tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nika. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 października 2016

"Heaven. Miasto elfów" - Christoph Marzi - recenzja

Okładka książki Heaven. Miasto elfówChristoph Marzi to niemiecki pisarz i nauczyciel, który swoją przygodę z pisarstwem rozpoczął już jako nastolatek. W 2004 roku wydał debiutancką powieść "Lycidias". Jego powieści fantasy zostały wyróżnione niemieckimi nagrodami literackimi, gwarantując mu pewne miejsce wśród najbardziej poczytnych autorów tego gatunku.
                
Niebo w Londynie dawno temu zostało okradzione z gwiazd. To właśnie pod tym niebem - ciemnym, pustym i groźnym - na zimnym dachu budynku, Heaven zostaje okradziona ze swojego bijącego serca. Jednak ostrze wbijające się w jej pierś nie zabiera jej życia - niezwykła dziewczyna, pełna woli walki, wstaje i ucieka swoim oprawcom. To pod tym niebem spotyka ją David i oszołomiony jej urodą postanawia jej pomóc - jej historia nie wydaje mu się wiarygodna, dopóki nie staje się też częścią jego historii.

Wkrótce zaczyna się wyścig z czasem i dwoma podejrzanymi mężczyznami, którzy wciąż depczą nieziemskiej dziewczynie po piętach. Przeszłość i przeznaczenie Heaven są bardziej skomplikowane niż ktokolwiek, nawet ona sama, mógłby przypuszczać. Jednak jeśli chce się uratować, musi odkryć dlaczego żyje... i dlaczego ktoś chce jej to życie odebrać.

Pod tym niebem wszystko może się wydarzyć.
                
Christoph Marzi jest kłamcą perfekcyjnym - w świecie, który znamy, niepostrzeżenie zmienia drobne szczegóły, kreując zupełnie inną, niebezpieczną, ale uwodzicielską rzeczywistość. Osobiście nie przepadam za typowymi powieściami fantasy, ale ta książka nie wpisuje się w żadne schematy - może chodzi o delikatne połączenie realizmu z fantastyką, szarej rzeczywistości ze światem marzeń i zatarciu granic między nimi.

Postacie mogą wydawać czasem się naiwne, ale w dziwny sposób pasują do tego fantastycznego wyobrażenia Londynu i do siebie nawzajem - podobało mi się kontrastowe zestawienie dwóch par, o uzupełniających się charakterach, a także to, że poznajemy ich historię stopniowo, powoli, jakbyśmy wchodzili na kolejne piętra budynku. W dodatku nie zawsze dowiadujemy się czegoś od samych bohaterów - niektóre rzeczy należy wyczytać między wierszami.

Trzeba przyznać, że fabuła jest na tyle nowatorska, oryginalna i ciekawa, że wydaje się zbyt uproszczona, akcja rozgrywa się zbyt szybko, chcielibyśmy móc czytać jeszcze. Nie wiem nawet czy uznać to za plus, czy minus - pokochałam tę książkę tak bardzo, że chciałabym po prostu więcej.

Jeżeli ktokolwiek się jeszcze waha, niech nie traci czasu.

"Heaven" to kawałek nieba, który każdy powinien mieć na swojej półce.


Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza. 

czwartek, 8 września 2016

"Sekretne życie Chanel No. 5" - Tilar J. Mazzeo - recenzja

Okładka książki Sekretne życie Chanel No. 5. Pierwsza biografia najsłynniejszych perfum świataNa wstępie przyznam się, że nie cierpię biografii. Nigdy za nimi nie przepadałam - no bo co ciekawego jest w tym natłoku dat i historycznych faktów? Jednak książka "Sekretne życie Chanel No. 5"  autorstwa Tilar J. Mazzeo, gwałtownie zmieniła mój pogląd na ich temat. To dzieło pełne skrajności i paradoksów, zupełnie jak flakonik słynnych perfum Coco Chanel.

Chanel No. 5.
Kto o nich nie słyszał?

Przez prawie wiek, najbardziej znane perfumy francuskiej kreatorki mody stały się ikoną. Ikoną skromnego luksusu i elegancji, kobiecości otwartej, ale nie szokującej.
Mało kto zdaje sobie sprawę, jak wiele sekretów kryje ten prosty, zgrabny flakonik i jak bardzo określał Coco Chanel jako kobietę.

Co doprowadziło do powstania najsłynniejszego zapachu na świecie?
Jaki związek ma z perfumami Medyceuszy? 
Jaka była idea samej Chanel? 
Jaki wpływ miało życie jego twórczyni? I jaką magię dostrzegała Coco w liczbie pięć?

Odpowiedzi na wszystkie te pytania i jeszcze więcej, znajdziecie w książce Tilar J. Mazzeo.

"Sekretne życie Chanel No. 5" jest opisane lekko, zmysłowo, pachnąco. Delikatnie, mimochodem wplecione daty, nie psują nam złudzenia, że faktycznie możemy obcować z Francją i samą Coco Chanel. Można na własnej skórze poczuć klimat drobnych uliczek, małych butików, konwenansów, a także zapach perfum opisanych tak barwnie, szczegółowo i poetycko, że ma się wrażenie, że ta książka jest nimi przesycona.

Muszę pochwalić swobodę, z jaką połączone są kolejne wątki i dobór faktów - a raczej ciekawostek - nieraz naprawdę szokujących lub intrygujących.
Nie da się oczywiście przeoczyć też tytułu - w końcu  mówimy o biografii PERFUM, ten nowatorski pomysł pokochałam od razu. Życie Coco jest opisane przez pryzmat tej drobnej buteleczki, jej dzieła, jej dziecka, chciałoby się powiedzieć.

Myślę, że skoro ta książka zachwyciła mnie, chociaż nie jestem fanką biografii, podbije serce każdego. Wystarczy tylko spróbować... i poczuć kultowe nuty Channel No. 5.

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

piątek, 2 września 2016

"Pamiętnik z przyszłości" - Cecelia Ahern - recenzja

Pamiętnik z przyszłości (ebook)Cecelia Ahern to autorka powieści obyczajowych, znana głównie ze swojej debiutanckiej książki "PS. Kocham Cię" i uwielbianego przez miliony bestselleru "Love, Rosie". Obie te powieści zostały zekranizowane.

Tamara Goodwin w ostatnim czasie przeszła więcej niż typowa szesnastolatka. Jej ojciec popełnił samobójstwo, uciekając przed ogromnymi długami, zostawiając Tamarę i jej matkę same w luksusowej willi, skazane na eksmisję i przeprowadzkę do osobliwych krewnych na wieś. Rozpieszczonej nastolatce nie jest jednak łatwo przywyknąć do mieszkania u podejrzliwej ciotki i dziwnego wujka, bez prawa do prywatności ani rozrywki. Jej życie jednak zmienia się gwałtownie kiedy w objazdowej bibliotece znajduje pamiętnik... samej siebie z przyszłości. Szybko jednak znajomość tego, co się wydarzy, przerasta dziewczynę, oraz zaczyna nie wystarczać w walce z rodzinnymi sekretami.

Tamara zna przyszłość. Ale żeby ją zmienić, musi poznać przeszłość.

