tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science - fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą science - fiction. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 października 2025

„Dar Anomalii” – Paweł Zbroszczyk – recenzja

Nie ma czegoś takiego jak przypadek. Wszystko rozpoczyna się w rytm Anomalii. Zdarzenia wybrzmiewają niczym nuty, wygrywane na lutni Piewcy, rozbijające się na kształt echa. Wszyscy poszukują Anomalii, każdy chce polepszyć swój los, lub przysłużyć się światu, służąc jej tajemnicy. Lecz nie każdego potraktuje litościwie...

Leba jest za młody, by udowodnić swoją wartość. Ale spotykając przedwcześnie Anomalię, nie ma zamiaru czekać, aż los mu podaruje miejsce na igrzyskach śmierci. Bren wykupił sobie lepsze życie, za pomocą bezczelnego kłamstwa i przekrętu. Nieświadomie, wpada w ręce okrutnych zabójców, a Anomalia staje się jego jedynym źródłem ratunku.

Skrupulatny i bohaterski Leba, łączy się z kłamcą i złodziejaszkiem. Sprytny i impulsywny Bren łączy się z tajemniczym skrzydlatym chłopcem, wspierającym istoty z innych światów. Leba i Bren. Bren i Leba. Jak dwie strony medalu, dwie strony ostrza, połączeni losem przez Anomalię, która zostawiła im misję do ukończenia i życie do uratowania. Rodzi się pytanie: czy się zgodzą na ten los?.

Oto świat, w którym za magiczny talent zapłacisz kalectwem. 

Czy jesteś dość silny, by przetrwać jako wyrzutek, czy skonfrontujesz się z ciążącym fatum, wśród mistycznych ścieżek miasta pradawnej rasy? 

Postawisz na walkę, czy na ucieczkę? 

Nie wybieraj, Anomalia i tak wybierze za ciebie.

„Dar Anomalii” to powieść fantasy autorstwa Pawła Zbroszczyka. Można o tej książce powiedzieć bardzo dużo dobrych rzeczy.

Najlepszą częścią tej powieści jest świat przedstawiony na jej kartach. Każde miejsce i postać wydaje się tak żywe i pełne charakteru, że można o nich napisać osobną książkę. Zaimponowały mi też oryginalne pieśni i inkantacje, śpiewane w niektórych miejscach przez bohaterów. Dobrze napisana była również magia wykorzystywana w wielu różnych scenach.

Postacie Leby i Brena są głównymi gwiazdami tej historii, i nie bez powodu. Ich dynamika popychająca akcję do przodu jest przyjemna do czytania, i jakimś cudem wydaje się różnić od innych w tym stylu przyjaźni. Ogólnie fabuła jest dobrze przemyślana, choć w trzecim rozdziale wydaje się niepotrzebnie przyspieszać i rozmywać z tego powodu. Jedyne, co mogę jej zarzucić to to, że w niektórych miejscach z powodu pokręconego opisu ciężko było się rozeznać w sytuacji.

Przez karty powieści przewija się znany wielu osobom z lekcji polskiego motyw Fatum, niepowstrzymanej siły kontrolującej nasze życie... a może na odwrót? Właśnie takie pytanie zadaje ta powieść. I nie tylko takie; porusza też kwestię odwagi, odpowiedzialności, zdrady oraz poświęcenia.

Podsumowując, „Dar Anomalii” to intrygująca historia uzbrojona we wszystko, co lubią fani fantasy: rozbudowany świat, wielowarstwowi i (prawdopodobnie) przystojni bohaterowie, pradawne zło i dobro, potężna magia i wciągające zakończenie, dzięki któremu czekasz niecierpliwie na kolejną część. 

Polecam serdecznie, nawet jeśli nie jesteś fanem gatunku fantasy. A może dzięki tej książce się do niego przekonasz.


Alicjan

piątek, 19 września 2025

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa” – Mackenzi Lee – recenzja

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa” to powieść dla młodzieży autorstwa Mackenziego Lee. Przyznam szczerze; sięgałem po tą książkę oczekując porywającej akcji i humoru znanego czytelnikom Marvela. Finalnie okazała się być emocjonującą przygodą, której się za nic nie spodziewałem.

Wszyscy znają Lokiego z mitologii. Bóg chaosu, oszustw i kłamstw. Szachraj i manipulant, bez ani krzty skruchy. Jednak nie zawsze taki był.

