tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 maja 2019

"Córka zegarmistrza" - Kate Morton - recenzja

OkÅ‚adka książki Córka zegarmistrzaKate Morton parę lat temu urzekła mnie historią opowiedzianą w „Zapomnianym ogrodzie”. Do dzisiaj pamiętam treść (choć nie zdarza mi się to często) i emocje, które towarzyszyły mi w trakcie lektury. Z zaciekawieniem wiec sięgnęłam po „Córkę zegarmistrza”. 

Wszystko zaczyna się od tajemniczej starej torby, którą odkrywa Elodie Winslow. Młoda archiwistka znajduje w niej przeróżne przedmioty, a wśród nich szkicownik. Co ciekawe jeden z rysunków zwraca jej szczególną uwagę. Przedstawia dom. Dom, który wydaje się być dziwnie znajomy i przypomina miejsce, o którym opowiadała jej w dzieciństwie zmarła matka. Drugą rzeczą, która przyciąga jej zainteresowanie jest zdjęcie pięknej kobiety. Elodie jest na tyle zaintrygowana, że postanawia podążyć tropem tajemnicy i rozwikłać zagadkę, która miała miejsce przeszło 150 lat temu…

Morton przyzwyczaiła już czytelnika do tego, że jej powieści prowadzane są dwutorowo. Tak jest i tym razem. Akcja „Córki zegarmistrza” toczy się równocześnie we współczesnej Anglii oraz w czasach wiktoriańskich. Autorka z dużą umiejętnością porusza się pomiędzy tymi dwoma światami. Czytając płynnie przenosimy się między jedną rzeczywistością a drugą. Nie odczuwamy „zagubienia” w czasie. Wręcz przeciwnie. Nie mamy żadnego problemu w „odnalezieniu” się we właściwym miejscu. Nie bez znaczenia na pewno jest fakt, iż dzięki temu zabiegowi podążamy tropem historii naznaczonej tajemnicą, miłością i zbrodnią. 

Mam wrażenie, że Morton wykonała potężną pracę związaną z opisem klimatu i atmosfery epoki wiktoriańskiej. Da się zauważyć jej fascynację sztuką, architekturą czy malarstwem. Z dużą znajomością tematu opisuje rożne warstwy społeczne żyjące w ówczesnym czasie.

Trochę przeszkadzała mi niespieszność z jaką pisarka prowadziła akcję. Momentami opisy wydawały się być zbyt rozwleczone, przydługie, co było nużące i nie pchało tematu do przodu. Czasem odnosiłam wrażenie, że opuszczenie niektórych wątków dodałoby powieści atrakcyjności.

Niemniej jednak „Córka zegarmistrza” zwraca uwagę. Na jej kartach odnajdziemy tajemnicę, miłość, namiętność i w końcu zbrodnię. Doskonałe pióro Morton oddaje klimat, ukazuje realia panujące w wiktoriańskim Londynie. Powieść traktuje o emocjach, motywacjach, niełatwych decyzjach i ludzkich sekretach.

To powieść wielopłaszczyznowa, wielowątkowa, mająca licznych bohaterów. Fabuła pełna szczegółów, opisów wymaga od czytelnika skupienia, dzięki któremu będzie mógł cieszyć się rozwikłaniem tajemnicy skrytej w murach Birchwood. 

Bruksenka

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

"Dżentelmen w Moskwie'' - Amor Towles - recenzja


OkÅ‚adka książki Dżentelmen w MoskwieHrabia Aleksander Rostow to dżentelmen w każdym calu. Nawet w obliczu nieszczęścia potrafi zachować zimną krew, a przede wszystkim klasę.

W 1922 hrabia zostaje skazany na dożywotni pobyt w luksusowym hotelu Metropol. Wszystko przez jeden wiersz o nieodpowiedniej treści... Biorąc pod uwagę, jak burzliwy był to czas w Rosji, z pozoru może wydawać się, że to lekka kara. A  jednak... 

Jak długo można pozostawać w tych samych ścianach? Poruszać po tych samych korytarzach? Jak długo człowiek może tak żyć, nie tracąc przy okazji sensu samego życia?

Aleksander za wszelką cenę próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nie stracić rezonu. Z trudem udaje mu się zbudować namiastkę nowego życia, przez okno obserwując zmieniającą się Rosję. To jego przyjaciele i goście hotelowi dają mu wgląd na wydarzenia rozgrywające się na arenie międzynarodowej. I choć chwilami wydaje się, że świat na zewnątrz się rozpada, hrabia trwa, niezmiennie pozostając dżentelmenem.

Jak Aleksander ułoży swoje życie?
Czy uda mu się wydostać ze złotej klatki?
Jak zmieni się kraj przez wszystkie lata więzienia?
Zapraszam w niezwykłą podróż w głąb Rosji...

Amor Towles był doradcą inwestycyjnym. Zdecydował się jednak na porzucenie tej pracy na rzecz pisarstwa. I z całą pewnością była to dobra decyzja. Jego pierwsza powieść ,,Dobre wychowanie'' okazała się prawdziwym sukcesem. Nie miałam przyjemności zapoznać się z tą pozycją, ale po ,,Dżentelmenie w Moskwie'' mogę bez wahania stwierdzić, że Amor Towles to pisarz niebanalny, na którego nowe pomysły trzeba i należy czekać.

,,Dżentelmen...'' może z pozoru wydawać się powieścią trudną do przebrnięcia ze względu na grubość (ponad 500 stron). Zapewniam jednak, że w czasie lektury zapragniecie by książka stała się jeszcze dłuższa.

Najpierw warto wspomnieć o wspaniałej oprawie graficznej, która z pewnością zachęca czytelnika do sięgnięcia po ten tytuł. Sama historia hrabiego urzeka i oczarowuje. Każde słowo w tej książce ma znaczenie, nakreśla nam bowiem niezwykły obraz zmieniającej się Rosji. Postacie są wyraźnie zarysowane, każda ze swoją przeszłością i niepewną przyszłością. Fabuła wciąga, czytelnik bez reszty zatraca się w magicznej rzeczywistości Metropolu. Ta książka ma po prostu to ,,coś''. Niezwykły czynnik, który zachwyca, przyciąga i świadczy o wyjątkowości powieści. Taki właśnie jest ,,Dżentelmen w Moskwie''. Uważam, że to pozycja obowiązkowa. Jest to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie. Mam tylko jedną radę. Nie śpieszcie się z czytaniem. Smakujcie każde słowo, by lepiej docenić kunszt literacki Amora Towlesa.

Katia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

środa, 15 listopada 2017

"Busola" - Mathias Enard - recenzja

Okładka książki BusolaBusola przenosi nas do pięknej kultury Wiednia i niemal od pierwszej strony pozwala nam w niej zanurkować i dogłębnie ją poznać. To powieść przepełniona silnymi i strasznymi emocjami, które obciążają czytelnika, pobudzają do refleksji, mocno poruszają.

Dzieło Mathiasa Enarda to historia człowieka, którego zarówno dusza jak i ciało znajdują się w stanie krytycznym. Główny bohater po prostu umiera. Swój ból próbuje znieczulić opium, który doprowadza go do powrotu do wspomnień sprzed lat. Głównym obiektem, na którym skupiają się jego myśli jest Sara, którą dawno temu obdarzył ogromnym, lecz nieodwzajemnionym uczuciem. Teraz chwile spędzone z nią są miejscem, do którego ucieka przed światem, bólem, przed śmiercią.

Busola jest lekturą na pewno ciężką, wymagającą, na co wpływa styl, w jakim została napisana fabuła, ale też sam główny bohater, który ma bardzo skomplikowaną duszę. Język tej powieści jest mistrzowski, ale też trudny. Wpłynął na utworzenie w tej książce wrażenia halucynacji, tajemnicy. Fabuła Busoli również jest bardzo wielowarstwowa. Poznajemy historię niespełnionej miłości, przedstawionej w wyrwanych, niepoukładanych wydarzeniach z życia głównego bohatera, jednocześnie wielokrotnie zahaczając o wątki filozoficzne, które budzą do refleksji nad życiem, nad światem.
 
