tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

wtorek, 21 października 2014

"Ostateczny cel" - Alex Kava - recenzja

„Ostateczny cel” to thriller psychologiczny autorstwa Alex Kavy, który momentami dosłownie mrozi krew w żyłach...

Okładka książki Ostateczny celGłówną bohaterką jest (znana z innych książek autorki) agentka FBI Maggie O’Dell. Po wypuszczeniu reportażu na jej temat ciężko jej ukryć jakiekolwiek informacje o sobie, ale Maggie nawet o to nie dba. Nie zdaje sobie sprawy, w centrum jak wielkiej sprawy właśnie się znalazła...

A zaczęło się od pożaru magazynu i jej mieszkania. To tam, w zgliszczach na ladzie odnalazła pozostawioną specjalnie dla niej mapę...

Kto by pomyślał, że zatrzymywanie się na parkingach przy autostradach będzie miało tak przerażające skutki:

Ofiara numer 1 – Selena Thurber; jej samochód znaleziono na parkingu przy autostradzie I-95; ciało znaleziono w całości, choć w bardzo późnym stanie rozkładu, na nogach miała pomarańczowe skarpetki.

Ofiary numer 2 i 3 – Gloria Dobson; ciało podrzucone w przejściu obok płonącego magazynu, twarz i szczęka zmasakrowane; Zach Lester; ciało znalezione w lesie, obcięta głowa, wnętrzności porozwieszane na najniższych gałęziach drzew. Ich samochód stał na parkingu przy autostradzie I-64.

Czy jest ich więcej?

Maggie wraz ze swym partnerem Tullym oraz z pomocą Rydera Creeda – tresera psów, ruszają w szaleńczy pościg za psychopatycznym mordercą, który ciągle jest o dwa kroki przed nimi. Wreszcie staje się jasne, na kogo poluje zabójca...

Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, czytałam ją z zapartym tchem i nie mogłam się oderwać. Jeśli tylko będzie okazja, z chęcią sięgnę po inne pozycje tej autorki, szczególnie te z agentką Maggie ;). Polecam miłośnikom thrillerów i kryminałów!

Nie zatrzymuj się.
Nie oglądaj się za siebie.
Już za późno.
Biegnij.
I wtedy właśnie się potknął...”


WeruSSia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MIRA. 

"Za jakie grzechy" - Anna Karpińska - recenzja

Anna Karpińska urodziła się w 1959 roku. Studiowała politologię na Uniwersytecie Wrocławskim, potem przez 10 lat była związana z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Do tej pory opublikowała trzy powieści: Chorwacką przystańPozwól się uwieść i To wszystko przez ciebie.

Alina to kobieta po przejściach. Niedawno jej niedoszły mąż uciekł sprzed ołtarza. Po tym zdarzeniu próbowała kilka razy ułożyć sobie życie, lecz gdy tylko jej związek dochodził do momentu rozmów o ślubie Alina uciekała. Jedynym wsparciem dla niej był jej ukochany wujek, który właśnie teraz umarł. Lecz nie zostawił Aliny bez niczego, dostała spadek do podziału z niejakim Tomaszem. Od teraz musi ułożyć sobie życie i spróbować pogodzić prace w swoim gabinecie psychoterapeutycznym z prowadzeniem drukarni. 
W dodatku do gabinetu przychodzi Piotr, który tak samo jak ona ucieka przed poważnym związkiem.


Książka Za jakie grzechy Anny Karpińskiej to właśnie coś czego mi ostatnio brakowało. Powieści z kilkoma  zaskakującymi zwrotami akcji. Historia Aliny jest po prostu jedną z  tych wielu, które mogą się zdarzyć obok nas, ale i sama w sobie jest jak dla mnie niezwykła. 

Autorka ukazała, że często nawet w najbliższej rodzinie nie możemy znaleźć wsparcia jakie jest nam potrzebne w najtrudniejszych momentach naszego życia. Alina niejedno w życiu przeszła, ale nigdy się nie poddawała i to powinno być i dla nas przesłaniem, aby pozostać wiernym naszym działaniom, marzeniom i celom. Książkę Za jakie grzechy wzięłam do ręki, gdyż myślałam, że będzie to jeden z wielu romansów z szczęśliwym końcem, lecz autorka zaskoczyła mnie i wciągnęła w  historię od pierwszych jej stron. Widzimy przy tym, że nawet pani psycholog, która ma pewne doświadczenie, czasami nie może sobie poradzić z swoimi życiowymi wyborami. I tu mała wskazówka dla nas, żebyśmy doceniali ludzi wokół nas, którzy nam pomagają, gdyż bez nich było by nam bardzo ciężko. Może dla innych będzie to kolejna książka z typu „mogłam czytać, ale nie musiałam” ale mi się bardzo spodobała i chwyciła za serce. Dlatego chce ją Wam bardzo polecić, a co z tym zrobicie to już od Was zależy. Zachęcam.
                                                                                                             Grazia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. 