Dawno temu starał się ze wszystkich sił udowodnić, że potrafi być zdolny i dzielny, lecz nikt wokół go nie doceniał. Wszystkie oczy były skierowane w stronę Thora, jego brata, idealnego wojownika i lidera. Każdy go wielbił... prawie każdy.Każdy poza Amorą. Była dla Lokiego przyjaciółką i bratnią duszą – kimś, kto ceni mądrość i magię. Lecz spotkał ją los tragiczny, gorszy niż śmierć. Loki, pozbawiony wsparcia jedynej osoby, widzącej w nim kogoś więcej niż „tego drugiego syna Odyna” pogrąża się w rozpaczy i znika w cieniu swojej rodziny.

Jednak pewnego dnia, Loki dostaje swoją szansę. Ktoś w Midgardzie, dla śmiertelników zwanym Ziemią, dokonuje okropnych morderstw. Ktoś tak potężny, że nawet Odyn, najsilniejszy z Bogów, nie może go znaleźć. Loki ma za zadanie wyjaśnić sprawę i złapać mordercę.

Tajemnica, przesiąknięta intrygą, przenosi Lokiego do końca XIX wieku, gdzie trafia na zaułki starego Londynu i rozpoczyna podróż z ekscentrycznymi śmiertelnikami. Kłamstwa wiszą wszędzie w powietrzu, a on sam nie jest wyjątkiem. Bo to niby proste pytanie: kto zabił? Ale odpowiedzi jest o wiele więcej, a sam Loki może z tej misji nie wrócić taki sam...

Historia tej książki ma wiele elementów, które dla wielu mogą przypominać film lub komiks Marvela: super bohaterowie, zwroty akcji, fabuła pędząca z prędkością rakiety, długie sceny walki... Można by tak długo wymieniać. To, co czyni ją wyjątkową, to tematy poruszane na jej kartach. Dorastanie, poznawanie samego siebie, próba odnalezienia swojego miejsca, dobro i zło, prawda i fałsz, odpowiedzialność, odwaga i poczucie wartości to tylko kilka z nich.

Najlepszą rzeczą w tej powieści jest postać głównego bohatera – Lokiego. Tutaj go poznajemy jako młodego i niedoświadczonego chłopca, uczącego się jeszcze jak działa świat wokół niego. Jego rozważania i decyzje efektywnie zmieniają historię w powieść psychologiczną, szukającą odpowiedzi na niekomfortowe dla wielu z nas pytania. 

Kim jesteśmy? 

Czego poszukujemy? 

Dla kogo prowadzimy nasze życie? 

Czy mamy kontrolę nad naszym losem? 

Czy wszyscy mogą się zmienić, jeśli tylko tego chcą?

Przeplatane wątki komediowe i tragiczne na tle dziewiętnastowiecznego Londynu tworzą idealne tło do powieści, która doprowadzi was do łez z wielu różnych powodów. Mnie pod koniec pękło serce, i przez dwa miesiące nie chciało się skleić.

Warto też wspomnieć, że książka ta, jako że powstała spod znaku Marvela, zawiera różne odniesienia do filmów i seriali tejże wytwórni, ale nie trzeba ich znać na pamięć, żeby cieszyć się lekturą.

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa” zawiera wszystko, co można chcieć od powieści kryminalno-przygodowej dla młodzieży: tajemnicę, niezwykłe perypetia, cudownie napisane postacie, nastoletnią miłość, wielobarwne światy, kreatywny humor i zakończenie, zostawiające czytelnika z chaosem w głowie. Ta książka wzbudza całą gamę emocji, od radości i śmiechu, przez strach i bezsilność, aż po złość i smutek. Gwarantuję wam, że jak tylko zaczniecie czytać, to będziecie musieli skończyć tego samego dnia. Inaczej sobie nigdy nie wybaczycie.

Alicjan


wtorek, 29 kwietnia 2025

"Elryk z Melniboné" - Michael Moorcock - recenzja

Krótki opis fabuły: Opowieść o rządach Elryka na tronie królestwa Melniboné (cokolwiek więcej = spoilery).

W skrócie: spoko książka, ale są lepsze na rynku.

Pełna wersja:

Fabuła jest nijaka, to najprostsza w świecie fabuła fantasy. 

Wymachiwanie mieczem? Jest. 

Magia? Jest. 

Smoki? Zostają jedynie wspomniane, ale jednak są gdzieś tam w świecie. 

Piękność do uratowania? Jest. 

Podróż do dalekich krain? Jest. 

