tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

czwartek, 2 stycznia 2014

"Tajemnica Diabelskiego Kręgu" - Anna Kańtoch - recenzja

Tajemnica Diabelskiego Kręgu - Anna Kańtoch
W powojennej Polsce nastają twarde rządy. Ludzie podnoszą się po II wojnie światowej, kształtuje się nowa rzeczywistość i zupełnie inny świat… pełen aniołów. Trzynastoletnia Nina pamięta dzień, w którym po raz pierwszy ujrzała skrzydlatego. Teraz jeden z nich – przechowywany u sąsiadów, o którym nie może dowiedzieć się milicja i inne organy państwa – wybiera właśnie ją i zaprasza na wakacje w tajemniczym klasztorze w niewielkiej, cichej miejscowości Markoty. Ale dlaczego akurat Nina? Przecież jest tylko zwykłą trzynastoletnią dziewczyną zakochaną w sztuce. Co więc jest w niej takiego niezwykłego?


Zauważyliście, że w ostatnim czasie na rynku wydawniczym ukazało się mnóstwo pozycji polskich autorów? Najczęściej polscy pisarze chcą stworzyć coś podobnego do literatury zagranicznej, uparcie nadając bohaterom angielskie imiona, osadzając miejsce akcji daleko za granicą, a w ogóle nie zwracając uwagi na to, że nasza kochana Polska też może być ciekawym miejscem na pojedynki różnych, często wrogich sobie sił. Pani Kańtoch skorzystała z uroku naszego kraju oraz z sytuacji w powojennej Polsce. Tajemnica Diabelskiego Kręgu to polski odpowiednik zagranicznej fantastyki. Pytanie tylko, czy wystarczająco dobry?

No właśnie, w tym rzecz, że książka, która zapowiadała się na kawał dobrej lektury wcale taka nie była. Byłam napędzona pozytywną energią i przyciąganiem do powieści Pani Kańtoch, lecz cały entuzjazm wyparował, kiedy zaczęły dawać o sobie znać pierwsze negatywne strony historii Niny. Aby było przyjemniej i aby od razu nie wytykać błędów zacznę od plusów.

Dla mnie, jako dla miłośniczki historii powojennej Polski, miłym zaskoczeniem było osadzenie akcji w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Najczęściej można spotkać czasy współczesne, średniowiecze lub dziewiętnasty wiek, a tutaj – tadam! – kilka lat po zakończeniu II wojny światowej. Niewątpliwie lata pięćdziesiąte dodają Tajemnicy Diabelskiego Kręgu uroku i klimatu, takiego przyjemnego, swojskiego i rzadko spotykanego w innych książkach. Od razu czuć, że jest to Polska. Jako że w swoim krótkim życiu usłyszałam mnóstwo historyjek o czasach, kiedy Polska podnosiła się z gruzów, wyobrażenie sobie naznaczonych wojną miasteczek było dla mnie bardzo proste. Tym sposobem na konto Tajemnicy Diabelskiego Kręgu wpłynęły pierwsze plusy, które sprawiały, że chętniej przechodziłam do kolejnych rozdziałów.

Bez dwóch zdań do plusów należy również zaliczyć ilustracje! Rany, jak ja dawno nie czytałam książki z obrazkami! Co prawda nie było ich wiele – zaledwie kilka – ale ich wykonanie, dbałość o szczegóły, przekaz i sama obecność między stronami uatrakcyjniły całą powieść. Były naprawdę śliczne i cudownie wykonane. Nie spodziewałam się takiego przyjemnego dodatku. Aż poczułam się jak mała dziewczynka wkraczająca dopiero w świat literatury, kiedy to ilustracje pomagały zrozumieć treść i powoli wpływały na kształtowanie się wyobraźni… Ach, dzieciństwo…

Okej, pora zakończyć wzdychanie nad obrazkami i przybliżyć Wam kolejną mocną stronę Tajemnicy Diabelskiego Kręgu – niestety ostatnią. Jest nią bardzo przyjemny styl Pani Kańtoch, w sam raz dla trochę młodszych czytelników. Mnie osobiście – odrobinę starszej czytelniczce – do pewnego momentu czytało się lekko i bez problemów. Kwestią kilku minut było „połknięcie” pierwszych dziesięciu stron. Narracja trzecioosobowa zadbała o to, aby treść nie okazała się banalna i dziecinna. Jestem pewna, że młodsi czytelnicy będą mogli nauczyć się czegoś już z samego języka, jakim posługuje się autorka.
Ale chwila – „do pewnego momentu czytało się lekko i bez problemów”. Właśnie… Czym jest ten „pewien moment”? Hm, na pewno czymś, co zmieniło ocenę Tajemnicy Diabelskiego Kręgu i namieszało w odbiorze, nie uważacie tak? Jeśli zgadzacie się z tym, to macie rację, bo ów moment faktycznie zaniżył wysokie noty zapowiadającej się na ciekawą powieść Pani Kańtoch o czym mowa? Właściwie są to dwie rzeczy:

