tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

piątek, 29 kwietnia 2016

"Miasteczko Palokaski. Venla" - J.K. Johansson - recenzja

Okładka książki VenlaDługo wyczekiwany finał trylogii Miasteczka Palokaski wreszcie nadszedł!

J.K. Johansson to zespół wybitnych fińskich pisarzy i scenarzystów, którzy publicznie nie chcą ujawniać swoich nazwisk. Czytelników, nie tylko z Finlandii, interesuje ich prawdziwa tożsamość. Anonimowa grupa autorów, możliwe nawet że najlepsi pisarze kryminałów skandynawskich połączyli się, by razem stworzyć projekt zaskakujący i przerażający zarazem.
                
Poznaliśmy już historię popularnej Laury i pragnącej akceptacji Noory - nastolatek z Palokaski, teraz nadszedł czas na ostatnią, a de facto pierwszą z nich. Czas na historię sprzed lat. Historię Venli Pohjavirty.
                
Z pozoru idylliczne fińskie miasteczko nawiedza fala tajemniczych zaginięć. Jej ofiarą padają nastoletnie uczennice tutejszego liceum. Łączy je nie tylko wiek i miejsce zamieszkania. Jest jeszcze coś, a mianowicie srebrny łańcuszek z aniołkiem. Nikt nie wie skąd się wziął, nie jest dostępny w żadnym ze sklepów, a jednak jego obecność sprowadza nad właścicielki widmo nieszczęścia. Miała go Laura, po której śmierci zaginął, miała go także Noora, gdy to ona zaginęła, aż wreszcie lata temu, przed zaginięciem miała go na sobie Venla, siostra Mii Pohjavirty, byłej policjantki pracującej jako szkolna pedagog w palokaskim liceum. Teraz historia sprzed lat powraca. Tajemniczy psychoterapeuta z fałszywym nazwiskiem tylko nadaje jej tempa. Nietuzinkowa fabuła psychologicznego kryminału opowiadającego o nastolatkach wciągnie każdego czytelnika!

Nie tego się spodziewałam. Poprzednia część trylogii sprawiła, że zrobiłabym wszystko, by tylko zdobyć „Venlę”, więc teraz pozostało mi tylko cieszyć się że mi się udało, mimo kilku pokaźnych minusów trzeciej części trylogii. Książka jest pisana z punktu widzenia kilku bohaterów. Tak, jak we wcześniejszych częściach to nie przeszkadzało w lekturze, a nawet ją urozmaicało, tak teraz wręcz ją utrudnia. Ilość bohaterów z punktu widzenia których poznajemy równocześnie losy Noory, Venli i Mii jest przytłaczająca. Ciekawym zabiegiem jest co jakiś czas wtrącenie retrospekcji do czasów zniknięcia Venli przed dwudziestoma laty, co jeszcze bardziej wprowadza nas w klimat opowieści i buduje napięcie krok po kroku odkrywając przeszłość. Niestety w zestawieniu z ilością punktów widzenia, historia robi się ciężka do zrozumienia i ciężko się w niej połapać.

„Venla” jest bezpośrednią kontynuacją fabuły „Noory”, nie to co w przypadku pierwszych dwóch części, między którymi było widać pewien odstęp czasu. Bardzo mnie to cieszy, bo to właśnie druga część była tą najbardziej wciągającą. Tak, jak w przypadku poprzednich książek J.K. Johansson bohaterowie mają bardzo dużo indywidualnych cech, borykają się z różnymi problemami codzienności. Przeczytamy tu o zdradzie, blogu modowym, pragnieniu wolności, ambicjach młodej policjantki i stosunku do kobiet w prowincjonalnym miasteczku. Mimo kilku niedogodności prawdopodobnie wynikających z tego , że dość sporo osób pracowało nad tą książką, myślę, że warto przeczytać całą trylogię. Nieznajomość poprzednich części nie będzie dużym problemem, jeśli zechcecie rozpocząć swoją przygodę od „Venli” lub „Noory”.

Finał trylogii na pewno was zaskoczy, w życiu bym się nie spodziewała takiego obrotu sprawy! To naprawdę świetne uczucie trzymać w rękach trzytomową powieść, która aż do ostatnich stron nie dawała mi spokoju i pragnęłam poznać finał losów bohaterów. Co więcej, prawa do ekranizacji sprzedano od razu po premierze książki, więc może już niedługo będziemy mieli okazję zobaczyć bohaterów także na wielkim ekranie? Czekam z niecierpliwością!


Ananaska, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

"Polskie Imperium" - Michael Morys - Twarowski - recenzja

Okładka książki Polskie Imperium. Wszystkie kraje podbite przez Rzeczpospolitą
W 2016 roku ukazała się książka Michaela Morysa-Twardowskiego, pt. „Polskie Imperium. Wszystkie kraje podbite przez Rzeczpospolitą”.

Nie ukrywam, że sam tytuł wzbudził moje zaciekawienie, ale i niedowierzanie. Słysząc określenie „imperium” od razu nasuwa się na myśl Imperium Osmańskie czy też Imperium Karola Wielkiego.

Sam autor w prologu napisał:

Tytuł na pierwszy rzut oka wydaje się zbyt efekciarski. Jednak z każdą przewróconą stroną książki będzie stawał się coraz bardziej uzasadniony.”

W tytule autor stawia odważna tezę i w kolejnych rozdziałach stara się ją udowodnić. Za panowania władców z dynastii Piastów i Jagiellonów, a także później, Polska była ogromną potęgą terytorialną, militarna i gospodarczą. To z decyzjami polskich królów liczyli się sąsiedni władcy, o przychylność polskich monarchów zabiegali włodarze odległych państw oddając Polsce w lenno np. Mołdawię.

W czasach swojej świetności Rzeczpospolita sprawowała kontrolę nad wieloma terenami, między innymi nad: Berlinem, Kijowem, Moskwą, Morzem Czarnym Krymem, Sztokholmem, Kurlandią, wyspą Tobago na Karaibach, wyspą Świętego Andrzeja w Afryce i odcisnęła tam swoje piętno. Dzisiaj trudno wręcz uwierzyć, że panowaliśmy na tak rozległej przestrzeni. Autor w sposób ciekawy, przystępny i zrozumiały opowiada genezę zdobywania poszczególnych terytoriów oraz tłumaczy przyczyny utraty ziem i wpływów. Swoim stylem wypowiedzi wzbudza zainteresowanie odbiorcy historią. Przybliżając szczegółowe opisy zdarzeń, miejsc i postaci sprawia, że czytelnik czuje się jak uczestnik wydarzeń.Dużym dopełnieniem książki są liczne czarno-białe zdjęcia obrazów, pomników, miast oraz grafiki map czy monet.

Serdecznie polecam książkę Michaela Morysa-Twardowskiego, pt. „Polskie Imperium. Wszystkie kraje podbite przez Rzeczpospolitą” nie tylko pasjonatom historii, ale i wszystkim tym którzy chcieliby poznać fakty i ciekawe, a często mało znane postaci, z czasów, kiedy to Rzeczpospolita zawładnęła dużą część Europy.


Tilia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

czwartek, 28 kwietnia 2016

,,Wybieraj wystarczająco dobrze" - Agnieszka Jurcewicz - recenzja

Okładka książki Wybieraj wystarczająco dobrzeWyborów w swoim życiu nie unikniemy. Możemy zlecać je rodzicom, rodzeństwu, ale niektóre decyzje musimy podjąć samodzielnie. I wtedy pojawia się mur. 

W którą stronę pójść? 
Która z opcji będzie najlepsza? 

Przez takie pytania nawet wybór płatków śniadaniowych może okazać się niemałym wyzwaniem. A co w momencie, kiedy już faktycznie dokonamy wyboru. Samodzielnie. Bez niczyjej pomocy. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw. I okazuje się, że wybór nie był właściwy. Albo po prostu nam się tak wydaje. Jak na podejmowanie decyzji ma wpływ nasz charakter, jak presja otoczenia a jak relacje z innymi ludźmi? Na te i wiele innych pytań odpowie ta właśnie książka. 

Są to po prostu wywiady z wieloma specjalistami ze świata psychologii. Wszystko zostało napisane językiem bardzo prostym i przystępnym, zdecydowanie zrozumiałym dla zwykłego śmiertelnika. Pytania zadawane przez dziennikarza są bardzo ciekawe, nie ma momentu, w którym nie dowiadujemy się nowych i interesujących rzeczy. A temat jest naprawdę wciągający. Świat psychologii jest naprawdę fascynujący i pasjonujący. Wszystko ma formę bardzo dobrej powieści. Dostrzega się żywy dialog między dziennikarzem a jego gośćmi. Nie jest to sztywna konwersacja opierająca się tylko na wymienianiu naukowych danych, faktów i statystyk. Wszystko oparte jest na doświadczeniu i opatrzone wieloma historiami z życia, potwierdzające tezy psychologów. Dziwnie jest stwierdzić, że akcja jest wartka, ale czytelnik podczas lektury ma właśnie takie wrażenie.

Polecam 

Sheri, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora. 

środa, 27 kwietnia 2016

"Spirit Animals. Naprzeciw falom" – Tui T. Sutherland - recenzja

Okładka książki Naprzeciw falomTa książka to 5 tom serii, w której każda część jest napisana przez innego autora. Opowiada o czwórce dzieci: Abeke, Meilin, Rollanie i Conorze. Żyją w świecie, w którym pomiędzy niektórymi ludźmi a zwierzętami tworzy się więź, zwierzoduch i człowiek są ze sobą związani na całe życie. 

Gdy nadszedł dzień, w którym dzieci miały wypić  Nektar i przekonać się, czy będą miały zwierzęcego towarzysza stało się coś, o czym nie śnili nawet w najśmielszych snach. Przywołali Legendarne Bestie, które kiedyś poległy w obronie ludzkości, co zupełnie zmieniło całe ich życie. Ich misją stało się powstrzymanie Pożeracza, który chciał zapanować nad światem przy pomocy Żółci. Dzięki niej, tak samo jak dzięki Nektarowi między zwierzęciem a człowiekiem tworzyła się więź, ale w tej człowiek mógł sobie sam wybrać zwierzę i było mu ono całkowicie posłuszne. Sprawiała też, że ten, kto ją wypił musiał być całkowicie posłuszny Gerathon  - wężowi, Wielkiej Bestii, która zdradziła ludzi.
                
W tej części bohaterowie wyruszają na spotkanie z Mulopem – ośmiornicą, jedną z Wielkich Bestii, aby uzyskać od niej amulet, który pomoże im pokonać Pożeracza i Zdobywców, którzy wykonywali rozkazy Gerathon. W poszukiwaniu Mulopa dzieci dotarły na tropikalne wyspy i mimo wszelkich środków ostrożności Zdobywcy wciąż poruszali się ich śladem. Poszukiwanie amuletu, które samo w sobie było bardzo niebezpieczne, było jeszcze bardziej utrudnione, a pomiędzy członków drużyny wkradło się podejrzenie, że któreś z nich jest zdrajcą.
                
Muszę przyznać, że z tych kilku książek o zwierzoduchach, które przeczytałam ta najbardziej mi się spodobała. Były elementy zabawne, przy których naprawdę się uśmiałam, trzymające w napięciu, a także niespodziewane zwroty akcji i bardzo zaskakujące zakończenie. Gdy przeczytałam całą książkę bardzo żałowałam, że jeszcze nie ma w Polsce następnych części, bo czułam się prawie, jakbym sama to przeżyła. Postanowiłam sobie też, że przeczytam inne książki tej autorki, bo tę napisała naprawdę ciekawie i wciągająco. Choć według mnie była trochę nierealistyczna z psychologicznego punktu widzenia, ponieważ dzieci, które miały dwanaście lat zachowywały się jak osoby dorosłe. Mam siostrę i w ich wieku i nie wyobrażam sobie, aby ona, czy jej koledzy strzelali do kogoś z łuku, żeby go zabić, czy chcieli walczyć za swoją ojczyznę i pomścić ojca. Postacie zachowują się dużo dojrzalej, niż w pierwszej części, miałam wrażenie, że od tamtych wydarzeń nie minął rok, ale przynajmniej kilka lat. Minusem tej serii jest to, że postacie inaczej się zachowują w różnych tomach, a akcja nie wydaje się być całkiem spójna, jak w seriach napisanych przez jednego pisarza. Jednak dzięki temu  każdą część się trochę inaczej czyta, w każdej mamy inne spojrzenie na całą sytuację.
                
Po tę serię sięgnęłam, bo zachęciła mnie okładka. Może i nie powinnam oceniać książki po okładce, ale ta wyglądała bardzo obiecująco. Lubię książki o zwierzętach i te, w których dzieje się coś, czego nie doświadczymy w prawdziwym życiu, no i muszę przyznać, że nie zawiodłam się. Motyw zwierzoduchów jest bardzo ciekawy i myślę, że nie tylko mnie zachęcił i zachęci do przeczytania. Jeśli kiedyś postanowicie ją przeczytać, to zacznijcie od pierwszej części i nie zniechęcajcie się, jeśli uznacie, że są trochę dziecinne, tylko doczytajcie do piątej. Jest bardzo ciekawa, ale trudno będzie zrozumieć co się w niej dzieje bez znajomości wcześniejszych zdarzeń.

                
Polecam książkę szczególnie tym, którzy interesują się powieściami fantasy i raczej osobom młodszym, bo jednak najprzyjemniej się czyta, gdy bohaterowie mają z nami coś wspólnego. Naprawdę można się wciągnąć i poczuć atmosferę tropikalnych wysp.


Nikana, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Wilga. 

"Serce ze szkła" - Kathrin Lange - recenzja

Okładka książki Serce ze szkłaBob Wagner wraz ze swoją córką Julie udaje się na  wyspę Martha’s Vineyard do posiadłości Sorrow, która należy do jego wydawcy Jason’a Bell’a. Dziewczyna początkowo nie chce zgodzić się na wyjazd. Perspektywa spędzenia tygodnia poza domem, z dala od przyjaciół, nie ułatwia jej podjęcia decyzji. W końcu, przekonana przez ojca, zgadza się mu towarzyszyć. 

Podczas gdy Bob i jego wydawca będą zajmować się pracą nad nową książką, zadaniem Julie jest opieka nad David’ em, synem Jason’ a, który ma skłonności samobójcze. Wpływ na stan chłopaka miała, owiana tajemnicą, śmierć jego narzeczonej przed sześcioma tygodniami. Kiedy tylko Julie przekracza próg Sorrow, od razu zaczyna czuć niepokój. Wie, że w posiadłości dzieje się coś złego. W przekonaniu tym utwierdzają ją także relacje pomiędzy domownikami. Mimo wszystko dziewczyna stara się poprawić nastrój David’a oraz jego relacje z rówieśnikami. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Chłopak jest bardzo zamknięty w sobie, niewiele mówi. Nie chce wspominać tragedii, która miała miejsce na klifie. Wyspa nie jest duża. Wszystkie miejsca przypominają David’owi o ukochanej.  Jego dziwne zachowanie niekiedy przerażają Julie. Z biegiem wydarzeń główna bohaterka zaczyna zakochiwać się w przystojnym synu właściciela Sorrow. Jednak według klątwy, na wyspie żadna para nie zazna spokoju i szczęścia w miłości. Julie początkowo nie wierzy w opowieści o duchach, jednak szybko przekonuje się, że wszystko jest możliwe.                                                                                                       
„Serce ze szkła”, pierwszy tom trylogii autorstwa Kathrin Lange, to przejmująca, trzymająca w napięciu i pełna tajemnic opowieść o miłości, odwadze, poświęceniu, śmierci i siłach nadprzyrodzonych. Znajdziemy tutaj, oprócz uczucia, sensację z elementami grozy, nie raz poczujemy dreszczyk emocji. Od tej książki po prostu nie można się oderwać. To bardzo dobra pozycja dla nastoletnich czytelniczek ze specyficznym klimatem przewijającym się przez karty powieści. 


