tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lucienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lucienne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 września 2014

"Mój Madagaskar" – Jarosław Kret – recenzja

Mój Madagaskar - Jarosław Kret„Mój Madagaskar” to już kolejna z serii podróżniczych książek autorstwa Jarosława Kreta, znanego nam głównie z prowadzenia programów telewizyjnych, oraz prognozy pogody.

Ta lektura oprócz walorów edukacyjnych zachęca czytelników do spojrzenia na problem wyspy. Autor dość obrazowo ukazuje nam skalę zniszczeń spowodowanych głupotą człowieka. Jarosław Kret na Madagaskar podróżuje od początku lat dziewięćdziesiątych, średnio raz na dwa lata. Ze swojego doświadczenia opisuje nam zauważone na wyspie zmiany. Autor porównuje pełen szczelin ląd do spękanego bochenka chleba. Tymi wąwozami płynie czerwona woda ‘tymi rzekami jak krew z ran wypływa z wyspy życie’, pisze.

Dlaczego to porównanie do krwi? 
Skąd bierze się czerwona woda?

Tego, oraz innych ciekawych, acz niekoniecznie optymistycznych faktów, dowiecie się sięgając po „Mój Madagaskar”.

Oczywiście nie cała lektura utrzymana jest w ponurym klimacie i nie cała mówi o tym, jak przez głupotę człowieka tracimy nie tylko ciekawy i nieodkryty jeszcze ekosystem, ale także szansę na poznanie go, być może odkrycie kilku nowych, leczniczych gatunków roślin…


Przejdźmy więc do tej optymistycznej części – przygoda rozpoczyna się wraz z wejściem na pokład samolotu linii lotniczych o wdzięcznej nazwie Mad Air, zmienionej dopiero po latach na Air Madagascar. Jeszcze trochę historii wyspy… I zaczynamy zwiedzanie! 

Lucienne, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki.

wtorek, 9 września 2014

"Bajki dla marzycieli" – Alani Satori - recenzja

Księgarnia Warszawska Firma Wydawnicza sprzedam książkę mam do sprzedania 'Bajki dla marzycieli'Utwór jest zbiorem bajek, jednakże skierowanym  do nieco starszych czytelników. Książka ma swoistą kompozycję – każda bajka składa się bowiem z dwóch ‘części’ – tej właściwej, oraz komentarza autorki. Co łączy wszystkie te historie? Każda bajka traktuje o roli marzeń w życiu człowieka.

Alani Satori w tej niewielkiej objętościowo książeczce dzieli się z nami prawdami uniwersalnymi, wyśmiewa najczęstsze powody, dla których ludzie rezygnują z marzeń oraz zachęca do realizowania ich. Autorka na przykładzie swoich bohaterów próbuje pokazać nam, jak wielka jest radość ze spełnionego marzenia. 

Książka ma na celu przekonanie czytelników, że marzenie nie spełni się samo, trzeba postawić je sobie jako cel w życiu i dążyć do jego osiągnięcia. Oczywiście, droga ta często nie jest usłana różami, jednak warto podjąć taką próbę, żeby potem móc cieszyć się z osiągnięcia obranego celu. Paradoksalnie – im trudniej nam coś osiągnąć i im więcej czasu nam to zajmuje – tym większa jest nasza radość.

Zachęcam wszystkich do przeczytania tej niewielkiej lektury. Życzę Wam, Czytelnicy, abyście zainspirowali się postawami bohaterów i wśród nich poszukali własnej drogi do spełnienia największego marzenia.


Lucienne, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej.

wtorek, 3 czerwca 2014

"Strażnik" - Robert Crais – recenzja

Strażnik - Robert CraisPowieść kryminalna Roberta Crais'a pt. „Strażnik” to książka, która trzyma czytelnika w napięciu od pierwszych stron. 

Głównym bohaterem jest Joe Pike, były policjant, który jest świetnym obserwatorem ludzkich zachowań. Uważnie patrząc na człowieka jest w stanie wiele odczytać z jego mowy ciała.

