tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

środa, 20 lipca 2016

„Pięć królestw. Strażnicy kryształów” - Brandon Mull - recenzja

Okładka książki Strażnicy KryształówSeria „Pięć królestw” opowiada o przygodach Cole’a Randolpha, chłopca który wraz kilkoma przyjaciółmi został porwany przez handlarzy niewolników i przeniesiony na Obrzeża. Tym dziwnym światem rządzi formowanie - rodzaj magii, dzięki któremu można kontrolować materię na różne sposoby. Obrzeża podzielone są na pięć królestw: Sambrię, Elloweer, Zeropolis, Necronum oraz Creon. Nad każdym z nich panuje po jednym Wielkim Formiście a nad nimi wszystkimi włada król Stafford. On i jego żona Harmonia mieli pięć córek, które jak mówi oficjalna wersja - zaginęły, natomiast Cole odkrywa, że prawda jest całkiem inna.
          
W poprzednich tomach „Pięciu królestw” Cole poznaje Sambrię oraz Elloweer. Dołącza do organizacji walczącej z obecnymi władzami- Niewidzialnych. Z pomocą przyjaciół udaje mu się odszukać dwie królewskie córki: Miracleę i Honoratę. 

W „Strażnikach kryształów” chłopiec wraz z przyjaciółmi znajduje się w Zeropolis i ich celem jest odszukanie kolejnej królewny: Konstancji. To królestwo jest najnowocześniejsze ze wszystkich pięciu. Jest to raj dla fanów robotyki. Ludzie mieszkający tam, korzystają z kryształów harmonicznych. Jest to coś na kształt znanej Cole’owi elektryczności. Niewidzialni mają w Zeropolis specjalne jednostki SK czyli strażników kryształów. Chłopiec z przyjaciółmi udaje się do ich siedziby i wraz z nimi będzie próbował odszukać księżniczkę Kostę. Cole wyrusza na specjalną misję, od której zależy wszystko. Zaginione królewny okazują się nie być największym problemem. Obrzeżom zagraża Nazeem władający niebezpieczną odmianą formowania- formownictwem, dzięki któremu można formować inne moce i zmieniać właściwości starych. Cole musi stawić czoła wielu trudnościom i pokonanie niektórych z nich wydaje się wręcz niemożliwe.
          
„Strażnicy kryształów” to bardzo ciekawa książka, o wartkiej akcji, która spodoba się każdemu młodemu miłośnikowi fantastyki. Nie ma tutaj tradycyjnych magów czy elfów. Jest za to formownictwo; całkiem nowy rodzaj magii, wymyślony przez autora serii. Czytając tę książkę nie mogłam się od niej oderwać. Cały czas coś się działo. Nie zabrakło też humoru. Najbardziej podobał mi się w tej książce świat wykreowany przez pisarza. Niepowtarzalny i pełen niesamowitych istot.
          
Autora  trzeciego tomu serii „Pięć królestw”- Brandona Mulla możecie kojarzyć już z jego kilku poprzednich cyklów takich jak „Baśniobór” czy „Wojna cukierkowa”. Jest to amerykański pisarz z głową pełną oryginalnych pomysłów, a jego książki są naprawdę ciekawe i warte przeczytania.
                                                                                                     Serdecznie polecam !
                                                                                                                  Deedlit, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 
                                                                                                                                    



wtorek, 19 lipca 2016

"Ruby po drugiej stronie" - Nora Raleigh Baskin - recenzja

Okładka książki Ruby po drugiej stronieNora Raleigh Baskin pochodzi z Nowego Jorku. Gdy miała zaledwie trzy latka, jej matka popełniła samobójstwo. Możliwe, że właśnie to wydarzenie tak mocno wpłynęło na tematy, jakie wybrała dla swojej twórczości.

Ruby nie ma lekko w życiu. Poszukuje przyjaźni, akceptacji wśród rówieśników. Pragnie szczerej relacji z inną osobą. 

Jak jednak ma to zrobić, gdy ciąży jej tajemnica dotycząca matki? 
Jak ma zbudować prawdziwe uczucie, gdy sama nie potrafi wyjawić sekretu? 

Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w końcu poznaje dziewczynkę, która mogłaby zostać jej przyjaciółką. Wydaje się, że może w końcu Ruby znalazła właściwą osobą.

Jednak czy zdecyduje się na wyjawienie tajemnicy?
Jeśli tak, to czy ta dziewczynka okaże się godna tego zaufanie?
I w końcu, czy Ruby będzie w stanie zaakceptować siebie, taką jaką jest?

Nora Raleigh Baskin nie wybrała łatwego tematu. Nie dość, że porusza temat dziecka, które ma tylko jednego rodzica, to dorzuciła do tego pobyt tego jedynego rodzica w więzieniu. To trudna sytuacja. Nierzadko, nawet dorosłym trudno jest unieść taki ciężar. Strach przed odrzuceniem, podjęcie decyzji czy chce się poznać powód przebywania tej osoby w więzieniu... O dziwo, autorce udało się przedstawić ten temat w sposób moim zdaniem dość przystępny dla czytelników. Nie zagłębiała się zbyt głęboko w psychikę głównych bohaterów. Historia ciekawa. Choć temat niełatwy, to Nora Raleigh Baskin poradziła sobie z nim znakomicie. Cóż więcej mówić? Myślę, że mogę z czystym sercem polecić tę książkę Waszemu młodszemu rodzeństwu. Może nada się na prezent w sam raz na uczczenie rozpoczęcia wakacji?

Katia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Linia. 

wtorek, 12 lipca 2016

"Moja Ananke" - Ewa Nowak - recenzja

Okładka książki Moja AnankeEwa Nowak to jedna z najpopularniejszych polskich, współczesnych autorek powieści dla młodzieży. Jej twórczość porusza czasem bardzo trudne problemy, które autorka potrafi naświetlić młodemu odbiorcy w bardzo łatwy, szybki i ciekawy sposób. Tak również stało się w przypadku jej najnowszej książki - ,,Moja Ananke"


Opowiada ona o osiemnastoletniej Jagodzie, która wiedzie spokojne i udane życie. Niczego jej nie brakuje, ma kochających rodziców oraz świetnego brata Ignacego, który zawsze służy jej pomocą i potrafi rozśmieszyć do łez. Jedynie w szkole ma pewne problemy, które z czasem także udaje jej się pokonać. Zyskuje nową, wspaniałą przyjaciółkę, a także chłopaka, który jest uosobieniem jej najskrytszych marzeń. Jagoda to nieśmiała, skromna, zamknięta w sobie dziewczyna, a zarazem najszczęśliwsza osoba na ziemi. Niestety taka sielanka nie może trwać wiecznie. Niespodziewanie do życia Jagody wkrada się chytra grecka bogini Ananke, która postanawia namieszać w jej idealnym życiu i wywrócić wszystko do góry nogami. 

Główną zaletą tej książki jest przede wszystkim realizm, który potęgują świetnie nakreśleni bohaterowie i łatwy do odbioru język, którym została napisana. Powoduje to, że problematyka przedstawiona na kartach powieści nie wydaje nam się czymś odległym i może dotknąć każdego z nas. Autorka w niezwykły sposób oczarowuje czytelnika, nie magicznymi krainami, fantastycznymi stworzeniami czy bohaterami ratującymi świat, a własnie realizmem i prawdziwością.

Nie gustuję w tego rodzaju książkach i z początku byłam do niej sceptycznie nastawiona. Na szczęście miło się zaskoczyłam. Była to naprawdę przyjemna lektura, która dodatkowo skłoniła mnie do wielu refleksji. Mam nadzieję, że pozytywnie zaskoczy ona jeszcze nie jednego czytelnika. 

Polecam.


Olivka :) 14 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

poniedziałek, 11 lipca 2016

"Moje nowe życie" - Meg Rosoff - recenzja

Okładka książki Moje nowe życieMeg Rosoff to amerykańska pisarka, autorka głównie powieści młodzieżowych, wielokrotnie nagradzanych i docenianych przez krytyków. Na podstawie książki "Moje nowe życie" powstał film pt. "Jeżeli nadejdzie jutro".