Brak tu jednak spisków, zwrotów akcji, czy choćby jakiejś nieprzewidywalności. Brak również jakiejś "podróży psychicznej", nasz bohater (tytułowy Elryk) w ogóle nie zmienia się w toku trwania historii, podobnie jak inni bohaterowie, których i tak jest niewielu. Mało kto posiada również wyrazisty, jasno zarysowany charakter - może jedynie Elryk i antagonista, który jednak jest typowym kreskówkowym antagonistą, zło dla zła, władza dla władzy.

Prostotę opowieści zobaczyć można również w opisach i dialogach. Te pierwsze są bardzo krótkie i zdawkowe (wyjątek od tego stanowi przewspaniały, moim zdaniem, opis przyzwania demona w rozdziale 4 części drugiej). Drugie z kolei są bardzo sztywne i nieludzkie, brak im emocji - to po prostu zwykła wymiana informacji. Te oba elementy nie były początkowo problemem, czytanie krótko opisanych rozdziałów z szybką, wartką akcją było najczystszym zbawieniem, a na sztuczność dialogów nie zwracałem w ogóle uwagi przez większość czasu.

Gdy te dwie rzeczy zaczęły być faktycznie zauważalne, na moje szczęście dotarłem do końca historii. Książka liczy bowiem tylko ~140 stron, akcja jest prosta i szybka. Moim zdaniem w tej prostocie tkwi pewien urok, który naraz jest największą zaletą tej historii; Elryk z Melniboné pozwolił mi odpocząć od skomplikowanych, wielowątkowych historii, jakich wcześniej zażywałem (Droga Królów) oraz od powolnych, wchodzących w psychikę bohatera książek (Lalka). 

Chciałbym jeszcze powiedzieć, że o ile Michael Moorcock nie wykazał się, jeżeli chodzi o ogólną jakość opisów, to jednak pewne obrazy zapadły w moją pamięć – w szczególności obraz głównego bohatera, który siedzi na rubinowym tronie, odziany w czarną zbroję kontrastującą z jego białą skórą. Na głowie nosi pół-chełm, pół-koronę wyrzeźbioną na kształt smoka. Power Fantasy aż kipi z tego.

Podsumowując, książka nie powala, jest jednak dobrą (moim zdaniem) odskocznią od rzeczywistości i ciężkich, skomplikowanych historii. Są jednak bardziej ambitne pozycje na rynku.

Szymon

środa, 18 grudnia 2024

"Diabelskie maszyny" - cykl - Cassandra Clare - recenzja

„Diabelskie Maszyny” to cykl książek, na który składają się „Mechaniczny Anioł”, „Mechaniczna Książę” oraz „Mechaniczna Księżniczka”. Jest to seria poboczna „Darów Anioła”. Autorką jest jedyna w swoim rodzaju Cassandra Clare – przywódczyni uniwersum Nocnych Łowców.

Trylogia opowiada historię szesnastoletniej Theresy Gray, rodowitej Amerykanki, która wyrusza w rejs transatlantycki do Londynu, aby dołączyć do brata w wiktoriańskiej Anglii. 

Ku jej zaskoczeniu, gdy tylko schodzi z pokładu, zostaje powitana nie przez Nathana Graya, a przez dwie nieznajome damy. Wszelkie nadzieje Tessy na spotkanie z bratem umierają, gdy okazuje się, że nieznajome nie mają wobec niej pokojowych zamiarów, a ona sama wcale nie jest człowiekiem.

Theresa zostaje wprowadzona do Świata Cieni bez pytania o zgodę, i mimo że z początku kojarzy się on jej wyłącznie z bólem i cierpieniem, to jej nastawienie może się prędko zmienić po tym, jak zostanie uratowana od swoich ciemiężycielek przez przystojnego Williama Herondale’a. Nie może jednak dać się zmylić jego ładnej twarzy, gdyż chłopak skrywa ogromną tajemnicę. 

Czy Tessie uda się przebić przez mury, które Will stworzył wokół siebie? 

Cóż, tego dowiedzieć się możecie tylko jeśli sięgniecie po „Diabelskie Maszyny”!

Fabuła serii jest przemyślana i starannie dopracowana. Nie brakuje w niej zwrotów akcji, a wątek fantastyczny oraz miłosny zostały ze sobą idealnie skomponowane. Clare umiejętnie ujawnia tajniki Świata Cieni zarówno Tessie, jak i samemu czytelnikowi. Autorka zadbała o to, aby wymyślone przez nią uniwersum było wciągające i pociągające. 