Brak większej akcji. Nie licząc, rzecz jasna, punktu kulminacyjnego przez całą powieść najnormalniej w świecie nudziłam się. Przeczytanie kolejnych kilku stron było dla mnie męczarnią. Ogólnie rzecz biorąc z Tajemnicą Diabelskiego Kręgu spędziłam kilka bardzo, bardzo, bardzo długich dni. W czasie lektury odpływałam myślami, często chciało mi się spać, oczy same się kleiły, a wszystko to przez brak akcji. Owszem, czasami zdarzało się coś ciekawego, jakiś moment przełomowy, lecz trwał on zwykle króciutko i na następnych stronach Nina oraz jej przyjaciele powracali do rozwiązywania zagadki. Niby coś się dzieje – w końcu owa tajemnica Diabelskiego Kręgu była interesująca – ale tak naprawdę nie było nic, co przykułoby moją uwagę i sprawiło, że chętnie powracałam do lektury. Szczerze powiedziawszy po trzecim rozdziale czytanie Tajemnicy Diabelskiego Kręgu stało się dla mnie mordęgą napędzaną nadzieją, że jeszcze trafi się jakiś naprawdę ciekawy fragment. W sumie dobrnęłam do końca w jakiś magiczny sposób (nareszcie mam prawdziwe moce!).

Drugim dosyć poważnym minusem Tajemnicy Diabelskiego Kręgu jest długość rozdziałów. Załóżmy, że książka ma być kierowana do młodzieży w wieku 11-14 lat – opis, okładka, fabuła mówią same za siebie, no i rzecz jasna moje ukochane obrazki! Oczywiście niekoniecznie, ale taki jest zamysł (teoretycznie po Tajemnicę Diabelskiego Kręgu śmiało może sięgnąć każdy). Jeśli przyjmujemy taki przedział wiekowy, to rozdziały są stanowczo za długie dla takich czytelników! Może dla nas 30-40 stron to nic wielkiego (w końcu dziennie połykamy więcej!), ale dla młodszego czytelnika to nie lada wyzwanie. Przypomnijcie sobie swoją pierwszą dłuższą książkę, taką prawdziwą przygodę – przeczytaliście ją w jeden, dwa dni czy z większymi odstępami? Pragnę również wziąć pod uwagę to, że w rozdziałach nie ma odstępów w akcji –  między jedną czynnością a drugą nie ma przerwy. Chociażby taki dzień i noc. Autorka tylko powiadamia czytelnika słowami „Następnego dnia…”, a przecież w tym miejscu mógłby być odstęp, w którym można przerwać czytanie, odetchnąć, wykonać swoje obowiązki i powrócić do czytania. Urywanie w połowie rozdziału jest trochę denerwujące, bo zamiast od razu zacząć czytać musimy najpierw znaleźć fragment, na którym zakończyliśmy czytanie, przypomnieć sobie, o co chodziło w tym rozdziale i dopiero wtedy kontynuować przygodę. W moim przypadku najwięcej czasu na czytanie mam wieczorem, przed snem, ale kiedy spotykam się z brakiem akcji i mega długimi rozdziałami powieki natychmiast mi opadają i często nie potrafię skupić się na treści.

Koniec końców pasowałoby podsumować to i owo. Gdyby nie te dwa jak dla mnie ogromne minusy, Tajemnica Diabelskiego Kręgu najprawdopodobniej okazałaby się jedną z lepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku. Naprawdę zapowiadała się na niezłą lekturę. Niestety tak się nie stało. Niby tylko dwie rzeczy, a jednak tak wpłynęły na ocenę. Mogłabym jeszcze opowiedzieć o bohaterach, lecz po co mam nadmieniać, że są schematyczni, skoro po młodzieżowej lekturze można się tego spodziewać? Uprzedzam, że szablonowych postaci nie włączam ani w minusy, ani w plusy. Po prostu są, autorka ładnie wplotła ich do historii, ale fakt faktem zabrakło mi w nich iskierki życia. Nina jeszcze ujdzie, ale Tamara czy Jacek… Hej, dobra, bohaterów zostawiam w spokoju! Byli całkiem ciekawi – idealni przyjaciele dla młodego czytelnika.

W trakcie recenzji zaliczyłam powieść Pani Kańtoch do literatury dla młodzieży 11-14 lat, ale tak naprawdę po Tajemnicę Diabelskiego Kręgu może sięgnąć każdy, bez względu na wiek. Jest to jedna z tych książek dla każdego. Nie kłamię. Niewymagający czytelnik może mile spędzić z nią czas.

Jeśli nie zwracacie uwagi na brak akcji i mega długie rozdziały, to śmiało chwytajcie książkę Anny Kańtoch – a nuż Wam bardziej przypadnie do gustu niż mi. Cóż… warto spróbować! 


Layla, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Uroboros.

3 komentarze:

  1. Mi się osobiście podobała. Nie narzekałam na brak akcji. A właściwie to nie mogłam się od tej książki oderwać! Zastanawia mnie tylko co się w końcu stało z Maurą Lewicką? Czy jej ciało zostało odnalezione...? Miałam nadzieję, że setkami wyjaśni się to pod koniec. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słownik w telefonie. -.-
      Bez 'setkami'.

      Usuń