tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

wtorek, 9 lutego 2016

"Nie tak łatwo być Czesławem" - Jarek Szubrycht, Czesław Mozil - rtecenzja

Okładka książki Nie tak łatwo być Czesławem
Lekka, ukazująca prawdziwą twarz celebryty... i niesamowicie zabawna. Taka właśnie jest książka „Nie tak łatwo być Czesławem” napisana przez Czesława Mozila i Jarka Szubrychta. Autobiografia ta opisuje losy muzyka i celebryty znanego z X FACTOR - Czesława Mozila. Nie kryje się on w niej ze swoją twarzą, tylko z godnością prawdziwego idola przedstawia swoje największe sekrety.

Mały chłopiec urodzony w 1979 roku w Zabrzu. „Stuprocentowy Polak, prawie Duńczyk, trochę Ukrainiec” – tak o sobie mówi Czesław Mozil. Jako kilkuletni chłopiec wyjechał z rodzicami do Danii. Wdrożył się w tamtejsze życie, zyskał przyjaciół, chodził do szkoły. W liceum zaczął grać na akordeonie i potem rozpoczął studia muzyczne. Był bardzo dobrym uczniem, szybko łapiącym o co chodzi, jednak nie chciało mu się uczyć. Zakładał wiele zespołów, aż w końcu zaproponowano mu tournée po Polsce. Sam doszedł do sławy, bez żadnych znajomości i "pleców". Pokochał swoją ojczyznę i kobiety tego kraju. Nie lubi długotrwałych związków, każdej kobiecie to uświadamia, a one się na to zgadzają, oszołomione jego urokiem. Jednakże nie tylko one uległy urokowi jego charakteru. 

Fani Czesława są pod wrażeniem jego zdolności i umiejętności. Pokochali jego cudowną, alternatywną muzykę. W mediach, kiedy zgodził się na bycie jurorem w X FACTOR, wybuchło zamieszanie. Krążyły plotki, że się sprzedał, że przestaje już grać. Mozil uspokoił swoich słuchaczy, gdyż nic takiego się nie działo. Potem zachwycił dzieci jako niesamowity bałwanek Olaf z bajki Kraina Lodu. Jego głos idealnie oddał komiczność tej postaci i zyskał dzięki temu nowych wielbicieli nie tylko wśród najmłodszych. Zastanawiacie się co Czesław robi teraz? Śmiało śledźcie jego karierę i koniecznie przeczytajcie tę książkę, by wiedzieć więcej, niż tylko to, co głoszą plotki.

Bardzo podobała mi się książka. Dobrze mi się ją czytało, biorąc pod uwagę fakt, że nie lubię biografii. Napisana przyjemnym i luźnym językiem sprawiała, że miło spędzało się przy niej czas. Gorąco polecam fanom Czesława Mozila i nie tylko.


Monia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

"Ptaki drapieżne" - Emil Marat, Michał Wójcik - recenzja

Okładka książki Ptaki drapieżne„Nazywam się Lucjan Wiśniewski. Urodziłem się 30 czerwca 1925 roku. Mam osiemdziesiąt pięć lat, mieszkam w Warszawie, mój pseudonim w czasie Powstania „Sęp”. Mój pierwszy pseudonim to „Wierny”, tak sobie wybrałem w „Garłuchu”.

Lucjan Wiśniewski to jeden z ostatnich jeszcze żyjących likwidatorów z kontrwywiadu Armii Krajowej. Jako członek elitarnego oddziału „Wapiennika” wykonywał wyroki śmierci na konfidentach i zdrajcach osądzonych przez Polskie Państwo Podziemne.

Emil Marat - pisarz i dziennikarz oraz Michał Wójcik - historyk i dziennikarz - łączą siły po raz kolejny i odkrywają przed nami życie jednego z bardziej aktywnych żołnierzy w okupowanej Warszawie.

W książce znajdziemy kilka ilustracji pokazujących współpracowników Sępa oraz jego zdjęcia z rodziną. Nie zbraknie też kopii meldunków i rozkazów, którym likwidatorzy musieli się podporządkowywać.

