

Jednak pewnego dnia, Loki dostaje swoją szansę. Ktoś w Midgardzie, dla śmiertelników zwanym Ziemią, dokonuje okropnych morderstw. Ktoś tak potężny, że nawet Odyn, najsilniejszy z Bogów, nie może go znaleźć. Loki ma za zadanie wyjaśnić sprawę i złapać mordercę.

Tajemnica, przesiąknięta intrygą, przenosi Lokiego do końca XIX wieku, gdzie trafia na zaułki starego Londynu i rozpoczyna podróż z ekscentrycznymi śmiertelnikami. Kłamstwa wiszą wszędzie w powietrzu, a on sam nie jest wyjątkiem. Bo to niby proste pytanie: kto zabił? Ale odpowiedzi jest o wiele więcej, a sam Loki może z tej misji nie wrócić taki sam...

Historia tej książki ma wiele elementów, które dla wielu mogą przypominać film lub komiks Marvela: super bohaterowie, zwroty akcji, fabuła pędząca z prędkością rakiety, długie sceny walki... Można by tak długo wymieniać. To, co czyni ją wyjątkową, to tematy poruszane na jej kartach. Dorastanie, poznawanie samego siebie, próba odnalezienia swojego miejsca, dobro i zło, prawda i fałsz, odpowiedzialność, odwaga i poczucie wartości to tylko kilka z nich.

Najlepszą rzeczą w tej powieści jest postać głównego bohatera – Lokiego. Tutaj go poznajemy jako młodego i niedoświadczonego chłopca, uczącego się jeszcze jak działa świat wokół niego. Jego rozważania i decyzje efektywnie zmieniają historię w powieść psychologiczną, szukającą odpowiedzi na niekomfortowe dla wielu z nas pytania. 

Kim jesteśmy? 

Czego poszukujemy? 

Dla kogo prowadzimy nasze życie? 

Czy mamy kontrolę nad naszym losem? 

Czy wszyscy mogą się zmienić, jeśli tylko tego chcą?

Przeplatane wątki komediowe i tragiczne na tle dziewiętnastowiecznego Londynu tworzą idealne tło do powieści, która doprowadzi was do łez z wielu różnych powodów. Mnie pod koniec pękło serce, i przez dwa miesiące nie chciało się skleić.

Warto też wspomnieć, że książka ta, jako że powstała spod znaku Marvela, zawiera różne odniesienia do filmów i seriali tejże wytwórni, ale nie trzeba ich znać na pamięć, żeby cieszyć się lekturą.

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa” zawiera wszystko, co można chcieć od powieści kryminalno-przygodowej dla młodzieży: tajemnicę, niezwykłe perypetia, cudownie napisane postacie, nastoletnią miłość, wielobarwne światy, kreatywny humor i zakończenie, zostawiające czytelnika z chaosem w głowie. Ta książka wzbudza całą gamę emocji, od radości i śmiechu, przez strach i bezsilność, aż po złość i smutek. Gwarantuję wam, że jak tylko zaczniecie czytać, to będziecie musieli skończyć tego samego dnia. Inaczej sobie nigdy nie wybaczycie.

Alicjan


piątek, 30 maja 2025

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa”- Mackenzi Lee - recenzja

 „Szachraj”

„Bóg chaosu”

„Pyszny”

„Próżny”

„Manipulant”

„Okrutny drapieżca”

„Ojciec kłamstw”

„Oszukuje”

„Kradnie”

„Morderca”

„Nikczemny”

„Łotrowski”

„Łotr”

Loki...

Zapewne zgodzisz się z tym opisem, prawda? Przecież każdy wie kim jest Loki. Bratem Thora, drugim, gorszym, synem Odyna. Zawsze za bratem, zawsze tym drugim. 

A co jeśli Ci powiem, że taki nie jest? No… taki nie był. 

Tylko co się stało? 

Co skierowało go do obrana ścieżki tego złego? 

Co spowodowało, że pogodził się z nazywaniem go Szachrajem skoro wcześniej tak usilnie próbował udowodnić, że nim nie jest? 