Sam bohater, jak już wspomniałam, jest bardzo złożony. To człowiek wrażliwy, analizujący świat, zastanawiający się nad jego sensem, dużo myślący, pogrążony w swoim świecie, mieszkający we własnej duszy i głowie.
Niesamowita w tej powieści jest ilość nawiązań do wszelkiego rodzaju kultury i sztuki. W powieści umieszczonych jest wiele cytatów czy tytułów. Najbardziej wyeksponowana jest w niej jednak muzyka, której główny bohater jest znawcą, miłośnikiem. Dzięki temu ta lektura wprowadza nas trochę głębiej do niezwykłego świata dźwięków, uwrażliwia nas na sztukę, zaciekawia, inspiruje.

Busola to na pewno nie jest książka, która każdemu się spodoba i pewnie taki był zamysł pisarza. Autor porusza w niej wątki nieatrakcyjne dla masowego odbiorcy, budzące niepokój, ale wnoszące dużą wartość do świata literatury. Byłam naprawdę zaskoczona tym, jak bardzo wychyla się w stosunku do innych wydawanych współcześnie książek, oczywiście pozytywnie. Zachwyciła mnie jej wstrząsająca fabuła, ilość i natężenie przedstawionych w niej emocji. Jest to książka po prostu niesamowita, jedna z lepszych, jakie udało mi się ostatnio przeczytać.


Aga, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

piątek, 5 maja 2017

„Życie pasterza. Opowieść z Krainy Jezior” - James Rebanks - recenzja

Okładka książki Życie pasterzaCisza. Prawda. Pokój. Prostota. Szczęście. Radość. Miłość. Poczucie obowiązku i szacunek dla ziemi, w której się urodziło oraz dla bliskich. Wiara w to, że szczęście przychodzi do prostego, zwykłego, codziennego życia pasterza. Bliskość natury. A raczej nie… Bycie częścią natury. O tym jest ta książka.

Historia świata odrębnego, wyjątkowego i znanego na całej Ziemi. Kaina Jezior – obecna w tylu sercach, marzeniach i wspomnieniach turystów. Zawarta w sztuce, literaturze i obrazie. Bliska wszystkim i tak podziwiana. Prawdziwie żyje, w powiewie wiatru, zielonych wzgórzach, czystych wodach, owcach, lisach, każdym źdźble trawy i płatku kwiatu, a przede wszystkim w człowieku. Tym, który ciągnięty przez ten wiatr, biegnie co dzień przez tak dobrze mu znane wzgórza , wraz ze swymi owcami, pracuje, żyje i kocha. Kraina Jezior żyjąca w sercach prostych pasterzy i rodzin. W ich każdym dniu, słowie i czynie.

Rebanks przekazuje czytelnikowi obraz tej krainy z perspektywy jej mieszkańca. Człowieka każdego dnia obcującego z jej pięknem. Dla którego jest ono tylko zwykłym życiem. I całym życiem. Autor tej historii w bardzo realny sposób ukazuje duszę i serce tych terenów. Opisuje ludzi, którzy tworzą ten świat. Oni są jego częścią i czerpią z niego najwięcej.

„Życie pasterza” jest prawdziwym życiem. Życiem Jamesa Rebanksa, jego ojca i dziadka. Ten mężczyzna za pomocą słów dzieli się ze światem czymś, czego świat powszechnie jeszcze nie zna. Nie rozpływa się jedynie nad niezwykłością Krainy Jezior. Nie jest turystą czy miłośnikiem przyrody. Jest pasterzem, który ciężko i wytrwale pracuje, żyje z dnia na dzień i dba o swoją rodzinę. Na papier wraz z własnymi wspomnieniami, relacjami z chwili obecnej i przemyśleniami, przelał pot, zapach traw, miękkość owczej wełny, śmiech dzieci, beztroskość młodych i mądrość starszych. Połączył je jednak ze sztuką, poezją pisaną przez wielu twórców na jej temat, a także jej niezwykłą i barwna historią. I jest to zaskakująco dobrze i ciekawe połączenie.

Tym co autor tej książki ceni najbardziej są z pewnością tradycja, rodzina i poczucie tożsamości. Jak sam mówi, zakorzenione głęboko w ziemi historie są najprawdziwszym  elementem, który ją tworzy. Mieszkańcy małej ojczyzny Rebanksa nie są wielce wykształconymi ludźmi. Zajmują się głównie pracą na polu, w gospodarstwie. To jedyny sens życia jaki im przyświeca i jaki znają.  Posiadają jednak wewnętrzną mądrość i wiedzę, którą zdobywają i przekazują z pokolenia na pokolenia.

Książka ta jest spokojną opowieścią o życiu prostych ludzi. Można w niej znaleźć przykład pięknego i szczęśliwego życia. Stanowi pewnego rodzaju kontrast do współczesnego świata mobilności, komputeryzacji, konsumpcjonizmu i autokreacji. Poczucie przynależności i znaczenie korzeni to coś powoli wymierającego. Ale nie w tej Krainie Jezior, domu Jamesa Rebanksa. Zamiast chęci nieustannej zmiany, panuje w niej całkowity szacunek i ciągłość dla sposobu życia niezmiennego od kilkuset lat.

Zachęcam do lektury „Życia pasterza. Opowieść z krainy jezior” każdego kto potrzebuje chwili odpoczynku i zatrzymania się w biegu pędzącego naprzód do ciągłych zmian i ulepszeń świata. Idealne połączenie tradycji minionych wieków, harmonijnej przyrody i współczesnych pokoleń, napawa czytelnika spokojem, optymizmem i chęcią do pięknego życia. Bez przywiązania do tego co niestałe i zbędne. Lekki, swobodny styl i otwartość narracji przyciągają do każdego zdania i mocno zakorzeniają się w sercu. Nadają opowieści cechę zwykłej rozmowy z przyjacielem, na ławce w parku. Książce tej brak wielkich uniesień emocjonalnych i napięcia trzymającego w ryzach. Wzrusza ona jednak swoją prostotą i prawdziwością, porusza serca i rozum do refleksji, zatrzymania, spojrzenia głębiej i dostrzeżenia szczęścia tam, gdzie go nawet nie szukamy


Neloinka, lat 16

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

czwartek, 4 maja 2017

"Karmin" – Agnieszka Meyer – recenzja

Okładka książki KarminCzytając ,,Karmin”, poznajemy czwórkę bohaterów, których losy splatają się dzięki średniowiecznej Księdze z Kells. Gdy pochodząca z Krakowa Selina poznała Maxa, zafascynował ją jego mocny charakter, zdecydowanie i energia. Niemieckiego stolarza Maxa zauroczyła jej delikatna i jak to określa nieokreślona osobowość, która równoważy jego wybuchowy charakter.  

Stworzyli związek, który przez niewypowiedziane przez kobietę słowa rozpada się i oboje czują potrzebę ucieczki od przeszłości. Selina – konserwatorka książek jeździ po Europie, podczas podróży rozwijając znajomość z Davidem. Tajemniczy mężczyzna wyznacza jej trzy zadania, które rodzą w niej podejrzenie, że jest on niezwykle wyrafinowanym złodziejem, a na pewno nie jest zwykłą osobą. Jednak kontynuuje tę znajomość, coraz bardziej zbliżając się do Davida. Tymczasem Max, nie mogąc otrząsnąć się po bolesnym rozstaniu, poznaje Jess, która jest agentką nieruchomości, nie potrafiącą pogodzić się z żadną porażką. Zmiana otoczenia, która na początku wydaje się ciekawą przygodą, zmienia ich życie i doprowadza do tragedii.

Motywem najczęściej przewijającym się w powieści Agnieszki Meyer jest przemijanie. Autorka zwraca uwagę na relacje między ludźmi, które są kruche i coraz bardziej ignorowane. Przejmujemy się jedynie teraźniejszością,  a konsekwencje naszych działań nie interesują nas. Podkreśla również to, jak wiele dzieł kultury i przyrody już utraciliśmy i w najbliższej przyszłości utracimy. Trudno jest samemu stanąć przeciwko nurtowi i wstawić się za ginącymi skarbami, gdy widzimy, że pozostali bogacą się na wyzyskiwaniu, nie bacząc na skutki swoich działań. Myślę, że lektura zachęci czytelnika do refleksji i na pewno zwróci uwagę na ten problem.
                
Ciekawym zabiegiem jest to, że ,,Karmin” to ,,książka o książce”. Agnieszka Meyer przez postać Davida krytykuje zjawisko masowej produkcji książek. Wspomina średniowieczne woluminy, tworzone latami, które są arcydziełami i niezwykle cennymi zabytkami. Teraz, gdy mamy dostęp do lektur w postaci cyfrowej, stają się one dla nas czymś jednorazowym, nieważnym i produkowanym na masową skalę.

                
Tej powieści na pewno nie możemy nazwać tandetnym romansem. Głównym wątkiem jest miłość, ale nie jest to płytka i szablonowa historia, lecz prawdziwa opowieść, ukazująca zarówno dobre i złe strony kochania, kryzysy związków i smutną prawdę, że nie każdy może odnaleźć swoją prawdziwą drugą połówkę. Dodatkowo, przekazuje pewne życiowe mądrości, które wzbogacają książkę i utrzymują ją w stylu, który zwraca nam uwagę na Księgę z Kells, bardzo ważną w tej powieści.
                
,,Karmin” jest napisany w sposób, który łączy ze sobą tajemnicę z prawdą, wykwintny styl z komizmem i zmysłowością, przygodę i zwyczajne życie, przeszłość z teraźniejszością oraz ziarnko mistycyzmu z nowoczesnością. Na pewno bardzo polecam do przeczytania, zwłaszcza, że autorka w swoim dziele wspomina o naszym kraju, co mnie zawsze pozytywnie nastrajało do książek.



Nikana, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MG. 

czwartek, 9 marca 2017

"Syn szczęścia" - Herbjørg Wassmo – recenzja

Okładka książki Syn szczęściaSyn szczęścia to druga część ,,Trylogii Diny”. W tym tomie głównym bohaterem jest syn Diny, Beniamin. W wieku jedenastu lat był świadkiem morderstwa Rosjanina, dokonanego przez Dinę. Nie może o tym nikomu powiedzieć, jednak te wydarzenia bardzo wpłynęły na jego życie. Wciąż nurtują go tamte wspomnienia. Doszukuje się cech swojej matki w kobietach, spotykanych w ciągu życia. Matka jest dla niego wielkim autorytetem, podziwia jej siłę, mimo że nie zaznał macierzyńskiej opieki. Kobieta była wciąż skupiona na własnych uczuciach, po trudnym dzieciństwie poszukiwała miłości. W rodzinnym Reinses w Norwegii chłopcem opiekowali się życzliwi mu ludzie. Jednak gdy Dina decyduje się na wysłanie go do szkoły, musi radzić sobie sam. W dalszym życiu boryka się z problemami, jakie powoduje tęsknota za matką i jej uwagą.  Jego charakter introwertyka i niezrozumiałe dla czytelnika motywacje pokazują jak wielką dziurę w jego psychice zostawił brak zainteresowania ze strony matki. 
                
W trakcie fabuły odsłaniane jest dojrzewanie od zastraszonego chłopca po dorosłego mężczyznę. Główny bohater wzbudza głównie takie emocje jak niechęć, współczucie i litość, jednak także pewne zrozumienie dla jego czynów. Beniamin poznaje w swoim życiu wiele kobiet, które mają w jego życiu ogromne znaczenie. Sam nie wie, co ma myśleć, każda z nich coś w nim zmienia. Mężczyzna pozornie otwiera się na świat, jednak w jego wnętrzu wszystko jeszcze bardziej się komplikuje. Również przeżycie wojny miało na niego ogromny wpływ. Jako lekarz polowy był w bezpośrednim niebezpieczeństwie, jednak cierpienie, jakie ujrzał nie mogło nie pozostawić w nim ogromnej blizny.
                