"Endless Legend" - recenzja gry

Czy gry stworzone przez małe, niszowe studia muszą być słabe, zapomniane, albo takie, o których nikt nie słyszał? Paryskie mało znane studio Amplitude znowu pokazuje, że niekoniecznie! Wydana w 2012 Endless Space była naprawdę udaną grą i mimo, że nie wprowadzała zbyt wielu rewolucji, została przyjęta bardzo pozytywnie; głównie za sprawą dobrego klimatu oraz dzięki po prostu świetnemu pomysłowi. Czy ich kolejna gra podzieli sukces poprzedniczki? Zaraz się przekonamy!

Rozgrywka

Endless Legend jest grą strategiczną opartą na systemie tur w klimatach fantasy. W sumie wystarczy powiedzieć, że ta gra jest niezwykle podobna do serii Civilization. Na początku wybieramy jedną z kilku cywilizacji, którą chcemy kierować, kreujemy świat pod nasze upodobania (ilość kontynentów, surowców, poziom trudności itp.). I tak samo jak w CIV otrzymujemy na początek osadników i podstawową jednostkę. Celem gry jest prowadzenie naszej cywilizacji ku potędze i wygranej. 

Czy w takim razie są w ogóle jakieś różnice między serią Cida Meiera, a opisywaną grą? 

Przede wszystkim gra jest w klimacie fantasy. Tak więc naszymi głównymi jednostkami będą łucznicy, rycerze, magowie (chociaż ich jest niewiele) itp. W grze otrzymujemy zadania główne, jak i poboczne; główne zadania będą się znacząco różnić od naszej cywilizacji. Grę można wygrać na kilka różnych sposobów. Możemy wygrać poprzez rozwijanie nauki, „upiększając” świat, dyplomację, ekonomie, albo klasycznie - podbijając wszystkie inne cywilizacje. 

Każda cywilizacja jest „przystosowana” do innego rodzaju zwycięstwa. Na przykład, podziemni lepiej radzą sobie z nauką, a spaczeni lordowie z podbojami. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie by cywilizacją opartą na pokoju podbić cały świat! Z „obsługą” gry powinien poradzić sobie każdy. Endless Space było znane między innymi z bardzo intuicyjnego interfejsu. W Endless Legend sprawa wygląda podobnie. Z tą różnicą, że gra jest bardziej rozbudowana i większa, więc znalazło się tam także więcej opcji. Dostępny jest także samouczek, który pomoże stawiać pierwsze kroki. Na starcie otrzymujemy bohatera, który pełni rolę generała. Możemy samemu dobrać mu ekwipunek oraz rozwijać jego umiejętności (czy w każdej grze fantasy muszą być elementy RPG?). 

Bohater może być zarówno dowódcą określonej jednostki, jak i gubernatorem miasta. W miarę postępów  w grze będziemy mogli zakupić więcej bohaterów, jednak nie jest to wymagane. W miastach można budować nowe budynki, szkolić jednostki, wyspecjalizować je w danej dziedzinie, np. wytwarzaniu surowców. Jednak największą bolączką gier tego typu jest… nuda. Tempo rozgrywki jest na początku bardzo duże, ale pod koniec gry, gdzie ekspansja imperium drastycznie maleje, pozostaje już tylko nudny marsz do finału. Twórcy wyraźnie chcieli zapobiec temu zjawisku - na każdym kroku mamy do odkrycia kolejne ruiny czy świątynie, przezbrajanie armii itp. Tak więc nuda w Endless Legend właściwie nie występuje!

Jeśli chodzi o walki tutaj system jest o wiele bardziej innowacyjny niż w innych grach tego typu. Nie jest to po prostu patrzenie na ruch naszych jednostek i czekanie, aż komputer poda wynik. Jak nasz oddział spotka armię wroga na początku można wybrać strategię ofensywną, defensywną, lub utrzymanie pozycji. Potem przenosi nas to na pole walki, gdzie ustawiamy nasze jednostki na określonym polu, a następnie wybieramy oddziały wroga, które mają zostać zaatakowane.

