tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

czwartek, 23 października 2014

„Lew, czarownica i stara szafa” - C.S. Lewis - recenzja

Niedawno przeczytałem bardzo fajną książkę i pewnie większość osób ją zna.
To „Narnia”, a właściwie jej pierwsza część „Lew, czarownica i stara szafa”. Napisał ją oczywiście nie kto inny jak C.S.Lewis.

Książka opowiada o czwórce rodzeństwa, które zamieszkało w domu pewnego starszego Profesora. Dzieci miały na imię Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Pewnego dnia, gdy była brzydka pogoda, rodzeństwo bawiło się w chowanego i gdy  nadeszła kolej Łucji, żeby się schować, znalazła pewną szafę, do której weszła.

Dziewczynka usłyszała kroki kogoś nadchodzącego, więc chowała się głębiej w szafie i głębiej, głębiej, aż w końcu poczuła chłód i zimną powierzchnię. Gdy tylko odwróciła się, żeby zobaczyć co to jest, zobaczyła mnóstwo śniegu, który aż raził oczy swą bielą. Kraina, w której znalazła się dziewczyna nazywała się Narnia. Kiedy Łucja wróciła z tej pięknej krainy od razu pobiegła opowiedzieć innym o tym, co widziała i gdzie była. Jej słowa zdziwiły rodzeństwo. Aby przekonać się, czy były prawdziwe poszli z nią i okazało się, że  nie kłamała na temat Narnii.

Nasi bohaterowie od razy gdy tylko zobaczyli śnieg,  zaczęli zabawę  śnieżkami. Potem  udali się do przyjaciół Łucji, czyli do państwa bobrów. Bobry opowiedziały dzieciom historię krainy oraz  postanowiły uratować ją  przed złą czarownicą, która zamroziła Narnię. Była tylko jedna istota, która mogła przywrócić zimę,  a mianowicie był to Aslan - król krainy. Wyruszyli więc w poszukiwaniu Przywódcy. Znaleźli go po dwóch dniach. Odkryli tam  też innych ludzi i inne istoty, które pomagały Aslanowi i mu służyły
W końcu odbyła się wielka bitwa, ale o jej wynikach  dowiecie się z  kart książki.

Ta mądra książka uczy, że warto ufać swojemu rodzeństwu i bliskim. Opowiada o walce dobra ze złem, sile miłości i przyjaźni. Czas spędzony na czytaniu tej książki na pewno nie jest czasem straconym.


Matix, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Media Rodzina. 

"Dziewczyna, która sięgnęła nieba" – Luca Di Fulvio - recenzja



     Rok 1515. Wenecja. Smród dobywający się z kanałów przecinających miasto jest tłem do prawdziwie dramatycznych wydarzeń. Mercurio, młody chłopak, który całe swoje życie próbuje po prostu przeżyć kolejny dzień, szuka kryjówki przed światem, gdyż jest przekonany, że będąc w Rzymie zabił pewnego żydowskiego kupca. Do miasta św. Marka trafia wraz z Zolfem i Benedettą, swoimi towarzyszami w niedoli. Jednakże, wydarzenia ze stolicy Włoch, będą ciążyć im tak bardzo, że ich przyjaźń zostanie wystawiona na ciężką próbę.

     W tym samym  czasie do Wenecji przybywa piękna żydówka o imieniu Giuditta wraz ze swoim ojcem Isaccem. Należy wspomnieć, iż XVI wiek jest czasem, kiedy żydzi spotykają się z wielką niechęcią społeczeństwa, która dodatkowo jest potęgowana przez chrześcijańskich kapłanów. Isacco ma nadzieję, że w Wenecji będą wolni od prześladowań. Niestety. Nic bardziej mylnego. To właśnie w obrębie murów Republiki zostaje utworzone pierwsze w Europie getto.

    Mercurio i Giuditta spotykają się. Ich pierwsze spotkanie od razu kończy się niemą przysięgą wiecznej miłości. Niestety, dosłownie chwilę później, ich ścieżki rozchodzą się. Czy uda im odnaleźć wśród zaułków XVI – wiecznej Wenecji? Czy pokonają przeszkody jakie postawi przed nimi los, od niechęci społeczeństwa do żydów zaczynając, na zazdrości towarzyszki Mercuria i wrogości ojca Giuditty kończąc?

    Wszystko zostaje dokładnie opowiedziane na 824 stronach tej książki. Ale, nie zniechęcajcie się! Choć gabarytowo ta pozycja nie wygląda zachwycająco, to cały ten ciężar stanie się lżejszy jak zaczniecie czytać. Naprawdę. Wiem co piszę. Ja po przeczytaniu Dziewczyny, która sięgnęła nieba miałam ochotę na kolejne 800 stron. Piękna historia, ciekawy język i uroczy Mercurio. Mnie więcej nie potrzeba! Wątek miłosny nie jest banalny, związek tych dwojga to nie tylko czułe słówka i obietnice bez spełnienia. To poświęcenie i prawdziwe oddanie, walka z przeciwnościami losu. Poza tym prześladowania religijne, o których wspominałam wcześniej, bardzo utrudniają sprawę. Związek chrześcijanina i żydówki to coś nie do pomyślenia. A zazdrość Benedetty? Wiadomo przecież, że zazdrość jest jedną z najsilniejszych emocji.  A jak dotyka upartą dziewczynę, to może prowadzić tylko i wyłącznie do katastrofy.

    Jednakże nie tylko wątek miłosny zwraca uwagę czytelnika. Ojciec Giuditty jest lekarzem. Próbując wprowadzać podstawowe zasady higieny (np. mycie rąk po kontakcie z chorym na zaraźliwą chorobę) naraża się na śmieszność i niechęć społeczeństwa. Autor nie boi się używać wulgarnych słów. Dialogi są zbudowane bez zbędnych konwenansów czy opisów. Są proste i dynamiczne. Jak ludzie co je wypowiadają. Oni są biedni, chcą przeżyć kolejny dzień, chcą być szczęśliwi, a nie mają nawet możliwości, żeby się umyć. Byłoby dziwne, gdyby używali jakiś frazesów. A właśnie przez te wszystkie wulgaryzmy i przekleństwa (które mogą przeszkadzać niektórym pruderyjnym czytelnikom) powieść staje się autentyczna, czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Choć miejscami opisy były tak prawdziwe, że kręciło się w głowie, to nie żałuję ani chwili, którą poświęciłam na tą pozycję. Moim zdaniem, pisarz bardzo dobrze rozłożył akcję: po najbardziej stresujących momentach, był krótki opis, ale nie za długi by nie znudzić czytelnika. To naprawdę majstersztyk.

     Zdecydowanie na pochwałę zasługuje jeszcze oprawa graficzna książki. Uważam, że okładka jest po prostu śliczna i wspaniale współgra z treścią.

    Dziewczynę, która sięgnęła nieba polecam zwłaszcza młodym ludziom, którzy chcą przenieść się w miejscu i czasie, poczuć magię prawdziwej miłości oraz przeżyć niesamowite emocje. Jedyne takie małe ostrzeżenie: początek książki jest bardzo przygnębiający, więc żeby nie popaść w depresję, to zaczynajcie czytać mając lepszy nastrój.

   Luca Di Fulvio (ur. 1957). Mieszka i pisze w Rzymie. Jego – jak sam ją określa – schizofreniczna natura pozwala mu tworzyć z jednakowym zapałem krwawe thrillery i subtelne bajki dla dzieci, które publikuje pod pseudonimem. W roku 2008 nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się jego Drabina Dionizosa.

Nikki, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka.




"Autorka" - Maria Ulatowska, Jacek Skowroński - recenzja

Okładka książki AutorkaTytułową autorką jest Justyna Sobolewska, rozwódka, która niespodziewanie stała się sławna dzięki swojej książce. Mamy tu również mnóstwo innych bohaterów: policjant, profilerka, malarz i wielu więcej. Bardzo podoba mi się to, że każdy z nich odegrał znaczna rolę, nikt nie został wspomniany bez powodu. 

Nagle osoby pośrednio lub bezpośrednio związane z Justyną zostają mordowane, a przy każdej ofierze policja znajduje papierowy stateczek... Bardzo spodobało mi się to, że przed śmiercią mamy styczność z każdą osobą. Widzimy ostatnie parę minut jej życia, poznajemy jej marzenia, obawy i zupełnie przyziemne myśli, przez co zyskuje ona naszą sympatię i faktycznie smuci nas fakt, że została ona zamordowana. 

Niezwykle sprawnie prowadzonych jest tu wiele ciekawych wątków, ale czytelnik nie może się zorientować, które grają kluczową rolę, a które są po prostu bez znaczenia. Wszystko to sprawiało, że przypominało mi to książki autorstwa Agathy Christie a to naprawdę olbrzymi komplement. Jednak mimo tych wielu plusów, zakończenie (chociaż jest ono bardzo zaskakujące i w stylu Agathy Christie) wydało mi się dość niemrawe i słabo zaakcentowane. Ale pomijając to, książkę czyta się naprawdę świetnie, jest to prawdziwa przyjemność, rozdziały są krótkie, dzięki czemu lektura nie jest męcząca i można ją szybko przekartkować w tzw. międzyczasie. 


Sheri , 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

"Papierowe Miasta" - John Green - recenzja


Okładka książki Papierowe miastaQuentin Jacobsen - dla przyjaciół Q - nie jest typowym nastolatkiem. Od imprezowania czy nielegalnych wypadów woli swoją codzienną rutynę. Nigdy nie sprawiał problemów. Jest spokojny i ułożony. Nie pragnie przygód. Czegoś takiego nie jest w stanie pojąć Margo Roth Spiegelman - sąsiadka Q, w której jest od dzieciństwa bezgranicznie zakochany. I mimo, że nigdy jej o tym nie powiedział, dziewczyna doskonale zdaje sobie z tego sprawę. 

Margo jest zupełnym przeciwieństwem Quentina. Znana ze swoich karkołomnych wyczynów, wielu ucieczek oraz "fantastycznych" pomysłów. Nie może pogodzić się z tym, że jej dawny przyjaciel z dzieciństwa wybrał tak nudny tryb życia. Któregoś dnia postanawia to zmienić. Wprowadza w życie niesamowity plan, mający na celu zmianę toku myślenia Q i zemstę na fałszywych przyjaciołach wciągu jednej nocy. Następnie znika. Pozostawia po sobie jedynie cienką sieć wskazówek i zagadek. Quentin ma dylematCzy wyruszyć za miłością swojego życia, jednocześnie ryzykując tak uwielbiana przez niego rutynę? Decyzja okazuje się nadzwyczaj prosta.

,, Papierowe Miasta'' nie są kolejna głupawą powieścią dla nastolatków. Autor porusza wiele tematów m.in. marzenia, wybory na całe życie, ale również zdrowa zabawa, zasada carpe diem czy paradoks słownych gier. Książka jest zabawna, filozoficzna, momentami smutna. Wręcz zmusza człowieka do czytania pomiędzy wierszami. Lecz jest napisana stylem niepodobnym do żadnego innego i czyta się ją niezwykle lekko. Polecam ją każdemu!

Olehandra, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Bukowy Las.

środa, 22 października 2014

"Norwegian Wood" - Haruki Murakami - recenzja

Okładka książki Norwegian Wood
Niedawno skończyłam czytać naprawdę fascynującą książkę,  którą znalazłam wśród sterty papierów i niepotrzebnych rzeczy. Różowa, delikatna okładka i tytuł "Norwegian Wood"... Zaczęłam czytać, i nie mogłam skończyć...


Toru Watanabe to student, który odznacza się bardzo ważną cechą, która dziś niestety jest coraz rzadsza - potrafi słuchać innych. Powiedzielibyśmy, że niby to coś normalnego, że to cecha, którą wszyscy posiadamy, ale prawda jest inna. Ilu  z nas potrafiłoby posłuchać osoby, której kompletnie nie znamy, a potem zaproponować jej pomoc?...

W książce występuje bardzo wielu bohaterów, dlatego czytając nie przejmujmy się skomplikowanymi jak dla nas, imionami. Wszyscy, szukają pomocy u Toru. Wiedzą, że on może im pomóc, poświęci im swój czas, podpowie, co mają zrobić. Nasz główny bohater stara się pomóc każdemu, pomimo swoich własnych, poważnych problemów. 

Pewnego dnia, poznaje piękną studentkę Naoko ( dosłownie z japońskiego "córka Nao")  oraz życiową dziewczynę Midori ( zaskoczę Was, "midori" z japońskiego oznacza....zielony :) ). Zakochuje się w pierwszej, i są szczęśliwą parą. Jednak do czasu... Naoko odkrywa,że chłopak nie jest wcale jej wierny. Potajemnie spotyka się z Midori, która jak sami widzimy bardziej mu "odpowiada". Koniec końców biedna Naoko postanawia popełnić samobójstwo. 

Co ciekawe, główny bohater jest mistrzem w ukrywaniu własnych uczuć. Nie płacze, gdy umiera jego dziewczyna. Nie załamuje się, gdy słyszy,że któryś z jego "pacjentów" trafia do szpitala z ranami po próbie samobójczej... Po jakimś czasie nie wytrzymuje i całkowicie zamyka się w sobie. 

Co się z nim i Midori stanie? 
Czy ich związek przetrwa? 
I czy Toru będzie mógł żyć dalej w spokoju..? 

Jest to całkiem prosta powieść, jednak zdecydowanie wymaga czasu i skupienia. Co jest istotne- nie jest to książka z "happy endem". Nie kończy się ona szczęśliwie. Myślę, że każdy z Was wzruszy się podczas jej czytania.

Mnie osobiście ta książka urzekła. Jest ona co prawda zaadresowana dla osób trochę starszych, ale myślę, że dla nastolatki będzie równie idealna - pokaże,że tak naprawdę życie nie jest kolorowe i piękne...że zdarzają się dni, gdy mamy wszystkiego dość i szukamy sobie własnego Toru. 

 Ayumi - Kyoko, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza.


„Dzień w którym umarłam” - Belén Martínez Sánchez - recenzja

Okładka książki Dzień, w którym umarłamKsiążka pt. „Dzień w którym umarłam” to debiut literacki młodej hiszpańskiej pisarki - Belén Martínez Sánchez. W biografii czytamy, że kobieta od zawsze lubiła czytać powieści fantastyczne, a już w szkole podstawowej zaczęła je również pisać. Ta pasja doprowadziła do wydania pierwszej powieści, która  od razu w 2012 roku została nagrodzona nagrodą literacką - Youth Novel Darkiss.

Poznajemy historię młodej dziewczyny - Diletty Mair. Pozornie jest to zwyczajna nastolatka, uczennica szkoły średniej, to co wyróżnia ją na pierwszy rzut oka - to różnokolorowe tęczówki, dziewczyna jednak pilnie ukrywa inną ze swoich cech, a mianowicie od urodzenia widzi i słyszy ona duchy. Nagle wszystko się zmienia, powód zmiany jest szokujący – 2 października 2003 roku Diletta… umiera. Ginie potrącona przez samochód. Nie jest to bynajmniej koniec jej historii, chciałoby się wręcz rzec, że wraz z dniem śmierci Diletty historia się właśnie rozpoczyna.  


Dziewczyna, teraz jeden z demonów, trafia do Panteonu, gdzie spotykamy się z diabłami zwanymi Lilim oraz aniołami. Tu również czeka na nas duże zaskoczenie. Nic nie jest takie jakie wydaje się być z perspektywy zwykłych śmiertelników. Postacie Aniołów okazują się być bezlitosne i brutalne, momentami znacznie gorsze od Diabłów. Diletta ląduje tam w towarzystwie jednego z najmniej lubianych kolegów -  Alois Petersena, pozornie chłopak ma same wady, jest arogancki, złośliwy, impertynencki, egoistyczny, bufonowaty, uważający siebie za lepszego od innych. Teraz oboje muszą zmierzyć się z nową sytuacją i środowiskiem. Jedyne co mogę zdradzić to ciągłe zaskoczenia, trudne decyzje i ciągnąca się walka Aniołów i Demonów w tle.

Czy Diletta odnajdzie się w tej nowej rzeczywistości?

Czy zaakceptuje towarzystwo Alois?

Osobiście nigdy nie byłam fanką powieści fantastycznych, często nawet omijałam je szerokim łukiem, nigdy nie sięgnęłam po żadną z części „Zmierzchu”. Dla tej książki zrobiłam wyjątek, no i nie żałuję, nie jest to może moja ulubiona pozycja, ale naprawdę warta przeczytania. Ciekawe postacie i dowcipne dialogi robią swoje. Polecam wszystkim, a zwłaszcza fanom fantastyki rzecz jasna :)

Julia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MIRA. 


„Zmowa milczenia” - Katarzyna Pisarzewska – recenzja

Okładka książki Zmowa milczeniaŻyciem mieszkańców małej miejscowości Gosztowo wstrząsa tragiczny wypadek. Szesnastoletni Paweł Tyrlecki zostaje potrącony przez samochód, sprawca nie jest znany, a sam poszkodowany ucieka przed policją i pogotowiem do lasu w wyniku czego ginie z powodu obrażeń wewnętrznych. Sytuacja jest bardzo skomplikowana, rodzice zmarłego rozstali się, poza tym matka chłopca jest rozchwiana emocjonalnie, Alek młodszy brat Pawła, zaniemówił od czasu wypadku. Tyrleccy są bardzo zżytą oraz poważaną rodziną. Mają jednak kilka mrocznych tajemnic...

Sierżant sztabowy Maria Gajda pochodzi z Gosztowa. Zaintrygowana sprawą śmierci szesnastolatka włącza się w dochodzenie. Nie będzie to dla niej łatwe - oprócz wielu niewiadomych w śledztwie, mylnych tropów i fałszywych poszlak, musi zmagać się ze swoim życiem prywatnym. Maria jest kobietą z dość ciężką przeszłością, nigdy nie dogadywała się z matką i całą swoją młodość toczyła z nią „wojnę”. Ma kiepski kontakt ze swoimi współpracownikami, a przede wszystkim mężczyznami. Cały czas próbuje przekonać siebie że dobrze jest być samotną.

