tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deedlit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deedlit. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 czerwca 2017

„Basia i przyjaciele. Titi” - Zofia Stanecka- recenzja

Okładka książki Basia i przyjaciele. TitiBasia i przyjaciele” to seria książek dla dzieci, opowiadająca przygody Basi. Historia z książeczki o podtytule „Titi” mówi o  ciemnoskórym chłopcu, który pochodzi z Haiti i wskutek wielkiej powodzi musiał razem z mama przeprowadzić się do Polski. Jego mama Julia poznała Rafała, którego Titi nazywa teraz tatą. Chłopiec chodzi jeszcze do przedszkola i nie bardzo potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji.
        
„Był chłodny, przejrzysty dzień. Titi szedł z mamą Julią i tatą Rafałem na plac zabaw”. Titi wpadł na starszego pana, który nazwał go czarnuchem. Mały nie znał znaczenia tego słowa ale jego brzmienie go przestraszyło. „W jego głosie Titi usłyszał czarną wściekłość”. Chłopiec nie potrafił się uspokoić ani zapomnieć tego niemiłego wrażenia, jakie towarzyszyło mu odkąd usłyszał to słowo. Rodzice próbowali go uspokoić, wytłumaczyć, że nie ma się czego bać i to ten pan powinien się wstydzić swojego zachowania. Później Titi spotkał Basię i Anielkę. Powiedział im, że czarny jest brzydki, że jest czarnuchem. Rodzice wytłumaczyli jeszcze raz, że to nieładne słowo i Titi nie może czuć się gorszy od innych. „Niektórzy ludzie boją się tego, że inni różnią się od nich”- powiedziała mama Titiego. Następnego dnia dziewczynki, aby pokazać Titiemu, że czarny jest piękny, przyniosły mu do domu małego czarnego kotka.

Książeczka jest bardzo kolorowa i wzbudza wyobraźnię u czytelnika. Kolorowe ilustracje Marianny Oklejak pomagają wyobrazić sobie całą sytuację. Słowa, które mogłyby być  niezrozumiałe dla dziecka, opisane są za pomocą barw. Jest to bardzo dobry sposób, aby małe dziecko zrozumiało choćby samo to, czy słowo ma negatywny wydźwięk, czy wręcz przeciwnie.
         
Te 23 strony, oprócz tego, że są ciekawą historią, napisaną odpowiednim dla dzieci językiem, niosą w sobie bardzo aktualne i ważne przesłanie. Od dziecka należy uczyć, że inny nie znaczy gorszy, kolor skóry nie decyduje o wartości człowieka. Warto czytać dzieciom książki, które je czegoś nauczą, dlatego bardzo polecam.

                                                                                                                           Deedlit, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

piątek, 17 lutego 2017

„Slow life według ojca Leona”- Leon Knabit - recenzja

Okładka książki Slow life według ojca Leona„Slow life według ojca Leona” to zbiór rozmów ze znanymi ludźmi ze środowiska mediów i nie tylko, zredagowany przez Katarzynę Węglarczyk oraz Przemysława Skrzyńskiego. Są to wywiady o. Leona Knabita z Anną Dymną, Markiem Kamińskim, Joanną Kołaczkowską, Cezarym Nowakiem („Cezikiem”), Marcinem Prokopem i Krzysztofem Skórzyńskim.
          
Ojca Leona wiele osób może kojarzyć z billboardowych plakatów z okazji Światowych Dni Młodzieży. W tym momencie ma on 87 lat i prowadzi spokojne życie jako ojciec bernardyn w klasztorze w Tyńcu. Jest to niesamowity człowiek, który ma ogromną wiedzę o świecie i nie kończące się pokłady humoru i spokoju. Dzięki tej książce możemy bliżej poznać tę niepowtarzalną postać oraz codzienne życie sześciu rozmówców o. Leona, którzy „w tym szalonym świecie nie dali się zwariować”.
          
Z każdą z tych sześciu osób o. Leon porusza inne tematy. Od razu ze wszystkimi łapie świetny kontakt i rozmowa brzmi jakby znali się od zawsze. Czytając, dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy o tych ludziach. Przy o. Leonie nie boją się wypowiedzieć swoich najgłębszych przemyśleń i doświadczeń.
          
Wywiady są naprawdę ciekawe. Ojciec Leon rozmawia o najprostszych rzeczach, o zwykłej codzienności, jednak odnajduje się w tym niezwykłą mądrość. Zabawne porównania i odniesienia sprawiają, że czyta się bardzo szybko i łatwo.
           