To, co mi się bardzo podoba to forma wywiadu. Zaczyna się niewinnie. Nowy rozdział, kolejny tytulik - zapowiada się ciekawa historia. I tu zaskoczenia - po krótkim opowiadaniu zaczyna się rozmowa przeplatana fragmentami artykułów i krótkich definicji pomagających zrozumieć ówczesny, tak brutalny, wojskowy świat.

Lucjan opowiada bardzo ciekawie i barwnie. Widać, że niektóre tematy są dla niego ciężkie, ale stara się walczyć z przeszłością. Niejednokrotnie wyczuwa się u niego blokadę lub cynizm, ale to właśnie buduje tą tajemniczą postać.
Każdy z Was, kto chce powędrować w zaułku warszawskich uliczek, w ciemność nocy czy wieczną niepewność losu, jest mile widziany, jako czytelnik lub/i właściciel tej książki.

Polecam

Dydelf,17  lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

piątek, 5 lutego 2016

"Żelazne damy" - Kamil Janicki - recenzje

Okładka książki Żelazne damy. Kobiety, które zbudowały Polskę
Mieszko I, Bolesław Chrobry - fantastyczni wodzowie, którzy zbudowali podwaliny polskiego imperium. Wszelkie podręczniki trąbią tylko o ich zasługach, mądrości, odwadze, sprycie, czy waleczności. Jednak historia zapomina o kobietach, które towarzyszyły naszym władcom. 

Nie były one zaślepionymi kurami domowymi, zdolnymi tylko do dawania życia potomstwu. Prawda jest taka, że to właśnie nasi wielcy wodzowie, nie poradziliby sobie nawet w połowie tak dobrze, gdyby nie ich małżonki. Chrzest, zjazd gnieźnieński - wszystko to było możliwe dzięki trzem kobietom - Dobrawie, Odzie i Emnildzie. Każda z nich włożyła niewyobrażalny wkład w budowanie silnej i potężnej Polski. Jednak bardzo rzadko się o nich mówi, na lekcjach wspominani są tylko mężczyźni, podczas gdy o kobietach się zapomina. A niesłusznie. 

Kamil Janicki w swojej książce "Żelazne damy" postanowił skupić się na kobiecych postaciach wczesnego średniowiecza. I to bardzo słuszny wybór, bo to niesamowite, jak wielki wpływ na rozwój Polski miały te kobiety. Praktycznie cały. Mężczyźni pełnili funkcje reprezentacyjne, ale bez swoich kobiet nie mieliby odpowiedniej siły. 

Książka napisana została w bardzo ciekawy sposób, fabuła miesza się z czystymi faktami, tworząc coś w rodzaju mieszaniny powieści z dokumentem, co daje bardzo dobry efekt. To niesamowite, jak głęboko kopać musiał autor w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji, gdyż żony monarchów były spychane na drugi plan. Wiadomo było, że żyły, kogo urodziły i, że umarły. 

Oczywiście, wiele teorii zawartych w tej książce jest domysłami lub interpretacją autora. Czasem również informacji wydaje się nam nazbyt dużo i czytelnik zaczyna się nieco gubić. Jednak mimo tych drobnych niedociągnięć, lektura jest naprawdę świetna i niezwykle pouczająca.

Polecam!

Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

czwartek, 4 lutego 2016

,,Biało-czerwone marzenia: od rozbitego żyrandola do finałów Euro’’ Romek Pawlak – recenzja

Okładka książki Biało-czerwone marzeniaCzy myślicie, że piłkarze kopią piłkę odkąd przestali raczkować, albo że od zawsze marzyli o karierze piłkarskiej? Nic bardziej mylnego. Książka Romka Pawlaka pt. ,,Biało-czerwone marzenia od rozbitego żyrandola do finałów Euro’’ dokładnie opisze Wam początki kariery polskich piłkarzy.

Książka oparta jest na dialogu 9-letniego Kacpra z jego tatą. Chłopiec fascynuje się piłką nożną. Z każdego meczu eliminacyjnego pisze w zeszycie sprawozdanie w postaci tabelki. Zamieszczone są w niej : z kim było dane spotkanie, kiedy, gdzie, kto grał, wynik meczu oraz ewentualne kary dla graczy. Z tych analiz składa się pierwsza część książki.  W końcu chłopiec decyduje się na treningi piłkarskie. 

Drugi rozdział opisuje każdego, obecnego reprezentanta Polski. Autor zamieścił informacje o tym od kiedy zawodnik trenuje piłkę nożną, ewentualnie czy coś wcześniej trenował, ilość meczy, w którym wziął udział oraz liczbę strzelonych goli. Trzeci rozdział jest poświęcony weteranom piłkarskim, którzy osiągali większe lub mniejsze sukcesy w reprezentacji Polski (np. Zbigniew Boniek czy Grzegorz Lato). Ostatnia część to epilog napisany po kilku tygodniach treningu chłopca.

Książka bardzo mi się podobała. Autor przedstawił bardzo ważną zasadę, za pomocą postaci taty Kacpra, obowiązującą w sporcie. Ważne jest, aby grać zespołowo, a nie indywidualnie. Co z tego jak ktoś strzeli dużo bramek, jak rywale strzelą nam ich więcej? Ukazano również częste zjawisko występujące wśród młodych fanów piłki nożnej. Bardzo ekscytują się jak ich ulubieńcy strzelają  bramki, a zapominają o naszych bramkarzach, którzy nie raz wybawili naszą drużynę z ciężkich opresji, np. od wpuszczenia do bramki rzutu karnego, tj. na Euro 2012 zrobił to Wojciech Szczęsny, podczas meczu z Grecją.

Książka nie jest przeznaczona tylko dla fanów piłki nożnej. Pomimo, że głównie czytają ją dzieci, które lubią piłkę nożną, warto aby przeczytali ją również dorośli, gdyż jest pouczająca. Ukazuje jak ważne jest zbiorowe poczucie odpowiedzialności, które często jest potrzebne w dorosłym życiu.


Orwicz, lat 17

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis. 

"Lustrzany świat Melody Black" – Gavin Extence - recenzja

Okładka książki Lustrzany świat Melody BlackAbby jest nieco szaloną, miłą dziewczyną. Z zawodu, jeśli tak można to nazwać, jest freelancerką. Mieszka w malutkim mieszkanku ze swoim chłopakiem Beckiem. Nie przepada za swoją siostrą, a ojca, powiedzieć, że go po prostu nie lubi, to mało. 

Jednak książka ,,Lustrzany świat Melody Black’’ nie zaczyna się od opisu naszej uroczej Abigail. Tą powieść rozpoczyna niebanalne znalezisko. Jakby to powiedzieć… Gdy Abby idzie do mieszkania sąsiada po puszkę pomidorów, nie spodziewa się, co, a raczej kogo zastanie. A zastaje trupa. Jest nim jej sąsiad Simon. Chcecie wiedzieć o nim coś więcej? Eee… Będzie trudno. Nie wiemy o nim dużo więcej, poza tym, że jest martwy. Wiecie, jak to jest w ogromnych blokowiskach. Człowiek z reguły może nawet nie wiedzieć, koło kogo mieszka.
A teraz inne pytanie.

Jak byście się zachowali gdybyście znaleźli swojego sąsiada nieżywego?
Abby wzięła papierosy zmarłego i wypaliła jednego.
No dobra. Półtora papierosa.

I tak zaczyna się cała historia. A jak się zakończy? To już pozostawiam Wam do odkrycia. Jedno jest pewne. Przeczytajcie koniecznie i odkryjcie jak potoczą się losy szalonej Abigail i kim tak naprawdę jest Melody Black. Poznajcie teorię lustrzanego świata…i sami oceńcie jej prawdziwość.

Gavina Extence’a możecie kojarzyć z książką ,,Wszechświatkontra Alex Woods’’. Gdy wpadł mi w ręce ,,Lustrzany świat Melody Black’’, uznałam, że warto zapoznać się jeszcze właśnie z losami Alex'a Wood'a. I muszę przyznać, że ta książka wysoko postawiła poprzeczkę. Jednak ,,Lustrzany świat...'' sprostał jej. Nietuzinkowa główna bohaterka, świetna historia. Gavin Extence ma niezwykłą umiejętność wplatania trudnych tematów w fabułę swoich książek. Robi to tak naturalnie, że człowiek dopiero po jakimś czasie orientuje się, co jest grane, o co tak naprawdę chodzi. Tak było i tym razem. Książka bardzo mi się podobała, bardzo ją polecam i zapewniam: jest równie dobra jak ,,Wszechświat kontra Alex Woods'', a może nawet trochę lepsza!


Katia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

środa, 3 lutego 2016

„Stuhrmówka czyli gen wewnętrznej wolności” - Maciej Stuhr, Beata Nowicka - recenzja

Okładka książki Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką
Maciej Stuhr przez ponad 360 stron. Poniedziałek Stuhr. Wtorek Stuhr. Środa Stuhr…”

Wywiad - rzeka z polskim aktorem Maciejem Stuhrem. Kopalnia wspomnień, anegdotek i wszystko okraszone niewymuszonym żartem i humorem.

„Stuhrmówka czyli gen wewnętrznej wolności” to nowy wymiar wywiadu. Mnóstwo zdjęć, opinii innych osób. Beata Nowicka bardzo ciekawie prowadzi całą rozmowę, ma się wrażenie, że to spokojna pogawędka prowadzona wieczorem przy kubku herbaty i dobrym cieście.

Historia jest podzielona na rozdziały, które odnoszą się do kariery, współpracowników, edukacji czy życia. Każde zdjęcie czy wspomnienie nie jest zostawione same sobie, Nowicka wyciąga wszystkie szczegóły. Jednak ma się wrażenie, że Maciek wcale się przed tym nie broni…

Całość oceniam bardzo pozytywnie. Wszystko pasuje do siebie i sprawia, że naprawdę poznaje się taką sławę. To, co najmilej mnie zaskoczyło to wypowiedzi innych gwiazd czy rodziny Maćka. Dodaje to wiarygodności, ale i pewnego smaku - nie tylko przepytywany i przepytujący się wypowiada, ale i osoby pozornie postronne.

Kolejna rzecz, którą bardzo sobie cenię w tej książce to jej barwność. Nie jest typowo czarno - biała. Ponadto ilość fotografii również czytelnika nie zraża. Wręcz przeciwnie - wciąga się coraz bardziej i (jak w moim przypadku) przewraca kilka stron do przodu szukając kolejnych zdjęć młodego buntownika czy słodkiego bąbla na placu zabaw.

Słowem: to prawdziwy szturm! Porządna dawka optymizmu i mentalnego wsparcia. Po takiej lekturze na pewno uwierzycie w siebie i swoje możliwości.
Kto wie? Może i Wy macie w sobie „gen wewnętrznej wolności”?


Dydelf, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 


wtorek, 2 lutego 2016

"Dom na Wschodniej" – Sabina Jakubowska - recenzja

Okładka książki Dom na Wschodniej
Sabina Jakubowska pochodzi z Brzeska, gdzie urodziła się w 1974. Z wykształcenia jest historykiem i archeologiem. Należy do Stowarzyszenia Doula w Polsce. Obecnie mieszka w Jadownikach.

Doro jest głównym bohaterem ,,Domu na Wschodniej’’ i jednocześnie jego narratorem. Gdy wraz z mamą i małą Różą z miasta przeprowadza się na wieś położoną pod Krakowem, nie jest pewny czego się spodziewać. Jednak już w krótkim czasie poznaje niezwykłą rodzinkę, w której prym wiedzie Emma – starsza pani, jednak z siłą ducha, którą młodzi mogliby jej pozazdrościć. Igor jest jej lokajem, Franciszka kucharką, a Marianna z Julianną jej pokojówkami. Pistachu, Jachu, Konstancja, mały Wojtuś zamieniony w jelonka dopełniają obrazu tego domu. Nie tylko ich imiona są wyjątkowe, ich historie również są niezwykłe. Ale na to, by je poznać Doro będzie musiał trochę poczekać. 

W tym czasie nie będzie narzekał na nudę: pozna Oliwię, ( a także Marię, Roksanę, Glorię, Wandę, Adama i Ewę, ale to już zupełnie inne historie), zmierzy się ze swoją klasą, znajdzie stary, tajemniczy klucz i nie tylko. A w tle czekają na niego egzaminy gimnazjalne. 

Ciekawe, jak Doro da sobie z tym wszystkim radę?
No i jaką tajemnicą skrywa współczesna rodzinka Addamsów?
Dowiedzcie się koniecznie!

Od razu powiem szczerze, że nie jestem zbyt dobrze nastawiona do polskich autorów. Tym razem jednak Sabina Jakubowska miło mnie zaskoczyła. Co prawda, pierwsze 100 stron nieco mnie męczyło; nie mogłam przez nie przejść. Później jednak sama chciałam poznać odpowiedzi na różne pytania; dowiedzieć się prawdy na temat tej rodziny. Ostatnie strony chłonęłam z zapartym tchem. 

Bohaterowie pełni życia i ich poplątane losy, ciekawa fabuła…Choć wątek z kluczem i sznurem korali nie był zbyt wyeksponowany, cieszę się, że autorka na pierwszy plan wysunęła właśnie życiorysy postaci. I choć samą historię uważam za niezbyt prawdopodobną w dzisiejszym świecie, myślę, że dobrze by było gdyby czytelnicy uwierzyli w prawdziwość tej powieści. W końcu trzeba mieć nadzieję!

Także jeśli tylko przebrniecie przez pierwsze 100 stron, później powinno Wam pójść jak z płatka. Przeczytajcie!


Katia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Grupy Wydawniczej Relacja. 

"Paskudna historia" - Bernard Minier - recenzja

Okładka książki Paskudna historia
Pisarz francuski Bernard Minier, dorastający u stóp Pirenejów, jest laureatem wielu konkursów na opowiadania. Jego twórczość nie widziała światła dziennego przez 25 lat, podczas gdy Minier pracował jako urzędnik celny. Swoją debiutancką powieść „Bielszy odcień śmierci” napisał w 2011 roku. To właśnie od niej wszystko się zaczęło. „Krąg” wydany rok później, a następnie „Nie gaś światła” (książki z cyklu  „Martin Servaz”) podbiły serca czytelników na całym świecie, a sam autor został okrzyknięty „królem francuskiego kryminału”.

Książka, którą dane mi było przeczytać to „Paskudna historia” szesnastoletniego chłopca. Henry Walker lubi książki, horrory, orki i… swoje mamy. Razem z nimi mieszka na jednej z wysp archipelagu San Juan, gdzie przez większą część roku pada, a gdy nadchodzi lato, a wraz z nim turyści pragnący na własne oczy ujrzeć żywą orkę, też pada, ale trochę mniej. Tutaj wszyscy się znają, dlatego nie uchodzi uwadze mieszkańców dość niecodzienne zdarzenie, które miało miejsce w pewien szary, ponury wieczór na peryferyjnej plaży, gdy na morzu szaleje sztorm, a mało komu chce się wychodzić z domu w taką pogodę.
Dziewczyna została zamordowana. Brutalnie. Oprawca nawet nie mrugnął okiem, gdy pozbawiał to siedemnastoletnie ciało życia. 

Kim jest? 
Gdzie się ukrywa? 
Czy policja zdoła go odnaleźć, zanim zrobi to ktoś inny?

Ta historia nie tyle jest paskudna, co niesamowicie paskudna! Zarazem niesamowita i odrażająca. Bezczelność, z jaką autor bawi się uczuciami czytelnika, opisując coraz to bardziej obrzydliwe, ale też prawdziwe reakcje na ohydne zdarzenia, aż przyprawia o dreszcze. Ta książka jest mocna. Naprawdę prowadzi do odruchów wymiotnych, palpitacji serca i stanu przedzawałowego. Mimo tego, że opowiada o szesnastolatkach…

Wydaje się, że bohaterowie chodzą do liceum gdzieś niedaleko, mają podobne problemy i zainteresowania. Tak samo często się zakochują, strzelają fochy, a zaraz godzą. Jednak nie za każdym razem tak jest, czasami jedno nieostrożne słowo wystarczy, by doprowadzić do tragedii. Bernard Minier w mistrzowski sposób przedstawił nastoletnią rzeczywistość wplatając w nią dramatyczny wątek, który nie pozwoli się nudzić.

Książkę przeczytałam bardzo szybko, aż za szybko, bo teraz brakuje mi tej atmosfery, którą jest przepełniona. Uczucia niepewności, napięcia i szybszego bicia serca. Kryminał w pełnym tego słowa znaczeniu. Gorąco polecam każdemu, komu znudziła już się nuda i pragnie wyjątkowych wrażeń!



Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis. 

poniedziałek, 1 lutego 2016

"Skok" - Janet Evanovich, Lee Goldberg - recenzja

Okładka książki Skok
Kate O’Hare od lat nie narzeka na brak adrenaliny. Niekończącym się jej źródłem wydaje się Nick, mężczyzna tajemniczy, pociągający ale też nieuchwytny i bezczelny. Miliony dolarów, naładowana broń, palec na spuście, huk, kłęby dymu, pijany pilot śmigłowca i lekarski fartuch. I on. Miękkie włosy, brązowe oczy, w których lśni inteligencja, i chłopięcy uśmiech. Do tego wysportowane ciało, niesamowite poczucie humoru i pełen seksapil. Wymyślony ideał dwunastolatki, którą Kate była już jakiś czas temu, a o którego istnieniu dowiedziała się kilka lat wcześniej i od tej pory nie zaprzestała pościgu za Nickiem. Nienawidzą się, a pociągają nawzajem.

Jednak w ich pełnej napięcia znajomości dokona się niespodziewany zwrot akcji i każde z nich będzie musiało wybrać, po której stronie stanie. Skończy się śledzenie kart kredytowych, a zacznie walka o przetrwanie. Teraz już każdy fałszywy krok może doprowadzić do śmierci. 

Czy Kate i Nick poradzą sobie z postawionym przed nimi zadaniem?

„Skok” to książka autorstwa Lee Goldberga, człowieka, który stworzył detektywa Monka, i pisarki Janet Evanovich, autorki wielotomowej serii książek o łowczyni nagród Stephanie Plum. Połączenie ogromnego poczucia humoru obydwojga autorów i trzymającej w napięciu powieści sensacyjnej to właśnie magia „Skoku” – książki, od której ciężko jest się oderwać, a którą czyta się tak przyjemnie, jak bajki dla dzieci, chociaż nie ma z nimi zbyt wiele wspólnego.

Kate to silna i niezależna agentka FBI, a czekają ją zagadki kryminalne niczym te z serii o Sherlocku Holmesie, czy detektywie Monku. Gry aktorskie, przebrania, czy praktycznie niemożliwe do wykrycia iluzje to dla niej pestka. Autorzy nie podają nam rozwiązania zagadek, których jest tu całkiem sporo, na tacy. Pozwalają wysilić szare komórki i odkryć prawdę samemu…

„Skok” to nasycona dobrym humorem, pełna niespodziewanych zwrotów akcji powieść sensacyjna dla kobiet, które już od pierwszych stron wciągną się w lekturę. Dialogi są na tyle realistyczne, że wydaje się, jakby cała akcja miała miejsce naprawdę. Ja po skończeniu książki odczułam pewien brak puenty... Ale to chyba dobrze, teraz pozostało tylko czekać na kolejne części tej elektryzującej powieści!

Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów. 



"Mademoiselle Chanel" - C.W. Gortner - recenzja

Okładka książki Mademoiselle Chanel
Nawet jeśli ktoś nie interesuje się modą, to musiał słyszeć o Chanel. Nie ma wątpliwości co do tego, że Gabrielle (dla przyjaciół Coco) Chanel stworzyła prawdziwe modowe imperium. Ostatnio mówi się o wychodzących na jaw faktach z życia Coco - o tym, że była homofobką, antysemitką, niemieckim szpiegiem, lesbijką... 

Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, kim była naprawdę. I tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Pewne jest, że ją i jej rodzeństwo opuścił ojciec, a matka zmarła. Dziewczęta trafiły do szkoły przyklasztornej. Tam właśnie mała Gabrielle odkryła swoje uwielbienie do kapeluszy. Pośród surowych klasztornych murów wykształciło się również jej nastawienie na prostotę i umiar. Lata później zrewolucjonizuje ona świat mody i kanony piękna. Kobiety uwolni z gorsetów, ciężkich kapeluszy i powłóczystych sukni. Największą sławę przyniosły jej mała czarna i rewolucyjny zapach - Chanel no. 5. Sama Chanel była postacią niezwykle kontrowersyjną. Można powiedzieć, że wyprzedziła swoją epokę i poniekąd ją stworzyła, ukształtowała.

Książka mimo swojej pokaźnej grubości, jest bardzo lekka, łatwa i przyjemna. Akcja sama w sobie jest bardzo wartka i wciąga błyskawicznie. Podzielona jest na krótkie rozdziały, więc wchodzi "mimochodem" i wręcz nieświadomie. Naprawdę, ciężko jest ją odłożyć, czytelnika zżera ciekawość - co teraz się wydarzy. Postacie są bardzo barwne, a autorka nie przyćmiewa żadnej z nich, tylko wręcz uwypukla ich niesamowite cechy - jak szczypta soli w cieście.

Polecam!

Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Między Słowami. 

czwartek, 28 stycznia 2016

„Ona wraca na dobre” - Grażyna Jagielska - recenzja

.
Okładka książki Ona wraca na dobreNa sam początek muszę się przyznać, że kiedy zaczęłam lekturę tej książki, o jej autorce, Grażynie Jagielskiej, nie wiedziałam nic. Nie miałam zielonego pojęcia, że spędziła pół roku w szpitalu psychiatrycznym ze zdiagnozowanym stresem bojowym. Mojej uwadze umknął również fakt, że pani Jagielska jest równocześnie główną bohaterką książki – i choć brzmi to naprawdę głupio, wstydliwie i robi ze mnie ignorantkę, przełożyło się to na moje późniejsze „relacje” z tym utworem i warto jest o tym wspomnieć.
        

Sam początek wydawał się nudny, jednak fragmenty książki zamieszczone na „skrzydełku” zrobiły na mnie wrażenie i czytałam dalej. Była to słuszna decyzja, ponieważ w dalszej jej części pisarka umieściła pewne elementy, powiedziałabym „smaczki”: metaforyczna fascynacja rzekami, niepokój mieszkańców przed zbliżającą się falą powodziową, enigmatyczne nastawienie bohaterki. Śmiało mogę porównać je do haczyków, które zaczepiły się o mnie i wzbudziły ciekawość. Ja tym czasem czytałam dalej. Byłam oczarowana bajkowością wydarzeń w głębi egzotycznego kraju i surowymi wspomnieniami sprzed wyprawy w górę Rio Negro...

W tym momencie dotarła do mnie rzecz kluczowa i najważniejsza – autorka i pierwszoplanowa postać to ta sama osoba! Bum!
            
Wydarzenia, które wcześniej określiłabym jako po prostu ciekawe, zaczęły wydawać się nierealne i było mi naprawdę ciężko uwierzyć, że coś takiego mogło wydarzyć się naprawdę. Miałam uczucie, że tekst jest czymś bardzo, aż do przesady szczerym, zatem było dla mnie dziwnym, że autorka mogła tak bardzo się otworzyć, przelać swoje rzeczywiste emocje na papier. Akurat w miarę zbliżania się do końca coraz więcej rzeczy było zostawianych do namysłu i interpretacji czytelnikowi – zupełnie, jakby pewien odcinek podróży autorka chciała zachować już dla siebie. Dla mnie te fragmenty, które poprzednio były hojnie okraszone wszystkimi detalami oraz refleksjami, stały się wyblakłe i papierowe, co odrobinę „uwierało” podczas czytania. Frustrowałam się, nie wiedząc, o co dokładnie chodziło pani Jagielskiej. Jeśli więc gdzieś został opisany moment kulminacyjny, w którym bohaterka przeżyła swoje katharsis, a więc ten najbardziej intymny; jeśli on tam gdzieś był, ewidentnie musiałam go przegapić.
            
Nie mogę jednak nie napisać niczego o wątku Ewy, przyjaciółki Grażyny, mającej za sobą pewne traumatyczne doświadczenie. W kontraście do suchych, głównych wydarzeń, był on bardzo ciekawy. Postać Ewy była chyba jedyną, w której autentyczne istnienie mogłam uwierzyć. Mimo niesamowitej opowieści, jak żyła przed szpitalem psychiatrycznym i dramatycznego opisu tego, co działo się z nią później, jest ona „namacalna”, a przede wszystkim jej wątek jest naprawdę wciągający i moim zdaniem wnosi najwięcej do całej książki.
            
W ogólnym rozrachunku wychodzi na to, że ta pozycja jest... dobra. Nie zła, bo jest w niej dużo mądrych i dających do myślenia słów, ale nie wybitna, ponieważ główny przekaz zostaje zapodziany gdzieś po drodze. Spoiler (a może nie taki znowu spoiler?) – na trzy pytania postawione w rekomendacji z tyłu książki odpowiedzi nie dostajemy. Z drugiej strony jest to lektura trudna, przeznaczona dla starszych ode mnie odbiorców i tych, którzy z twórczością pani Jagielskiej mieli już styczność. Z jednoznacznym stwierdzeniem, jaka ona naprawdę jest, będzie problem, choć jedno jest pewne: warto jest ją przeczytać.
           

Almette, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

wtorek, 26 stycznia 2016

"Szamański blues" - Aneta Jadowska - recenzja

Szamański bluesCo detektyw może mieć wspólnego z szamanem? Można obydwu podejrzewać o jakieś tajemne praktyki, własne sposoby na odnajdywanie zaginionych, czasami też niecodzienny wygląd i podejrzliwą aparycję. Czy tak rzeczywiście jest?

Piotr Duszyński – Witkacy to były partner Dory – głównej bohaterki poprzednich książek autorki. Mężczyzna tuż przed czterdziestką z niecierpliwością oczekujący kryzysu wieku średniego, który jednak nie nadchodzi, a w każdym razie nie w taki sposób, w jaki go sobie wyobrażał nasz bohater. Nie będzie szybkich samochodów, pięknych, acz skąpo ubranych kobiet, ani tarzania się w gotówce. To nie są rozrywki godne Witkacego, chociaż pewnie takimi też by nie pogardził. Zamiast tego czeka go zapierająca dech w piersiach przygoda, której niejeden mógłby mu zazdrościć!

Witkacy nie jest zwykłym detektywem, ma rzadką umiejętność komunikowania się z duchami, wyczuwa je, przywołuje i prowadzi w stronę światła.. brzmi banalnie, ale to wcale nie jest takie proste. Nie wszystkie duchy chcą współpracować, a już w ogóle, jeśli problem nie jest z duchami, lecz z upiorami. W szpitalu na oddziale noworodków i intensywnej opieki neonatologicznej dzieją się dziwne rzeczy. Wewnętrzne postępowanie w tej sprawie nie daje rezultatów, a z każdym tygodniem przybywa zgonów. Gdy do akcji wkracza Witkacy, sprawa w końcu nabiera tempa. Jednak, czym jest to „coś” czego nie widzą zwykli śmiertelnicy, a duchy się obawiają?

Od dłuższego czasu nie miałam w rękach żadnej fantastycznej książki. Znudziły mnie powtarzające się historie o nadprzyrodzonych mocach, tajemniczych księgach i kolorowych eliksirach. Jednak Aneta Jadowska ma w sobie coś, co przyciąga jak magnes. Wystarczy jedno zdanie, czy chociaż wyrwana z kontekstu linijka, by wciągnąć czytelnika na dobre.  Wcześniej nie czytałam żadnej książki tej autorki, dlatego też „Szamański blues” to moje pierwsze spotkanie zarówno z nią, jak i z Witkacym. I na pewno nie ostatnie, przecież to dopiero początek całej „Szamańskiej serii”!

Nazwisko Anety Jadowskiej przewinęło mi się już kilka razy gdzieś na półkach w księgarni, czy też w Internecie. Dużo pozytywnych opinii jej książek sprawiło, że sięgnęłam po pozycję tej polskiej autorki. Nie zawiodłam się. Najbardziej do gustu przypadło mi poczucie humoru, którego jest tutaj pełno! Do tego naprawdę trzymająca w napięciu fabuła… Nic, tylko chce się czytać.

Zaskoczeniem dla mnie był ogromny realizm postaci mimo, że pisze to kobieta z punktu widzenia mężczyzny, co jest nie lada osiągnięciem. Witkacy świetnie dogaduje się zarówno z żywymi, jak i umarłymi. Stosuje niecodzienne sposoby na przywoływanie duchów, biorąc pod uwagę, że każdy nawet po śmierci gustuje w ziemskich przyjemnościach. I to wszystko w rytmie bluesa…

Gorąco polecam!

Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.