Jeśli szukasz lekkiej lektury o tematyce fantasy, „Diabelskie Maszyny” to zdecydowanie to, po co możecie śmiało sięgać na półkę.

Madison

środa, 27 listopada 2019

"Syreny z Tytana" - Kurt Vonnegut - recenzja


Okładka książki Syreny z TytanaDo tej pory Kurt Vonnegut był dla mnie pisarzem, o którym się słyszy, ale nie czyta. Wiele razy natrafiałam na artykuły o jego literackim geniuszu, a mimo  to nigdy wcześniej nie zdecydowałam się na zagłębienie w jego twórczość. 

“Syreny z Tytana” to pierwsza powieść Vonneguta, którą przeczytałam i muszę przyznać rację każdemu, który zachwala tego pisarza.

Podstawą powieści jest kosmiczna historia kilku postaci, z której każda znajduje się w wyjątkowej sytuacji. Jednym z bohaterów jest Winston Niles Rumfoord, który w trakcie podróży kosmicznej, ze swoim psem Kazakiem,  trafia do infundybuły chronosynklastycznej, czyli lejka umieszczonego w czasoprzestrzeni, który zamienia go w czystą energię. 

Od tej pory Rumfoord materializuje się tylko, gdy zetknie się z jakąś planetą. Bohater, dzięki swojej kosmicznej postaci staje się kimś na kształt medium widzącego zarówno przyszłość, jak i przeszłość. Rumfoord, dzięki tej wyjątkowej zdolności wie, że jego żona zmierza na Marsa, aby związać się z Malachim Constantem, najbogatszym człowiekiem w Ameryce. Wie także  o tym, że na jednym z księżyców Saturna - tytułowym Tytanie - znajduje się Salo, obcy z planety Tralfamadore, który od przeszło 200 tysięcy lat czeka na zapasową część do swojego statku kosmicznego. Winston zaprzyjaźnia się z Salo i razem tworzą państwo składające się z porwanych na Marsa Ziemian, w tym Malachiego Constanta.
  
Brzmi skomplikowanie? 

Na szczęście “Syreny z Tytana” to komediowa powieść science fiction, której fabuła stanowi tylko tło do głębszych, filozoficznych rozważań nad moralnością człowieka, relatywnością prawdy oraz rolą religii i Boga. Vonnegut zadaje też pytania odnośnie wolnej woli, najważniejsze z nich to:  czy jeśli nasza przyszłość została już zdeterminowana, to człowiek ma jakikolwiek wpływ na ‘swoje’ decyzje? 

Autor w satyryczny sposób przedstawia wiele zdań na wymienione wyżej tematy, ale unika definitywnej odpowiedzi na podniesione pytania, zostawiając czytelnikowi miejsce do własnych interpretacji.
  
Co prawda “Syreny z Tytana”  zostały wydane w 1959, ale wielopoziomowość powieści sprawia, że jest ona ponadczasowa. Nowe wydanie wydawnictwa Zysk i S-ka zachwyca i na pewno wzbogaci kolekcję czytelników kochających piękne okładki. Dodatkową zachętą do przeczytania powieści Vonneguta jest zbliżająca się serialowa ekranizacja w reżyserii Dana Harmona, twórcy “Ricka i Morty’ego”. 

Maja, 18 lat. 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

wtorek, 13 października 2015

"Węzeł światów. Dwa światy" - Jacek Izworski - recenzja

Okładka książki Węzeł Światów
Czym jest tytułowy „węzeł światów”? Jak z ludzkiego punktu widzenia można je połączyć? Te pytania zachęciły mnie do lektury książki Jacka Izworskiego. Początkowo wyobraziłam to sobie bardzo obrazowo. Dwie kule ziemskie połączone węzłem z nici świetlnej. Ale przecież „świat” to nie tylko nasza planeta... To o wiele więcej, a co dopiero takie dwa światy!

Głównym bohaterem powieści science-fiction jest Mirek, któremu w przygodzie z nieznanym towarzyszy rodzeństwo. Ich ojciec pisze opowiadania fantastyczne publikowane w „Fantastyce”. Pewnego dnia w trakcie sprzątania piwnicy u dziadka dzieciaki znajdują skrzynkę z przedwojennymi szpargałami oraz płytę gramofonową i dziwny amulet, które pochodzą z Wanterii – alternatywnego świata. Cała rodzinka wpada w osłupienie, gdy nagle na środku wrocławskiego ogrodu, poprzez znaleziony amulet, otwiera się portal do innego wymiaru. Wraz z nim pojawiają się dziwne humanoidy o szafirowej skórze… 

Kim są? Czego oczekują?

„Dwa światy” to książka fantastyczna o fantastyce. Bardziej trafnego określenia nie jestem w stanie wymyślić. Sama nazwa gatunku przewija się tutaj niepotrzebnie na co drugiej stronie, a naprawdę nietrudno się domyślić o jaki gatunek chodzi, bez ciągłego przypominania o tym. 

Mirka poznajemy na pierwszych stronach, gdy łopatologicznie tłumaczy skąd się wzięła ta książka i pomysł na nią. A po co? Nawet po przeczytaniu historii nie jestem w stanie odnaleźć celu tego wstępu. Odniosłam wrażenie po pierwszych stronach i  po dedykacji do kota(!), że pisze to dziecko. Jednakże kilka kartek dalej okazało się, że to „dziecko” kończy już liceum. Na szczęście w dalszej części książki styl jest już coraz bardziej dojrzały i adekwatny do wieku narratora.

Bogate, naukowe słownictwo przewija się przez całą powieść. Stroboskop, bantaki, płyta dece litowa przeraziły mnie swoją obecnością w każdym wątku. Niestety nie ma przypisów, które by objaśniły co trudniejsze wyrazy.

Jacek Izworski jest już starszym, bo sześćdziesięciopięcioletnim pisarzem, twórcą bibliografii wydanej po polsku literatury fantastycznej, którą publikował (wspomniany także w książce) miesięcznik "Fantastyka". Powieść „Węzeł światów” to jego druga książka, po napisanej w 1986 roku pt. „Gwiezdne szczenię”.

Autor wykreował magiczny świat, w którym zwierzęta mówią ludzkim głosem,  ludzie – jeśli można ich tak nazwać – mają szafirową skórę i spiczaste uczy, niczym elfy. Ten pomysł bardzo przypadł mi do gustu, może poprzez skojarzenie z „Avatarem”, gdzie przedstawiono podobne istoty. Natomiast styl Jacka Izworskiego uznałabym jako dość ciężki do przyswojenia. Cała opisana historia jest mocno abstrakcyjna i w pewnych momentach aż miałam ochotę pominąć kilka stron najbardziej niewiarygodnych opisów, z jakimi dane mi było się spotkać. Czy ktokolwiek, komu nagle na środku ogrodu pojawia się dziura, z której wyskakują obrzydliwie szkaradne stworzenia, chciałby im pomóc, czy może prędzej brałby nogi za pas by jak najszybciej uciec od tak przerażającego widoku? Oceńcie sami, po lekturze „Dwóch światów”.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dziewięć Muz. 

wtorek, 3 marca 2015

,,Obudź się i śnij/ Tchorosty i inne wytchnienia" - Ian R. MacLeod - recenzja

Do książki podeszłam z dużym entuzjazmem mimo jej sporej objętości. Z opisów umieszczonych z tyłu i na początku książki możemy się dowiedzieć, że będzie to 7 opowiadań/nowel osadzonych w alternatywnej rzeczywistości. I tutaj zaczyna się problem. Bo o ile wydarzenia są jeszcze w miarę ciekawe, to zrozumienie innego świata, nowych nazw, osób, miejsc i relacji jest bardzo uciążliwe i kłopotliwe. 

Książkę zaczyna opowiadanie o Dżalili - młodej dziewczynie, która wraz z trzema matkami (krwi, więzi i rozumu) przeprowadza się z płaskowyżu Tabuthal do miasta Al Dżanb. Dziewczyna nie może odnaleźć się w nowym miejscu, nie może uwierzyć w to, że pogoda się zmienia, a w dodatku sama zaczyna kaszleć dziwną, zieloną mazią. Potem następuje seria jeszcze dziwniejszych wydarzeń, Dżalili poznaje pierwszego w swoim życiu mężczyznę i sprawy jeszcze bardziej się komplikują. A to dopiero pierwsza opowieść.

Mimo tego, że lubię książki dziwne, niecodzienne, nieco "inne", ta nie przypadła mi do gustu. Wszystko wydaje się być bardzo chaotyczne: postacie, zdarzenia. Mają one niewielkie powiązania ze światem rzeczywistym, można się tu dopatrywać dojrzewającej dziewczynki, która nie wie co się dzieje z jej ciałem i poszukuje własnej tożsamości, jednak trzeba się wysilić. Do tego wszystkiego książka jest bardzo długa i przebrnięcie przez pierwsze strony dziwacznych wydarzeń jest sporym wysiłkiem. Możliwe, że po prostu nie dostrzegam geniuszu tej książki, ale trzy matki i np. pora rakiet zamiast lata absolutnie do mnie nie przemawiają. 


Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

"Unicestwienie" - Jeff Vandermeer - recenzja

Okładka książki UnicestwienieStrefa X to co najmniej dziwne miejsce. Nie wiadomo jak powstała, kto i co tam żyje, a co najważniejsze dlaczego jest tak niebezpieczna, groźna. W celu uzyskania choćby podstawowych informacji wysyłano tam zespoły naukowców mające za zadanie zbadanie tej sfery. Jedenaście ekspedycji poniosło porażkę. Członkowie pozabijali się nawzajem albo zwyczajnie popełnili samobójstwo. Dlaczego? Nie wiadomo. 

Kolejne pytania, a coraz mniej odpowiedzi. Postanowiono utworzyć następną, dwunastą już ekspedycję. Tym razem złożona jest tylko z czterech kobiet: z psycholożki, biolożki, antropolożki i geodetki. Dlaczego nie podaję imion? Bo ich  nie ma. To luksus, który został im odebrany. Tak samo jak nowoczesne technologie. Wszystkie urządzenia zastąpiono jednym, (wodoodpornym!) czarnym dziennikiem. Przez pół roku szkolono je by dały sobie radę w nieznanej i groźnej Strefie X.

    ,,Unicestwienie’’ to zapiski biolożki, narratorki  powieści. Jej notatki są bardzo szczegółowe. Znajduje się tu wiele opisów, a dialogów niewiele, więc akcja toczy się dość ślamazarnie. Główna bohaterka, biolożka ma wykształcenie, czyli dla niej te wszystkie ,,mądre, biologiczne pojęcia” są czymś naturalnym. Jednakże dla mnie były dodatkowym zagmatwaniem w całej treści. Poza tym bohaterki badając Strefę X, zostają poddane hipnozie. Halucynacje są wywoływane przez nieznane dotąd ludzkości organizmy. Bohaterki nie mogą zdecydować się czy widzą tunel, a może wieżę. Jak dla mnie to jest za dziwne. Rozumiem, powieść science–fiction, ale gdyby autor zrezygnował z kilku faktów, historia byłaby ciekawsza, bo bardziej zrozumiała.

    Na pochwałę zasługuje postać biolożki. Jest to kobieta silna, dążąca do celu, ciekawa świata. Przeciwstawia się otaczającemu ją kłamstwu i walczy. To postawa godna podziwu oraz wzór do naśladowania.

    Jeśli zaś chodzi o stronę graficzną książki… Okładka jest według mnie nawet ciekawa, lecz przede wszystkim niepokojąca, wywołująca mieszane uczucia. Szczerze mówiąc, w porównaniu do twórczości Lema czy Dicka, to ,,Unicestwienie’’ wypada słabiej. 

   ,,Unicestwienie’’ to pierwsza część trylogii ,,Southern Reach’ autorstwa Jeffa VanderMeera.


Nikki, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte. 

czwartek, 27 lutego 2014

"Gra Endera” - Orson Scott Card - recenzja

Gra Endera - Orson Scott CardSześcioletni chłopiec. Najlepszy strateg w dziejach ludzkości. Pewnie w naszych czasach nikt nie oddałby takiej odpowiedzialności w ręce dziecka, ale w roku 2070 może się okazać inaczej. Historię właśnie takiego chłopca opisuje książka Orsona Scotta Carda pt.:”Gra Endera”. Jest to powieść science fiction z wplecionymi momentami tajemnicy, grozy i strachu.

Ender jest trzecim dzieckiem zwyczajnej amerykańskiej rodziny. Jego prawdziwe nazwisko brzmi Andrew Wiggin. W dniu, kiedy usuwają mu specjalny nadajnik, do jego domu przyjeżdża pułkownik Hyrum Graff, by zabrać go do Szkoły Bojowej. Chłopiec musi opuścić rodzinę i poddać się szkoleniu. Jako Starter nie jest lubiany, ale po pewnym czasie zyskuje przyjaciół. Wcześniej niż jego koledzy zostaje przeniesiony do armii. Później już tylko bitwy z innymi armiami i indywidualne treningi. Nauczyciele coraz wyżej podnosili poprzeczkę, która doszła na sam szczyt, kiedy Ender dostał armię składającą się z samych Starterów. Jednak poradził sobie i doskonale ich wytrenował tak, że nie przegrali ani jednej bitwy. Nauczyciele znowu zaczęli podkładać mu kłody pod nogi, ale i to nie zniechęciło młodego dowódcy armii Smoka. Po strasznym incydencie, kiedy chłopca zaatakowali inni dowódcy, zostaje on przeniesiony do Szkoły Dowodzenia, by nauczyć się panować nad armią w kosmosie. Jednak w symulacjach jest coś dziwnego. Coś, czego Ender dowie się po ostatniej bitwie w nowej szkole. Jeśli chcecie się dowiedzieć, co to takiego, to nawet się nie zastanawiajcie, tylko sięgnijcie po tę książkę.

Niesamowita powieść porywająca w odległy kosmiczny świat. Pokazuje nienawiść, poświęcenie i smutek. Przedstawia ludzi jako istoty dobre, ale i zawistne oraz działające bez zastanowienia. Zachęcam do przeczytania tej książki oraz jej kolejnych części opisujących dalsze losy Endera Wiggina.


Polecam

Monia, 14 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

wtorek, 4 grudnia 2012

"Wszystkie jutra" - William Gibson - recenzja



William Gibson to amerykański pisarz science fiction, znany przede wszystkim ze stworzenia cyberpunku, słowa cyberprzestrzeń i wizjonerskich opisów Internetu i wirtualnej rzeczywistości na długo przed ich powstaniem.

Wszystkie jutra
Losowe postacie, wydaje się zupełnie ze sobą nie związane, wielka tajemnica i świat wirtualny łączący się z realnym – to główne tematy tej książki. Wszystko zaczyna się od Colina Laneya. Mieszka on w pudle i bardzo różni się od innych ludzi. Wydaje się, że wie o czymś, co ma wydarzyć się w niedalekiej przyszłości i mieć wpływ na świat. Niezbyt chętnie dzieli się swoją wiedzą, działa sam póki może, a ewentualnym sojusznikom przekazuje informacje w postaci wręcz zagadek. To on sprawia, że starzy znajomi znów się spotykają, a w ruch wchodzi broń. Dużo broni.



O co tak naprawdę chodzi? 
Co łączy byłego ochroniarza ze Szczęśliwego Smoka i przyjaciółkę niezależnej twórczyni filmów? 
I jaki tak naprawdę ma udział w tym wszystkim istniejąca jedynie w wirtualnej rzeczywistości Rei Toei?
                
Gibson w książce "Wszystkie jutra" wydanej nakładem Książnicy kreuje brutalną wizję przyszłości, pełną ciemności i tajemnic. Tak naprawdę trudno powiedzieć o co chodzi w jego świecie, ale na pewno jest to coś niebezpiecznego, a jednocześnie intrygującego. Sekrety mnożące się na każdym kroku są główną siłą napędową tej książki. Nic nie jest jasne, nic nie jest pewne.
                
Osobiście nie czuję się zachwycona książką i przyznam szczerze, że dość ciężko mi się ją czytało. No cóż, o gustach się nie dyskutuje. Jeśli mam ją komuś polecić, to zdecydowanie miłośnikom science fiction i cybernetyki.


Dori, 17 lat


Grupie Wydawniczej Publicat serdecznie dziękuję za książkę. 


piątek, 23 listopada 2012

"Wielka inwersja" - Catherine Asaro - recenzja


Catherine Asaro to amerykańska pisarka science fiction i fantasy, zdobywczyni nagród Nebula. Zasłynęła przede wszystkim cyklem ,,Saga of the Skolian Empire’’, którego pierwszą część miałam okazję niedawno przeczytać.

Wielka inwersja - Catherine AsaroJagernauci nie są zwykłymi żołnierzami, a i ich człowieczeństwo można kwestionować. Ci doskonale przeszkoleni wojownicy nie używają maszyn tak jak reszta populacji, oni po części sami są maszynami. Ich umysły są połączone z nowoczesnymi komputerami, szkielety wzmocnione, by mogli lepiej i wydajniej walczyć. Mówi się, że łatwo popadają w obłęd i nie znają litości. 

Brzmi strasznie? Nie, jeśli usłyszy się o wszystkim od jednego z nich, w tym wypadku od wysokiej rangą Sauscony, czy też raczej Soz, Valdorii. Jako Jagernautka wie dokładnie, o co i z kim walczy. I wie dokładnie, że Aristo są bardzo niebezpieczni. Do jej zadań należy chronienie przed nimi Skolii i ogółem całego wszechświata. Poczucie obowiązku potęguje jej trauma z przeszłości, kiedy to znajdowała się w niewoli wroga.
                
Tylko czy wszyscy Aristo są tak źli? Soz zaczyna mieć wątpliwości po poznaniu Jaibriola Qoxa, następcy tronu wrogiego jej narodu. Ale czy młody chłopak jest naprawdę tym, za kogo się podaje? Zmagając się z wątpliwościami, kalectwem bliskiego przyjaciela z załogi i narastającymi konfliktami politycznymi, musi się jeszcze borykać z pytaniem, czego właściwie chce w swoim życiu. Bo pewnego dnia może nie być pewna, czy jest jeszcze człowiekiem, czy już maszyną.
                
Muszę przyznać, że książka "Wielka Inwersja" wydana przez Fabrykę Słów, trochę mnie rozczarowała, ale tylko dlatego że spodziewałam się czegoś innego. Krótki opis na tylnej części okładki wskazywał na nieco inny klimat historii. Nie znaczy to jednak, że jest to zła książka, bo czytało się ją całkiem szybko i przyjemnie. Osobiście nie sięgnę po kolejne części, ale fanom gatunku science fiction mogą one przypaść do gustu.

Dori, 17 lat

Za książkę serdecznie dziękuję Portalowi Zbrodnia w Bibliotece.


piątek, 24 sierpnia 2012

"Nieśmiertelność. Wieża" - Wolfgang Hohlbein - recenzja


Wolfgang Hohlbein – niemiecki pisarz fantasy, autor wielu bestsellerów. Jego dzieła przetłumaczono na prawie czterdzieści języków.

Ziemia za wiele tysięcy lat. Planeta zmieniła się nie do poznania, ludzkość zresztą też. Nad, być może, jedynym miastem wznosi się ogromna, czarna wieża. Mieszka w niej „kasta uprzywilejowana” – księżniczka Arion, klon poprzedniej królowej, myszczury i rada. „Duszą” samej budowli jest R’Archernon, który uparcie twierdzi, że określenie „komputer” w odniesieniu do niego nie jest całkiem poprawne. 

Wieża została otoczona Ścianą – barierą, którą wielu nieskutecznie próbowało sforsować – odgradzającą ją od Oblężenia; miasta, w którym rządzą klany. Po raz pierwszy od długiego czasu zostały zjednoczone przez jednego przywódcę: Craidena, który szykuje się do walki z Wieżą i zamieszkującymi ją istotami.

Trudno było mi zdecydować, czy „Wieża” to powieść bardziej s-f, czy też fantasy. Technologia została rozwinięta do takiego poziomu, że przez niewtajemniczonych nazywana jest „technomagią”, a pamięć o tym, jak właściwie funkcjonuje, zaginęła. Niemniej jednak mamy do czynienia z superinteligencją komputerową (sorry, R’Archernonie), podróżami międzygwiezdnymi, bronią zdolną niszczyć całe planety. A także barbarzyńcami wymachującymi mieczami, jeżdżącymi konno – czy raczej na czymś, co konie przypomina tylko z nazwy – i starających się zbuntować przeciwko siłom, których nie rozumieją.

Fabuła rozwija się z punktu widzenia czterech postaci; sporadycznie pojawia się także kilka innych. Początkowo czytelnik zupełnie nie wie, co się dzieje, i dopiero w trakcie czytania sytuacja zaczyna się rozjaśniać. Nic jednak nie wskazuje na wielkie „bum”, jakie czeka nas pod koniec… no, ale o tym przekonajcie się sami.

Zdecydowanym plusem „Wieży” są realistycznie nakreślone postacie. Mamy księżniczkę, (niemal) wszechwiedzący komputer (ups, znowu), przywódcę klanów walczącego o poprawę sytuacji swojego ludu i wiele innych. Także postacie, które pojawiają się tylko parę razy, nie są bynajmniej schematyczne. Większość rzeczy nie zostaje wyjaśnionych wprost, lecz trzeba się ich domyślać z dialogów, urywków historii i myśli bohaterów. Zdecydowanie nie jest to książka dla tych, którzy w trakcie czytania wyłączają myślenie.

Cóż mogę powiedzieć więcej? Chyba tylko tyle: polecam! Dla tych, którzy przepadają za science-fiction, jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Rachel, 15 lat

Za rewelacyjną powieść dziękuję Wydawnictwu Telbit.