Ja wam tego na pewno nie powiem, bo zajęło by mi to stanowczo za dużo czasu, ale mogę zdradzić gdzie taką informację znaleźć. Wystarczy, że otworzycie książkę „Loki. Gdzie zaległy kłamstwa”, która wyszła spod pióra Mackenzi Lee. Nie kłamiąc ta książka zabierze was w swój opowiadany świat tak, że oderwanie od niej oczu będzie równe z niemożliwym. I ostrzegam was, bo gdy przeczytacie ostatnią stronę i opowieść się skończy wasza przygoda z nią niekoniecznie. Będziecie do niej wracać myślami i wzrokiem, a szczególnie sercem. Ta książka nie tylko zostanie w waszym sercu jako jedna z najlepszych przygód, ale również jako jedna z najboleśniejszych. 

„Miałam duże oczekiwania, ale i obawy, że lektura nie dorówna wyobrażeniom. Na szczęście nic takiego się nie stało, a wręcz przeciwnie – powieść jest świetna.” Tak pisze Katarzyna Sałtawa ze strony Mechaniczna Kulturacja i zgadzam się z nią w stu procentach!

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa” to cudowna opowieść, która wzbudza całą gamę emocji, począwszy od radości i śmiechu aż po złość i smutek. Jeśli poszukujecie książki, która skradnie wam serca i zrobi w nim totalny misz masz- to ta jest strzałem w dziesiątkę! 

Zanim zdecydujecie się ją przeczytać, mam dla was jedną radę:

Nie zapominajcie o szczegółach, bo to one najbardziej się liczą.

Artemis


wtorek, 29 kwietnia 2025

"Elryk z Melniboné" - Michael Moorcock - recenzja

Krótki opis fabuły: Opowieść o rządach Elryka na tronie królestwa Melniboné (cokolwiek więcej = spoilery).

W skrócie: spoko książka, ale są lepsze na rynku.

Pełna wersja:

Fabuła jest nijaka, to najprostsza w świecie fabuła fantasy. 

Wymachiwanie mieczem? Jest. 

Magia? Jest. 

Smoki? Zostają jedynie wspomniane, ale jednak są gdzieś tam w świecie. 

Piękność do uratowania? Jest. 

Podróż do dalekich krain? Jest. 

Brak tu jednak spisków, zwrotów akcji, czy choćby jakiejś nieprzewidywalności. Brak również jakiejś "podróży psychicznej", nasz bohater (tytułowy Elryk) w ogóle nie zmienia się w toku trwania historii, podobnie jak inni bohaterowie, których i tak jest niewielu. Mało kto posiada również wyrazisty, jasno zarysowany charakter - może jedynie Elryk i antagonista, który jednak jest typowym kreskówkowym antagonistą, zło dla zła, władza dla władzy.

Prostotę opowieści zobaczyć można również w opisach i dialogach. Te pierwsze są bardzo krótkie i zdawkowe (wyjątek od tego stanowi przewspaniały, moim zdaniem, opis przyzwania demona w rozdziale 4 części drugiej). Drugie z kolei są bardzo sztywne i nieludzkie, brak im emocji - to po prostu zwykła wymiana informacji. Te oba elementy nie były początkowo problemem, czytanie krótko opisanych rozdziałów z szybką, wartką akcją było najczystszym zbawieniem, a na sztuczność dialogów nie zwracałem w ogóle uwagi przez większość czasu.

Gdy te dwie rzeczy zaczęły być faktycznie zauważalne, na moje szczęście dotarłem do końca historii. Książka liczy bowiem tylko ~140 stron, akcja jest prosta i szybka. Moim zdaniem w tej prostocie tkwi pewien urok, który naraz jest największą zaletą tej historii; Elryk z Melniboné pozwolił mi odpocząć od skomplikowanych, wielowątkowych historii, jakich wcześniej zażywałem (Droga Królów) oraz od powolnych, wchodzących w psychikę bohatera książek (Lalka). 

Chciałbym jeszcze powiedzieć, że o ile Michael Moorcock nie wykazał się, jeżeli chodzi o ogólną jakość opisów, to jednak pewne obrazy zapadły w moją pamięć – w szczególności obraz głównego bohatera, który siedzi na rubinowym tronie, odziany w czarną zbroję kontrastującą z jego białą skórą. Na głowie nosi pół-chełm, pół-koronę wyrzeźbioną na kształt smoka. Power Fantasy aż kipi z tego.

