tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marcin mortka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marcin mortka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 października 2013

" Dom pod pękniętym niebem" - Marcin Mortka - recenzja

Dom pod Pękniętym Niebem - Marcin Mortka
Siedmioro nastolatków wraz z towarzyszącym im przewodnikiem wybiera się na piknik w góry. Wstrząsy i dziwne cienie śledzące ich od początku wyprawy wydają się dla nastolatków niczym w porównaniu z brakiem zasięgu w telefonach i brakiem dostępu do Internetu. Szybko jednak odkryją, że znany im do tej pory świat bardzo się zmienił. Z czasem okaże się również, kto tak naprawdę był przyjacielem a kto wrogiem. Aby przetrwać trzeba zmierzyć się z własnymi słabościami. 

Czy ludzkość jest już stracona? 
Czy da się coś zrobić, aby ci których kochamy wrócili?

Zauważywszy tę książkę czułam, że będzie to niezwykła historia. Jakby się zastanowić to powieść ta z początku może kojarzyć się z filmem „Jestem legendą”, ale po zagłębieniu się w lekturę całkowicie zmienia się zdanie. Jest to inna, niepowtarzalna przygoda, która wciąga czytelnika.

Najpierw moje oko przykuła okładka, następnie opis, który utwierdził mnie w tym, iż będzie coś bardzo ciekawego. Jednak przyznam szczerze bardzo się wahałam czy wziąć tę powieść w swoje ręce, gdyż (przyznaję się bez bicia ;)) nigdy nie czytałam tego typu książek polskiego autora/autorki.  Jednak po dłuższym zastanowieniu się stwierdziłam: „co mi szkodzi? Watro przecież próbować nowych rzeczy”.

Moja ciekawość wzrastała ze strony na stronę. Ciągle chciałam dowiedzieć się więcej, przeżyć więcej i poznać kolejne sekrety. Akcja była porywająca, trzymająca w napięciu, wartka i co najważniejsze często pojawiała się w książce. Co do fabuły: była ona pomysłowa, według mnie autor bardzo dobrze ją sobie rozplanował. Powieść jest wielowątkowa. Dialogi są mądre i zabawne, a co najważniejsze jest ich dużo, co bardzo lubię.

Bohaterów powieści w większości polubiłam. Główna bohaterka bardzo mi zaimponowała. Na początku była strachliwą szkolną prymuską, z czasem jednak zaczęła się zmieniać. Nabrała więcej pewności siebie, stała się odważna i silna, jednak nie traciła swojej wrażliwości i współczucia dla innych. Ta cecha jednakże nie przydawała jej się w walce z potworami, nie chciała ich zabijać a to nie zawsze było dobre. Bohaterowie nie zawsze jasno byli podzieleni na tych, którzy mają dobre, i tych którzy mają złe zamiary. Postawy te się zmieniały i dopiero z czasem można było odkryć komu zależy na dobru wszystkich, a komu na ratowaniu własnego nosa.

Nie wiem co mam powiedzieć o punkcie kulminacyjnym. Wstrząsnął mną? Zaskoczył? Zszokował? Zagrał na wszystkich moich emocjach? Doprowadził do łez? Sama nie wiem. Jedno jest jednak pewne: zostawił po sobie ślad w mojej duszy.

Książkę „Dom pod pękniętym niebem” autorstwa Pana Marcina Mortki polecam wszystkim lubiącym takie klimaty. Powieść ta kierowana jest głównie do młodzieży. Mnie osobiście bardzo się spodobała i już nie mogę się doczekać na dalsze losy Heather i jej przyjaciół.


Moja ocena: 8/10

Vivien, 14 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa.

piątek, 13 września 2013

"Podróże Tappiego po Szumiących Morzach" - Marcin Mortka - recenzja

Podróże Tappiego po Szumiących Morzach - Marcin Mortka
„Podróże Tappiego ...” to drugi tom przygód sympatycznego wikinga, wykreowanego przez Marcina Mortkę, znanego nam wszystkim głównie dzięki powieściom fantasy, które tworzy od 2003 roku („Ostatnia saga”). Czy i tym razem nie zawiódł swoich najmłodszych fanów?


Jak wspominałam w poprzedniej recenzji, dotyczącej przygód Tappiego w Szepczącym Lesie, lektura adresowana jest do czytelników, którzy nie ukończyli jeszcze szkoły podstawowej. Duże litery pomagają w czytaniu, wspaniałe i ciekawe, choć nieskomplikowane ilustracje rozbudzają wyobraźnię i zachęcają do wyobrażenia sobie szczegółów. Interesujące dekoracje zdobią niemalże każdą stronę książki.

Ale wróćmy do fabuły- bo przecież to w powieści, nawet tej dla najmłodszych, jest najważniejsze. 

Czy pamiętacie jeszcze wyprawę wikinga aż na Ostatnie Morze? 

Tak, Tappi też pamięta swoją wędrówkę. Właściwie, to zapadła mu ona w pamięć tak bardzo, że bez kolejnych wypraw już się nie obędzie. Cóż więc robić…?
Wiosła w dłoń- ruszamy wraz z Tappim i jego przyjaciółmi w rejs po Szumiących Morzach, a kto wie… może i nas spotka przy okazji coś zupełnie niezwykłego? 
Bardzo gorąco zachęcam do tej wyprawy, nie tylko najmłodszych czytelników, ale także ich rodzeństwo i rodziców. To będą z pewnością cudownie spędzone godziny!

TUTAJ możesz przeczytać moją opinię o pierwszej części przygód Tappiego.


Ania, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa.

czwartek, 12 września 2013

„Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu” - Marcin Mortka - recenzja

Marcin Mortka to jeden z najbardziej znanych polskich autorów książek o tematyce fantastycznej. Publikował w czasopiśmie „Magia i Miecz” oraz w „Portalu”. Co ciekawe, z wykształcenia jest nauczycielem i jeszcze do niedawna nauczał angielskiego w poznańskim liceum. Ma także doświadczenie jako pilot wycieczek po Islandii.

Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu - Marcin MortkaTym razem autor proponuje nam coś zupełnie nowego- książkę dla najmłodszych. „Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu” są adresowane do tych czytelników, którzy nie przekroczyli jeszcze jedenastego roku życia i z pewnością chętnie sięgną po tę tajemniczą historię o wikingu Tappim, jego przyjaciołach i życiu w lesie. Świat realny miesza się tu z fantastyką- zza drzew wyglądają pradawne duchy lasu, gdzieniegdzie możemy dojrzeć obserwującego nas bacznie elfa, a może nawet uda nam się porozmawiać z Dziadkiem Wodospadem?

Jak widać, życie w Szepczącym Lesie biegnie swoim zwykłym torem, gdy nagle… jeden z przyjaciół Tappiego zostaje uwięziony! Co gorsza, jego samotnia znajduje się na Ostatnim Morzu, w posępnym zamku wybudowanym wprost na grzbiecie wieloryba. 

Sprawa wydaje się przegrana już na samym początku? 
Skądże znowu! 

Możecie być pewni, że Tappi wymyśli, jak uwolnić kolegę, już przecież rusza w drogę…

Czy nierozwaga Tappiego nie pokrzyżuje jego własnych planów uwolnienia Sigurda?
Jak przyjaciele poradzą sobie z tą trudną wędrówką?
Co jeszcze może przydarzyć się po drodze?


Jeśli chcesz znać odpowiedź na te wszystkie pytania- przeczytaj! Opowieści o sympatycznym Wikingu, uczą, śmieszą i naprawdę wciągają- tych najmłodszych, i tych „odrobinę” starszych też!

Ania, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa.

środa, 12 czerwca 2013

„Zagubieni – inwazja” - Marcin Mortka - recenzja

Zagubieni - Inwazja - Marcin Mortka
„Zagubieni – inwazja” to powieść fantastyczna, napisana przez Marcina Mortkę – polskiego pisarza, który w swoim dorobku posiada również inne powieści fantasy. „Inwazja” to pierwszy tom z serii „Zagubionych”.