Przyznam Wam szczerze - czytam tę książkę już któryś raz i za każdym razem zadziwia mnie, jak sprytnie autorka lawiruje pomiędzy kiczem, a arcydziełem. Wszystkie wątki, które, co bardziej wybredni, mogliby uznać za tandetne, zostają dyskretnie przykryte warstwą innych, które nadają książce przyjemnie napiętą atmosferę tajemnicy na przestrzeni 430 stron.

Już na początku zaciekawiają nas postacie - ciągle zmieniająca się główna bohaterka, z jej wiecznym cynizmem, sarkazmem i za długim językiem, w kontraście do "prostych wiejskich krewnych". Lekko zakręcona zakonnica i ciemnoskóry nieznajomy dodają powieści rumieńców. Jedno jest pewne - ta książka obala wszelkie stereotypy i uprzedzenia, tu nie ma tematów tabu. W końcu narratorką jest sama Tamara.

Zabawne jest to, że nadnaruralna rzecz, taka jak pamiętnik Tamary Jutra, nie jest najbardziej interesującym aspektem całej powieści. Sekrety dziwnej rodzinki ze wsi intrygują o wiele bardziej - znikający album ze zdjęciami, zakaz wchodzenia do garażu lub odwiedzania załamanej po śmierci męża matki, ciągle pomyłki dotyczące wieku dziewczyny, nie rozmawianie o pożarze zamku w okolicy. Tego klimatu nie da się oddać - to po prostu trzeba przeczytać!

Myślę, że "Pamiętnik z przyszłości" przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi. To wybuchowe połączenie romansu, powieści fantasy, obyczajowej i detektywistycznej z nutami kryminału, przeplecione soczystą ironią.
Czego chcieć więcej?

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akurat. 

środa, 24 sierpnia 2016

"Skradzione życie" - Allen Eskens - recenzja

Okładka książki Skradzione życie

Allen Eskens to autor powieści kryminalnych, znany głównie z nagrodzonej wieloma wyróżnieniami książki "Pogrzebane życie".

Detektyw Alexander Rupert przechodzi ostatnio ciężki okres - jego życie zawodowe i prywatne zaczyna się rozpadać, a on nie potrafi sobie z tym poradzić. Żeby odciągnąć swoje myśli od problemów, podejmuje się rozwiązania z pozoru łatwej sprawy mężczyzny, który zginął w czołowym zderzeniu z innym samochodem. Podawał się on za Jamesa Putnama - przynajmniej pod takim nazwiskiem znali go znajomi i narzeczona. Gdy jednak zdjęcia ciała zostają wysłane do brata Putnama, ten z całą pewnością zaprzecza, że kiedykolwiek wcześniej widział tego mężczyznę.
Alexander dążąc do odpowiedzi, coraz bardziej zagłębia się w tajemnicach przeszłości, która nigdy nie powinna zostać odkryta...
I może to zagrozić nie tylko jemu.

"Skradzione życie" posiada wszystkie cechy dobrej powieści kryminalnej - zagadka do rozwiązania, szybkie tempo akcji, broń, krew, po drodze zmysłowa kobieta lub dwie. Niewiele brakowało, żeby odłożyć ją na półkę z piątką w dzienniku - a konkretnie pewnych elementów, które tworzą podziwiane przez ludzi bestsellery. Rozwinięcie niektórych wątków. Odkrycie emocji bohaterów, choćby w małym stopniu. Więcej opisów, które nadałyby całości rumieńców. Tego czegoś, co sprawia, że o książce się pamięta.

Z drugiej strony, można uznać tę surową prostotę za celowy zabieg - głównym bohaterem jest mężczyzna, a dzięki niej powieść można sklasyfikować jako typowo męską. Szybko wciąga, szybko zaciekawia i intryguje, szybko się ją czyta, ale niestety... szybko się też kończy.

Na pewno pokochają ją fani akcji w czystej postaci, którzy nie lubią zawracania głowy pobocznymi wątkami - tacy czytelnicy w końcu też istnieją. Myślę jednak, że dla całej reszty "Skradzione życie" będzie tylko emocjonującą odskocznią od rzeczywistości. Albo ją pokochacie, albo w sekundzie odejdzie w zapomnienie.

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Media. 

wtorek, 16 sierpnia 2016

"Weź mnie za rękę" - Tove Alsterdal - recenzja

Okładka książki Weź mnie za rękę
Tove Alsterdal to szwedzka dziennikarka, dramatopisarka, autorka scenariuszy filmowych i książek kryminalnych. Znana jest z debiutanckiej powieści "Kobiety na plaży" i bestsellera "Grobowiec z ciszy".

Pewnego wieczoru mieszkańcy szwedzkiego osiedla stają się niechcianymi świadkami przykrego wypadku - młoda kobieta, Charlie Eriksson, wypada z balkonu swojego mieszkania w wieżowcu. Policja klasyfikuje incydent jako samobójstwo, uznając dziewczynę za pragnącą swojej śmierci narkomankę. Jej siostra, Helen, nie potrafi jednak pogodzić się z taką wersją wydarzeń i rozpoczyna prywatne śledztwo. Udaje jej się odnaleźć osobliwego świadka, którego słowa jednoznacznie wskazują, że w grę wchodzi obecność osoby trzeciej...

Charlie musiała zostać zamordowana.

Kolejne tropy odsłaniają prawdę o wiele bardziej skomplikowaną, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Wraz z nowymi poszlakami Helen odkrywa duchy przeszłości, które mogą zagrozić jej tak samo, jak jej siostrze...

"Weź mnie za rękę" to spójna, trzymająca w napięciu, czasami brutalna powieść, oparta na prawdziwych zbrodniach, dokonywanych w Argentynie w latach 1976-82. Rzeczywistość przeplata się w niej z fikcją, a teraźniejszość z przeszłością, tworząc specyficzny klimat książki i pozwalając czytelnikowi być zawsze jeden krok przed Helen. Dzięki temu jesteśmy jak widz horroru, mogący krzyczeć "Nie idź tam!" - wciąż nie wiemy do końca co się stanie, ale mamy swoje  podejrzenia,  które podnoszą nam poziom adrenaliny we krwi i zaskakują jeszcze bardziej, gdy się nie sprawdzają. Podobała mi się wyważona ilość opisów i retrospekcji, płynna narracja, która sprawia, że nie chce się odkładać tej książki na półkę, wszystkie niespodziewane tropy, metody śledcze bohaterki oraz, oczywiście, zakończenie. Nie mogę o nim powiedzieć więcej, niż to, że jest równie zaskakujące co całość.

Jesteście ciekawi? Przeczytajcie! Na pewno nie pożałujecie ;)

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akurat. 

poniedziałek, 4 lipca 2016

"Malownicze. Nadzieje i marzenia" - Magdalena Kordel - recenzja

Okładka książki Nadzieje i marzeniaMagdalena Kordel to polska autorka powieści obyczajowych i romansów, która  zadebiutowała książką "48 tygodni". Najbardziej znana jest z "Uroczyska", "Okna z widokiem" i serii "Malownicze".

Życie w Malowniczem zawsze toczyło się, według Magdy, spokojnie. Jednak gdy do jej domu wprowadziły się dzieci, czas biegnie nieubłaganie szybko. W dodatku zmęczona i zapracowana właścicielka księgarni staje się obiektem plotek całego miasteczka, kiedy dostaje tajemniczy list z francuskiej kancelarii, dotyczący spadku po wujku, którego nie zdążyła poznać. Niektórzy snują nawet domysły o pałacu i własnej służbie...