Oprawa wizualna

Gra wygląda naprawdę przyzwoicie. Grafika jest bardzo zbliżona do tej z Civilization V. Jest dość szczegółowa, miasta są dopracowane. Stylistyka gry jest natomiast rewelacyjna. Każda cywilizacja ma inny wygląd miast, wygląd mapy jest wręcz lekko komiksowy. Naprawdę czuć  klimat fantasy.

Oprawa audio

Dźwięk w grze jest naprawdę solidny. Odgłosy otoczenia są dość realistyczne. Natomiast muzyka jest naprawdę dobra. Może nie są to najlepsze kawałki jakie słyszałem w grach, jednak stoją na wysokim poziomie i świetnie budują klimat. Zdarzają się gry, gdzie muzyka jest tak słaba, że już lepiej wyłączyć dźwięk. Endless Legend z pewnością do nich nie należy.

Perła bez skazy?

Endless Legend ma wszystko, co potrzebuje świetna strategia. Rozbudowaną kampanię, intuicyjny interfejs, świetny klimat, dużo innowacyjnych rozwiązań, oraz po prostu… dobry pomysł. 

Czy gra posiada jakieś wady? 

Mnie udało się znaleźć dwie. Pierwsza to lekkie problemy natury technicznej. Jak grałem przez dłuższą chwilę zaczęły mi się pojawiać lekkie „artefakty” graficzne np. pojawiały się dziwne paski, niektóre obiekty zaczęły migać itp. Z początku myślałem, że moja karta graficzna coś szwankuje (niedawno zaktualizowałem sterowniki). Jednak po godzinie steam poinformował mnie o nowej aktualizacji, więc ją pobrałem i zainstalowałem. Po ponownym uruchomieniu gry problem zniknął. To się nazywa wyczucie czasu ;-). Jednak trzeba pamiętać, że gra jest jeszcze młoda, a w dzisiejszych czasach nawet wydawanie aktualizacji w dniu premiery to już norma! Poza tym gra działa stabilnie, tylko raz wywaliła mnie do pulpitu. Na szczęście system robi co turę autozapis, więc nie musicie bać się, że przez awarię prądu, czy błąd systemu stracicie swoje cenne postępy. 

Kolejną wadą jest, niestety, dość dziurawa polska wersja. Zdarzają się zdania niepoprawne gramatycznie, niektóre słowa są napisane razem, a czasami zdarzają się zdania nieprzetłumaczone. Na szczęście te błędy nie są na każdym kroku i zupełnie nie psują zabawy. Jeśli nie znacie angielskiego, zdecydowanie lepiej grać w wersję polskojęzyczną. Warto również wspomnieć, że twórcy postarali się i dostarczyli wparcie dla moderów. Tak więc niedługo będziemy mogli czerpać jeszcze większą radość z gry dzięki modom, które jeszcze bardziej umilą rozgrywkę. Jednak ostrzegam jeszcze przed dość dużym poziomem trudności - dla niedzielnego gracza już gra na poziomie łatwym może być dość wymagająca.

Podsumowując. Endless Legend jest grą bardzo dopracowaną, nie robioną na szybko. Czas spędzony na graniu w nią nie był czasem straconym. Uważam, że to jest nawet jedna z najlepszych strategii ostatnich lat! Obowiązkowa pozycja dla każdego fana gier strategicznych!

Zalety:
Wady:
  • Świetny klimat fantasy
  • Bardzo dobra grafika
  • Innowacyjna
  • Wsparcie dla modów
  • Dobra muzyka
  • Lekkie problemy techniczne
  • Spolszczenie mogło być lepsze

Końcowa ocena: 9.5/10

Kevin, 17 lat

poniedziałek, 20 października 2014

„Zniewolona dusza” - Justyna Hop - recenzja

Zniewolona dusza - Hop JustynaNielegalna, nieszczęśliwa, żarliwa, godna poświęcenia, rodzinna i przyjacielska miłość. Wszystkie te rodzaje miłości ukazane są w książce Justyny Hop pt.:”Zniewolona Dusza”. Niesamowita powieść o zmaganiu się sił dobra z siłami zła, ukazująca jakie wartości w życiu są najważniejsze.

Arien Wright jest zwykłym chłopcem mieszkającym w małym miasteczku o nazwie Light Town. Najpierw jego matka, a później ukochany brat zostali zabrani w nieustalonych okolicznościach z tego świata. Ojciec chłopaka pogrąża się w rozpaczy. Jednak pewnego dnia w Parku Zapomnianych spotyka niesamowicie piękną kobietę, o której nie może zapomnieć. 

W tym samym czasie nowymi sąsiadami Ariena są dawni przyjaciele Heather - jego matki, rodzina Jenkinsów. Allie Jenkins jeszcze tego samego dnia ostrzega go przed wycieczką do  parku, do którego udał się rano. Zdziwiony chłopak nawet nie domyśla się, skąd dziewczyna wie, gdzie on chodzi - przecież nawet się nie znają. Jednak nie stosując się do rady dziewczyny, pchany tajemniczą siłą Arien jeszcze raz udaje się do Parku Zapomnianych. Spotyka tam tę samą prześliczną kobietę, która nakazuje mu wypełnić jakiś pradawny rytuał, związany z jego rodziną, o którym nic nie wie. Nieznajoma mówi mu, że jego matka żyje, a Rien zastanawia się o co tu chodzi. Jednak tak naprawdę kobieta jest prawą ręką władcy podziemi i właśnie próbuje przeciągnąć go na złą stronę. 

Czy Arienowi uda się wyswobodzić z ciemnych macek ciemności, a może zostanie w nich na zawsze? 
Dowiecie się tego czytając tę książkę.

Wciągająca już od pierwszej strony - nie mogłam się od niej oderwać i zająć nauką. Nie mogę przestać o niej myśleć. Ta powieść fantasy jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, jeszcze bardziej nie pozwalających się od niej oderwać. Wszystkich wielbicieli książek fantasy i młodzieżówek szczerze zachęcam do jej przeczytania.

Polecam

Monia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa WFW.

”Wakacje Mikołajka: wczasy nad morzem” - recenzja

Wakacje Mikołajka. Wczasy nad morzemCzy może być książka na podstawie filmu, który jest na podstawie książki? Troszkę to pokręcone, ale może tak być. Taką właśnie książką są ‘Wakacje Mikołajka”. Zakręcona i zabawna książka zabierze was w świat Mikołajka znanego z powieści Sempe i Gościnnego.

Właśnie zaczynają się wakacje i chłopcy stoją przed szkołą na apelu podsumowującym. Wszyscy już nie mogą się doczekać wyjazdów i niesamowitych przygód. Z radością biegną do domów by dowiedzieć się gdzie jadą w te wakacje. Tak samo zrobił Mikołajek i okazało się, że w tym roku będą nad morzem, ale ku zmartwieniu taty Mikołaja jedzie z nimi Bunia. Jest to jego teściowa - nie cierpią się nawzajem. Jednak przed wyjazdem chłopiec musi się pożegnać ze swoją ukochaną Jadwinią. 

Nad morzem zaprzyjaźnia się z Błażejem, Kryspinem, Kosmą, Fortunatem i Dżodżo. Okazuje się, że tata Mikołaja spotyka tam swojego kolegę ze szkoły. Ma on córkę Izabelę. Nagle przy obiedzie Bunia mówi, że ona i Mikołajek uroczo razem wyglądają i mogliby w przyszłości zostać małżeństwem. Przerażony chłopiec pisze list do Jadwini, że ich miłość jest zagrożona. Razem z kolegami próbuje wykombinować jak sprawić by rodzice Izabeli nie chcieli go za jej męża, albo wyjechali już do domu. 

Czy chłopcom to się uda? 
A może czeka na Was niespodziewany zwrot akcji? ;)

Zabawna książka dla każdego, i małego, i dużego. Pokazuje myślenie dzieci, a także dziecinność dorosłych. Wciągająca, nie można się od niej oderwać dopóki się jej nie skończy. Zachęcam do jej przeczytania, a także do porównania z filmem „Wakacje Mikołajka”.

Polecam


Monia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

„Co Franciszek myśli o…?” – Katarzyna Pytlarz - recenzja

okładkaMyślicie, że książka z uśmiechniętym papieżem na okładce nie może być ciekawa? Nie może być fajna?Przecież chrześcijaństwo to w ogóle zajęcie dla starszych pań na emeryturze, zawsze z różańcem w ręku. A nie dla nas, młodych, chcących się wyszaleć i tryskających energią…

Też tak kiedyś myślałam. Ale kiedy wzięłam „Co Franciszek myśli o…?” do ręki i skończyłam pierwszą stronę stwierdziłam, że to jednak nie takie nudne. Obecny papież robi wiele dobra, otacza się ludźmi, niesie po prostu szczęście i radość. Pokazuje, że to wszystko nie musi być takie bezbarwne. Także jego wypowiedzi dają wiele do myślenia, zaskakują prostotą, ale jednocześnie niosą głębokim przekaz.