Czytając tę książkę możemy wiele rzeczy odkryć na nowo. Pokazuje nam ona, że czasem warto odciąć się od pędzącej rzeczywistości i pobyć chwilę blisko natury, przemyśleć co tak naprawdę jest w życiu ważne. Pobyć chwilę „offline”.
          
„Slow life według ojca Leona” to niezmiernie ciekawa i pouczająca lektura dla każdego.
                                                                                     Serdecznie polecam !

                                                                                               Deedlit, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

środa, 26 października 2016

„Prawo pierwszych połączeń”- Agnieszka Tomczyszyn - recenzja

Okładka książki Prawo pierwszych połączeń„Prawo pierwszych połączeń” to książka skierowana do młodzieży. Opisana jest w niej historia grupki młodych ludzi, którzy wchodzą w świat dorosłych, uczą się realizować plany i spełniać marzenia, równocześnie świetnie się bawiąc.
         
Jonasz, którego rodzice nazwali tak na cześć poety Jonasza Kofty, to chłopak pasjonujący się muzyką, a w szczególności grą na gitarze, co całkiem nieźle mu wychodzi. Wraz z dwoma przyjaciółmi Rudym i Benkiem założyli kapelę garażową. Jest on głównym bohaterem książki i cała historia opowiadana jest z jego perspektywy.
          
Laura to typ marzycielki i optymistki. Interesuje ją sztuka, a w szczególności twórczość Van Gogha. Sama chodzi do liceum plastycznego. Jest też „królową karaoke”, jak nazwała ją jej przyjaciółka Bean. Jest dziewczyną, która uparcie dąży do swoich celów. Jednak życie jej nie oszczędzało i ma za sobą wiele nieprzyjemnych doświadczeń.
          
Bean, a właściwie Gosia to najlepsza przyjaciółka Laury. Przezwisko Bean wymyśliła jej Laura pierwszego dnia gdy się poznały, ponieważ przypominała jej wyglądem córkę Kurta Cobaina- Frances Bean. Małgosia dobrze się uczy, lubi dużo czytać i od pewnego czasu coś ją gryzie…
           
Ariel natomiast na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwny. Z góry narzuca innym zasady i zachowuje się jakby wszystko wiedział. Ale co się dziwić skoro co roku, odkąd skończył 7 lat rodzice posyłają go na 2 lub 4 obozy w ciągu wakacji i ten jest jego 29. Jest dobry prawie w każdej rzeczy za którą się zabierze i zna się na zachowaniach ludzi.
          
Jonasz, Laura, Bean i Ariel poznają się na obozie językowym na Korsyce. Jonasz został wysłany na ten wyjazd wbrew własnej woli. Wakacje chciał spędzić grając na gitarze w kapeli garażowej z przyjaciółmi Rudym i Benkiem oraz bijąc rekordy w grze Guitar Hero. Jego rodzice są roztrzepani (Jonasz tłumaczy to faktem, iż są humanistami) i spóźniają się na miejsce zbiórki. Chłopak w ostatniej chwili wsiada do autokaru i zajmuje miejsce obok Ariela. Za chłopakami, jak się później okazuje siedzą Laura i Bean. Od razu zaczynają świetnie się dogadywać i już pierwszego dnia przeżywają niezwykłą przygodę na statku. Od tamtej pory tworzą całkiem zgraną paczkę przez cały swój pobyt na obozie razem spełniają swoje marzenia. Na Jonasza największy wpływ miała Laura. Wyjazd na Korsykę całkiem zmienił jego życie.
        
„Prawo pierwszych połączeń” to cudowna książka, która pomogła mi podjąć kilka ważnych decyzji w moim życiu, dodała mi odwagi. Bohaterowie zaczynają działać: robią wszystko co im wpadnie do głowy, aby przybliżyć się do spełnienia swoich największych marzeń. Dzięki nim ja również zrozumiałam, że trzeba zacząć działać, a nie czekać aż „samo się zrobi”.
          
Agnieszka Tomczyszyn bardzo ciekawie przedstawia całą historię Jonasza i czytając  jej książkę razem z czwórką przyjaciół świetnie się bawiłam. „Prawo pierwszych połączeń” jest pełne humoru i czytelnika czeka naprawdę zaskakujące zakończenie, dla którego warto przeczytać tę książkę. Autorka napisała do tej pory dwie inne książki: ”Ezotero. Córka wiatru” oraz „Ezotero. Moje przeznaczenie”, do których z pewnością niedługo sięgnę.
                                                                                                              Serdecznie polecam!

