tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

wtorek, 25 listopada 2014

„Szpiedzy PRL-u” - Władysław Bułhak, Patryk Pleskot - recenzja

W 2014 roku nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont ukazała się książka Władysława Bułhaka i Patryka Pleskota, pt. "Szpiedzy PRL-u".

Szpiedzy PRL-u
Kilka miesięcy temu obejrzałam film, w reżyserii Władysława Pasikowskiego, pt. „Jack Strong”, gdzie tytułowy bohater pułkownik Ryszard Kukliński, działający pod pseudonimem Jack Strong dobrowolnie decyduje się na współpracę z CIA. Muszę przyznać, że film nie tylko zrobił na mnie duże wrażenie, ale również rozbudził zainteresowanie tematyką szpiegowską w powojennej Polsce. 

Z wielką przyjemnością sięgnęłam po książkę Władysława Bułhaka i Patryka Pleskota, która poruszała ciekawe dla mnie zagadnienia. Przede wszystkim chcę podkreślić ogrom detektywistycznej pracy jaką musieli wykonać autorzy zbierając dane do napisania książki. Szczególną trudnością w napisaniu książki stanowiło obiektywne spojrzenie na zgromadzone  informacje, rozszyfrowywanie co jest prawdą, a co celową dezinformacją. Na wiele pytań autorzy nie potrafili odpowiedzieć, bo danych albo nie było albo są jeszcze utajnione.

Władysław Bułhak i Patryk Pleskot w sposób bardzo przystępny przybliżyli postaci kilku opisanych w książce szpiegów. Zdecydowanie polecam przeczytanie (nie opuszczanie) Prologu, w którym wprowadzają czytelnika w tematykę poruszaną w kolejnych rozdziałach.

Na kolejnych stronach utworu odkrywamy niezwykle interesujące sylwetki polskich odpowiedników Jamsów Bondów czy Hansów Klossów (jest to porównanie zaczerpnięte z książki).
Czytelnik ma możliwość zapoznania się z życiem i działalnością dziesięciu szpiegów, począwszy od Jana Kaszubowskiego „Larsena”, który rozpoczął działalność szpiegowską jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, poprzez losy Haliny Szymańskiej „Alice Krafczyk”, Andrzeja Czechowicza, czy wreszcie Bogdana Walewskiego i Mariana Zacharskiego.

Wszystkie postacie opisane w książce pracowały dla polskiego wywiadu i kontrwywiadu MSW, ale byli też tacy którzy zmieniali „pracodawców”, albo nawet w tym samym czasie przekazywali informacje rożnym państwom. Dzięki ich pracy inwigilowane były instytucje rożnych państw, a także takie struktury jak Radio Wolna Europa, czy też nastroje panujące w Watykanie.

Serdecznie polecam książkę Władysława Bułhaka i Patryka Pleskota, pt. „Szpiedzy PRL-u” wszystkim czytelnikom, którzy interesują się historią współczesną, a przede wszystkim tym którzy chcą poznać jej jeszcze mało znane aspekty.


Tilia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.


  

"Życie jest piosenką" - Jacek Cygan - recenzja

Życie jest piosenką - Cygan Jacek"Piosenka jest dobra na wszystko 
Piosenka na drogę za śliską 
Piosenka na stopę za niską 
Piosenka podniesie Ci ją 
Parararara... 

Piosenka to sposób z refrenkiem 
Na inną, nieładną piosenkę 
Na ładną niewinną panienkę 
Piosenka - de son la chanson (...)

Po to wiążą słowo z dźwiękiem kompozytor i ten drugi
Żebyś nie był bez piosenki, żebyś nigdy jej nie zgubił 
Żebyś w sytuacji trudnej mógł lub mogła westchnąć z wdziękiem: 
Życie czasem nie jest cudne, ale przecież mam piosenkę"


Nadprogram piosenkowy - Piosenka jest dobra na wszystko (styczeń 1962)
Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski


Kim jest tajemniczy "ten drugi" z piosenki Kabaretu Starszych Panów? Kto jest tak ukryty za swoją twórczością, że nawet nie wiadomo, jak go nazwać? Autor tekstów, twórca słów śpiewanych potem przez wykonawcę stoi skromnie w cieniu legendarnych utworów, nie widać go na pierwszy rzut oka. Jednakże nazwisko Jacka Cygana nigdy nie zostanie zapomniane - jego teksty raz na zawsze wpisały się w historię polskiej muzyki. On sam nazywa się tekściarzem... a w wierszyku, który ułożył na jubileusz programu "Jaka to melodia?" nazwał się "człowiekiem słowa". Ten wspaniały twórca w swojej książce "Życie jest piosenką" snuje refleksje na temat : czy tekściarz to rzemieślnik, czy artysta. A czyni to w sposób tak miły i przyjazny, że jego opowieść błyskawicznie wciąga w czasy polskiej muzyki estradowej i w codzienny proces twórczy tekściarza.

Już we wstępie, który autor z właściwym sobie wdziękiem nazywa "Przygrywką", Jacek Cygan daje nam dowód, że jego życie całkowicie i niemal dosłownie stało się piosenką. Piosenka zdominowała nie tylko twórczość tego wybitnego polskiego tekściarza - cała codzienność Jacka Cygana była wypełniona poszukiwaniem słów, zdań, zwrotek w zawiłym językowym i melodycznym labiryncie. Dla niego pisanie tekstów stało się czynnością podstawową, równoznaczną z jedzeniem, piciem czy spaniem, a owocem tego niezwykłego zaangażowania stały się najwspanialsze polskie przeboje takie jak nieśmiertelne "Pokolenie" zespołu Kombi czy "Wypijmy za błędy" Ryszarda Rynkowskiego.

Książka Jacka Cygana także jest piosenką. I nie mówię tutaj tylko o wspaniałym podziale jej treści na wspomnianą wcześniej "Przygrywkę" i kolejne siedem "Zwrotek", ale przede wszystkim o zawartych w niej opowieściach pana Jacka, z których pośród niezwykle barwnych wspomnień z początków twórczości i pięknych obrazów zawiązanych przyjaźni wyłania się prawdziwa i autentyczna definicja osoby tekściarza. Jacek Cygan nie napisał książki naukowej, która jasno odpowiada na tak często zadawane mu pytanie: "Panie Jacku, czy najpierw jest tekst, czy najpierw jest muzyka?". Nie napisał też podręcznika dla kolejnych tekściarzy, dla następców jego twórczości. Książka Jacka Cygana jest zupełnie inna, a wszystko dlatego, że autor mówi we własnym imieniu i zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Otwiera się całkowicie i sprawia wrażenie prawdziwego kontaktu, realnej rozmowy. Jacek Cygan opowiada nie tylko swoją historię, pisze biografię niezwykłych przyjaźni zawartych zarówno z kompozytorami jak i z wykonawcami jego utworów, a czyni to jakby śpiewając przy kominku, w zaciszu przytulnego domu, fascynującą baśń o narodzinach prawdziwie legendarnych piosenek. A czytelnik, zachwycony urokiem i przystępnością tekstów pana Jacka, zasłuchuje się w tę jedyną w swoim rodzaju piosenkę zamkniętą na kartach niepozornej białej książki. Jest to cudowna podróż w przeszłość, a zarazem przednia zabawa, ponieważ czytając możemy całkowicie zanurzyć się w klimacie tamtych czasów, wejść w niedostępne życie za kulisami wielkim festiwali i przełomowych występów.

Muszę przyznać, że "Życie jest piosenką" czytałam bardzo długo, choć bynajmniej nie z powodu nudy. Czytając smakowałam osobno każdą opowieść pana Jacka, bowiem wspomniane wcześniej "Zwrotki" składają się z wielu samodzielnych wspomnień dotyczących jednego konkretnego przeboju. Ponadto każdy z nich wzbogacony jest na początku fotografią a na końcu pełnym tekstem piosenki. Z każdej opowieści wyłania się obraz "człowieka słowa" czyli pana Jacka i jego współpracy z danym wykonawcą. Czytając te historie jesteśmy świadkami niezwykłych znajomości i wspaniałych przyjaźni, które autor wspomina z uśmiechem, wrażliwością, czułością i sentymentem.

Niewątpliwym atutem książki jest to, że bez najmniejszego problemu plastyczne i przemiłe pióro Jacka Cygana wprowadzi w klimat tamtych czasów nawet osobę zupełnie niezorientowaną na temat polskiej sceny muzycznej. Cierpliwością i przychylnością zarówno w przytaczaniu osób, faktów, sytuacji czy ciekawych anegdot, których mnogość mogłaby pozornie przytłoczyć przeciętnego czytelnika Jacek Cygan podbija serca zarówno wiernych fanów swojej twórczości jak i początkujących słuchaczy. Objawia się to również w ilości piosenek omówionych szczegółowo - nie jest ich za dużo, a jednak po ich poznaniu człowiek aż prosi o więcej i sam zaczyna szukać i odkrywać piękno muzyki z tamtych lat. Ja nawet w autobusie łapałam się na tym, że bezwiednie nucę "Czas nas uczy pogody", "Wszystkie dzieci nasze są" czy "Dumkę na dwa serca".

Książkę "Życie jest piosenką" polecam z czystym sercem każdemu, kto choć trochę interesuje się polską muzyką - będzie to wówczas dla niego indywidualna podróż w przeszłość, we własne wspomnienia, kiedy na żywo przeszywało się opowiedziane tutaj występy i festiwale. W równym stopniu polecam ją także wszystkim, którzy nie urodzili się w czasach, gdy te wydarzenia miały miejsce i pragną dziś, w innej epoce muzycznej rozpocząć tę wspaniałą przygodę pod przewodnictwem mądrego, zabawnego i ciekawego "człowieka słowa" - pana Jacka Cygana.


Curucuar, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

poniedziałek, 24 listopada 2014

"Wilki dwa" - Adam Szustak, Robert "Litza" Friedrich - recenzja

Okładka książki Wilki dwaRobert "Litza" Friedrich - muzyk i Adam Szustak - ksiądz, osoby, których teoretycznie nie powinno łączyć nic. Jednak mają jedną cechę wspólną - wiarę. Według ich ideologii w każdym z nas żyją dwa wilki- dobry i zły. Codziennie walczą one ze sobą. Dobry chce dla nas jak najlepiej, chociaż wybranie go może nie okazać się najłatwiejsze. Zaś "dokarmienie" złego wilka jest proste, choć prowadzi ono do kłopotów, gdyż on zawsze chce dla nas jak najgorzej.

Książka bardzo przypadła mi do gustu. Znajdują się w niej fragmenty Pisma Świętego i zapis rozmowy między dwoma mężczyznami, mają różne zdania, doświadczenia, mówią w prosty, zrozumiały sposób, nie przypomina to kazania w Kościele, gdyż żaden z nich za świętego się nie uważa. 

Na końcach rozdziałów znajdują się ćwiczenia, które mają za zadanie "dokarmić" naszego dobrego wilka. Wszystko jest jasne, przejrzyste i zrozumiałe, a problemy poruszane w ich rozmowach, dotyczą każdego z nas. Mówią dużo o tym jak Bóg przejawia się w ich życiu, pomagają inaczej spojrzeć na naszą wiarę i Jezusa. 

Polecam każdemu, który uważa, że o religii wie już wszystko.


Sheri, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

„Hopeless” - Colleen Hoover - recenzja

Autorka nie jest (jeszcze) zbyt dobrze znana w Polsce (niestety!). Od stycznia 2012 wydała osiem powieści, z czego na język polski przetłumaczone zostały tylko dwie: „Pułapka uczuć” i właśnie „Hopeless”. Hoover jest przedstawicielką nurtu New Adult. Jej książki opowiadają historie młodych ludzi doświadczonych przez los, z niezwykłą delikatnością podkreślając ich uczucia. Życie codzienne nastolatków przeplata się z traumatycznymi wydarzeniami, co sprawia, że książki tego typu są kierowane zarówno do dorastających, jak i dojrzałych czytelników.

Okładka książki HopelessGdy Sky miała trzy lata została adoptowana przez Karen, która ustaliła nietypowe zasady wychowania. Nie używają telewizora, radia, internetu, telefonu, a dziewczyna uczy się w domu. Ma jednak pełną swobodę w używaniu samochodu i może sama decydować o wszystkich swoich wyjściach ze znajomymi, szczególnie z Six - przyjaciółką mieszkającą w sąsiedztwie. Brzmi jak życie z bajki?...

Prawie siedemnastoletnia Sky podejmuje decyzję o kontynuacji nauki w szkole publicznej. Kilka dni przed rozpoczęciem roku Six wyjeżdża na wymianę, a bohaterka poznaje tajemniczego Holdera. Chociaż na brak chłopców w swoim nastoletnim życiu Sky nie może narzekać, nowo poznany kolega wywołuje u niej dziwne reakcje. Motylki w brzuchu, szybsze bicie serca… Kim tak naprawdę jest tajemniczy chłopak?
Znajomość z Holderem układa się nieprzewidywanie. Podobnie zaskakujące okazuje się życie szkolne. Po pewnym czasie Sky odkrywa straszną tajemnicę z dzieciństwa. Jak poradzi sobie z wydarzeniami z przeszłości?...
  
„Hopeless” to wspaniała książka o dojrzewaniu, umiejętności pokonywania przeciwności i akceptowania przeszłości. Mimo niezbyt oszałamiającego początku, nie jest to zwyczajna opowiastka o nastoletniej miłości!  Colleen Hoover stworzyła genialny, poruszający odbiorcę bestseller.

Prawdą jest, że nie należy oceniać książki po okładce.  Jeżeli (tak jak mnie) spodoba się wam ten piękny czarno-biały szkic na oprawce – niedługo pozostaniecie pod jego wrażeniem. Mniej-więcej do końca pierwszego rozdziału, kiedy wpadniecie w zachwyt nad samą lekturą. Ta zjawiskowa okładka zapowiada cudowną książkę! Nieprzypadkowym zabiegiem jest również pozostawienie oryginalnego tytułu powieści.

Autorka w niezwykle przejmujący sposób opisała uczucia, przeżycia bohaterów. Akcja jest pełna zaskakujących zwrotów akcji oraz szokujących odkryć, które łączą wszystkie wątki. „Hopeless” ma w sobie to coś, czego oczekujemy od wartościowej lektury: hipnotyzuje tak, że nie chcesz się oderwać od czytania - nawet na chwilę. A po zakończeniu… wstrząsa, wzrusza, przeszywa, nie dając o sobie zapomnieć. Głęboko zapada w pamięć … a raczej w serce. To książka do której będziecie chcieli wrócić.

Jestem przekonana, że „Hopeless” spodoba się wszystkim czytelnikom, niezależnie od preferencji literackich. Szczerze polecam!


Tania, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte. 

czwartek, 20 listopada 2014

„Ostatnie dni dyktatorów” - Diane Ducret, Emmanuel Hecht - recenzja

Okładka książki Ostatnie dni dyktatorówMówią, że na każdego człowieka działa karma i za swoje czyny poniesie konsekwencje, prędzej czy później. Wydarzenia opisywane w tej książce wydają się to potwierdzać. Brutalni, bezduszni, siejący strach wśród poddanych i ludu – jednak w końcu dosięga ich sprawiedliwość, czy to z ręki spiskowców, obywateli czy z własnej. Opisaniem ostatnich tygodni, dni, godzin, minut i sekund despotów tego świata zajęli się Diane Ducret i Emmanuel Hecht. I muszę przyznać, że całkiem dobrze im to wyszło. Książka rozpoczyna się od wstępu, w którym autorzy zawarli refleksje o sposobach dochodzenia do władzy, sposobach działania i końca satrapów.

Dalej możemy z przyjemnością zagłębić się w lekturę; napisana jest łatwym językiem, jednak nie jest to książka przygodowa czy sensacyjna. Utrzymano ją raczej w tonie kronikarskim, gdzieniegdzie dodając osobiste przemyślenia. Jednak forma i dobór słów sprawia że o tragediach kolejnych władców czyta się szybko, a niektóre historie zapamiętuje naprawdę na długo. Autorów trzeba pochwalić za profesjonalne podejście do tematu: mamy tutaj znane postacie Stalina, Hitlera i Mussoliniego, wodza Korei Północnej, despotów z krajów tropikalnych, jak i nowszych „reprezentantów” takich jak obalony w 2011 roku Kaddafi.

Po przeczytaniu pojawia się refleksja: czemu do upadku władców nie liczących się z ludźmi, z poddanymi, z opinią międzynarodową dochodzi po tak długim czasie? Czy ciemiężony lud jest za bardzo wystraszony, czy potrzebuje sytuacji gdy już nie ma nic do stracenia? Ile ludzi musi zginąć, by kolosy na glinianych nogach upadły? 

Do przemyśleń zapraszam po przeczytaniu książki, którą mogę polecić z czystym sumieniem.


Ocean's Eleven, lat 17

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

Wywiad z C.J. Daugherty – autorką bestsellerowej serii ,,Wybrani’’


Czytaj wszystko. Pisz co chcesz. Nie wierz im.


25 października tego roku miałam przyjemność spotkać się z C.J. Daugherty. Rozmawiałyśmy między innymi o jej książkach, Polsce i inspiracjach.
,,Ale to oznacza, że ktoś zostanie zraniony.’’
,,Wiesz, że powinnaś pisać książki.’’
,,Zdałam sobie sprawę, że sam David Cameron za czasów swojej młodości był w tajnym stowarzyszeniu!"

Anna Sieczka: Co możesz o sobie powiedzieć tym, którzy jeszcze o Tobie nie słyszeli?

C.J. Daugherty: No cóż…Nazywam się C.J. Daugherty i jestem autorką serii ,,Wybrani’’, przetłumaczonej już na 22 języki! Zanim zostałam pisarką, byłam dziennikarką, specjalizującą się w pisaniu o przestępstwach. Ale nie tylko o tym. Pisałam również o podróżach, bo lubię podróżować. Pracowałam dla brytyjskiego rządu. Urodziłam się, co prawda, w Ameryce, ale mieszkam w Wielkiej Brytanii od tak dawna, że czuję się Brytyjką. To chyba wszystko.

A.S. Ostatnio w Polsce ukazała się czwarta część Twojej serii. Czego możemy się spodziewać po tej książce?

C.J. D. Akcja ,,Zbuntowanych’’ zaczyna się w kulminacyjnym momencie tej historii. Dla mnie ważne jest to, aby wszystko łączyło się ze sobą w logiczną całość. Teraz zatem wyjaśni się wiele spraw. Czytelnicy dowiedzą się, co stanie się ze wszystkimi bohaterami. Co będzie z Nathanielem, który wciąż chce odebrać coś, co uważa za swoje. Szykuje się zatem zacięta walka! Jeśli chodzi o romantyczną część książki, wątpliwości zostaną rozwiane. Allie będzie musiała dokonać wyboru pomiędzy Carterem a Sylvainem. I zrobi to, ale to oznacza, że ktoś zostanie zraniony. Już niedługo koniec wojny. To właśnie ten moment.

A.S. Jak ci się podoba polska okładka powieści ,,Zbuntowani’’?

C.J. D. To moja ulubiona okładka! Pokazano tu siłę głównych bohaterów: to, w jaki sposób idą po ulicy, świadczy o ich determinacji. Niesamowite! Nawet sugerowałam moim wydawcom z Wielkiej Brytanii, aby umieścili na wszystkich okładkach te postacie, ale mnie nie posłuchali. Naprawdę ją uwielbiam! Oświetlenie, sceneria… Fantastyczne! To dokładnie taka okładka, jaką sobie wymarzyłam.

A.S. Słyszałam, że jest planowana piąta część ,,Wybranych’’. Czy możesz wyjawić parę jej sekretów?

C.J. D. Piąta część wszystko zakończy. To oznacza, że ktoś musi wygrać tę wojnę, nawet jeśli będzie to Nathaniel. O tym właśnie są ,,Wybrani’’. O sukcesach i porażkach we wszystkim:  w miłości, w życiu i w wielkiej polityce. Są różne rodzaje wygrywania i przegrywania. Są też różne metody radzenia sobie z takimi sytuacjami, a to dotyczy każdego z nas. ,,Wybrani’’ są o tym, jak można się tego nauczyć - jak ponosić porażki i jak przyjmować sukcesy. Czasem przegrywasz, wygrywając. Czasem wygrywając, przegrywasz.

A. S. Myślę, że wiem, co masz na myśli. Ale teraz, pozwól, że zadam ci parę pytań dotyczących naszego kraju. Co sądzisz o Polsce? Czy to twoja pierwsza wizyta tutaj?

C.J. D. Tak, pierwszy raz odwiedzam ten kraj. Za czasów mojej młodości odbyłam podróż po Europie. Znalazłam się nawet bardzo blisko polskiej granicy, ale… zabrakło mi pieniędzy na dalszą podróż. Byłam wtedy w Pradze. Tak czy inaczej, Kraków był na pierwszym miejscu na mojej liście miast do odwiedzenia. To niesamowite miejsce. W pewnym sensie żałuję, że nie miałam szansy zobaczyć go, kiedy byłam młodsza. Polska to przepiękny kraj. Uwielbiam też Warszawę. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo pokocham to miasto! To fascynujące miejsce z równie niesamowitą historią.

A. S. Czy możesz powiedzieć coś więcej, o swoich wrażeniach z pobytu w samym Krakowie?

C.J. D. To naprawdę niezwykłe miasto. Spędziliśmy dzisiejszy poranek i wczorajszy wieczór, spacerując po Starym Mieście. A jeszcze tyle zostało do zobaczenia! Tak wiele miejsc można zwiedzić, odbyć mnóstwo przechadzek… I jeszcze tyle historii! To po prostu zapiera dech w piersiach! Właśnie, dlatego zostaliśmy jeden dzień dłużej, aby zobaczyć, choć trochę więcej. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa.

A.S. Na początku rozmowy wspomniałaś, że lubisz podróżować. Jakie kraje pragnęłabyś jeszcze odwiedzić?

C.J. D. No cóż… Tak jak mówiłam, chciałabym zobaczyć więcej polskich zakątków. Dlatego naprawdę marzę o powrocie do Polski. To dla mnie bardzo ważne: wiedzieć gdzie jestem. W tym roku po raz pierwszy byłam w Niemczech. Sądzę, że ten kraj też jest cudowny, więc chciałabym,  trochę lepiej poznać i to państwo. Ale Włochy… To jeden z moich ulubionych krajów, chociaż nie spędzam tam zbyt wiele czasu. Kocham również Francję, ale tam spędzam stanowczo za dużo czasu, więc chyba pora powiedzieć: dość Francji! Mogłabym częściej bywać we Włoszech, Polsce czy Niemczech.

A.S. Gdzie się wybierasz, po zakończeniu wizyty w Polsce?

C.J. D. Jak przypuszczam za parę tygodni wrócę do Francji. Widzisz, spędzam za dużo czasu w tym kraju!  Jestem wielbicielką Paryża, więc zapewne udam się i tam. Będę też podróżowała po północnej części Wielkiej Brytanii, uczestnicząc w różnych spotkaniach dotyczących ,,Wybranych’’. Szykuje się mnóstwo podróży w najbliższym czasie!

A. S. Wielu ludzi uważa cię za znakomitą pisarkę. Czy masz jakieś ulubione książki lub autorów?

C.J. D. Seria Cassandry Clare należy do moich ulubionych. Naprawdę ją uwielbiam. Kiedy przeczytałam jej książkę ,,Miasto kości’’, to było jak… O tak! To jest to! Właśnie coś takiego chciałabym napisać. Cassandra jest niezwykle inspirującą pisarką i na pewno jedną z najlepszych. Lubię również Holly Black – amerykańską autorkę, która pisze książki raczej komediowe.
Z kolei Courtney Summers na pewno znają trochę starsi czytelnicy. Napisała – według mnie –najlepszą na świecie powieść o zombie! Ona jest fantastyczną pisarką. Ma dopiero 24 lata, a już napisała pięć książek! Imponujące!
To właśnie są książki, które po prostu uwielbiam.

A. S. Co więc inspiruje ciebie do pisania?

C.J. D. Byłam dziwna – nigdy nie robiłam niczego innego poza pisaniem. Nie mam żadnych umiejętności ani talentów, więc bycie pisarką to dla mnie idealne zajęcie. Kiedy byłam w twoim wieku, czytałam prawie cały czas. Chciałam w ten sposób zarabiać na życie! Nie jest to jednak takie proste, więc pisanie było następnym krokiem. Nie wyobrażałam sobie siebie, jako pisarki, więc zostałam dziennikarką. Pisałam o prawdziwych rzeczach, o prawdziwym życiu. Jako reporterka, dostrzegałam wszystko: butelki szampana, muzykę w klubie. Mój umysł wszystko rejestrował. Jest to  bardzo pomocne, przy pisaniu, ponieważ uważam, że to szczegóły czynią książkę prawdziwą – kiedy na przykład jesteś w stanie poczuć zapach owocu, usłyszeć, co dzieje się za ścianą pokoju. Właśnie to pomogło mi zostać pisarką. No, i jeszcze moja bujna wyobraźnię. Opowiedziałam mężowi moje wymyślone historie, a on mi na to: ,,Wiesz, powinnaś pisać książki.’’. Pomyślałam, że jeszcze nie jestem na to gotowa. Później jednak dałam temu pomysłowi szansę. Przypuszczam, że pisanie to jedyna rzecz, którą wiem, jak robić.

A. S. Czy w takim razie masz jakieś rady dla początkujących pisarzy?

C.J. D. Cóż, moją pierwszą radą jest: czytaj. Czytaj wszystko i nigdy nie przestawaj. To właśnie pewien artykuł w gazecie podsunął mi pomysł na ,,Wybranych’’. Zamieszczono w nim fotografię premiera i innych członków brytyjskiego rządu, kiedy byli jeszcze studentami. Należeli wówczas do tajnego stowarzyszenia na Uniwersytecie Oksfordzkim zwanego Bullingdon Club. Zdałam sobie sprawę, że sam David Cameron za czasów swojej młodości był w tajnej organizacji! Wybuchł skandal, dlatego że Cameron był tak bogaty i uprzywilejowany. Nie dbałam o to. Obchodziło mnie tylko to, że istniał taki klub, jak Bullingdon Club i premier był jednym z jego członków! Zaczęłam się zastanawiać, czy takie sekretne kluby wciąż funkcjonują w szkolnej społeczności? Minister edukacji, głowa BBC i wszyscy ci ważni ludzie: sędziowie, politycy i nie tylko - wszyscy oni znajdowali się w tych tajnych stowarzyszeniach. To są fakty. Takie są właśnie kulisy powstania ,,Wybranych’’. Dlatego zachęcam, aby czytać wszystko. Gdybym nie miała takiej obsesji na punkcie tego tematu, ,,Wybrani’’ by nie powstali. Dlatego czytaj! I daj szansę pisarstwu, nawet, jeśli inni będą ci mówili, że pisanie to ciężki kawałek chleba. Będziesz to ciągle słyszała. Zignoruj te głosy i rób to, co kochasz. Ja tak zrobiłam. Tak samo jak setki czy nawet tysiące innych pisarzy. Nam się udało. Dlaczego tobie miałoby się nie powieść? Pisz!

A.S Bardzo dziękuję za rozmowę.


Rozmowę przeprowadziła Anna Sieczka "Katia" z ,,Młodzieżowego Klubu Recenzenta’’ w Krakowie. 

środa, 19 listopada 2014

"Dom Tajemnic 2. Starcie potworów" – Chris Columbus, Ned Vizzini - recenzja

Okładka książki Starcie PotworówKordelia, Brendan i Eleanor kolejny raz muszą zmierzyć się z mocą Księgi życzeń i zagłady, która w pierwszej części ,,Domu Tajemnic’’ omal nie doprowadziła do końca świata.
Dzieci myślały, że już po wszystkim. Rodzina uratowana. Jest finansowo zabezpieczona, dzięki życzeniu Eleanor o dziesięciu milionach dolarów na koncie rodziców. Wichrowej Wiedźmy już nie ma. Rodzeństwo w końcu bezpieczne. Ale nie wszystko jest takie, jakie się wydaje…
Gdy wydawało się, że spokój nastał w rodzinie Walkerów, wszystko zaczyna się psuć.

Coś dziwnego dzieje się z Kordelią… Dziewczyna czuje, że może mieć to jakiś związek z Wichrową Wiedźmą, ale…decyduje się sama poradzić z narastającym problemem.
Brendan nie radzi sobie w nowej szkole, do której trafiło rodzeństwo, po nagłym przypływie gotówki na konto Walkerów. To placówka dla bogaczy, a Bren…Po prostu nie może się odnaleźć. Nie inaczej jest z małą Nel. Jednak żadne z nich nie szuka pomocy. Wolą sami zmierzyć się z problemem. I to jest ich błąd.

Można by pomyśleć, że dzieci znajdą oparcie w rodzicach. Jednak nie w tym przypadku. Ojciec rodziny pogrąża się w kłopotach, o których istnieniu zaprzecza. Matka coś podejrzewa, ale prawda może się okazać bardzo bolesna…
I Wichrowa Wiedźma nie próżnuje. Udaje jej się wysłać dzieci do starożytnego Rzymu. Tam znajdują najmniej oczekiwanych sojuszników. Czy zdołają jednak wrócić do domu, jaki znali?
Odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta, jakby się zdawało…

Druga część ,,Domu Tajemnic’’ obfituje w zwroty akcji i niespodziewane decyzje głównych bohaterów. Czytelnik cały czas jest zaskakiwany przez autorów. Wszystko łączy się ze sobą w logiczną całość, co według mnie, również jest ogromnym plusem książki. Bohaterowie zmieniają się w tej części. Dostrzegają, jak wielką siłę mogą pokazać łącząc się, ale i będąc samemu. Dowiadują się również, że pieniądze nie są gwarantem szczęśliwego życia rodzinnego.
Książka podobała mi się, aczkolwiek nie było to nic ,,rewolucyjnego’’. Czyta się ją przyjemnie, szybko. Akcja jest wartka, interesująca. Bohaterowie chwilami intrygujący, chociaż w moim odczuciu, czasami byli nieco irytujący. Jednak moje wrażenie może być nieco odosobnione. Ciekawa jestem, co powiedzą na moją opinię zarówno fani ,,Domu Tajemnic’’ jak i ci, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z serią autorstwa znanego reżysera – Chrisa Columbusa, jak i Ned’a Vizzini’ego. Po przeczytaniu dwóch części, które wyszły spod ich pióra, uważam, że obaj mężczyźni mają talent do pisania. Z zainteresowaniem będę śledziła dalsze wiadomości o ich twórczości.