Nowojorska piętnastolatka Daisy żyje razem ze swoim ojcem i oczekującą dziecka macochą. Zbuntowana dziewczyna zostaje wysłana do Anglii, do rodziny matki. Ciotka i kuzynostwo, których nigdy wcześniej nie poznała, mieszkają na farmie w spokojnej okolicy i wydaje się, że nikt tam nie przejmuje się wizją zbliżającej się wojny.

Wszystko jednak zmienia się, kiedy ciotka wyjeżdża służbowo. Spadają wtedy pierwsze bomby i wybucha kolejna światowa wojna, odcinając wieś od kontaktu. Zdane na łaskę losu dzieci, muszą nauczyć się troszczyć się o siebie nawzajem i postarać się przetrwać, kiedy świat ogarnia chaos.

Co jednak, gdy zostaną rozdzieleni?
Czy przetrwają to piekło na ziemi i odnajdą się?

Powiem Wam, że mam mieszane uczucia co do tej książki.
Z jednej strony porusza ważny dla współczesnego świata temat w nowatorski sposób, skierowana jest głównie do nastolatków - w końcu w dużym stopniu to od nich zależy przyszłość planety. Oprócz tego autorka zaciekawiła mnie swoim stylem pisania oraz rozbudowanymi opisami przestrzeni, dzięki czemu możemy lepiej wyobrazić sobie miejsce akcji.
Jako fanka romansów, daję wielki plus za wątek zakazanej miłości, która prowadzi główną bohaterkę przez całą powieść. Jest on może sporny i szokujący, jednak nadaje całości rumieńców.

Z drugiej strony, odczuwam niedosyt. "Moje nowe życie" zawiera się tylko na 190 stronach, wszystko rozgrywa się za szybko, a fabuła w pewnym momencie do złudzenia przypomina "Igrzyska Śmierci" w uproszczonej wersji, nawet stylem narracji. Na początku trudno zorientować się o co w ogóle chodzi - zastanawiałam się nawet, czy nie sięgnęłam po kolejną część serii. Kiedy w końcu wkręcisz się w akcję i zrozumiesz ją, okazuje się, że jesteś na ostatniej stronie.

Myślę, że każdy wielbiciel literatury postapokaliptycznej powinien chociaż rozpocząć swoją przygodę z tą powieścią. Czy ją dokończy i czy będzie zadowolony? Nie wiem.
Ale spróbować zawsze warto ;)

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa YA!

poniedziałek, 4 lipca 2016

"Malownicze. Nadzieje i marzenia" - Magdalena Kordel - recenzja

Okładka książki Nadzieje i marzeniaMagdalena Kordel to polska autorka powieści obyczajowych i romansów, która  zadebiutowała książką "48 tygodni". Najbardziej znana jest z "Uroczyska", "Okna z widokiem" i serii "Malownicze".

Życie w Malowniczem zawsze toczyło się, według Magdy, spokojnie. Jednak gdy do jej domu wprowadziły się dzieci, czas biegnie nieubłaganie szybko. W dodatku zmęczona i zapracowana właścicielka księgarni staje się obiektem plotek całego miasteczka, kiedy dostaje tajemniczy list z francuskiej kancelarii, dotyczący spadku po wujku, którego nie zdążyła poznać. Niektórzy snują nawet domysły o pałacu i własnej służbie...

Magda ma jednak za dużo problemów na głowie, by zastanawiać się, co takiego zapisał jej bogaty krewny. Jej związek z Michałem wisi pod znakiem zapytania, gdy na jaw wychodzą jego sekrety z przeszłości.

Czy para wciąż ma szansę na szczęśliwe zakończenie?
Co łączy kobietę z młodą Sabiną, żyjąca sto pięćdziesiąt lat wcześniej?

W Malowniczem wszystko może się zdarzyć.

"Nadzieje i marzenia" to zabawna obyczajówka, która urzeka czytelnika połączeniem dwóch, na pierwszy rzut oka całkowicie różnych historii, które dzieli czas. Autorka zabiera nas w podróż w czasie, aby pokazać jak bardzo przeszłość ma wpływ na teraźniejszość i że choć czasem może być nieodkryta i niezauważona, jej widmo ma wpływ na nas teraz.