Deedlit, 17 lat  

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MG. 

piątek, 9 września 2016

„Wszystko dla Klary”- Ewa Świerżewska, Łukasz Świerżewski - recenzja

Okładka książki Wszystko dla Klary, czyli historia pewnego pomysłu„Wszystko dla Klary” to książka autorstwa małżeństwa: Ewy i Łukasza Świerżewskich

Jest to historia pewnego pomysłu, napisana w bardzo sympatycznym języku, dająca nam wskazówki jak z sukcesem realizować plany. Tekstowi towarzyszą humorystyczne, kolorowe obrazki, świetnie odwzorowujące treść książki.
          
Akcja książki zaczyna się gdy Baśka i Kuba jadąc na rowerze o mało nie wpadają na siebie. Jednak zamiast krzyczeć jedno na drugie, ich uwagę przykuwa plakat. Przedstawia on Klarę z równoległej klasy 5c, która praktycznie od urodzenia porusza się na wózku inwalidzkim. Gdy Baśka czyta na głos fragment plakatu: „… i brakuje nam jeszcze 30 procent kwoty…” w ich głowach rodzi się plan. Od razu postanawiają pomóc Klarze i robią burzę mózgów, co mogliby zrobić. Stopniowo angażują w swój pomysł całą swoją klasę, a później szkołę.

Czy uda im się zebrać wystarczającą ilość pieniędzy aby pomóc koleżance?

„Wszystko dla Klary” jest zarówno ciekawą lekturą jak i źródłem wiedzy. W tej książce znajdziemy wiele podpowiedzi jak możemy realizować swoje plany. Można także powiedzieć, że jest to „mini podręcznik” do ekonomii. Są tu wyjaśnione pojęcia takie jak przedsiębiorczość czy kryzys. Wymienione są sposoby zarządzania i omówione wszystkie formalności jakie każdy z nas kiedyś będzie musiał załatwiać.
          
Książkę czyta się naprawdę przyjemnie i wiele można się z niej nauczyć. Bardzo polubiłam bohaterów tej książki. Mimo swojego młodego wieku nie poddawali się i pokonywali razem wszystkie trudności. We dwójkę potrafili poruszyć całą szkołę i zająć się organizacją wielu wydarzeń.
          
Serdecznie polecam tę książkę każdemu, kto chce się dobrze bawić czytając, równocześnie zdobywając trochę przydatnej wiedzy ;)

           
Deedlit, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Wilga.  

środa, 20 lipca 2016

„Pięć królestw. Strażnicy kryształów” - Brandon Mull - recenzja

Okładka książki Strażnicy KryształówSeria „Pięć królestw” opowiada o przygodach Cole’a Randolpha, chłopca który wraz kilkoma przyjaciółmi został porwany przez handlarzy niewolników i przeniesiony na Obrzeża. Tym dziwnym światem rządzi formowanie - rodzaj magii, dzięki któremu można kontrolować materię na różne sposoby. Obrzeża podzielone są na pięć królestw: Sambrię, Elloweer, Zeropolis, Necronum oraz Creon. Nad każdym z nich panuje po jednym Wielkim Formiście a nad nimi wszystkimi włada król Stafford. On i jego żona Harmonia mieli pięć córek, które jak mówi oficjalna wersja - zaginęły, natomiast Cole odkrywa, że prawda jest całkiem inna.
          
W poprzednich tomach „Pięciu królestw” Cole poznaje Sambrię oraz Elloweer. Dołącza do organizacji walczącej z obecnymi władzami- Niewidzialnych. Z pomocą przyjaciół udaje mu się odszukać dwie królewskie córki: Miracleę i Honoratę. 

W „Strażnikach kryształów” chłopiec wraz z przyjaciółmi znajduje się w Zeropolis i ich celem jest odszukanie kolejnej królewny: Konstancji. To królestwo jest najnowocześniejsze ze wszystkich pięciu. Jest to raj dla fanów robotyki. Ludzie mieszkający tam, korzystają z kryształów harmonicznych. Jest to coś na kształt znanej Cole’owi elektryczności. Niewidzialni mają w Zeropolis specjalne jednostki SK czyli strażników kryształów. Chłopiec z przyjaciółmi udaje się do ich siedziby i wraz z nimi będzie próbował odszukać księżniczkę Kostę. Cole wyrusza na specjalną misję, od której zależy wszystko. Zaginione królewny okazują się nie być największym problemem. Obrzeżom zagraża Nazeem władający niebezpieczną odmianą formowania- formownictwem, dzięki któremu można formować inne moce i zmieniać właściwości starych. Cole musi stawić czoła wielu trudnościom i pokonanie niektórych z nich wydaje się wręcz niemożliwe.
          