„Co Franciszek myśli o…?” to zbiór najlepszych wypowiedzi papieża o codziennym życiu z Bogiem. W każdym rozdziale znajdziemy cytaty na dany temat np. „Łaska” czy „Miłość”. Otwieramy na interesującym nas zagadnieniu i zatapiamy się w lekturze. Tysiące słów jakie czekają na nas w tej książce namawiają do refleksji i umacniają w wierze. Jesteśmy coraz bliżej Boga, a wypowiedzi papieża mogą się stać dla nas wskazówkami jak żyć, by dobrze żyć.

Wszystkie wypowiedzi wybrała i opracowała Katarzyna Pytlarz, która na swoim koncie ma też inne książki o charakterze chrześcijańskim i jestem pewna, że są tak dobre jak ta.

„Co Franciszek myśli o…?” dała mi wiele do myślenia i dzięki niej zdobyłam wiele cennych informacji o życiu, miłości czy Bogu. Książkę polecam wszystkim szukającym swojej drogi życia oraz tym, którzy chcą dalej iść za Jezusem Chrystusem.


Domina Nigrum, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa WAM.

piątek, 17 października 2014

” Polscy terroryści” - Wojciech Lada - recenzja

Okładka książki Polscy terroryściAutor prezentowanej książki jest dziennikarzem o zainteresowaniach historycznych. Jest to druga pozycja w jego dorobku. Poprzednią poświęcił tematowi ucieczek z PRL.

Trzeba przyznać, że tytuł najnowszej brzmi intrygująco i zarazem przewrotnie. Nie mamy tu do czynienia z powieścią sensacyjną czy kryminalną, chociaż jest równie zajmująca, ale popularnonaukową z zakresu historii. Nasuwa się więc pytanie, o jakich to terrorystach mowa, nigdy bowiem o takim zjawisku nie słyszeliśmy. 

Tylko pozornie tak było, po prostu, nikt bohaterów tej książki tak nie nazywał. A są to postaci, które znamy z lekcji historii jako bohaterów walki o niepodległość a później czołowych polityków II Rzeczpospolitej z Józefem Piłsudskim na czele!!! 

Autor koncentruje się głównie na działalności PPS ale opisuje także działalność innych bojówek począwszy od początku XX wieku. Metody walki z rosyjskim zaborcą, jakie wtedy przyjęto, noszą ewidentnie znamiona działalności terrorystycznej. Miały one powszechny zasięg i działy się na skalę masową. Np. tylko w 1906 roku Polacy dokonali 1245 zamachów terrorystycznych, z tego połowę na instytucje rządowe, pozostałe zaś na wybranych przedstawicieli carskiego aparatu władzy. Statystycznie każdego dnia roku miały miejsce 3 zamachy! Sytuacja ta trwała przez dłuższy okres czasu, niż burzliwe lata 1905-1907, określane jako rewolucyjne. Jeszcze w 1911 dokonano 134 aktów przemocy. Praktycznie każda partia polityczna miała swoją, coraz lepiej przeszkoloną bojówkę, do tego dochodziły niezorganizowane akty terroru ze strony np. robotników. Charakterystyczne jest to, że często, zwłaszcza na początku miały one wydźwięk klasowy, z czasem nabrały wyraźniej charakteru niepodległościowego. Jak powiedział sam Piłsudski: „ wysiadłem z czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość.” 

Bojowników szkolono w zakresie strzelectwa, produkcji bomb, kamuflażu, sabotażu itp. Wzrastała przy tym skuteczność ich działania. Autor przedstawia sylwetki najważniejszych działaczy, którzy zrobili później kariery polityczne (nawet premierzy, prezydenci) ale i szeregowych, o których brawurowych akcjach czy przeżyciach zachowały się pisemne świadectwa. Np. niesamowite losy niejakiego Stanisława Padlewskiego, mogące służyć jako scenariusz filmowy. 

