tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

środa, 1 lipca 2015

"Meybe someday" - Colleen Hoover - recenzja

Okładka książki Maybe SomedayOna. On. Balkon. Gitara. SMS.

Sydney - stabilna emocjonalnie romantyczka, od miesięcy wyobrażała sobie przyszłość u boku swojego chłopaka Huntera. W dniu jej dwudziestych drugich urodzin plany i marzenia legły w gruzach. Zdrada boli. Szczególnie, jeśli biorą w niej udział dwie najbliższe osoby. Jedyne, które były dla niej oparciem i które darzyła zaufaniem. Wieloletnia przyjaciółka i chłopak zburzyli ich bezpieczną relację. Jednak jest ktoś, kto okazuje się ostoją podczas deszczowego wieczoru po ucieczce z miejsca zdrady, gdy dziewczyna bez pieniędzy ani miejsca, do którego mogłaby uciec, błąka się po ulicach miasta. Dwudziestoczterolatek z balkonu naprzeciwko. Przystojniak o jasnobrązowych włosach i przeuroczym uśmiechu. Tajemniczy Ridge. Połączyła ich muzyka. Tajemnica, którą skrywał mężczyzna, zaintrygowała Sydney już od samego początku, która jako jedna z niewielu nie wydawała się być nią zdziwiona ani speszona. Po prostu to przyjęła. On brzdąkał na gitarze, a ona pisała teksty do piosenek, których jeszcze nie wymyślił. Uzupełniali się jeszcze zanim zdążyli się poznać. To los rzucił bezdomną dziewczynę pod drzwi mieszkania 200 metrów od miejsca, do którego już nie chciała wracać. Miejsca, które przywoływało na myśl jedynie niemiłe wspomnienia o odległych marzeniach i straconym zaufaniu.

Jak rozwinie się relacja Sydney i Ridge'a? 
Jaki wpływ będą mieli na to przepiękna Maggie i zwariowany Warren? 
I w końcu, kto ucierpi najbardziej?

Rozdarci pomiędzy "maybe someday", a "right now" młodzi ludzie siedzący na łóżku z gitarą i śpiewający poruszające serce piosenki. Jeżeli to prawda, że istnieją osoby, których nie da się zastąpić, to Colleen Hoover niewątpliwie jest jedną z nich. Królowa romansu new adult podbija serca kolejnych czytelników. Historie Sky i Holdera w książkach "Hopeless" i "Losing hope" już doczekały się polskiego tłumaczenia, teraz nadszedł czas na "Maybe someday". Jak zawsze niezawodna autorka bawiąca się uczuciami czytelnika. Poruszająca aż do łez i rozbawiająca nawet największego ponuraka. Skrajne emocje towarzyszą na każdej stronie. Nie da się ich oddać w recenzji. Je trzeba po prostu poczuć, bo takie przeżycie nie zdarza się zbyt często.

Bohaterowie powieści nie zostali zaszufladkowani razem z typowymi postaciami romansów. Znajdziemy tutaj Ridge'a, który poznaje świat w zupełnie inny sposób niż reszta społeczeństwa, piękną i dobroduszną Maggie, wychodzącą do wszystkich z sercem na dłoni. Bridgette - jędzowatą kochankę zbzikowanego Warrena i w końcu Sydney, dziewczynę, której ostatnie tygodnie mocno dały w kość. Co istotne, papierowi bohaterowie sprawiają wrażenie namacalnych. Nie są sztuczni, równie dobrze mogliby mieszkać w mieszkaniu naprzeciwko i wieczorami pogrywać na gitarze, siedząc wygodnie na balkonie.

Miłość do książek połączona z miłością do muzyki.

Niezapomnianym doświadczeniem jest podczas czytania założenie słuchawek i słuchanie przyjemnego głosu Griffina Petersona. Na początku książki znajduje się kod, który należy zeskanować, by uzyskać dostęp do ścieżki dźwiękowej skomponowanej specjalnie dla "Maybe someday". Jeszcze nigdy nie słuchałam muzyki podczas czytania, przy powieści Colleen Hoover to był pierwszy raz. Cudowny pierwszy raz, dzięki któremu towarzyszące książce emocje wydawały się jeszcze bliższe i silniejsze.

Gorąco polecam książkę zarówno każdej nastolatce, jak i starszym czytelniczkom. Jest to typowo babska literatura, ale napisana w tak niepowtarzalny sposób, że ciągle chce się więcej i więcej, nawet mimo egipskich ciemności na oknem i powiek, które same już padają ze zmęczenia. Teraz pozostało mi tylko czekać na kolejne tłumaczenia jej pozostałych powieści. Książka zaskakuje i uczy, że nie warto tracić nadziei, bo szczęście kiedyś zapuka do naszych drzwi.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte. 

wtorek, 30 czerwca 2015

,,Powiedz, że mnie kochasz, mamo” - Grażyna Mączkowska - recenzja

Okładka książki Powiedz, że mnie kochasz, mamoGabriela, dla przyjaciół Gabi,  jest spełnioną kobietą – posiada kochającego męża, dorosłe dzieci, wnuki. Wydawało by się więc oczywistym, że w jej życiu niczego nie brakuje. Mieszka na Mazurach, gdzie odnalazła spokój i szczęście.
Ale to tylko pozory.

,,Powiedz, że mnie kochasz, mamo” – tak właśnie brzmi tytuł  Mączkowskiej, ale także jest największym życzeniem Gabi. Wychowana w domu pełnym przemocy, gdzie ojciec-alkoholik swym wyglądem wzbudzał strach w całej swej rodzinie, Gabi zmaga się ze skutkami braku miłości. Mimo iż ma już pięćdziesiąt lat, nadal je odczuwa. Bywa załamana, przerażona, wpada w depresje. Często wystarczy jeden telefon od matki, by zepsuć jej cały dzień. Kobieta stara się walczyć, ale to nie jest proste. Nie, gdy nadal tęskni za tym, by kiedyś usłyszeć te proste, ale piękne słowa – kocham cię, córeczko.

Książka doskonale pokazuje, że dzieciństwo może kłaść się dużym cieniem na naszym aktualnym życiu. Zaważa na naszych decyzjach, czasami nawet utrudnia ich podejmowanie. Nic nie jest proste.
W głównej bohaterce cały czas walczą o dominacje dwie jej osobowości – żywiołowa, silna Gabi oraz cicha, nieśmiała, przerażona Gabriela. Gabi stara się ją ignorować, ale dobrze wie, że Gabriela nie zniknęła. Nadal istnieje i pragnie wierzyć, że matka ją kochała. Że nie walczyła z ojcem z obawy, co się stanie z dziećmi. Gabriela wie, że to niemożliwe.
Ale wciąż wierzy.

Trochę ciężko mi się czytało powieść z dwóch powodów. Po pierwsze, brak mi było czegoś, co osobiście nazywam ,,podrozdziałem”. Akcja książki podzielona na trzy części, nie posiada żadnych przerw, gdzie można by przerwać czytanie. To męczy. I tu właśnie przechodzę do drugiego podpunktu. Czas był zmienny – dominował teraźniejszy, ale zdarzyło mi się widzieć na jednej stronie przeszły, przyszły i teraźniejszy. W dodatku często przeplatało się ze sobą kilka spraw, jakby opowiadająca nam historię Gabi przypominała sobie o czymś innym. Z drugiej strony jednakże ktoś inny mógł by zaliczyć to jako plus. Książka jej napisana bardzo realistycznie, tak bardzo, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest oparta na faktach. Ale nie jest, potwierdziła to autorka.

Uważam, że każdy powinien ją sam ocenić. ,,Powiedz, że mnie kochasz, mamo” przybliża nam tragedie ludzi takich jak Gabi. Pokazuje, że czasami wystarczy tylko kilka słow – by zgubić lub zbawić człowieka.

Ethne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akurat. 

czwartek, 25 czerwca 2015

"Nie do pary" - Ewa Nowak - recenzja

Okładka książki Nie do pary
Alek jest nastoletnim uczniem klasy o zacnym profilu artystycznym. Ma matematyczny umysł, świetnie gra w szachy, a taką klasę wybrał tylko z powodu matki. Mama Alka uznała, że jej jedynak po prostu nie nadaje się do takiej szkoły, więc co zrobił synek? Oczywiście, wybrał akurat takie liceum. Taki to z niego buntownik.

Alek w nowej klasie ma jednego kolegę i mnóstwo koleżanek. Gdy znajduje pierwszą dziewczynę, jego życie się rozkręca. Imprezy, nowi znajomi, a wśród nich tajemnicza osóbka – Agata. Alek ma ochotę poznać ją bliżej, co też czyni. A jak to się kończy… To już można się domyślić.

Stopniowo życie uczuciowe Alka komplikuje się jeszcze bardziej, o ile to możliwe. Do tego dochodzą problemy rodzinne, wcale nie tak łatwe do rozwiązania.

Czy Alkowi uda się podjąć właściwe decyzje?
Czy poradzi sobie z problemami, które go dopadły?
Jak rozwiąże sytuacje, w które się wplątał?

Gdy zaczniecie czytać ,,Nie do pary’’, sami będziecie chcieli poznać odpowiedzi na te pytania.

Ewa Nowak nie jest amatorką jeśli chodzi o pisanie książek dla młodzieży. ,,Bardzo biała wrona’’, ,,Krzywe 10’’ czy ,,Bransoletka’’ to tylko niektóre z tytułów, które goszczą na półkach polskich nastolatków. ,,Nie do pary’’ to kolejna powieść pisarki, mieszkającej w Warszawie.

Jeśli chodzi o twórczość Ewy Nowak, uważam, że  jej książki naprawdę dobrze się czyta, poruszają różne problemy młodzieży. ,,Nie do pary’’ nie jest wyjątkiem. Barwni bohaterowie, jak żywi. Ciekawa historia, z wieloma zwrotami akcji. Dużym plusem są krótkie rozdziały, dzięki którym można stosować starą, dobrą sztuczkę ze zwrotem ,,jeszcze tylko jeden rozdział…’’. Jeśli chodzi o całość, bardzo mi się podobało.

I dlatego serdecznie polecam ,,Nie do pary’’ wszystkim nastolatkom.


Katia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

"Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak" - Anna Kamińska - recenzja

Okładka książki Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony KossakAnna Kamińska napisała o Simonie Kossakównej książkę  pt. ,,Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak’’. 

Simona Kossak żyła w latach 1943-2007. Urodziła się w Krakowie, jako czwarta z Kossaków. Miała być chłopcem i kontynuować wielkie dzieła rodziny Kossaków, ale, wbrew oczekiwaniom,  Elżbieta Kossak urodziła dziewczynkę. W domu była traktowana źle, gdyż wiedziano, że nie odziedziczy wielkiego talentu. Simona studiowała na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi w Krakowie, w zakresie zoologii. Na początku słabo jej szło, ale potem obrała sobie za cel mieć dobre wyniki i jej się udało. Po ukończeniu studiów na UJ emigrowała do Białowieży, gdzie ponad 30 lat mieszkała w centrum Puszczy Białowieskiej- w  Dziedzince wraz ze swoim przyjacielem-Lechem Wilczkiem . 

Życie w tym domu było trudne, brak wody, brak prądu, to tylko niektóre problemy, z którym musiała się zmierzyć Simona.  W budynku znajdowały się piękne meble, w które Simona inwestowała. Opiekowała się zwierzętami, mieszkała i spała z nimi. Była osobą skrytą, nie lubiła gości. Zdobyła tytuł profesora, a od 2001 nadawała codzienne audycje w Radiu Białystok. Simona zawsze się leczyła sama i pomagała innym, zmarła w Białymstoku po ciężkiej chorobie nowotworowej.

Książka mi się bardzo podobała, zawierała bardzo przejrzysty opis życia Simony Kossak. Można było poznać rodzinę wielkich artystów od ,,wewnętrznej strony’’.  Dowiedziałem się wielu ciekawostek, czasami bardzo szokujących np. że Kossakowie byli spokrewnieni z Bismarckiem.Przed przeczytaniem książki nie znałem postaci Simony Kossak. Dzięki biografii napisanej przez Annę Kamińską poznałem tę osobę, jej dokonania i uświadomiłem sobie, że warto wierzyć w swoje marzenia i żyć po swojemu , aby nasze życie było proste, ale piękne.

Orwicz, lat 16


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

"Kubuś i dobre maniery" - Wanda Chotomska - recenzja

Kubuś i dobre manieryOstatnio zauważyłam nasilający się trend w książeczkach dla dzieci, a mianowicie ich tematem przewodnim są dobre maniery oraz umiejętność zachowania się w różnych sytuacjach. 

O tych samych zagadnieniach opowiada utwór „Kubuś i dobre maniery” w opracowaniu Wandy Chotomskiej. Książeczka została wydana w 2015 roku nakładem wydawnictwa Egmont.

Głównym bohaterem historyjek jest bardzo dobrze znany dzieciom Kubuś Puchatek. Rolę nauczyciela Misia pełni Krzyś, który pokazuje mu prawidłowe wzorce zachowań. Bohaterowie znajdują się w różnych sytuacjach takich jak: odwiedziny u przyjaciół, gry i zabawy, na przyjęciu, uczą się jak należy poprawnie nakryć do stołu, i jak się przy nim zachować oraz o  dobrych manierach w trakcie rozmowy przez telefon. 

W opowiadaniach występują, również pozostali mieszkańcy Stumilowego Lasu, z którymi Miś i Krzyś spędzają każdą wolną chwilę. Po każdej lekcji Kubuś wymyśla „mruczankę”, która jest podsumowaniem tego czego się nauczył.
Warto zwrócić uwagę na bardzo ładną i staranną oprawę graficzną utworu. Twarda okładka oraz kolorowe ilustracji autorstwa John Kurtz przyciągają uwagę i zachęcają do przeczytania książeczki.

Kubuś Puchatek oraz jego przyjaciele są powszechnie znani i rozpoznawani przez dzieci dlatego, myślę że najmłodsi czytelnicy z przyjemnością będą sięgać po ten utwór i słuchać dobrych rad Krzysia.


Tilia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

"Walizki hipochondryka" - Mariusz Sieniewicz - recenzja

Okładka książki Walizki hipochondrykaChcielibyście wejść w umysł osoby, która potrafi sobie wmówić każdą chorobę? Z jednej strony mogłoby to być zabawne doświadczenie, a z drugiej po prostu traumatyczne. Jednak czy można połączyć miłość do chorowania i humor?

Mariusz Sieniewicz w swojej powieści „Walizki hipochondryka” idealnie wychwytuje przemyślenia takiej osoby. Czterdziestoletni bohater, znajdujący się w szpitalu opowiada swoją historię, przeplataną wyznaniami do „cudownej kapłanki” i rozbawiającymi opisami szpitalnej opery mydlanej.

Dla naszego hipochondryka szpital to świątynia. To przecież tu mają tyle wspaniałych tabletek, syropów wprowadzających w piękniejszy stan niż po trawce! Szanuje pielęgniarki, bo to one mają władze nad jego ukochanymi specyfikami. Wyjawia sekrety jak postępować ze szpitalnym personelem i dzieli się ze swoimi opiniami, przemyśleniami dotyczącymi salonowych „kolegów”.

Dla mnie książka była wspaniałą lektura. Pomimo, że nadal nie wiem, kto jest tajemniczą kobietą, którą hipochondryk adoruje, powieść jest bardzo lekka a zarazem dotyka wielu problemów społecznych. Podobały mi się momenty retrospekcji, w których chory - młody Indianin - kolekcjonuje słowa i wychowuje się na wsi, gdzie nadal wierzy się w legendy i zabobony. Bawią mnie opisy euforii na widok leków oraz reakcje pacjenta na kroplówki. Miłym akcentem są też epizodyczne postacie, jak pan modlący się na różańcu, praktycznie bez kończyn. Mimo, że niektóre opisy powinny przerażać, są podane w taki sposób, że czasem i łezka śmiechu się zakręci w oku...

Moim zdaniem „Walizki hipochondryka” to ciekawa lektura, nawet dla ludzi, których nie interesują takie tematy. Na pewno niejeden z Was będzie się świetnie bawił przy tej polskiej powieści.

Polecam

Dydelf, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

środa, 24 czerwca 2015

"Buźka" – Sophie Hannah - recenzja

Okładka książki BuźkaO Sophie Hannah usłyszałam pierwszy raz, czytając książkę ,,Inicjały zbrodni’’, w której próbowała być drugą Agatą Christie i pisała o kolejnej przygodzie legendarnego detektywa Herculesa Poirot’a. Pozycja ta nie była zła, jednak zepsuł ją niezbyt dobrze napisany koniec. Z tego też względu, po ,,Buźce’’ nie spodziewałam się za wiele. Tym razem zostałam jednak mile zaskoczone.

Alice Fancourt jest młodą matką. Zaledwie parę tygodni wcześniej na świat przyszła mała Florence. Jej teściowa, Vivienne, namawia ją na krótki wypad do spa, aby Alice mogła się trochę zrelaksować i odpocząć. Kobieta zgadza się, mimo że najchętniej byłaby ze swoją córeczką, Florence. Kto jednak odmawia Vivienne Fancourt, niezwykle wpływowej, bogatej, ale i hojnej kobiecie z dobrej rodziny, która zawsze dostaje co chce? Nikt. Poza tym, Vivienne wie, co jest dla Alice najlepsze, lepiej niż ona sama.
Ale nie tym razem.

Gdy Alice wraca do domu, odkrywa przerażającą prawdę. Florence zniknęła, a na jej miejsce podstawiono jakieś obce dziecko.
W tym miejscu następuje jednak nagły zwrot akcji. To nie jest książka opisująca poszukiwania małej córeczki przez zmartwionych rodziców. Wszyscy myślą, że Alice postradała zmysły. Nikt nie wierzy, że dziecko znajdujące się w jej domu, nie jest Florence. Nawet mąż – David, nie dowierza żonie i zrzuca to na karb depresji poporodowej. Ale badania DNA zostaną wykonane tak czy tak… Pytanie tylko, co wykażą?
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Alice wraz z ,,tym obcym dzieckiem’’ znikają.

Kto miał rację a kto kłamał?
Aż do samego końca nic nie jest pewne.

Według mnie, ta książka jest naprawdę godna polecenia. Określiłabym ją jako kryminał psychologiczny, z naciskiem na ,,psychologiczny’’. Czytelnik wgłębia się w psychikę głównych bohaterów, stopniowo poznaje ich mroczne sekrety. I chyba to jest największym plusem tej książki. Historia opowiadana jest z dwóch perspektyw: Alice Fancourt, próbującej przekonać rodzinę, że Florence zaginęła i funkcjonariusza policji, Simona, który bierze udział w śledztwie dotyczącym zaginięcia Alice i dziecka. To również bardzo ciekawy zabieg, który na pewno wiele wniósł do książki i uczynił ją o niebo ciekawszą. Najbardziej zaskoczył mnie finał tej zagadki.  Zapewniam, że żaden z czytelników nie będzie w stanie go przewidzieć!

Polecam ,,Buźkę’’ na długie, letnie wieczory i życzę powodzenia w rozwiązaniu sprawy! Pamiętajcie… Każda rodzina trzyma w szafie trupa.


Katia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

wtorek, 23 czerwca 2015

"Wakacje" - Nina Majewska-Brown - recenzja

Okładka książki WakacjeSzczęśliwa rodzina i wspaniała wizja wspólnych wakacji w Barcelonie. Ninie, Bartoszowi, Jaśkowi oraz Klarze od samego początku podróży towarzyszą komplikacje. Po zamówieniu taksówki okazuje się, że jest  zbyt mała, aby pomieścić wszystkie bagaże. Po wielu próbach upchnięcia walizek rodzice decydują się pojechać na lotnisko własnym samochodem. Po podróży samolotem docierają do hotelu i cieszą się widokiem okolicy. Kolejne dni mijają beztrosko na zwiedzaniu, plażowaniu i spacerach. Istną sielankę przerywa niespodziewana wizyta rodziców Bartka - pani Aleksandry i pana Roberta, którzy nie mają dobrych stosunków z synem i jego rodziną. Największy konflikt toczy się między starszym małżeństwem a synową, której nigdy nie zaakceptowali, co przekłada się również na stosunki dziadków z wnukami. Ku radości żony i dzieci rodzice Bartka mają towarzyszyć im tylko przez trzy dni, które i tak przynoszą wiele pamiętnych chwil. Po wyjeździe dziadków wszyscy odzyskują dobry humor i delektują się ostatnimi dniami wakacji. Jednak Nina miewa złe przeczucia, które wciąż nie dają jej spokoju. Czy słusznie? Przekonajcie się sami...

Nina Majewska- Brown w książce „Wakacje” przedstawia historię kobiety, która przez całe życie musi być silna w każdej sytuacji. Książka ta dostarcza czytelnikowi wielu skrajnych emocji, przez łzy śmiechu po łzy smutku. Pobudza odbiorcę do refleksji na temat kruchości życia. Autorka doskonale opisuje los wielu ludzi. Wczoraj dobra zabawa, przed chwilą wspólna rozmowa, a po kilku ułamkach sekundy tej osoby nie ma. Zupełnie niespodziewanie. A życie toczy się dalej. Świat się nie zmienia. Natomiast my przeżywamy wewnętrzne załamanie ze świadomością, że ta osoba nie musiała tak skończyć, miała całe życie przed sobą.

Jest to książka warta polecenia.

                                                                       Limonka, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis. 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

,,Zeszyt do bazgrania dla tych, którzy nudzą się w pracy" - Claire Faÿ - recenzja

Okładka książki Zeszyt do bazgrania dla tych, którzy nudzą się w pracy
Tytuł mówi sam za siebie. Praca. Nuda. Nic lepszego do roboty. Najczęściej w takich sytuacjach instynktownie sięgamy bo papier, ołówek i zaczynamy coś gryzmolić bez większego celu. Właśnie w takich sytuacjach przydaje się ta książka. Na samym początku należy wpisać swoje imię, nazwisko, ukończone studia, zawód, datę. Teoretycznie, ma tam się też podpisać kadrowa, a szef ma wpisać ocenę twoich kompetencji. W dalszej części książki trafimy na wiele ciekawych, dziwnych, czy po prostu głupich wyzwań np. stawianie kropek nad i, rzucanie ołówkiem, kolorowanie świni itp. 

Książka jest bardzo fajna, ciekawa, choć za bardzo powiela schemat: ,,Zniszcz ten dziennik". 
Jednak, ta wydaje mi się bardziej odpowiednia do pracy, mimo wszystko polecenia są mniej dziwne, bardziej możliwe do zrobienia przy biurku w pokoju pełnym ludzi. Z pewnością jest też świetnym pomysłem na choćby wyładowanie złości na szefa czy współpracowników. Jednak, szczegółów nie przybliżę, ponieważ w całej tej publikacji chodzi o niespodziankę. Wydaje nam się, że nic ciekawszego już nie da się wymyślić, a tu zaskakują nas już na następnej stronie.

Podsumowując, "książka jest dla ciebie idealna, jeśli często nudzisz się w pracy".

Polecam!

Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

piątek, 19 czerwca 2015

"Magisterium. Próba Żelaza" – Holly Black & Cassandra Clare - recenzja

Okładka książki Magisterium I: Próba ŻelazaOGIEŃ CHCE PŁONĄĆ,
WODA CHCE PŁYNĄĆ,
POWIETRZE CHCE SIĘ UNOSIĆ,
ZIEMIA CHCE WIĄZAĆ,
CHAOS CHCE POŻERAĆ.

Callum Hunt ma tylko tatę, bo jego mama zmarła, gdy on był malcem. W ogóle jej nie pamięta i nie rozumie, dlaczego ojciec nie opowiada mu o niej. Call utyka na jedną nogę od zawsze. Nienawidzi swojego kalectwa, ale ma nadzieję, że pomoże mu ono oblać egzamin, zwany Próbą Żelaza. Dla niego jest to obojętne, ale jego tata – Alastair Hunt ma inne zdanie. Nie chce, by jego syn dobrze wypadł, gdyż wtedy zostanie przyjęty do Magisterium, szkoły magii. Cały czas przestrzega Calla przed magami i ich ciemnymi interesami. Jak na posłusznego syna przystało, chłopiec bardzo stara się oblać egzamin, nawet udaje mu się osiągnąć wynik ujemny. Jednakże pomimo tych starań zostaje przyjęty. Już od samego początku wie, że nauka w tej szkole nie skończy się dla niego najlepiej. Do tego cały czas boli go noga, a Magisterium to miejsce przed którym miał, wpajany przez ojca, strach od najmłodszych lat.

    Jak Call poradzi sobie w szkole magii?
    Co takiego kryją w sobie magowie, że ojciec chciał by oblał egzamin?
    Odpowiedzi na te pytania w książce :).
    
Magisterium. Próba Żelaza to inspirowana przygodami Harrego Pottera opowieść o nastoletnim chłopcu, który odkrywa swoje magiczne zdolności. Nawiązanie do bestsellera J. K. Rowling jest o tyle widoczne, gdyż nawet główni bohaterowie to zespół składający się dwóch chłopców oraz dziewczynki. Ich charaktery również odzwierciedlają wszystkim dobrze znaną Hermionę, Rona i oczywiście chłopca z błyskawicą na czole – Harrego. Co ciekawe nawet mentor Calla, Tamary oraz Aarona, to jeden z najpotężniejszych magów, a przy okazji dyrektor szkoły magii. Prawie bym zapomniała o najważniejszym. Dobrzy bohaterowie już są, ale gdzie ukrył się Voldemort? W Próbie Żelaza poznajemy Wroga Śmierci, który kiedyś był uczniem Magisterium, wychowankiem tego samego mistrza co teraz uczy Calla i jego przyjaciół.
    
Po tym opisie można się zniechęcić do tej opowieści. Po co czytać kopię już wcześniej poznanej historii? Odpowiedź na to mam taką – warto. Teraz pewnie Wam zamieszałam, przepraszam. Próba Żelaza to opowieść na motywach Harrego Pottera. Odnajdziemy tu te elementy, które wspomniałam wcześniej. Jest jednak coś co sprawia, że czyta się Próbę Żelaza jako zupełnie inną historię. Są to szczegóły, które czynią tę pozycję ciekawą i interesującą. Przygody bohaterów są zaskakujące, czasami doprowadzają do śmiechu, a chwilami budzą napięcie.
    
Mimo tych podobieństw książka spodobała mi się. Z chęcią sięgnę po drugi tom, gdyż zakończenie było niespodziewane oraz spodziewam się, że w kolejnych częściach autorki odejdą od postaci Harrego, i stworzą niesamowicie ciekawą postać.
    
Książka jest niezbyt opasła – ma zaledwie 350 stron, a czcionka jest duża. Zdecydowanie przyśpiesza to lekturę oraz ułatwia ją najmłodszym czytelnikom. To do nich w szczególności skierowana jest Próba Żelaza. Mogą tu odszukać wspaniałe wzorce przyjaźni i moralnego postępowania.  Myślę, że ta powieść to kolejny krok po przeczytaniu siedmiu części przygód chłopca z błyskawicą. Próba Żelaza jest lżejszą lekturą, prawie tak dobrą jak dzieło J. K. Rowling, polecam ją więc wszystkim nastoletnim fanom magii, czarodziejstwa i niezapomnianych przygód.
    
Holly Black i Cassandra Clare poznały się przed dziesięciu laty podczas pierwszego spotkania autorskiego Holly. Od tamtej pory zdążyły zostać serdecznymi przyjaciółkami, a połączyła je (między innymi) miłość do fantastyki – od rozległych krajobrazów Władcy Pierścieni, przez mroczne opowieści o Batmanie i Gotham, po klasyczne epopeje ze świata magii i miecza oraz Gwiezdne wojny. Postanowiły wspólnie napisać opowieść o bohaterach i złoczyńcach, dobru i złu oraz o przeznaczeniu do wielkości – także tej niechcianej. I tak powstało Magisterium. Holly jest współtwórczynią serii Kroniki Spiderwick i laureatką nagrody Newberry Honor za powieść Doll Bones. Cassandra napisała kilka popularnych serii dla młodzieży, między innymi Dary Anioła oraz Diabelskie Maszyny. Obie mieszkają w zachodnim Massachusetts, dziesięć minut drogi od siebie. Magisterium to ich pierwsza wspólnie napisana seria książek, zaplanowana na pięć tomów.


Nikki, 16  lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros. 

"Bolek i Lolek. Podwórkowa Agencja Kosmiczna" - Rafał Kosik - recenzja

Bolek i Lolek. Podwórkowa Agencja KosmicznaCo się stanie, gdy dwóch braci nie znajdzie zajęcia na popołudnie, oprócz oglądania filmów o podróżach kosmicznych? Postanowią też odbyć taką przygodę! Wyprawa na inną planetę jest nie lada wyzwaniem. Wymaga wielu przygotowań i materiałów, które trzeba skądś zdobyć. Całą organizacją zajmie się założona przez nich Podwórkowa Agencja Kosmiczna. Nasi bohaterowie podejmą się wysłania własnoręcznie wykonanej rakiety kosmicznej na Marsa.

Czy uda im się zdobyć Czerwoną Planetę?
Obędzie się bez szkód?
                
Rafał Kosik, autor serii pt. „Felix, Net i Nika” stworzył kolejną z przygód nieśmiertelnej pary chłopców – Bolka i Lolka. Sądzę, że jest to lepsza część z tej serii. Sposób pisania nie wymaga wysiłku podczas lektury i jest idealny dla młodszych dzieci, ale zarazem nie jest to język banalny. Problematyka w bajce ma szczególne miejsce, przez prostą i przyjemną historię, do dzieci trafiają ważne informacje i wartości, które powinny doceniać.

Tutaj, podobnie jak w „Strasznych skutkach oglądania telewizji”, olbrzymią rolę poza samym tekstem odgrywają ilustracje. To dzięki nim nawet bez czytania nietrudno sobie wyobrazić całą pokręconą historię chłopców. Kolorowe obrazki przykuwają wzrok, a zarazem pozostawiają wiele dla samej wyobraźni dzieci, które mogą na ich podstawie wymyślić swoją własną historię.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

czwartek, 18 czerwca 2015

"Ucząc psa czytać" – Jonathan Carroll - recenzja

Okładka książki Ucząc psa czytaćCo może wydarzyć się na 94 stronach cieniutkiej książeczki?

Przypadek Tony’ego Areala pokazuje nam, że bardzo dużo. Mężczyzna ten niczym się nie wyróżniał. Naprawdę niczym. Pracował w zwykłym biurze, ubierał się w sieciówkach, był troszkę wyśmiewany przez współpracowników za swoje monotonne życie. Miał  jednakże pasję, którą były markowe zegarki firmy Lichtenberg Watch Company. Niestety jego skromna, urzędnicza pensja ledwo starczyłaby na wskazówkę, tego cuda, wartego 9 tys. dolarów. Pewnego dnia do biednego Tony’ego uśmiecha się szczęście – dostaje pocztą niewielkie pudełeczko, a w nim: zegarek marzeń! Na tym nie kończy dobra passa urzędnika. Parę dni później dostaje samochód. I to nie byle jaki. Sprezentowano mu porsche Cayman GTS, z trzysta czterdziestoma końmi mechanicznymi. Jednakże jego szczęście zakłóca jedno pytanie: Kto jest jego hojnym dobroczyńcą? 

Rozwiązanie tego wątku jest niejednoznaczne. Pod koniec opowiadania akcja zagęszcza się i komplikuje. Nie zmienia to jednak faktu, że Ucząc psa czytać jest dość niezwykłą pozycją. Poruszany przez autora motyw snu oraz  marzeń sennych sprawia, że cały świat przedstawiony wymyka się czytelnikowi, który, po swoim przykładzie już wiem, jest zaciekawiony dalszymi losami bohaterów i próbuje zrozumieć tajemnicę głównego bohatera.
     
Trudno jest napisać więcej o tej książce, gdyż jak już wspominałam na wstępie - nie liczy ona nawet 100 stron. Czas jaki poświęcimy na lekturę to około godziny, bo naprawdę czyta się szybko i łatwo. Jest to idealna pozycja dla tych, którzy chcą na chwilę odpocząć od opasłych historii oraz dla wielbicieli intrygujących opowieści.
     
Jonathan Carroll to jeden z najbardziej rozpoznawalnych popularnych pisarzy amerykańskich w Polsce. Jest autorem tak głośnych powieści, jak Kraina Chichów, Dziecko na niebie, Kości Księżyca, zbiorów opowiadań, scenariuszy filmowych oraz opublikowanego w formie książkowej bloga Oko dnia – REBIS jest jego jedynym polskim wydawcą. 


Nikki, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.