Muszę, po prostu muszę, uwzględnić tu humor w tej powieści - zwyczajnie nadzwyczajny. Żarciki i powiedzonka typowe dla naszych babci i mam, które budzą sentyment i tworzą w nas więź z bohaterami, sprawiają, że czujemy się jak jedna wielka rodzina. Za to pokochałam tę książkę - potem było tylko lepiej.
Kiedy już wciągnęłam się w historię Magdy, zupełnie nie podobał mi się przeskok o sto pięćdziesiąt lat wstecz, do czasów Sabiny. Przyznam jednak, że po jakimś czasie spodobały mi się one nawet bardziej niż początek powieści i ciężko mi się było z nimi rozstać.

Polecam "Nadzieje i marzenia" wszystkim rozmarzonym dziewczynom i kobietom, szukającym odskoczni od swojej codzienności. Może zainspiruje je to do cofnięcia się w czasy swoich przodków...

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

czwartek, 30 czerwca 2016

"On" - Zośka Papużanka - recenzja

Okładka książki OnHistorie zwykle pisze sie o kimś wielkim. Albo takim, który dokonał czegoś wielkiego. Wyjątkowo o tych wielce złych. Oto historia Śpika, który nie jest wielki. Ani jakiś wyjątkowy, ani ambitny. Może to przez  to, że nie śpieszyło mu się na ten świat. A może nie. 
            
Rzecz dzieje się w Krakowie, za czasów PRL-u. W całkiem przeciętnej rodzinie, której głowa wychodzi rano i wraca wieczorem z huty. Pani domu też pracuje, a  dziećmi opiekuje się babcia. Jak na ,,typową polską rodzinę" przystało dwójka dzieciaków na wychowaniu. I tutaj zaczynają się schody, bo o ile z jednym synem nie ma problemów, śpi normalnie... o tyle z drugim są. Śpik  do czwartego roku życia nic nie mówił, nigdy nie zasypiał jak zasypiać powinien i płakał w najmniej odpowiednim momencie mszy. Całe dnie potrafił spędzać w kuchni przy oknie i oglądać tramwaje. On po prostu od zawsze był i pozostanie inny. I pomimo marzeń, starań i błagań matki, nic się nie zmieniło. 
            
Osobiście nie przepadam za książkami, których akcja rozgrywa się w czasach wojny czy PRL-u. Jest to też pierwsza, przeczytana przeze mnie powieść tej autorki. Na początku trudno było mi się połapać w sensie długich na pół strony, wielokrotnie złożonych zdań. Ale, przyznam szczerze, z czasem zaczęło mi się to podobać. Powieść jest napisana całkowicie inaczej niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Aby przeczytać ze zrozumieniem trzeba w to włożyć trochę wysiłku, zagłębić się w świat zamknięty w tych kartkach i wsiąknąć w historię. A przynajmniej - ja musiałam. Nie jest to książka, którą poczytamy sobie między jednym spotkaniem a drugim, czy w autobusie. Takie zachowanie grozi spóźnieniem, lub pominięciem odpowiedniego przystanku. To trochę ambitniejsza literatura i musimy poświęcić jej więcej uwagi i czasu niż pięć minut przerwy.
            
Życie z trochę ,,innym" dzieckiem nie jest usiane płatkami róż i mama Śpika wie o tym aż za dobrze. Nie jest to powieść o trudnym życiu z taką,  a nie inną pociechą, o użalaniu się nad sobą i beznadziejnością sytuacji. Wręcz przeciwnie! Ta książka uczy jak kochać, gdy jest trudno. Jak napisał Jacek Dehnel, ,,Ta powieść to napisany z ogromnym wyczuciem i szacunkiem przewodnik po odmiennej wrażliwości, osobnym świecie". W pełni zgadzam się z tymi słowami.

Gorąco polecam!       