Limonka, 17 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza.

wtorek, 26 kwietnia 2016

"Pod Wędrownym Aniołem" - Joanna Maria Chmielewska - recenzja

Okładka książki Pod Wędrownym AniołemKażdy z nas czasem marzy, żeby rzucić wszystko co się posiada i wyjechać w przysłowiowe Bieszczady. Jednak mało kto z nas decyduje się na taki krok. A bo stabilna praca, szkoła i w sumie, to jesteśmy zbyt leniwi, żeby rozpoczynać wszystko od nowa. 

Autorka książki opisuje podróż, w którą udałą się z mężem i dziećmi . Z Gryfic do Szklarskiej Poręby. Podróż, która z początku wydawała się czymś niemożliwym. Jednak postanowili wyrwać się z szarej rzeczywistości i przenieść w malowniczy, górski krajobraz. Początki oczywiście nie były łatwe. Trudności się piętrzyły, a pieniędzy brakowało. Mimo to, udało im się wybudować pensjonat Pod Wędrownym Aniołem. Goście są różni, a każdy dzień przynosi coś nowego. 

Książka jest lekka, przyjemna, pełna ciepła. Taki uspokajający balsam na duszę. Kiedy chcemy trochę zapomnieć o własnych problemach, warto skupić się na problemach innych. Jednak mimo to, momentami książka bywa nudna. Może jestem już zepsutym czytelnikiem XXI wieku, któremu w głowie tylko morderstwa, kradzieże i sensacje. Ale po prostu, część informacji zawartych w książce, wydaje mi się zbędna. Może to też dlatego, że nie przemawia do mnie sielankowość małych i miasteczek. Jednak wiem, że innym ta książka może przypaść do gustu. Bo nie powiem, czyta się ją szybko i nie wymaga ona od czytelnika ani większego skupienia, ani zbyt intensywnego myślenia. Polecam ją osobom, które poszukują spokoju i wyciszenia.


Sheri, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MG. 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

"Zimowa opowieść. Przepaść czasu " - Jeanette Winterson - recenzja

Okładka książki Przepaść czasu1611 rok przyniósł światu kolejne z dzieł Shakespeare’a. Tym razem była to wydana na pięć lat przed śmiercią „Zimowa opowieść”, jedna z ostatnich komedii, czy może nawet tragikomedii lub romansu, bo co do konkretnego gatunku tego utworu językoznawcy nie są przekonani. Teraz, czterysta lat po śmierci jednego z najwybitniejszych pisarzy literatury angielskiej, współcześni uznani autorzy przedstawiają uniwersalne historie opowiedziane na nowo pod hasłem „Projekt Szekspir”.

Na pierwszy ogień poszła historia dwóch przyjaciół i kobiety, noworodka i zdrady. Komu można zaufać? Kto okaże się tym prawdziwym przyjacielem, a kto wykorzysta cię do własnych celów?

Król Czech Poliksenes po dziewięciu miesiącach wizyty u króla Sycylii Leontesa, postanawia wrócić do swojego kraju, mimo wielu namowom przyjaciela. Leontes podejrzewa żonę i przyjaciela o romans i każe swojemu słudze Camillowi otruć Poliksenesa. Temu jednak udaje się uciec przed rozszalałym królem Sycylii. W tym czasie Hermiona rodzi córeczkę, której daje na imię Perdita. Leontes, mimo starań Pauliny, jedynej osoby, która jest w stanie się mu przeciwstawić, jest wściekły i uznaje dziewczynkę za bękarta, a żonę wtrąca do więzienia. Nie chce być jednak uznawany za tyrana, więc wysyła posłańca do wyroczni delfickiej, który udowadnia, że królowa nie dopuściła się zdrady. Na próżno, królowa umiera. Wcześniej mała Perdita została wywieziona przez męża Pauliny na wybrzeże Czech i pozostawiona na pastwę losu. Zaopiekował się nią pasterz wraz z synem. Po szesnastu latach książę Floryzel, syn Poliksenesa zakochuje się w Perdicie, nie wiedząc kim tak naprawdę jest. Przy przypadkowych świadkach proponuje jej małżeństwo. W finale historii Poliksenes godzi się z Leontesem i resztą bohaterów. Koniec dramatu pozostawia los bohaterów „przepaści czasu”.

Właśnie na podstawie tej historii Jeanette Winterson napisała „Przepaść czasu”. Poznamy tutaj Leo i jego przyjaciela Kseno, których w latach młodzieńczych łączyła bardzo bliska relacja. Na drodze ich przyjaźni staje piosenkarka MiMi (a właściwie Hermione) – żona Leo, która zostaje podejrzana o romans z Ksenem. W całą sprawę wplątuje się też Paulina, przyjaciółka MiMi i Tony, z którym się spotyka. Czeka ich historia rodem z siedemnastowiecznej tragikomedii. Wzruszająca i trzymająca w napięciu, lecz niepozbawiona dobrego humoru i gorącego romansu.

Kinowe „Romeo i Julia” w nowoczesnym wydaniu sprzedały się bardzo dobrze, czy tak samo będzie z napisaną na nowo „Zimową opowieścią”? Na to się zapowiada. Przeniesienie sytuacji wykreowanej setki lat temu do naszych realiów nie jest łatwym zadaniem. Jeanette Winterson poradziła sobie z tym bardzo dobrze. Książkę czyta się nie jak przynudzającą lekturę, lecz jak wciągającą historię, której chce się z każdą stroną coraz więcej i więcej.

Spodobało mi się, że autorka nie trzymała się sztywno postawionych przez Shakespeare’a reguł, tylko puściła wodze fantazji i w umiejętny sposób wprowadziła ducha siedemnastowiecznych bohaterów we współczesne realia. Mimo głównej myśli przekazania uniwersalnych wartości, nawiązania do epoki Shakespeare’a są dyskretne, czasami za pomocą cytatu, czasem jakiejś książki. Podczas lektury okazuje się, że cała historia jest w niespodziewany sposób zapętlona, co tylko dodaje jej uroku. W pewnych momentach miałam też wrażenie, że akcja zmierza ku końcowi, ale tak się nie działo! Na szczęście nie wyszło to, jak naciąganie fabuły na siłę i przeciąganie końca jak tylko się da, lecz jak dobrze przemyślana idea wciągnięcia czytelnika w wir działań i pułapek, które przyszykował dla niego los.

Muszę szczerze przyznać, że gdybym wcześniej nie przeczytała „Zimowej opowieści”, nie miałabym pojęcia, że książka Jeanette Winterson została napisana właśnie na podstawie dzieła mistrza. To wspaniała historia, która mimo setek lat nadal jest aktualna i idealnie wpasowuje się we wszelkie realia, a książkę czyta się jak dobry kryminał z wątkiem romantycznym.


Ananaska, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Grupy Wydawniczej Publicat. 

piątek, 22 kwietnia 2016

"Surogat" - Witold Tauman - recenzja

Jest pan chory. To Katar. Proszę spokojnie panie F., pan musi zostać w szpitalu,  bo ta choroba jest nieuleczalna. Nie ma Pan żadnych szans. Pan umrze.

Okładka książki Surogat
Pewnego dnia przed domem zdrowego mężczyzny pojawia się karetka z dwójką sanitariuszy, którzy chcą go zabrać do szpitala. On oczywiście się nie zgadza. Oni czekają. Minuty przechodzą w godziny, a godziny w dnie. Ich białe stroje robią się szare. Mężczyzna ich ignoruje. Kto by myślał, w cywilizowanym kraju zmuszać zdrowego obywatela do pobytu w szpitalu? Jednakże po pojawieniu się pewnej natrętnej ciotki, główny bohater ląduje w klinice. Diagnoza: Katar. Choroba nieuleczalna. Następstwo: Śmierć. Pacjent musi pozostać w szpitalu i poddać się dalszej diagnostyce.

Miejsce pobytu to nie jest zwykły szpital. Pacjenci są uprzedmiotowieni, a lekarze wywyższeni. Chory musi się starać o wizytę u dyrektora placówki, bo jedynie on może pomóc. Ale za każdym razem, okazuje się, że pacjent przyszedł spóźniony na wizytę. A nie można przecież marnować cennego czasu wielkiego doktora. Szanse na wizytę u lekarza zwiększają jedynie bolesne kuracje np. zszywanie sobie palców, i następne rozprucie ich. I tak w kółko
     
Na początku powieści wszystko jest jasne, zwyczajne, normalne, możliwe do zdarzenia w prawdziwym świecie. Jednakże im głębiej zanurzamy się w świat wykreowany przez autora, tym trudniej jest nam odnaleźć nitkę łączącą te dwa światy. Świat w powieści z każdą kolejną kartką staje się coraz bardziej zagmatwany, surrealistyczny, mistyczny i tajemniczy. Pomysł - super. Wykonanie - średnie. Autor przesadził z udziwnianiem akcji i niestety, ale naprawdę czułam się zagubiona, gdy czytam, że autor widzi park i psy, a potem okazuje się, że to las i jednak wilki, które rozszarpują swoją ofiarą. Jak dla mnie zbyt przesadzona fabuła.
     
Na uznanie zasługuje pomysł narracji drugoosobowej. Cały czas narrator zwraca się bezpośrednio do nas. Do czytelnika. Sprawia, że świat w powieści ma się stać dla nas bliższy, łatwiejszy do poznania. W moim wypadku to się nie sprawdziło, ale jestem pod wrażeniem pomysłu wykorzystania tego rzadkiego typu narracji.
      
Kim jest autor tego surrealistycznego dzieła? Nie wiadomo. Z okładki możemy się jedynie dowiedzieć, iż jest to postać fikcyjna. Dodaje to tajemniczości tej pozycji, i przyznam, że ta nutka niewiedzy skłoniła mnie do sięgnięcia po tą książkę. Dodatkowo Surogat został nazwany częścią gry literackiej między czytelnikiem, a autorem i tekstem. Zgadzam się z tym. Zdecydowanie jest to pewien rodzaj zabawy, choć to raczej czytelnik jest zabawką z rękach autora.
      
Czy można znaleźć jakieś dno interpretacyjne tej powieści? Jeśli miałabym strzelać, to stawiałabym na bardzo surrealistyczne pokazanie systemu polskiej służby zdrowia: niekończące się kolejki, karierowiczostwo, korupcja, brak prawdziwej troski o pacjenta... To jedynie kilka z wielu poruszonych kwestii.
      
Taktotu i Koncept 14 to kontynuacje Surogata. Z jednej strony jestem ciekawa czym autor zaskoczyłby mnie w tych pozycjach, a drugiej... Książka jest krótka, ale intensywna. Nie można o niej ot tak zapomnieć, bo świat tam przedstawiony jest tak frapujący, że człowiek mimowolnie myśli o powieści. Czy polecam? Trudno mi powiedzieć. Jeśli ktoś lubi niebanalne i ekscentryczne publikacje niech spróbuje zmierzyć się z Surogatem.


Nikki, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Oficynka. 

„Słodycz zapomnienia” - Kristin Harmel - recenzja

Okładka książki Słodycz zapomnieniaSięgając po „Słodycz zapomnienia”, byłam przekonana, że to kolejna historia romantyczna, niewiele różniąca się od innych książek. Taka jest prawda, ale nie cała. Kristin Harmel opowiada w swojej książce nie tylko o miłości, ale także o samotności i leczeniu ran z przeszłości.

Hope to trzydziestosześcioletnia rozwódka, samotnie wychowująca córkę. Prowadzi rodzinną cukiernię, założoną przez babcię Rose, i ledwo wiąże koniec z końcem. Czuje się samotna i nie może poradzić sobie z sytuacją, w jakiej się znajduje. Jest nierozumiana nawet przez własną córkę. Pewnego dnia, jej chora na Alzheimera babka, prosi Hope, aby dowiedziała się, co stałą się z jej rodziną, z którą rozstała się, gdy podczas II Wojny Światowej uciekała przed Holocaustem we Francji. Pomimo początkowych wątpliwości, główna bohaterka zgadza się i rozpoczyna przygodę swojego życia.

„Słodycz zapomnienia” różni się od popularnych romansów. Miłość w tej książce jest prawdziwa i szczera. Wydawać by się mogło, że koncepcje historii nawiązujących do lat 40. były już na tyle często wykorzystywane, że nie są w stanie niczym zaskoczyć. W tym przypadku Kristina Harmel robi nam miłą niespodziankę i serwuje powieść, pełną ciepła, oraz bogatą w nieprzewidywalne zwroty akcji.

Dużym plusem dla całej historii są retrospekcje Rose, dzięki czemu możemy spojrzeć na wydarzenia z różnych punktów widzenia. Kristina Harmel zadbała o to, aby język był przyjemny dla czytelnika i tutaj nie można się do niczego doczepić. Wciągająca opowieść sprawia, że na jej przeczytanie potrzebujemy tylko jednego wieczoru. Minusem są zdecydowanie pierwsze 2 rozdziały, które są niepotrzebnie przedłużane i niewiele wnoszą do fabuły.

Przepisy na ciasteczka i inne łakocie babci Hope to interesujące urozmaicenie, szczególnie dla prawdziwych łasuchów. Zdecydowanie wyróżnia to „Słodycz zapomnienia” na tle innych książek. Nie potrzeba wiele, aby zrozumieć, dlaczego autorka wybrała taki tytuł dla swojej powieści.


Kristina Harmel napisała niezwykłą i bardzo kobiecą książkę. Polecam ją szczególnie osobom, które interesuje okres drugiej wojny światowej i chcą bliżej poznać czasy, w jakich przyszło żyć naszym przodkom. Mówi się, że książki nie ocenia się po okładce, jednak przyznajmy szczerze, kto z nas tego nie robi? Nie będę ukrywać, że jestem jedną z tych osób i właśnie, dlatego ciężko było mi rozpocząć lekturę. Bałam się, że będzie to bardzo przewidywalna opowieść. Na szczęście, zostałam miło zaskoczona. 

Gruszka, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki. 

czwartek, 21 kwietnia 2016

"Tylko Ty" - Federico Moccia - recenzja

Okładka książki Tylko ty“W życiu wiele spraw dzieje się przez przypadek, tylko na niektóre z nich mamy wpływ i prawie zawsze właśnie te są najlepsze.”

Kilka lat temu, gdy na ekrany kin wszedł film “Trzy metry nad niebem” na podstawie powieści Federico Mocci świat oszalał na punkcie ekranizacji, a co za tym idzie, także na punkcie książek Mocci. Od tej pory co chwilę do księgarni trafiają kolejne pozycje tego autora. “Tylko Ciebie chcę”, “Mężczyzna, którego nie chciała pokochać”, aż w końcu “Chwila szczęścia” i “Tylko Ty”, jako jej kontynuacja. Ten włoski, ponad pięćdziesięcioletni autor, scenarzysta filmowy  i telewizyjny za swoją pierwszą książkę “Trzy metry nad niebem” zdobył nagrodę Premio Torre di Castruccio oraz Premio Insula Romana w 2004 roku. Czy teraz, dwanaście lat później, powtórzy te osiągnięcia z powieścią “Tylko Ty”.

Zapowiada się świetnie. Wyrazista okładka w odcieniach różu - koloru miłości - przyciąga wzrok jak magnes.  Na niej oparta o mur dziewczyna w tenisówkach obdarza czytelników ciepłym uśmiechem. Kim jest? Na szczęście nie trzeba wcześniej czytać pierwszej części powieści, by się domyślić o kogo chodzi. Już pierwsze strony “Tylko ty” informują nas jak wygląda aktualna sytuacja bohaterów i kim może być uśmiechnięta kobieta i jaka historia się z nią wiąże.

Nicco jest nieco zakręconym chłopakiem, dla którego wieczny raj mógłby się ograniczać do filiżanki słodko-gorzkiego capuccino i kilku maritozzo. Jednak nadchodzi dzień, w którym kawa i słodkości nie wystarczają… To dzień, gdy w życiu Niccolo pojawiła się Ania - młoda Polka, która wybrała się z przyjaciółką na wakacyjny wyjazd do Rzymu. Od tego momentu życie Niccolo zmienia się o 180 stopni. Kawa o poranku nie cieszy tak samo, najnowszy film w kinie wydaje się przerażająco nudny, nawet przyjaciele nie potrafią pomóc. Aż w końcu nadszedł ten moment, w którym Nico postanowił wziąć los w swoje ręce i nie czekać dłużej aż przypadkowo spotkają się z Anią gdzieś na końcu świata. Facet razem z kumplem Grubym rusza w podróż do Polski, nie znając nawet danych Ani. Czy odnajdzie swoją wakacyjną miłość? To się okaże.  Pomoże mu w tym Klaudia,  agentka modelek,  która nie bez powodu aż tak zaangażuje się w całą akcję poszukiwawczą...

Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło to, że nie trzeba czytać między wierszami, by domyślić się co zaszło wcześniej między bohaterami. Moccia jasno przedstawił, co prawda dość ubogi w szczegóły, ale wystarczająco klarowny, opis relacji zarówno Nicco z Anią, jak i Grubego z… całą rzeszą kobiet.

Federico Moccia z lekkością wprowadza czytelnika w ten pewnie znany wam stan,  w którym nie liczy się nic oprócz książki,  a jedyne nad czym się zastanawiamy to pytanie “co będzie dalej? “. Podczas tych kilku godzin spędzonych na przeżywaniu historii wakacyjnej miłości Włocha i Polki,  jeden jedyny raz zdarzyło mi się spojrzeć ponad książkę. Obrazy wykreowane przez autora są bardzo realistyczne, podobnie jak i postaci, o których z biegiem stron dowiadujemy się coraz więcej. 

Minusem jednak wydały mi się nie do końca dopracowane dialogi, aczkolwiek może to też być kwestia tłumaczenia. Wypowiedzi są dość proste, a czasami wręcz banalne i sztywne.  Natomiast jeśli chodzi o tłumaczenie nie jestem do końca przekonana,  czy tak właśnie powinno wyglądać.  Nie czytałam oryginału książki,  jednak podejrzewam,  że autor w wypowiedzi Ani,  czy też Klaudii z pewnością wtrącił polskie wyrażenia. Podczas lektury tego nie czuć.  Musiałam się domyślać czy pewne zwroty były powiedziane po włosku, angielsku,  czy też po polsku, co dość komplikowało sprawę, a wystarczyłoby wstawić zwykłą kursywę, czy cudzysłów, by lektura stała się prostsza i jeszcze bardziej przyjemna.

Bohaterowie są bardzo fajnie opisani, mają takie ludzkie cechy charakteru, czasami się zdenerwują,  czasem będą płakać,  ale to tylko sprawia,  że wydają się jeszcze bardziej realni. Szczególnie przypadła mi do gustu postać Klaudii,  szalonej agentki modelek, która pod maską swojego profesjonalizmu skrywa prawdziwe “ja”. Byłoby pięknie,  gdyby nie to,  że cały czas miałam nieodparte wrażenie że Ania, o której mowa to Anja Rubik, która została niepotrzebnie wspomniana we śnie na początku książki. Przez wszystkie kolejne strony nie mogłam się pozbyć jej wyobrażenia, które nieco zepsuło mi atmosferę czytania,  ponieważ nie przepadam za tą modelką (zawód obu pań to kolejne podobieństwo Anji z bohaterką…). 

Mimo tych kilku niedociągnięć Federico Moccia wyjątkowo dobrze spisał się umiejscawiając akcję powieści naszym kraju.  Zarówno Kraków,  Warszawa,  jak i Morskie Oko oraz Zakopane zostały przedstawione w przystępny sposób, a opisy faktycznie starają się oddać ich piękno, które nie tak łatwo opisać. 

Uwaga! Ania jest piękną Polką, a Nicco gorącym Włochem... Z ich spotkania może wyniknąć tylko jedno. Przekonajcie się sami!


Ananaska,  18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza. 

"Taktotu" - Jakub Dąbrowski - recenzja

Okładka książki TaktotuKuba Dąbrowski budzi się w pędzącym pociągu. Czy to zbieg okoliczności, że główny bohater nosi imię rzekomego autora powieści? Trudno powiedzieć. Wszystko to, to gra literacka pomiędzy czytelnikiem, a autorem. Nie wiadomo, czy autorem jest główny bohater, czy to tylko przypadek. Ale wracając do treści. Kuba budzi się, i zupełnie nie wie co robi w rozpędzonym pociągu. Na pytania: Czy ma bilet? Jaki jest cel podróży? Nie umie odpowiedzieć. Gdy robi mu się niedobrze, postanawia wyjść z przedziału w celu odgonienia mdłości. Na zewnątrz spotyka swojego znajomego, o imieniu Michaś oraz stewarda. Od nich dowiaduje się, że zamordowano (najpewniej) znaną, młodą, polską aktorkę Rosellę Fuertes. Gdy pojawia się policjant mający zająć się wyjaśnieniem tego zdarzenia, Jakub proponuje swoją pomoc.
     
I w tym momencie fabuła powieści przestaje być jasna, lub chociażby minimalnie zrozumiała. Ten sam zabieg był w poprzedniej książce tej serii Surogat. Do pewnego momentu można było spokojnie przewracać kolejne strony, by potem z coraz większym rozdrażnieniem i zdenerwowaniem zastanawiać się czy to ja jestem za głupia, czy to autor znów przesadził z udziwnianiem świata przedstawionego. Miałam nadzieję, że w Taktotu zostanie cokolwiek wyjaśnione, zasady gry literackiej zostaną przekazane, bądź co bądź jednemu z zawodników. Ale niestety. Niejasności piętrzą się z każdą kolejną kartką. 
       
Narracja powieści jest prowadzona w sposób chaotyczny: raz narrator, który jest wszechwiedzący wypowiada się w czasie przeszłym, by w kolejnym zdaniu zmylić czytelnika zdaniem w czasie przyszłym. Moje zdziwienie wzrosło, gdy w pewnym momencie pojawiły się wypowiedzi w formie dramatu, a cała akcja została przedstawiona w didaskaliach. W porównaniu do pierwszej części, gdzie narracja była przynajmniej przez cały czas taka sama, to tu ten zabieg pisarski strasznie miesza i gubi odbiorcę.
      
Większość powieści zajmują rozmyślania głównego bohatera. Kuba jest czymś strasznie przejęty, przez to nie potrafi dogadać się z innymi bohaterami. Wypowiada zdania, które są kompletnie nieadekwatne do sytuacji. Nie jestem pewna, czego się boi. Przez cały próbuje chronić swoją indywidualność, swoje własne zdanie i szczęście, a jednocześnie nie pamięta czym jest radość z życia. Zapomina o podstawowych zasadach moralnych, a wahania nastrojów oraz stany depresyjne tłumi narkotykami i alkoholem. Odbieram tego bohatera bardzo negatywnie.
      
Podobnie jak w poprzedniej części, dzieją się rzeczy absurdalne, po prostu dziwne. Nie spotkałam się jeszcze z tym, by zwłoki ożywały, a ludzie byli tak zaślepieni, by nie dostrzegali, że człowiek, którego mają za chorego umysłowego, wypowiada całkiem sensowne monologi. Książka na pewno skłania jednakże, do pewnej refleksji, mianowicie czy nasze życie jest prawdziwe, czy może tylko je odgrywamy. Jest to niewątpliwie plus, w tej niestety w większości niezrozumiałej powieści.
      
Taktotu jest drugą częścią, z trzech książek, które są grą literacką. Ostatnia część nosi tytuł Koncept nr 14 i szczerze mówiąc, wątpię czy wyjaśni ona cokolwiek. Jeśliby stało się inaczej, byłabym bardzo zaskoczona. Cała ta seria jest przeznaczona dla czytelników, o silnych nerwach, którzy lubują się w surrealistycznych, groteskowych wizjach świata. Ja jednakże nie należę do tego grona.


Nikki, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Oficynka. 

piątek, 15 kwietnia 2016

"Bądź chic! Tajemnice kobiecej garderoby" - Anne Humbert, Émilie Albertini - recenzja

Okładka książki Bądź chic! Tajemnice kobiecej garderobyOkładka woła: „Jak zachować swój styl w każdej sytuacji?”. Nie zawsze będzie to takie proste. Musisz lecieć na eleganckie rodzinne przyjęcie, a nie chcesz porzucać ulubionych czarnych podkoszulków z zespołami metalowymi? „Bądź chic!” znajdzie ci coś w zamian. Od miesięcy katujesz się ćwiczeniami na siłowni, ale nie widać zbyt wielkich efektów a chciałabyś się pochwalić wyrobionymi pośladkami? Wybierz odpowiednie jeansy. A może po prostu chciałabyś wpuścić trochę świeżego powietrza do swojej szafy i dowiedzieć się jak wyeksponować atuty swojej sylwetki? Zapraszam do lektury.

Émilie Albertini i Anne Humbert stworzyły poradnik - niezbędnik każdej kobiety. Podpowie co na siebie założyć na różne okazje, jak łączyć kolory, jaki krój będzie pasował do jakiej sylwetki i co każda kobieta powinna mieć w szafie. Émilie Albertini jest francuską dziennikarką modową. Na swoim instagramie therealemiliealbertini i blogu poleca obserwującym ją dziewczynom codzienne stylizacje z ubrań, które są łatwo dostępne w sklepach dookoła nas, a nawet we własnej szafie, która pęka w szwach, a my i tak nie mamy się w co ubrać.

„Bądź chic! tajemnice kobiecej garderoby” to bardzo elegancki niezbędnik, dzięki któremu każda czytelniczka zmieni spojrzenie na siebie. Ilustracje Stephanie Rousseau ożywiają go i zachęcają do lektury. Mimo wielu ciekawostek na temat codziennego ubioru  - nie tego z górnej półki, lecz dostępnego dla każdej kobiety (!), jest to też wyjątkowa książka o historii mody. Dowiemy się m.in. w jaki sposób „mała czarna” wyewoluowała od ubioru pogrzebowego aż do symbolu seksapilu, całkowicie zmieniając swoje przeznaczenie.

Książka jest wydana bardzo estetycznie, jasna kolorystyka, proste rysunki przedstawiające sens każdego z rozdziałów, sprawiają, że całość jest bardzo przejrzysta i łatwa w odbiorze. Co było dla mnie bardzo ważne to, że autorki, mimo swojego francuskiego pochodzenia nie przedstawiły nam tutaj stylizacji z największych paryskich wybiegów, ale zestawy na co dzień i od święta dla każdej kobiety. Oprócz porad „co ubrać?” poradnik zawiera także wiele przydatnych wskazówek odnośnie przechowywania odzieży, prania jej, odświeżania i co zrobić z niepotrzebnymi już ciuchami.

Émilie Albertini i Anne Humbert polecają multum różnorodnych blogów modowych, czy stron internetowych z ciekawymi artykułami, po przeczytaniu których każda czytelniczka będzie mogła zabłysnąć w towarzystwie doradzając koleżance chociażby drobiazg, ale bardzo istotny na ciuchowych zakupach. 

Polecam!

Ananaska, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.