Bohaterowie wykreowani przez autorkę byli niesamowicie dopracowani i oryginalni. Na próżno można by szukać postaci banalnej, czy stereotypowej. To mi się właśnie najbardziej podobało – każdy z nich był nietypowy i nigdzie indziej niespotykany, tak jakby spotkać żywych ludzi i bardzo dobrze ich poznać. Nie wszystkich dałoby się polubić, wzbudzaliby na pewno ogromne kontrowersje, inni byli po prostu wścibscy, czy grubiańscy, jednak na pewno zapadający głęboko w pamięć.
                
Powieść ta niesie w sobie ogromny ładunek emocji. Gdy zaczęłam czytać, to muszę przyznać, że tak wielka ekspresja uczuć odrzuciła mnie na chwilę. Jednak im głębiej wchodziłam w świat stworzony przez pisarkę, tym przyjemniej mi się czytało, a opisane wydarzenia wydawały się coraz bliższe. 
                
Myślę, że książka jest na pewno warta polecenia, jednak nie każdemu może się spodobać. Jest pełna emocji i przemyśleń bohaterów, czyli w związku z tym również rozważań autorki. Zachęca do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia się nad swoimi czynami. Skomplikowana osobowość bohatera może do siebie zniechęcać, jednak jest ukazaniem próby normalnego funkcjonowania w świecie przez wrażliwego człowieka.

Nikana, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Smak Słowa. 

wtorek, 14 lutego 2017

"Ze świętej góry" – William Dalrymple – recenzja

Okładka książki Ze świętej góryAutorem ,,Ze świętej góry” jest brytyjski krytyk literacki i historyk William Dalrymple, który pisze recenzje ze swoich podróży, łączące opis obecnej sytuacji w zwiedzanych przez niego krajach z ich historią.
                
Pisząc tę książkę, autor udał się w podróż śladami dwóch mnichów wędrujących w VII wieku  naszej ery po Bliskim Wschodzie, poznających doświadczenie bizantyjskich mędrców. Dalrymple 1500 lat później zwiedza tereny od cieśniny Bosfor aż po piaski Egiptu podążając śladami Jana Moschosa i Sofroniusza. Na swojej drodze spotyka chrześcijan, którzy niegdyś tak liczni, powoli znikają z miejsca, w którym zrodziła się ta religia i w którym przez wiele lat rozwijała się bizantyjska, czyli chrześcijańska kultura.
                
W książce można znaleźć bardzo wiele opisów życia średniowiecznych mnichów oraz świeckich ludzi. Przedstawione są sytuacje, miejsca i obyczaje panujące w Bizancjum. Można posiąść wiedzę o tamtym okresie, który przez wielu ludzi jest lekceważony i bardzo słabo znany. Opisane zabytki oraz ich fotografie przybliżają czytelnikowi kulturę chrześcijan, żydów i muzułmanów i pokazują, że Bliski Wschód oferuje oprócz plaż Morza Śródziemnego także wspaniałe pamiątki po minionych czasach, jakimi są liczne synagogi, meczety, kościoły, klasztory i wiele budynków użyteczności publicznej. Pokazuje ciągłość, między wieloma cywilizacjami, które rządziły na tamtych terenach, które przez wiele lat, wzajemnie się uzupełniając, powiększały dorobek kulturalny, który teraz jest niszczony w skutek wojen ciągłych walk o władzę. Autor uświadamia nam, że wiele cennych dzieł jest marnowanych, ponieważ nie pasują do historii, do której chcą nas przekonać władze tamtych państw. ,,Historię piszą zwycięzcy” i dlatego być wiele ważnych faktów zostanie zapomnianych, a mroki średniowiecza długo jeszcze nie zostaną rozjaśnione.
                
Islam powstał z chrześcijaństwa i judaizmu. Autor często podkreśla ten fakt, pokazując jak bardzo muzułmanie i chrześcijanie, w odwiedzonych przez niego miejscach, są do siebie podobni. W jego relacji wyznawcy obu tych religii często wspólnie się modlą, chrześcijańskie obrzędy na wschodzie są często bardziej podobne do muzułmańskich, niż do tych praktykowanych na Zachodzie. Zwyczaje panujące w islamie są prawdopodobnie dużo bardziej podobne do panujących w czasach w pierwszych wiekach po Chrystusie wśród jego wyznawców, niż nasze, zachodnie. Warto to mieć na uwadze, aby zrozumieć, że obrzędy i drobne zasady nie mają wielkiego znaczenia, ponieważ były kształtowane przez lata i dostosowywane do osób, które miały być przekonane do przyjęcia danej religii.
                
W lekturze poruszany jest problem prześladowań religijnych wśród chrześcijan. Nie są oni pokazani jako niewinne baranki ,,na rzeź prowadzone”, często sami są powodem swoich trudności. Jednak łamane są tam prawa człowieka, ludobójstwa i okrucieństwo są na porządku dziennym. Społeczeństwa, w których muzułmanie, żydzi i chrześcijanie żyli ze sobą w zgodzie i przyjaźni, są niszczone, tysiące ludzi traci cały dorobek swojego życia. W takich warunkach ludzie zmieniają się w potwory co powoduje silną agresję i cały ten teren staje się miejscem ogromnej niedoli i ludzkiego cierpienia. 
                
Podczas wizyt autora w klasztorach poznajemy bliżej prawosławnych mnichów i życie. Wszyscy są zaniepokojeni sytuacją, w jakiej znajdują się jako chrześcijanie, jednak są zdeterminowani, aby bronić swojej wiary, czasem podchodząc pod fanatyzm. Myślę, że warto zgłębić tę lekturę, ponieważ poznajemy lepiej wyznanie, jakim jest prawosławie.  Wiele ciekawostek i anegdot z dzieła Jana Maschosa, którego śladami ruszył pisarz w zabawny sposób opisuje różne nietypowe sposoby na osiągnięcie świętości, cuda, które dokonywały się w jego czasach, a także wspaniałą sztukę bizantyjską.
                
Dzieło historyka nie jest lekką lekturą do poduszki, jednak ciekawie napisane, humor przeplata się z tragicznymi opisami, na pewno nie znudzi czytelnika. Jest dosyć… obszerne, zawiera około 600 stron, jednak nie powinno was to zniechęcić. Wiedza dzięki niemu nabyta zostanie mi już na zawsze i zachęciła mnie do głębszej refleksji. Więc, jeśli macie ochotę na coś poważniejszego, to gorąco polecam!



Nikana, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Noir Sur Blanc. 

wtorek, 10 stycznia 2017

„Templanza znaczy umiar” – Maria Duenas - recenzja

Okładka książki Templanza znaczy umiarNic nie zapowiadało, że fortuna, którą Mauro Larrea zgromadził przez lata wytrwałej pracy, przepadnie. Przygnieciony przez długi i dręczony niepewnością Larrea gromadzi ostatnie środki i decyduje się na ryzykowny krok, który otwiera przed nim nowe perspektywy. Wtedy zaś na jego drodze pojawia się niepokojąca Soledad Montalvo, żona londyńskiego kupca winnego, by poprowadzić Larreę ścieżką, której nigdy by się nie spodziewał.

Z młodej republiki meksykańskiej do olśniewającej kolonialnej Hawany; z Antyli do XIX-wiecznego andaluzyjskiego Jerezu, który dzięki eksportowi win do Anglii stał się legendarną kosmopolityczną enklawą – taką drogę przebywa bohater tej książki, opowiadającej o sukcesach i klęskach, rodzinnych intrygach, kopalniach srebra, winnicach i wspaniałych miastach, których świetność z czasem zagasła. To historia męstwa w obliczu przeciwieństw losu i historia życia, które zmieniło się za sprawą niepowstrzymanej namiętności.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, jest objętość książki. Zważywszy na to, że jest to w pewnej mierze opowieść historyczna, bałam się, czy w ogóle uda mi się przez nią przebrnąć. Początek książki dłużył mi się niesamowicie, ale z każdą kolejną stroną, niemal niezauważalnie, coś ruszało do przodu. Czytelnik nawet nie orientuje się, kiedy akcja zaczyna pędzić jak szalona, i bardzo mi się to spodobało.

Na wspomnienie zasługują także przepiękne, wiarygodne opisy Meksyku, Hawany i Hiszpanii, które świetnie oddają realia ówczesnego środowiska i pozwalają nam wczuć się w klimat powieści. Kiedy wątki stawały się nudne, nierzadko jakość ratowały właśnie opisy.

Co do samych wątków, myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie: mamy odrobinę romansu i przygody. Główny bohater jest dość specyficzny, dlatego niektórym czytelnikom może nie przypaść do gustu jego postać, jednakże jego ryzykowne decyzje stanowczo popychają akcję do przodu. Jedyną wadą jest moim zdaniem zakończenie jednego z ciekawszych wątków, gdzie autorka w dużej mierze wysłużyła się zbiegiem okoliczności – po tylu stronach można oczekiwać czegoś więcej.


Podsumowując, jeśli ktoś jest fanem powieści w takim klimacie, ta książki bardzo przypadnie mu do gustu, jednak dla innych powieść ta może być miejscami średnio interesująca. Mimo to należy docenić fakt, iż Maria Duenas zdołała logicznie zespolić tak dynamiczną, złożoną i długą pozycję. Na dziesięć gwiazdek przyznałabym jej solidne siedem. 

Almette, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA. 

czwartek, 30 czerwca 2016

"On" - Zośka Papużanka - recenzja

Okładka książki OnHistorie zwykle pisze sie o kimś wielkim. Albo takim, który dokonał czegoś wielkiego. Wyjątkowo o tych wielce złych. Oto historia Śpika, który nie jest wielki. Ani jakiś wyjątkowy, ani ambitny. Może to przez  to, że nie śpieszyło mu się na ten świat. A może nie. 
            
Rzecz dzieje się w Krakowie, za czasów PRL-u. W całkiem przeciętnej rodzinie, której głowa wychodzi rano i wraca wieczorem z huty. Pani domu też pracuje, a  dziećmi opiekuje się babcia. Jak na ,,typową polską rodzinę" przystało dwójka dzieciaków na wychowaniu. I tutaj zaczynają się schody, bo o ile z jednym synem nie ma problemów, śpi normalnie... o tyle z drugim są. Śpik  do czwartego roku życia nic nie mówił, nigdy nie zasypiał jak zasypiać powinien i płakał w najmniej odpowiednim momencie mszy. Całe dnie potrafił spędzać w kuchni przy oknie i oglądać tramwaje. On po prostu od zawsze był i pozostanie inny. I pomimo marzeń, starań i błagań matki, nic się nie zmieniło. 
            
Osobiście nie przepadam za książkami, których akcja rozgrywa się w czasach wojny czy PRL-u. Jest to też pierwsza, przeczytana przeze mnie powieść tej autorki. Na początku trudno było mi się połapać w sensie długich na pół strony, wielokrotnie złożonych zdań. Ale, przyznam szczerze, z czasem zaczęło mi się to podobać. Powieść jest napisana całkowicie inaczej niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Aby przeczytać ze zrozumieniem trzeba w to włożyć trochę wysiłku, zagłębić się w świat zamknięty w tych kartkach i wsiąknąć w historię. A przynajmniej - ja musiałam. Nie jest to książka, którą poczytamy sobie między jednym spotkaniem a drugim, czy w autobusie. Takie zachowanie grozi spóźnieniem, lub pominięciem odpowiedniego przystanku. To trochę ambitniejsza literatura i musimy poświęcić jej więcej uwagi i czasu niż pięć minut przerwy.
            
Życie z trochę ,,innym" dzieckiem nie jest usiane płatkami róż i mama Śpika wie o tym aż za dobrze. Nie jest to powieść o trudnym życiu z taką,  a nie inną pociechą, o użalaniu się nad sobą i beznadziejnością sytuacji. Wręcz przeciwnie! Ta książka uczy jak kochać, gdy jest trudno. Jak napisał Jacek Dehnel, ,,Ta powieść to napisany z ogromnym wyczuciem i szacunkiem przewodnik po odmiennej wrażliwości, osobnym świecie". W pełni zgadzam się z tymi słowami.

Gorąco polecam!       


            Iguana, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.