Pewnego dnia tankując swój wieloletni samochód na stacji benzynowej zauważa dwóch podejrzanie wyglądających dwudziestolatków. Zaczyna ich baczniej obserwować i patrzy jak zbliżają się oni w stronę pobliskiej restauracji. Postanawia pójść za nimi. Zanim Joe Pike dociera do restauracji napastnicy powalają na podłogę starszego mężczyznę. Policjant obezwładnia jednego ze sprawców, wyciąga z kieszeni telefon i dzwoni po karetkę. Kiedy w słuchawce słyszy głos - Joe opowiada o zdarzeniu oraz przekazuje informację o obrażeniach ofiary. Powiadamia również, że schwytał sprawcę i prosi o wezwanie radiowozu. Zarówno karetka jak i policja zjawiają się na miejscu zdarzenia po kilku minutach. Jest to tylko początek przeżyć głównego bohatera powieści. Na kolejnych stronach książki spotyka go wiele wrażeń i problemów, z którymi będzie musiał się zmierzyć.

Uważam, że książka ta jest warta przeczytania. Napisana jest przystępnym językiem, więc czyta się ją łatwo i nie można się od niej oderwać. Życzę miłych chwil spędzonych z lekturą.


Lucienne, 17 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki. 


poniedziałek, 19 maja 2014

"Przetrwałam. Życie ofiary Josefa Mengele" – Eva Mozes Kor i Lisa Rojany Buccieri – recenzja

„Przetrwałam” jest relacją kobiety, która przeżyła obóz w Auschwitz i eksperymenty słynnego Doktora Menglele, znanego również jako Anioł Śmierci. Autorka książki mieszkała w Rumunii wraz z rodzicami i rodzeństwem. Eva wraz z siostrą bliźniaczką i resztą rodziny zostają wywiezione do obozu koncentracyjnego w 1944 roku.

Przetrwałam. Życie ofiary Josefa Mengele - Eva Mozes KorMając zaledwie dziesięć lat dziewczynki trafiają do jednego z najstraszniejszych miejsc. Zaraz po opuszczeniu  wagonu rodzina zostaje wypchnięta na rampę przed obozem, a później – rozłączona. Ktoś pyta matki, czy dziewczynki są bliźniaczkami, po czym zabiera je. Siostry trafiają do dziwnego miejsca – baraku, przytłacza je widok setek prycz oraz siedzących na nich dziewczynek, w ich wieku. Od razu zostają im przedstawione zasady życia w obozie. Ich opiekunka cały czas podkreśla, że jako bliźniaczki żyją w luksusie. Rzeczywiście było parę rzeczy odróżniających warunki, w których przebywały rodzeństwa badane przez doktora Mengele od życia zwyczajnych więźniów. Dziewczynki podobno dostawały większe racje żywnościowe, a największą wygodą było to, że mogły zachować swoje ubrania i nie musiały nosić pasiaków.

Zgodnie z regulaminem dziewczynki najpierw zabrano do miejsca, gdzie miano wytatuować im numer, który od tego czasu miał zastąpić ich nazwisko. Tutaj po raz pierwszy zauważamy różnicę charakterów sióstr.
Z kolejnych kart tej książki dowiadujemy się, jak silna potrafi być więź między rodzeństwem i jak ważna była pomoc oraz współpraca, żeby przetrwać te ciężkie chwile. Podczas czytania przeżywamy chwile wzruszeń i smutku, kiedy dowiadujemy się o coraz gorszych problemach nadchodzących każdego kolejnego dnia.

Powieść jest wspaniałą relacją osoby, która przeżyła obóz. Moim zdaniem warto czytać tego rodzaju książki, żeby choć trochę wczuć się w sytuację danej osoby. Inaczej poznaje się historię, kiedy mówimy o statystykach, ilości osób, które zginęły w obozach koncentracyjnych, inaczej natomiast podchodzimy do sprawy, kiedy stykamy się z cierpieniem jednostki. 

Gorąco polecam przeczytanie tej książki, mimo że jej tematyka nie jest lekka i przyjemna, ponieważ uważam, że powinniśmy czasami pomyśleć o historii.


Lucienne, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 17 marca 2014

"Pyszne 25. Nowa porcja przepisów" – Anna Starmach – recenzja

Pyszne 25. Nowa porcja przepisów
„Pyszne 25” to już druga tego typu książka Anny Starmach. Autorkę znamy z programów: Master Chef, Dzień dobry TVN oraz Pyszne 25 w TVN Style. Właśnie z tego ostatniego pochodzi większość przepisów zamieszczonych w książce. 

Warto także wspomnieć, że Anna Starmach jest absolwentką francuskiej szkoły Le Cordon Bleu oraz że odbyła staże w słynnych europejskich restauracjach. Mamy więc do czynienia z prawdziwą wirtuozką smaku. Jesteście ciekawi, co tym razem nam zaproponuje?

Głównym założeniem książki, co z resztą wynika z jej tytułu jest to, że każde danie ma określony limit 25 złotych wydanych na składniki i 25 minut poświęconych na przygotowanie. Taka książka jest idealna w dzisiejszej, zabieganej rzeczywistości. Dzięki takim przepisom każdy będzie w stanie przygotować sobie smaczny posiłek za 25 złotych i w bardzo krótkim czasie. Co ważne, przygotowanie nie wymaga wielkiego talentu kulinarnego. Anna Starmach proponuje nam kolejną porcję 70 przepisów, zatem, do dzieła!

Książka podzielona jest na trzy części – dania na słono, na słodko i niezbędnik, czyli zbiór kilku praktycznych porad. W części pierwszej zamieszczone są przepisy na sałatki, przekąski, zupy a nawet dania główne. Druga część poświęcona jest daniom na słodko, ta właśnie okazała się dla mnie najbardziej interesującą. Przepisy na szybkie w wykonaniu deserki, jak widać - wcale nie muszą być banalne.

Szczególnie spodobały mi się pomysły Ani na muffinki dyniowe, oraz czekoladowe z chili. Upiekłam już te drugie i zniknęły w trzy godziny! Teraz tylko kupić składniki na kolejne słodkości i do dzieła. To oczywiście nie wszystkie pyszności, które proponuje nam autorka. Wśród tych 30 przepisów każdy jest wyjątkowy i zapowiada się smacznie, mam ochotę przetestować przynajmniej kilka spośród nich.

Wam również życzę inspiracji i miłych 25 minut spędzonych w kuchni. Smacznego! 


Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

środa, 26 lutego 2014

"Wyłącz, zanim będzie za późno" - Petra Schuhler, Monika Vogelgesang - recenzja

WYŁĄCZ ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNOKsiążka „Wyłącz, zanim będzie za późno” przeznaczona jest dla ludzi, którzy uczestniczą w terapii uzależnienia, oraz dla wszystkich, którzy czują, że więź między nimi a komputerem coraz bardziej się zacieśnia. Dzięki testom w niej zawartym możemy sprawdzić, czy i w naszym życiu komputer nie jest postawiony zbyt wysoko w hierarchii wartości. Oczywiście lektura nie zastąpi terapii, ale może stać się jej uzupełnieniem.

W kolejnych rozdziałach dowiadujemy się, na czym polega uzależnienie od komputera i Internetu, kto jest na niego najbardziej narażony, oraz jak z tym walczyć. Warto zwrócić uwagę na ciekawy układ graficzny tekstu, w którym wyraźnie rozróżnione są definicje, przykłady. Elementem, który zainteresował mnie najbardziej było ‘studium przypadku’ czyli wypowiedź pacjenta poddającego się terapii. Co ciekawe, to nie tylko nastolatkowie, zdarzały się przykłady osób w średnim wieku, a nawet starszych! Nie jest to więc tylko sucha, czysto podręcznikowa wiedza.

Mnie osobiście nie podobało się traktowanie Czytelnika jako potencjalnego pacjenta ośrodka terapii uzależnień. Sama idea napisania książki zmuszającej do przemyślenia swojego postępowania, refleksji nad tym, ile mojego życia spędzam online, a ile w ‘realu’ bardzo mi się podoba, jednak czytając miałam wrażenie, że autorki cały czas próbują na siłę znaleźć we mnie jakiś problem, którego ja nie zauważam.
Jest jeszcze jedna rzecz, która rzuciła mi się w oczy. Zbyt naukowy język tworzący barierę i dystans między autorem i czytelnikiem. Coś jak pomiędzy terapeutą a pacjentem, który jest zdecydowanie niżej w hierarchii, co jest mu wyraźnie sygnalizowane.

