tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księgarnia matras. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księgarnia matras. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 września 2015

"Przyjaciele zwierząt" - Anton Marklund - recenzja

Okładka książki Przyjaciele zwierzątW 2015 roku nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona ukazała się książka szwedzkiego pisarza Antona Marklunda, pt. „Przyjaciele zwierząt”.

Utwór opowiada o siedemnastoletnim autystycznym chłopcu Jahannesie. Nastolatek wraz z rodzicami mieszka w Boliden. Z racji swojej choroby Johannes jest samotny, pragnie akceptacji i przyjaźni innych dzieci. Żeby zwrócić na siebie uwagę posuwa się do licznych wybryków w szkole, sprawia problemy nauczycielom i ogólnie nie jest lubiany przez rówieśników.

Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autora jest przedstawienie oceny postępowania Jahannesa przez jego rodziców Monę i Lennarta. Rodzice bezwarunkowo kochają syna, chcą dla niego jak najlepiej, ale też zawstydza ich jego postępowanie, czasami są źli, rozczarowani i bardzo często bezradni.

Opis wydarzeń w książce stanowi swoistą retrospekcję wydarzeń. Mona i Lennart wracając wspomnieniami do przeszłości, starają się zrozumieć to, co dzieje się obecnie z ich synem.

Ta książka tylko z pozoru wydaje się łatwą lekturą. Zmylić czytelnika mogą krótkie rozdziały i duża czcionka. Tak naprawdę należy się wczytać w treść, spróbować zrozumieć postępowanie Jahannesa oraz reakcję rodziców i otoczenia na jego zachowanie, wówczas utwór nabierze nowego, zaskakującego wymiaru.

Gdy sięgnęłam po tę książkę tytuł wydawał mi się jak najbardziej na miejscu, ponieważ osoby z autyzmem dość szybko nawiązują kontakt ze zwierzętami i zaprzyjaźniają się z nimi. Po przeczytaniu książki to wrażenie minęło. Tytuł stał się przewrotny, ironiczny i niezrozumiały dla czytelnika aż do samego końca.

Serdecznie zapraszam do zapoznania się z dziełem Antona Marklunda, pt. „Przyjaciele zwierząt”, zwolenników powieści psychologicznych oraz tych, którzy ten gatunek literacki chcą dopiero odkryć dla siebie.


Serdecznie polecam,

Tilia, 18 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Księgarni Matras. 

czwartek, 17 września 2015

"Suflet" - Ash E. Perker - recenzja

Okładka książki SufletTrzej bohaterowie. Tak różni jak to tylko możliwe. 

Lilia - Nowy Jork. Niegdyś egzotyczna, filipińska piękność, teraz - nieszczęśliwa kobieta w podeszłym wieku. Jej kontakty z mężem Arniem od dawna ograniczały się do paru zdawkowych słów, całusa w policzek i pójścia spać do osobnych łóżek. Kiedy dostał wylewu i Lillia musi zajmować się jego niesprawnym ciałem, na jaw wychodzą dawno odczuwane, lecz nieokazywane uczucia.  Dwójka dzieci, które adoptowali z Wietnamu traktują ich tylko i wyłącznie jako niechciany element ich życia, ewentualnie potencjalny bankomat. Kobieta, która przez całe lata spędzone w Stanach Zjednoczonych utraciła wszelkie ślady swego filipińskiego pochodzenia, które szczególnie tępił w niej Arnie uważając za niepotrzebne dziwactwa. Kobieta odnajduje pocieszenie w gotowaniu i współlokatorach, których zobowiązała się żywić. 

Marc - Paryż. Za nic nie może się pogodzić ze śmiercią najdroższej żony, która była całym jego światem. Po jej odejściu nie potrafi przebywać w żadnym miejscu, które by mu o niej przypominało. Szczególnie w kuchni. Zaczyna więc od gruntownego pozbycia się wszystkich sprzętów zmarłej żony. W kompletowaniu nowych rzeczy pomaga mu Sabina - sklepowa asystentka, która zawsze oczekuje klienta, z którym połączyła ją dziwna więź i, którego pewnej metamorfozy zarówno w sferze wyglądu jak i gotowania. 

Ferda - Stambuł. Wiedzie spokojne życiu u boku kochającego męża. Jej córka Öykü mieszka we Francji i jest to chyba jedyna rzecz ją trapiąca. Do czasu, kiedy jej hipochondryczna matka - pani Nesibe w skutek nieszczęśliwego wypadku ląduje pod jej dachem. Lekarz twierdzi, że starsza pani jest zdolna chodzić, lecz ta jest zdecydowanie przeciwna. Wraz z tym przychodzi pogorszenie pamięci, co w końcu daje się Ferdzie mocno we znaki, bo ma dość nieustannych wymyślonych oskarżeń swojej matki. Jej uwagę odwraca gotowanie, które kochała już od dziecka. 

W pewnym momencie losy tej trójki łączy jedna książka. O pieczeniu sufletów. Wbrew pozorom nie jest to prosta sprawa i tylko mistrzom wychodzą ( a i nie zawsze) suflety idealne, takie których środek nie zapada się po wyjęciu z piekarnika. 

Książka jest wciągająca, interesująca, zaskakująca - w kwestii fabuły nie mam jej nic do zarzucenia. Bohaterowie są ciekawi, a losy każdego z nich osobna - fascynujące. Oprócz tego, wplecione są tam dyskretne i nienarzucające się opisy tych niesamowitych miast, ale nie jest to w żadnym stopniu przesadzone i podkreśla wspaniałą całość jak przepisowa szczypta soli w słodkim cieście. 

Polecam!

Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

poniedziałek, 13 lipca 2015

„Zwierzenia kontestatora” - Leszek Gnoiński, Marek Piekarczyk - recenzja

Okładka książki Marek Piekarczyk. Zwierzenia kontestatoraOpisać swoje życie na około czterystu stronach to nie lada wyzwanie. Pokazać światu jak wiele przeszliśmy, wycierpieliśmy. Uchwycić momenty szczęścia, radości, dumy. Tak w skrócie można podsumować wywiad Leszka Gnoińskiego ze znanym wokalistą TSA- Markiem Piekarczykiem.

„Zwierzenia kontestatora” to podróż przez życie muzyka, dla którego dom, rodzina, przyjaciele i muzyka to najważniejsze rzeczy. Książka pełna wspomnień, opowieści o PRL-u, życiu w USA i anegdot o polskiej scenie. Piekarczyk bez ogródek przedstawia swój światopogląd i stara się pokazać świat jego oczami.

Piosenkarz opowiada o swojej rodzinie, żonie Kasi i synku Filipku z wielką miłością. Pokazuje, jaką drogę przebył, aby zbudować szczęśliwy, pełen życia dom dla tych dwojga. Nie brak tu żartów o braku czasu i ogromie rzeczy do zrobienia: dokończeniu remontu, dbaniu o ogród itd., a przecież trzeba jeszcze kiedyś zająć się zarabianiem pieniędzy.

Wywiad, przeprowadzony na wielką skalę, jest dla mnie czymś wspaniałym. Okraszony zdjęciami z życia gwiazdora, pokazuje go w zupełnie innym świetle niż flesze. Zza tych słów wyłania się zwyczajny zjadacz chleba, który miał odwagę wyjść przed szereg. Mówi językiem prostym, nie stara się wywyższać czy pochlebiać czytelnikowi. Jest normalny i to we mnie najbardziej uderzyło. Piekarczyk idzie własna drogą, nie zważając na opinie innych-robi to, co kocha.

„Zwierzenia kontestatora” to wielka podróż poprzez życie osoby, która stoi przed kamerami „The Voice Of Poland” i dobrze się bawi. Przekazuje swoją wiedzę i pragnie, aby ten świat stawał się lepszy, a ludzie doceniali pracę innych.

Wyrazy uznania i brawa należą się panu Markowi i panu Leszkowi za zrobienie tego wywiadu.

Polecam

Dydelf, 16 lat.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN, 
a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

czwartek, 18 czerwca 2015

"Ucząc psa czytać" – Jonathan Carroll - recenzja

Okładka książki Ucząc psa czytaćCo może wydarzyć się na 94 stronach cieniutkiej książeczki?

Przypadek Tony’ego Areala pokazuje nam, że bardzo dużo. Mężczyzna ten niczym się nie wyróżniał. Naprawdę niczym. Pracował w zwykłym biurze, ubierał się w sieciówkach, był troszkę wyśmiewany przez współpracowników za swoje monotonne życie. Miał  jednakże pasję, którą były markowe zegarki firmy Lichtenberg Watch Company. Niestety jego skromna, urzędnicza pensja ledwo starczyłaby na wskazówkę, tego cuda, wartego 9 tys. dolarów. Pewnego dnia do biednego Tony’ego uśmiecha się szczęście – dostaje pocztą niewielkie pudełeczko, a w nim: zegarek marzeń! Na tym nie kończy dobra passa urzędnika. Parę dni później dostaje samochód. I to nie byle jaki. Sprezentowano mu porsche Cayman GTS, z trzysta czterdziestoma końmi mechanicznymi. Jednakże jego szczęście zakłóca jedno pytanie: Kto jest jego hojnym dobroczyńcą? 

Rozwiązanie tego wątku jest niejednoznaczne. Pod koniec opowiadania akcja zagęszcza się i komplikuje. Nie zmienia to jednak faktu, że Ucząc psa czytać jest dość niezwykłą pozycją. Poruszany przez autora motyw snu oraz  marzeń sennych sprawia, że cały świat przedstawiony wymyka się czytelnikowi, który, po swoim przykładzie już wiem, jest zaciekawiony dalszymi losami bohaterów i próbuje zrozumieć tajemnicę głównego bohatera.
     
Trudno jest napisać więcej o tej książce, gdyż jak już wspominałam na wstępie - nie liczy ona nawet 100 stron. Czas jaki poświęcimy na lekturę to około godziny, bo naprawdę czyta się szybko i łatwo. Jest to idealna pozycja dla tych, którzy chcą na chwilę odpocząć od opasłych historii oraz dla wielbicieli intrygujących opowieści.
     
Jonathan Carroll to jeden z najbardziej rozpoznawalnych popularnych pisarzy amerykańskich w Polsce. Jest autorem tak głośnych powieści, jak Kraina Chichów, Dziecko na niebie, Kości Księżyca, zbiorów opowiadań, scenariuszy filmowych oraz opublikowanego w formie książkowej bloga Oko dnia – REBIS jest jego jedynym polskim wydawcą. 


Nikki, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

czwartek, 14 maja 2015

„Księżycowy Kamień” – Wilkie Collins – recenzja

Okładka książki Księżycowy KamieńWilkie Collins to XIX – wieczny angielski powieściopisarz, dramaturg, autor opowiadań i prekursor powieści detektywistycznych. „Księżycowy kamień” jest uważany za pierwszą powieść tego gatunku. Inne znane dzieła jego autorstwa to „Kobieta w bieli”, „Tajemnica pałacu w Wenecji” i „Armadale”.

Rachel Verinder w dniu swoich osiemnastych urodzin dostaje w prezencie Księżycowy Kamień – wielki diament zdobiący kiedyś posąg hinduskiego bożka. Jest to prezent od zmarłego wuja, oficera armii w Indiach, który tuż przed śmiercią zapisał jej go w testamencie. Legendy głoszą, że ten niezwykle wartościowy kamień szlachetny przynosi nieszczęście i pech.

Nikt nie wierzy w plotki, dopóki nie okazuje się, że tropem skarbu podąża trzech hinduskich mnichów gotowych oddać życie za przywrócenie diamentu na dawne miejsce.
Rachel nie ma jednak okazji zastanowić się nad niebezpieczeństwem, jakie niesie ze sobą niezwykły prezent  -  znika on tej samej nocy, a w domu rodziny Verinder zaczynają dziać się dziwne rzeczy…
Kłótnie, kradzieże, sekrety, samobójstwa – ciężar wszystkich zbrodni zdaje się przytłaczać młodą dziewczynę, która by uciec od przeszłości i natrętnego detektywa wyjeżdża do Londynu. Klątwa Kamienia nie opuszcza jej jednak nawet tam. Tak samo jak trzech tajemniczych hindusów…

„Księżycowy kamień” ma bardzo ciekawą fabułę, samo streszczenie potrafi przyciągnąć uwagę. Podoba mi się pomysł, aby całą historię przedstawić z punktu widzenia różnych osób, że narratorów jest kilkoro, a każdy wprowadza do obiektywnej relacji nutkę swojej własnej osobowości. Książka trafnie ukazuje realia epoki, relacje w rodzinie z wyższych sfer i ówczesną codzienność.
 Tu jednak plusy się kończą.

Choć historia jest ciekawa, tonie w nadmiarze zbędnych słów, opisów, i pobocznych wątków. Zmiana szyku zdań i mnogość archaizmów sprawiają, że powieść ciężko się czyta, trudno przebrnąć zwłaszcza przez kilka pierwszych rozdziałów, a w dodatku rzadko zdarza się jakaś myśl czy wypowiedź, która pozwoliłaby czytelnikowi chociaż uśmiechnąć się pod nosem. Na pewno w dużej mierze trzeba patrzyć przez pryzmat epoki, w której książka została napisana, jednak nie podobają mi się rozbudowane opisy rodzinnych kłopotów, oraz zagłębianie się w daleką przeszłość, która nie ma wpływu na akcję.

Myślę, że zostawię książkę miłośnikom XIX-wiecznych powieści, a sama wrócę do nowości, dotyczących współczesnych dziejów, na księgarnianych półkach.


Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

czwartek, 7 maja 2015

"Ja i oni. Pół żartem, pół serio" - Jolanta Kwiatkowska - recenzja

Okładka książki Ja i oni. Pół żartem, pół serioGłówną bohaterkę, Krystynę, poznajemy w nieciekawym momencie życia. Kiedy to przez przypadek usłyszała rozmowę współpracowników na temat wyrzucenia jej z pracy. Podłamana kobieta wraca do domu i we śnie, rozmawia ze swoimi różnorakimi osobowościami, odbywa sąd nad samą sobą i głęboko rozmyśla nad swoim życiem od początku. Dosłownie. Jej rozważania rozpoczynają się od przeanalizowania stylu bycia plemników i komórek jajowych, dochodząc do wniosków, że od samego powstania, wykazują one cechy charakterystyczne dla swojej płci. 

Następnie ku swojemu wielkiemu rozczarowaniu, tuż po urodzeniu nie jest pytana o wybór płci ani imienia i zostaje zapisana jako: płeć żeńska, Krystyna. Wcześnie opuszcza ją ojciec, bo od początku nie chciał jej i namawiał matkę do aborcji, jednocześnie twierdząc, że córka na nic się nie przyda, bo dziewczyny są gorsze i mężczyźni mają w życiu lepiej. Krysia postanawia za wszelką cenę być traktowana na równi z chłopakami, jednocześnie przeżywa swoje "zwyczajne" uczucia dorasta...

Koncepcja książki jest bardzo ciekawa. Kłótnie pomiędzy ludzkimi osobowościami, niesnaski między np. ,, mądrą Krysią'', ,, cielesną Krysią'' i ,,romantyczną Krysią'' dają czytelnikowi okazję do pomyślenia, czy on też posiada wiele swoich "wersji". Niestety muszę przyznać, że te rozmowy są często za długie i zaczynamy się gubić i nudzić. Na szczęście, akcja sama w sobie jest ciekawa, nieustannie coś się dzieje i czyta się bardzo szybko i przyjemnie. 

Polecam!

Sheri, 14 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Księgarni Matras. 

czwartek, 30 kwietnia 2015

"No i ja" - Delphine de Vigan - recenzja

Okładka książki No i JaW 2011 roku francuska pisarka Delphine de Vigan wydała bestsellerową książkę pt. „No i ja”. W Polsce utwór ten ukazał się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga.

Lou Bertigna to wybitnie uzdolniona trzynastolatka, która dzięki swojej wiedzy i zdolnościom przeskoczyła o kilka klas. Lou jest bardzo nieśmiała i zamknięta w sobie, nie potrafi wchodzić w bliższe relacje z rówieśnikami, zawsze trzyma się na uboczu. Dziewczyna  bardzo dużo czasu spędza obserwując ludzi. Kiedy w szkole zostaje zadany referat, nastolatka decyduje się na rozważenie problemu bezdomności. Dziewczyna wielokrotnie na stacji metra widziała bezdomnych, szczególnie zapadła jej w pamięć jedna osoba, z którą decyduje się nawiązać znajomość. Tak poznaje No. Lou zaczyna spotykać się z osiemnastolatką w barach, rozmawiać z nią i niejako wbrew sobie bardzo szybko się do niej przywiązuje. Nie chce by jej przyjaciółka mieszkała na ulicy.
Nastolatka namawia rodziców, by No zamieszkała razem z nimi. Obecność No w domu  rodziny Bertigna zmienia życie wszystkich jej członków.

„No i ja” to bardzo dobra młodzieżowa książka. Czyta się ją szybko i do tego jest tak napisana, że trudno się od niej oderwać. Autorka w przystępny sposób porusza trudne problemy. Pokazana bezdomność na przykładzie konkretnej dziewczyny i jej historii sprawia, że lepiej można sobie wyobrazić sytuacje, w której znajduje się bardzo wielu ludzi.

Na pewno nie jest to utwór banalny z łatwym do przewidzenia zakończeniem. Wręcz przeciwnie jest to książka, którą porusza, zmusza do refleksji i zapada w pamięć. Polecam wszystkim czytelnikom, ponieważ utwór uczy empatii i pozwala spojrzeć na otaczająca rzeczywistość pod innym kątem.

Tila, 17 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Księgarni Matras. 


środa, 8 kwietnia 2015

"Marilyn i JFK" - Francois Forestier - recenzja

Okładka książki Marilyn i JFKLata sześćdziesiąte XX wieku przyniosły społeczeństwu historię niesamowitego romansu. Ona - rozchwytywana gwiazda Hollywood, piękna, bogata i emanująca urokiem osobistym miss o krwistoczerwonych ustach i złotych lokach.  On – wpływowy, żonaty mężczyzna. Ich związek, mimo słabo rozwiniętych mediów, śledził cały świat. Kim była ta czarująca para?

Urokowi Marilyn Monroe nie mógł się oprzeć nikt. Kręcone blond włosy, czarujący uśmiech i ten charakterystyczny pieprzyk nad wargą powaliły na kolana nawet trzydziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Fitzgeralda Kennedy'ego.

O ich związku rozpisywały się największe światowe gazety, ale przez dziesiątki lat nawet najbardziej dociekliwym dziennikarzom nie udało się odkryć wszystkiego na temat romansu prezydenta i ikony Hollywood.

Francois Forestier napisał tę książkę lepiej niż niejeden znany powieściopisarz. Poznajemy historię Marylin i Kennedy’ego krok po kroku od samego początku, bez pomijania nawet drobnych i pozornie nieistotnych szczegółów, które nadają romansowi smaczku. Papierowa para spotykała się przez 10 lat, zanim zainteresowały się nimi CIA, czy KGB. Wiadomo,  że każdy prezydent ma swoje sekrety. Ukrywane kochanki, szemrane interesy, powiązania z niewłaściwymi ludźmi. Po zamachu na Johna Kennedy’ego Biały Dom należało uprzątnąć. Zajął się tym jego brat, Robert Kennedy. Kamery, podsłuchy i inne nowinki technologiczne, akta politycznych szantaży, źródła lewych dochodów zostały bezproblemowo usunięte. Problem stanowiła Marylin. Nie była zwykłą kochanką, była kobietą obdarzoną niesamowitą charyzmą ukrytą pod pozą zagubionej blondynki.

Sposób, w jaki Forestier napisał swoją książkę wzbudził we mnie szczery zachwyt. Plastyczne opisy otoczenia nierzadko przyćmiewają główny wątek  i samą akcję. Co ciekawe, nie jest to sucho opisana biografia Marylin, ani Kennedy’ego. To poruszająca powieść o miłości na wyżynach politycznego szaleństwa, gdzie każdy krok jest obserwowany przez kamery, ochroniarzy i tajne rządowe służby.

Powieść – biografia zafascynuje każdego czytelnika. Zagłębicie się w historię związku, który skończył się tragicznie. Gorąco polecam!!!


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Sonia Draga, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.

wtorek, 31 marca 2015

„Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie” – John O’Farrell – recenzja

Okładka książki Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonieJohn O’Farrell to angielski pisarz, prezenter i scenarzysta komediowy. Jest autorem wielu bestsellerów m.in.  „To jest twoje wspaniałe życie” i „Może zawierać orzeszki”. Jego najnowsza książka „Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie” jest słodko-gorzką opowieścią o życiu z amnezją z punktu widzenia chorego. Tak jak wszystkie jego powieści bawi i wzrusza do łez.

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest uwolnić się od wszystkich problemów, po prostu o nich zapominając, jakby jutrzejszy sprawdzian, spotkanie z szefem lub wizyta u dentysty po prostu zniknęły?  Jednak co, gdyby razem z nimi wyparowały też wspomnienia niosące radość, miłość i przyjaźń? Bylibyście gotowi je poświęcić?
Niektórzy ludzie nie mają wyboru. To się po prostu dzieje.

Czterdziestoletni Vaughan, nauczyciel historii, budzi się pewnego dnia w metrze i orientuje się, że nie wie dokąd jedzie, na jakiej stacji wsiadł, ile ma lat, jak się nazywa, ani skąd wziął się okrągły odcisk po obrączce na jego palcu. Szybko okazuje się, że cierpi na specyficzny rodzaj amnezji, która najprawdopodobniej była spowodowana silnym stresem. „Niezidentyfikowany biały mężczyzna” próbuje odkryć zagadkę swojej tożsamości, w czym pomaga mu na nowo poznany najlepszy przyjaciel Gary, który informuje Vaughana, że żona, której nie zdążył jeszcze poznać, rozwodzi się z nim. Mężczyzna jest przerażony, że życie, które dopiero zaczął odkrywać, przecieka mu przez palce szybciej niż uciekły wszystkie osobiste  wspomnienia sprzed 22 października. Jednak gdy poznaje Maddy budzi się w nim iskra nadziei, że rodzinę, którą razem stworzyli, da się jeszcze uratować. Jest oczarowany jej siłą, urodą i rudymi włosami, oraz dziećmi, które mu dała.
Vaughan postanawia zawalczyć o swoje małżeństwo.
Jednak naprawianie błędów jest trudne, gdy się ich nie pamięta…

„Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie”  jest poważną historią człowieka, jakich pełno dookoła nas, opowiedzianą w zabawny sposób. Pierwszoosobowa narracja pozwala wczuć się w postać głównego bohatera, a idealnie skonstruowane dialogi nadają tempa akcji. Książka nie jest obciążona zbyt długimi opisami, co sprawia, że pomimo poważnej tematyki czyta się ją lekko, z niecierpliwością. Bardzo spodobał mi się oryginalny główny wątek choroby Vaughana, który wraz z rozpaczliwą miłością, desperacją i samotnością tworzy mieszankę wybuchową. Powieść skupia się głównie na uczuciach, poruszając przy okazji coraz częściej spotykany problem rozwodów. Jest swego rodzaju poradnikiem, jak walczyć o swoje i jak ratować to, co podobno dawno już umarło.

Mimo że jest to komedia romantyczna, powinna spodobać się też mężczyznom, ponieważ jest napisana z męskiego punktu widzenia. Polecam ją też wszystkim, którzy muszą podjąć trudną decyzję. Myślę, że ta książka pozwoli im nabrać dystansu i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.


Nika, 15 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Księgarni Matras.

poniedziałek, 30 marca 2015

"52 tygodnie" - Ludmiła Piasecka - recenzja

Okładka książki 52 tygodnieMajka jakby nie patrząc jest zadowolona ze swojego życia. Ma dwójkę kochanych dzieci, dobrego męża, satysfakcjonującą pracę. Jednak w swoje 34 urodziny zauważa, że nieustannie powtarza utarte schematy i postanawia w końcu zerwać z rutyną. Postanawia, że przez następne 52 tygodnie będzie robiła to, na co nigdy nie miała czasy, odwagi czy samozaparcia.

Czytając opis tej książki byłam pewna, że główna bohaterka postanowi zmienić swoje życie o trzysta sześćdziesiąt  stopni, ogoli się na jeża, zostanie weganką, zacznie skakać na bungee i wyemigruje do Indii, ale ku mojemu przyjemnemu zaskoczeniu, nic takiego się nie wydarzyło. 

Zamiast tego, Majka nauczyła się dostrzegać piękno w codzienności, żyć chwilą, skupiać się na rodzinie i przyjaciołach. Zaczyna od zamrożenia na tydzień swojego portfela, co dla zakupoholiczki jest niemałym wyzwaniem. Potem, każdy tydzień jest inny, wyjątkowy, poprzez naukę gotowania, aż po tydzień oddawania krwi. 

Książka jest piękna w swojej prostocie, bardzo realistyczna. Majka nie jest idealna, jej bliscy też nie są. Często się kłócą i pomimo kilku gorzkich momentów książka napawa optymizmem i radością. Pokazuje jak można cieszyć się życiem, rozkoszować codziennością. Bardzo szybko się ją czyta i pomimo braku zarówno gwałtownych zwrotów akcji jak i ogromnej liczby wydarzeń, wciąga. Naprawdę, nie mam jej nic do zarzucenia i mogę ją z czystym sumieniem polecić. Zostawia ona czytelnika przepełnionego optymizmem. 

Polecam!

Sheri, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Nasza Księgarnia, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

wtorek, 3 marca 2015

„Noc oka” - Mary Kirchoff - recenzja

Okładka książki Noc Oka„Noc oka” to pierwszy tom serii „Obrońcy magii” autorstwa Mary Kirchoff. Niestety, bynajmniej nie wybija się spośród innych książek fantasy. Po pierwsze, jeśli chcielibyście się za to zabrać: nie czytajcie opisu z tyłu. Pełno w nim spoilerów.

Przejdźmy do rzeczy. Głównym bohaterem jest Guerrand DiThon, młodszy brat zubożałego szlachcica, który fascynuje się magią. Chciałby zostać magiem, jednak jego krewniak nienawidzi czarowników i uparcie przymusza go do szkolenia się na rycerza. Pewnego dnia do miejscowości przyjeżdża mistrz magii. Pod jego wpływem Guerrand wymyka się z zamku i udaje się w podróż, by zrealizować swoje marzenie.

Książka jest krótka – około 300 stron w niewielkim formacie – a przy tym naładowana wydarzeniami. Przez to fabuła została potraktowana pobieżnie. Wiele zdarzeń nie jest dokładnie opisanych, a jedynie narrator informuje nas, że coś takiego się stało. Cierpią na tym również postaci, które są przez to płaskie. Nawet Guerrand niczym nie zaskakuje - ot taki sobie główny bohater, który nie wzbudza właściwie żadnych emocji u czytelnika. Świat przedstawiony podobnie – nie wiemy o nim za wiele, a tyle, ile wiemy, pozwala nam stworzyć w głowie obraz typowego, osadzonego w realiach quasi-średniowiecznych fantasy. Styl pisania jest znośny, da się przeczytać, choć niekiedy przynudza.

Podsumowując, nic nadzwyczajnego. Książka w najlepszym wypadku przeciętna. Jeżeli ma się ją pod ręką, a jednocześnie sporo wolnego czasu, można spróbować, a nuż Tobie się spodoba.


Rachel, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka, 
a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

piątek, 12 września 2014

"Odszedł ode mnie" - Anna Rybkowska - recenzja

Odszedł ode mnie - Anna RybkowskaPo dwudziestu latach małżeństwa od Beaty odchodzi mąż. Kobieta nie może pogodzić się z tym faktem, że z dnia na dzień została sama z trójką dzieci. Beata nie daje sobie rady z nową rzeczywistością, traci pracę i szybko popada w depresję. W końcu decyduje się na wizytę u psychiatry, a w ramach leczenia zaczyna pisać powieść.

Od tego momentu poznajemy Melisę dziewczynę z Nowego Yorku, pochodzącą z patologicznej rodziny. Matka nigdy nie interesowała się córką ani jej starszym bratem, przez co chłopak trafił do więzienia. Jedyną bliską osobą dla Melisy jest jej babcia, która jednak wkrótce umiera. W życiu dziewczyny pojawia się tajemniczy mężczyzna. Melisa początkowo obserwuje nieznajomego, potem poznaje go bliżej.

Czy do Beaty wróci mąż?
Jak potoczą się losy Melisy i nieznajomego?
Kto to jest Kim i jaką rolę odegra w życiu Melisy?

Książka autorstwa Anny Rybkowskiej, pt. „Odszedł ode mnie” to bardzo ciekawie skonstruowana powieść zawierająca w sobie dwie historie. Autorka w sposób bardzo trafny połączyła losy dwóch odmiennych bohaterek, że pomimo tak różnych historii, dzieje Beaty i Melisy uzupełniają się nawzajem. Obydwie historie są bardzo zagmatwane, pełne niedopowiedzeń, co dla mnie stanowił plus, gdyż w utworze cały czas coś się dzieje. Autorka rzuca kłody pod nogi swoim bohaterkom, nie wszystko w ich życiu układa się dobrze i szczęśliwie.

Należy również zwrócić uwagę na styl Anny Rybkowskiej. Książka jest lekka, czyta się ją szybko i z przyjemnością.

Polecam ten utwór wszystkim, którzy chcą poznać losy bohaterek książki Anny Rybkowskiej i mają już dość banalnych i schematycznych historii. Jest to dobra lektura do zabrania ze sobą w podróż lub do przeczytania po przyjściu ze szkoły czy pracy.





Tilia, 17 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Księgarni Matras. 

czwartek, 11 września 2014

„Burza Słoneczna” - Asa Larsson – recenzja

Asa Larsson to jedna ze współczesnych autorek kryminałów, dobrych kryminałów. Ukończyła studia prawnicze, jest matką dwójki dzieci i aktualnie mieszka niedaleko Sztokholmu. Swoje rodzinne miasto – Kiruna – w kryminałach naznaczyła falą zabójstw. Mogło być to celowe, autorka zdążyła bardzo dobrze poznać tę miejscowość. Jej powieści są bardzo popularne na całym świecie - całkowicie zasłużenie.

„Jeśli chcesz dowiedzieć się prawdy o autorce, przeczytaj jej pierwszą książkę”.
 ~Asa Larsson

Burza słoneczna - Åsa Larsson„Burza Słoneczna” rozpoczyna się bardzo interesującym wierszem Gorana Sonnevi „Niedokończony język”. Już sama jego tajemniczość przekonała mnie do poznania tego kryminału. Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę jest zapis wstępu rozdziałów książki. Pierwszy z nich Larsson zatytułowała: „ I nastał wieczór i poranek – dzień pierwszy”, następnie dzień drugi i tak dalej. Myślę, że te wstępy nie są przypadkowe – zamordowany za życia był duchownym, bardzo się udzielającym, a ludzie lgnęli do niego jak pszczoły do miodu.

Wpatrzeni w Wojciecha Strangarda jak w obrazek nie zauważyli niczego niepokojącego. A wiele takowych rzeczy było, o czym przekonała się prawniczka Rebeka Martinsson mająca niegdyś bardzo bliską relację z duchownym. Siostra zamordowanego kiedy tyko dowiedziała się o śmierci brata zwróciła się właśnie do dawnej przyjaciółki, z którą nie utrzymywała kontaktu. Rebeka oczywiście nie miała nic przeciwko i następne dni spędziła z Sanną, apelując o jej niewinności – była o niej bowiem przekonana.
Ale kiedy czas mijał, a sprawców nie znaleziono, na pierwszy ogień poszła oczywiście Sanna.

Czy siostra Wojciecha okaże się winna?
Czy Rebeka rozwiąże zagadkowe morderstwo duchownego?
Jaką cenę poniesie młoda prawniczka za doszukiwanie się prawdy?

„Burza słoneczna” to jedna z książek bestsellerowego cyklu powieści Asy Larsson nagrodzonego trzykrotnie przez Szwedzką Akademię Kryminału – według mnie należycie.
Książkę tę polecam szczególnie wielbicielom kryminałów (sama uwielbiam tego typu powieści) wiem, że się nie zawiedziecie. Myślę, że spodoba się również innym, którzy dopiero wkraczają w świat książek w takim klimacie. Polecam!


Domina Nigrum, 13 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego, 
a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.

wtorek, 9 września 2014

"W krainie obfitości mango” - Ann Vanderhoof - recenzja

Zastanawiam się ile osób wybrałoby się w spontaniczną podróż po Pacyfiku. Wiem jedno - zrobiła to Ann Vanderhoof wraz z mężem i opisała w książce pt.: ”W krainie obfitości mango”. Niesamowita historia o poznawaniu świata, wątpliwościach i wolności. Vanderhoof zawarła też w każdym z rozdziałów przepisy kulinarne niesamowitych potraw, zdobyte podczas podróży.

W krainie obfitości mango - Ann VanderhoofAnn Vanderhoof, zwykła redaktorka mieszkająca z mężem w Toronto. Jednak pewnego dnia Steve widząc jak bardzo jest zmęczona pracą wpada na pomysł pożeglowania na Karaiby na kilka lat. Co prawda lubił on żeglować w weekendy po zatoce w Toronto, ale nie miał doświadczenia w długich podróżach więc jego żona trochę się przestraszyła, czy dadzą radę i co się stanie z ich pracą, mieszkaniem. 

I wtedy narodził się Plan Pięcioletni. Przez pięć lat będą zbierać pieniądze i organizować wyprawę. Jednak najpierw musieli przekonać do niej swoich rodziców i zwłaszcza samych siebie. Oczywiście jeszcze trzeba kupić łódź. Znajdujemy ją w Maine – starą łódź żaglową o długości 12.8 metra, o klasycznej linii i z pięknym rodowodem, Wyłania się z ciemności hangaru, jej lakier lśni mimo warstwy kurzu, smukły kadłub zwiastuje elegancję i szybkość, całą sobą wyraźnie nas przyzywa. Jest pierwszą łodzią, którą oglądamy, i zarazem tą, która sześć miesięcy i wiele hangarów później stanie się nasza. Nazywają ją Receta, chociaż zmiana nazwy łodzi przynosi pecha, ale z poprzednią nic ich nie łaczy. Jednak nie udaje im się wszystkiego zorganizować w ciągu pięciu lat, więc Plan Pięcioletni zmienia się w Plan Siedmioletni. Sprzedają mieszkanie, przenoszą rzeczy na łódź. Aż w końcu nadchodzi dzień wypływu na pełne morze. 

Jak przebiegała ich podróż? 
Jak się skończyła? 
Dowiesz się tego czytając niesamowity dziennik Ann.

To książka o trzech wielkich apetytach: na poznawanie świata, na wspaniałe jedzenie i niczym nieograniczoną wolność. Ta historia porywa czytelnika w podróż przez 16 karaibskich krajów i uwalnia go od nudnej codzienności zabierając w świat marzeń i beztroskiej wolności. Polecam ją każdemu pragnącemu smaku przygody i przemierzaniu tysięcy kilometrów.

Polecam

Monia,  14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego, 
\a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.

piątek, 13 czerwca 2014

"Most na Missisipi" - Ewa Przybylska - recenzja

Ewa Przybylska należy do grona współczesnych autorów powieści dla młodych czytelników. Każda z jej książek wywołuje gorące dyskusje (z Dotykiem motyla i W Dolinie Klonowego Liścia na czele), zdobywa uznanie zarówno krytyki literackiej, jak i samych nastoletnich odbiorców.

Most nad Missisipi - Ewa PrzybylskaCo wspólnego może mieć zielony irokez z dziwacznymi kapeluszami? A nastoletni Kuba ze starszą panią Teodorą? Można by pomyśleć, że niewiele… Jednakże wiadomo, iż przeciwieństwa lubią się przyciągać. Tak też jest i w tym przypadku.

Chłopca i staruszkę połączyła samotność i chęć ucieczki przed rzeczywistością. Zaprzyjaźniają się i wspierają nawzajem. Wszystko jest w miarę normalne, dopóki Kuba nie zauważa, że mieszkanie Teodory zostało splądrowane, a jej samej nie można nigdzie znaleźć. Każdy w takiej sytuacji udałby się na policję. Jednak nie on. Nastolatek sądzi, iż tylko on sam, samotnie może pomóc swojej przyjaciółce. Nie umie nikomu zaufać, nawet swojej babci. Nazywa ją Rzekomą Babką, gdyż nie czuje z nią żadnej więzi emocjonalnej. Ona w sumie też nie wykazuje zainteresowania chłopcem, jest zajęta własnymi sprawami.

Kuba będąc po raz drug iw mieszkaniu staruszki, spotyka włamywaczy. Całe szczęście, udaje mu się ukryć na czas. Niestety rozmowa bandziorów, którą podsłucha, ukaże mu, że całe to zajście jest o wiele bardziej niebezpieczne, niż myślał.

,,Most na Missisipi’’ można początkowo uznać za banalną powieść kryminalną dla dzieci. Prawda jest jednak zupełnie inna. Książka ta wpaja młodemu czytelnikowi przekonanie, że nie wolno być obojętnym wobec drugiego człowieka. Odbiorca silnie przeżywa strach Kuby o swoją przyjaciółkę. Można też bez trudu dostrzec, że chłopiec choć jest ,,wychowankiem ulicy’’, bez trudu odczytuje ludzkie twarze, jest doskonałym obserwatorem.

Tytułową Missisipi jest most który połączył matkę Kuby ze światem żywych. Kobieta próbowała popełnić samobójstwo skacząc z okna, jednak on ją uratował, ściągając z parapetu i płacząc tak głośno, by zwrócić na siebie jej uwagę. Chłopiec po tym wydarzeniu chcąc sobie poradzić z emocjami, zaczął przechodzić między balkonami, idąc po wąskiej deseczce. Ten jego własny most zaprowadził go do Teodory.

Znaczeń Missisipi można w tej książce znaleźć kilka. Każdy czytelnik przynajmniej jedno skojarzy sobie ze swoim własnym życiem. Dlatego właśnie polecam tę historię każdemu, a szczególnie młodzieży uczącej się w szkole podstawowej i gimnazjum. W tej opowieści na pewno znajdą się odpowiedzi na niektóre z Waszych pytań.


Nikki, 15 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akapit Press,
 a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 



środa, 21 maja 2014

"Jak cię wykraść, Phoenix?" – Joss Stirling - recenzja

Dobre pytanie. Jak cię wykraść Phoenix, z gangu złodziei złożonych wyłącznie z sawantów, czyli ludzi o paranormalnych zdolnościach? Jak cię wykraść z rąk Widzącego, który nie chce wypuścić z rąk dziewczyny zdolnej zatrzymać czas? Jak wykraść cię z miejsca, w którym nie zaznałaś wygody, poczucia bezpieczeństwa czy nawet udręki chodzenia do szkoły? Jak cię wykraść, Phoenix?

Jak cię wykraść, Phoenix?Takie pytania zadaje sobie Yves Benedict, gdy spotyka Phee. Jest ona dla niego kimś bardzo ważnym; ba, nawet więcej niż tylko kimś ważnym! Phoenix to druga połowa jego duszy, jego serca. Co więc powinien zrobić, by ją uratować?

Jak się potoczą losy tych dwojga?
Czy Yvesowi uda się wyrwać Phoenix z rąk gangu?
A co, jeśli coś pójdzie nie tak?
Stawka jest wysoka. Jak się skończy ta historia… Zapraszam do lektury ,,Jak cię wykraść, Phoenix?’’ po elektryzujące odpowiedzi na te pytania!
Welcome to the world of the Savants - people with extraordinary mental powers. Their destiny is to seek their other half, their soulfinder.

Pomysł na książkę bardzo dobry. Świat sawantów osadzony w naszych ludzkich realiach, gdzie ze względu na różne zdolności tych ludzi, jest jeszcze więcej dynamicznych perypetii, akcji, i tak, romansu. Autorka postawiła na silny kontrast pomiędzy Phoenix a Yvesem. Ona-złodziejka bez wykształcenia, on-chłopiec z kochającego domu, przynoszący najlepsze oceny ze szkoły. Stworzyło to kolejne interesujące opisy, porównania i dialogi, które w przypadku tej książki nie ciągnęły się. Czytelnik pragnie jeszcze więcej informacji o bohaterach.

,,Jak cię wykraść, Phoenix?’’ to druga część sagi o braciach Benedictach. Pierwsza to ,,Kim jesteś, Sky?’’, której pozytywna recenzja pojawiła się już na blogu. Nieznajomość tej książki w niczym nie przeszkodziła w przyjemnej lekturze tej pozycji. Jednak przynajmniej w moim przypadku, poczułam pewien niedosyt informacji. Jestem pewna, że już niedługo sięgnę po ,,Kim jesteś, Sky?’’. Również gdy tylko ukaże się ,,Znajdę cię, Crystal’’ czyli trzecia część tej sagi, będę wypatrywała jej w bibliotekach. Uważam, że Joss Stirling ma całkiem niezły styl pisania, który wciąga czytelnika. Nie przesadza z opisami. Miejsca, w których osadza akcję, są jak najbardziej realne. W tym przypadku to Londyn, tak dobrze znany, chociażby ze słyszenia, wielu ludziom.

Nie ma jednak książek idealnych. Słabym punktem ,,Jak cię wykraść, Phoenix?’’ jest jej strona graficzna, która przynajmniej mnie nie zachęciła do sięgnięcia po tę lekturę. Okładka wydała mi się nieco… może nawet groteskowa. Tak samo ozdobne plątaniny liści przy każdym nowym rozdziale wydały mi się niepotrzebne. Sprawdza się jednak tutaj powiedzenie, by nie oceniać książki po okładce. Strona graficzna nie jest najlepsza, lecz treść wręcz przeciwnie!

Jednym słowem, bardzo polecam ,,Jak cię wykraść, Phoenix?’’  jako świetną lekturę nie tylko dla nastolatek, ale i tych, którzy chcą oderwać się od szarej rzeczywistości i zagłębić w świat sawantów…

Joss Stirling mieszka w Oksfordzie. Pracuje nad kolejnymi częściami serii o braciach Benedictach. W Polsce powieść ,,Znajdę cię Crystal’’ podobno ma się ukazać już niedługo.



Katia, 13 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akapit Press. ,
a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.

wtorek, 20 maja 2014

"Skarby grobowców" - Clive Cussler, Thomas Perry - recenzja

Skarby grobowców - Clive CusslerClive’a Cusslera możnaby nazwać istną maszynką do pisania bestsellerów. I nie byłoby w tym dużej przesady. Mówi się, że to jedyny autor, którego książki nie schodzą ze szczytu list bestsellerów. Ponadto są one w pierwszej dziesiątce rankingów ,,New York Timesa’’ w każdym tygodniu. Z każdą nową powieścią zdobywa nowych czytelników, zarówno wśród dorosłych, jak i młodzieży. To ostatnie mogę potwierdzić. ,,Skarby grobowców’’ czytałam bowiem równolegle z moją mamą. I nam obu ta pozycja przypadła do gustu. Mamie spodobał się styl pisania Cusslera, mnie fabuła.

Thomas Perry to amerykański pisarz i scenarzysta filmowy, mający już debiut powieściowy za sobą.

Niemalże wszyscy przynajmniej kojarzą postać Huna Attyli, który w V wieku szerzył postrach w samym cesarstwie rzymskim. Jego nagła śmierć przerwała jego podboje. Gdy umiera, najwierniejsi towarzysze ukrywają jego grób. Zmieniają w tym celu nawet bieg rzeki. Następnie ci wszyscy dzielni ludzie zostają straceni, by nikt nie poznał miejsca położenia grobowca Attyli. A jest ich tysiąc…

W 2012 roku Sam i Remi Fargo, z pomocą znajomego naukowca, odkrywają ślady, które mogą prowadzić do miejsca pochówku legendarnego władcy Hunów. Postanawiają spróbować znaleźć grobowiec. Tym samym decydują się na niebezpieczny pościg za skarbami, mierząc się z Arpadem Bako - bardzo niebezpiecznym, niezmiernie wpływowym, a przede wszystkim chciwym Węgrem. Człowiek ten pochłonięty jest szaleńczą manią na punkcie Attyli. Zrobi wszystko, by wejść w posiadanie nieprzebranych skarbów władcy…

Czy Remi i Sam ochronią bezcenne skarby przed niebezpiecznym szaleńcem?
Do czego posunie się Arpad Bako?
Gdzie wierni wojownicy pochowali ukochanego przywódcę?

Tego nie wie nikt… Aż do przeczytania ,,Skarbów grobowców’’.

Mimo tego, że CliveCussler napisał już kilkadziesiąt książek,  było to moje pierwsze zetknięcie z jego literaturą i podejrzewam, że nie ostatnie. Autor ten ma przystępny, ciekawy sposób pisania. W przyjemny sposób łączy fakty historyczne z dynamicznymi opisami niebezpiecznych pościgów za skarbami.  Muszę przyznać, że gdy czytając tę książkę, napotykałam daty lub zdarzenia, które poznałam już na lekcji historii, czułam się nieco mądrzej.  Oczywiście, nie wszystkie wydarzenia są prawdziwe, ale i nie wszystkie są fikcyjne.

Polecam tę książkę zarówno wieloletnim fanom twórczości Cusslera i Perry’ego, dorosłym i nastolatkom. Niemalże wszystkim. Nie trzeba znać poprzednich książek z serii ,,Fargo’’, by zagłębić się w ,,Skarbach grobowców’’. To duży plus dla kogoś kto pragnie zapoznać się z tą powieścią, bez czytania kilkudziesięciu wcześniejszych pozycji.



Katia, 13 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Amber, 
a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.

środa, 14 maja 2014

"Gra o miłość" - Jennifer Probst - recenzja

"Gra o miłość" to książka napisana przez Jennifer Probst. Jest ona autorką bestselleru "Układ doskonały".

Gra o miłość - Jennifer ProbstKarina,  to 26 - letnia kobieta pochodząca z Włoch, która ma wspaniałą i kochającą się rodzinę, zawsze świetnie się uczyła i kochała się w jednym mężczyźnie. Przyjeżdża do Nowego Jorku, aby uczyć się samodzielnego życia oraz zarządzania wraz z bratem "La Dolce Maggie" - rodzinną firmą. Tam staje naprzeciw swojej wieloletniej, młodzieńczej miłości - Maksimusa Graya. 

Maks jest traktowany jako część rodziny dlatego Karina jest dla niego niczym zakazany owoc. Młoda kobieta zostaje asystentką Maksa. Gdy na tylnej okładce przeczytamy: "Napięcie erotyczne iskrzy na każdej stronie" to tego oczekujemy lecz niestety w tej książce to zdanie jest mocno przesadzone. Jeżeli szukacie naprawdę mocnych wrażeń to "Gra o miłość" zdecydowanie nie jest dla was. Znajdziemy tu sceny erotyczne, ale są one naprawdę delikatne. Nie ma tu opisanych aktów miłosnych samych w sobie, wyrażone są za pomocą całej otoczki: atmosfery, gry słów, gestów, spojrzeń czy nawet milczenia. 

Bardzo podobał mi się natomiast motyw gołębia ze złamanym skrzydłem, którego znajduje Karina. Na początku nie zrozumiałam o co z nim chodzi, ale wraz z kolejnymi stronami doszło do mnie wszystko. Gołąb o imieniu Gabby był alegorią Kariny, ale o co dokładniej chodzi doczytajcie sami! ;) Sama okładka nie zachwyca. Zdradza tylko, że w środku znajdziemy romans. Książka jest ciekawa do przeczytania, ale moim zdaniem nie warta większej uwagi. Ot, taki romans do oderwania się od rzeczywistości dla zabicia czasu. 

"- Bardzo cię kocham, moja piękna - szepnęła Karina, gładząc szyję 
porośniętą puchem. Gabby przechyliła głowę i zagruchała, jakby 
czuła, że to pożegnanie. (...) Niespodziewanie doznała olśnienia. " 
- fragment książki


Lucinda, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akapit Press,
 a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

wtorek, 13 maja 2014

„Miłość o smaku cannoli” - Jennifer Probst - recenzja

Jennifer Probst napisała swoją pierwszą książkę mając dwanaście lat. Probst jest dzisiaj autorką bestsellerów, publikuje romanse. Pisze także książki dla dzieci.

Miłość o smaku cannoliMiranda po bolesnym rozstaniu z Gavinem Luciano nie związała się z żadnym mężczyzną, za to spełnia się zawodowo jako dziennikarka kulinarna. Gavin Luciano na trzy lata opuścił swoje rodzinne miasto, aby szukać spełnienia i szczęścia. Teraz wraca, aby pomóc swojej rodzinie prowadzić włoską restaurację stojącą na skraju bankructwa. 

Po trzech latach drogi Mirandy i Gavina znowu się przecinają. Przypadkiem spotykają się gdy Miranda przyszła napisać recenzje o restauracji rodziny Gavina,  i okazuje się że dawne uczucia jeszcze nie wygasły.  

Miranda traci kontrolę nad swoimi uczuciami, ale postanawia się zemścić na Gavinie. Z jakim skutkiem? O tym musicie się sami przekonać


Książka Jennifer Probst Miłość o smaku cannoli to na pewno bardzo wciągająca pozycja dla osób, które lubią romanse oraz książki o dość przewidywalnym zakończeniu. Mimo tego, że od początku możemy się domyślać jak zakończy się ta historia, to książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko, nie chce się jej odłożyć. Bardzo zaciekawiło mnie co to właściwie jest to cannoli, więc zasięgłam porady u wujka Google. Okazało się, że cannoli to nic innego jak chrupiące rurki wypełnione po brzegi nadzieniem z sera ricotta. W smaku często słodkie-gorzkie. Słodko-gorzki jest właśnie związek Mirandy i Gavina. 

Książka w paru momentach rozbawia do łez, w innych za to już jest poważna. Autorka bardzo dobrze ułożyła powieść, u mnie dużym plusem są dialogi, a w tutaj właśnie jest ich dużo. Mimo jednej wady czyli przewidywalności końca, książka bardzo mi się spodobała. Może dlatego, że bardzo lubię romanse i książki lekkie, zawierające historie z happy endem. W wielką chęcią sięgnę na pewno po inne książki tej autorki. I was zachęcam do tego samego, bo zbliża się pora wakacji, a podczas odpoczynku warto przeczytać jakąś książkę:)

 Grazia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akapit Press,
a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.


sobota, 10 maja 2014

„Emi i Tajny Klub Superdziewczyn” - Agnieszka Mielech - recenzja

Ostatnio miałam okazję zapoznać się z książeczką dla dzieci, pt. „Emi i Tajny Klub Superdziewczyn”. Autorką utworu jest Agnieszka Mielech. Książka została wydana w 2013 roku. 

Emi i tajny klub superdziewczyn - Mielech AgnieszkaKsiążeczka opowiada o przygodach Emi, która razem ze swoimi koleżankami ze szkolnej zerówki zakładają „Tajny Klub Superdziewczyn”. Tajny Klub jest wielką tajemnicą, o której nie może nikt się dowiedzieć.  Przynajmniej teoretycznie. Przyjaciółki mają poważną misję - muszą odkryć co kombinuje profesor Kaganek. Takie wyzwanie dla sześciolatek to nie lada wyczyn i super przygoda.

„Emi i Tajny Klub Superdziewczyn” to idealna pozycja dla dziewczynek w wieku przedszkolnym i nieco starszych. Emi ma wiele przygód, dowiaduje się różnych ciekawych rzeczy i poznaje świat, a razem z nią uczą się mali czytelnicy.

Jedyną rzeczą, która przeszkadzała mi w utworze jest fakt, że narratorem książki jest sześciolatka, która opowiada o wszystkich swoich przygodach i przeżyciach jak osoba dorosła. Używa zwrotów i argumentów nieadekwatnych dla tak małego dziecka.

Niewątpliwym plusem książeczki są czarno-białe ilustracje znajdujące się na prawie każdej stronie utworu. Rysunki zostały wykonane przez Magdalenę Babińską. Ilustracje przedstawiają Emi, jej rodziców, koleżanki z zerówki i nie tylko.

Polecam tę książeczkę wszystkim dziewczynkom w wieku przedszkolnym. Jest to dobry utwór do poczytania z rodzicami po południu lub przez snem.



Tilia, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Wilga,
a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.