            Iguana, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

środa, 29 czerwca 2016

"Anatomia obcości" - Andrea Portes - recenzja


Okładka książki Anatomia obcości

Andrea Portes zadebiutowała powieścią "Jak najdalej stąd", na podstawie której powstał film "Prowincjuszka". Jest autorką książek dla dorosłych, a "Anatomia obcości" to jej pierwsza powieść młodzieżowa.

Anika Dragomir to zwyczajna amerykańska piętnastolatka. No może oprócz tego, że jest w połowie Rumunką, podejrzewa swojego ojca o bycie wampirem, a także... jest numerem 3 w szkolnej hierarchii. Jeśli myślicie, że wiąże się to tylko z przywilejami, jesteście w ogromnym błędzie - w końcu, jak to mówią, najtrudniejsze nie jest dotarcie na szczyt, lecz utrzymanie się na nim. W trosce o swoje życie towarzyskie, dziewczyna całkowicie podporządkowała się licealnej królowej Becky.

To dlatego nie może związać się z Loganem - przystojniakiem w skórzanej kurtce, jeżdżącym na skuterze. Anikę i szkolnego nieudacznika zaczyna łączyć jednak coraz więcej i za niedługo będzie musiała wybrać - miłość albo sława...
I co będzie gdy na horyzoncie pojawi się Jared - marzenie każdej dziewczyny?

"Anatomia obcości" zaskoczyła mnie już na samym początku. Po tytule spodziewałam się skomplikowanej, głębokiej powieści, która usypia już po pierwszej stronie. Okazało się jednak, że autorka prezentuje niebanalny, bezkompromisowy humor, ukazując życie młodych dziewczyn z przymrużeniem oka. Styl Andrei Portes od razu skojarzył mi się z uwielbianą przez nastolatki Meg Cabot - amerykańska codzienność bez owijania w bawełnę, nasycona pikantnymi żartami.

Od początku myślałam sobie: "Nie oszukujmy się - nie odnajdziemy tu głębszego sensu, nie doświadczymy katharsis, ani nie zmieni to naszego życia. Ta książka jest po prostu zabawnym zapychaczem czasu". Jednak zakończenie "Anatomii obcości" stawia ją w zupełnie innym świetle i kontrastuje z większością fabuły tak mocno, że doznałam szoku.

Oczywiście nie można nie pokochać głównej bohaterki i jej chłopaków. Chociaż motyw romantycznego rozdarcia jest stary jak świat i powtarzany z literaturze młodzieżowej do znudzenia, tutaj ta klasyka jest odświeżona dzięki przewrotnemu humorowi i wrażeniu, że autorka odwołuje się do tego celowo, aby wyśmiać bohaterkę jej własną narracją. Genialne, prawda?

Myślę, że "Anatomia obcości" jest dla wszystkich - dla tych, którzy kochają lekkie powieści, a także dla tych, którzy uwielbiają znajdować w nich drugie dno.

Nika, 17 lat


Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Grupy Wydawniczej Foksal.

wtorek, 28 czerwca 2016

"Róża północy" - Lucinda Riley - recenzja

Okładka książki Róża północyLucinda Riley to urodzona w Irlandii pisarka, najbardziej znana z debiutanckiej powieści "Dom Orchidei". Jej książki wielokrotnie zdobywały wysokie miejsca na liście bestsellerów "New York Timesa". "Róża północy" to wielowątkowa opowieść, w wyjątkowy sposób łącząca kulturę Indii i Europy.

W dniu swoich setnych urodzin Anahita postanawia przekazać stary rękopis prawnukowi, Ariemu. Zawiera on historię jej życia oraz od dawna strzeżone sekrety rodzinne. Oprócz tego, hinduska powierza Ariemu misję - odnalezienie jej synka, który wiele dekad wcześniej został odebrany matce i uznano go za zmarłego. Anahita nigdy nie uwierzyła w wystawiony akt zgonu i nie spoczęła w poszukiwaniach, jednak w obliczu zbliżającej się śmierci, postanowiła przekazać ten cel kolejnym pokoleniom jako swój testament.