Magda ma jednak za dużo problemów na głowie, by zastanawiać się, co takiego zapisał jej bogaty krewny. Jej związek z Michałem wisi pod znakiem zapytania, gdy na jaw wychodzą jego sekrety z przeszłości.

Czy para wciąż ma szansę na szczęśliwe zakończenie?
Co łączy kobietę z młodą Sabiną, żyjąca sto pięćdziesiąt lat wcześniej?

W Malowniczem wszystko może się zdarzyć.

"Nadzieje i marzenia" to zabawna obyczajówka, która urzeka czytelnika połączeniem dwóch, na pierwszy rzut oka całkowicie różnych historii, które dzieli czas. Autorka zabiera nas w podróż w czasie, aby pokazać jak bardzo przeszłość ma wpływ na teraźniejszość i że choć czasem może być nieodkryta i niezauważona, jej widmo ma wpływ na nas teraz.

Muszę, po prostu muszę, uwzględnić tu humor w tej powieści - zwyczajnie nadzwyczajny. Żarciki i powiedzonka typowe dla naszych babci i mam, które budzą sentyment i tworzą w nas więź z bohaterami, sprawiają, że czujemy się jak jedna wielka rodzina. Za to pokochałam tę książkę - potem było tylko lepiej.
Kiedy już wciągnęłam się w historię Magdy, zupełnie nie podobał mi się przeskok o sto pięćdziesiąt lat wstecz, do czasów Sabiny. Przyznam jednak, że po jakimś czasie spodobały mi się one nawet bardziej niż początek powieści i ciężko mi się było z nimi rozstać.

Polecam "Nadzieje i marzenia" wszystkim rozmarzonym dziewczynom i kobietom, szukającym odskoczni od swojej codzienności. Może zainspiruje je to do cofnięcia się w czasy swoich przodków...

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

środa, 29 czerwca 2016

"Anatomia obcości" - Andrea Portes - recenzja


Okładka książki Anatomia obcości

Andrea Portes zadebiutowała powieścią "Jak najdalej stąd", na podstawie której powstał film "Prowincjuszka". Jest autorką książek dla dorosłych, a "Anatomia obcości" to jej pierwsza powieść młodzieżowa.

Anika Dragomir to zwyczajna amerykańska piętnastolatka. No może oprócz tego, że jest w połowie Rumunką, podejrzewa swojego ojca o bycie wampirem, a także... jest numerem 3 w szkolnej hierarchii. Jeśli myślicie, że wiąże się to tylko z przywilejami, jesteście w ogromnym błędzie - w końcu, jak to mówią, najtrudniejsze nie jest dotarcie na szczyt, lecz utrzymanie się na nim. W trosce o swoje życie towarzyskie, dziewczyna całkowicie podporządkowała się licealnej królowej Becky.

To dlatego nie może związać się z Loganem - przystojniakiem w skórzanej kurtce, jeżdżącym na skuterze. Anikę i szkolnego nieudacznika zaczyna łączyć jednak coraz więcej i za niedługo będzie musiała wybrać - miłość albo sława...
I co będzie gdy na horyzoncie pojawi się Jared - marzenie każdej dziewczyny?

"Anatomia obcości" zaskoczyła mnie już na samym początku. Po tytule spodziewałam się skomplikowanej, głębokiej powieści, która usypia już po pierwszej stronie. Okazało się jednak, że autorka prezentuje niebanalny, bezkompromisowy humor, ukazując życie młodych dziewczyn z przymrużeniem oka. Styl Andrei Portes od razu skojarzył mi się z uwielbianą przez nastolatki Meg Cabot - amerykańska codzienność bez owijania w bawełnę, nasycona pikantnymi żartami.

Od początku myślałam sobie: "Nie oszukujmy się - nie odnajdziemy tu głębszego sensu, nie doświadczymy katharsis, ani nie zmieni to naszego życia. Ta książka jest po prostu zabawnym zapychaczem czasu". Jednak zakończenie "Anatomii obcości" stawia ją w zupełnie innym świetle i kontrastuje z większością fabuły tak mocno, że doznałam szoku.

Oczywiście nie można nie pokochać głównej bohaterki i jej chłopaków. Chociaż motyw romantycznego rozdarcia jest stary jak świat i powtarzany z literaturze młodzieżowej do znudzenia, tutaj ta klasyka jest odświeżona dzięki przewrotnemu humorowi i wrażeniu, że autorka odwołuje się do tego celowo, aby wyśmiać bohaterkę jej własną narracją. Genialne, prawda?

Myślę, że "Anatomia obcości" jest dla wszystkich - dla tych, którzy kochają lekkie powieści, a także dla tych, którzy uwielbiają znajdować w nich drugie dno.

Nika, 17 lat


Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Grupy Wydawniczej Foksal.

wtorek, 28 czerwca 2016

"Róża północy" - Lucinda Riley - recenzja

Okładka książki Róża północyLucinda Riley to urodzona w Irlandii pisarka, najbardziej znana z debiutanckiej powieści "Dom Orchidei". Jej książki wielokrotnie zdobywały wysokie miejsca na liście bestsellerów "New York Timesa". "Róża północy" to wielowątkowa opowieść, w wyjątkowy sposób łącząca kulturę Indii i Europy.

W dniu swoich setnych urodzin Anahita postanawia przekazać stary rękopis prawnukowi, Ariemu. Zawiera on historię jej życia oraz od dawna strzeżone sekrety rodzinne. Oprócz tego, hinduska powierza Ariemu misję - odnalezienie jej synka, który wiele dekad wcześniej został odebrany matce i uznano go za zmarłego. Anahita nigdy nie uwierzyła w wystawiony akt zgonu i nie spoczęła w poszukiwaniach, jednak w obliczu zbliżającej się śmierci, postanowiła przekazać ten cel kolejnym pokoleniom jako swój testament.

Bogaty hindus wyrusza więc do Londynu, gdzie wszystko się zaczęło, podróżując śladami swojej prababki. Trafia do tajemniczej posiadłości Astbury, która jest własnością osobliwego, samotnego lorda... oraz tymczasowym planem filmowym.

Wkrótce w zamku zaczynają się dziać dziwne rzeczy...

"Róża północy" to magiczna opowieść pachnąca indyjskimi przyprawami, łącząca w sobie wschodnie elementy, osadzona w XXI wieku, w wiktoriańskim zamku.
Zaciekawiła mnie już na samym początku, kiedy okazało się, że fabuła opiera się na zagadce zaginionego syna Anahity. Trzeba przyznać, że autorka wykonała kawał dobrej roboty, zszywając ze sobą poszczególne nitki fabuły, by na końcu powstała mocna, spójna kolorowa tkanina. Ciekawi nie tylko niewyjaśniona śmierć młodego hindusa - zamek Astbury też skrywa swoje tajemnice, które intrygują czytelnika i każą mu czytać dalej.

Oprócz tego, postacie mają mocno zarysowane charaktery, książka aż iskrzy od przyjaźni, romansów, antypatii, a także niedopowiedzianych wątków z ich przeszłości i powiązań między bohaterami, które sprawiają, że całość jest bardziej zawiła i niknie w mgle historii.