Generalnie jednak polecam chociaż do przejrzenia tę lekturę każdemu, kto spędza swój wolny czas przed komputerem, ponieważ uważam, że czasem warto się zastanowić nad swoim życiem i tym, czy chcemy naprawdę go przeżyć ze wszystkimi plusami i minusami, czy  też uciekamy w świat wirtualny. Wszystko jest dla ludzi, ale wszystko w umiarze.



Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa WAM. 

piątek, 21 lutego 2014

"Wielka księga. Czytam sobie" – Rafał Witek, Agnieszka Tyszka, Joanna Olech, Małgorzata Strzałkowska - recenzja

Wielka księga. Czytam sobie - Rafał Witek
„Wielka księga. Czytam sobie” to zbiór sześciu wyjątkowych bajek dla dzieci – wyjątkowych, ponieważ przeznaczonych do nauki czytania. Chyba każdy z nas wie, jak ważne są te pierwsze przeczytane teksty, jak łatwo się zniechęcić, kiedy z takim mozołem składa się kolejne literki w słowa, a potem zdania, a lektura okazuje się nudna. Warto odpowiednio dobrać  dziecku pierwsze bajki przeznaczone do samodzielnego czytania. Przedszkolak potrzebuje lektury, która zachęci go do zagłębiania się w magiczny świat książek.

W pierwszym opowiadaniu poznajemy złotą papugę, której zaginęło jajo. Z  problemem zwraca się ona do Mai i wspólnie z dziewczynką rozpoczynają długie poszukiwania. W następnych bajkach poznajemy przywary dzieciaków i ich krótkie historie, zaprzyjaźniamy się z psem – detektywem.

Mnie osobiście najbardziej podobało się poszukiwanie z wujem Anatolem skarbu Arubaby. Jak się okazuje z pozoru zwykły dom może kryć w sobie wiele zagadek. Może Wam też uda się je rozwiązać i znaleźć skrzynię skarbów?

Doskonale wiadomo, że w książeczce dla maluchów obok tekstu ważne są ilustracje. I tutaj się nie zawiedziemy. Nad oprawą graficzną każdej bajki czuwała inna osoba, dlatego też rysunki różnią się od siebie, co nadaje im wyjątkowego charakteru.

Uważam, że „Wielka księga. Czytam sobie” może pomagać w rozwijaniu dziecięcej wyobraźni, a także zachęcić najmłodszych do indywidualnego czytania. Warto wspomnieć, że w książeczce utwory podzielone są na dwa poziomy trudności, pierwsze pięć bajek napisane jest większą czcionką, natomiast ostatnia – „Święty Mikołaj” – przeznaczona jest dla wytrwałych czytelników.

Polecam gorąco tę książeczkę, mam nadzieję, że dzieciakom spodoba się przynajmniej tak samo jak mnie.


Lucienne, 16 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

"Wierszyki rodzinne" – Michał Rusinek – recenzja

„Wierszyki rodzinne” są kontynuacją wydanej w 2012 roku książki „Wierszyki domowe”. Autor proponuje książeczkę, w której zawiera humorystyczne wierszyki o członkach rodziny jego i jego siostry.

Tym razem Michał Rusinek nie zamieszcza komentarzy dla dorosłych pod każdym wierszykiem, a częścią przeznaczoną dla starszych jest wstęp, w którym autor opowiada o tym, jak wpadł na pomysł stworzenia takiej książeczki. Prosi dzieci, aby nie czytały, tego, co nie będzie dla nich interesujące, a od razu zabrały się za same wiersze.

Ta książka przeznaczona jest dla dzieciaków o wybujałej wyobraźni, czyli tak naprawdę wszystkich naszych milusińskich, ale także dla dorosłych, którzy zmuszeni do czytania swoim podopiecznym na pewno znajdą w niej coś dla siebie i nie zasną znużeni lekturą. 

Pierwszym utworem jest „Drzewo”, który mówi o genealogii i wyjaśnia to pojęcie w sposób bardzo przyjazny i ciekawy dla dzieci. Później pojawiają się miniatury opowiadające dzieje człowieka, następnie wiersze o kolejnych członkach rodziny. Ostatni wiersz przypadł mi do gustu najbardziej i uważam, że jest świetnym morałem całej książeczki, ponieważ odnosi się do najważniejszej osoby w całym drzewie genealogicznym. Krótki tytuł „JA” i dziesięć wersów zmuszają do chwilki zastanowienia się i zadania sobie pytania „Kim ja jestem?”.

Warto również wspomnieć o kolorowych obrazkach Joanny Rusinek. Przecież bez nich książeczka dla dzieci byłaby smutna i niczym nie różniłaby się od setek „nudnych” książek „dla dorosłych”. Ilustracje są bardzo humorystyczne, śmieszne, czasami to wręcz karykaturki świetnie uzupełniające treść.

Zachęcam rodziców do przeczytania razem ze swoimi dziećmi tej książeczki, a także do próby stworzenia z najmłodszymi ich własnego drzewa genealogicznego. Uważam, że warto rozmawiać z pociechami o historii rodziny, ponieważ to wprowadza w życie dziecka pewną hierarchię wartości, uświadamia mu, jak ważni są jego bliscy, tworzy poczucie własnej tożsamości. 
Drodzy rodzice, proszę nie przejmować się ewentualnymi „białymi plamami”, przecież nie wszystko musicie pamiętać. Jak to mówi autor, te puste miejsca, to świetny powód, aby użyć wspaniałej dziecięcej wyobraźni.

Życzę miłych chwil poświęconych na wspomnienia rodzinne!


Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.


wtorek, 7 stycznia 2014

"Minimalizm jako sposób na życie w dobrobycie" – Emil Borkowicz – recenzja

Minimalizm jako sposób na życie w dobrobycie - Emil Borkowicz„Minimalizm jako sposób na życie w dobrobycie” została napisana przez naszego rówieśnika, licealistę, który zdecydował się opowiedzieć o swoim sposobie na życie - Emila Borkowicza. 

Książka powstała z myślą o ludziach, których zbytnio wciągnął konsumpcjonizm – zjawisko zdecydowanie negatywne, aczkolwiek charakterystyczne dla współczesnych czasów. Emil zauważył, że w XXI wieku życie zbyt często skupione jest wokół pracy, która jest traktowana jako obowiązek i źródło dochodów, za które można kupić kolejne dobra. Autor uważa, że ludzie żyją w ciągłym biegu, wszędzie się spieszą, stają się materialistami.

Książka ma przekonać takie osoby, że są w życiu wartości wyższe, niż praca i rzeczy bardziej potrzebne niż kolejna para butów. Toteż autor na kolejnych kartach przekonuje nas, żeby zamiast kupować kolejne niepotrzebne przedmioty spożytkować pieniądze na inne cele – realizację swoich pasji, spełnienie marzeń.

Oczywiście nie każdy czytelnik musi wprowadzić w życie metody zaprezentowane przez Emila, jednak osobiście uważam iż tego typu lektura nikomu nie zaszkodzi. Książka skłania do przemyśleń nad tym, czy moje życie nie jest zbytnio skupione na dobrach konsumpcyjnych.

„Minimalizm jako sposób na życie w dobrobycie” oprócz tekstu ciągłego zawiera wiele przydatnych tabelek, które mają przybliżyć czytelnikom idee autora. Jest to niewątpliwie wielki plus.
W lekturze przeszkadzał mi tylko chwilami zbyt wyniosły styl i naukowy język, a także pojawiające się błędy gramatyczne. Tak młodemu autorowi można to jednak wybaczyć.

Jak już wcześniej wspomniałam – podoba mi się sama idea książki i bardzo chętnie polecę ją swoim znajomym. Uważam, że taka lektura jest potrzebna, żeby na chwilkę zwolnić i w codziennym pośpiechu znaleźć chwilę na refleksję nad własnym życiem.


Lucienne, 16 lat 

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Autora.

piątek, 3 stycznia 2014

"Berlin, późne lato" – Grzegorz Kozera – recenzja

Berlin, późne lato - Grzegorz KozeraPowieść pt. „Berlin, późne lato” przybliża nam czas II wojny światowej. Jest rok 1943,  koniec sierpnia. Głównym bohaterem książki jest Otto Peters, który niegdyś był pisarzem. Otto jest samotnym mężczyzną, któremu zmarła żona, a jego jedyny syn zginął na froncie. Mężczyzna mieszka samotnie i pracuje w księgarni.

Pewnego dnia Otto dostaje propozycję pracy nad scenariuszem filmu. Jego w miarę spokojne życie, jeżeli takim można nazwać życie podczas wojny, zostaje zakłócone. Spotyka on na swojej drodze Polkę, która ukrywa się w piwnicy, jak się później okazuje jest ona poszukiwana przez Gestapo, gdyż udało jej się zbiec z obozu koncentracyjnego.
Wtedy właśnie Otto staje przed dylematem, jak powinien się zachować. 

Czy pomóc Halinie? 
Czy wydać ją władzom Trzeciej Rzeszy?

Mężczyzna podejmuje niezwykle odważną, jak na owe czasy, decyzję - zabiera kobietę do swojego mieszkania. Okazuje się, że Halina jest  niezmiernie wycieńczona i potrzebuje pomocy lekarskiej oraz antybiotyku, aby mogła przeżyć kolejne dni. Kolejne strony powieści ukazują nam ogromne starania mężczyzny, które podejmuje, żeby pomóc Halinie. Otto działa na korzyść kobiety mimo ogromnego ryzyka, z którym związana jest ta pomoc. W końcu między dwojgiem ludzi rodzi się uczucie, które pozornie było niemożliwe – przecież tych dwoje więcej dzieli niż łączy..

Książka jest napisana przystępnym językiem, łatwo i szybko się ją czyta. Dostarcza wielu wzruszeń, silnie działa na emocje czytelnika. Przeznaczona jest ona zarówno dla młodego czytelnika oraz osób dojrzałych. 


Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura,
 a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.

"Kobieta w 1000°C" - Hallgrimur Helgason - recenzja

Kobieta w 1000°C - Hallgrímur Helgason
Powieść o bardzo intrygującym tytule „Kobieta w 1000°C” przedstawia losy 80-letniej kobiety - wnuczki prezydenta Islandii.


Główną bohaterkę poznajemy już na pierwszych kartach książki. Herbjorg Maria Brojnsson opisuje swoje życie od momentu narodzenia w 1929, aż do śmierci. Dowiadujemy się, że kobieta mieszka w garażu z dwojgiem „towarzyszy” – laptopem i granatem ręcznym.

Postać ma bardzo rozbudowany portret psychologiczny. Największy wpływ na jej psychikę wywarła druga wojna światowa (kobieta nie rozstaje się praktycznie ze swoim najważniejszym klejnotem - granatem - który to dostała w dzieciństwie od swojego ojca).

W książce napotykamy wiele wtrąceń i retrospekcji, dzięki nim dowiadujemy się coraz więcej o przeżyciach bohaterki, poznajemy jej historię. Co ważne – w powieści bardzo dobrze zarysowane jest tło historyczne. Autor dość dobitnie i czasami drastycznie zapoznaje czytelników z rzeczywistością II wojny światowej.

Pozornie mogłoby wydawać się, że „Kobieta w 1000°C” będzie książką napisaną bardzo poważnym językiem. Nic bardziej mylnego! Hallgrimur Helgason udowodnił, że o trudnych sprawach da się opowiadać humorystycznie.

Z powieścią przeżyłam chwile pełne wzruszeń, ale nie tylko. Czasami uśmiechałam się czytając kolejne strony, jednak pojawiały się fragmenty, które doprowadzały mnie do przerażenia, szoku i smutku. Z każdym kolejnym zdaniem czułam się coraz bardziej zżyta z bohaterką i nauczyłam się odczuwać jej emocje. 

Jednak skąd wziął się taki, a nie inny tytuł? Dowiecie się tylko czytając tę niesamowitą powieść.

Gorąco polecam i życzę miłych chwil z lekturą.


Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

poniedziałek, 21 października 2013

"Ogród wieczornych mgieł" - Tan Twan Eng - recenzja

Ogród wieczornych mgieł
Czy byłeś kiedyś w  Japonii? Nie? Mimo to chciałbyś poznać kulturę Dalekiego Wschodu? Ta powieść jest właśnie dla Ciebie.

Ogród wieczornych mgieł jest powieścią przedstawiającą  historię młodej kobiety Yun Ling, która na swojej drodze napotyka znakomitego projektanta ogrodów Aritomo. Jej wielkim marzeniem jest, aby Aritomo zaprojektował dla niej ogród. Czy kobiecie uda się urzeczywistnić to marzenie? Dowiedzieć się tego możecie czytając kolejne strony powieści.

Osobiście powieść nie zafascynowała mnie, choć zrobiła na mnie wrażenie. Ciężko się ją czyta, z uwagi na trudne nazewnictwo, obco brzmiące nazwy i dość monotonny wątek Yun Ling i Aritomo.
Mimo, że historia dwojga głównych bohaterów nie porwała mnie, uważam, że autor świetnie zarysował tło wydarzeń. Powieść  ukazuje  nam kulturę Japonii, piękne krajobrazy - pola herbaciane, oraz przybliża nam tamtejszą  politykę.

Dzięki lekturze książki możemy poznać bardzo ciekawą interesującą i jakże odmienną od naszej kulturę Dalekiego Wschodu. Już na pierwszych kartach powieści wspólnie z bohaterem bierzemy udział w piciu herbaty i rozmowie. Jednak nie jest to zwyczajne wypicie napoju. W Japonii jest to wręcz ceremonia. W tym momencie zaczynamy zdawać sobie sprawę, jak bardzo nasze europejskie zwyczaje różnią się od tych z Dalekiego Wschodu.

Co jeszcze spodobało mi się w lekturze? Świetny warsztat autora działa na wyobraźnię. Bardziej, niż na historii bohaterów skupiamy się na plastycznie zarysowanych krajobrazach i genialnych opisach miejsc i przedmiotów. Czasem fajnie jest zamknąć się z książką w pustym pokoju i przenieść się w inny świat, a szczególnie, jeśli jest on tak piękny i tak daleki i nieosiągalny wręcz w codziennym życiu. Czy ktokolwiek z nas może mieć pewność, że kiedyś pojedzie do Japonii? Nie.  Dzięki tej powieści mamy szansę choć na te kilka chwil lektury przenieść się do tego tak odległego kraju. Czy warto? Sami zdecydujcie.


Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

wtorek, 8 października 2013

"Anielskie ogony" - Joan Wester Anderson – recenzja

Anielskie ogony. Pies darem nieba - Joan Wester AndersonWierzysz w anioły? Nie? To może czas uwierzyć. Autorka kilku książek o naszych stróżach zaskakuje nas nową propozycją. Co powiecie na włożenie duszy boskiej istoty w ciało psa?

"Anielskie ogony" to zbiór prawdziwych historii o czworonogach, które wywierają wpływ na życie ludzi. Czyż mało to razy słyszymy w mediach o bohaterskich pupilach, które ratują swoich właścicieli z tarapatów? Tak jest i w tej książce. Spotykamy się tutaj z historiami wręcz niesamowitymi. Pies, który uratował duszące się niemowlę? Suczka pomagająca dziecku przedostać się do domu podczas śnieżycy? Te i więcej wyjątkowych historii możecie spotkać na kartach powieści.

To, co spodobało mi się w „Anielskich ogonach” to to, że autorka porusza kwestie nie tylko religijne. Książka mówi o więzach łączących ludzi z ich czworonogami, wielkiej przyjaźni, jaką można nawiązać ze swoim zwierzęciem poświęcając mu tak niewiele, o wierności i oddaniu psów wobec właścicieli a także o bezinteresowności działań tych zwierząt.

Uważam, że książka powinna przypaść do gustu wszystkim właścicielom czworonogów. To, czy zachęci Was do uwierzenia, że Wasz pupil może okazać się aniołem stróżem, czy nie - jest tylko Waszą decyzją. 

Życzę miłych chwil spędzonych nad lekturą.


Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa WAM.