Bogaty hindus wyrusza więc do Londynu, gdzie wszystko się zaczęło, podróżując śladami swojej prababki. Trafia do tajemniczej posiadłości Astbury, która jest własnością osobliwego, samotnego lorda... oraz tymczasowym planem filmowym.

Wkrótce w zamku zaczynają się dziać dziwne rzeczy...

"Róża północy" to magiczna opowieść pachnąca indyjskimi przyprawami, łącząca w sobie wschodnie elementy, osadzona w XXI wieku, w wiktoriańskim zamku.
Zaciekawiła mnie już na samym początku, kiedy okazało się, że fabuła opiera się na zagadce zaginionego syna Anahity. Trzeba przyznać, że autorka wykonała kawał dobrej roboty, zszywając ze sobą poszczególne nitki fabuły, by na końcu powstała mocna, spójna kolorowa tkanina. Ciekawi nie tylko niewyjaśniona śmierć młodego hindusa - zamek Astbury też skrywa swoje tajemnice, które intrygują czytelnika i każą mu czytać dalej.

Oprócz tego, postacie mają mocno zarysowane charaktery, książka aż iskrzy od przyjaźni, romansów, antypatii, a także niedopowiedzianych wątków z ich przeszłości i powiązań między bohaterami, które sprawiają, że całość jest bardziej zawiła i niknie w mgle historii.

Polecam ją każdemu, kto kocha romanse z nutką kryminalną. Nie ukrywam, że jest to literatura typowo kobieca, która każdej z nas przypadnie do gustu.

"Róża północy" zapisze się w mojej pamięci jako fenomenalna.

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros. 

wtorek, 21 czerwca 2016

"Serce w kawałkach" - Kathrin Lange - recenzja

Okładka książki Serce w kawałkachW pierwszym tomie trylogii "Serce ze szkła"  Kathrin Lange przedstawia czytelnikowi historię pełną grozy, tajemnic oraz niedopowiedzeń, przeplatanych miłością, poświęceniem i silnymi uczuciami. Wszystko rozgrywa się na granicy rzeczywistości i obłędu. Pozory często mylą. Przeszłość potrafi bardzo skomplikować życie. Nawet jeśli myślmy, że udało nam się ją zostawić daleko w tyle.

W drugim tomie, pod tytułem „Serce w kawałkach”,  autorka dostarcza czytelnikowi równie wiele emocji i doznań. David i Julie już od kilku miesięcy mieszkają w Bostonie. Ich życie zaczyna się powoli układać. Jednak dziewczyna coraz częściej dostrzega dziwne zachowania swego ukochanego. 

Jego ojciec, Jason, organizuje w Sorrow uroczystość z okazji swoich urodzin. Zaproszenie otrzymują David, a także Julie i jej ojciec. Jednak nikt nie wybiera się na przyjęcie. Obiecali sobie, że już nigdy nie wrócą na wyspę ze względu na wydarzenia, które się tam rozegrały. Pewnego wieczoru Julie odbiera telefon od Grace, pokojówki z Sorrow, która ostrzega, by dziewczyna pod żadnym pozorem nie planowała swojego przyjazdu na wyspę. David, mimo obietnicy, którą złożył Julie, postanawia wrócić na Martha’s Vineyard i rozprawić się z duchami przeszłości. Julie chce mu towarzyszyć. Pomimo zakazów Davida, dziewczyna opuszcza Boston i podąża w ślad za nim. Początkowo wszystko w Sorrow wydaje się być „normalne”, jednak z czasem okazuje się, że przeszłość nie chce dać spokoju David’ owi i jego ukochanej. Klątwa ciążąca nad Martha’s Vineyard wciąż trwa. Zgodnie z nią, żadna para nigdy nie zazna szczęścia na wyspie. W otoczeniu zakochanych pojawiają się ludzie, których działania wprowadzają wiele dodatkowych komplikacji. Na jaw wychodzą nowe fakty, a wiele tajemnic pozostaje wciąż nieodkrytych…   

Jeżeli jeszcze nie zdążyliście przeczytać pierwszej części, serdecznie Wam ją polecam. A następnie zachęcam Was do lektury części drugiej, która jest równe ciekawa i przejmująca. Jest to idealna pozycja dla nastoletnich czytelników, którzy lubią doświadczać dreszczyku emocji.
Limonka, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA. 
            

poniedziałek, 20 czerwca 2016

"Ritterowie: Rzecz o mazurskiej duszy" - Patrycja Pelica - recenzja

Okładka książki Ritterowie"Ritterowie: Rzecz o mazurskiej duszy" to powieść polskiej autorki Patrycji Pelicy, która debiutowała książką "Wszystkie kolory życia". Skończyła filologię polską i turystykę historyczną.
                