„Strażnicy kryształów” to bardzo ciekawa książka, o wartkiej akcji, która spodoba się każdemu młodemu miłośnikowi fantastyki. Nie ma tutaj tradycyjnych magów czy elfów. Jest za to formownictwo; całkiem nowy rodzaj magii, wymyślony przez autora serii. Czytając tę książkę nie mogłam się od niej oderwać. Cały czas coś się działo. Nie zabrakło też humoru. Najbardziej podobał mi się w tej książce świat wykreowany przez pisarza. Niepowtarzalny i pełen niesamowitych istot.
          
Autora  trzeciego tomu serii „Pięć królestw”- Brandona Mulla możecie kojarzyć już z jego kilku poprzednich cyklów takich jak „Baśniobór” czy „Wojna cukierkowa”. Jest to amerykański pisarz z głową pełną oryginalnych pomysłów, a jego książki są naprawdę ciekawe i warte przeczytania.
                                                                                                     Serdecznie polecam !
                                                                                                                  Deedlit, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 
                                                                                                                                    



czwartek, 5 maja 2016

"Szepty miłości"- J.M.R. Michalski - recenzja

Okładka książki Szepty miłości„Szepty miłości” to najnowsza książka Jana Michalskiego. Jest to opowieść o kobiecie, która poszukuje w swoim życiu miłości. Znalezienie jej to najważniejszy cel w życiu Agnieszki i aby go osiągnąć, stawia czoła wielu przeciwnościom losu oraz samej sobie: swojemu strachowi i obawom. 

Agnieszkę Malarską poznajemy w dość smutnej sytuacji, a mianowicie właśnie rozstała się ze swoim, jak się jej wydawało, wymarzonym mężczyzną. Jest załamana i traci wiarę, że kiedykolwiek jeszcze znajdzie tego jedynego. Z pocieszeniem przychodzi do niej Klaudia, jej przyjaciółka. Razem postanawiają zabawić się trochę i odpocząć od szarej codzienności. Dla Agnieszki jest to początek nowego, pełnego emocji, choć krótkiego rozdziału jej życia. Później czeka ją całkiem nowy etap, w którym będzie musiała pokonać strach i wykazać się wielką odwagą, siłą i determinacją. Na szczęście Agnieszka nie jest kobietą o słabym charakterze i pokonuje swoje obawy. Znajduje oparcie w mężczyźnie, który o mało co nie zabił jej na drodze i razem z nim spędza cudowne chwile. Wydaje się, że Malarska ma już Wszystko pod kontrolą. Jednak nie wszystko zależy od niej… 

„Szepty miłości” to historia pełna emocji. Czytając tę książkę będziemy się cieszyć, ale też płakać. Życie Agnieszki i jej najbliższych jest pełne niespodzianek. Jan Michalski pokazuje nam, że życie to nie tylko same sukcesy. Czasem coś nie pójdzie po naszej myśli, wydarzy się coś, na co nie mamy wpływu. Jednak historia Malarskiej dowodzi nam, że nie warto się poddawać. 

Książka ma bardzo wartką i zaskakującą akcję. Niewielka ilość stron sprawiła, że szybko mogłam zapoznać się z ciekawym życiem Agnieszki Malarskiej i razem z nią mierzyć się z problemami codziennego życia. Jan Michalski przedstawia bohaterów bardzo krótko, jednak łatwo mogłam domyślić się, z jakim człowiekiem mamy do czynienia ja i Agnieszka. „Szepty miłości” cechuje niezwykły realizm i uniwersalizm - opisy pozwalały mi na łatwe wyobrażenie sobie konkretnego miejsca czy sytuacji. Ponadto wiele osób mogłoby powiedzieć, że jest taki sam jak ten konkretny bohater z tej książki. 

W „Szeptach miłości” znalazłam całą gamę uczuć. Od miłości, przez przyjaźń i tęsknotę, aż po nieskończoną rozpacz i smutek. Książka ta zobrazowała mi trudy życia z jakimi każdy się spotyka. Oprócz tego, że bardzo dobrze mi się ją czytało, wiele z niej wyniosłam. Chętnie sięgnę po starsze książki Jana Michalskiego i poznam kolejnych bohaterów wykreowanych przez tego autora. 

Możecie zajrzeć na stronę Jana Michalskiego na Facebooku: https://www.facebook.com/J-M-R-Michalski-335206273190572/ 

Serdecznie polecam ! 
Deedlit, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Lucky, a egzemplarz recenzencki otrzymaliśmy od Autora. 

środa, 30 marca 2016

"Moja złota rybka zombie" - Mo O’Hara - recenzja

Okładka książki Moja złota rybka zombie„Moja złota rybka zombie” to pierwsza z czterech książek o  zabawnej i równocześnie dość niebezpiecznej rybce Mo O’Hary. Sięgnęłam po tę pozycję, ponieważ mój wzrok przyciągnęła okładka ze złotą rybką o hipnotyzujących oczach na zielonym jaskrawym tle. Od razu wzbudziła moją sympatię. Ponadto zaciekawiło mnie ostrzeżenie dla czytelnika „Nie patrz jej w oczy”. Po przeczytaniu książki dowiesz się dlaczego.
          
Książka opowiada o piątce dzieci i jednej małej złotej rybce. Cała historia opisana jest z perspektywy Tymka. Jego starszy brat Tytus uwielbia mu dokuczać i naśmiewać się z niego. Tak samo jak Arun, rówieśnik Tytusa, znęca się nad swoim młodszym bratem Ravim, przyjacielem Tymka. W opowiadaniu pojawia się również Samina - najmłodsza bohaterka, siostra Raviego i Aruna.
          
Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy dwunastoletni Tytus przynosi do domu złotą rybkę ze sklepu zoologicznego. Postanowił sprawdzić wpływ substancji chemicznych na organizmy wodne, z pomocą swojego zestawu młodego chemika. Tymek przestraszył się, że jego brat zabije stworzonko i ryzykując wiele siniaków wyłowił rybkę z akwarium i schował w łazience. Jednak Tytus zdążył już dolać zielonej trucizny do wody, w której pływała rybka. Gdy zwierzątko było już w łazience, okazało się, że już za późno na ratunek. Tymek dał znać Raviemu co się stało. Przyjaciel przybiegł i chłopcy postanowili reanimować rybkę przy użyciu… baterii. Udało im się. Od tamtej pory przyjaciele musieli ratować rybkę przed Tytusem, jednak nie wiedzieli, że rybka posiadła specjalną moc. Wkrótce przekonała się o tym mała Samina. Rybka dostała imię Frankie na cześć Frankensteina. Starsi bracia łączą siły i wspólnie próbują dopaść zwierzątko. Czy ich młodszym braciom uda się ich powstrzymać?
          
„Moja złota rybka zombie” to bardzo humorystyczna książka skierowana do młodszych czytelników. Bardzo oryginalny pomysł i świetne wykonanie. Tekstowi towarzyszą bardzo zabawne ilustracje. Nie wiedziałam, że aż tak zaciekawi mnie książka o rybce zombie ratującej świat. A jednak. Książka mi się naprawdę podobała i świetnie się bawiłam czytając ją. Jeżeli uda mi się znaleźć kolejne części, chętnie sprawdzę co znów wymyślili Tymek, Ravi i Frankie.


Serdecznie polecam

                                                                                                            Deedlit, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

czwartek, 7 stycznia 2016

„Pięć Królestw. Błędny Rycerz”- Brandon Mull - recenzja

Okładka książki Błędny rycerz
„Błędny Rycerz” to drugi tom serii Pięć Królestw Brandona Mulla. Głównym bohaterem jest jedenastoletni Cole Randolph. Mimo swojego młodego wieku, musi odnaleźć się w całkiem innym świecie - pełnym magii. Na szczęście znalazł tam kilku przyjaciół, którzy razem z nim podróżują po Obrzeżach. Są to Joe, Jace, Drgawa oraz córka najwyższego króla - księżniczka Miraclea. Każde z nich ma swoje własne cele, ale wspierają się nawzajem i wspólnie pomagają  w ich osiągnięciu. 

Celem Cole’a jest odnalezienie przyjaciół, z którymi trafił do tego świata w Halloween. Tym razem na swojej drodze spotykają Błędnego Rycerza - niezwykle silnego i sprytnego wojownika, który chce zawładnąć jednym z Pięciu Królestw - Elloweer. Dodatkowo bohaterowie muszą zmierzyć się ze strasznym potworem Morgassą, który sieje zniszczenie w całym królestwie. Podczas podróży spotykają kolejnych sprzymierzeńców, dzięki którym uda im się wypełnić część swoich misji.

           
„Błędny Rycerz” to powieść fantasy skierowana do nastolatków. Czytając tę książkę przenosiłam się do Elloweer i razem z Cole’em przeżywałam niesamowite przygody. Bohaterowie mimo swojego młodego wieku świetnie sobie radzili w kryzysowych sytuacjach. Mull w tej serii stworzył całkiem odmienny rodzaj magii - formownictwo, na którym opiera się cały świat Obrzeży. Przy lekturze tej książki wiele razy byłam zaskoczona możliwościami tego rodzaju magii.         
           
Brandon Mull napisał już wiele książek, na przykład „Baśniobór”, „Wojna Cukierkowa”, „Pozaświatowcy”. Jednak wciąż ma głowę pełną pomysłów i jego książki nigdy się nie nudzą. Wszystkie opowiadają o nastolatkach poznających świat magii, ale każdy z tych światów jest inny. Jeżeli znasz już jakieś książki tego autora, to możesz śmiało sięgnąć po Pięć Królestw. Na pewno Ci się spodoba !
           
Jestem bardzo ciekawa dalszych losów Cole’a oraz jego przyjaciół i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy Pięciu Królestw.
                                                                                                                       Serdecznie polecam

                                                                                              Deedlit, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

"Tajemnica Domu Helclów" - Maryla Szymiczkowa - recenzja

Okładka książki Tajemnica domu HelclówPierwszą tajemnicą jest sama autorka- Maryla Szymiczkowa. To tak naprawdę dwóch literatów: Jacek Dehnel oraz Piotr Tarczyński.
Jacek Dehnel urodził się w 1980 roku. Jest poetą, pisarzem oraz tłumaczem. W wolnym czasie prowadzi bloga na temat międzywojennego tabloidu kryminalnego „Tajny detektyw”.
Piotr Tarczyński to tłumacz, historyk i amerykanista. Urodził się w 1983 roku w Krakowie, jednak teraz od 10 lat mieszka w Warszawie.

„Tajemnica Domu Helclów” opowiada o pewnej mieszkance Krakowa, żonie profesora, Zofii Szczupaczyńskiej, która powinna zajmować się domem, kontrolować pracę służącej i pilnować aby jej mąż Ignacy zawsze miał coś do jedzenia gdy wróci z uczelni. Jednak profesorowa zamiast spędzać czas na plotkowaniu przy herbatce i patrzeniu Franciszce na ręce, zajęła się organizacją loterii na rzecz dzieci skrofulicznych. Udaje się do Domu Helclów, aby znaleźć fundatora oraz uzyskać zgodę siostry Zaleskiej, przełożonej zakładu, na zabranie kilku fantów w postaci ręcznych robót pensjonariuszy. Kiedy dociera na miejsce dowiaduje się, że zaginęła pani Mohrowa. Tutaj Szczupaczyńska rozpoczyna swoje małe śledztwo nie zapominając oczywiście o organizacji loterii, która ma rozsławić nazwisko Szczupaczyńskich.

„Tajemnica Domu Helclów” to powieść , która na pierwszy rzut oka wygląda jak klasyczny kryminał. Detektyw amator- tutaj Zofia z Glodtów Szczupaczyńska- podejmuje się rozwiązania zagadki - tutaj śmierć pani Mohrowej, pensjonariuszki z Domu Helclów. Jednak nie każdy kryminał rozgrywa się w XIX- wiecznym Krakowie. Czytając tę książkę świetnie się bawiłam razem z Zofią odkrywając tajemnicę i równocześnie poznawałam życie krakowskich arystokratów z 1893 roku. W powieści zawarte są fakty historyczne takie jak śmierć mistrza Matejki, czy otwarcie Teatru Miejskiego. Bardzo mi się podobało zmieszanie wątku kryminalnego z codziennym życiem krakowian. Dzięki tej lekturze poznałam mechanizmy, zgodnie z którymi działało dawne społeczeństwo.

Ta książka to jeden z najciekawszych kryminałów jaki czytałam. Uwielbiam razem z głównym bohaterem odkrywać kolejne poszlaki i zgadywać kto jest winny. „Tajemnica Domu Helclów” ma jednak bardzo zaskakujące zakończenie, na które nigdy sama bym nie wpadła i uważam, że właśnie o to chodzi w tego typu książkach: żeby zaskoczyć czytelnika.

Serdecznie polecam tę książkę wszystkim miłośnikom kryminałów !

Deedlit, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.