Katia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

„List od nieznajomej” – Barbara Taylor Bradford – recenzja

Barbara Taylor Bradford to jedna z najbardziej znanych współczesnych pisarek. Jej powieści przetłumaczono na wiele języków i sprzedawano na całym świecie bijąc przy tym rekordy popularności. Książki B.T Bradford niejednokrotnie filmowano - na podstawie jej powieści powstał m.in. słynny serial telewizyjny "Kariera Emmy Harte".

Okładka książki List od nieznajomejReżyserka filmowa Justine Nolan wraca do rodzinnego domu. Szuka wytchnienia od pracy przy boku swojego bliźniaka , który rozumie ją bez słów oraz w towarzystwie najlepszej przyjaciółki, którą zna od zawsze. Nie widziała własnej matki od wieków, ale wcale tego nie żałuje znając jej trudny charakter i kłamstwa, którymi przez lata karmiła swoje dzieci.

W korespondencji Deborah, Justine znajduje wzbudzający jej ciekawość list i otwiera go, nawet nie śniąc o tym, że zawiera on informacje o jej zmarłej babce Gabriele. Okazuje się, że jedna z najbliższych jej osób, którą opłakiwała przez ostatnie 10 lat, nie zginęła w katastrofie samolotu i żyje gdzieś razem ze swoją przyjaciółką, nadawcą listu. Podupada jednak na zdrowiu zadręczając się starymi, rodzinnymi sprawami. Kierując się jedynie znaczkiem na kopercie, młoda reżyserka wyrusza w podróż do Stambułu, miasta dwóch kultur, aby odnaleźć babkę. Nie jest to jednak takie łatwe w orientalnej metropolii, pomiędzy meczetami, kościołami i wśród upojnych, korzennych woni odbierających zmysły.

Czy Justine uda się odnaleźć babcię i poznać rodzinne sekrety?
Czy dowie się dlaczego jej matka postanowiła „uśmiercić” Gabriele w świadomości swoich dzieci?
Czy wśród rodzinnego zamieszania zdoła znaleźć czas na miłość?

Muszę przyznać, że przez pierwszych kilka rozdziałów, „List od nieznajomej” ciągnął się jak flaki z olejem przez przydługie rozmyślania bohaterki, które chociaż były uzasadnione w sytuacji w jakiej się znalazła, sprawiały że miałam ochotę odłożyć tą książkę na półkę i nigdy więcej po nią nie sięgać. Jednak pierwsze wrażenie było całkowicie błędne, o czym dowiedziałam się, gdy przedarłam się przez długie, filozoficzne rozmyślania Justine i dotarłam do opisów orientalnego Stambułu. Lirycznie ukazywały one korytarze uliczek, smaki cynamonu, goździków i innych przypraw tak wyraźnie, że można je poczuć na języku. Pod tą korzenną otoczką kryją się trudne tematy: uprzedzenia, kłótnie o pieniądze, zdrady, kłamstwa i rodzinne rozłamy. Podoba mi się kontrast babki i matki, które choć krew z krwi, tak bardzo się od siebie różnią, mają tak odmienne charaktery i poglądy.
Oczywiście pojawia się też wątek miłosny, który roztkiliwia i idealnie pasuje do gwarnej, gorącej atmosfery Stambułu.

Według mnie jest to książka dedykowana wszystkim kobietom, napisana przez kobietę o kobiecie, która pokazuje, że nawet w sytuacji pozornie bez wyjścia, nie można się załamać. Trzeba tylko odnaleźć ukryte drzwi i z podniesioną głową zostawić przeszłość za sobą. Myślę, że przypadnie do gustu fanom, a raczej fankom, literatury kobiecej.


Nika, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki.

wtorek, 18 listopada 2014

„To ja, Malala ” - Malala Yousafza, Christina Lamb - recenzja

Okładka książki To ja, MalalaMalala to odważna dziewczyna z Pakistanu, która została w tym roku najmłodszą w świecie laureatką pokojowej nagrody Nobla. Z pomocą znanej dziennikarki opisała swoje życie i splot wydarzeń, które doprowadziły do tego, że uczennica z malutkiego miasteczka, w dalekim azjatyckim państwie, stała się słynna w mediach i podziwiana przez ludzi na wszystkich kontynentach.

Malala urodziła się w 1997 roku w islamskim kraju, gdzie kobiety niewiele mają praw, a ich los bywa szczególnie ciężki. W dodatku nie w dużym mieście, ale na głębokiej prowincji, w dolinie Swat, sławnej zarówno z pięknej przyrody jak i wpływów talibów. Jak opowiada bohaterka książki, nikt nie pogratulował jej rodzicom z okazji jej urodzin, wprost przeciwnie - matce przekazywano wyrazy współczucia, że nie urodziła syna tylko córkę. Ale Malala mimo wszystko miała szczęście, jej rodzice powitali ją bowiem z radością. Ojciec jest wykształconym człowiekiem, nauczycielem i zwolennikiem praw kobiet. Nadał jej imię afgańskiej bohaterki ludowej, gdyż rodzina Malali jest narodowości pusztuńskiej, dominującej w Afganistanie. Znając dalsze jej losy, można przypuszczać, że ojciec Malali wykazał tu jakieś prorocze zdolności. Dziewczynka okazała się bardzo zdolnym i ambitnym dzieckiem. Ochoczo korzystała z możliwości nauki w prywatnej szkole, którą założył jej ojciec. Jest on zwolennikiem powszechnej edukacji dla wszystkich, także dziewcząt i kobiet. Uważa, wykształcenie jest dla nich jedyną szansą na lepsze życie. Malala odnosiła sukcesy w nauce, zazwyczaj osiągała najlepsze wyniki na egzaminach. Wcześnie też zaczęła u boku ojca działalność społeczną, propagując zalety edukacji dla dziewcząt. Podkreślała, że Koran tego nie zabrania a prawo do nauki jest niezbywalnym prawem każdego człowieka. Zarówno dziewczynka, jak i jej rodzice służyli pomocą biednym, a od ubogich dzieci jej ojciec nie pobierał w szkole czesnego, pomimo ich własnej trudnej sytuacji finansowej. 

Niestety, nad w miarę szczęśliwe dzieciństwo Malali, zaczęły napływać czarne chmury. Z sąsiedniego Afganistanu napływali talibowie i wraz z miejscowymi zwolennikami starali się zaprowadzić rządy szariatu – surowego prawa islamskiego. W praktyce terroryzowali wszystkich, ale szczególnie dotkliwie kobiety. Zabroniono im nauki, pracy zawodowej a nawet wychodzenia z domu bez obecności męskiego krewnego u boku. Wymagano szczelnego zakrywania postaci a nawet twarzy. Zaczęto podpalać i burzyć szkoły, mordować przeciwników politycznych i prześladować ludzi o nawet umiarkowanych poglądach. Uczęszczanie do szkoły w takich warunkach, wymagało nie lada odwagi. Malala jednak nie tylko, że nie zrezygnowała z nauki ale nadal prowadziła z ojcem działalność społeczną. Niestety, stała się dla talibów obiektem śmiertelnego ataku. 9 października 2012 roku, zamachowiec zatrzymał szkolny autobus i strzelił do niej 3 razy. Malala i jej 2 koleżanki zostały ranne. Postrzelona w głowę nasza bohaterka, cudem przeżyła …


Malala jest niesamowitą, odważną dziewczyną, pomimo tragicznego losu, nadal walczy na forum międzynarodowym o prawa kobiet do nauki. Chociaż mieszka na razie w Anglii, tęskni za Pakistanem i doliną Swat. Nie wyrzekła się swojej ojczyzny i pragnie poprawy życia jej mieszkańców. Malala stała się symbolem niezłomnej walki i hartu ducha. Została uhonorowana wieloma prestiżowymi nagrodami, w tym roku także tą najwyższą – Noblem. Pozostała pomimo tego tą samą skromną, miłą dziewczyną, przywiązaną do swojej tradycji i religii, a przy tym osobą o szerokich horyzontach. 

Jej autobiografię czyta się wspaniale, jest napisana przystępnym językiem, akcja toczy się szybko a egzotyczne klimaty dodają jej atrakcyjności. W książce zamieszczono też sporo fotografii. Uważam, że może być interesującą lekturą dla wszystkich a szczególnie dla dziewcząt. Sądzę, że teraz bardziej docenimy naszą szkołę i generalnie życie w naszym kraju. Bo to, co dla nas jest takie oczywiste i normalne, dla rówieśników w innych, dalekich krajach jest marzeniem i trudno dostępnym dobrem. Czasami, tak  jak Malala, muszą narażać własne życie, by móc po prostu się uczyć i normalnie żyć.

Kevin, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. 

"Apetyt" - Philip Kazan - recenzja

Okładka książki ApetytApetyt jest książką opowiadającą o życiu Nino - genialnego florenckiego kucharza, którego ukochana Tessina zostaje wydana za mąż za podstarzałego bogacza. Załamany chłopak popełnia wiele głupstw i w efekcie ucieka z Florencji do Rzymu, gdzie jego potrawami zachwycają się ludzie z najwyższego szczebla, jednak za nim ciągle chodzi wspomnienie twarzy Tessiny i flaczków Ugolina...

Książka jest niesamowita - wciągająca, ciekawa, przepięknie ukazująca średniowieczne, z cudowną historią miłosną. Do tego dochodzi jeszcze zadziwiające spojrzenie na smaki, jedzenie i zmysły - daje nam zupełnie nowy pogląd na stwierdzenie, że człowiek je aby żyć a nie żyje aby jeść. Oprócz tego akcja jest wartka, dialogi ciekawe a opisy interesujące, choć nieco przydługie. To wszystko tworzy smakowitą całość. Jedynie tak to mogę określić. Bohaterowie są bardzo charakterystyczni, często wplatane są słówka włoskie, przeżywamy wszystkie emocje postaci i zaczynamy naprawdę rozumieć geniusz Nina.

Książka jest dla prawdziwych łasuchów, jedna z najlepszych jaką miałam okazję czytać. 
Przygotujcie się na prawdziwą ucztę!

Sheri, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

"Piąta fala. Bezkresne morze” - Rick Yancey - recenzja

Okładka książki Piąta fala. Bezkresne morzeRick Yancey jest autorem kilkunastu książek wydanych w kilkudziesięciu krajach, ale to jego ostatnia seria przyniosła mu sławę. Na podstawie ,,Piątej fali”, jego pierwszej powieści  fantasy ma powstać wkrótce film. Czy jednakże druga część -  ,,Piąta fala. Bezkresne morze” może się równać ze swoją poprzedniczką? Przyznam, że nie mam pojęcia, gdyż nie czytałam jedynki i swą recenzję piszę tylko na podstawie tego, czego się dowiedziałam z drugiej części.

Pierwsza fala – ciemność.

Druga fala – powódź.

Trzecia fala – zaraza.

Czwarta fala – Uciszacze.

Piąta fala - …

Ci, którym udało się przeżyć kolejne fale inwazji Obcych zrozumieli, że aby przetrwać w tej nowej, okrutnej rzeczywistości, nikomu nie można ufać. Cassie udało się uciec od wszechobecnych Obcych, ale schronienie, w którym się znalazła, przestaje być bezpieczne. Cała kompania więc – Cassie, Pączek, Filiżanka, Sam, Ben, Zombie, Dumbo i Ringer – zmuszona jest uciekać do opuszczonego hotelu. Problemy narastają, pojawiają się szczury. Cassie czeka na Evana, chłopaka w którym się zakochała. Ale czy Cassie naprawdę może mu ufać? Skomplikowaną relację kim tak naprawdę jest Evan, pozwolę sobie wyjaśnić cytatem:

,,Urodził się jako Evan, w wieku trzynastu lat doznał przebudzenia, po którym zrozumiał, że nim nie jest, a potem, jak sam twierdził, przebudził się raz jeszcze, gdy spojrzał na siebie moimi <Cassie> oczami”.

Brzmi to skomplikowane, prawda? I takie właśnie jest. Autor książki najwyraźniej postanowił sobie za cel zaciekawić czytelnika, nic nie wyjaśniając. Czy to dobrze? Może i dla kogoś, kto czytał pierwszy tom, ma to sens.  Ja go jednakże – jak już wcześniej zaznaczyłam – nie czytałam.

Żeby jednakże nie było, że wybrzydzam, przejdę do głównych bohaterów. Tylko… no, właściwie, kto nim jest? Z tyłu książki i po opisie przeczytałam, że jest  nią  Cassie,  ale choćbym nie wiem jak chciała w to uwierzyć, to fakty mówią za siebie. Ta część należy do Ringer i tylko do niej. Wątek Cassie-Evan pojawia się, ale jest to raczej dodatek do książki, a nie podstawa. I znowu powtarzam tu moje pytanie – czy to dobrze? Nie wiem. Z całą pewnością taki zabieg daje nam możliwość, aby spojrzeć na świat przedstawiony z innej perspektywy i (być może) dowiedzieć się czegoś nowego.

A więc przejdźmy do Ringer. I tu muszę autora skomplementować – to chyba jedyna postać z całej książki, która mi naprawdę zaimponowała. Jest to dziewczyna, która wie, czego chce. Silna – nareszcie taka osoba, która coś zrobi, zamiast kryć się po kątach lub pozostawiać walkę silniejszym (w większości książek fantasy czy science-fiction występuje taka dziewczyna lub chłopak – zazwyczaj jednakże chłopak – który nieustannie ochrania główną bohaterkę, aż zaczyna się to robić żenujące). Ringer potrafi coś zrobić i zrobi to, jeśli nie będzie miała wyboru. Taką postać należy wspierać ze wszystkich sił, gdyż nie wiadomo, kiedy ją ponownie ujrzymy!

Kolejną osobą jest Cassie. Teoretycznie dziewczyna po piekle, które przeżyła w pierwszym tomie, powinna stać się silniejsza i wziąć się w garść. No, teoretycznie. W praktyce bowiem nadal prezentuje ona typ ,, nie mogę, zrób to za mnie”. Nie mam pojęcia, jak się zachowywała w pierwszym tomie, ale w tym, Cassie nie pokazała mi się od najlepszej strony. Owszem, kilkakrotnie mamy pokazaną ją pocieszającą brata czy starającą się poskromić swoje uczucia, ale to nadal za mało – przynajmniej dla takiej osoby jak ja.

Podsumowując, książka nie wstrząsnęła mną. Dużo akcji, która jednakże nic nie wprowadzała do fabuły. Wszechobecne nie wyjaśnianie niektórych spraw (jak na przykład to, kim u końcu jest ten Evan?), które powinny zostać przedstawione przejrzyście i jasno. Bohaterowie w gruncie rzeczy nijacy. Wiem, że wiele recenzentów ocenia ją jako ,,porywającą kontynuację” lub ,,jeden z najlepszych cykli science fiction ostatnich lat”, ale ja tak tego nie widzę. Książka jest przeciętna i niezbyt ,,porywająca”.

Myślę, że ci, którzy przeczytali pierwszy tom, powinni być zadowoleni. Tym jednakże, którzy szukają czegoś ciekawszego, bardziej zrozumiałego – i nie czytali pierwszej części – odradzam i radzę, by zapomnieli o tym tytule - przynajmniej do czasu, gdy zapoznają się z początkiem serii.

Ethne, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte. 


"Poza czasem" - Alexandra Monir - recenzja

Okładka książki Poza czasem"Poza czasem" opowiada o młodej Michele Windsor córce dziedziczki Windsorów. Przed laty matka Michele, Marion zostaje wydziedziczona przez miłość swojego życia. Michele razem z Marion ukrywały swoje dziedzictwo w sekrecie przed wszystkimi. Jednak pewnego dnia Marion ma wypadek samochodowy i umiera na miejscu. Zrozpaczona Michele jedzie z Kalifornii do Nowego Jorku żeby zamieszkać u swoich słynnych dziadków. Przeglądając rzeczy swojej zmarłej mamy dziewczyna znajduje dziwny klucz, który zaprowadzi ją do dziennika jednej z Windsorów. 

Nowy Jork 1910 roku ujmuje serce Michele, ale czy tylko miasto jest cudowne? Philip Walker również wpada w oko dziewczynie. Podczas podróży w czasie Michele odkrywa wiele tajemnic swojej rodziny, pomaga swoim przodkiniom oraz poznaje miłość swojego życia. Czy wyniknie z tego coś dobrego?

Ta książka podbiła moje serce. Jest dla wszystkich którzy (tak jak ja) ubóstwiają podróże w czasie z nutką romansu i intrygą w tle! Po przeczytaniu opisu nie miałam zbyt wiele oczekiwań, kolejna młoda dziewczyna, kolejna tragedia i kolejna miłość. Jeśli jednak nie lubicie zbytnio podróży do ubiegłych lat i tak polecam ową książkę. Z bliska można poznać życie socjety Nowego Jorku oraz poglądy na temat rasizmu czy jazzu (w tamtych latach były to drażliwe tematy). Oprócz romansów i historii jest również intryga. 

Dlaczego jeden z Windsorów adoptuje zwykłą dziewczynę ze wsi? 
Co się stało z ojcem głównej bohaterki? 
Czemu Philipa uznano za zmarłego? 

Zostawiam was z tymi pytaniami i nadzieją, ze zaciekawiłam Was tą książka. 1910 wciąga bardziej niż uważasz!

Greczynka, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Jaguar.