Anna Ritter, młoda, uparta i nieco zadziorna Niemka, przybywa do pewnej mazurskiej wsi, próbując odnaleźć swoje korzenie i odkryć prawdę o własnej rodzinie. Jej przodkowie, począwszy od luterańskiego pastora Martina, mieszkali  na tamtejszej plebanii, wśród wiejskich odgłosów, zapachu kawy i spokoju.
Żadna sielanka nie może jednak trwać wiecznie. Wybuch wojny zmienia losy wszystkich raz na zawsze - Ritterowie zmuszeni są do wyboru, po czyjej stronie się opowiedzą.
Muszą sami przekonać się, kim w głębi serca są.
                
Patrycja Pelica w swojej książce stworzyła unikatowe połączenie przeszłości i teraźniejszości, które oddziałują na siebie nawzajem i są silnie powiązane. Rozdziały są odpowiednio opisane, żeby czytelnik mógł zorientować się, w jakiej przestrzeni czasowej się znajduje, jednak granice czasu po jakimś czasie i tak się zacierają.

Styl pisania autorki na początku trochę mnie przestraszył - na wskroś poetycki, liryczny, metaforyczny. Wydawał mi się ciężki, ale trzeba przyznać, że utrzymuje fabułę w historycznym, tajemniczym klimacie Mazur i tworzy niepowtarzalny charakter. Rozbudowane opisy oddziałujące na zmysły, głębokie przemyślenia i niebanalne spostrzeżenia dotyczące otaczającej nas rzeczywistości - oto co tworzy tę powieść.

Nie można nie wspomnieć o samych bohaterach - ich psychika jest mocno zarysowana, odnajdujemy między nimi podobieństwa lub różnice. Dzięki temu mamy możliwość odkrywania nie tylko tajemnicy tej książki, ale też wczuwania się w skórę postaci.

Co jest najlepsze w "Ritterach"? To, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Pikanteria romansu, nuta historii i szczypta tajemnicy - czego chcieć więcej?


Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza

piątek, 17 czerwca 2016

"MasterChef Junior" - Natalia Paździor - recenzja

Okładka książki Masterchef JuniorProgramu MasterChef nie trzeba nikomu przedstawiać. W telewizji mogliśmy podziwiać jego kilka edycji. Niedawno pojawił się jego dziecięcy odpowiednik MasterChef Junior. Zwyciężczynią pierwszej edycji została 11-latka z okolic Buska-Zdroju, Natalia Paździor.

Książka nawiązuje do programu w oczywisty sposób choćby poprzez fotografie czy przepisy pozostałych finalistów. Natalia Paździor podzieliła się z czytelnikami i widzami swoją pasją i umiejętnościami w formie przepisów, w pozycji o tym samym co program tytule -  MasterChef Junior.

Książka podzielona jest na 5 działów: Poradnik - znajdziemy tutaj wskazówki, jak wykonać ciasto makaronowe, naleśnikowe, na pierogi, ciasto kruche i biszkoptowe. Drugi rozdział traktuje o Małym co nieco, czyli przekąskach. Dowiemy się z niego, jak przygotować, np. buraka czy pieczone jabłko przekładane mascarpone, racuszki z jabłkami czy wiosenną sałatkę. Trzeci rozdział zatytułowany Konkretnie i zdrowo opowiada o tym, jak wykonać tatara z pstrąga i papryki, łososia, knedle czy pierś z indyka z sosem maślano-winnym. Kolejny dział przybliży nam przepisy Na słodko, czyli podpowie jak zabrać się do miniserniczków z truskawkami  i migdałową kruszonką, pencakes z syropem klonowym, tarty z kremem z białej czekolady z malinami i miętą i szarlotki czy chałwy. W ostatnim rozdziale możemy się zmierzyć z przepisami pozostałych 13 finalistów. I tak znajdziemy tu m.in. przepisy na takie smakołyki jak pieczone skrzydełka drobiowe, bombę sernikową, brownie z sosem chili, krem straciatella z musem malinowym czy kotleciki z łososia.

