tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

piątek, 9 grudnia 2016

,,Życiem rządzi chaos’’ - Anna Bialer – recenzja

Okładka książki Życiem rządzi chaosAnna Bialer to redaktorka i tłumaczka, ale przede wszystkim autorka wspaniałej książki pod tytułem: ,,Życiem rządzi chaos”, która w niespotykany sposób ilustruje życie człowieka.
        
Główna bohaterka - Maria to kobieta po pięćdziesiątce, która usiłuje zrozumieć otaczający ją świat. Wszystko z pozoru wydaje się zwyczajne i beztroskie, jednakże od momentu wyjazdu na turnus odchudzający ze swoją przyjaciółką, jej życie nabiera wigoru, a sprawy codzienne postrzega w zupełnie nowy, nieznany sobie dotąd sposób. Pomimo faktu, iż na początku kobieta usiłuje zachować dystans i podchodzić do wszystkiego apatycznie, z biegiem czasu i tak zmienia swoje nastawienie. 

Główna bohaterka angażuje się w pisanie książki, próbując znaleźć sposób radzenia sobie z rzeczywistością i zrozumieć samą siebie, co jak sama przyznaje niejednokrotnie nie jest łatwe… Wkrótce dostrzega jednak, że wszystkie decyzje, jakie podejmuje mają wpływ na jej dalszy los, a życiem rządzi chaos, bez którego byłoby po prostu pusto. Po odkryciu tej prawdy, uzmysławia sobie, co daje jej szczęście i zaczyna żyć jego pełnią. Maria w swojej powieści obrazuje cały otaczający ją świat: swoją rodzinę, przyjaciół i tajemnice. W ten sposób pozwala wszystkim miłośnikom książek odkryć najpiękniejszą rzecz, jaką jest fakt, że fikcja literacka jest nieodzowną częścią życia.
        
Z biegiem stron czytelnik uosabia się z postacią bohaterki, ponieważ jej decyzje i zachowania pokrótce odwołują się do rozważań każdego z nas. Ponadto cała opowieść pisana jest z perspektywy kilku osób, co pomaga zarówno lepiej zrozumieć zachowania bohaterów, jak i przede wszystkim jeszcze bardziej sympatyzować z wieloma postaciami. Ta historia zawiera dużą dawkę humoru, ale również sytuacji, przy których łza kręci się w oku, przez co z całą pewnością nie można się przy niej nudzić. Ta książka to naprawdę świetna propozycja na zimowe wieczory, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, chcących poznać tok kobiecego rozumowania, dlatego gorąco polecam ją wszystkim czytelnikom.


                                                                                                                                         Julia,16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA. 

czwartek, 8 grudnia 2016

"Strona po stronie" - Adam J.Kurtz - recenzja

Strona po stronie - Kurtz Adam J.Był już “Zniszcz ten dziennik”, “To nie książka”, “Misja: Rodzinka” i “Jak zapomnieć eksa - zeszyt naprawdę skutecznych ćwiczeń”. Teraz nadszedł czas na kolejną z książek, które tworzysz ty. 

“Strona po stronie” Adama J.Kurtza to niewielka, lecz od razu rzucająca się w oczy książeczka, która w żadnym wypadku nie należy do zwyczajnych. A to dlatego, że de facto możesz z nią zrobić co ci się żywnie podoba. Wyrywać kartki, kolorować, rysować, pisać wiersze, albo po prostu czytać. Osobiście jestem przeciwniczką takiego traktowania książek, ale jak widać, niektóre zostały po to stworzone, by się nimi bawić. A więc do dzieła!

Adam J.Kurtz to szalenie ciekawa osobistość. Grafik, artysta i do tego “poważny facet”. Tyle wystarczyło, by mnie zachęcić do zerknięcia na jego stronę internetową http://www.adamjkurtz.com/ na której można znaleźć mnóstwo interesujących drobiazgów, część z możliwością kupienia, za to wszystkie opatrzone przeciekawym opisem autorstwa oczywiście Adama JK. Nietuzinkowe poczucie humoru udziela się każdemu kto zajrzy na tę stronę internetową lub jakąkolwiek stronę jego książki. “Strona po stronie” może służyć jako dziennik, a każda z jego 365 stron wypełni jeden dzień dawką pozytywnej energii, jako pamiątka, kalendarz, przyjaciel, albo wszystko to naraz - jak zachęca autor.

Książka z założenia jest niesamowicie podobna do “Zniszcz ten dziennik”, która jakiś czas temu zapoczątkowała boom na pozycje tego typu. Jednak jest w niej coś, co sprawia, że nawet po przeczytaniu (jeśli można to tak nazwać) nawet kilkunastu podobnych tytułów wcale nie nudzi. Przeglądając kolejne strony odniosłam wrażenie, jakby autor przelewał na papier samego siebie, wszystkie swoje myśli,  wątpliwości i przemyślenia. Urzekły mnie pytania w stylu “Wklej na tej stronie mały listek. OMG, czy przypadkiem drzewa się nie obrażą?” albo “Wklej tu pustą torebkę po cukrze. Sama słodycz!”. Takie drobne zadanio-pytania na każdy dzień roku to idealny prezent na święta, by podarować bliskiej osobie 365 dni małych radości!


Ananaska, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

"Spirit animals. Wzlot i Upadek" – Eliot Schrefer - recenzja

Okładka książki Wzlot i UpadekSeria  książek fantasy pt. ,,Spirit Animals” opowiada historię czwórki dzieci, które próbują ocalić świat przed opanowaniem go przez Pożeracza i okrutną kobrę Gerathon. Czworo bohaterów ma do pomocy Poległe Bestie: lamparcicę Urazę, wilka Briggana, sokolicę Essix oraz pandę Jhi, które zostały przez nich przywołane jako ich zwierzoduchy. 

Dzięki wypiciu Nektaru, człowiek i zwierzę tworzą partnerską więź, nawzajem użyczają sobie pewnych umiejętności. Starają się zdobyć amulety Wielkich Bestii, które są potrzebne ich wrogom, aby uwolnić goryla Kovo - sprzymierzeńca kobry Gerathon. Czwórka przyjaciół razem z organizacją Zielonych Płaszczy stara się im to udaremnić, aby nie doprowadzić do opanowania przez nich całej planety Erdas. Pożeracz chce opanować całą planetę, używa do tego żółci, substancji, która także tworzy więź między człowiekiem a zwierzęciem, ale dominuje w niej silniejsza postać, a nad obojgiem kontrolę może przejąć Gerathon.
                
W tej części bohaterowie chcą zdobyć talizman lwa Cabaro, władającego ukrytą na pustyni oazą, do której nie miał dostępu żaden człowiek. Wielki lew nienawidził ludzi, pragnął stworzyć królestwo zwierząt, nie tknięte działalnością ludzi, które chciał rozszerzyć kiedyś na całą planetę. Przyjaciele, aby zakończyć swoją misję powodzeniem, musieli dotrzeć do miejsca, które było zazdrośnie strzeżone przez groźnego lwa i jego zwierzęce armie. Zadanie dodatkowo utrudniał fakt, że legiony Pożeracza i Gerathon deptały im po piętach, a dwójka z przyjaciół została pojmana przez nieprzyjaciół. Wydaje się, że osiągnięcie celu jest niemożliwe, bohaterowie przeżywają tragedię, która zachwiała ich wiarą w sens ich działań. 
                
Cała seria ,,Spirit Animals” podoba mi się głównie dzięki motywowi relacji między zwierzęciem a człowiekiem. Myślę, że każdy chciałby mieć takiego przyjaciela, wspólnie walczyć z niesprawiedliwością na świecie i przeżywać niesamowite przygody. Talizmany, zbierane przez głównych bohaterów, historia Wielkich Bestii to wspaniały pomysł, jednak wykonanie już mniej zadwala. Najprawdopodobniej dzieje się tak dlatego, że każdy tom serii jest napisany przez innego autora. Gdyby wszystkie książki zostały napisane przez jedną osobę, która od początku do końca zaplanowałaby całą fabułę, akcja byłaby bardziej spójna, a cały cykl mógłby zostać hitem. A tak - jest to po prostu książka, którą przyjemnie się czyta, ale której potencjał nie jest w pełni wykorzystany.
                
W ciągu fabuły na przemian poznajemy przygody uwięzionych Meilin i Abeke oraz Rollana i Connora, którzy wyruszyli po talizman. Historia jest tak podzielona, że trzyma nas w napięciu i coraz mocniej wciąga w treść książki. Gdy już rozpoczęła się akcja, przeczytałam ją jednym tchem. Poza tym, w tym tomie bohaterowie w końcu pokazują swoje własne indywidualne cechy, ledwo zarysowane w poprzednich częściach. Odczuwamy także zmiany ich charakterów, dzięki swoim przeżyciom stają się dojrzalsi. Żaden wielbiciel serii o zwierzoduchach nie zawiedzie się tą książką, wprowadza ona mnóstwo nowych wydarzeń. Na pewno wywoła silne emocje, oprócz miłych zaskoczeń mamy także wiele tragicznych wydarzeń, które krzyżują bohaterom wszystkie plany i diametralnie zmieniają ich sytuację.
                
Lektura  jest krótka, o wartkiej akcji, więc zbędne opisy nie przeszkadzają nam w poznawaniu kolejnych wydarzeń. Według mnie spodoba się każdemu, choć jest przeznaczona raczej dla młodszych czytelników. Tym, którzy jeszcze nie czytali poprzednich części radzę, aby zaczęli czytać od pierwszego tomu, potem kolejność już nie jest tak ważna. Duży plus książki stanowi ciekawa fabuła i bohaterowie, których naprawdę da się lubić. Podsumowując, ,,Wzlot i Upadek” to lektura warta przeczytania.