Podsumowując, książka nie powala, jest jednak dobrą (moim zdaniem) odskocznią od rzeczywistości i ciężkich, skomplikowanych historii. Są jednak bardziej ambitne pozycje na rynku.

Szymon

środa, 15 stycznia 2025

" Północ-Południe. Opowieści z meekhańskiego pogranicza" - Robert M. Wegner - recenzja

Przed przeczytaniem tej książki nasłuchałem się wiele dobrego o twórczości Wegnera. Miałem pewne oczekiwania, konkretnie jedno – chciałem aby opowiadania pozostawiły mnie z “wow”, po tym jak skończę je czytać. 

I. . . się nie udało. Niech będzie to jasne, było dobre, naprawdę dobre. Świat, który został mi w nich ukazany był interesujący, wręcz w pewnych aspektach wspaniały. Akcja wartka. Postacie do polubienia. Fabuła ok. 

Ale brakowałoby mi tego czegoś, tego efektu wow. 

Drugie opowiadanie, które bodajże okryło się dużą renomą było temu bliskie, ale dopiero opowiadanie numer 3 dało mi to, czego szukałem. Po nim większość z tych opowiadań mnie nie zawiodła. 

Obie połowy, części, tej książki są dobre, osobiście jednak uważam, że to ta druga – Południe – jest tą lepszą. Pierwsze opowiadania, które dzieją się na Północy, podążają za Kennethem i jego kompanią żołnierzy. To właśnie ci bohaterowie je łączą. Natomiast druga część to już nie tyle zbiór historii o tych samych postaciach, a jedno masywne opowiadanie złożone z kilku mniejszych (to nie jest przenośnia, ani żart. Radzę te opowiadania czytać w kolejności, w jakiej zostały umieszczone, w celu uniknięcia spoilerów). 

Druga połowa bardziej przypadła mi do gustu, przez fakt, że autor wybrał na bohatera tych opowiadań osobę, z kultury nam (czytelnikom) obcej. (Oczywiście, mówimy o książce fantasy, więc postacie z Północy również są nam obce kulturowo, porównując je jednak z Yatechem (bohaterem historii z drugiej połowy) są one nam dość bliskie kulturowo). Są opowiadania, w których mamy do czynienia ze zwykłą ekspozycją. Są jednak takie, w których informacje o świecie zostały mądrze wplecione w dialogi, informacje o świecie nie są wmuszane nam w gardła, ale sprytnie przemycane. Doceniam. 

Yyyy, jak już wspomniałem o Yatechu i Kennethie, to może krótko powiem, że dobrze spędziłem z nimi czas. Z tej dwójki bardziej intryguje mnie Yatech, który staje przed interesującymi wyborami (nie chcę spoilerować), a jego decyzje oraz ich konsekwencje są czymś co śledziłem z nieskrywaną ciekawością. Co do Kennetha, moim zdaniem ciekawie czytało się o jego relacji z kompanią, z jego żołnierzami. 

Na koniec może wspomnę tylko o jedynym minusie, który jednak uważam za coś czysto subiektywnego. Miałem problem z językiem autora, co ciekawe nie chodzi tu o dialogi, które moim zdaniem stoją na poziomie, a o opisy. Często czytając opisy akcji, lub miejsc miałem pustkę w głowie, nie umiałem sobie wyobrazić tego co było przedstawiane. Ale no, to raczej coś ze mną było nie tak.:) 

Podsumowując – bogaty świat, spoko bohaterowie, dialogi dobrze napisane, ale opisów nie umiałem sobie wyobrazić. 

Dobre to było, polecam.

Szymon

piątek, 10 stycznia 2025

"Dziedzictwo" (cykl) - Christopher Paolini - recenzja

Jak mogliście zauważyć od mojej ostatniej recenzji minęło dość sporo czasu, a to dlatego, że byłam zbyt zajęta czytaniem serii „Eragon” autorstwa Christophera Paolini.

Zabierając się za tę serie miałam w planach pisanie recenzji zaraz po przeczytaniu każdej z książek, żeby utrzymać ciągłość moich publikacji na blogu. Na moich planach się skończyło. Seria wciągnęła mnie tak bardzo, że nie mogłam się od niej oderwać.