Pozycja oprócz tego, że jest książką kucharską stanowi także pewnego rodzaju kompendium kulinarne dla młodych kucharzy. Znajdziemy tu informacje o rodzajach makaronów, kasz, ryżu i orzechów, a nawet cukru. Poznamy różnorodne zioła i przyprawy. Zebrano tu też wszelkie rodzaje sztućców i podzielono je zgodnie z przeznaczeniem oraz przedstawiono prawidłowy układ sztućców na stole.

Nie można pominąć szaty graficznej książki, bo według mnie jest idealna. Na pierwszy rzut oka wysuwają się soczyste, mięsiste kolory, czyli w sam raz nadające się do książki dotyczącej kulinariów. Właściwie każda strona jest kolorem. Potrawy na zdjęciach są wprost namacalne.  I fotografie samej Natalii przygotowującej dania pokazują, że gotowanie naprawdę sprawia jej frajdę.

Książka na pewno sprawi radość dzieciakom, które już ze sztuką kulinarną są w jakiś sposób obeznane, a na pewno tym, którzy swoją przygodę z kuchnią zamierzają dopiero zacząć. Jakaż będzie satysfakcja z podania potrawy, którą przygotowywała także Natalia Paździor - zwyciężczyni MasterChef Junior.

A więc chochla w dłoń i do dzieła!


P.S. Czy Wy też zgłodnieliście?

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Książki. 

czwartek, 16 czerwca 2016

"Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" - Radosław Lewandowski - recenzja

Okładka książki Wikingowie. Wilcze dziedzictwoZastanawiałeś się kiedyś, jak to jest być wikingiem? Borykać się z kaprysami bogów i bronić swego honoru bardziej niż życia? Niezależnie od twojej odpowiedzi, "Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" jest pozycją po którą warto sięgnąć.

W książce znajdziemy ciekawe zbiorowisko bohaterów. Młodego chłopca, który swoimi wybrykami zmusił ojca do zdrady swego wodza. Posła, który wciągnięty w obronę miasta zostaje ich przywódcą. Króla, który stawia czoło Turkom w walce o swe ziemie, oraz wiele więcej.

Będziemy towarzyszyć wikingom podczas wojny, ich wypraw po skarby i sławę oraz ucieczkom zdrajców. Potowarzyszymy ich modłom i razem staniemy u boku Chrześcijan. Wraz z mieszkańcami portowego miasta będziemy bronić ich majątku i ostrzeliwać wrogów.

… I tego możecie spodziewać się po dziele Radosława Lewandowskiego. Choć z początku historia zaczynała mnie nudzić i rozważałam odłożenie jej na półkę, wraz z rozwinięciem akcji, coraz bardziej znajdowałam siebie w świecie wikingów. Mile zaskoczyło mnie opowiadanie historii z perspektywy różnych bohaterów. Pozwala nam to zobaczyć sprawę z innej strony, oraz polubić bohaterów których dotychczas uważaliśmy za wredne żmije.:)

Ucieszyło mnie również, że nie trafiłam na żadnych berserków z najwyższym poziomem, legendarnym ekwipunkiem i zdolnościami rozwiniętymi do maksimum. Dane było mi ujrzeć że każdy ma swoje słabości, nawet żądny krwi wiking.

Podsumowując: jeśli masz ochotę na mile spędzony wieczór, przy kubku herbaty wraz z skąpanymi w krwi wikingami – szczerze polecam sięgnięcie po „Wikingowie. Wilcze Dziedzictwo”.
(Polecam, nawet jeśli nie ma się ochoty w ten sposób spędzać wieczoru:))


- Sylf, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza.