tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

piątek, 9 października 2015

"Cudze jabłka" - Agnieszka Krakowiak-Kondracka - recenzja

Okładka książki Cudze jabłka
Agnieszka Krakowiak-Kondracka, urodzona w Kielcach, pracowała jako dziennikarka w kieleckich mediach, zanim związek ze scenarzystą zaowocował odkryciem jej talentu pisarskiego. Dzięki temu znana jest jako scenarzystka popularnego serialu telewizyjnego „Na dobre i na złe”, a niedawno zadebiutowała jako powieściopisarka książką „Jajko z niespodzianką”, bardzo ciepło przyjętą przez czytelników i uznaną przez jury plebiscytu portalu Granice.pl za „Najlepszą Książkę na Wiosnę 2014”. Po niej, nakładem Wydawnictwa Literackiego, wydała „Cudze jabłka”, które moim zdaniem zasługują na równie ciepłe przyjęcie.

Jest to opowieść o szczęśliwej, kochającej się rodzinie, która nagle, wskutek błędnych decyzji biznesowych popada w niemałe tarapaty finansowe. Opowieść o stawianiu czoła problemom, o tym, czy prawdę mówi stare przysłowie „gdy bieda wchodzi drzwiami, miłość ucieka oknami” i o przyjaciołach, których poznaje się w biedzie. Jeżeli chcecie zaznajomić się z historią Marka – przedsiębiorcy i wynalazcy, Ewy – niedoszłej pani psycholog i ich jedenastoletniej córki Poli – świetnie zapowiadającej się pływaczki, zobaczyć na kogo będą mogli liczyć, a kto ich zawiedzie, przeczytajcie tę książkę. 

Czyta się ją bowiem szybko i lekko, choć opowiada o poważnych problemach i gorzkich nieraz prawdach. Ale jest w niej też ciepło, optymizm i spora dawka romantyzmu. Wpisuje się ona na listę tych powieści, które pozwalają wciąż wierzyć, że świat nie jest taki zły i choć wszędzie można spotkać oszustów, cyników, złodziei i ludzi bez zasad, to jeszcze częściej spotykamy ludzi dobrych, życzliwych, którzy po prostu wyciągną do nas pomocną dłoń.

Ci, którzy czytali „Jajko z niespodzianką” na pewno ucieszą się, że na łamach „Cudzych jabłek”  spotkają się również z Adą i jej małą córką Julką, a ja już się zastanawiam, czy mogę liczyć na to, że Agnieszka Krakowiak-Kondracka, która z takim powodzeniem wykreowała tyle odcinków serialu o lekarzach ze szpitala w Leśnej Górze, opowie wkrótce, czy uda się współpraca Ewy z Adą… Ale o tym jaka to współpraca - musicie przeczytać już sami, do czego serdecznie zachęcam!


3sorrow, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

„Ostatnia tajemnica marszałka Piłsudskiego” - Marek Kamiński - recenzja

Czy wujek Józek, czyli Józef Piłsudski, naprawdę zmarł na raka? Dlaczego jego matka miała dwóch lekarzy, i mimo to żadnego nie słuchała?

Te tajemnice i więcej odkrywa lekarz Marek Kamiński w książce „Ostatnia tajemnica marszałka Piłsudskiego”. Analizuje on historię chorobową rodziny i stara się wyjaśnić późniejsze, bardzo liczne, wizyty marszałka w uzdrowiskach.

Na wstępie powiem, że książka nie przypadła mi do gustu. Autor, jak dla mnie, nadinterpretuje fakty i stara się wszystko dopasować do swojej teorii. Denerwuje mnie fakt, że Kamiński doszukuje się stanów depresyjnych i prób samobójczych w sezonowych bólach nogi matki i ojca. Na dodatek wyciąga pochopne wnioski z zapisków brata Marszałka - Bronisia. Nie działa na jego korzyść fakt, iż próbuje ‘wejść’ w skórę syna i deliberuje nad stanem zdrowia matki. Owszem z książki można wynieść wiele nowych i ciekawych informacji, jednak zbytnie narzucanie lekarskiego punktu widzenia, sprawia, że książka staje się zbyt stronnicza.