Bardzo duży był wkład kobiet, dlatego poświęcił im autor osobny rozdział. Czołową działaczką była np. Aleksandra Szczerbińska - Piłsudska, druga żona marszałka. Koleżanką z konspiracji była zresztą także i jego pierwsza żona Maria. Poznajemy np. losy Faustyny Morzyckiej, która była pierwowzorem Siłaczki Stefana Żeromskiego. Autor opisuje przebieg wielu akcji zbrojnych, w tym legendarnej pod Bezdanami. Była to jedyna,  w której udział osobisty wziął Piłsudski, a oprócz niego m.in. trzej późniejsi premierzy Polski. Paradoksalnie, była to w gruncie rzeczy fatalnie przeprowadzona napaść na wagon pocztowy. Skończyła się powodzeniem tylko dlatego, że spiskowcom dopisało niesamowite szczęście. Poznajemy naszych bojowców również w życiu codziennym, w czasie ustawicznych ucieczek, w celach więziennych, podczas produkcji ręcznie robionych bomb itp. Uzdolnionym konstruktorem był np. Ignacy Mościcki, z wykształcenia chemik, późniejszy prezydent Polski. Autor zastanawia się, jaki wpływ na historię naszego kraju wywarły doświadczenia jej bohaterów, jak ukształtowały następne pokolenia, np. AKowców czy powstańców warszawskich.

Książkę czyta się świetnie, jest napisana lekkim, przystępnym językiem, ilustrowana fotografiami przedstawianych postaci. Łączy w sobie walory poznawcze i rozrywkowe. Zawiera indeks osób i bibliografię , z której korzystał Wojciech Lada, co świadczy o jego profesjonalizmie. Polecam lekturę tej książki wszystkim, nie tylko osobom o zainteresowaniach historycznych.

Kevin, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

"Ukryta brama" - Eva Voller - recenzja

Okładka książki Ukryta Brama
Voeller napisała liczne powieści, czasem pod pseudonimami, częściowo pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Autorka publikuje książki z różnych dziedzin: komedie romantyczne, thrillery i powieści historyczne. Powieści autorki osiągnęły nakład 1 mln i zostały przetłumaczone na kilka języków.

Przyznaję bez bicia: w sprawie recenzji preferuję pierwsze części serii.  Widząc małą dwójkę czy trójkę na boku książki wzdrygam się i pomimo wcześniejszego przeczucia i okładki (jestem jedną z tych osób,  które otwarcie przyznają, że okładka pełni dla mnie ważną funkcję,  nie najważniejszą,  niemniej jednak ważną!) jestem zmuszona odłożyć ją na półkę.  W tym przypadku jednak zostałam przechytrzona przez zręcznie zatuszowaną trójeczkę. No cóż może mi się należało.  Biorąc pod uwagę fakt,  że nie mogłam podeprzeć się poprzednią częścią,  spójrzcie na moją recenzje przychylnym okiem.

Dwoje bohaterów pojawia się w XIX-wiecznym Londynie. Zostaje im przydzielone zadanie.  Zmienić tak przeszłość, by wpłynąć na przyszłość. Dla dwojga podróżników w czasie to nic trudnego.  Jednak wszystko zaczyna się komplikować,  gdy tytułowa brama prowadząca do teraźniejszości znika, udaremniając Annie i Sebastiano powrót.  Gdy świat jest narażony na niekorzystne panowanie,  Anna i jej towarzysz starają się zapanować nad sytuacją.  

Czy ich gra aktorska coś tutaj zmieni? 
Czy przyjaciel wesprze ich w potrzebie? 
Czy uda im się uratować przeszłość i co ważniejsze przyszłość?


Pomimo braku większych zarzutów nie jestem stuprocentowo przekonana do książki i z wahaniem myślę o sięgnięciu po poprzednie części. Być może jest to właśnie "wina" zaczynania lektury od części trzeciej. Przekonajcie się sami!



Bestseller/ QS, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

"Gdy przejdziesz przez próg" - Paula Daly - recenzja

Okładka książki Gdy przejdziesz przez próg
Paula Daly, była fizjoterapeutka,  mieszka wraz z rodziną w Kumbrii. W 2013 roku ukazała się jej debiutancka powieść "Co z ciebie za matka".

Idealne małżeństwo, wierni towarzysze - tak można było powiedzieć o małżeństwie Natty i Seana Wainwright. O samej rodzinie - równie dużo uroczych,  przesłodkich, kolorowych epitetów. Najczęściej sprowadzały się one do miana: "kochającej się rodziny". Tak, piękni jak z obrazka. 

Jednak różowy balon szczęścia i miłości,  który otaczał rodzinę Wainwright zostaje przebity nieziemsko ostrą igłą w bardzo drastyczny sposób. Najmłodsza córka - Felicity trafia do szpitala w trakcie szkolnej wycieczki.  Natty jest zmuszona zostawić rodzinę i Eve, swoją przyjaciółkę, która przyjechała w odwiedziny i wyruszyć do Francji by zaopiekować się córką.  Nie wie jednak,  że po powrocie  nie wszystko będzie takie, jak być powinno.


Czy wiesz co jest w stanie zrobić kobieta zdradzona?
A kobieta zdradzona przez swoją najlepszą przyjaciółkę?

Zapewniam Cię jednak,  że twoje wyobrażenia są tylko jedną setną tego co jest w stanie zrobić matka walcząca o bezpieczeństwo swoich dzieci.

"Przebaczenie.  Cenny dar, który powinnaś sobie ofiarować. "
Nie wszyscy jednak i nie we wszystkich sytuacjach jest on możliwy.

Powieść napisana przystępnym językiem z wciągającą fabułą. W trakcie czytania odczuwamy pełen wachlarz emocji od niedowierzania po wściekłość i nienawiść. Nie zapomnisz o niej szybko. Polecam.

Bestseller/ QS, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

czwartek, 16 października 2014

"Stupor" - Mateusz Albert Skała - recenzja

Stupor - Skała Mateusz AlbertDo książki Stupor podeszłam z ogromnym zainteresowaniem. Moją ciekawość wzbudził autor - Mateusz Albert Skała, a to dlatego, że jest on w moim wieku (ur. 1999). Myślałam, że będzie to ciekawa historia, optymistyczna i lekka. Niestety rozczarowałam się. Już na wstępie muszę zaznaczyć, że książka mi się nie spodobała. 

Jak to mówią Anglicy: it's not my cup of tea. Fabuła jest niespójna, główna bohaterka nie wzbudza sympatii, tylko raczej denerwuje, choćby tym, że każde, nawet najmniejsze zdarzenie komentuje w bardzo infantylny i kompletnie niezabawny sposób. Jest to opowieść o narkomance i właściwe tyle mogę powiedzieć, bo inaczej zdradziłabym praktycznie całą historię. 

Wiele scen wywołuje dreszcz obrzydzenia i czytelnik nie odczuwa ciekawości, co zdarzy się w następnym rozdziale. Finał, owszem jest zaskakujący, ale trudno wyczuć kiedy on nastąpił zważywszy na długość książki. Jednak w tym przypadku fakt, że jest ona krótka to duży plus, bo jej przeczytanie nie zajmuje dużo czasu. Jednak mimo wszystko dla mnie był to czas zmarnowany. Oczywiście, znajdą się tacy, którym książka się spodoba. Możliwe też, że książka jest genialna, tylko ja po prostu nie doceniam jej specyficznego geniuszu. Owszem znajdziemy tu parę fajnych tekstów np. ,,Muszę podziękować Natalie. Mam nadzieję, że zdążę jej to powiedzieć, zanim umrze. Nie, nie jest śmiertelnie chora czy coś. Po prostu życie jest cholernie kruche." Jednak, suma sumarum, minusy zdecydowanie przeważają i absolutnie nie polecam Wam przeczytania jej. 



Sheri, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej.

„Szkolne przygody Mikołajka” – recenzja

Szkolne przygody MikołajkaCo dzieje się, gdy Mikołajek dostanie złą ocenę w szkole? Niestety, kolejna słabo napisana klasówka skutkuje gniewem ojca. Tata zapowiedział mu, że jeżeli znów zaliczy sprawdzian gorzej niż pupilek Pani - Ananiasz,  to ma szlaban na piłkę. Chłopiec próbuje wielu różnych sposobów na ucieczkę od problemów – udaje chorobę, prosi Ananiasza o korepetycje, pomaga mu umówić się z Eudoksją, koleżanką Jadwini, podrabia usprawiedliwienie za nieodrobione zadanie, przychodzi do klasowego kujona na wspólną naukę, wreszcie odpisuje od niego na klasówce. Czy koniec końców Mikołajkowi uda się mieć taką samą ocenę jak Ananiasz? Przeczytajcie sami! Jest jeszcze wiele innych historii w tej książce, ale to jest tak naprawdę wiodącym tematem całego zbioru opowiadań.

