tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo zysk i s-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo zysk i s-ka. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2019

"Syreny z Tytana" - Kurt Vonnegut - recenzja


Okładka książki Syreny z TytanaDo tej pory Kurt Vonnegut był dla mnie pisarzem, o którym się słyszy, ale nie czyta. Wiele razy natrafiałam na artykuły o jego literackim geniuszu, a mimo  to nigdy wcześniej nie zdecydowałam się na zagłębienie w jego twórczość. 

“Syreny z Tytana” to pierwsza powieść Vonneguta, którą przeczytałam i muszę przyznać rację każdemu, który zachwala tego pisarza.

Podstawą powieści jest kosmiczna historia kilku postaci, z której każda znajduje się w wyjątkowej sytuacji. Jednym z bohaterów jest Winston Niles Rumfoord, który w trakcie podróży kosmicznej, ze swoim psem Kazakiem,  trafia do infundybuły chronosynklastycznej, czyli lejka umieszczonego w czasoprzestrzeni, który zamienia go w czystą energię. 

Od tej pory Rumfoord materializuje się tylko, gdy zetknie się z jakąś planetą. Bohater, dzięki swojej kosmicznej postaci staje się kimś na kształt medium widzącego zarówno przyszłość, jak i przeszłość. Rumfoord, dzięki tej wyjątkowej zdolności wie, że jego żona zmierza na Marsa, aby związać się z Malachim Constantem, najbogatszym człowiekiem w Ameryce. Wie także  o tym, że na jednym z księżyców Saturna - tytułowym Tytanie - znajduje się Salo, obcy z planety Tralfamadore, który od przeszło 200 tysięcy lat czeka na zapasową część do swojego statku kosmicznego. Winston zaprzyjaźnia się z Salo i razem tworzą państwo składające się z porwanych na Marsa Ziemian, w tym Malachiego Constanta.
  
Brzmi skomplikowanie? 

Na szczęście “Syreny z Tytana” to komediowa powieść science fiction, której fabuła stanowi tylko tło do głębszych, filozoficznych rozważań nad moralnością człowieka, relatywnością prawdy oraz rolą religii i Boga. Vonnegut zadaje też pytania odnośnie wolnej woli, najważniejsze z nich to:  czy jeśli nasza przyszłość została już zdeterminowana, to człowiek ma jakikolwiek wpływ na ‘swoje’ decyzje? 

Autor w satyryczny sposób przedstawia wiele zdań na wymienione wyżej tematy, ale unika definitywnej odpowiedzi na podniesione pytania, zostawiając czytelnikowi miejsce do własnych interpretacji.
  
Co prawda “Syreny z Tytana”  zostały wydane w 1959, ale wielopoziomowość powieści sprawia, że jest ona ponadczasowa. Nowe wydanie wydawnictwa Zysk i S-ka zachwyca i na pewno wzbogaci kolekcję czytelników kochających piękne okładki. Dodatkową zachętą do przeczytania powieści Vonneguta jest zbliżająca się serialowa ekranizacja w reżyserii Dana Harmona, twórcy “Ricka i Morty’ego”. 

Maja, 18 lat. 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

środa, 20 listopada 2019

"Świetnie się bawię w twoich snach" - Izabela Skrzypiec - Dagnan - recenzja


Okładka książki Świetnie się bawię w twoich snachIzabela Skrzypiec - Dagnan mieszka z mężem oraz dwójką dzieci na południu Polski. Z wykształcenia jest historykiem sztuki, pracuje jako muzealnik. Na jednym z portali czytamy, że maluje ikony, pracuje w ceramice, tworzy biżuterię handmade. Jest laureatką wielu konkursów prozatorskich i poetyckich.

Książka Izabeli Skrzypiec-Dagnan pt. ,,Świetnie się bawię w twoich snach" opowiada historię dwojga ludzi, Julii i Krystiana. Krystian to dość zamknięty w sobie mężczyzna, który od rozstania z Julią żyje w swoim introwertycznym świecie spędzając czas głównie na bieganiu po nocach oraz rozpamiętywaniu wszystkiego co mu ją przypomina. Z kolei Jula to szalona młoda kobieta o niebywałej artystycznej duszy, która spędza wieczory na upijaniu się i zabawie w klubach. Każde z nich mimo tego, że nie może sobie poradzić z dawną miłością, zaczyna zauważać wokół siebie nowych potencjalnych partnerów. 

Czy warto zapomnieć o przeszłości i postawić na przyszłość?

,,Świetnie się bawię w twoich snach" to opowieść o poszukiwaniu miłości, o trudnych związkach, o tym czy da się odbudować ważną relację i czy da się znaleźć miłość nawet po zakończeniu trudnego związku. Mnie osobiście książka nie przypadła do gustu z powodu wielu szerokich opisów i wolno płynącej akcji , jednak sądzę że prawdziwym fanom romansów i świetnie opisanych namiętnych scen książka się bardzo spodoba. Być może będzie to odskocznia od codzienności...

Maghical, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 




wtorek, 12 listopada 2019

"Efekt Susan" - Peter Hoeg - recenzja


Okładka książki Efekt Susan„Efekt Susan”  to futurystyczny thriller jednego z najbardziej popularnych duńskich pisarzy – Petera  Hoega. Stworzył on niespotykany szablon, który łatwo zapamiętać, ale ciężej przeczytać.

Susan Svendsen ma dar nakłaniania ludzi od wyjawiania tajemnic. Korzystała z niego zawsze, i kiedy całej jej rodzinie grozi kara więzienia, ta niezwykła umiejętność jest jedynym ratunkiem. 

Pewien urzędnik państwowy oferuje ratunek w zamian za odnalezienie krewnych i ostatniego raportu tajnej organizacji – Komisji Przyszłości. Główna bohaterka staje do walki na śmierć i życie. 

Opowieść dzieli się na trzy części, które opowiadają o poszczególnych fazach poszukiwań odpowiedzi na zadane pytanie.
Świat w książce jest ukazany w bardzo naukowy sposób. Można znaleźć w niej liczne porównania codziennych czynności i normalnych rzeczy do zagadnień z dziedziny fizyki, matematyki czy chemii. Momentami zaczyna się to robić nieco uciążliwe i nudne. To męczyło.

Peter Hoeg stworzył wyjątkową rodzinę indywidualistów. Podczas lektury bardzo często pojawia się pytanie: jak oni wytrzymują w jednym domu? Każda postać z osobna mogłaby tworzyć odrębną historię, równie dobrą co poprzednia. Jednocześnie dopełniają się w jedną idealną całość. Bardzo spodobały mi się historie z przeszłości bohaterów. Tłumaczyły one niektóre zachowania i relacje. Dawały odpowiedzi na nurtujące pytania.

Jak Susan poznała swojego męża?, 
Dlaczego grozi im więzienie?, 
W jaki sposób główna postać rozpoczęła współpracę z Andreą Fink?

Książka porusza wiele problemów XXI w. oraz tematy, które od zawsze były tabu. Autor podchodzi do nich bardzo swobodnie, co pokazuje, że nie są one takie straszne - ukazane w wypowiedziach, w których nie dopatrzymy się żadnego, nawet najmniej widocznego uczucia lub w takich, gdzie emocji jest tak wiele, że nie da się wyodrębnić jednej. 

Nie owijając w bawełnę, ta pozycja ma niesamowitą fabułę, ale jest bardzo nieprzystępna dla ogółu. Jest ona moim zdaniem skierowana do bardzo niszowego, wysublimowanego odbiorcy. Nie przypadnie ona do gustu każdemu, ale na pewno znajdzie swoich zwolenników.

Kejti, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

czwartek, 3 stycznia 2019

"Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa" - J.R.R. Tolkien - recenzja


Znalezione obrazy dla zapytania opowieÅ›ci z niebezpiecznego królestwaKiedy tylko zobaczyłam na grupie facebook’owej, że ta książka jest do zrecenzowania to autentycznie zaczęłam skakać z radości, ponieważ od dziecka kocham twórczość John’a Ronalda Reuel’a Tolkiena. Swoją przygodę zaczęłam oczywiście od „Hobitta” a później przepadłam zagłębiając się we „Władcę Pierścieni” i inne dzieła tego niesamowicie utalentowanego autora. 

Niewiele myśląc o tym, że czas jest dla mnie czymś bardzo cennym w zabieganym życiu skupiającym się na szkole, pozwoliłam sobie go „zmarnować” na to dzieło:). Już Przedmowa niesamowicie wciąga omawiając nie tyle samego autora i jego życie co też po trochu poszczególne opowiadania. Na początku myślałam, że skoro te historie autor opowiadał kiedyś swoim dzieciom to pewnie będą nudne i powierzchowne, ale tak naprawdę przekazują one wiele ciekawych mądrości, jeśli ktoś się głęboko wczyta i odnajdzie w nich sens. Już dawno nie czytałam tak dobrych opowiadań.
 
Normalnie pewnie wspomniałabym coś o autorze, ale John’a Ronalda Reuel’a Tolkiena przecież nie trzeba przedstawiać, bo każdy jego twórczość zna lepiej lub gorzej. Magia tego autora polega na tym, że nieważne, ile ma się lat albo skąd się pochodzi bo jego książki są zawsze aktualne. Mimo, że sam autor nie żyje już prawie od 46 lat to jego sława nie słabnie, a nawet rośnie jeszcze bardziej, ponieważ coraz młodsze pokolenia odkrywają niesamowitość, piękno i cudowność Śródziemia stworzonego przez niego tak dawno. 
  
Pierwsze opowiadanie pt. „Łazikanty” sprawiło, że pozytywnie się zaskoczyłam. Tytułowy piesek jest tak cudownie przedstawiony, ponieważ zostaje ukazany jako zwykły zwierzak ze swoimi normalnymi zwyczajami i zabawami. Utożsamiłam go z nami, ludźmi, w okresie wczesnych lat. Tak jak my w wieku dziecięcym jest on rozbrykany, radosny, szczęśliwy, szczery, nikogo nie udaje, a na dodatek ma wiele odwagi co ukazują jego liczne przygody związane z przemianą ze zwykłego psiaka w zabawkę. To niesamowite opowiadanie czyta się, tak naprawdę, na jednym tchu. Nie jest specjalnie długie, ale fabuła sprawia, że ma się ochotę na więcej. 

Następnym opowiadaniem znajdującym się w tej książce jest opowiadanie pt. „Gospodarz Giles z Ham”, które sprawiło, że przypomniałam sobie zabawy z dzieciństwa, to jak walczyłam z kuzynem na drewniane miecze zrobione przez dziadka. Przypadek sprawił, że główna postać stała się bohaterem wioski a później całego królestwa. Całe opowiadanie jest utrzymane w bardzo komicznym stylu. Najlepsza jest rozmowa z królem i smokiem na moście, ale nic więcej nie zdradzę; lepiej, żebyście się przekonali sami. 

Muszę przyznać, że „Przygody Toma Bombadila” lekko mnie zdziwiły, ponieważ poprzednie utwory mają standardową formę opowiadania, a to zostało zapisane w postaci wierszy. Mimo to, czyta się je fantastycznie, ponieważ to nadaje im uroku i wydźwięku ballady. Każdy z nich na swój sposób jest piękny i niesamowity dzięki tej formie, która sprawia, że trzeba się mocniej skupić na tym, aby zrozumieć każde z nich.
 
„Kowal z Przylesia Wielkiego” to najbardziej niezwykłe opowiadanie, oprócz „Liścia, Dzieła Niggle’a”, w którym bliżej zostało ukazane piękno i  cudowność Czarodziejskiej Krainy z jej baśniowymi mieszkańcami i zaczarowaną naturą oraz bajkową przyrodą. 

Ostatnie opowiadanie, czyli „Liść, dzieło Niggle’a” to trochę taka metafora tego jak Tolkien tworzył. Pisał mnóstwo małych opowiadań, a bohater malował dużo obrazów, ale w pewnym momencie wpadło mu do głowy jedno dzieło, nad którym malarz skupił się tak jak on na pisaniu „Władcy Pierścieni”. A pod koniec wyszło z tego arcydzieło. Podobieństw między Niggle’em a Tolkienem jest wiele, ale nie będę zdradzała więcej, żeby nie odbierać radości czytania. Mogę stwierdzić, że to opowiadanie podobało mi się najbardziej, ponieważ sama lubię pisać i wiem, jak to jest skupić się na jednym dziele i je dopieszczać, żeby było perfekcyjne według mnie. 
 
Niektóre z opowiadań zostały poprzedzone krótkim wstępem wprowadzającym w genezę utworu lub wyjaśniającym jakie połączenie jest między tym konkretnym utworem a innym jak jest np. w przypadku „Przygód Toma Bombadila”. Mimo tego, że cała książka jest duża i dość ciężka z powodu twardej oprawy to piękna okładka, którą zaprojektował Alan Lee sprawia, że chętnie chce się sięgnąć po nią. 

Czytając książkę poczułam się jakbym wróciła do dzieciństwa, głównie dzięki wspaniałym i niesamowitym rysunkom Alana Lee, które wzbogacają tę książkę a czytelnikowi urozmaicają czytanie. Lee to brytyjski grafik, który stworzył ponad pięćdziesiąt akwarelowych ilustracji do przygotowanych, z okazji setnej rocznicy urodzin Tolkiena, edycji „Władcy Pierścieni” i „Hobbita”. Dzięki jego rysunkom lektura tych opowiadań stała się dużo bardziej przyjemna, ponieważ sprawiły one, że czułam się jakbym czytała bajki jako dziecko a nie dorosła dziewczyna, która ma przed sobą opowiadania tak utalentowanego i niesamowitego autora jakim był Tolkien. 

To Tolkien sprawił, że fantastyka zajęła w moim sercu wyjątkowe miejsce i tak naprawdę ma je do dzisiaj. Nawet jeśli muszę czytać dużo lektur, bo szkoła tego wymaga to zawsze gdzieś pod łóżkiem czy poduszką mam coś fantastycznego co pomaga mi wieczorami udać się do krainy Morfeusza, a najczęściej jest to właśnie dzieło tego niesamowitego pisarza. Osobiście bardzo polecam tę książkę każdemu kto jest spragniony dzieł Tolkiena.

Natalia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 





piątek, 7 grudnia 2018

"Niechciany gość" - Shari Lapena - recenzja


OkÅ‚adka książki Niechciany gośćNazwisko autorki kojarzę z jej innej książki Para za ścianą. Nie miałam okazji jej przeczytać, dlatego chętnie sięgnęłam po Niechcianego gościa, zmotywowana wysokimi ocenami w recenzjach.