Język jest bardzo fachowy, typowy dla lekarza, co może denerwować zwykłego czytelnika. Powołuje się na wiele źródeł, co jest na plus, jednak jak mówiłam wcześniej niektóre przytoczone fragmenty znanych dzieł nie trzymają się razem.

Mimo wszystko książkę można przeczytać, żeby rzucić, na faktycznie kontrowersyjną postać Józefa Piłsudskiego, nowe światło i który mimo wszelkich deliberacji autora - był świetnym dowódcą w pełni sił umysłowych.


Dydelf, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Bellona.

czwartek, 8 października 2015

"Zbrodnia w szkarłacie" - Katarzyna Kwiatkowska - recenzja

Okładka książki Zbrodnia w szkarłacieKatarzyna Kwiatkowska to autorka kryminałów retro, którą docenił sam Marek Krajewski. Za debiut pt. „Zbrodnia w błękicie” została nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru i otrzymała specjalne wyróżnienie od członkini jury Janiny Paradowskiej. „Zbrodnia w szkarłacie” to jej najnowsza powieść retro.

Na stronie wydawnictwa rzuciło mi się w oczy jedno zdanie: „Zafascynowana dworami wielkopolskimi, kulturą i tradycjami ziemiaństwa.” Oto esencja stylu polskiej Agathy Christie. Najbardziej z całej książki podobały mi się opisy zwyczajów, życia codziennego, strojów i wyposażenia wnętrz polskiego dworku z 1900 roku.

Na dworze w Jeziorach trwają przygotowania do ślubu. Kłopoty finansowe (a w gruncie rzeczy prawie bankructwo) zmuszają rodzinę do skorzystania z pomocy Jana Morawskiego. Przystojny szarmant, amator rozwiązywania zagadek kryminalnych ofiarowuje swoje umiejętności mieszkańcom Jezior w poszukiwaniu dawno zaginionego skarbu dziadka… Jednak pewnej nocy pada śmiertelny strzał. 

Kto ucierpi? 
Kto okaże się winnym, a kto znajdzie dobre alibi? Podejrzani są wszyscy. 
Co z tym wszystkim wspólnego ma szkarłat i trup? Tego dowiecie się czytając kryminał Katarzyny Kwiatkowskiej.

Pierwszym i największym brakiem jaki odczułam podczas lektury jest brak przypisów, które byłyby bardzo pomocne ze względu na bogate słownictwo aranżowane na to obecne pod koniec XIX wieku. Kwiecisty styl wypowiedzi, pełen różnorodnych środków stylistycznych jest sam w sobie tak artystyczny że jakakolwiek akcja wydaje się niepotrzebna. I… faktycznie tak jest. Pierwsze kilka rozdziałów przeczytałam bez wielkiego zapału. Brak jakiejkolwiek akcji jest nużący. W następnych rozdziałach jest już lepiej, jednak ciągłe odskoki od głównego tematu rozpraszają i spowalniają akcję. Nie tego się spodziewałam po kryminale.

Nie wciągnęła mnie „Zbrodnia w szkarłacie”, jednak podziwiam autorkę za tak wierne odzwierciedlenie ówczesnych realiów życia w Polsce. Także wykreowanie skomplikowanej intrygi, z jaką mamy styczność podczas lektury, nie jest łatwym zadaniem, podobnie jak zrozumienie, a tym bardziej czerpanie przyjemności z jej odkrywania.

Katarzyna Kwiatkowska jest porównywana do Agathy Christie. Książki zarówno jednej, jak i drugiej z pań mnie nie porwały, ale może Was wciągną bez reszty? :)


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

"Facet i kuchnia" - Szymon Kubicki - recenzja

Okładka książki Facet i kuchnia. Smacznie, kreatywnie i bez glutenu
Gotowanie od zawsze było domeną kobiet. Mimo tego, że dożyliśmy czasów Gordona Ramsaya i Jamiego Olivera, to wciąż dość powszechnym zjawiskiem jest facet nie umiejący zrobić nawet jajecznicy, czy ugotować ziemniaków. 

Jednak książki kucharskie pojawiają się jak grzyby po deszczu. Co zatem odróżnia to wydanie od multum znajdujących się już na rynku? Po pierwsze autor. Szymon Kubicki - autor strony facetikuchnia.pl. Zwraca uwagę już samym swoim wyglądem. Bo długich ciemnych włosów i gęstej brody na prawdę trudno nie rozpoznać w tłumie. Po drugie, wszystkie przepisy zamieszczone w książce są bezglutenowe. Od śniadań, przez obiady, przekąski a na deserach kończąc. I mimo, że książka z założenia nie jest wegetariańska ani wegańska, to znajduje się tu sporo naprawdę dobrych propozycji na dania bez produktów odzwierzęcych. 

Dania są opatrzone dokładnym opisem przygotowania i przepięknymi zdjęciami. Oprócz tego ciekawy jest podział na rozdziały. Nie tak jak zazwyczaj na np. dania główne, przystawki, desery itd. Tutaj zaś nastąpi podział na produkty np. marchewki i buraki, jajka , kasze itd. Mam co do tego mieszane uczucia, bo z jednej strony łatwiej można znaleźć zagospodarowanie dla znajdujących się w lodówce produktów, ale z drugiej, jeżeli chcę upiec ciasto na spotkanie ze znajomymi, to muszę poszukać we wszystkich kategoriach. Jednak nie twierdzę, że taki podział na rozdziały był złym pomysłem i ogólnie książkę oceniam bardzo pozytywnie.

Polecam!

Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

środa, 7 października 2015

"Wieczory w Umbrii" - Marlena de Blasi

Okładka książki Wieczory w Umbrii„Wieczory w Umbrii” to opowieść o czwartkowych spotkaniach czterech przyjaciółek. Gotowanie, degustacja win i debaty na temat sensu życia mają miejsce w starym kamiennym domu na wzgórzach nad Orvieto. W Umbrii.

Każda z kobiet albo była, albo nadal jest kucharką. Każda z nich kocha swoje zajęcie. W każdym z miejsc, gdzie grasują panie, zapach przypraw i przyrządzanego mięsa miesza się ze słodkimi nutami deserów. Co najważniejsze, wszystkie głęboko wierzą, że należy podtrzymywać tradycję kuchni Umbrii i właśnie takie dania przygotowują na cotygodniowe spotkania.

Czwartkowe popołudnia stają się okazją do dyskusji na każdy z możliwych tematów. Mężczyźni, duszenie mięsa, dzieciaki, mafia, zwierzęta domowe, Kościół… Niezależnie od wagi tematu, każdy  z nich został dokładnie obgadany z małymi przerwami na łyczek (lub troszkę więcej) wina.

Marlena de Blasi stworzyła taki.. swojski klimat. Nastrojowy dom na wzgórzach stoi otworem dla każdego przybysza. Z daleka już czuć aromat słonecznych Włoch, nawet jeżeli siedzisz w jesienne popołudnie z książką pod kocem. Plastyczność opisów pozwala przenieść się te kilka tysięcy kilometrów na południe, by dzięki słowom wygrzać się w ostatnich promieniach czwartkowego słońca.

Jeśli spodziewacie się wartkiej akcji i mrocznych tajemnic, to nie tej książki szukacie. Lektura „Wieczorów w Umbrii” to idealna okazja, by na chwilę usiąść, nalać sobie lampkę wina i w towarzystwie papierowych przyjaciółek zrelaksować się po całym dniu.

 Styl autorki jest lekki i przyjemny. Sama tematyka jakoś bardzo mnie nie porwała. 90 % książki mowa tu o jedzeniu, a od samego czytania robiłam się głodna, szczególnie gdy każdy zapach, kolor i walor posiłku był bardzo obrazowo opisany. Gorąco polecam tę książkę, ale tylko na pełny żołądek!