Nikana, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Wilga. 

piątek, 2 grudnia 2016

"Primabalerina" - Dorota Gąsiorowska - recenzja

Okładka książki Primabalerina„Primabalerina” to trzecia książka Doroty Gąsiorowskiej. Główną bohaterką powieści jest trzydziestodwuletnia kobieta - Nina, która wychowała  się w sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne. Pracuje w domu spokojnej starości jako księgowa. 

W ośrodku poznaje osiemdziesięcioletnią staruszkę Irmę, z którą pomimo skomplikowanego charakteru łączą  ją szczególne więzi. Pewnego dnia otrzymuje od kobiety tajemniczy prezent, o którym ma się wkrótce dowiedzieć czegoś więcej. Niestety śmierć Irmy miesza wszystko. Dziewczyna nie przypuszczała, że odejście kobiety będzie początkiem czegoś nowego. Przyjmując podarunek nawet nie przypuszcza, że nie będzie to drobny prezent, ale stara, duża kamienica we Lwowie, której jest jedyną właścicielką. W tej chwili dziewczyna zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie wiedziała o zmarłej kobiecie i były sobie zupełnie obce, pomimo dużej ilości czasu spędzanego razem. W życiu Niny pojawia się również mężczyzna - Igor, a w spadku od Irmy otrzymał książki. Między nimi zaczyna rodzić się przyjaźń i wspólnie po długich namowach Igora wyruszają w podróż do Lwowa, która zmienia ich życie na zawsze. Docierają do starego mieszkania Irmy, które skrywa wiele tajemnic.

Co Nina odkryje we Lwowie? 
Jakie tajemnice skrywa to miasto?

„Primabalerina” to wspaniała książka na jesienno-zimowe wieczory. Bogata w opisy powieść pomaga czytelnikowi jeszcze bardziej zanurzyć się w lekturze. Możemy bliżej poznać Lwów, który dla wielu z nas jest obcy. W wielu przypadkach możemy domyślić się zakończenia, ale mimo to fabuła często zaskakuje.

Bardzo polubiłam główną bohaterkę, Ninę. Każda z postaci jest inna, ma w sobie coś wyjątkowego oraz uczy nas czegoś. Również ciekawym bohaterem jest Igor, który pomimo odmiennej orientacji zasługuję na szacunek.

Bardzo polecam tę książkę wszystkim miłośnikom książek obyczajowych. Jest to wspaniała powieść o miłości, przyjaźni oraz o odkrywaniu rodzinnych tajemnic. Pozycja pozwala na chwilę przemyśleń, zaskakuje czytelnika, a także pozwala bliżej poznać miasto Lwów.

Gorąco polecam,

Alexis, 17

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Między Słowami. 

czwartek, 1 grudnia 2016

"Moje wypieki. Całkiem nowe przepisy" - Dorota Świątkowska - recenzja

Moje wypieki. Całkiem nowe przepisy - Świątkowska DorotaKażdy kto buszuje w Internecie w poszukiwaniu przepisów kulinarnych – wcześniej czy później trafia na bloga www.mojewypieki.com Doroty Świątkowskiej. Znajdziemy na nim receptury przeważnie na ciasta, ale także na lody, pieczywo, przetwory, smoothie czy budynie.

Nakładem Wydawnictwa Egmont ukazała się książka z przepisami pochodzącymi z tegoż właśnie bloga wzbogacona o 100 nowych przepisów, które do tej pory nie były nigdzie publikowane. Zanim napiszę co książka zawiera, chcę zwrócić szczególną uwagę na szatę graficzną. Pozycja zachwyca kolorami. Ani jedna strona nie jest biała:). Zdjęcia, co interesujące, autorstwa samej Świątkowskiej powodują, że na myśli przychodzi mi tylko jedno zdanie: „A do diabłą z wszelkimi dietami i liczeniem kalorii! Mam ochotę na małe co nieco:)”

Przyznam szczerze, że ogromną przyjemność sprawia samo oglądanie czy kartkowanie książki. Całość zamknięta jest w twardej oprawie , z przyciągającą wzrok okładka. Na końcu książki znajduje się indeks alfabetyczny i indeks rzeczowy podzielony na : alkohole, bakalie, batony, ciastka, cukierki, owoce, przetwory owocowe, a wszystko to okraszone zdjęciami – a jakże:). Kilka ostatnich stron poświęconych jest na notatki własne.

A co w środku? Ano sama rozkosz… Ciasta, ciastka, drożdżówki, czekolada, serniki, desery, torty i ciasta bez pieczenia, a także rarytasy pochodzące z różnych stron świata. Wśród nich spotkamy m.in. takie pyszności  jak ucierane ciasto jogurtowe z owocami, murzynek bananowy, paluchy z makiem, ciasteczkowe lizaki z jabłkami i żurawiną, rurki francuskie z kremem, sernik rafaello, czekoladowe salami, tiramisu matcha z gruszkami, lody Ferrero Rocher, sernik z kremem chałowym, sernikobrownie z powidłami, tarta czekoladowa z nutellą i truskawkami, tort z ciasteczkami Oreo, agreściak, galaretkowiec, wafelki kajmakowe, Berliner – niemieckie pączki… oj, mogłabym jeszcze długo wymieniać. Moje kubki smakowe pracują intensywnie:).

Wiem, że można prawie wszystkie przepisy wydrukować z Internetu – ale uwierzcie mi - to już nie to samo. Ponadto wiem z autopsji, że te wszystkie kartki – wcześniej czy później - znikają w bardzo tajemniczych okolicznościach i o danym przepisie zapominamy na amen. Poza tym wydruk przeważnie jest czarno biały, a kolorystyka tej książki naprawdę powala.


Moje wypieki są pozycją dla smakoszy – koneserów. Dla tych, którzy kochają piec i dla tych lubiących nacieszyć oko pięknie wydaną pozycją. Nie napiszę nic odkrywczego jeżeli  stwierdzę, że to idealny prezent przed zbliżającymi się mikołajkami.

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

środa, 30 listopada 2016

"Liga Mistrzów. Magia futbolu'' - Romek Pawlak - recenzja

Okładka książki Liga Mistrzów. Magia futboluRomek Pawlak ma na swoim koncie wiele pozycji wystosowanych głównie do dzieci i młodzieży.

 ,,Liga Mistrzów. Magia futbolu'' nie jest jego pierwszą książką na temat piłki nożnej. Poprzednie o tej tematyce okazały się bestsellerami i myślę, że ta również zasługuje na ten tytuł.

Cała książka jest historią młodego miłośnika piłki nożnej zafascynowanego wszystkim, co z nią związane. Jak to wszyscy chłopcy, nasz bohater, woli raczej grać niż zagłębiać się w naprawdę obszerny świat wiedzy o futbolu, ale za namową trenera i ojca w końcu się do tego przekonuje. 

Razem z nim poznajemy i odkrywamy 32 niesamowite drużyny biorące udział w tegorocznej Lidze Mistrzów. Możemy z bliska przyjrzeć się historii największych gwiazd piłki nożnej. Wśród światowych sław znajdują się również i nasi rodzimi utalentowani piłkarze. Oprócz suchych faktów dowiedzieć się możemy też wielu intrygujących ciekawostek. Lektura jest bogata w kolorowe ilustracje oraz przeróżne terminarze z miejscami na wpisywanie wyników meczu.

Nie mogę stwierdzić czy ta książka mi się podobała, ponieważ kompletnie nie jest w moim guście. Sądzę jednak, że dla młodych miłośników sportu, jakim jest piłka nożna, umiejącym utożsamić się z bohaterem przedstawionym na kartach tej lektury książka może być strzałem w dziesiątkę. Uważam tak, ponieważ zachwyciła mnie oprawa graficzna lektury. Przedstawione w środku ilustracje przykuwają uwagę, a całość jest przejrzysta i klarowna. W środku ,,Ligii Mistrzów'' mamy naprawdę sporo informacji i bez zabiegu wyraźnego oddzielenia graficznego poszczególnych kategorii można by się nieźle pogubić. 

Do mojej pozytywnej oceny przyłożył się także styl pisania autora. Książka jest napisana prostym, łatwym do zrozumienia językiem i chociaż tematy piłki nożnej w ogóle mnie nie interesują, to wcale przy jej czytaniu się nie nudziłam.

Podsumowując, polecam tę książkę. Nie wszystkim oczywiście, ale tak jak już pisałam wcześniej młodym miłośnikom futbolu mogłaby się bardzo spodobać. Myślę, że byłaby idealnym prezentem dla małego piłkarza interesującego się właśnie tym sportem.


Olivka, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis. 

wtorek, 29 listopada 2016

"Pani Dalloway" - Virginia Woolf - recenzja

Okładka książki Pani DallowayJeden dzień, wiele historii. Tak krótko można scharakteryzować tę powieść, stanowiącą ważną pozycję w literaturze. Virginia Woolf stworzyła niezwykłe studium ludzkiej psychiki, opierając się na przeżyciach osób spotykanych przez Panią Dalloway w trakcie przygotowań do wieczornego przyjęcia.

Tytułowa bohaterka to powszechnie szanowana kobieta, która prowadzi dostatnie życie u boku kochającego męża. O jej losie dowiadujemy się z rozmów z byłym kochankiem, wspomnień i monologów wewnętrznych. Oprócz niej poznajemy jeszcze wachlarz różnorodnych postaci. Jednak rzeczą najbardziej niezwykłą, jest sposób, w jaki Virginia Woolf ukazuje bohaterów książki. 

Pogrążając się w lekturze przenikamy ze świadomości Clarissy Dalloway do myśli kolejnych osób. Zaczynamy postrzegać świat, tak jak oni to robią. Ich wspomnienia przenoszą nas w czasy wojny, pozwalają poznać złożoność ludzkiej osobowości. Kunszt autorki tkwi w niezwykłym talencie do płynnego przenikania między odczuciami różnych postaci. Z jednej strony, możemy zagłębić się w pobudkach kierujących samobójcą, a z drugiej dostrzegamy skomplikowaną budowę charakteru Pani Dalloway. Jej zachowanie nigdy nie jest jednoznaczne. Poczucie wyższości i egoizm, przeciwstawiony jest wrażliwości i skłonnościom do refleksji nad życiem, co dostrzegamy w trakcie rozmowy gości podczas przyjęcia.

Oprócz tego książka porusza problem samotności. Dostrzegając świat z perspektywy różnych osób możemy zauważyć, że człowiek, pomimo obecności innych osób, zawsze odczuwa pewien dystans czy izolację. Powieść stanowi intrygujący zapalnik do głębszych refleksji na temat sensu życia, miłości, tęsknoty i nieuchronności przed upływającym czasem. Aspektem, który dodatkowo zachęca do lektury jest poetyckość i bogactwo języka wykorzystanego przez autorkę.

Pani Dalloway to jedna z najciekawszych pozycji, jakie do tej pory miałam przyjemność przeczytać. Wyróżnia się sposobem obrazowania rzeczywistości, poetyckością. Zastosowany przez Virginię Woolf strumień świadomości, pozwala przeniknąć nam do myśli bohaterów, poznać ich słabości oraz skonfrontować wydarzenia z perspektywy różnych postaci. Książka wymaga od nas wyjątkowego skupienia, ale myślę, że warto poświęcić dla niej odrobinę czasu (tak cennego dla bohaterów powieści) i prawdziwie przeżyć ten jeden dzień z życia Clarissy Dalloway.


Gruszka, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

poniedziałek, 28 listopada 2016

„Pilch – w sensie ścisłym” - Katarzyna Kubisiowska – recenzja

Okładka książki Pilch w sensie ścisłym. Pierwsza biografia„Ty masz do opisania całe moje życie. Zostawiam ci baby i chlanie, w ogóle rób, jak tam  chcesz, wtrącać się nie będę. Jeszcze mnie będziesz miała dość, zobaczysz”

Jerzy Pilch to niejaka „tajemnica”, bez względu na to, czy zna się jego książki, czy też miało się styczność jedynie z pojedynczymi opowiadaniami lub felietonami. Po biografię Pilcha nie sięgnęłam na „ślepo”, tylko po przeczytaniu „Mojego pierwszego samobójstwa” jego autorstwa, bez którego trudno by mi było zapewne w ogóle zainteresować się tą biografią. Po lekturze jego książek można odnieść wrażenie, że są wielką metaforą, opisującą różne sfery życia, a przy tym autentyczną, bo zbudowaną na autopsji i jego własnych przeżyciach. 

Sięgając po biografię spodziewałam się opisów pikantnych epizodów z jego życia; to w końcu człowiek o niezwykle barwnym życiorysie, który miał wiele kobiet i chociażby problemy z piciem. Rzeczą, która zniechęciła mnie już na samym początku, był fakt, że autorka zna Pilcha i jego rodzinę osobiście i to bardzo blisko. Mało tego, Pilch jest dla niej autorytetem i jakby nie było - ojcem chrzestnym jej syna, co mocno przeszkadza jej, wydaje mi się, w ostrej krytyce czy na  przykład dotkliwym wytknięciu błędów, co dla mnie w biografii jest konieczne.

Nie przeszkadzało mi to jednak aż tak jak przypuszczałam, bo autorce i tak udało się w miarę wiernie opisać życie pisarza. Może jednak zawieść nieco tych, którzy sięgnęli po książkę w oczekiwaniu na krwawe, sensacyjne wyznania ze strony Pilcha, „godne” pierwszych stron brukowców. Pilch zdecydowanie nie jest osobą, z której życia powinno się robić sensację, bo to mogłoby zdecydowanie zaszkodzić jego książkom; czytelnik potrzebuje miejsca na własną interpretację i domysły.

Kolejnym aspektem, który był wg mnie strzałem w kolano, jest autobiografia prowadzona równolegle na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Osobiście chętniej sięgnęłabym po opis życia prowadzony przez samego Pilcha, człowieka o niebywałej charyzmie i dystansie do siebie, który nie może obawiać się, że jeśli powie coś „nieodpowiedniego”, to będzie to miało przykre konsekwencje w najbliższym otoczeniu, niż po biografię napisaną poprzez mało znaną autorkę, która tego komfortu nie ma. Może nam zaoferować chyba tylko bardziej szczere wywiady - zapewne usłyszała od rozmówców takie rzeczy, których nikt nie powiedziałby Pilchowi w oczy. Sam pisarz natomiast tworzy swoją autobiografią niezdrową konkurencję dla tej książki, a same ( dosyć problematyczne jak dla mnie) przypisy zajmujące kilka stron zdają się być tylko tego jasnym potwierdzeniem.

Książka jest podzielona na części, czytamy więc raczej pogrupowane informacje, co jest oczywiście zaletą. Podoba mi się, że jest napisana prostym, „przyjemnym” językiem, oraz że zawiera swobodne dialogi, na które autorka dzięki zażyłości mogła sobie pozwolić, a nie suche fakty rodem z encyklopedii. To chyba jedyny plus przyjaźni autorki z Pilchem. Oprócz opisu jego życia i rodziny zawiera również jego poglądy na świat, religię itp.


Osobiście polecam tę książkę wszystkim, dla których godne uwagi są nie tylko książki pełne akcji; nawet ci, którzy szczególnie nie interesują się Pilchem, docenią jego życiorys. Jednak nie da się nie zauważyć, że dla głębszego zrozumienia niektórych wątków trzeba znać np.kontekst polityczny – co dość ciężkie do osiągnięcia dla przeciętnego 14-latka.   

Gosia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

piątek, 25 listopada 2016

,,Tymczasem" - Izabela Sowa - recenzja

Okładka książki Tymczasem,,Jeśli doliczy do setki, wyszeptała zaklęcie, wyjdzie na prostą jeszcze przed końcem roku. Czyli (jeden, trzy, siedem) spłaci debet, a to oznacza, że (dziewięć, dziesięć, jedenaście) znajdzie nowe, lepiej płatne zlecenia, (dwanaście) odświeży mieszkanie..."

To zdanie świetnie obrazuje temat książki pt. ,,Tymczasem". Jest to obyczajowa lektura, przeznaczona głównie dla kobiet, które maturę zdały już parę dobrych lat temu. Opowiada o kobiecie imieniem Monique, która urodziła się w polskiej wsi i wyjechała do Warszawy. Ukończyła akademię mody i została stylistką. Miała swój własny program telewizyjny, który został zdjęty z anteny i bogate klientki, których z każdym dniem ubywało. Do tego wszystkiego dochodzi obskurne mieszkanie, kredyt i słabe kontakty z rodziną. Sprawy przyjmują jednak inny obrót, gdy Monique wyjeżdża na weekend do Krakowa. Przypomina sobie smak dzieciństwa i zaczyna pojmować sens dorosłości.

Muszę przyznać, że trudno jest mi się wypowiedzieć o tej książce, bo mam co do niej bardzo mieszane uczucia. Niełatwo było mi przez nią przebrnąć. Po przeczytaniu tej historii przekartkowałam ją i miałam wrażenie, że prawie na każdej stronie napisane jest to samo. Ukazane zostały w niej problemy, z którymi zmaga się bardzo dużo dorosłych. Pewnie dlatego uważam, że bardziej spodobałaby się kobiecie po trzydziestce, niż nastolatce. Po prostu pokazuje tą nieprzyjemną stronę prawdziwego życia. Bywały jednak momenty, że książka naprawdę mi się podobała. Niestety, zdarzały się one za rzadko. Kolejną rzeczą, która mi przeszkadzała podczas czytania, były imiona bohaterów. Wplatanie angielskich imion do polskiej obyczajówki nie jest, moim zdaniem, najlepszym pomysłem. Zwłaszcza, że główna bohaterka urodziła się w Bukowinie. Nie sądzę także, by często można było spotkać w Krakowie kogoś o imieniu, np. Kevin. To taki szczegół, który mnie nieco drażnił, ale nie każdego musi to kłuć w oczy. 

Zbrakło mi w tej książce także jakiegoś dużego przełomu, zwrotu akcji. Oczywiście, takowe były, ale nie spotkałam się z żadnym ,,mocnym uderzeniem", które nadało by wydarzeniom więcej dynamiki.

Podsumowując, nie jest to książka w moim guście, ale może się spodobać komuś, kto lubi czytać o problemach dzisiejszych dorosłych. Nie znalazłam tam niczego, co sprawiłoby, że bym ją zapamiętała lub co wyróżniłoby ją  spomiędzy innych książek z tego gatunku, ale to może "wina" moich nastu lat:)   
     
basia331, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

     

czwartek, 24 listopada 2016

"Lion. Droga do domu"- Saroo Brierley - recenzja

Lion. Droga do domuPo przeczytaniu tej książki, chciałam dowiedzieć się, ile dzieci rocznie w Indiach uznaje się za zaginione. Okazuje się, że nie ma liczb. Według strony www.missingindiankids.com każdego dnia tysiące dzieci wychodzi z domu i już nie wraca. Niektóre zostają porwane przez handlarzy ludźmi, niektóre giną pod kołami pociągu czy samochodu, inne trafiają na ulicę. Nie sposób wyobrazić sobie, jak ogromną rozpacz muszą czuć rodzice. Nie da się poczuć tego, co czuje matka zaginionego dziecka. Strachu, który ściska za serce i gardło, bo nie wiesz, czy twój synek jeszcze żyje czy już... Czy już go nie ma na tym świecie. Nie sposób poznać przerażenia, które odczuwa ojciec, który zdaje sobie sprawę, co mogło stać się z jego córeczką, jaką krzywdę mogli jej wyrządzić obcy, źli ludzie.

Jednak nie to jest najgorsze.

Najgorsza jest niewiedza. Lata mijają, a rodzice nie wiedzą, co stało się z ich dzieckiem. Nie mają pojęcia, czy wciąż żyje, gdzie jest, jak się miewa, czy powinni zacząć je opłakiwać, czy wciąż mieć nadzieję na nieoczekiwany powrót. I tak płynie czas...

Saroo ma pięć lat, gdy przez przypadek zostaje odłączony od rodziny. Po prostu wsiada do złego pociągu... Później nie może się wydostać z wagonu. W ten sposób dostaje się do Kalkuty. Powiem jedno - to nie jest bezpieczne miasto, w którym można bez obawy wyjść na ulicę. Teraz to miasto nazywa się Kolkata. Saroo walczy o przetrwanie na ulicach, zbiera resztki jedzenia i cały czas zastanawia się, jak wrócić do mamy. Jednak ma dopiero pięć lat - jego słownictwo jest ubogie, pogłębione przez fakt, że pochodzi z biednej i prostej, choć ciężko pracującej rodziny.

Jednak Saroo ma szczęście. Trafia do australijskiej, kochającej rodziny Brierleyów. Tak, przeżywa piekło ulicy. Jeśli nie wierzycie, spójrzcie na autora książki.

Mija dwadzieścia pięć lat. Saroo jest szczęśliwy, mimo wszystko chce odnaleźć swoją utraconą rodzinę. Próbuje poskładać fragmenty wspomnień w całość. I szuka - szuka swojego domu.

Zobacz sam, czy mu się uda. Poznaj przeszłość małego chłopca z Indii, któremu udało się przeżyć.

Myślę, że warto zacząć od tego, że powieść oparta jest na faktach. Napisał ją Saroo Brierley i opowiada ona o Saroo Brierley. Największą siłą książki jest jej autentyczność. Jestem przekonana, że naprawdę nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, co przeżył autor, mieszkając na ulicy. Jednak w książce Saroo skupia się raczej na poszukiwaniu rodziny. Styl autora, przynajmniej według mnie, nie jest zbyt emocjonalny. Jednak jak można opisać ogrom swoich uczuć, zwłaszcza w tak ekstremalnych sytuacjach? Myślę, że najwięcej zyskamy, próbując czytać między wierszami. Nie czytajmy tego jednym tchem. Trzeba się zatrzymać na chwilę, pomyśleć i spróbować poczuć. Warto. Polecam przeczytanie tej powieści, zwłaszcza, że na początku grudnia ma wyjść film oparty właśnie na niej.


Katia, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

środa, 23 listopada 2016

,,Pokemon GO. Nieoficjalny podręcznik trenera" - recenzja

Okładka książki Pokémon GO. Nieoficjalny podręcznik treneraKsiążka, którą recenzuję to ,,Pokemon Go. Nieoficjalny podręcznik trenera". Jest ona nieautoryzowana przez Niantic. Służy każdemu kto chce lub też umie grać w znaną na całej planecie grę ,,Pokemon GO".
     
Cała publikacja zaczyna się od porad, jak grać bezpiecznie, co uważam za bardzo słuszne, gdyż niektórzy nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństw czyhających podczas gry ,,Pokemon GO". Następnie opisany jest całkowity proces gry, jak ustawić awatara, jak używać narzędzi, jak wzmacniać pokemony, w jaki sposób ich szukać. Ciekawe jest to, że w książce są zawarte tabele z informacjami gdzie można znaleźć konkretne typy pokemonów oraz jakie są ich wady i zalety oraz ranking pokemonów. Dowiesz się  z niej także jakie nagrody otrzymasz po przejściu na kolejne poziomy i do czego się one przydają oraz jakie są ,,pokemaniery". Znajdziesz w niej również strategie i sposoby ułatwiające grę. Historia tej gry to naprawdę ciekawa i zadziwiająca opowieść. Druga połowa książki poświęcona jest opisom wszystkich stu pięćdziesięciu jeden pokemonów oraz sposobów na ich złapanie. Na końcu znajduje się słownik, który na pewno przyda się każdemu graczowi.
    
Uważam, że książkę napisano w bardzo ciekawy i przydatny sposób. Można się z niej wiele dowiedzieć, by zyskać przewagę nad innymi graczami. Polecam ,,Pokemon GO. Nieoficjalny podręcznik trenera" wszystkim, i zawodowym graczom, i tym początkującym. Każdy z Was może zostać niepokonanym poszukiwaczem pokemonów!

Marlena, 13 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont

wtorek, 22 listopada 2016

,,Muza’’ – Jessie Burton – recenzja

Okładka książki MuzaJessie Burton, oprócz ,,Muzy” napisała także, pewnie niektórym znaną, powieść ,,Miniaturzystka”. Tej drugiej książki jeszcze nie przeczytałam, ale zamierzam szybko nadrobić tę zaległość. Są to pierwsze dzieła tej autorki, jednak moim zdaniem jest to świetnie zapowiadająca się pisarka.
                
Czytając ,,Muzę” poznajemy historię czarnoskórej Odelle, która przyjechała ze swoją przyjaciółką do Londynu. Akcja toczy się w 1967 r., dziewczyna od sześciu lat mieszka w stolicy Wielkiej Brytanii. W wolnym czasie często pisze opowiadania, ale mimo pochwał swoich przyjaciół i bliskich nie wierzy w swój talent. Dostaje pracę w renomowanej galerii sztuki, co diametralnie zmienia jej życie. Poznaje Marjorie Quick, którą jest zaintrygowana. Starsza od niej kobieta jest bardzo ekscentryczna i z pozoru pewna siebie, jednak Odelle szybko odkrywa jej wahania nastrojów i postanawia odkryć skrywane przez nią tajemnice. 

Tymczasem na weselu swojej przyjaciółki poznaje mężczyznę, który jest nią bardzo zainteresowany. Wyjawia jej, że ma w posiadaniu pewien obraz, który odziedziczył po śmierci matki. Przynosi go do galerii, w której pracuje czarnoskóra dziewczyna. Okazuje się, że najprawdopodobniej jest to działo zdolnego artysty z lat trzydziestych. Odelle zauważa dziwną reakcję Quick na pokazane dzieło sztuki. Jest coraz bardziej ciekawa, co ekscentryczna kobieta zataiła przed światem.  Rozpoczyna śledztwo na własną rękę, co nieodwołalnie splata jej los z pewną rodziną, mieszkającą przez jakiś czas w Hiszpanii. 

                
W tej powieści równocześnie poznajemy dwie związane ze sobą historie. Dzieje Odelle Bastien z Karaibów są przeplatane z losami rodziny Schlossów. Z czasem poznajemy coraz więcej szczegółów o Sarze i Haroldzie oraz ich córce Oliwii, rozjaśniających wiele tajemnic, które próbuje rozwikłać czarnoskóra dziewczyna. Mimo, że książka podzielona jest na części, które z pozoru opowiadają dwie odrębne historie, to jednak tworzą one harmonijną całość. W wielu właśnie tak napisanych powieściach rozdzielenie fabuły na części sprawiało, że szybko się nudziłam, a tutaj było wręcz odwrotnie. Były to jakby kolejne etapy rozwijającej się opowieści i z każdą stroną coraz trudniej było mi się oderwać od lektury.
                
Autorka przy okazji wciągającej fabuły, przemyca także dwie istotne sprawy. 
Po pierwsze opowiada o dramacie wojny domowej, jak wpłynęła ona na życie pojedynczej rodziny. Trudny okres w każdym wyzwalał inne uczucia, u jednych pozytywne, u innych negatywne. 
Po drugie ciekawie i interesująco przedstawia czytelnikowi sztukę. Dla mnie obrazy to zawsze było coś męczącego. Nigdy nie rozumiałam jaki jest sens malowania oraz dlaczego ludzie tak bardzo się tym zachwycają. Dopiero ta książka zwróciła mi uwagę, że każdy obraz ma w sobie olbrzymi emocjonalny ładunek. Zaczęłam dostrzegać symbolikę dzieł, zrozumiałam, że każdy artysta ma swoją inspirację, swoją muzę, każde dzieło jest związane z jakąś historią. Tak właściwie, to najbardziej ciekawa byłam dzieł Izaaka Robles’a, które są opisane w tej powieści, ale niestety, jak sprawdziłam, ten autor jest wymyślony przez pisarkę. Szkoda.         
                
Kończąc już, jestem zachwycona tą pisarką i jej dziełem. Na pewno polecam ją każdemu, bo czytając, czułam się, jakbym była bohaterką tych wydarzeń, czułam frustrację, radość, strach i smutek na równi z opisanymi postaciami. Można znaleźć tu zarówno romans, wątek sensacyjny, nawet pewne nadprzyrodzone cechy. Przeznaczenie sprawia, że drogi bohaterów splatają się i razem przeżywają historie, które każdy człowiek uznałby za niesamowite i wręcz baśniowe.



Nikana, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.