Akcja w książce toczy się bardzo szybko przez co w żadnej z czterech książek tej serii, nie da się znaleźć choćby kartki nudy. Fabuła jest bardzo dopracowana i wielowątkowa dzięki czemu ma się wrażenie jakby cała ta historia naprawdę się wydarzyła.

Ale zaraz zaraz! Przecież wy nawet nie wiecie o czym ja piszę! Już opowiadam!

Wyobraźcie sobie małą wioskę, którą okalają góry i ogromny las. Nic nadzwyczajnego pewnie pomyśleliście , przecież takich wiosek jest wiele. Muszę wam przyznać rację. Ta wioska jest zwyczajna i dokładnie tak samo nudna jak każda inna taka wioska. Mieszkańcy jak co dzień wykonują swoje obowiązki, zajmują się uprawami, pilnują zwierząt, czasami urządzają sobie jakieś zabawy. Każdy z nich prowadzi całkiem normalne, spokojne i nudne życie. Takie też życie toczył tytułowy bohater Eragon, dopóki nie znalazł pewnego dziwnego kamienia, jak on to nazwał. 

Ęragon to szesnastoletni chłopak, mieszkający ze swoim wujkiem i kuzynem na skraju ogromnego lasu, o którym już wam wspominałam. Możecie się zastanawiać czemu tak podkreślam fakt, że jest tam las. Już śpieszę z wyjaśnieniem! Eragon to jedyna osoba z wioski o zdrowych zmysłach, która celowo wchodzi do tego lasu. Według mieszkańców jest on bowiem najniebezpieczniejszym miejscem w całym królestwie. Babcie opowiadają wnukom o strasznych i niebezpiecznych stworzeniach, które się tam kryją i tylko czekają, aż jakieś dziecko nie zje całej kolacji by je porwać! Mimo tego, że większość z tych wszystkich strasznych opowieści jest po porostu wyssanych z palca, to muszę się zgodzić z tym, że to faktycznie niebezpieczne miejsce. Może nie ma tam potworów, które zjadają niegrzeczne dzieci lecz sam las jest w sobie niebezpieczny. Wystarczy zboczyć ze szlaku wydeptanego przez zwierzęta i już można się zgubić przez jego wielkość. Jak już mogliście zwrócić uwagę Eragon jest albo bardzo odważny i pewny swoich umiejętności, że zapuszcza się w takie miejsca, albo bardzo głupi i ma po prostu szczęście, że udaje mu się znaleźć drogę do domu. Zdecydowanie jest to ta pierwsza wersja.

Pewnego razu kiedy Eragon wracał z polowania właśnie w tym lesie znalazł, idealnie gładki i czarny jak najciemniejsza noc w roku, „kamień”. To niezwykłe znalezisko przysporzy mu później dość sporo problemów, ale i jeszcze więcej radości i szczęścia. I teraz proszę się nie śmiać, bo to co zaraz przeczytacie będzie dość dziwne. Z tego kamienia wykluł się smok. Tak, nie żartuje! Po prostu ten kamień nie był kamieniem tylko jajkiem. A dokładniej smoczym jajem. Dla was jest to dużym szokiem, a pomyślcie co czuł Eragon, który jeszcze do tej pory nie wierzył w istnienie smoków ani magii!

Znaleźć tak dobrą książkę, a co dopiero serię o smokach, jest naprawdę ciężko. Kiedy zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu kolejnej książki fantasy z motywem smoków muszę przyznać, że znalazłam ich dość zdumiewającą ilość, lecz kiedy zaczęłam przyglądać im się bardziej za smuciły mnie moje wnioski, które wyciągnęłam. Większość z tych książek przedstawiała Smoki jako krwiożercze, najbardziej niebezpieczne ze wszystkich żyjących istot, ale także jako bezmózgie zwierzęta, które kierują się tylko podstawowymi instynktami natury oraz żądzą krwi. A to nie tak większość z nas wyobraża sobie Smoki! Dla mnie Smoki to piękne, ogromne, majestatyczne, bardzo niebezpieczne ale i mądre stworzenia, które posiadają swoje zwyczaje jak i tradycje, które nie zabijają dla zabawy! Dla tego tak doceniam całą tą serię- za to w jaki sposób zostały ukazane Smoki.

Zabierając się do pierwszej książki „Eragon” gdzieś w Internecie wpadł mi krótki komentarz o tym, że cała fabuła przypomina połączenie „Władców Pierścieni” oraz „ Jak wytresować smoka” z czym jak najbardziej się zgadzam, i nie uważam by było to coś złego. Pomimo tych podobieństw Christopher Paolini stworzył zupełnie nową wyjątkową historię wartą poznania.

Kolejną ważną rzeczą, na która należy zwrócić uwagę jest sprawa magii w całej fabule. Jestem pod ogromnym wrażeniem w jaki sposób autor potrafił tak logicznie( logicznie w sensie logiki magii -oczywistym jest, że magia nigdy nie będzie w stu procentach wytłumaczalna to właśnie dzięki temu jest magiczna) i spójnie ukazać działanie magii- a zwróćmy uwagę, iż „Eragona” zaczął pisać w wieku piętnastu lat!

Bardzo cenną i przydatną umiejętnością jest czerpanie mądrości z najbardziej nieoczywistych miejsc, i pomimo tego, że piszę tu o książkach, które są pierwszym miejscem, gdzie szukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania to nie zapominajmy, że cykl „Dziedzictwo” to książki fantastyki. A mało kto szuka mądrości pomiędzy opisami walk o władze krasnoludzkich klanów albo opisie zasad panujących w elfickiej kulturze ( pamiętajcie, by zawsze ich przestrzegać , naprawdę łatwo zrobić sobie z nich wrogów nieświadomie np. w sposób witania się z nimi). A kto by pomyślał, że w takim miejscu może kryć się taka wiedza życiowa!

Wszystko to, co przed chwilą przeczytaliście, piszę jeszcze przed przeczytaniem ostatniej książki, czyli przed „Dziedzictwo” tom II. Jak możecie wywnioskować z moich słów jestem zakochana w tej serii, więc nie mogę się doczekać zaczęcia ostatniej przygody z Saphirą i jej jeźdźcem Eragonem.

A tu zostawiam wam jedną z moich ulubionych myśli z cyklu:

„Naucz się widzieć to, na co patrzysz.”

P.S

Chwilę temu przeczytałam ostatnią stronę ostatniej książki z cyklu -przez co również- duży napis „Koniec”… i muszę powiedzieć, że stwierdzenie iż nie płaczę było by błędem. Seria stała się moją ukochaną jak i znienawidzoną. Sprawiła że moje serce czuło całą gamę niesamowitych emocji, których mowa ludzka w żadnym, znanym ludziom języku nie potrafi opisać. I sprawiła to tylko po to by na końcu to wszystko zabrać i pozostawić mnie ze złamanym serem. Uwielbiam…Kocham tę serię przede wszystkim za to, iż dzięki swojej wielowątkowości pozwala czytelnikowi naprawdę wejść do świata książki, poczuć się jak jeden z bohaterów, poczuć na własnej skórze delikatny podmuch wiatru w elfickim lesie jak i usłyszeć brzdęk metalu podczas walki w Urugbaenie. 

To że ta seria wciąga jest niedopowiedzeniem, ona zabiera całego człowieka wraz z butami i wrzuca w wir wydarzeń! Nienawidzę jej w sumie za to samo…co brzmi dziwnie, ale już wam wytłumaczę - przez to, że wciągnęła mnie tak mocno stała się cząstką mojego życia, a ponieważ serie czytam już od paru miesięcy jest ze mną dość długo. To co chce powiedzieć to to, że przywykłam do przeżywania przygód wraz z Eragonem i Sphirą, a teraz przyszła pora, by się pożegnać.

Jeśli przeczytacie tę opowieść to zrozumiecie sens moich słów jak i to co napisane jest między wierszami. Zrozumiecie dlaczego pożegnania są ciężkie, bo nie tylko wy pożegnacie się z tą historią.

Jeszcze nigdy nie czułam tak wielkich emocji spowodowanych przez książkę. Moja miłość do tej serii jest ogromna i mam nadzieję, że wam też uda się w niej zakochać, bo naprawdę warto.

Artemis

środa, 18 grudnia 2024

"Diabelskie maszyny" - cykl - Cassandra Clare - recenzja

„Diabelskie Maszyny” to cykl książek, na który składają się „Mechaniczny Anioł”, „Mechaniczna Książę” oraz „Mechaniczna Księżniczka”. Jest to seria poboczna „Darów Anioła”. Autorką jest jedyna w swoim rodzaju Cassandra Clare – przywódczyni uniwersum Nocnych Łowców.

Trylogia opowiada historię szesnastoletniej Theresy Gray, rodowitej Amerykanki, która wyrusza w rejs transatlantycki do Londynu, aby dołączyć do brata w wiktoriańskiej Anglii. 

Ku jej zaskoczeniu, gdy tylko schodzi z pokładu, zostaje powitana nie przez Nathana Graya, a przez dwie nieznajome damy. Wszelkie nadzieje Tessy na spotkanie z bratem umierają, gdy okazuje się, że nieznajome nie mają wobec niej pokojowych zamiarów, a ona sama wcale nie jest człowiekiem.

Theresa zostaje wprowadzona do Świata Cieni bez pytania o zgodę, i mimo że z początku kojarzy się on jej wyłącznie z bólem i cierpieniem, to jej nastawienie może się prędko zmienić po tym, jak zostanie uratowana od swoich ciemiężycielek przez przystojnego Williama Herondale’a. Nie może jednak dać się zmylić jego ładnej twarzy, gdyż chłopak skrywa ogromną tajemnicę. 

Czy Tessie uda się przebić przez mury, które Will stworzył wokół siebie? 

Cóż, tego dowiedzieć się możecie tylko jeśli sięgniecie po „Diabelskie Maszyny”!

Fabuła serii jest przemyślana i starannie dopracowana. Nie brakuje w niej zwrotów akcji, a wątek fantastyczny oraz miłosny zostały ze sobą idealnie skomponowane. Clare umiejętnie ujawnia tajniki Świata Cieni zarówno Tessie, jak i samemu czytelnikowi. Autorka zadbała o to, aby wymyślone przez nią uniwersum było wciągające i pociągające. 

Jeśli szukasz lekkiej lektury o tematyce fantasy, „Diabelskie Maszyny” to zdecydowanie to, po co możecie śmiało sięgać na półkę.

Madison

środa, 27 listopada 2024

"Baśniobór" - Brandon Mull - recenzja


Wróżki. Chochliki. Czarownice. Satyry. Trolle. Ludzie.

Bajka…? Co jeśli oni wszyscy istnieją naprawdę? No dobra …Ludzie istnieją, ale co z resztą? Czy człowiek wymyślił je sobie tylko dla zabawy? By móc czymś straszyć dzieci, które nie chcą słuchać rodziców? By móc wytłumaczyć zjawiska dla nich niepojęte? Bardzo możliwe. I dla prawie wszystkich ludzi na świecie prawdziwe, ale co jeśli powiem ci, że są osoby, które wierzą w ich istnienie i to nie są dzieci. 

Te osoby obciążone są ogromną odpowiedzialnością utrzymania prawdy w sekrecie przed światem. Tak, prawdy, ponieważ te istoty naprawdę istnieją i niektóre żyją pośród nas. Niestety nie znajdziesz ich sam, ponieważ świat magii jest dla nas, ludzi, niewidzialny. 

Jest jeden sposób, by zobaczyć magiczne istoty… trzeba wypić mleko. Teraz pewnie się zastanawiasz, ale jak? Przecież jem codziennie rano płatki z mlekiem i nigdy nie widziałem/łam wróżki czy trolla. 

Po pierwsze nie mówię tu o zwykłym mleku. Po drugie oczywiście, że nie widziałeś/łaś nigdy trolla, wiesz ile szkód mógłby wyrządzić będąc na wolności?! Już ci wszystko wyjaśniam - większość magicznych stworzeń żyje w rezerwatach. Jest to najczęściej ogromny las, którego pilnuje i broni strażnik. 

Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się jeśli przeczytasz książkę pod tytułem „Baśniobór” autorstwa Brandona Mulla. Bardzo przyjemnie się ją czyta, ponieważ nie jest to ani podręcznik ani jakiś przewodnik po magicznych stworzeniach, lecz historia Kendy i Setha - rodzeństwa, które przyjeżdża do dziadków na wakacje. Pewnie się teraz zastanawiasz co ma piernik do wiatraka - więc tłumaczę.  Las przy którym mieszka ich babcia i dziadek jest rezerwatem, a ich dziadek jest jego strażnikiem. Rezerwat nazywa się „Baśniobór” jest on bardzo niebezpiecznym miejscem, bo pomimo, że niektóre z magicznych stworzeń mogą ci się kojarzyć jako miłe i niegroźne to w rzeczywistości, na 99%, takie nie są. Na przykład wróżki są chorobliwie zazdrosne i zadufane w sobie przez co cały dzień najchętniej przyglądałyby się swojemu odbiciu w lustrze. 

