tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

piątek, 19 sierpnia 2016

"Mongolia. Poszukując szamanów" - Elżbieta Sęczykowska - recenzja

Zapada zmrok. W jurcie, mimo obecności kilkudziesięciu osób panuje niezmącona cisza. Nad paleniskiem unosi się gęsty, biały dym, zanoszący modły ku niebu. W pewnym momencie jedna z postaci gwałtownie się podnosi, a powietrze przeszywa krzyk. To szaman. Na głowie ma opaskę z piór, a ciało okrywa wielokolorowy płaszcz. Przepełniony energią z niebios raz po raz wije się i opada na miękkie skóry zwierząt, którymi wyłożona jest jurta. Ktoś z zewnątrz mógłby to uznać za fragment książki fantastycznej, albo, co gorsza, opis rodem ze szpitala psychiatrycznego. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, jak bardzo by się mylił…

Mongolia to kraj, w którym czas się zatrzymał. Zamieszkują ją plemiona koczownicze, uciekające przed chmarami komarów i watahami wilków. Tam czas mija zupełnie inaczej, nikt się nie przejmuje urwanym mostem i tym, że jedyny możliwy objazd to dodatkowe 1000 km podróży przez nieuczęszczane trasy prowadzące przez stepy, bagna i góry z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Czasami gdzieś w oddali zamajaczy namiot pokryty białym płótnem. To jurta dająca schronienie dla kilkunastu, bądź kilkudziesięciu koczowników. Legenda mówi, że swego czasu zbudowano jurtę mogącą pomieścić nawet 2000 Mongołów skupionych dookoła paleniska, stanowiącego centrum namiotu. To w niej toczy się całe życie koczowniczych plemion. To tutaj szamani odprawiają obrzędy, rodziny przyjmują gości i raczą ich herbatką z mlekiem i solą.

To właśnie o ogromnym dorobku ich kultury, o pięknie mongolskich stepów, życiu codziennym dziewczynek o twarzy tak płaskiej, że ledwo widać nosek z pomiędzy różowych policzków, o niełowieniu ryb i magicznych obrzędach pisze Elżbieta Sęczykowska. Artysta fotografik, muzealnik, członek ZPAE, a z pasji podróżniczka zafascynowana różnorodnymi kulturami świata.

Książka jest napisana w bardzo przyjemny sposób, już po kilku pierwszych stronach skojarzyła mi się z „Ciszą” Stefana Czernieckiego. Tam podróżnik opowiada historię Peru i Ekwadoru, tutaj natomiast udajemy się na spotkanie Mongolii. Kraju, o którym w Polsce nie mówi się prawie nigdy. Tylko co jakiś czas Bilguun Ariunbaatar pojawi się na ekranie TV i przypomni o istnieniu takiego państwa gdzieś daleko w Azji… Elżbieta Sęczykowska natomiast w bardzo miłej atmosferze wprowadza czytelnika w głąb Mongolii. Czytając książkę można bez problemu poczuć się, jak uczestnik prawdziwej wyprawy. Czasami przyjemnej, a czasami naprawdę niebezpiecznej. Kolorowe zdjęcia tylko urozmaicają tę podróż w nieznane.

Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona faktem, że autorka zgrabnie przemykała od opisu tradycji mongolskich plemion do relacji z wyprawy.  Nie przynudza, opowiada o wszystkim, co mogłoby zainteresować czytelnika. Od strojów, poprzez politykę, na jadłospisie kończąc. Każdy aspekt mongolskiej kultury i element mongolskiego krajobrazu został tutaj bardzo dokładnie przedstawiony, a w większości także opatrzony autorskim zdjęciem. Krótko mówiąc – wystarczy przeczytać, by bez pamięci zakochać się w Mongolii!


Ananaska, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Media. 

1 komentarz:

  1. Podoba mi się ten komentarz, ponieważ w pełni oddaje wartość tej książki. I to widziane spostrzeżenia okiem młodych czytelników. Brawo autorko!

    OdpowiedzUsuń