Książka zawiera przepisy tradycyjnej kuchni Umbrii. Niektóre łatwiejsze, niektóre nieco mniej, ale radość z przyrządzenia jakiegokolwiek posiłku w miłym towarzystwie, niezależnie od jego rodzaju, będzie przeogromna. Zwłaszcza po lekturze „Wieczorów..”.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza. 

"Złodziejka książek" - Markus Zusak - recenzja

Coraz częściej wydawane są książki, ściśle związane z drugą wojną światową, Trzecią Rzeszą, losami żołnierzy oraz uciekinierów z obozów koncentracyjnych.

Liesel Meminger to dziewięcioletnia dziewczynka, która właśnie straciła matkę i brata. Bohaterce zostaje przydzielona rodzina zastępcza. Jej nowa opiekunka, Rosa jest bardzo trudną postacią. Bywa porywcza, impulsywna, stale chodzi rozzłoszczona. Wystarczy  krzywo na nią popatrzeć a zostajemy przytłoczeni tysiącami wyzwisk (które najczęściej mają związek ze świniami).

Natomiast nowy ojciec Liesel, Hans Hubermann to bardzo poczciwy, uprzejmy człowiek, kochający grać na akordeonie. Dziewczynka od razu zaprzyjaźnia się z ‘papą’ (tak go właśnie nazywa), zostają wiernymi kompanami.

Problemy zaczynają się, gdy bohaterka wyrusza do szkoły. Zostaje wyśmiana przez nauczyciela i całą klasę za to,że nie potrafi napisać swojego imienia i nazwiska. Zła dziewczynka postanawia za wszelką cenę nauczyć się pisać i czytać. Wspólnie z Hansem, każdej nocy czytają książki (poczynają od ‘Poradnika Grabarza’,którą Liesel dostała po pochówku brata) i uczą się słówek. Bohaterka po raz pierwszy odnajduje bratnią duszę.
Po pewnym czasie dziewczynka poznaje swojego sąsiada – Rudy’ego Steinera, który od początku jest zakochany w Liesel ( ‘ dasz mi buziaka jak wygram mecz?’ ). Chłopiec jest bardzo energiczny, niezdarny; zafascynowany biegaczem – Jessem Owensem. 

Zbliżają się święta. Mimo trudnej sytuacji rodzice darują dziewczynce książkę- o ‘Psie Faust’cie’ (niestety jest to fikcyjna książka). Od tego momentu Liesel zaczyna coraz częściej czytać. Bywało,że po jedną książkę sięgała kilkanaście razy.
Z okazji urodzin Hitlera żołnierze postanawiają spalić wszystkie książki i dzieła związane z Żydami. To idealny moment na….kradzież. Czego? Musicie dowiedzieć się sami.


Zdecydowanie polecam tę książkę. Zarówno tekst, jak i sam film jest przecudowny, poruszający i bardzo uczący, pełny wartości. Jest to fascynująca opowieść o przyjaźni i człowieczeństwie w czasach Hitlera. Naprawdę uważam,że ta książka powinna być lekturą szkolną.

Ayumi Kyoko, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Nasza Księgarnia. 

wtorek, 6 października 2015

"Życie na przekąskę" - Monika Małkowska - recenzja

Okładka książki Życie na przekąskę. Pustki w sklepach, pełnia w kulturze czyli opowieści nie tylko z PRL-u
PRL. Czas przysłowiowego octu na półkach i pustkach w sklepie. Wydawać by się mogło, że jakiekolwiek eksperymenty kulinarne nie były wtedy możliwe. A jednak.

Monika Małkowska w swej książce prezentuje pomysły na bardzo ciekawe dania. Jednak nawet osoby nie zainteresowane sferą kulinarną mogą bez wątpienia ją przeczytać. Stanowi ona bowiem pewne przywołanie ducha tamtych czasów. I pokazuje jak było naprawdę. Przepisy podane są w przejrzysty i przystępny sposób. Ze znalezieniem składników też nie powinno być problemu w przeciętnej kuchni. Tym bardziej, skoro były dostępne w czasach pustych półek i długich kolejek z kartką żywnościową w ręku, to obecnie tym bardziej są łatwe do zdobycia.

Każde danie posiada tam swoją unikatową historię. Żadne nie jest planowane, powstaje mimochodem. A i geneza każdego z nich jest niezmiernie ciekawa. Mimo, że każda z potraw odgrywa niemalże kluczową rolę w każdej opowieści, to autorka nie skupia się wbrew pozorom na jedzeniu. Historyjki są krótkie, każdy rozdział nie jest dłuższy niż dwie strony. Przez to czyta się bardzo łatwo, można by nawet rzec - mimochodem. Nie zauważamy, kiedy to lektury ubywa, ubywa i ubywa, a my czujemy, jakby po wejściu do sklepu na półkach stać powinien tylko ocet...

Polecam!

Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki. 

„Cztery siostry” – Helen Rappaport - recenzja

Okładka książki Cztery siostry. Utracony świat ostatnich księżniczek z rodu RomanowówRosyjski dwór w Carskim Siole świeci pustkami. Po rodzinie Romanowów zostały już tylko wspomnienia i koty pałętające się po pustych korytarzach pomiędzy pozamykanymi na cztery spusty drzwiami do apartamentów.

17 lipca 1918 roku przyniósł ze sobą dramatyczne zdarzenia dla historii całego rodu. Tuż po północy Aleksandra Romanowa, jej mąż cesarz Mikołaj II i piątka ich dzieci zostali zamordowani przez tajną bolszewicką policję w piwnicy domu Ipatiewa w Jekaterynburgu z rozkazu Włodzimierza Lenina.

Jeszcze kilka miesięcy wcześniej dom tak nie wyglądał. Na korytarzach echem niósł się śmiech młodych księżniczek, ówczesnych ikon mody i stylu. Najbardziej pożądanych panien w całej Europie. Pod przykrywką zwiewnych letnich sukienek i uśmiechniętych buziek ukrywały się cztery silne i niezależne kobiety, gotowe przejąć opiekę i władzę nad Rosją. Nie zdążyły tego dokonać, tak jak nie zdążyły wyjść za mąż, spełnić marzeń ani zrealizować swoich planów. Całe życie, które stało przed nimi otworem, zostało brutalnie odebrane z rozkazu Włodzimierza Lenina tuż przed końcem I wojny światowej.

W książce napisanej przez Helen Rappaport poznajemy księżne od zupełnie innej strony, niż dane było je poznać obywatelom Rosji na początku XX wieku. Dzięki lekkiemu pióru autorki ich życie podczas lektury wyświetla się niczym film, klatka po klatce przedstawiając każdą chwilę z ich młodzieńczego życia. Obszerne i dokładne opisy idealnie wpasowują się w charakter powieści.
Dobra powieść historyczna kojarzy mi się z Philippą Gregory, autorką, której pióro czyni cuda przemieniając szare historyczne fakty w barwną powieść, która porywa czytelnika bez względu na zamiłowanie do historii. Helen Rappaport w niczym nie jest gorsza od mistrzyni powieści historycznej.

Sentymentalne szczególiki, jak wspomnienie kotki Zubrówki, pozytywki grającej „Marsyliankę” i pułku ołowianych żołnierzyków z bawialni Aleksego nadają powieści osobistego charakteru. Aż trudno uwierzyć, że autorka nie opisuje tego z własnego doświadczenia. Wyjątkowo zapadł mi w pamięć fragment o stole w dziecięcej jadalni zastawionym porcelaną z monogramem Romanowów, który czeka od prawie stu lat na powrót dzieci z zabawy w ogrodzie, jakby to miało już za chwilę nastąpić…

Styl autorki charakteryzuje drobiazgowość podczas opisywania relacji książęcych i wszelkich innych szczegółów. Poznajemy historię dzieciństwa matki księżnych i jak Alix – księżniczka heska, wnuczka królowej Wiktorii zapałała uczuciem do rosyjskiego cara Mikołaja II – Nicky’ego.

Podczas lektury bardzo pomocne są znajdujące się tuż po spisie treści spisy ilustracji i postaci. To dzięki nim w ogóle odnalazłam się w ogromie postaci, o których była mowa w całej powieści. Dodatkowe przypisy tłumaczą wszelkie niedopowiedzenia i niepewności.

„Cztery siostry” to połączenie banalnej codzienności XX wieku i wyrafinowanego stylu rosyjskiego dworu. Gorąco polecam fanom historii Rosji, lecz także czytelnikom, którzy cenią sobie dobrze napisaną powieść. Nieszablonowa, przepełnioną śmiercią i tajemnicą opowieść o czterech siostrach - ostatnich księżniczkach rodu Romanowów, świętych Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. To historia, która wciąga bez końca!


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

poniedziałek, 5 października 2015

"Rok szkolny z Mikołajkiem" - recenzja

Okładka książki Rok szkolny z MikołajkiemNiedawno rozpoczął się nowy rok szkolny, a wraz z nim nowe obowiązki i wyzwania dla tysięcy uczniów. Wydawnictwo Znak postanowiło trochę uprzyjemnić dzieciom nadciągające miesiące ciężkiej pracy, dlatego też wydało kalendarz zatytułowany „Rok szkolny z Mikołajkiem”.

Już sam tytuł zachęca do sięgnięcia po tę szczególną pozycję. Kto nie lubi rezolutnego Mikołajka i nie zaśmiewa się z jego pomysłów? Jak przypuszczam większość dzieci zna przygody chłopca i jego przyjaciół.

„Nauczycielka zwraca się do ucznia, patrząc mu prosto w oczy:
  • Zawsze gdy jest klasówka, to ciebie nie ma. Znowu babcia była chora, tak?
  • Tak, proszę pani. My też podejrzewamy, że babcia udaje.”

a oto jeszcze jeden przykład:

„- Och, zobacz, tato, spadająca gwiazda! - krzyczy Leokadia.
  • Mam nadzieję, że zdążyłaś pomyśleć życzenie.
  • Tak, Lepiej niech się spełni, bo inaczej dostaną jedynkę z geografii!
  • Naprawdę? A jakie życzenie pomyślałaś?
  • Żeby Londyn został stolicą Włoch, zanim pani poprawi sprawdziany.”
Powyższy dowcip został umieszczony na jednej ze stron kalendarza i obrazuje klimat, w jakim utrzymany jest cały utwór.

Oprócz standardowego podziału na dni i miesiące – które czytelnik sam uzupełnia, zawiera on dużo śmiesznych rysunków, takich typowo „w stylu Mikołajka”, a także opowiadania, ściągi, krzyżówki i dobre rady. Kalendarz utrzymany jest w tonacji czarno-białej, można traktować go jako ciekawą lekturę na każdy dzień lub tydzień. Wydawca nie zapomniał o takim szczególe jak przymocowana na stałe wstążka służąca jako zakładka, która bardzo ułatwia odnalezienie właściwej daty.

Myślę, że kalendarz „Rok szkolny z Mikołajkiem”, stanowi bardzo dobrą zachętę na początek roku szkolnego dla najmłodszych uczniów, którzy z zapałem i konsekwencją, przynajmniej na początku, będą w nim wszystko notować. :)


Tilia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

piątek, 2 października 2015

”Zagadka salamandry” - Jørn Lier Horsta - recenzja

"Cecilia Gaathe nigdy wcześniej nie widziała martwego człowieka. Aż do tej pory.”

Okładka książki Zagadka salamandryTajemnica, śmierć i salamandra, czy to ma sens? Według mnie nie miało, ale dzięki książce Jørna Liera Horsta pt.:”Zagadka Salamandry” przekonacie się, że jednak coś w tym jest.

Kiedy Cecilia Gaathe znajduje martwego mężczyznę nad Zatoką Okrętów, tam gdzie rok temu została znaleziona jej matka, jest przerażona. Jednak pomaga jej nowo przybyły mieszkaniec miasta - Leo i wzywa pomoc. Chłopiec wprowadza się do pensjonatu ojca Cecilii, w którym jego matka ma pracować. Jest podejrzliwy co do śmierci mężczyzny na plaży i razem z Cecilią, jej koleżanką Uną oraz  psem Egonem zaczynają śledztwo dotyczące zmarłego mężczyzny. 

Kiedy zostaje okradziony hangar ojca Uny, a do pensjonatu wprowadza się kilku podejrzanych typów przyjaciele nie czują się już tak bezpiecznie. Starają się dokumentować każdy szczegół dotyczący nowo przybyłych gości robiąc im fotki. Dwóch śliskich  obcokrajowców wynajmuje wieczorem łódź i płyną na wysepkę, gdzie rozbiła się łódź zmarłego mężczyzny z plaży. Dokładnie przeszukują pokład, co nie umyka czujnym oczom naszych bohaterów, którzy z dnia na dzień stają się coraz bardziej spostrzegawczy. Po powrocie decydują się przeszukać pokoje dwójki gości z zagranicy i znajdują plik pieniędzy ukryty pod łóżkiem. Kiedy wracają ojciec Cecilii przedstawia im nowych klientów pensjonatu, którzy wydają się jeszcze bardziej podejrzani. Detektywi zauważają także dziwne zachowanie mieszkającego tam już od dłuższego czasu, Duńczyka. 

Czy sprawa ze śmiercią na plaży się rozwiąże? 
A może jeszcze bardziej skomplikuje? 
Kto okaże się przestępcą? Przeczytaj!

Bardzo podobała mi się ta książka. Czytało się ją z łatwością, a masa nierozwiązanych zagadek i tajemnic jeszcze bardziej zachęcało mnie do dalszej lektury. Jørn Lier Horsta wykazał się niesamowitą sztuką przedstawiania fabuły w lekko poplątany sposób, ale jasno i czytelnie. Jest on nie tylko pisarzem, ale także policjantem, który z widoczną łatwością przelewa swoje doświadczenie zawodowe na papier.

Zachęcam także do przeczytania reszty z serii CLUE m.in. „Zagadkę zegara Maltańskiego”

Polecam

Monia, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Smak Słowa.

czwartek, 1 października 2015

„Świat na żółto” - Albert Espinosa - recenzja

Okładka książki Świat na żółto. 23 małe odkrycia, które uratowały mi życieRak nie jest przejściową chorobą, której można się pozbyć szybko, jak przeziębienia. To długotrwały proces walki, która trwa i trwa… mogłoby się wydawać, że bez końca i bez efektów. Albert Espinosa przekonuje, że z tą chorobą nie tylko da się żyć, ale wygrać i cieszyć się każdym dniem.

Już na samym początku da się zauważyć, że autor nie jest typowym humanistą, a ma w sobie pierwiastek inżyniera. Listy, listy i jeszcze raz listy. Cała książka jest bardziej uporządkowana niż  nieuporządkowana jest stajnia Augiasza! Te dwieście stron to jedna wielka instrukcja „jak żyć”. Na początku myślałam, że skoro to książka o raku, to będzie autobiograficznym opisem choroby, wizyt w szpitalu jak we wcześniej recenzowanej przeze mnie książce pt. "Uzdrowienie jest darem Boga". Mimo podobnej tematyki, ponad dziesięciu lat spędzonych na walce z chorobą, to dwie zupełnie różne historie.

Autor dowiedział się o tym, że ma raka w wieku czternastu lat. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nastoletnie dziecko otrzymuje taki… wyrok. Przez ponad dekadę walczył z chorobą. Teraz ma 41 lat i jako hiszpański powieściopisarz, aktor, reżyser, scenarzysta i dramaturg podbija świat historią swojego życia.

„Świat na żółto” to opowieść o tym, jak przygotował imprezę pożegnalną dla swojej nogi, jak żyje w nim teraz 4,7 człowieka, jak bał się, że tomograf wydrukuje jego myśli. To pełen pozytywnej energii człowiek, który mimo amputacji i dwóch przerzutów raka, nie boi się wypowiadać tego słowa. Woli pokazać światu, że diagnoza to nie jest wyrok śmierci. Z chorobą można wygrać, a doświadczenie zdobyte podczas jej przechodzenia, będzie miało ogromny wpływ na późniejsze „normalne” życie.

Książkę przeczytałam bardzo szybko. Może dzięki niezliczonym listom i instrukcjom, które po prostu wystarczy raz przeczytać i wprowadzić do swojego życia. Szczególnie mnie zaciekawiła lista rzeczy, które trzeba zrobić, by zacząć panować nad swoim sposobem chodzenia. Jak to zrobić? Okazuje się , że najpierw trzeba się nauczyć oddychać! Pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego tematy nagle nabierają sensu i wywołują uśmiech na twarzy.

To pełna pozytywnej energii opowieść o walce z bólem, nie tylko tym fizycznym, a zarazem poradnik jak być „żółtym” i cieszyć się z każdej ofiarowanej nam chwili, bo nigdy nie wiadomo co będzie za kilka dni, miesiąc, czy rok.


Ananaska, 17 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

środa, 30 września 2015

‘’Każdego dnia’’ - David Levithan – recenzja

Okładka książki Każdego dnia
Kiedy tylko usłyszałam, że ma ukazać się nowa książka Levithana, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Autora znałam z jego innej powieści, napisanej wspólnie z Johnem Greenem pt. ‘’Will Grayson, Will Grayson’’. Jego styl pisania niesamowicie mi się spodobał. Więc kiedy zaczynałam czytać miałam całkiem wysokie wymagania. I cóż, nie zawiodłam się.

Szesnastoletni A codziennie budzi się w innym ciele. Nie wie czemu tak się dzieje, ani skąd to się wzięło, ale nauczył się z tym żyć.  I nawet ustalił pewne zasady: nie angażować się, nie robić nic czego ludzie, których ciała zajął, by sobie nie życzyli i i nie rzucać się w oczy. I trzyma się tego, przynajmniej do czasu kiedy poznaje Rhiannon. Wtedy wszystkie zasady przestają się liczyć. Zakochuje się w niej mimo, iż wie, że ta miłość nie ma żadnych szans. Ale i tak postanawia o nią walczyć.

Brzmi to jak opis ckliwej opowiastki dla nastolatków. I rzeczywiście, po części tak jest. Lecz książka porusza też wiele ważnych tematów. Nie skupia się w całości na relacji A i Rhiannon. Równe ważne są losy osób, których ciała A zamieszkiwał. Każdy ma swoją indywidualną historię do przedstawienia. Jednego dnia jest to piękna i bogata dziewczyna, drugiego umierający na raka chłopak lub bezdomny narkoman. I właściwie nigdy, w żaden sposób, nie miesza w ich życiu. Chodzi do szkoły, odrabia zadania itd. Jednak kiedy budzi się w ciele nastolatki zamierzającej popełnić samobójstwo, za wszelką cenę stara się to powstrzymać. Pojawia się też kwestia ‘’bycia szatanem’’. Bo skoro A ma takie możliwości, czemu nie miałby ich wykorzystać na własny użytek?

Książka zachęca również do zastanowienia się nad postrzeganiem płci i orientacji seksualnej. Zresztą jak mogłoby być inaczej skoro główną postacią jest osoba, która nie identyfikuje się z żadną z płci – uznaje się po prostu za człowieka. Na innych również nie patrzy pod kątem płci, wiary, orientacji seksualnej czy wyglądu, ale tego jakimi ludźmi są. O miłości mówi tak: ‘’Według mojego doświadczenia pożądanie to pożądanie, a miłość to miłość. Nigdy nie zakochiwałem się w płci, zawsze w konkretnych osobach. Dla mnie to oczywiste i nie mogę zrozumieć, dlaczego niektórym wydaje się to takie trudne.’’


Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Sama przeczytałam ją w ciągu dwóch dni.  Nie mogłam się oderwać! Polecam ją każdemu kto szuka jakiejś ciekawej lektury na weekend.

Olehandra, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Grupy Wydawniczej Publicat.