Polecam ją każdemu, kto kocha romanse z nutką kryminalną. Nie ukrywam, że jest to literatura typowo kobieca, która każdej z nas przypadnie do gustu.

"Róża północy" zapisze się w mojej pamięci jako fenomenalna.

Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros. 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

"Ritterowie: Rzecz o mazurskiej duszy" - Patrycja Pelica - recenzja

Okładka książki Ritterowie"Ritterowie: Rzecz o mazurskiej duszy" to powieść polskiej autorki Patrycji Pelicy, która debiutowała książką "Wszystkie kolory życia". Skończyła filologię polską i turystykę historyczną.
                
Anna Ritter, młoda, uparta i nieco zadziorna Niemka, przybywa do pewnej mazurskiej wsi, próbując odnaleźć swoje korzenie i odkryć prawdę o własnej rodzinie. Jej przodkowie, począwszy od luterańskiego pastora Martina, mieszkali  na tamtejszej plebanii, wśród wiejskich odgłosów, zapachu kawy i spokoju.
Żadna sielanka nie może jednak trwać wiecznie. Wybuch wojny zmienia losy wszystkich raz na zawsze - Ritterowie zmuszeni są do wyboru, po czyjej stronie się opowiedzą.
Muszą sami przekonać się, kim w głębi serca są.
                
Patrycja Pelica w swojej książce stworzyła unikatowe połączenie przeszłości i teraźniejszości, które oddziałują na siebie nawzajem i są silnie powiązane. Rozdziały są odpowiednio opisane, żeby czytelnik mógł zorientować się, w jakiej przestrzeni czasowej się znajduje, jednak granice czasu po jakimś czasie i tak się zacierają.

Styl pisania autorki na początku trochę mnie przestraszył - na wskroś poetycki, liryczny, metaforyczny. Wydawał mi się ciężki, ale trzeba przyznać, że utrzymuje fabułę w historycznym, tajemniczym klimacie Mazur i tworzy niepowtarzalny charakter. Rozbudowane opisy oddziałujące na zmysły, głębokie przemyślenia i niebanalne spostrzeżenia dotyczące otaczającej nas rzeczywistości - oto co tworzy tę powieść.

Nie można nie wspomnieć o samych bohaterach - ich psychika jest mocno zarysowana, odnajdujemy między nimi podobieństwa lub różnice. Dzięki temu mamy możliwość odkrywania nie tylko tajemnicy tej książki, ale też wczuwania się w skórę postaci.

Co jest najlepsze w "Ritterach"? To, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Pikanteria romansu, nuta historii i szczypta tajemnicy - czego chcieć więcej?


Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza. 

środa, 8 czerwca 2016

"Mówiąc inaczej" - Paulina Mikuła - recenzja

Okładka książki Mówiąc inaczej"Mówiąc inaczej" to pierwsza książka Pauliny Mikuły - absolwentki polonistyki i autorki popularnego vloga o tej samej nazwie. W teorii miała być to książka o zasadach poprawnej polszczyzny, ale na wesoło. Czy się udało? I to jak!

Książka podzielona jest na dziewięć interesujących rozdziałów. Każdy porusza inny, jednak tak samo często występujący problem. Można rozwiać swoje wątpliwości co do ortografii, interpunkcji, związków frazeologicznych, granicy języka potoczngo, a nawet... wulgaryzmów! Autorka podaje zabawne przykłady ułatwiające zapamiętanie danej zasady,  a niektóre z nich zapisane są na oddzielnych stronach przeznaczonych do wyrwania i np. powieszenia na ścianie. Na samym końcu można też znaleźć zestaw testów podsumowujących.

Podoba mi się idea tego "nowoczesnego słownika", który ma na celu zapoznanie Polaków z ich ojczystym językiem, na nowo odtworzenie granic polszczyzny oraz przypomnienie, że język ciągle się zmienia, ale to nie oznacza, że możemy zapominać o jego korzeniach. Do tego jeszcze ten styl pisania autorki! Niektórzy ludzie zdziwili się pewnie, widząc, jak śmieję się do siebie nad książką o poprawnej polszczyźnie, jednak uwierzcie - "Mówiąc Inaczej" jest napisane sprytnie, błyskotliwie i z niebanalnym humorem. Uważam, że każdy Polak, musi przeczytać tę książkę. Może nawet powinna zostać wpisana na listę lektur? Zostałaby pierwszą, którą każdy przeczytałby z chęcią!


Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

czwartek, 11 lutego 2016

"Kości smoka" - Lisa See - recenzja

Okładka książki Kości smoka
Lisa See to amerykańska pisarka chińskiego pochodzenia. Jest autorką wielu bestsellerów, m.in. "Dziewczęta z Szanhaju", "Miłość Peonii" czy "Sieć rozkwitającego kwiatu". W swojej twórczości nawiązuje do chińskiej kultury i tradycji.

"Kości smoka" to finał trylogii Czerwona księżniczka. Minął rok odkąd inspektor Liu Hulan straciła córkę. Rok wyrzutów sumienia, bólu po jej śmierci i budowania wokół siebie muru, który odgrodził ją od męża. Jednak kolejne zadanie z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zmusza ją do stanięcia twarzą w twarz z problemami i ... Davidem.

Małżeństwo zostaje wysłane w malownicze tereny Trzech Przełomów, aby zbadać sprawę kradzieży cennych artefaktów z tamtejszego stanowiska archeologicznego oraz śmierci ich młodego odkrywcy - Amerykanina Briana. Jego ciało zostało rytualnie oznakowane i wrzucone do rzeki, która poniosła je wiele kilometrów dalej.

Uwagę Hulan odwraca jednak rosnąca w siłę sekta religijna. Wyznawcy Xiao Da zagrażają nie tylko państwu i ustrojowi, ale i jej samej. Sprawa staje się coraz bardziej tajemnicza, gdy małym miasteczkiem nad brzegiem Jangcy wstrząsa seria okrutnych morderstw. Trzeba odnaleźć zabójcę zanim będzie za późno.

"Kości smoka" to bardzo sprytnie skonstruowany kryminał. Mimo, że nie czytałam dwóch poprzednich części, bardzo mi się spodobał. W książce nie ma wielu odwołań do przeszłości bohaterów, a nawet jeśli się pojawiają, są wyjaśnione i nie mają wpływu na akcję. Autorka płynnie przeplata przeszłość i teraźniejszość zacierając granicę czasu.

Dzikie tereny, oryginalne rozwiązania i orientalne motywy dodają tajemniczości całej fabule, pozwalając doczekać się momentu końcowego szoku, o który przecież chodzi w książkach tego typu.

W "Kościach smoka" każdy znajdzie coś dla siebie:
Zagadka do rozwiązania? Jest. 
Miłość unosząca się w powietrzu? Jest. 
Dreszczyk emocji? Jest. I to Jaki!

Po przeczytaniu powieści mogę bez przeszkód stwierdzić, że Lisa See to mistrzyni w ukrywaniu tajemnic tajemnicami. Bohaterowie są zamknięci w sobie, skryci. Autorka nie daje nam żadnego znaku, co się dzieje w ich głowach i sercach. Tym samym skutecznie odwraca naszą uwagę od głównej zagadki, powierzając nam rozwiązanie o wiele trudniejsze. Czytanie między wierszami.


Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki. 

wtorek, 17 listopada 2015

„Łzy księżniczki” – Jean Sasson – recenzja

Okładka książki Łzy księżniczki. Opowieść o życiu w najbogatszym i najbardziej opresyjnym królestwie świataJean Sasson to amerykańska dziennikarka i pisarka, której powieści koncentrują się wokół kultury Bliskiego Wschodu, a zwłaszcza roli kobiet w społeczeństwie. Przez ponad 10 lat mieszkała w Arabii Saudyjskiej, gdzie zaprzyjaźniła się z księżniczką Sułtaną. Za ujawnienie sekretów królestwa grożono jej arabskim więzieniem.

Sułtana pochodzi z królewskiej rodziny Al’Saud. Jest wnuczką saudyjskiego króla i żoną księcia Karima. Jest kobietą odważnie wyrażającą swoje zdanie i nieustannie dążącą do wolności. W dzisiejszych czasach nic dziwnego, prawda? Jednak Sułtana mieszka w państwie arabskim, w których rola kobiet jest mocno ograniczona, zdominowana przez mężczyzn, a sprzeciwienie się zasadom może drogo kosztować – nie tylko ją, ale całą jej rodzinę.

Mimo, że mieszka w jednym z najbogatszych królestw świata, żyje w luksusie, wśród brylantów, wiele kobiet z jej kraju, nie ma tyle szczęścia. Sułtana, bez patrzenia przez pryzmaty kulturowe, opisuje codzienność zwyczajnych Saudyjek. Bez strachu  opowiada o gwałtach, pobiciach, zastraszeniach i mordach jakie spotykają je w biały dzień na ulicy, lecz nikt im się nie sprzeciwi.
Nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni, ponieważ obowiązujące prawa i zasady zmieniają wszystkie kobiety w niewolnice.

Jean Sasson spisała wspomnienia Sułtany oraz opowiadane przez nią szokujące historie dotyczące innych kobiet, lub często dziewczynek. Jest to zatrważający obraz, który pomaga nam zrozumieć sytuację panującą na Bliskim Wschodzie i wstrząsa stabilnymi fundamentami naszego rozumienia moralności, opartego na poszanowaniu godności jednostki. Pokazuje jak bardzo zastraszone jest całe społeczeństwo, nie tyko jego żeńska część.

Podoba mi się (o ile można to tak określić), że „Łzy księżniczki” są pisane z punktu widzenia samej Sułtany - nie jest ona osobą trzecią, która przez całe życie miała do czynienia z inną kulturą po czym przyjechała do kraju arabskiego i skwitowała go słowem: „straszne”. Ona żyje tam od zawsze. Widzi plusy i minusy tamtejszych obyczajów na co dzień, co pozwala nam przyjrzeć się im od kulis. Niektóre z opisów mrożą krew w żyłach. Odbieram całość jako pewnego rodzaju prośbę o ratunek. Nie jest on wyrażony bezpośrednio, gdyż całość jest już i tak dość kontrowersyjna, jednak mam wrażenie, że nie dało by się go wyrazić bardziej dosłownie.

Oczywiście nie da się ocenić tej książki pod kątem treści. Nawet jeśli myślimy, że zdajemy sobie sprawę z tego co dzieje się na Bliskim Wschodzie, ta powieść jest zbyt wyrazista, by nas nie zszokować. Myślę, że w dzisiejszych czasach, jest to obowiązkowa lektura dla każdego z nas. Wtedy zaczniemy doceniać wolność, której na co dzień nie dostrzegamy.


Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

poniedziałek, 2 listopada 2015

„Pierwsze koty” - Ewa Nowak – recenzja

Okładka książki Pierwsze kotyEwa Nowak to polska pisarka i publicystka, autorka opowiadań, felietonów oraz powieści dla każdej grupy wiekowej. W swojej twórczości porusza kwestie uczuć, uniwersalnych wartości, walki dobra ze złem w każdym z nas oraz pokonywania trudności, jakie stawia przed nami życie.

Piętnastoletnia Ada nie ma lekko w życiu. Maniakalnie oszczędzający ojciec terroryzuje ją w domu, nie potrafi dogadać się ze swoją klasą, a nauczycielka usilnie namawia ją na pójście do liceum plastycznego, na co dziewczyna nie ma najmniejszej ochoty. Jednak wraz z pojawieniem się Konrada w jej życie wkrada się odrobina koloru – w końcu ktoś potrafi ją docenić, sprawić, że czuje się potrzebna i kochana. On jest ideałem, który odrywa ja od rutyny codziennego dnia.

Wkrótce Ada zaczyna opiekować się małą dziewczynką, pochodzącą z bogatej rodziny. Nie potrafi nawiązać kontaktu z „rozpieszczonym bachorem”, zazdrosnym o młodszą siostrę, zbliża się za to do jej ojca. Podziwia go i idealizuje, w myślach porównując do Konrada i nowopoznanego Tygrysa, który potrafi czarować w kuchni.
Ada nie wie jednak, że za niedługo jej świat zadrży w posadach.
Wszystkie maski nagle spadną.
Wszyscy odkryją swoje prawdziwe oblicze…
Jednak czy nastolatka jest w stanie to wytrzymać?

„Pierwsze koty” to z pozoru lekka książka, przybliżająca czytelnika do głównej bohaterki poprzez realia szarej, polskiej rzeczywistości i problemy, które są nam wszystkim znane. Autorka porusza kwestię dwulicowości, z którą w dzisiejszych czasach spotykamy się na każdym kroku i rozczarowań, których nie uniknie żadna młoda osoba. Życie Ady to pasmo wszelkich problemów jakie przychodzą na myśl, jednak zachowuje ona spokój i z podniesioną brodą brnie dalej, znajdując pozytywy w każdej sytuacji. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak ciężkie może być zwykłe pójście do szkoły czy skonfrontowanie z ojcem, dopóki sami tego nie doświadczymy. Autorka maluje przed nami obraz świata widzianego oczami osoby z problemami, pozwala zmienić perspektywę, zastanowić się nad tym ile szczęścia mamy. Jest to też w pewnym sensie poradnik radzenia sobie z przeciwnościami, na podstawie przeżyć Ady, którą osobiście podziwiam. Chciałabym być taką osobą, pewnym krokiem kroczącą przez życie.

Książka napisana lekko, zabarwiona niekiedy czarnym humorem, skomplikowane, wielowarstwowe postacie, które można próbować rozszyfrować na milion sposobów. To niesamowite, że w sumie niewiele słów może wyrazić coś ponad słowami.

Myślę, że „Pierwsze koty” są idealną książką dla pesymistów. Skoro ktoś widzi swoje życie w szarych barwach, powinien zobaczyć czyjeś w czarnych, by móc patrzeć na kolorowy świat.

Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

środa, 9 września 2015

„Rekordowa rodzinka” – Matthew Ward – recenzja

Okładka książki Rekordowa Rodzinka (kumple Mikołajka)„Rekordowa rodzinka” trafiła w moje ręce jako lekka lektura  dla dzieci. Napisana przez Matthew Warda znanego z opowieści dla młodych czytelników, doczekała się już swojej kontynuacji. Szybko jednak okazało się, że jest czymś więcej. Myślicie, że książki dla dzieci nie mogą skrywać ważnego przesłania? Przekonajcie się, że się mylicie!

Dwunastoletni Artur nigdy nie był taki jak reszta jego rodziny. Nie urodził się tego dnia co inni Whipple’owie, nie potrafił strzelać z łuku nogami, ani utrzymać łyżki na nosie przez dłużej niż 2 godziny. A co najgorsze- nie pobił jeszcze żadnego światowego rekordu. Chłopiec stara się odkryć swój talent, coś w czym będzie dobry, jednak do tej pory skazany jest na same porażki, które przynoszą wstyd jemu i jego rodzinie.

Podczas corocznej imprezy urządzanej przez rodziców Artura zdarza się wypadek – rekordowo duży tort urodzinowy eksploduje i osuwa się na bawiących gości. Media zaczynają spekulować o powracającej na Whipple’ów klątwie, jednak Artur wie więcej niż inni...
Razem z córką sąsiadów Ruby zaczyna prowadzić śledztwo, którego celem jest ujęcie dwóch klaunów oraz oczyszczenie z zarzutów przyjaciela rodziny.

Jednak czy niepewny siebie nastolatek i jego przyjaciółka są w stanie dotrzeć do niebezpiecznych  złoczyńców?

„Rekordowa rodzinka” to opowieść o zachwianym poczuciu własnej wartości, odkrywaniu siebie i swoich mocnych stron oraz braku akceptacji otoczenia. To książka nie tylko dla dzieci – to cała encyklopedia błędów wychowawczych, które rujnują hierarchię wartości młodego człowieka. Mimo braku kojarzących się z dzieciństwem obrazków, książka nadrabia lekkim humorem i zabawnymi opisami z punktu widzenia dwunastolatka, a Matthew Ward zaskakuje wyobraźnią, za którą może nadążyć tylko dziecko. Surrealistyczne zdarzenia i znane nam rzeczy, lecz w rekordowym wydaniu (9-metrowy makaron!) pozwalają dokładnie wyobrazić sobie zakręcony świat rodzinki Whipple, a motyw śledztwa prowadzonego przez młodego detektywa naprawdę wciąga czytelnika, który z zaciekawieniem czeka na ciąg dalszy.

Myślę, że „Rekordowa rodzinka” jest napisana w ciekawy, motywujący sposób i zmusza do zastanowienia się nad własnymi mocnymi stronami. Jest też idealna dla dzieci, które czują się gorsze od swoich rówieśników lub cierpią z powodu presji, jaka na nich ciąży. Lecz czy jest coś co pociesza bardziej niż ta książka? Oczywiście – rodzinne czytanie! :)
Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

wtorek, 8 września 2015

"Alkaliczny styl życia" - Beata Sokołowska - recenzja

Okładka książki Alkaliczny styl życia
W 2015 roku nakładem Wydawnictwa MUZA SA ukazała się książka Beaty Sokołowskiej pt. „Alkaliczny styl życia”. Autorka z wykształcenia jest psychologiem zdrowia i od dawna interesuje się zdrowym stylem życia.

Jest to niezwykle interesująca pozycja dla wszystkich osób, które nie tylko pragną zmienić sposób odżywiania, ale również styl życia. Beata Sokołowska stawia siebie za przykład jak zmiana diety może pomóc w wyeliminowaniu wielu dolegliwości, a nawet poważnych chorób.

Autorka w swojej książce proponuje sposób odżywiania dostosowany do pH krwi. Krew ma odczyn zasadowy, dlatego też przedstawia dietę opartą głównie na produktach zasadowych, z dodatkiem produktów kwaśnych i obojętnych. Beata Sokołowska przede wszystkim zachęca do świadomej konsumpcji, czytanie etykietek na produktach w sklepie, wyeliminowania z jadłospisu żywności wysoko przetworzonej czy spożywania posiłków bez pośpiechu.
 
W książce zawarte są tabele określające zasadowość poszczególnych produktów. Autorka zamieszcza również sprawdzone przez siebie przepisy na zdrowe, alkaliczne potrawy, a także opisuje właściwości poszczególnych produktów.

Styl życia, który prowadzi i propaguje – nie tylko w książce, ale przede wszystkim na blogu alkalicznystylzycia.blog.com – znajduje dużo naśladowców, którzy po zmianie diety, oczyszczeniu organizmu czują się dużo lepiej. W książce zamieszczone są świadectwa kobiet, które zmieniły dietę i przedstawiają, jak zmieniony sposób odżywiania wpływa na ich samopoczucie.

Styl życia, zaproponowany przez Beatę Sokołowską, to nie tylko dieta oparta głównie na warzywach, detoks, odmawianie sobie przyjemności jedzenia słodyczy czy chipsów, ale przede wszystkim radość płynąca z faktu, że można lepiej się czuć, satysfakcja z pozbycia się wielu dolegliwości, duma z posiadania ładnej cery czy szczuplejszej sylwetki. 

Jeżeli czujesz się zmęczona/y, niewyspana/y, ospała/y, ociężała/y, nerwowa/y, masz brzydką cerę, boli cię kręgosłup i odczuwasz jeszcze wiele innych niedogodności w codziennej egzystencji, może jest najlepsza pora na to, aby sięgnąć po książkę „Alkaliczny styl życia” Beaty Sokołowskiej i zaplanować zmianę sposobu odżywiania.


Serdecznie polecam,

Tilia, 18 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA. 

środa, 2 września 2015

„Rzeka przeznaczenia” – Elizabeth Haran – recenzja

Okładka książki Rzeka przeznaczeniaElizabeth Haran to pisarka powieści obyczajowych i romansów, która jako dziecko wyemigrowała do Australii, gdzie rozgrywa się akcja większości jej książek. Opublikowała już 16 bestsellerów.

Piękna i młoda Francesca, niezadowolona z dotychczasowego życia, powraca w rodzinne strony, do ojca – właściciela parowca „Marylou”. Okazuje się, że popadł on w poważne tarapaty finansowe. Stracił już nadzieję, że zdoła spłacić dług zaciągnięty u najbogatszego i najbardziej wpływowego mieszkańca Echuchi  - Silasa Hupburna – przez co zaniedbał statek, powoli popadający w ruinę. Zdeterminowana Francesca postanawia zdobyć patent kapitański, by pomóc ojcu, jednak Silas ma inne plany wobec niej... Chce by w zamian za unieważnienie długu, oddała mu swą rękę. Nie wie jednak, że jej serce rozdarte jest między dwoma innymi mężczyznami, a niebezpieczna, ukrywana latami prawda, w każdej chwili może wyjść na jaw…

„Rzeka przeznaczenia” mile mnie zaskoczyła. Jak na romans fabuła jest nieszablonowa i zawiłościami dorównuje niejednej powieści detektywistycznej. Oczywiście można dopatrzeć się pewnych schematów, ale są one mocno zaburzone, wręcz kontrowersyjne. Akcja rozgrywa się w XIX wieku, w Australii, pośród wytwornych sukien, wachlarzy i konwenansów, co nadaje książce niepowtarzalny klimat. W dodatku co chwila odkrywamy szokujące szczegóły przeszłości Franceski, przez co po prostu chce się czytać dalej. Polubiłam główną bohaterkę – wygadana, piękna – z uwagi na jej charakter i działania, oraz zdecydowanie, tak rzadko spotykane u bohaterów romansów. A jeśli polubi się główną postać trzeba polubić całą książkę.

Polecam „Rzekę przeznaczenia” tym, którzy kochają łamać reguły – od Franceski można nauczyć się, jak robić to z klasą, a od autorki – jak tworzyć przy tym własne zasady.


Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akurat.

czwartek, 18 czerwca 2015

„Deadline” – Sandra Brown – recenzja

Deadline
Sandra Brown to amerykańska pisarka, autorka głównie romansów przeznaczonych dla kobiet (ma ich na swoim koncie ponad 70), a także powieści kryminalnych i historycznych. Niektóre z jej książek zostały wydane pod pseudonimem Laura Jordan lub Rachel Ryan. Jej najsłynniejsze dzieła to m.in. „Twardziel”, „Lokator”, „Cięcie”, „Rykoszet”.

Dziennikarz Dawson Scott powrócił z Afganistanu, odcinając się od wojny, lecz nie od koszmarów, które męczą go każdej nocy. Próbując uspokoić nerwy i oderwać się od problemów postanawia zająć się sprawą sprzed kilkudziesięciu lat – życiową porażką jego ojca chrzestnego, Headly’ego.  To on od 1976 roku ściga Carla Wingerta i Florę Stimel - dwójkę najbardziej poszukiwanych przez FBI terrorystów – jednak za każdym razem wyślizgują mu się z rąk. Ta sprawa stała się jego obsesją, misją, życiowym celem.

Aż pewnego dnia odnajduje się syn przestępców, Jeremy Wesson. Martwy, jak wszyscy twierdzą, choć ciała nie odnaleziono. Zadaniem Dawsona jest zbadanie szczegółów procesu o morderstwo Wessona i opisanie go w artykule. Wydaje się proste, zwłaszcza dla tak doświadczonego dziennikarza, jednak wraz z pierwszym spotkaniem byłej żony denata, sprawa ta nabiera dla Scotta osobistego wymiaru.

Nieufna Amelia zbliża się do niego coraz bardziej…
A wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy.
Czy Headly’emu uda się w końcu złapać Carla i Florę?
Dlaczego nigdy nie odnaleziono ciała Jeremy’ego?
I jaki wpływ na życie Dawsona będzie miało zakończenie tej sprawy?
Przekonajcie się sami…
                
„Deadline” to chyba najlepszy kryminał jaki w życiu czytałam! Fascynująca i wciągająca fabuła jest dość skomplikowana, lecz w ten przyjemny sposób, przez co czytając kolejne rozdziały układamy w swojej głowie puzzle całej historii. Właściwie to nie my układamy – układają się same, ponieważ powieść jest napisana tak lekko, że nawet nie zauważamy, kiedy przewracamy ostatnią kartkę. Bohaterowie są skomplikowanymi postaciami i choć czytelnikowi wydaje się, że wie o nich wszystko, stanowią jednak tajemnicę, która na 450 stronach nie zostaje całkiem odkryta. Podoba mi się też, że nie wiadomo wszystkiego o ich myślach i uczuciach, trzeba odczytywać je między wierszami, dzięki czemu można poczuć się jak rasowy detektyw.

W tej powieści nie znajdziemy „przeskoków”, które sprawiają, że książka staje się nudna. Autorka umiejętnie przechodzi z dialogu do zwięzłego, lecz malowniczego opisu po drodze uwzględniając reakcje bohaterów i retrospekcje. W dodatku w przeciągu jednego rozdziału potrafi czytelnika rozśmieszyć, przestraszyć, zaciekawić i - co najważniejsze - zszokować. Można to nazwać chyba tylko jednym słowem: sztuka.

Największy urok tej książki polega na tym, że jest dla każdego. Dla tych co kochają kryminały, bo zaskoczy ich świeżość i lekkość, jaką Sandra Brown wnosi do tego gatunku, oraz dla tych co ich nie lubią, ponieważ znajdą inne wątki między wierszami i przekonają się jakim przeżyciem jest ich czytanie.


Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki. 

poniedziałek, 25 maja 2015

„Dziewczyna ognia i cierni” - Rae Carson - recenzja

Okładka książki Dziewczyna ognia i cierni„Dziewczyna ognia i cierni” to debiutancka książka Rae Carson, amerykańskiej autorki powieści fantasy. Uważam, że musi być naprawdę odważna i nie bać się krytyki, skoro swoją książkę oparła na wątku religijnym, który miesza się z magią. Jak widać kontrowersyjny pomysł się opłacił i powieść stała się bestsellerem.

Elisa od najmłodszych lat zmaga się z brzemieniem jakie niesie ze sobą bycie Wybrańcem. Niebieski klejnot w jej pępku jest łącznikiem z Bogiem  i swoistym symbolem przynależności do Niego – obdarza nim tylko osobę godną wypełnienia misji, raz na 200 lat. Przez całe życie wszyscy oczekują od niej, że będzie wyjątkowa. A ona nie potrafi.
  
W dniu swoich szesnastych urodzin, ta gorsza z księżniczek, ta mniej kochana przez ojca, staje na ślubnym kobiercu, by powiedzieć „tak” mężczyźnie, którego nie zna. Dla dziewczyny małżeństwo z Alejandro, królem sąsiedniego państwa, jest tylko przykrym obowiązkiem, mającym przynieść korzyści jej królestwu. Szybko jednak okazuje się, że jest on nie tylko przystojny i czarujący, ale również błyskotliwy i troskliwy.

Po ślubie Elisa odkrywa, że jej życie było zaplanowane na długo przed jej narodzinami, a Boski Kamień jest raczej przekleństwem niż przywilejem.
Na skutek zbiegu wydarzeń młoda królowa zostaje zmuszona do dorośnięcia, podejmowania trudnych decyzji i stanięcia na czele oddziału walczącego z wrogami króla. Jeśli nie zdoła na czas zrozumieć magii kamienia, Invierni zabiją wszystkich, na których jej zależy, po czym wyrwą klejnot z jej martwego ciała.
Elisa nie zamierza się jednak poddać.
Jest królową.
I będzie walczyć o swoje królestwo.

„Dziewczyna ognia i cierni” idealnie wpasowuje się w schemat modnych powieści o kobietach buntowniczkach, zapoczątkowanych przez „Igrzyska śmierci”. Młoda dziewczyna, która jest z góry skazana na coś, czego z całego serca nie chce, zmuszona do opuszczenia rodzinnego domu i porzucenia swoich przyzwyczajeń. Po drodze do celu, przechodzi niezwykła metamorfozę, staje się stanowcza, twarda i odważna, by w końcu zostać bohaterką.
I oczywiście znajduje miłość. A najlepiej dwie.

Osobiście lubię tego typu książki i nie przeszkadza mi ciągłe powielanie zarysu fabuły, jednak nawet najbardziej zagorzałym miłośnikom romansów po jakimś czasie się to znudzi. Dlatego niezmiernie cieszy mnie fakt, że akcja książki osadzona jest w świecie pełnym magii i czarnoksiężników, co wyróżnia ją na tle tysięcy podobnych powieści. Kiedy czyta się „Dziewczynę ognia i cierni” Elisa – jak przystało na główną bohaterkę - bardzo się wyróżnia i jest najciekawszą postacią książki. Przechodzi wyraźną zmianę od prologu do epilogu, przeprowadzając czytelnika przez kolejne etapy powieści. Korzystna jest również szybkość rozwoju akcji – dzieje się wiele i łatwo się pogubić, ale to każe głębiej wczytywać się w opisy i dialogi oraz skupić na książce, a nie na tym co dzieje się dookoła. Dlatego właśnie jest to książka, która pozwala się zrelaksować i odprężyć.

Jedynym zgrzytem jest, jak już wspominałam, połączenie religii, z elementami które jej zaprzeczają. Jest to pomysł, na którym tak naprawdę opiera się cała fabuła – oryginalny nie przeczę, ale też dość kontrowersyjny.
A czy Wam podoba się takie połączenie?
Przeczytajcie i przekonajcie się sami!


Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros.

czwartek, 14 maja 2015

„Księżycowy Kamień” – Wilkie Collins – recenzja

Okładka książki Księżycowy KamieńWilkie Collins to XIX – wieczny angielski powieściopisarz, dramaturg, autor opowiadań i prekursor powieści detektywistycznych. „Księżycowy kamień” jest uważany za pierwszą powieść tego gatunku. Inne znane dzieła jego autorstwa to „Kobieta w bieli”, „Tajemnica pałacu w Wenecji” i „Armadale”.

Rachel Verinder w dniu swoich osiemnastych urodzin dostaje w prezencie Księżycowy Kamień – wielki diament zdobiący kiedyś posąg hinduskiego bożka. Jest to prezent od zmarłego wuja, oficera armii w Indiach, który tuż przed śmiercią zapisał jej go w testamencie. Legendy głoszą, że ten niezwykle wartościowy kamień szlachetny przynosi nieszczęście i pech.

Nikt nie wierzy w plotki, dopóki nie okazuje się, że tropem skarbu podąża trzech hinduskich mnichów gotowych oddać życie za przywrócenie diamentu na dawne miejsce.
Rachel nie ma jednak okazji zastanowić się nad niebezpieczeństwem, jakie niesie ze sobą niezwykły prezent  -  znika on tej samej nocy, a w domu rodziny Verinder zaczynają dziać się dziwne rzeczy…
Kłótnie, kradzieże, sekrety, samobójstwa – ciężar wszystkich zbrodni zdaje się przytłaczać młodą dziewczynę, która by uciec od przeszłości i natrętnego detektywa wyjeżdża do Londynu. Klątwa Kamienia nie opuszcza jej jednak nawet tam. Tak samo jak trzech tajemniczych hindusów…

„Księżycowy kamień” ma bardzo ciekawą fabułę, samo streszczenie potrafi przyciągnąć uwagę. Podoba mi się pomysł, aby całą historię przedstawić z punktu widzenia różnych osób, że narratorów jest kilkoro, a każdy wprowadza do obiektywnej relacji nutkę swojej własnej osobowości. Książka trafnie ukazuje realia epoki, relacje w rodzinie z wyższych sfer i ówczesną codzienność.
 Tu jednak plusy się kończą.

Choć historia jest ciekawa, tonie w nadmiarze zbędnych słów, opisów, i pobocznych wątków. Zmiana szyku zdań i mnogość archaizmów sprawiają, że powieść ciężko się czyta, trudno przebrnąć zwłaszcza przez kilka pierwszych rozdziałów, a w dodatku rzadko zdarza się jakaś myśl czy wypowiedź, która pozwoliłaby czytelnikowi chociaż uśmiechnąć się pod nosem. Na pewno w dużej mierze trzeba patrzyć przez pryzmat epoki, w której książka została napisana, jednak nie podobają mi się rozbudowane opisy rodzinnych kłopotów, oraz zagłębianie się w daleką przeszłość, która nie ma wpływu na akcję.

Myślę, że zostawię książkę miłośnikom XIX-wiecznych powieści, a sama wrócę do nowości, dotyczących współczesnych dziejów, na księgarnianych półkach.


Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

wtorek, 31 marca 2015

„Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie” – John O’Farrell – recenzja

Okładka książki Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonieJohn O’Farrell to angielski pisarz, prezenter i scenarzysta komediowy. Jest autorem wielu bestsellerów m.in.  „To jest twoje wspaniałe życie” i „Może zawierać orzeszki”. Jego najnowsza książka „Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie” jest słodko-gorzką opowieścią o życiu z amnezją z punktu widzenia chorego. Tak jak wszystkie jego powieści bawi i wzrusza do łez.

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest uwolnić się od wszystkich problemów, po prostu o nich zapominając, jakby jutrzejszy sprawdzian, spotkanie z szefem lub wizyta u dentysty po prostu zniknęły?  Jednak co, gdyby razem z nimi wyparowały też wspomnienia niosące radość, miłość i przyjaźń? Bylibyście gotowi je poświęcić?
Niektórzy ludzie nie mają wyboru. To się po prostu dzieje.

Czterdziestoletni Vaughan, nauczyciel historii, budzi się pewnego dnia w metrze i orientuje się, że nie wie dokąd jedzie, na jakiej stacji wsiadł, ile ma lat, jak się nazywa, ani skąd wziął się okrągły odcisk po obrączce na jego palcu. Szybko okazuje się, że cierpi na specyficzny rodzaj amnezji, która najprawdopodobniej była spowodowana silnym stresem. „Niezidentyfikowany biały mężczyzna” próbuje odkryć zagadkę swojej tożsamości, w czym pomaga mu na nowo poznany najlepszy przyjaciel Gary, który informuje Vaughana, że żona, której nie zdążył jeszcze poznać, rozwodzi się z nim. Mężczyzna jest przerażony, że życie, które dopiero zaczął odkrywać, przecieka mu przez palce szybciej niż uciekły wszystkie osobiste  wspomnienia sprzed 22 października. Jednak gdy poznaje Maddy budzi się w nim iskra nadziei, że rodzinę, którą razem stworzyli, da się jeszcze uratować. Jest oczarowany jej siłą, urodą i rudymi włosami, oraz dziećmi, które mu dała.
Vaughan postanawia zawalczyć o swoje małżeństwo.
Jednak naprawianie błędów jest trudne, gdy się ich nie pamięta…

„Mężczyzna, który zapomniał o swojej żonie”  jest poważną historią człowieka, jakich pełno dookoła nas, opowiedzianą w zabawny sposób. Pierwszoosobowa narracja pozwala wczuć się w postać głównego bohatera, a idealnie skonstruowane dialogi nadają tempa akcji. Książka nie jest obciążona zbyt długimi opisami, co sprawia, że pomimo poważnej tematyki czyta się ją lekko, z niecierpliwością. Bardzo spodobał mi się oryginalny główny wątek choroby Vaughana, który wraz z rozpaczliwą miłością, desperacją i samotnością tworzy mieszankę wybuchową. Powieść skupia się głównie na uczuciach, poruszając przy okazji coraz częściej spotykany problem rozwodów. Jest swego rodzaju poradnikiem, jak walczyć o swoje i jak ratować to, co podobno dawno już umarło.

Mimo że jest to komedia romantyczna, powinna spodobać się też mężczyznom, ponieważ jest napisana z męskiego punktu widzenia. Polecam ją też wszystkim, którzy muszą podjąć trudną decyzję. Myślę, że ta książka pozwoli im nabrać dystansu i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.


Nika, 15 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Księgarni Matras.