Aby rozwiązać sprawę Pawła Maria cofa się siedemnaście lat wstecz i bada równie tajemniczą śmierć Edyty Bielawskiej, która dość mocno była związana z Terleckimi. Na światło dzienne wychodzi coraz więcej tajemnic, atmosfera zagęszcza się. Prawda, którą krok po kroku odkrywa sierżant okazuje się być bardzo niebezpieczna. Dobroduszni i spokojni mieszkańcy małej miejscowości Gosztowo okazują się mieć wiele na sumieniu. Ich „zmowa milczenia” dodatkowo utrudnia prowadzenie dochodzenia i zakrywa wiele mroków z przeszłości. Mimo wszystko dzięki temu śledztwu wielu bohaterom udaje się na nowo ułożyć życie, przede wszystkim Maria Gajda wreszcie odnajduje szczęście.

Świetna książka na jesienne, deszczowe wieczory. Trzyma w napięciu, ciekawi, rozbudza emocje. Dobry warsztat literacki. Czego chcieć więcej :)


                                                                                                                   NiecnyOm, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

wtorek, 21 października 2014

"Ostateczny cel" - Alex Kava - recenzja

„Ostateczny cel” to thriller psychologiczny autorstwa Alex Kavy, który momentami dosłownie mrozi krew w żyłach...

Okładka książki Ostateczny celGłówną bohaterką jest (znana z innych książek autorki) agentka FBI Maggie O’Dell. Po wypuszczeniu reportażu na jej temat ciężko jej ukryć jakiekolwiek informacje o sobie, ale Maggie nawet o to nie dba. Nie zdaje sobie sprawy, w centrum jak wielkiej sprawy właśnie się znalazła...

A zaczęło się od pożaru magazynu i jej mieszkania. To tam, w zgliszczach na ladzie odnalazła pozostawioną specjalnie dla niej mapę...

Kto by pomyślał, że zatrzymywanie się na parkingach przy autostradach będzie miało tak przerażające skutki:

Ofiara numer 1 – Selena Thurber; jej samochód znaleziono na parkingu przy autostradzie I-95; ciało znaleziono w całości, choć w bardzo późnym stanie rozkładu, na nogach miała pomarańczowe skarpetki.

Ofiary numer 2 i 3 – Gloria Dobson; ciało podrzucone w przejściu obok płonącego magazynu, twarz i szczęka zmasakrowane; Zach Lester; ciało znalezione w lesie, obcięta głowa, wnętrzności porozwieszane na najniższych gałęziach drzew. Ich samochód stał na parkingu przy autostradzie I-64.

Czy jest ich więcej?

Maggie wraz ze swym partnerem Tullym oraz z pomocą Rydera Creeda – tresera psów, ruszają w szaleńczy pościg za psychopatycznym mordercą, który ciągle jest o dwa kroki przed nimi. Wreszcie staje się jasne, na kogo poluje zabójca...

Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, czytałam ją z zapartym tchem i nie mogłam się oderwać. Jeśli tylko będzie okazja, z chęcią sięgnę po inne pozycje tej autorki, szczególnie te z agentką Maggie ;). Polecam miłośnikom thrillerów i kryminałów!

Nie zatrzymuj się.
Nie oglądaj się za siebie.
Już za późno.
Biegnij.
I wtedy właśnie się potknął...”


WeruSSia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MIRA. 

"Za jakie grzechy" - Anna Karpińska - recenzja

Anna Karpińska urodziła się w 1959 roku. Studiowała politologię na Uniwersytecie Wrocławskim, potem przez 10 lat była związana z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Do tej pory opublikowała trzy powieści: Chorwacką przystańPozwól się uwieść i To wszystko przez ciebie.

Alina to kobieta po przejściach. Niedawno jej niedoszły mąż uciekł sprzed ołtarza. Po tym zdarzeniu próbowała kilka razy ułożyć sobie życie, lecz gdy tylko jej związek dochodził do momentu rozmów o ślubie Alina uciekała. Jedynym wsparciem dla niej był jej ukochany wujek, który właśnie teraz umarł. Lecz nie zostawił Aliny bez niczego, dostała spadek do podziału z niejakim Tomaszem. Od teraz musi ułożyć sobie życie i spróbować pogodzić prace w swoim gabinecie psychoterapeutycznym z prowadzeniem drukarni. 
W dodatku do gabinetu przychodzi Piotr, który tak samo jak ona ucieka przed poważnym związkiem.


Książka Za jakie grzechy Anny Karpińskiej to właśnie coś czego mi ostatnio brakowało. Powieści z kilkoma  zaskakującymi zwrotami akcji. Historia Aliny jest po prostu jedną z  tych wielu, które mogą się zdarzyć obok nas, ale i sama w sobie jest jak dla mnie niezwykła. 

Autorka ukazała, że często nawet w najbliższej rodzinie nie możemy znaleźć wsparcia jakie jest nam potrzebne w najtrudniejszych momentach naszego życia. Alina niejedno w życiu przeszła, ale nigdy się nie poddawała i to powinno być i dla nas przesłaniem, aby pozostać wiernym naszym działaniom, marzeniom i celom. Książkę Za jakie grzechy wzięłam do ręki, gdyż myślałam, że będzie to jeden z wielu romansów z szczęśliwym końcem, lecz autorka zaskoczyła mnie i wciągnęła w  historię od pierwszych jej stron. Widzimy przy tym, że nawet pani psycholog, która ma pewne doświadczenie, czasami nie może sobie poradzić z swoimi życiowymi wyborami. I tu mała wskazówka dla nas, żebyśmy doceniali ludzi wokół nas, którzy nam pomagają, gdyż bez nich było by nam bardzo ciężko. Może dla innych będzie to kolejna książka z typu „mogłam czytać, ale nie musiałam” ale mi się bardzo spodobała i chwyciła za serce. Dlatego chce ją Wam bardzo polecić, a co z tym zrobicie to już od Was zależy. Zachęcam.
                                                                                                             Grazia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. 

"Endless Legend" - recenzja gry

Czy gry stworzone przez małe, niszowe studia muszą być słabe, zapomniane, albo takie, o których nikt nie słyszał? Paryskie mało znane studio Amplitude znowu pokazuje, że niekoniecznie! Wydana w 2012 Endless Space była naprawdę udaną grą i mimo, że nie wprowadzała zbyt wielu rewolucji, została przyjęta bardzo pozytywnie; głównie za sprawą dobrego klimatu oraz dzięki po prostu świetnemu pomysłowi. Czy ich kolejna gra podzieli sukces poprzedniczki? Zaraz się przekonamy!

Rozgrywka

Endless Legend jest grą strategiczną opartą na systemie tur w klimatach fantasy. W sumie wystarczy powiedzieć, że ta gra jest niezwykle podobna do serii Civilization. Na początku wybieramy jedną z kilku cywilizacji, którą chcemy kierować, kreujemy świat pod nasze upodobania (ilość kontynentów, surowców, poziom trudności itp.). I tak samo jak w CIV otrzymujemy na początek osadników i podstawową jednostkę. Celem gry jest prowadzenie naszej cywilizacji ku potędze i wygranej. 

Czy w takim razie są w ogóle jakieś różnice między serią Cida Meiera, a opisywaną grą? 

Przede wszystkim gra jest w klimacie fantasy. Tak więc naszymi głównymi jednostkami będą łucznicy, rycerze, magowie (chociaż ich jest niewiele) itp. W grze otrzymujemy zadania główne, jak i poboczne; główne zadania będą się znacząco różnić od naszej cywilizacji. Grę można wygrać na kilka różnych sposobów. Możemy wygrać poprzez rozwijanie nauki, „upiększając” świat, dyplomację, ekonomie, albo klasycznie - podbijając wszystkie inne cywilizacje. 

Każda cywilizacja jest „przystosowana” do innego rodzaju zwycięstwa. Na przykład, podziemni lepiej radzą sobie z nauką, a spaczeni lordowie z podbojami. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie by cywilizacją opartą na pokoju podbić cały świat! Z „obsługą” gry powinien poradzić sobie każdy. Endless Space było znane między innymi z bardzo intuicyjnego interfejsu. W Endless Legend sprawa wygląda podobnie. Z tą różnicą, że gra jest bardziej rozbudowana i większa, więc znalazło się tam także więcej opcji. Dostępny jest także samouczek, który pomoże stawiać pierwsze kroki. Na starcie otrzymujemy bohatera, który pełni rolę generała. Możemy samemu dobrać mu ekwipunek oraz rozwijać jego umiejętności (czy w każdej grze fantasy muszą być elementy RPG?). 

Bohater może być zarówno dowódcą określonej jednostki, jak i gubernatorem miasta. W miarę postępów  w grze będziemy mogli zakupić więcej bohaterów, jednak nie jest to wymagane. W miastach można budować nowe budynki, szkolić jednostki, wyspecjalizować je w danej dziedzinie, np. wytwarzaniu surowców. Jednak największą bolączką gier tego typu jest… nuda. Tempo rozgrywki jest na początku bardzo duże, ale pod koniec gry, gdzie ekspansja imperium drastycznie maleje, pozostaje już tylko nudny marsz do finału. Twórcy wyraźnie chcieli zapobiec temu zjawisku - na każdym kroku mamy do odkrycia kolejne ruiny czy świątynie, przezbrajanie armii itp. Tak więc nuda w Endless Legend właściwie nie występuje!

Jeśli chodzi o walki tutaj system jest o wiele bardziej innowacyjny niż w innych grach tego typu. Nie jest to po prostu patrzenie na ruch naszych jednostek i czekanie, aż komputer poda wynik. Jak nasz oddział spotka armię wroga na początku można wybrać strategię ofensywną, defensywną, lub utrzymanie pozycji. Potem przenosi nas to na pole walki, gdzie ustawiamy nasze jednostki na określonym polu, a następnie wybieramy oddziały wroga, które mają zostać zaatakowane.

Oprawa wizualna

Gra wygląda naprawdę przyzwoicie. Grafika jest bardzo zbliżona do tej z Civilization V. Jest dość szczegółowa, miasta są dopracowane. Stylistyka gry jest natomiast rewelacyjna. Każda cywilizacja ma inny wygląd miast, wygląd mapy jest wręcz lekko komiksowy. Naprawdę czuć  klimat fantasy.

Oprawa audio

Dźwięk w grze jest naprawdę solidny. Odgłosy otoczenia są dość realistyczne. Natomiast muzyka jest naprawdę dobra. Może nie są to najlepsze kawałki jakie słyszałem w grach, jednak stoją na wysokim poziomie i świetnie budują klimat. Zdarzają się gry, gdzie muzyka jest tak słaba, że już lepiej wyłączyć dźwięk. Endless Legend z pewnością do nich nie należy.

Perła bez skazy?

Endless Legend ma wszystko, co potrzebuje świetna strategia. Rozbudowaną kampanię, intuicyjny interfejs, świetny klimat, dużo innowacyjnych rozwiązań, oraz po prostu… dobry pomysł. 

Czy gra posiada jakieś wady? 

Mnie udało się znaleźć dwie. Pierwsza to lekkie problemy natury technicznej. Jak grałem przez dłuższą chwilę zaczęły mi się pojawiać lekkie „artefakty” graficzne np. pojawiały się dziwne paski, niektóre obiekty zaczęły migać itp. Z początku myślałem, że moja karta graficzna coś szwankuje (niedawno zaktualizowałem sterowniki). Jednak po godzinie steam poinformował mnie o nowej aktualizacji, więc ją pobrałem i zainstalowałem. Po ponownym uruchomieniu gry problem zniknął. To się nazywa wyczucie czasu ;-). Jednak trzeba pamiętać, że gra jest jeszcze młoda, a w dzisiejszych czasach nawet wydawanie aktualizacji w dniu premiery to już norma! Poza tym gra działa stabilnie, tylko raz wywaliła mnie do pulpitu. Na szczęście system robi co turę autozapis, więc nie musicie bać się, że przez awarię prądu, czy błąd systemu stracicie swoje cenne postępy. 

Kolejną wadą jest, niestety, dość dziurawa polska wersja. Zdarzają się zdania niepoprawne gramatycznie, niektóre słowa są napisane razem, a czasami zdarzają się zdania nieprzetłumaczone. Na szczęście te błędy nie są na każdym kroku i zupełnie nie psują zabawy. Jeśli nie znacie angielskiego, zdecydowanie lepiej grać w wersję polskojęzyczną. Warto również wspomnieć, że twórcy postarali się i dostarczyli wparcie dla moderów. Tak więc niedługo będziemy mogli czerpać jeszcze większą radość z gry dzięki modom, które jeszcze bardziej umilą rozgrywkę. Jednak ostrzegam jeszcze przed dość dużym poziomem trudności - dla niedzielnego gracza już gra na poziomie łatwym może być dość wymagająca.

Podsumowując. Endless Legend jest grą bardzo dopracowaną, nie robioną na szybko. Czas spędzony na graniu w nią nie był czasem straconym. Uważam, że to jest nawet jedna z najlepszych strategii ostatnich lat! Obowiązkowa pozycja dla każdego fana gier strategicznych!

Zalety:
Wady:
  • Świetny klimat fantasy
  • Bardzo dobra grafika
  • Innowacyjna
  • Wsparcie dla modów
  • Dobra muzyka
  • Lekkie problemy techniczne
  • Spolszczenie mogło być lepsze

Końcowa ocena: 9.5/10

Kevin, 17 lat

poniedziałek, 20 października 2014

„Zniewolona dusza” - Justyna Hop - recenzja

Zniewolona dusza - Hop JustynaNielegalna, nieszczęśliwa, żarliwa, godna poświęcenia, rodzinna i przyjacielska miłość. Wszystkie te rodzaje miłości ukazane są w książce Justyny Hop pt.:”Zniewolona Dusza”. Niesamowita powieść o zmaganiu się sił dobra z siłami zła, ukazująca jakie wartości w życiu są najważniejsze.

Arien Wright jest zwykłym chłopcem mieszkającym w małym miasteczku o nazwie Light Town. Najpierw jego matka, a później ukochany brat zostali zabrani w nieustalonych okolicznościach z tego świata. Ojciec chłopaka pogrąża się w rozpaczy. Jednak pewnego dnia w Parku Zapomnianych spotyka niesamowicie piękną kobietę, o której nie może zapomnieć. 

W tym samym czasie nowymi sąsiadami Ariena są dawni przyjaciele Heather - jego matki, rodzina Jenkinsów. Allie Jenkins jeszcze tego samego dnia ostrzega go przed wycieczką do  parku, do którego udał się rano. Zdziwiony chłopak nawet nie domyśla się, skąd dziewczyna wie, gdzie on chodzi - przecież nawet się nie znają. Jednak nie stosując się do rady dziewczyny, pchany tajemniczą siłą Arien jeszcze raz udaje się do Parku Zapomnianych. Spotyka tam tę samą prześliczną kobietę, która nakazuje mu wypełnić jakiś pradawny rytuał, związany z jego rodziną, o którym nic nie wie. Nieznajoma mówi mu, że jego matka żyje, a Rien zastanawia się o co tu chodzi. Jednak tak naprawdę kobieta jest prawą ręką władcy podziemi i właśnie próbuje przeciągnąć go na złą stronę. 

Czy Arienowi uda się wyswobodzić z ciemnych macek ciemności, a może zostanie w nich na zawsze? 
Dowiecie się tego czytając tę książkę.

Wciągająca już od pierwszej strony - nie mogłam się od niej oderwać i zająć nauką. Nie mogę przestać o niej myśleć. Ta powieść fantasy jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, jeszcze bardziej nie pozwalających się od niej oderwać. Wszystkich wielbicieli książek fantasy i młodzieżówek szczerze zachęcam do jej przeczytania.

Polecam

Monia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa WFW.

”Wakacje Mikołajka: wczasy nad morzem” - recenzja

Wakacje Mikołajka. Wczasy nad morzemCzy może być książka na podstawie filmu, który jest na podstawie książki? Troszkę to pokręcone, ale może tak być. Taką właśnie książką są ‘Wakacje Mikołajka”. Zakręcona i zabawna książka zabierze was w świat Mikołajka znanego z powieści Sempe i Gościnnego.

Właśnie zaczynają się wakacje i chłopcy stoją przed szkołą na apelu podsumowującym. Wszyscy już nie mogą się doczekać wyjazdów i niesamowitych przygód. Z radością biegną do domów by dowiedzieć się gdzie jadą w te wakacje. Tak samo zrobił Mikołajek i okazało się, że w tym roku będą nad morzem, ale ku zmartwieniu taty Mikołaja jedzie z nimi Bunia. Jest to jego teściowa - nie cierpią się nawzajem. Jednak przed wyjazdem chłopiec musi się pożegnać ze swoją ukochaną Jadwinią. 

Nad morzem zaprzyjaźnia się z Błażejem, Kryspinem, Kosmą, Fortunatem i Dżodżo. Okazuje się, że tata Mikołaja spotyka tam swojego kolegę ze szkoły. Ma on córkę Izabelę. Nagle przy obiedzie Bunia mówi, że ona i Mikołajek uroczo razem wyglądają i mogliby w przyszłości zostać małżeństwem. Przerażony chłopiec pisze list do Jadwini, że ich miłość jest zagrożona. Razem z kolegami próbuje wykombinować jak sprawić by rodzice Izabeli nie chcieli go za jej męża, albo wyjechali już do domu. 

Czy chłopcom to się uda? 
A może czeka na Was niespodziewany zwrot akcji? ;)

Zabawna książka dla każdego, i małego, i dużego. Pokazuje myślenie dzieci, a także dziecinność dorosłych. Wciągająca, nie można się od niej oderwać dopóki się jej nie skończy. Zachęcam do jej przeczytania, a także do porównania z filmem „Wakacje Mikołajka”.

Polecam


Monia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.