Książka brzmi ciekawie, co?

A pomyśl co wyjdzie jeśli powiem ci, że Kenda i Seth nie zamierzają się słuchać dziadka i łamią zakaz wchodzenia do lasu? Seth zamyka w słoiku wróżkę ściągając na siebie gniew jej przyjaciółek? Z tymi dzieciakami nie ma nudy ani spokoju. Przez ich wybryki niechcący uwalniają uśpione od wieków siły zła. 

Mam nadzieję, że przeczytasz tą książkę i uwierzysz w moje słowa, a naprawdę polecam, ponieważ oprócz poznania prawdy o świecie wyniesiesz z tej książki o wiele, wiele więcej. 

Ale co wyniesiesz?  To zależy tylko od ciebie.


Artemis


środa, 30 października 2024

"Wojna makowa - trylogia" - Rebecca F. Kuang - recenzja

Trylogia wojen makowych to debiut Rebecci F. Kuang. Nie jest to jednak byle jaki początek kariery pisarskiej – te książki wciągają i przenoszą w niesamowite uniwersum Cesarstwa Nikan. Na tę trylogię składają się Wojna makowa, Republika Smoka oraz Płonący Bóg.

Kuang stworzyła niesamowity świat pełen tajemniczości, walki, nieprzewidywalności i przede wszystkim brutalności. W nim nie ma miejsca na bycie przeciętnym. Słabość oznacza śmierć, a przecież każdy chce przeżyć.

Wojna makowa to fantastyka na najwyższym poziomie. Postacie Kuang są wielowymiarowe i odważnie przedstawione. To nie są grzeczni bohaterowie kierujący się altruistycznymi pobudkami – to są ludzie z krwi i kości, którzy mają swoje pragnienia, swoje słabsze i mocniejsze strony, a ich ocena nierzadko nie jest jednoznaczna, a polecenia łatwe do wykonania. Wisienką na torcie jest główna bohaterka. Rin nie jest potulną wojowniczką tylko pełną ognia dziewczyną niepoprzestającą na półśrodkach, która sprowadziła na świat swoje żądne zemsty i popiołów bóstwo. Młoda Speerytka nie spocznie, dopóki nie zniszczy wroga i nie pomści swojego ludu.

Jeśli ktoś poszukuje krwawych, fantastycznych bitew i przeżyć, to zdecydowanie powinien sięgnąć po Trylogię wojen makowych. Niech nikogo nie przerażają gabaryty książek Kuang – na każdej z tych kartek jest pełno wspaniałych słów do przeczytania i mnóstwo przygód do przeżycia, które sprawią, że nie poczujecie ich objętości, a będziecie jedynie zachwycać się budową fabuły. 

Rozpoczęcie swojej historii z Trylogią wojen makowych oznacza zgodę na trwanie w niepewności i ciągłe oczekiwanie na kolejny nieuchronny zwrot akcji. Rebecca F. Kuang nie ma sobie równych, jeśli chodzi o plot twisty!


Madison

wtorek, 29 października 2024

"Kosogłos" - Suzanna Collins - recenzja

„Kosogłos” to kontynuacja „Igrzysk śmierci” i „W pierścieniu ognia” powieści Suzanne Collins. 

Opowiadają o państwie Panem i jego mieszkańcach, którzy wzniecili bunt, aby obalić rządy wrogiego Kapitolu. Katniss przeżyła Ćwierćwiecze Poskromienia, a jej dom w zemście został zniszczony przez władzę. Teraz razem z mamą i siostrą mieszka w Trzynastce – podziemnym, legendarnym dystrykcie, który przetrwał i szykuje się do wojny z dyktatorską władzą. 

Główna bohaterka mimo początkowej niechęci zgadza się zostać Kosogłosem – symbolem oporu przeciw Kapitolowi. Dziewczynie przyjdzie się mierzyć z własnymi dylematami moralnymi... 

Czy podczas wojny jest miejsce na miłość albo współczucie? 

Gdzie jest granica między własnym dobrem, a poświęceniem się dla innych?

Trzecia część jest najbardziej krwawa i dynamiczna. Według mnie jest najtrudniejsza do przeczytania, bo porusza coraz poważniejsze treści, ale mimo tego trzyma do samego końca w napięciu. 

Końcówka skłania nas do refleksji na tematy wojny i konsekwencji jakie ze sobą niesie, bez względu na to, dla jakiego celu się rozpoczyna. Jest ona najgorszym rozwiązaniem, niestety w niektórych przypadkach jedynym możliwym. 

Mimo że „Kosogłos” nie zajmuje wysokiego miejsca w moim sercu, jest idealną propozycją dla wszystkich, którzy uwielbiają dwie poprzednie części.


Wiktoria

piątek, 4 października 2024

"Więzień labiryntu" - James Dashner - recenzja

 

„Więzień labiryntu” jest to pierwszy tom serii autorstwa Jamesa Dashnera. Pozostałe cztery to „Próby Ognia”, „Lek na śmierć”, „Rozkaz zagłady” oraz „Kod gorączki”. 

Książka opowiada historię Thomasa, który budzi się w windzie i pamięta tylko swoje imię. Koło niego znajdują się chłopcy, których wspomnienia również zniknęły. Poza wysokimi ścianami, które ich otaczają znajduję się labirynt, który każdej nocy się zmienia. Jest to ich jedyna droga ucieczki, a nigdy nikt nie wyszedł z niego żywy. Potem w ich obozie pojawia się dziewczyna – pierwsza w historii, a wiadomość, którą przekazuje jest przerażająca. Mają tylko jedną szansę – znaleźć wyjście albo zginąć.

Początkowo akcja nie rozwija się bardzo dynamicznie, co może być trochę nudne, ale niech was to nie zmyli, potem książka robi się coraz ciekawsza i coraz bardziej wciągająca. Kiedy akcja się już rozwinie, nie zwalnia ona do samego końca. 

Czym jest labirynt? 

Po co został stworzony? 

Dlaczego chłopcy zostali tutaj przysłani i dlaczego wymazano im pamięć? 

Ale najważniejsze pytanie Kto to zrobił? 

Na te pytania i wszystkie inne każdy otrzyma odpowiedź czytając tą niesamowitą powieść. Zachęcam!

Wiktoria


środa, 2 października 2024

" W pierścieniu ognia" - Suzanne Collins - recenzja

W pierścieniu ognia” jest to druga część trylogii  Suzanne Collins opisującej losy Katniss Everdeen – dziewczyny która nieoczekiwanie stała się symbolem i początkiem buntu. 

Pozostałe dwie części to „Igrzyska śmierci” i „Kosogłos”

Książka opowiada o wydarzeniach, mających miejsce po Głodowych Igrzyskach, które wbrew przewidywaniom wygrywa Katniss oraz Peeta. Stanowili oni parę na arenie. Po powrocie do Dwunastego Dystryktu sprawy głównych bohaterów bardzo się komplikują, ponieważ ich zachowanie nie spodobało się władzom. Jako zwycięzcy muszą odwiedzić wszystkie dystrykty i spotkać się z ich mieszkańcami. Ta podróż uświadamia im, że ludzie są skłonni  zbuntować się przeciwko okrucieństwu władzy. 

Rozpoczynając czytanie tej niesamowitej powieści od razu nasuwa się kilka pytań: 

„Czy z iskry wybuchnie pożar? 

Czy się rozprzestrzeni? 

Jaka będzie zemsta Kapitolu?”.

Uwielbiam tę część jeszcze bardziej niż poprzednią. Jej wydarzenia zmieniają się z kartki na kartkę i wszystkie są niesamowite. Fabuła jest bardzo wciągająca i na pewno nie będziecie mogli się od niej oderwać. Dużym plusem w tej części jest postawa głównej bohaterki, która ma w sobie odwagę oraz determinację, aby osiągnąć swoje cele i nie dać się zmienić innym. 

Polecam tę powieść każdemu kto jest miłośnikiem fantastyki.

Wiktoria