Jest rok 2313. Rodzice dwunastoletniego Doriana zostawiają go pod opieką robota, a sami wyruszają w inne części kosmosu. Chłopiec widzi ich jedynie na hologramie. Pewnego dnia, gdy nasz bohater, wraz ze swoim przyjacielem, jest w drodze do szkoły, Ziemia zostaje zaatakowana. W tym momencie życie chłopców "wywraca się do góry nogami". Ojciec bohatera zapewnia jednak, że wraz z jego mamą zadbali o bezpieczeństwo jego i jego siostry. Daje mu wskazówki, jak ma się zachować. Nastolatkowie nie mają innego wyboru jak dostosować się do rad taty Doriana i stawić czoła zagrożeniu wraz z robotem i siostrą bohatera.


Kto i dlaczego zaatakował Ziemię?
Czy bohaterowie poradzą sobie z zagrożeniem?
Czy rodzeństwo odnajdzie rodziców?


„Zagubieni – inwazja” to lekka, dowcipna i sympatyczna książka. Myślę jednak, że najbardziej spodoba się 11-13-letnim czytelnikom, chociaż oczywiście polecam ją również starszym osobom. Powieść czyta się bardzo szybko, akcja z każdym rozdziałem nabiera tempa. Spodobały mi się również ilustracje wewnątrz książki, które ją wzbogacają. Język Marcina Mortki jest lekki a dowcipne dialogi poprawiają humor.


Mimo iż, fabuła może wydawać się "oklepana", to jednak książka jest bardzo ciekawa. Autorowi udało się również stworzyć ciekawe postaci. Moim ulubionym bohaterem stał się nibykot Głuszek, którego wypowiedzi są bardzo zabawne. Pisarz przedstawił również w ciekawy sposób najważniejsze wartości – przyjaźń, rodzinę.


Powieść jest godna polecenia fanom fantasy, w szczególności tym najmłodszym.


Kamila, 16 lat

Za powieść dziękuję Wydawnictwu Zielona Sowa

środa, 3 kwietnia 2013

"Listy lorda Bathursta" - Marcin Mortka - recenzja


Listy lorda Bathursta to kolejna powieść utrzymana w klimatach morskich przygód, która wyszła spod pióra polskiego pisarza i tłumacza Marcina Mortki.


Listy lorda Bathursta - Marcin MortkaCzym by było pojęcie wolności bez żeglarskiego fachu, bez wiatru we włosach, szumu fal, skrzypienia lin, widoku bezkresnego morza… tego wszystkiego co daje tak silne poczucie niezależności? A co jeśli dodać do tego wszech-słyszące ściany okrętu, donosy załogi, odgórne rozkazy oraz ciągły nadzór. Czy wciąż można nazwać to wolnością?

Peter Doggs to niebywale uparta, złośliwa i przebiegła jednostka. Zostaje skazany na śmierć za zdradę, a następnie za sprawą wpływowego lorda Bathursta zyskuje rzadkie miano niedoszłego nieboszczyka. Szantażem wcielony do załogi fregaty „Stjernen” na stanowisku kapitana i zmuszony do wykonania tajnej misji, rzekomo bardzo istotnej dla Wielkiej Brytanii. Co więcej, lord nie zdradza celu zadania, a jedynie wymaga realizowania planu, który będzie przekazywany kapitanowi w formie listów. Na domiar złego załogę okrętu stanowią zaufani ludzie Bathursta, czy też jak się później okazuje, zastraszeni lub zaślepieni jego naiwnymi obietnicami. Na pokładzie panuje pełen szyderstw i złośliwości nastój. Rozpoczyna się kombinowanie, spiskowanie i knucie przeciwko sobie i zleceniodawcy.

Warta uwagi jest struktura książki na jaką zdecydował się Marcin Mortka. Mianowicie każdy rozdział rozpoczyna się właśnie jednym z listów Bathursta z poleceniami na najbliższą przyszłość. Następnie mamy okazję obserwować mniej lub bardziej zgodne z tymi wytycznymi poczynania kapitana Dogssa. W pewnym momencie lektury do każdego rozdziału zostaje również dołączona, wypełniona po brzegi drwinami, odpowiedź dowódcy okrętu.

Listy lorda Bathursta to naprawdę klimatyczna i wciągająca powieść, pełna bogatych opisów batalistycznych scen, humoru i szybkiego tempa akcji. Autor znakomicie kreuje postacie, które  potrafią wywołać w czytelniku burze emocji. Ot, na przykład taki Stirling - nikczemny egoistyczny sługus lorda Bathursta, plugawiący świat własną osobą, zdecydowanie budzi ogromną odrazę na samo jego wspomnienie. Czymś co również niewątpliwie wpływa na atmosferę tej książki jest jakże często używana żeglarska terminologia. Godna pochwały jest pomysłowość z jaką pan Mortka rozbudował intrygę na tak niewielkiej powierzchni jaką stanowi fregata.

Choć na pierwszy rzut oka książka przywodzi na myśl wcześniejsze dzieło polskiego twórcy, dylogię „Karaibską krucjatę” to jest to zgoła odmienna pozycja. Być może częściowo jest to zasługa odmiennych charakterów kapitana Dogssa i O’Connora, ale z pewnością i nieco poważniejszego tematu, który został tym razem poruszony. 

Polecam ;)
                                                                                                                                                             Naya, 17 lat

Wydawnictwu Fabryka Słów dziękuję za  ciekawą pozycję.

poniedziałek, 4 marca 2013

"Karaibska krucjata. La Tumba de los Piratas" - Marcin Mortka - recenzja


Heroiczne czyny zachwycające czarującą wybrankę serca kapitana, płynąca zewsząd zazdrość o niebywałą  biegłość umysłu, podziw i szacunek załogi wynikający z podejmowania słusznych decyzji… NIE . Również i tym razem wszelkie przejawy rozsądku głównego bohatera zostają bezwzględnie gaszone w zarodku.
Karaibska krucjata: La Tumba de los Piratas

Karaibska Krucjata: La Tumba de los Piratas to owoc pisarskiej pracy polskiego autora fantastyki Marcina Mortki. Jest to kontynuacja i zakończenie pirackich przygód jakże odważnego, bohaterskiego, ale i równie nierozgarniętego kapitana Williama O’Connora.

Na Karaibach tworzy się państwo pirackie. Kolejne angielskie porty zostają zrównane z ziemią. W tym czasie kapitan korsarskiej fregaty „Magdalena” ugania się za niezłomną ukochaną… Niepowodzenia w zakresie tej dziedziny życia nakazują jego szlachetnemu sercu podjąć walkę z narastającym złem. Mimo wielkiej naiwności głównego bohatera załoga wciąż wiernie podąża za swoim kapitanem, a  niezwykle sprzyjające szczęście, co rusz przeobraża niezdarność Williama w zaskakujące podstępy. Ostatecznie prawda o hrabim de Lanvierre zostaje odkryta, po czym rozpoczyna się seria prób pokonania pirackiej legendy.

Trzeba powiedzieć, że Karaibska Krucjata jest owocem niezwykle dorodnym, bogatym w klimatyczne opisy oraz soczystym od krwi, która zostanie przelana podczas licznych potyczek. W porównaniu z poprzednim tomem, w książce można wyczuć zdecydowanie mocniejszy aromat motywów fantastycznych, narastające tempo akcji oraz garść nowych, często autentycznych postaci. Przez całą lekturę towarzyszy nam szczypta miłości, cała burza humoru i świetnej zabawy. Historia oczywiście nieraz zakrapiana słodką malagą.

Muszę przyznać, że osobiście zawiodłam się zakończeniem, które można by przyrównać do chwili zastanowienia, nadchodzącej zaraz po spostrzeżeniu części robaka, wystającej z dopiero co ugryzionego jabłka. Zaznaczam jednak, iż jest to bardzo osobiste odczucie. W stosunku do całości tekstu jest to naprawdę nieznaczna wada. W końcu, co kto lubi, robaka też da się zjeść. ;)
                                                                                                                                                             Naya, 17 lat

Za fantastyczną lekturę dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów

środa, 3 października 2012

"Karaibska krucjata. Płonący Union Jack" - Marcin Mortka - recenzja


Marcin Mortka - polski pisarz urodzony w Poznaniu w 1976 roku.  Jego twórczość to głównie powieści o tematyce fantastyczno-historycznej. Ukończył skandynawistykę, co można dostrzec w niektórych pisanych przez niego książkach. Obecnie jest również nauczycielem, tłumaczem i lektorem języka angielskiego. Jego debiutanckie dzieło to „Ostatnia saga” wydana w 2003 roku.  Do dość popularnych serii autorstwa M. Mortki można zaliczyć „Ragnarok 1940” oraz „Miecz i kwiaty”.

Ach… Nie ma to jak dowodzenie korsarską fregatą, przemierzanie karaibskich wód pod angielską banderą, rozpoczynanie poranków od nieproszonych wizyt poruczników w kajucie i wysłuchiwanie ich przekonań o twojej niedyspozycji psychicznej. Każde wyjście na mostek pewnym krokiem z odrobiną nonszalancji, spoglądanie na swoją wierną załogę mogłoby się wydawać wprost wymarzoną codziennością. Jednakże cała duma i pewność siebie umyka zaraz po napotkaniu niechętnego wzroku nawigatora. Toteż najlepszym nasuwającym się pomysłem jest zejście pod pokład w poszukiwaniu uspokajającego trunku, czemu, o zgrozo, towarzyszy ciąg obelżywych uwag papugi. Tam znajdujesz resztę załogi z lekką obawą wpatrzoną w swoje porcje żywnościowe przygotowane przez okrętowego kucharza o skłonnościach kanibalistycznych, tudzież kompanów już zażywających kuracji z butelką „ignis aqua” doktora Polocka…

Tak, pierwszy tom dylogii „Karaibska krucjata: Płonący Union Jack” to przygody Williama O’Connora – dość nierozgarniętego kapitana fregaty „Magdalena”, który na nieszczęście swojej załogi opanował wpadanie w tarapaty wręcz do arcymistrzowskiego poziomu i co rusz umiejętność tę stara się należycie wykorzystywać. Dlatego też z tego właśnie tytułu przyjdzie im zmierzyć się z legendą karaibskiego piractwa, powszechnie uważanym za zmarłego – hrabią de Lanvierre.

„Karaibska krucjata” napisana jest łatwym i przyjemnym językiem. Choć autor swobodnie używa profesjonalnego słownictwa dotyczącego żeglarskiego fachu, książkę czytało mi się bardzo szybko. Porządna dawka humoru zachęcała do śledzenia dalszych wyczynów załogi „Magdaleny”. Całość komponuje się w naprawdę wciągającą i klimatyczną powieść.

Dodatkowo pod koniec autor przyznaje się do wszelkich nieprawidłowości, których się dopuścił względem historii i geografii. Informuje również, że podczas pisania książki źródłem inspiracji była seria sesji RPG przeprowadzonych ze swymi przyjaciółmi. Pozostaje tylko domyślać się jak świetnie musieli się bawić, skoro sama książka dostarcza tak dużo rozrywki.
                                                                                                                                      Naya, 16 lat

Wydawnictwu Fabryka Słów dziękuję za fantastyczną lekturę.


czwartek, 26 kwietnia 2012

"Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu" - Marcin Mortka - recenzja

 
Marcin Mortka (ur. 5 kwietnia 1976 w Poznaniu) - polski pisarz fantasy. Absolwent skandynawistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z zawodu nauczyciel - lektor języka angielskiego i norweskiego, pilot wycieczek zagranicznych (specjalizacja Islandia, Norwegia). Jest pasjonatem epoki wielkich żaglowców oraz wypraw krzyżowych.

„Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu” to książka dla dzieci, zbiór krótkich historyjek, których bohaterem jest wiking Tappi. 

Wraz z krukiem Paplokiem, myśliwym Haste i reniferkiem Chichotkiem przeżywa niesamowite przygody, odbywając wyprawy do wrogich krain, aby uwolnić kowala Sigurda. Później wynikają z tego różne niebezpieczeństwa, ponieważ zły jarl Surkol, wróg Tappiego, ma zamiar zaatakować ze swoją armią, Lodową Zatokę – miejsce zamieszkania Tappiego i jego przyjaciół. 

Tytułowy wiking jest miłą i sympatyczna postacią z wielkim sercem. Uczy młodych czytelników mądrych zachowań, bawi ich i śmieszy. 

Każda historia kończy się morałem, wynikającym z postępowania Tappiego. Opowiadania są pouczające i napisane bardzo prostym i zrozumiałym językiem.

Lektura doskonała dla najmłodszych czytelników, polecam!

Martyna, 12 lat

Wydawnictwu Zielona Sowa bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej książki!