Sięgnęłam po tę pozycję z wielką ciekawością, ponieważ od zawsze byłam wielką fanką przygód najpopularniejszego chłopca świata – Mikołajka. Niestety, tym razem dość mocno się zawiodłam. Książka pisana przez innego autora zupełnie nie ma tego klimatu. Podstawową wadą, która od razu rzuciła mi się w oczy, to zmiana narratora. Cechą charakterystyczną tych klasycznych „Mikołajków” była narracja pierwszoosobowa, czyli świat przedstawiony oczami chłopca. Niestety, autorzy postanowili to zmienić i tym razem książka napisana jest w narracji trzecioosobowej, co bardzo mi się nie podoba. Drugą wadą są zdarzające się błędy merytoryczne – na przykład w oryginalnej wersji to Kleofas, najgorszy uczeń jako jedyny posiadał w domu telewizor. W tym „Mikołajku” już w pierwszym rozdziale możemy przeczytać, że to Joachim będzie miał karę na telewizor, który ma jako jedyny z chłopców. Mnie osobiście podobało się tylko kilka opowiadań – tylko te nowe. Większość z nich bowiem to adaptacje starych, dobrych opowiadań z klasycznych „Mikołajków”. Szkoda, bo te były niezbyt udane, a nowe całkiem dobre, więc autorzy powinni bardziej się postarać i napisać więcej świeżych, zamiast odgrzebywać i na siłę „poprawiać” te kochane stare. Moja recenzja nie jest, niestety, zbyt pozytywna, a szkoda, bo miałam nadzieję na przyjemną lekturę i powspominanie dobrych chwil z tym uroczym chłopczykiem. Tak więc tym, którzy chcą przeczytać tę książkę z takich samych pobudek jak ja, niespecjalnie polecam, bo mogą się zawieść. Natomiast do czytania dzieciom na dobranoc jest idealne, więc w takim wypadku serdecznie zachęcam. Zresztą kto wie? Może komuś spodoba się bardziej niż mnie? Piszcie!


3sorrow, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

środa, 15 października 2014

"Pod drzewem magnolii" - Frances Mayes - recenzja

W 2014 roku nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się książka Frances Mayes, pt. „Pod drzewem magnolii”. Mayes jest autorką autobiograficznych książek, pt. „Pod słońcem Toskanii” i „Bella Toskania”, które zostały przetłumaczone na kilkanaście języków.

Okładka książki Pod drzewem magnoliiW powieści „Pod drzewem magnolii” autorka powraca do czasów dzieciństwa i młodości, które spędziła w miasteczku Fitzgerald w stanie Georgia. Opowiada o swoich rodzicach Garbarcie
i Frankye, starszych siostrach, rodzinie, przyjaciołach, służącej Willi Bell i o wielu innych osobach, które spotkała. Opisuje relacje jakie łączą ją z rodzicami, dziadkiem, nieocenioną pomocą domową, a także pierwsze fascynacje chłopcami oraz ogromne przywiązanie do przyjaciółek ze studiów - Anny i Reny.

Ogólnie można powiedzieć, że książka jest ciekawa, autorka napisała ją z zachowaniem dystansu do własnych przeżyć. Ważne jest, żeby nie zniechęcić się po kilku czy nawet kilkunastu stronach, stanowiących wprowadzenie do właściwej opowieści. Moim zdaniem te rozważania – stanowczo przydługie i nudne – mogą tylko zniechęcić czytelnika do zapoznania się z utworem. Po przebrnięciu przez wstęp czytelnik odkrywa naprawdę interesującą historię  - najpierw dziewczynki, następnie nastolatki
i na końcu dorosłej już kobiety.

Opisy przeszłości są plastyczne, wyraziste, czytelnik „widzi” kolory, „czuje” zapachy, „bierze udział” w wycieczkach czy rodzinnych uroczystościach. Autorka jest osobą oczytaną, ciekawą świata i ludzi, to wrażenie przebija 
z kartek książki.

Czy polecam przeczytanie książki? Tak, ale nie dla każdego. Jeżeli ktoś szuka lekkiej i przyjemnej lektury musi sięgnąć po dzieło innego autora. Jeżeli zaś, czytelnik chce poświęcić utworowi więcej czasu, wczytać się w treść, zrozumieć bohaterkę, to jest to książka dla niego.



Tilia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.