Miejscem, w którym rozgrywa się cała akcja książki jest Hotel Mitchell’s położony gdzieś w lesie na odludziu. Bez dostępu do Internetu i sieci telefonii komórkowej. Ludzie mogą tu odpocząć od rzeczywistości,  zaczerpnąć tchu, oderwać się od ciągłej pogoni, zapomnieć o pracy i troskach dnia codziennego.

Takiego miejsca szukali m.in. narzeczeni, małżeństwo, które dopadł kryzys, samotna pisarka, wzięty adwokat przytłoczony pracą i dwie przyjaciółki. Jednak nie do końca udaje im się to, co zaplanowali, bowiem pierwszej nocy burza lodowa odcina ich od świata. I to w sensie dosłownym. Drogi dojazdowe zasypane są śniegiem, linie wysokiego napięcia zostają zerwane. Hotel z przytulnego, sielskiego miejsca staje się zimnym, ciemnym i mrocznym więzieniem. Jakby tego było mało goście hotelowi zaczynają się obawiać o własne życie, gdy o poranku zostaje znaleziona martwa osoba. Zadają sobie pytanie: Czy to nieszczęśliwy wypadek czy morderstwo…

Podobał mi się klimat powieści stworzony przez autorkę. Jest mroczno, posępnie, niebezpiecznie, ponuro i niepokojąco. Atmosferę podgrzewa fakt, że w świetle kominka, w towarzystwie zamieci za oknem poznajemy brudne, skrywane sekrety bohaterów. Powoduje to, że podejrzenia padają właściwie na każdego. 

Kto zabił?

Rozdziały podzielone na godziny, powodują że sytuacja zmienia się co chwilę. Autorka wodzi czytelnika za nos i nie wiadomo kto znajdzie się w grupie osób będących na bakier z prawem. Do samego końca nie mamy pojęcia kto morduje i dlaczego. Wszyscy podejrzewają się nawzajem. Dochodzi do kłótni i oskarżeń. Atmosfera się zagęszcza i robi się nerwowo. Raz po raz pojawiają się wątpliwości i nowe okoliczności rzucające światło na sprawę.

Myślę, że Niechciany gość przyciągnie do siebie wszystkich miłośników mrocznych kryminałów. Książka będzie również doskonałą odskocznią dla tych, którzy za chwilę poczują się przytłoczeni przedświąteczną atmosferą panującą już od jakiegoś czasu w mediach, na ulicach miast i w galeriach.

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

środa, 4 kwietnia 2018

,,Serce meduzy'' - Ali Benjamin - recenzja


OkÅ‚adka książki Serce meduzy,,Pani Turton mówi, że jeśli jakaś osoba dożyje osiemdziesiątych urodzin, to jej serce zabije trzy miliardy razy. Rozmyślałam o tym, starając się jakoś wyobrazić tak wielką liczbę. Całe trzy miliardy. Trzy miliardy godzin temu nawet nie było człowieka. (...) Trzy miliardy lat wstecz i życie jako takie praktycznie nie istniało. A twoje serce pracuje bez przerwy, uderzenie za uderzeniem, aż wykona te swoje trzy miliardy uderzeń.
O ile będziesz żyć tak długo.''

Nikt z nas nie wie, jak długo będzie żył.
Nikt nie wie, który dzień będzie jego ostatnim.

Franny też tego nie wiedziała i odeszła z tego świata mając zaledwie dwanaście lat.

Zuza była jej najlepszą przyjaciółką, z naciskiem na była. Rozstały się w nie najlepszych okolicznościach.  A tak właściwie, w fatalnych. Zuza miała nadzieję, że po wakacjach uda jej się może pogodzić z Franny... Ale wakacje przyniosły niespodziewaną wiadomość o odejściu Franny. Zuza radzi sobie jak może, ale to oznacza, że jeszcze bardziej zamyka się w sobie. Nigdy nie była zbyt towarzyska, zawsze nieco z boku, wyalienowana. W tym momencie Zuza przestaje się odzywać. Tak po prostu przestaje mówić. Za dużo mówimy. Przez to czasami nasze słowa tracą moc.

Zula nie może uwierzyć w utonięcie Franny, świetnej, silnej pływaczki. Jak to możliwe? Coś nie daje jej spokoju. Chyba że...Coś innego ją unieruchomiło.
Coś śmiertelnie niebezpiecznego.
Na przykład meduza.

Tak rozpoczyna się niezwykła fascynacja meduzami, która doprowadzi dziewczynkę do zaskakujących wniosków.

Czy Zula pozbiera się po śmierci Franny i udowodni swoje racje?

Zapraszam do ,,Serca meduzy''.

Temat śmierci nie jest łatwy, a już zwłaszcza w książkach dla młodszych czytelników. Ali Benjamin w lekki sposób przedstawiła niezwykłą historię dwunastoletniej Zuzy, która próbuje uporać się ze stratą bliskiej osoby. Historię poznajemy na dwóch płaszczyznach czasowych - teraźniejszości, skupionej wokół badań nad meduzami i przeszłości. Dzięki opowieści o wcześniejszych wydarzeniach czytelnik poznaje przebieg przyjaźni Zuzy z Franny, a także jak się zakończyła. To daje nam pełny obraz życia i tragedii dziewczynki.

Uważam, że jest to mądra i inspirująca książka, którą warto podsunąć młodszym czytelnikom, choć być może i starszym przypadnie do gustu. Obiło mi się o uszy, że możliwa jest ekranizacja tej powieści i myślę, że to mógłby być strzał w dziesiątkę.  Trzymam kciuki za ten projekt!

Katia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

poniedziałek, 10 października 2016

,,Absolutnie prawdziwy pamiętnik” – Sherman Alexie – recenzja

Okładka książki Absolutnie prawdziwy pamiętnikAbsolutnie prawdziwy pamiętnik jak sama nazwa wskazuje jest napisany w formie pamiętnika. W dodatku, jak dowiadujemy się w wywiadzie na końcu książki autor wzorował przygody głównego bohatera, trochę koloryzując, na swoim własnym życiu. 
                
Arnold Spirit jest nastolatkiem z rezerwatu Indian Spokane, który jak sam go opisuje, jest: ,,położony około miliona mil na północ od tego wszystkiego, co ważne, i dwa miliardy mil na zachód od szczęścia”. Na skutek wodogłowia chłopiec ma wadę wzroku, jest bardzo chudy, ma długie stopy i ręce oraz zbyt dużą głowę, więc często jest wyśmiewany i bity przez kolegów, przez co jest też wyobcowany. Jego jedynymi przyjaciółmi są pies Oscar i agresywny Rowdy. Jak wszyscy w jego rodzinnym Wellpinit jest biedny, ponadto ma ojca alkoholika  i uważa, że bieda jest głównym źródłem jego problemów. Za to jako jedyny postanawia coś z tym zrobić. Za radą jednego z nauczycieli przenosi się do leżącej trzydzieści pięć mil od rezerwatu szkoły, w której jest jedynym Indianinem wśród białych ludzi. Do tego w społeczności Indian zostaje uznany za zdrajcę i nazwany ,,jabłkiem”, tak samo jak ten owoc jest czerwony na zewnątrz i biały w środku. Jak chłopiec sobie radzi z tą trudną sytuacją?
                
Książka opisuje historię osoby, która postanowiła poprawić swoje trudne warunki życiowe, przez co nie jest akceptowana przez zazdrosną społeczność, z której się wywodzi. Arnold przezwycięża własne słabości i broni się przed agresją i wyzwiskami otaczających go ludzi. Ale spotyka się także z problemami innych. Jego ojciec jest alkoholikiem, przyjaciółka ma bulimię, a siostra chowa się w piwnicy przed światem, ponieważ nie wie jak spełnić swoje marzenie. Każdy z nich radzi sobie inaczej ze swoim smutkiem, porażkami i troskami. Mamy okazję zadumać się nad ludzkim losem i przemyśleć to, że każdy ma jakieś kłopoty i każdy próbuje je rozwiązać na swój sposób.
                
Ale książka wcale nie jest smutna, mamy wiele okazji do uśmiechu. Większość sytuacji z udziałem Arnolda jest niesamowicie zabawna, chłopiec swoimi przemyśleniami potrafi rozśmieszyć czytelnika do łez, chociaż czasem równocześnie są to łzy współczucia. Autor przeplata zabawne momenty z tymi bardziej poważnymi tak, że książka jest lekka i przyjemnie się ją czyta. Karykatury narysowane przez głównego bohatera wzbogacają fabułę, sprawiają, że jeszcze lepiej rozumiemy nastolatka, który rysując, komentuje swoje codzienne sprawy.
                
Dla mnie najbardziej poruszający był wątek przyjaźni z Rowdy’m. Obaj chłopcy byli wyrzutkami, jeden z powodu swojego wyglądu, drugi z powodu swojego agresywnego zachowania. Arnold był broniony przez silniejszego przyjaciela, a ten drugi mógł w jego domu schować się przed bijącym go ojcem. Chłopcy byli nierozłączni, jednak gdy jeden z nich postanawia przenieść się do szkoły, do której chodzą sami biali, i prosi drugiego o podjęcie takiej samej decyzji, Rowdy obraża się na niego i stają się wrogami. Chęć bycia lepszym od drugiego napędza obu chłopców i potrafią zrobić rzeczy, o których nigdy by się nie podejrzewali, byle tylko pokonać rywala. Prowadzi to często do śmiesznych, ale też i niebezpiecznych sytuacji. 
                
Chociaż nie przepadam za książkami w formie pamiętnika, w tym przypadku mi to nie przeszkadzało, bo nie było aż tak widoczne. Tym, co bardzo mi się podobało, było ukazanie Indian jako zwykłych ludzi, a nie jak w niektórych książkach, jako szlachetnych bohaterów, którzy nie wiedzą co to kłamstwo, kradzież, czy słabość. Książkę polecam osobom, które interesują się psychologią, ponieważ bardzo wiele można poczytać o ludzkim charakterze i zachowaniu. A tak mniej poważnie, można się pośmiać, trochę popłakać i  fajnie spędzić czas czytając ciekawą książkę.



Nikana, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

czwartek, 6 października 2016

"Niebo w kruszonce" - Monika A. Oleksa - recenzja

Okładka książki Niebo w kruszoncePrzeglądam nowości  na rynku wydawniczym. Najpierw moją uwagę przykuwa okładka. Tak, wiem, wiem,  nie ocenia się książki po okładce, ale to ona w dużej mierze decyduje czy jesteśmy daną pozycją zainteresowani czy też nie. Wzrok przyciąga kolorystyka - pastelowe, ciepłe barwy  i kobieta z zagadkową miną. Jest skrępowana, zawstydzona, zażenowana... nie wiem. Trudno powiedzieć. W końcu moją uwagę zwraca tytuł, jakże smakowity, który zapowiada błogość, rozkosz, upojenie... I w końcu dostrzegam nazwisko autorki - Monika Oleksa. W tym momencie wiem, że muszę tę książkę nie tylko przeczytać, ale i mieć na półce domowej biblioteczki.

Renata, Kasia, Melania i Emilia - to ich losy opisuje na prawie pięciuset stronach autorka. Kobiety poznajemy w trakcie pracy, w domu, na urlopie czy spacerze. Poznajemy je w trakcie rozmyślań i rozmów z innymi. Razem z nimi przeżywamy chwile trudne, bolesne, ale i te szczęśliwe, radosne. Na stronach powieści do głosu dochodzą przyjaźń, miłość, tęsknota za tym co dobre i znajome, problemy dnia codziennego - jak wychowanie dorastających dzieci, a także czworonożnych przyjaciół, samotność, nałóg w rodzinie, utrata pracy czy emigracja zarobkowa. 

Akcja toczy się powoli, niemalże sennie. Czytelnik nie odnajdzie tu nagłych zwrotów akcji czy fabuły pędzącej do przodu na złamanie karku. Brakowało mi tutaj emocji, które towarzyszyły mi w trakcie czytania choćby "Ciemnej strony miłości" Oleksy.  Jestem odbiorcą, który lubi być "sponiewierany" przez lekturę, a tutaj mi tego zabrakło. Czytałam tę książkę ponad tydzień, co normalnie , przy pozycji która mnie pochłania, raczej mi się nie zdarza. Nie czułam tego przyciągania czytelnik - lektura. Czyja to wina? Powieści czy moja? Nie wiem. Dlatego jestem ciekawa Waszych odczuć. Dajcie znać jak odbieracie "Niebo w kruszonce". Zdecydowana większość czytających jest zachwycona. A Wy?

Monika A. Oleksa  - pisarka, eseistka, blogerka. Lektor języka angielskiego i busiensswoman, prowadząca własną działalność. Żona i mama dwóch nastolatków. Debiutowała w 2002 roku  zbiorem opowiadań „Uśmiech Mima”. W 2011 roku, nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka , ukazała się jej pierwsza powieść „Miłość w kasztanie zaklęta”. W 2012 ukazała się kolejna, powieść autorki "Ciemna strona miłości", w 2014 roku "Samotność ma twoje imię", a w czerwcu 2016 roku premierę miała jej najnowsza powieść "Niebo w kruszonce". 

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

wtorek, 3 marca 2015

„Noc oka” - Mary Kirchoff - recenzja

Okładka książki Noc Oka„Noc oka” to pierwszy tom serii „Obrońcy magii” autorstwa Mary Kirchoff. Niestety, bynajmniej nie wybija się spośród innych książek fantasy. Po pierwsze, jeśli chcielibyście się za to zabrać: nie czytajcie opisu z tyłu. Pełno w nim spoilerów.

Przejdźmy do rzeczy. Głównym bohaterem jest Guerrand DiThon, młodszy brat zubożałego szlachcica, który fascynuje się magią. Chciałby zostać magiem, jednak jego krewniak nienawidzi czarowników i uparcie przymusza go do szkolenia się na rycerza. Pewnego dnia do miejscowości przyjeżdża mistrz magii. Pod jego wpływem Guerrand wymyka się z zamku i udaje się w podróż, by zrealizować swoje marzenie.

Książka jest krótka – około 300 stron w niewielkim formacie – a przy tym naładowana wydarzeniami. Przez to fabuła została potraktowana pobieżnie. Wiele zdarzeń nie jest dokładnie opisanych, a jedynie narrator informuje nas, że coś takiego się stało. Cierpią na tym również postaci, które są przez to płaskie. Nawet Guerrand niczym nie zaskakuje - ot taki sobie główny bohater, który nie wzbudza właściwie żadnych emocji u czytelnika. Świat przedstawiony podobnie – nie wiemy o nim za wiele, a tyle, ile wiemy, pozwala nam stworzyć w głowie obraz typowego, osadzonego w realiach quasi-średniowiecznych fantasy. Styl pisania jest znośny, da się przeczytać, choć niekiedy przynudza.

Podsumowując, nic nadzwyczajnego. Książka w najlepszym wypadku przeciętna. Jeżeli ma się ją pod ręką, a jednocześnie sporo wolnego czasu, można spróbować, a nuż Tobie się spodoba.


Rachel, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka, 
a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

"Światło się mroczy" - George R.R. Martin - recenzja

Okładka książki Światło się mroczy(Nie) daleka przyszłość, Galaktyka. Ziemia skolonizowała wiele światów i odkryła wiele więcej. Kolejne galaktyki nawiązują kontakt z ludnością. Po wielu perypetiach i wojnach, zostaje odkryta kolejna planeta, Worlon, która przez okres 50 lat ma znowu żyć. Organizowany jest festiwal, na który przylatują znani dumni wojownicy, Kavalarowie i przedstawiciele pozostałych 13 światów w Welonie Kusicielki. Kiedy planeta umiera, pozostaje na niej niewiele osób. Jednak dawna ukochana Dirka, Gwen nadal tam jest, a na dodatek wzywa go do siebie. Nadal darzący ją uczuciem nie zastanawia się, jaki jest tego cel. Kiedy przylatuje na Worlon zauważa, że świat umiera a Gwen związana jest więzami z brutalnym Kavalaranem.

Jaki jest cel ich pobytu na planecie?
Dlaczego kobieta jest nieszczęśliwa pomimo osiągnięcia swoich celów?
Co zrobi Dirk, aby uratować ukochaną i czy będzie to potrzebne?

Tego dowiecie się z książki znanego pisarza George’a R. R. Martina „ Światło się mroczy”. Pomimo zawiłego prowadzenia akcji, jakże charakterystycznego dla niego, książka jest ciekawa i wciągająca. Niezbędny okazuje się tutaj słowniczek, dołączony do książki. Opowieść opowiadana przez Martina niesamowicie wciąga  jednocześnie męczy, ponieważ pisarz zalewa nas morzem kolejnych postaci, które wydają się nam nieistotne, a pod koniec powieści BUM! i wszelkie nasze podejrzenia rozwiązania kończą się fiaskiem. Zignorowany bohater zmusza nas do powrotu na początek historii i przypomnienia sobie wszystkiego na nowo.

Jako niezbyt zaznajomiona z gatunkiem space opera, jestem zaskoczona, że można w tak ciekawy sposób opisać Kosmos i jego alternatywne dzieje.

Serdecznie polecam osobom, które nie boją się natłoku dziwnych nazw, mnogości postaci i co tu ukrywać, spisków, których nie powstydziliby się bohaterowie „Gry o tron”.


Dydelf, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

poniedziałek, 16 czerwca 2014

„Podróże z nim i samotnie. Pięć piekieł na ziemi” - Martha Gellhorn - recenzja

W 2013 roku nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka została wydana książka Marthy Gellhorn, pt. „Podróże z nim i samotnie. Pięć piekieł na ziemi”. Autorka była pisarką, dziennikarką a także korespondentką wojenną. W ciągu swojego długiego i niespokojnego życia zwiedziła niezliczoną ilość krajów i ciekawych miejsc. Ile tego było, Martha Gellhorn nie potrafiła sama określić. Przez pięć lat była również żoną Ernesta Hemingwaya.

Podróże z nim i samotnie. Pięć piekieł na ziemi - Martha Gellhorn
Jak pisała sama autorka, ze swoich podróży niewiele zapamiętała. Pisząc tę książkę opierała się na notatkach czy listach pisanych do matki. Nie jest sztuką podróżować i pisać później ładne opowiadania o przeżytych przygodach, sztuką jest podróżować, przeżywać naprawdę niesamowite przygody i przekazać to w taki sposób, że czytelnik wraz z autorką czuje ból spalonej przez słońce skóry czy też smród niemytych ciał afrykańskich tubylców. Marthcie Gellhorn w pełni się to udało. Autorka była osobą ciekawą, stawiającą sobie trudne cele do zrealizowania, a przy tym upartą i konsekwentną. Między innymi te cechy sprawiły, że wybrała się w podróż do Chin, pływała łódką po Morzu Karaibskim, odwiedziła Moskwę czy tez przemierzyła Afrykę.


Warto zaznaczyć, że podróżowanie w czasie wojny i po jej zakończeniu było nie lada wyzwaniem. Takie wyprawy wiązały się z ryzykiem oraz z licznymi trudnościami, które napotykała autorka na swojej drodze. Czasami podróżowała samotnie, innym razem miała towarzystwo, na przykład do Chin wybrała się z NT, czyli Niechętnym Towarzyszem.

Nie jest łatwo podróżować po Chinach czy Afryce, jeżeli jest się pedantką i przeszkadza bród, robactwo oraz nieprzyjemne zapachy, a także zmęczenie i choroby. Pomimo tych niedogodności, niespokojny charakter i zew przygody biorą górę nad przyzwyczajeniami, spokojnym i statecznym życiem.

Książka bardzo mi się podobała, język, którym posługiwała się autorka jest niezwykle barwny, plastyczny i wciągający. Czytanie tej pozycji sprawiło mi ogromną przyjemność i chciałabym zachęcić wszystkich miłośników literatury podróżniczej oraz przygodowej do sięgnięcia po utwór Marthy Gellhorn, pt. „Podróże z nim i samotnie. Pięć piekieł na ziemi”.       


Polecam lekturę na wakacje

                                                                                                                                       Tilia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

poniedziałek, 24 lutego 2014

"Przystań wiatrów" - George R.R. Martin, Lisa Tuttle - recenzja

Przystań wiatrów - George R. R. Martin
„Przystań wiatrów” to jedna z powieści Georga R. R. Martina oraz Lisy Tuttle, pokazująca, że naprawdę warto walczyć o marzenia.


Mieszkańcom Przystani Wiatrów udało się dokonać czegoś, można powiedzieć, niemożliwego. Wzbili się w powietrze i unosząc nad oceanem na srebrnych skrzydłach mogli wreszcie dostać się do najbardziej niedostępnych części świata. Prawem dziedziczenia dziecko każdego lotnika po osiągnięciu odpowiedniego wieku ma przejąć skrzydła po rodzicu.

Jednak według młodej buntowniczki imieniem Maris każdy może urodzić się lotnikiem, nieważne czy jest dzieckiem rybaka, uzdrowiciela czy cieśli.

Maris dorasta. Już wkrótce ma przejąć skrzydła po przybranym ojcu Russ’ie. To byłoby spełnienie wszystkich jej marzeń –  już jako dziecko obserwując lotników szybujących nad wodami zapragnęła latać. Jednak czar pryska, gdy na świat przychodzi Coll – pierworodny syn Russ’a czyli prawowity dziedzic skrzydeł. Maris wydaje się, że jej świat legł w gruzach, ale nie poddaje się. Wkrótce rozpocznie walkę o marzenia i całkowicie zmieni prawo lotników z Przystani Wiatrów.

Powieść naprawdę przypadła mi do gustu. Szczególnie polubiłam Maris, głównie ze względu na jej upór. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, autorzy zdecydowanie zachęcają do walczenia o swoje. Pozycja nie tylko dla osób lubiących fantastykę, ale i dla wszystkich miłośników przygód.


Serdecznie polecam! 
 WeruSSia, 16 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

wtorek, 18 lutego 2014

"Legion" - Elżbieta Cherezińska - recenzja


Elżbieta Cherezińska to polska pisarka z powołania, która studiowała kierunek Wiedzy o teatrze. Specjalizuje się w powieści historycznej, a  w 2013 roku podsuwa nam bardzo ambitną i ciekawą pozycję dotyczącą II Wojny Światowej pod tytułem „Legion”. 


Legion - Elżbieta CherezińskaWłaściwie nigdy się nad pewnymi aspektami wojny nie zastanawiałam, ale  Pani Cherezińska zwróciła na to moją uwagę.  W przerwach pomiędzy fragmentami książki (zwłaszcza po przeczytaniu części pierwszej) zaczęłam zastanawiać się nad tym jak wyglądała Wojna od strony typowo ludzkiej. Chodzi mi o to że istnieją pewne ogólnie znane fakty, opisy bitew, charakterystyki taktyk, najważniejsi z punktu historycznego bohaterowie. Ale jak wojna przedstawiała się dla ludzi zwyczajnych, którzy do walki ruszali z różnych powodów i jakoś na froncie musieli się odnaleźć? Z perspektywy czasu, słabo rozbudowane środki komunikacji same w sobie nie zapowiadały tej wymarzonej przez chociażby Hitlera Wojny Błyskawicznej. Takie i inne rozmyślania (którymi nie będę teraz przynudzać) snułam sobie nawiązując do celnych i często zabawnych rozdziałów pióra Pani Elżbiety Cherezińskiej, która pokazuje ogólny chaos panujący w Polsce, i w jakiś sposób odpowiada na moje pytania.

ONR czyli Obóz Narodowo Radykalny, jak sama nazwa wskazuje, nie zamierza poddać się ani wrogowi ogólnie wtedy przyjętemu (III Rzesza) ani temu potencjalnemu, na którego nikt jeszcze wtedy nie zwracał uwagi (ZSRR). Tak więc kilku jego członków stawia sobie za cel ocalenie młodych, mając w świadomości, że bez nich Polska po Wojnie nie będzie w stanie się odrodzić. Tak w skrócie powstaje Brygada Świętokrzyska, o której zapewne każdy trochę słyszał (chociaż nazwę) a jak nie słyszał, to niech się wstydzi i z biegiem czasu nadrobi braki (np. sięgając po „Legion”).  

Pojawiają się problemy, z którymi dowódcy muszą sobie radzić, związane przede wszystkim z utrzymaniem tak dużej grupy ludzi jaka zebrała się, by walczyć dla Brygady. Pojawiają się też przygody, które z czasem przyniosą chwałę jednak w tym momencie są po prostu wyzwaniem, z którym nie mierzą się superbohaterowie rodem z amerykańskich komiksów, a zwyczajni ludzie, którzy po prostu mentalność mieli bardziej bohaterską od Batmana, Supermana i reszty. Bo jakim problemem jest walka kiedy umie się latać, strzelać z oczu laserami i posiada się tysiące innych supermocy? Prawdziwym wyzwaniem jest pokazać, że będąc zwykłym człowiekiem też można ratować, pomagać, odmieniać losy bitew, wojen. Prawdziwym wyzwaniem jest wstać i działać, w imię Ojczyzny. 


Książkę Elżbiety Cherezińskiej pozostawiam każdemu do własnej interpretacji, podsuwając tylko niektóre z moich przemyśleń. Zachęcam do sięgnięcia po niebanalne przygody Brygady Świętokrzyskiej, jak chociażby wyzwolenie obozu koncentracyjnego dla kobiet w Holiszowie ( z czym wiąże się bardzo ciekawe ‘odznaczenie’). Można by napisać jeszcze wiele o tym co znajduje się na  ponad 790 stronach, jednak myślę że najcelniejsze wrażenie odniesiecie sami poznając każdą z tych stron. Uważam że jest to bardzo ciekawa i wartościowa książka, napisana ciekawym stylem, do którego trzeba się przyzwyczaić, na pewno jednak warta polecenia i kryjąca w sobie historie godne zapamiętania. 

Ciri, 16 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

środa, 27 listopada 2013

„Krew to nie wszystko” - Izabela Degórska - recenzja

Krew to nie wszystko - Izabela DegórskaIzabela Degórska, tak jak bohaterka jej powieści pochodzi ze Szczecina, oraz wykonuje ten sam zawód co nasza Milena. „Krew to nie wszystko” to nie jej jedyna powieść. Oprócz tego jest autorką np. „Bajki o szczęściu” i „Najwyższa pora na miłość”, a  „Pamięć krwi” opowiada o wcześniejszych losach bohaterki.

Milena Chmielnik jest szczecińską dziennikarką, a od niedawna także wampirem. Jako jedyna wśród swych pobratymców jest odporna na działanie promieni słonecznych – właśnie to jest jej źródłem kłopotów. Wampiry po wypiciu jej krwi również mogą się pławić w blasku słońca – sęk w tym, że tylko niektóre. Reszcie taki zabieg przynosi opłakane skutki. Podczas jej inicjacji na której ma zaprezentować swoje zdolności, coś się nie udaje. Nie powiem co, bo nie chcę zdradzić czytelnikowi – niech sam się dowie.


Książka mi się spodobała, i to bardzo. Czyta się ją szybko, jest napisana łatwym, współczesnym językiem, bez niezrozumiałych wyrazów. Jednak nie poleciłabym jej osobom, które sięgając po książkę, chcą aby je rozbawiła. Więcej jest tam chwil grozy – bardziej rekomendowałabym ją miłośnikom mieszanek typu fantasy-horror. 

Izabelka, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

czwartek, 14 listopada 2013

"Lech Kaczyński. Biografia polityczna" - Sławomir Cenckiewicz, Adam Chmielnicki - recenzja

Lech Kaczyński. Biografia polityczna - Sławomir Cenckiewicz
10 kwietnia 2010 roku to dzień w którym tragedia brutalnie zakończyła karierę polityczną śp. Lecha Kaczyńskiego. Niedokończona kadencja prezydencka, poprzedzona była wieloma latami walki o Polskę, poprzez czynne angażowanie się w sprawy społeczne. Sławomir Cenckiewicz, Adam Chmielecki, Janusz Kowalski i Anna K. Piekarska oddali hołd byłemu prezydentowi, opisując jego historię w książce „Lech Kaczyński Biografia polityczna 1949-2005”. 

Jest to przede wszystkim kawał historii współczesnej, obejmujący ujęcia z lat wojennych, komunistycznych i teraźniejszych. Na przykładzie rodu  Kaczyńskich, dowiadujemy się trochę o życiu społecznym w czasie trwania i tuż po II Wojnie Światowej. Poznajemy historię narodzin i krótkie epizody z dzieciństwa braci Kaczyńskich, m. in. przygodę z filmem „O dwóch takich co ukradli księżyc”. Później książka nabiera już przede wszystkim politycznego wymiaru, dopuszczając co jakiś czas historie z życia prywatnego Lecha, chociażby o tym jak poznał swoją żonę Marię.  

Rozdziały I-V autorstwa Pana Cenckiewicza, obejmują lata 1949- 1989, i opowiadają o dzieciństwie w Warszawie oraz przeprowadzce do Sopotu i działalności naukowej oraz konspiracyjnej w czasach komuny. Stąd tytuły rozdziałów: Warszawiak, Sopocianin, Doradca, Solidarny i Konspirator. 
Rozdział VIII napisała Anna K. Piekarska, a nosi on tytuł „Państwowiec” i obejmuje okres kierowania Najwyższą Izbą Kontroli.
Rozdziały VI, VII, IX, X obejmują lata 1990 – 2002
Ostatni, XI rozdział dotyczy prezydentury Warszawy i napisany został przez Janusza Kowalskiego. 



Myślę że jest to pozycja tak samo ważna jak i trudna. Zagłębiając się w historię tak istotnego dla współczesnej Polski polityka, ciężko nie wplątać się przy tym w sieci historii, z którymi obchodzić się należy uważnie, by jak najwięcej wyciągnąć z nich wiedzy. Jest to książka napisana świetnie przez każdego z autorów, balansująca pomiędzy suchymi faktami a ciekawymi anegdotami, przez co staje się pozycją godną uwagi dla każdego. Ja osobiście potraktowałam ją również jako swoisty podręcznik do historii, dzięki czemu jeszcze lepiej zobrazowałam sobie nie tak dawne, trudne czasy komuny.
Książka jest ważna również dlatego że jest wiernym obrazem polityki i życia Lecha Kaczyńskiego, podczas gdy wokół niej dostępnych jest wiele pozycji maskujących lub przeistaczających faktach.


Polecam tę pozycję osobom zainteresowanym polityką i historią, a także wszystkim tym, których ciekawią  losy i filozofia poszczególnych polityków. Oczywiście serdecznie zachęcam do przeczytania też tych, których zaciekawiła recenzja. 




    Ciri, 16 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

wtorek, 22 października 2013

"Zeszyt z aniołami" - Monika Madejek - recenzja

Monika Madejek jest autorką książki dla dzieci, pt. „Zeszyt z aniołami”. Utwór został wydany w 2013 roku nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.

Zeszyt z aniołami - Monika MadejekKsiążka opowiada o losach dziesięcioletniego Kajtka. Chłopiec mieszka z rodzicami i dwójką rodzeństwa, do tego ma trójkę przyjaciół i zwariowaną babcię. Pewnego dnia Kajtek dostaje nietypową pracę domową - ma przez dwa miesiące prowadzić dziennik. Dziesięciolatek podchodzi do swojego zadania z ogromnym entuzjazmem, gdyż w przyszłości ma zamiar wydać własna autobiografię. Właśnie dlatego chłopiec bardzo skrupulatnie opisuje każdą swoją przygodę. A nie jest ich mało! Oczywiście, we wszystkie śmieszne incydenty zamieszani są przyjaciele Kajtka. 

Adaś - ogromny fan wyśmienitej kuchni mamy chłopca - zawsze jest tam, gdzie można dostać coś smakowitego. Sławek, o którym warto wspomnieć, że jest dziewczyną i naprawdę ma na imię Beti. Jednak Beti jest zadeklarowaną "chłopiarą" i woli być nazywana Sławek. Zostaje jeszcze Anka, którą Kajtek nazywa „przyjaciółką z obowiązku”, gdyż jest starszą siostrą Adasia. 
Ale najbardziej zwariowana i niepowtarzalna jest babcia, pełna wigoru i energii postanawia zaszaleć!

Co wymyśli nieprzewidywalna babcia?
Jakie przygody spotkają przyjaciół?

Autorka w sposób bardzo zabawny i ciekawy przedstawiła losy chłopca, jego rodziny i znajomych. Cały utwór został napisany w formie dziennika. Monika Madejek tak dobrała język i styl pisania, że czytelnik ma wrażenie jakby naprawdę czytał dziennik napisany przez dziesięciolatka. Autorka dużą wagę przywiązuje do aspektu kulinarnego. Na końcu książki autorka umieściła przepisy mamy Kajtka na różne potrawy. Warto również zwrócić uwagę na fantastyczne wydanie utworu. Gruba i kolorowa okładka oraz liczne ilustracje, autorstwa Ewy Beniak-Haremskiej, sprawiają, że lektura staje się jeszcze przyjemniejsza.

Polecam „Zeszyt z aniołami” wszystkim, którzy uwielbiają przygody Mikołajka. Obydwie pozycje są do siebie podobne pod niektórymi względami i gwarantuję, że wszystkim fanom Mikołajka przypadnie do gustu książka Moniki Madejek.



Tilia, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

wtorek, 15 października 2013

"Całe złoto El Dorado" - Krzysztof Petek - recenzja

Całe złoto El Dorado - Krzysztof PetekPewnie każdy z nas już kiedyś słyszał o tajemniczej legendzie krążącej wokół El Dorado. Opowieść o szczęśliwej krainie pełnej złota i innych niesamowitych bogactw, leżącej gdzieś na południowoamerykańskich ziemiach, do białości rozpaliła umysły hiszpańskich konkwistadorów. Ogarnięci żądzą bogactwa i sławy, gotowi byli za wszelką cenę, nawet za cenę swojego życia, odnaleźć upragnione złoto El Dorado. Jest to jeden z najbardziej fascynujących mitów w historii ludzkości. Jednakże jeszcze nikt do tej pory nie odkrył tego tajemniczego miejsca. Nikomu się to nie udało, choć wielu próbowało, niestety bezskutecznie. Z tego powodu pozostaje nam jedynie marzyć o górach złota i niezmierzonych bogactwach - o wyspie skarbów…

Akcja tej niesamowitej powieści rozgrywa się w samym sercu amazońskiej dżungli. „Całe złoto El Dorado” opowiada o wyprawie Jacka Paluchiewicza – Palkiego i jego grupy do południowoamerykańskiej puszczy w poszukiwaniu Paititi, Złotego Miasta. Jednak jest to tylko przykrywka dla prawdziwego celu wędrówki. Zna go tylko Palki. Na terenie dżungli rozbił się samolot, na którego pokładzie znajdował się bardzo niebezpieczny wirus, powodujący u kobiet bezpłodność. Co za tym idzie, gdyby dostał się on do powietrza, nasz gatunek byłby zagrożony wyginięciem… Była to broń wyprodukowana przez sektę Dom Dawida, pragnącą zdobyć władzę na świecie. Zadaniem grupy wędrowników jest odnalezienie wraku samolotu i unieszkodliwienie wirusa. Niestety, nie będzie to takie proste. Czekają ich liczne przeszkody, na jakie można się natknąć w Amazońskiej Puszczy, ale nie tylko. Ktoś za wszelką cenę stara się przeszkodzić w osiągnięciu celu. Wśród uczestników ekspedycji ukrywa się zdrajca. Nie zadowala się on jedynie drobnymi kradzieżami, ale jest w stanie posunąć się aż do morderstwa.

Sięgając po książkę, spodziewałam się otrzymać miłą, przeciętną powieść przygodową dla młodzieży. To, czym okazało się „Całe złoto El Dorado” Krzysztofa Petka, niesamowicie mnie zaskoczyło. Po pierwsze, wyraźnie widać, że autorem tej historii jest mężczyzna i to nie zwyczajny pisarz, ale instruktor survivalu, organizator wypraw i szkół przetrwania. Sensacja została idealnie połączona z realiami życia i przygód w dzikiej Amazonii. Książka jest napisana dość skomplikowanym językiem, początkowo nieco trudnym do zrozumienia, lecz z biegiem czasu… z biegiem stron coraz bardziej wczuwamy się w ekspedycję. Możemy tu znaleźć wiele żarcików i przykładów wspaniałego języka Petka. Wypowiedzi w stylu: „Czarna dziura ziejąca spomiędzy wysuszonych warg nie nadawała się na reklamę gabinetu dentystycznego. (…) Z dziury wydobył się zestaw dźwięków, których Palki nie powtórzyłby bez naoliwienia gardła.” rozśmieszają nas praktycznie co chwilę podczas lektury. Wykreowani bohaterowie są wyjątkowi, każdy z nich jest inny i ma swój własny, indywidualny sposób bycia. Niektórzy bardzo tajemniczy, inni mają swoje drugie, ukrywane oblicze i wielu doświadczyło już cierpień w swoim życiu. Wszyscy są za to wyraziści i jedyni w swoim rodzaju. 

Czytając książkę nie tylko mamy przyjemność doświadczenia przygód razem z jej bohaterami, ale także wiele się dowiadujemy na temat życia Indian w ich naturalnym środowisku, nastawienia do przybyszów, ich przyzwyczajeń i tradycji. Według mnie jest to bardzo interesująca powieść, która dostarcza nam także informacji na temat kultury Ameryki Południowej. Krzysztof Petek wiernie oddaje nie tylko codzienność Amazonii, jej realne zagrożenia i surowe, lecz niesamowite piękno. Tempo akcji już od pierwszych stron trzyma w napięciu, co jakiś czas zwalnia i kumuluje się, aby z impetem dać upust niespodziewanym wydarzeniom. Zakończenie książki nieco mnie zaskoczyło, przyznam, że spodziewałam się innego rozwoju akcji.

Książkę polecam czytelnikom, którzy chcą odkryć tajemnicze El Dorado i zagłębić się w bardzo realistyczne opisy Amazonii. Miłej lektury!

Ananaska, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

środa, 31 lipca 2013

"Zawracanie głowy" - Monika Janowska - recenzja



Zawracanie głowy - Monika B. Janowska
„Zawracanie głowy” to książka, która została napisana przez Monikę Janowską.



Ada jest młodą  pracownicą poczty, ale jej życie wcale nie jest takie nudne jakby się mogło zdawać. Na co dzień spotyka wielu niemiłych klientów, którym zawsze się spieszy, a jak na złość w urzędzie  zawsze panują  kolejki.

Jednym z takich petentów był też Waldek, który nie szczędził przykrych epitetów w kierunku młodej kobiety, ale kiedy zdarzyła się zabawna sytuacja, gdzie Adzie pękła spinka i jej rude loki rozsypały się na ramiona-Waldek był oczarowany. Od tej pory całe życie bohaterki wywróciło się do góry nogami, ponieważ adorator nie odpuszczał.

Gdyby tego było mało doszły też problemy związane z przeszłością babci, która powinna być tajemnicą, ale ktoś się o niej dowiedział i próbował zastraszyć starszą panią. Ta, z obawy przed szantażystą, zniknęła. Tutaj właśnie zaczęła toczyć się najbardziej intrygująca, wzruszająca, a momentami przerażająca historia, w którą zamieszane było nie tylko pokolenie dziadków, ale też… Ady.

Serdecznie polecam tę książkę, gdyż jest napisana w lekkim stylu, dobrze się ją czyta oraz znajduje się tam mnóstwo zabawnych wątków przeplatanych miłosnymi perypetiami młodej bohaterki.

KaeS, 17 lat

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka. 

poniedziałek, 10 grudnia 2012

"Letnia akademia uczuć"- Hanna Kowalewska - recenzja


Hanna Kowalewska to polska autorka książek dla młodzieży. Ja chcę wam dziś polecić jej książkę pt.: „ Letnia akademia uczuć – Anna i wodorosty”.

Kaśka – zwana Zakładką to osoba zawsze przekładająca dobro innych nad samą siebie. Jest tak perfekcyjna w każdym calu, że przypomina mi Hermionę z Harrego Pottera.
Małgorzata – to najlepsza przyjaciółka Bogdana, która nie widzi żadnego chłopaka poza nim. Zazwyczaj jest chłodna i zdystansowana.
Bogdan – przyjaciel Małgorzaty. Jeśli ona ma kłopot to wszystko inne musi zaczekać. Jest najlepszym uczniem i ma słabość do blondynek. Jeśli gra na gitarze to zbierają się przy nim wszyscy.
Tymek – uwielbia trenować karate i dżudo. Lubi camele, piwo i mocne wrażenia. Sprzeciwiać mu się to jak zaglądać w paszczę lwa.
Zuzanna – dziewczyna Tymka. Według niektórych ma wymiary miss świata. Oprócz tego świetnie maluje i tańczy.
Krzysiek – zwany Zezolem nie ma czasu na dziewczyny, bo przez całą dobę spełnia zachcianki Tymka.
Darek – przezywany Ptysiem jest drugim pomagierem chłopaka. Lubi słodycze, rap i wyższe od siebie dziewczyny.
Baśka – siostra Tymka i przyjaciółka Kaśki. Jej ulubionym zajęciem jest podrywanie chłopaków.
Fred i Albert – to bliźniaki, których nie da się opisać osobno. Lubią te same rzeczy i uzupełniają się ja nikt inny. Ich ulubionym zajęciem jest dręczenia Kaśki. Ze względu na gigantyczne poczucie humoru kojarzą mi się z Weasleyami tylko w większej dawce.
Marcin – były uczeń szkoły muzycznej świetnie grający na gitarze. Liczne podboje w nowej szkole przyniosły mu przezwisko Casanovy. 
Emil – to kochający książki chłopak, który pozornie niczym innym się nie zajmuje jak ich czytaniem.
Agnieszka – ma kompleks na punkcie swojego nosa. Jej ulubionym zajęciem jest obserwowanie innych.
Mariola – dla przyjaciół Fleur. Interesują ją tylko chłopcy i własny wygląd.
Wiesio – syn dyrektora przezywany Koalą, zawsze chodzi naburmuszony. Jego jedyną zaletą jest miłość do zwierząt.
Jagoda – jest mała, chuda, czarna i milcząca. Boi się kontaktów międzyludzkich.
Bożenka – przezywana Pączkiem zawsze coś gubi i stale trzeba ją pilnować.

Wszyscy razem tworzą grupę licealistów wyjeżdżających z nauczycielem na dwa tygodnie do Bułgarii. A jeśli jest mowa o licealistach to wiadomo że będzie ciekawie...      

Na początku bałam się, że uczestników obozu jest tak dużo, jednak książka jest tak świetnie napisana, że nie sposób ich pomylić. Niekiedy jej klimat kojarzył mi się z książkami Ewy Nowak. Jest w niej wiele wesołych momentów (nie raz wybuchałam niepohamowanym śmiechem), ale przytrafiają się też i smutne chwile. 

Bohaterowie są dopracowani szczegółowo i to na nich skupia się cała akcja, choć można w książce znaleźć ciekawe informacje dotyczące historii zwiedzanych przez nich miejsc. Jednak w większości są to tylko krótkie wzmianki. Autorka porusza w książce tematy: choroby, śmierci, narkotyków, czy toksycznej miłości. Są one jednak tak wplątane w całość, że nie odstrasza to czytelnika, zwłaszcza, że pani Kowalewska  stawia duży nacisk na zabawę i szybkość z jaką zmieniają się młodzieńcze uczucia.

Osobiście zakochałam się w tej książce od pierwszego słowa! Jeśli tak jak mnie zafascynowała was ta książka, to polecam również jej drugą część. 

SunnyGirl, 18 lat

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka