tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo mag. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo mag. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 marca 2015

"Brasyl" - Ian McDonald - recenzja

Okładka książki Brasyl
Akcja toczy się w Brazylii, uzależniona od botoksu producentka reality show, playboy i macho poszukujący szczęścia w interesach, a także zakonnik jednoczą się w walce o świat. Może to brzmi zbyt patetycznie, ale jak inaczej opisać starania o ukształtowanie społeczeństwa i całej rzeczywistości?

Książka - zagadka. Przez pierwsze strony usilnie starałam się zorientować kim są postaci biorące udział w akcji. Nie udało się. Ian McDonald rozpoczął swoją powieść od zawiązania naprawdę ciekawej akcji. Kradzież podstawionego samochodu transmitowana na żywo przez okoliczną telewizje wywołuje nie lada emocje. Ale nie na samym początku, gdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z żadnym z bohaterów!

Język Iana McDonalda nie należy do łatwych. Autor do zdań co chwila wrzuca hiszpańskie słówka. Z tego powodu niektóre wypowiedzi trudno zrozumieć, bo tłumaczenia i przypisy są tutaj rzadkością podczas lektury.

" Ciężarówka przyśpiesza; segurancas namierzyli erfida i gonią ich rodovią."
Nie pozostaje nic, tylko uczyć się hiszpańskiego, by zrozumieć sam tekst powieści… Jednak, gdy skończyłam ostatni rozdział moim oczom ukazał się zaskakujący widok. Słowniczek! Szkoda, że dopiero teraz na niego wpadłam, a wcześniej nie było żadnej wzmianki na ten temat.
                
Co ciekawe, książka składa się z rozdziałów, gdzie patronką każdego jest inna twarz Świętej Pani: od Widowiskowości, od Śmieci, od Telenoweli, od Złotej Żaby. Podczas czytania znajdujemy się równocześnie w trzech równoległych czasach. W wieku XVIII, teraźniejszości i niedalekiej przyszłości. Taki zabieg nadaje powieści dynamiki, a akcja toczy się z zabójczą prędkością nadając twórczości McDonalda charakteru.
                
Okładka utrzymana w zimnych barwach przedstawia miasto i ludzi przechadzających się po jego ulicach. Co może dać do myślenia? Że te osoby mają zniekształcone twarze i dziwne okulary… Wizualna strona książki jest u mnie na wielki plus, zachęca, intryguje i zapowiada pokręconą historię, jakiej doświadczymy na następnych stronach.

Po lekturze „Brasyla” doszłam do wniosku, że może fantastyka naukowa nie jest dla mnie… Ale dyskusje na temat fizyki kwantowej, fotonów, wiązek promieniowania, a nawet podróży przez wszechświat prowadzone przez bohaterów naprawdę mi się podobały, to język i nagromadzenie bohaterów stanowiło problem. Mimo to, polecam fanom „Nakręcanej dziewczyny” Paolo Bacigalupiego, gdyż książka jest zachowana w podobnych klimatach.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Mag. 

wtorek, 3 marca 2015

,,Obudź się i śnij/ Tchorosty i inne wytchnienia" - Ian R. MacLeod - recenzja

Do książki podeszłam z dużym entuzjazmem mimo jej sporej objętości. Z opisów umieszczonych z tyłu i na początku książki możemy się dowiedzieć, że będzie to 7 opowiadań/nowel osadzonych w alternatywnej rzeczywistości. I tutaj zaczyna się problem. Bo o ile wydarzenia są jeszcze w miarę ciekawe, to zrozumienie innego świata, nowych nazw, osób, miejsc i relacji jest bardzo uciążliwe i kłopotliwe. 

Książkę zaczyna opowiadanie o Dżalili - młodej dziewczynie, która wraz z trzema matkami (krwi, więzi i rozumu) przeprowadza się z płaskowyżu Tabuthal do miasta Al Dżanb. Dziewczyna nie może odnaleźć się w nowym miejscu, nie może uwierzyć w to, że pogoda się zmienia, a w dodatku sama zaczyna kaszleć dziwną, zieloną mazią. Potem następuje seria jeszcze dziwniejszych wydarzeń, Dżalili poznaje pierwszego w swoim życiu mężczyznę i sprawy jeszcze bardziej się komplikują. A to dopiero pierwsza opowieść.

Mimo tego, że lubię książki dziwne, niecodzienne, nieco "inne", ta nie przypadła mi do gustu. Wszystko wydaje się być bardzo chaotyczne: postacie, zdarzenia. Mają one niewielkie powiązania ze światem rzeczywistym, można się tu dopatrywać dojrzewającej dziewczynki, która nie wie co się dzieje z jej ciałem i poszukuje własnej tożsamości, jednak trzeba się wysilić. Do tego wszystkiego książka jest bardzo długa i przebrnięcie przez pierwsze strony dziwacznych wydarzeń jest sporym wysiłkiem. Możliwe, że po prostu nie dostrzegam geniuszu tej książki, ale trzy matki i np. pora rakiet zamiast lata absolutnie do mnie nie przemawiają. 


Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

czwartek, 8 stycznia 2015

„Uczeń skrytobójcy” – Robin Hobb – recenzja

Robin Hobb to tylko pseudonim pisarki, tak samo jak Megan Lindholm, a prawdziwe nazwisko autorki „Ucznia skrytobójcy” brzmi: Margaret Astrid Lindholm Ogden. Jest ona amerykańską autorką fantasy oraz fantastyki naukowej.

Okładka książki Uczeń skrytobójcyBastrad zaczyna pisać i jak zwykle wszystko miesza mu się w głowie, marnuje kolejne arkusze papieru, ale wspomnienia w jego głowie wciąż wracają ze zdwojoną siłą. Nie wie co jest tego przyczyną, może właśnie Moc? Tak czy inaczej przypomina sobie czasy, kiedy jako sześciolatek trafił dzięki strażnikom (lub przez nich) na dwór. Był zwykłym wyrzutkiem, jako nieślubne dziecko księcia Rycerskiego plątał się po kątach wychowywany przez stajennego. I nikt nie dostrzegał w nim tego niesamowitego potencjału.

I nagle pojawiło się światło w ciemnym tunelu, a tym światłem był król Roztropny. Zaczął potajemnie szkolić chłopca na skrytobójcę i zobaczył jakże wspaniały dar jest ukryty w Bastradzie.

Czy pomoże małemu chłopcu?
Czy niebezpieczna misja Bastrada się powiedzie?
Co stanie się z Królestwem Sześciu Księstw?
Na te i inne pytania odpowiedź poznacie czytając „Ucznia skrytobójcy”.

Uważam, że powieść ta pokazała wspaniały świat fantasy, pokazała fantasy takie, jakie powinno istnieć. Fabuła bardzo mi się podobała, większość ważnych spraw owiana została tajemnicą, dzięki czemu czytałam z bijącym sercem, zastanawiając się jak zostaną wyjaśnione poszczególne sprawy. Niestety, z drugiej strony sekretów było zbyt wiele i czasem nie mogłam zrozumieć o co chodziło. Również opisy przerażały długością, mimo że nie były oklepane.

W każdym razie książka pokazała mi naprawdę wspaniały świat i stare, dobre fantasy. Gorąco polecam ją wszystkim fanom  książek tego gatunku, ale również innym, szukającym książek w tym klimacie. Według mnie warto :)


 Domina Nigrum, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

środa, 17 września 2014

"Tonąca dziewczyna" - Caitlin R. Kiernan - recenzja

Caitlin R. Kiernan to urodzona w Irlandii autorka wielokrotnie nagradzanych książek głównie science fiction i fantasy.  Za swoją  powieść "Tonąca dziewczyna" w 2012 roku otrzymała Nagrodę Jamesa Tiptree, Jr.

Tonąca dziewczyna - Caitlín R. Kiernan"Tonąca dziewczyna" opowiada historię Indii Morgan Phelps - w skrócie Imp - która tak jak jej babcia i matka cierpi na schizofrenię paranoidalną. Pomimo obsesji na punkcie topielców łapiących ludzi za nogi, Imp stara się wieść normalne życie, dzieląc czas pomiędzy swoje pasje i swoją sympatię. 

India nie ufa już swojemu rozumowi, gubi się w sieci własnych wspomnień i tych, które nigdy nie miały miejsca. Nie che aby szaleństwo porwało ją w swe szpony na zawsze i dlatego z uporem docieka prawdy o tajemniczej Evie Canning - pojawiającej się znikąd nagiej syrenie z głębi lasu lub może dzikiej wilczej dziewczynie o oczach koloru toffi.

Wszystkie postacie kobiety prześladują zbłąkany umysł Imp, w każdej chwili, w dzień lub w nocy, nasyłają straszliwe sny i nie dają znaleźć ukojenia.

Czy dziewczyna odkryje prawdę na temat Evy?
Czy zdoła zmierzyć się ze swoimi lękami i wygrać z chorobą?
Czym skończy się ta niezwykła "opowieść o duchach"?

"Tonąca dziewczyna" pomimo oryginalnego i zręcznie poprowadzonego wątku głównego nie przypadła mi do gustu. Ciężkości dodają jej męczące przemyślenia głównej bohaterki i skłonność do rozwijania tego samego wątku kilka razy, zawsze inaczej, zmieniając miejsca, czas a nawet postacie. Zapewne taki był zamysł autorki, pasujący do konwencji zagubionej we własnych wspomnieniach schizofreniczki, lecz sprawia on, że książka przytłacza i dezorientuje czytelnika. Miałam wrażenie, że popadam w obłęd razem z Imp, gdy po pewnym czasie przewracając kartki "jej pamiętnika" nie wiedziałam o czym czytam.
Trzeba przyznać, że autorka idealnie utrzymywała aurę tajemniczości i konsekwentnie podkreślała chorobę bohaterki, za co należy jej się uznanie.

Do mnie książka jednak nie trafiła i nie sięgnęłabym po nią po raz drugi. A Ty co o niej myślisz? Zgadzasz się z moimi odczuciami czy wprost przeciwnie?


                                                                                                          Nika, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

środa, 10 września 2014

"Cicha wojna"- Paul McAuley - recenzja

Może idziemy na wojnę, bo nie możemy się zmienić, bo zachowanie tłumu jest bliższe naszej prawdziwej naturze, niż dążenia jednostek? Bo jesteśmy wrogo i podejrzliwie nastawieni do motywów naszych sąsiadów. [...] Nie wiem.

I znów zaczynam cytatem. Długo zastanawiałam się, co napisać najpierw... i oto cytat. Słowa jednej z bohaterek dotyczące wojny. W sumie, już z tytułu wiemy, że będzie wojna. A wszystko zaczęło się tak niewinnie.

Cicha wojna - Paul McAuley
Mamy XXIII wiek. Sto lat wcześniej ludzkość podzieliła się. W jaki sposób? Otóż część ludzi została na Ziemi, natomiast inni opuścili zieloną planetę. Niestety, stosunki Ziemian i Zewnętrznych są dosyć napięte. Dzielą ich poglądy i styl życia. Projekt biomu ma na powrót zjednoczyć ludzkość. Wszystko jest dokładnie zaplanowane. Czy coś mogłoby pójść  nie tak? A nawet jeśli, to chyba nie więcej, niż wszystko?

                
Nadszedł czas na słowo ode mnie. Pierwsze, co chcę Wam powiedzieć to to, iż rozpoczęcie lektury okazało się być dla mnie skokiem na głęboką wodę. Dlaczego? Otóż zostałam przez autora bez słowa ostrzeżenia wrzucona w świat XXIII wieku... i tak już zostało. Typowa dla przyszłości terminologia pozbawiona jakichkolwiek wyjaśnień. Przecież każdy wie, co to znaczy. A raczej BĘDZIE wiedział... za 200 lat. Myślicie, że to minus? Otóż nie. W takiej sytuacji potencjalny czytelnik zmuszony jest do samodzielnego wejścia w świat przedstawiony w książce. Po pewnym czasie kosmos stał się dla mnie środowiskiem naturalnym!
I jeszcze jedno: ciężko było mi się przyzwyczaić do słownictwa z dziedziny biologii, fizyki itp.  No, ale cóż, w końcu piszę tu o typowym sience-fiction, a słowo "sience" w nazwie gatunku mówi chyba samo za siebie.
                
Cóż, ode mnie to by było na tyle. Mnie książka całkiem się podobała. Niestety nigdy nie czytałam zbyt wiele si-fi, więc nie powiem Wam, jak wypada ona na tle gatunku.
Na zakończenie postanowiłam poczęstować Was jeszcze jednym z moich ulubionych cytatów. Jeśli Was zainteresuje - sięgajcie bez wachania po "Cichą wojnę"!

W takich chwilach zastanawiam się, czy aby radykalni zieloni nie mieli racji. Czy Gai nie byłoby lepiej bez nas. Z czasem jakiś inny gatunek zacząłby spoglądać w gwiazdy i dumać. Może niedźwiedzie. A może szopy. Może one by to wszystko lepiej urządziły...


Karczuś, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

czwartek, 8 maja 2014

"Republika złodziei"-Scott Lynch-recenzja

Republika złodziei - Scott LynchKsięga trzecia cyklu ,,Niecni Dżentelmeni” to wieczna klepsydra opisująca losy tych, którzy walczyli i czuwali nad swoim życiem. Los, bowiem, jest najznakomitszym złodziejem dusz w tym świecie.

Locke i Jean… dwaj spośród grupy Dżentelmenów w każdej sekundzie i bezustannie ryzykują swe życie w tym jakże surowym świecie.

Gdy nie da się już upaść niżej… i Wzgórza Cieni są zarówno jedynym domem jak i piekłem, a wyjście na powierzchnie to zdobywanie łupów by przeżyć, gdy jedynym ratunkiem jest pokonać strach, wydaje się, że nie ma wolności. Występny Wartownik daje jednak szansę - jest nią Łańcuch.

Sabetha… jedyna Niecna Dama. Czemu więc musi kryć się ze swym przekleństwem? Czymże są te rude włosy? Jakie skrywa tajemnice? Los nie jest jednak wobec niej łaskawszy, mimo, że jest w Oknach.
Żaden ,,Lashański gad bez Matki, chciwy syn kubła szczyn i cuchnących wiatrów” nie chce pomóc. A Locke’owi nie zostało już wiele czasu. Powoli się wykrawia… Czy to koniec ich wspólnej przygody? Jean musi znaleźć sposób!

Od samego początku każda kolejna karta tej książki odkrywała przede mną tajemnice, a historia stawała się coraz bardziej intrygująca. Nie spodziewałabym się, że ta opowieść aż tak mnie chwyci za serce. Mam ogromny szacunek i podziw dla autora za fantastycznie połączone wątki, rozwinięta fabułę i bardzo emocjonującą akcję.

Polecam Ci tę książkę, jeśli poszukujesz takiej, która pozostanie w pamięci na długo i nawet nie zorientujesz się kiedy niecnie nie pozwoli ci oderwać się od historii, którą opowiada.


 Śliwka, 15 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

piątek, 4 kwietnia 2014

"Pokój" - Gene Wolfe - recenzja

"Pokój" napisany przez Gene Wolfe'a, pierwotnie został wydany w 1975 r. i była to pierwsza pełnowymiarowa powieść tego autora.

Pokój - Gene WolfeKsiążka pisana jest w formie wspomnień staruszka Aldena Dennisa Weera, który przekonany, że za niedługo umrze, zaczyna chaotycznie rozbierać swoją przeszłość na czynniki pierwsze, przypominając sobie wszystko, co tylko ukryte jest gdzieś, w mroku jego umysłu.

"Pokój" bardzo mnie rozczarował. Spodziewałam się świetnej, wspaniałej, ciekawej powieści, a dostałam książkę, która była po prostu nudna i nużąca. Każdą stronę czytało się godzinami. Pełno było długich opisów, które wręcz usypiały podczas lektury. Gene nie pisze też prostym językiem. Konstruuje skomplikowane zdania złożone, które dodatkowo działają na niekorzyść dzieła. 

"Pokój" nie obfitował w akcję, za to był bardzo trudny do zrozumienia. Wspomnienia Aldena to zbiór chaotycznych i nieuporządkowanych chronologicznie historii. Dennis przypomina sobie, co robił w wieku lat pięciu, potem nagle okazuje się, że wspomina tę sytuację u lekarza, a potem, że jednak leżąc w łóżku, a kolejno bez związku z poprzednimi opowieściami dowiadujemy się, gdzie był w wieku lat dwudziestu. Brzmi bezsensownie? Tak właśnie było z tą powieścią. Złożona i skomplikowana na pewno powinna odstraszyć wszystkich, którzy szukają lekkiej, łatwej w odbiorze powieści. Neil Gaiman napisał, iż ta książka jest "niegodziwa", ale ja się z tym nie zgodzę. Mam wrażenie, że autor pisząc to dzieło, sam nie wiedział, co chce w nim przekazać, a pozytywne opinie innych czytelników wywodzą się z ich nadinterpretacji utworu. Jednym z minusów był też brak grozy podczas historii z duchami. Czytając o nawiedzonej stodole czy przeklętym aptekarzu w ogóle się nie bałam i to na pewno strasznie mnie rozczarowało. Liczyłam na to, że "niegodziwa" powieść da mi trochę dreszczyku strachu silnych emocji, ale niestety nie udało się.
   
Dzieła nie polecam. Uważam jednak, że osoby lubiące złożone i skomplikowane powieści, którym nie przeszkadza brak ciekawej akcji, długie opisy i trudny język, mogą sięgnąć po tę książkę. A może nawet im się spodoba?


Cavallo, 14 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

"Ziarna Ziemi" - Michael Cobley - recenzja

Ziarna Ziemi - Michael Cobley
"Ziarna Ziemi" napisane przez Michaela Cobleya to pierwszy tom cyklu "Ogień ludzkości". Książka to typowa powieść science fiction.


Akcja dzieła ma miejsce około 2200-2300 roku, głównie na planecie Darien, ale momentami na Ziemi oraz w odległych galaktykach. Postacie reprezentują różne rasy. Ludzie: Teo, Greg, Robert, Kao Czi; Ulepszona: Catriona i uczony Uovo: Chel. 

Wszystkie wydarzenia w książce wiążą się bezpośrednio z którymś z tych głównych bohaterów. Teo - żołnierz, major, stara się, aby na lesistym księżycu Darien panował pokój. Greg to naukowiec i badacz, który szuka pozostałości po starożytnych kulturach. Robert - polityk, posiada osobistą sztuczną inteligencję, co przysparza mu wielu wrogów. Kao Czi to człowiek podróżujący przez galaktyki i mający niebezpieczne przygody. Nieudana Ulepszona Catriona jest zakochana w Gregu, a Uovo Chel przygotowuje się do przepoczwarzenia. 

Co łączy te wszystkie postacie? Dowiecie się, jeśli przeczytacie powieść.
   
Szczerze powiedziawszy trochę zawiodłam się na "Ziarnach Ziemi". Już na początku zostajemy pogrzebani tysiącami faktów, wydarzeń, historii, opowieści. Jest to męczące. Nie ma jakiegoś łagodnego wprowadzenia czy wytłumaczenia, o co chodzi, a akcja zaczyna się od razu pełnią wymiaru. Poza tym opisy ciągną się w nieskończoność, czy to opisy broni, czy lasu, czy kosmitów. Mimo to jednak ostatecznie można stwierdzić, że dzieło jest ciekawe, na początku nudne, ale coraz bardziej "wciąga", a na końcu nie da się już oderwać.

Polecam tę książkę tylko miłośnikom science fiction, bo inni na pewno zniechęcą się nudnym początkiem i długimi opisami oraz ciągłymi scenami typowymi dla tego gatunku.

Cavallo, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

wtorek, 7 stycznia 2014

"Kłamstwa Locke'a Lamory" - Scott Lynch - recenzja

            Tym razem na początek przedstawię Wam cytacik:

Kłamstwa Locke'a Lamory - Scott Lynch„ – […] Kieszonkowcy okradają zwykłych ludzi, którzy okradają naiwniaków, capa Barsavi okrada złodziei oraz zwykłych ludzi, pomniejsza szlachta okrada wszystkich, a książę Nicovante od czasu do czasu wyrusza i grabi do szczętu [..], nie wspominając już o tym, co robi własnej szlachcie i zwykłym obywatelom.
- Co czyni z nas złodziei okradających złodziei i udających złodziei, którzy pracują dla złodzieja okradającego innych złodziei.”

Tak, wiem, że to długi cytat, ale czymże on jest w obliczu liczącego nieco ponad pięćset stronic tomiszcza… A poza tym, gdy tylko go przeczytałam, obiecałam sobie, że to właśnie nim wprowadzę Was w świat Niecnych Dżentelmenów.

A więc witajcie w Camorrze! Witajcie w pięknym mieście stworzonym z kilku wysepek, podzielonym na skrajnie różne dzielnice, siedzibie wielu złodziejskich gangów. Scott Lynch zaprasza do zapoznania się z tym miastem właśnie z punktu widzenia złodziei. A ja się do tego zaproszenia dołączam.

Niecni Dżentelmeni w składzie: Calo i Galdo Sanza – bliźniacy, mistrzowie kantowania w kartach i wybitni kucharze, Locke Lamora – szef, mały i wątły, ale nadzwyczaj błyskotliwy, Jean Tannen – gangowy wrażliwiec, czyta poezję, pełni funkcję mięśniaka – zabójcy, Pędrak – nowicjusz. Oto główni bohaterowie, którzy na pozór prowadzą życie pomniejszego gangu. Przecież nie wszyscy muszą wiedzieć, że tak naprawdę Niecni Dżentelmeni są wręcz obrzydliwie bogaci. A już na pewno nie ci, którym trzeba płacić podatki. Bohaterom wszystko idzie jak po maśle, aż nagle… Po prostu zaczyna się sypać. To już przestaje być kwestia pieniędzy. Zaczyna się walka na śmierć, życie, złoto, krew, trucizny, ogień, wszystko, czym da się walczyć. Nieodzownym elementem jest... zemsta.

Ja zwyczajnie zakochałam się w języku, jakim została napisana ta książka. Autor ma niezwykłe wyczucie ironii, sarkazmu i cynizmu, właściwie je dawkuje, czasami łącząc z chłodną logiką, a kiedy indziej… Po prostu nie. Nawet w chwilach grozy nie brakuje humoru. Czyta się świetnie. Podziwiam bezgranicznie Lyncha, ale głęboki ukłon składam także w stronę tłumacza, bo myślę, że trafił mu się twardy orzech do zgryzienia, a jednak dał sobie z nim radę. Postacie są tak idealnie wpasowane w środowisko, że aż niezwykłe. Moim zdaniem najbardziej rozbrajający ze wszystkich jest Pędrak. Tło – miasto pełne zaułków i złodziejskich kryjówek, zaplanowane po mistrzowsku w cieniu szklanych wież.

Książka napisana jest w ciekawej formie, bo po każdym rozdziale czeka nas interludium. Przeszłość, przyszłość i różne anegdoty splatają się na teraźniejszość. Nie da się tego czytać na wyrywki. Akcja jest szybka, pełna zwrotów i niespodziewanych komplikacji, które często komplikują się w jeszcze bardziej skomplikowane. Myślę, że wcale nie tak ciężko jest się pogubić.
            
Mogę tak pisać i pisać, bo muszę przyznać, że książka bardzo mi się spodobała. Ogłaszam też wszem i wobec, że rozpoczynam „polowanie” na inne książki autorstwa Scotta Lyncha, ponieważ odczuwam niedosyt stylu, jakim napisane są „Kłamstwa Locke’a Lamory”.
            
Reasumując, zatopienie się w barwnym światku złodziejskim urokliwej Camorry polecam każdemu, kto szuka dobrej książki na zimę. I wszystkim innym też.


Karczuś, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

czwartek, 12 grudnia 2013

"Amerykańscy bogowie" - Neil Gaiman – recenzja

Amerykańscy bogowie. Wersja autorska - Neil GaimanAmeryka to zdecydowanie nie miejsce dla bogów. Przywożeni tu z różnych stron świata szybko zostają zapomniani i zastąpieni nowymi. Obrastają w kurz i tracą moc. Starają się jakoś przeżyć, w międzyczasie walcząc z nowymi personifikacjami ludzkich wierzeń. I tak codziennie, aż nagle okazuje się, że ktoś ma nowe plany. Ostateczna bitwa między starymi i nowymi bogami – czy coś może pójść nie tak?

W tym samym czasie Cień wychodzi z więzienia. Przez trzy lata tkwił w mocnym postanowieniu, że stanie się bardziej wartościowym obywatelem. Zamiast narzekać koncentrował się na sztuczkach z monetami. Nie jest przygotowany na wiadomość, która czeka na niego w normalnym świecie. Jego żona, Laura, właśnie zmarła. Cień zupełnie traci nadzieję na to, że jego życie może wyglądać jak wcześniej. I tu ma rację. Pojawianie się tajemniczego staruszka, nazywającego siebie Wendsday’em pozbawia go reszty złudzeń. Cień nie wie, że z pozoru zwyczajna oferta pracy wciągnie go w wielką historię rozgrywającą się na terenie całego kontynentu.
            
Później wszystko nabiera jeszcze tempa. Cień poznaje bogów z całego świata, niejednokrotnie wpada w kłopoty, z reguły nie ze swojej winy, i, drobnostka, spotyka swoją żonę, która jakoś nie chce pozostać martwa. Nie pomaga mu fakt, że Wendsday ukrywa przed nim właściwie wszystko, a stary słowiański bóg obiecał rozłupać mu głowę młotem. Gra toczy się o najwyższą stawkę. Tylko kto tak naprawdę pociąga za sznurki?
            
W ,,Amerykańskich bogach’’ Neil Gaiman, jeden z najczęściej czytanych pisarzy naszych czasów, kreuje niezwykłą opowieść z elementami baśni i dojrzałej fantastyki, po raz kolejny udowadniając, że można nazywać go mistrzem słowa. Narracja, prowadzona z humorem, doskonale przedstawia zarówno wesołe, jak i refleksyjne momenty. Nie można być niczego pewnym, los bohaterów może się odwrócić w każdej chwili. I jest to jedna z najmocniejszych stron książki – zdecydowanie potrafi zaskakiwać, wręcz nie można się przez to oderwać od czytania. Jeśli ktoś jeszcze nie zna tej pozycji, radzę po nią szybko sięgnąć.


Dori, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

środa, 11 grudnia 2013

"Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta" - David Mitchell - recenzja

Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta - David MitchellWłaśnie przeczytałam kolejną książkę autora "Atlasu Chmur". O czym ona opowiada...? 

Przenieśmy się kilka wieków wstecz do Japonii. Przenieśmy się na małą wyspę Dejimę. Miejsce handlu Holendrów z Japończykami. Właśnie do portu przybija statek z Holendrami, wśród nich z młodym kancelistą, wspaniałym tłumaczem Jacobem de Zoetem. Europejczycy postanawiają pozostać na wyspie przez dłuższy czas. 

Młody Jacob, pozostawiając Domburg, swego kochanego ojca, oraz młodą żonę postanawia pracować dla wysokich naczelników głównie jako tłumacz. W czasie swojego dłuższego pobytu, zyskuje miano dobrego i pracowitego człowieka. Ludzie za nim przepadają, pomimo tego, że jest młodym, rudym Europejczykiem. 

W czasie czytania tej książki, odnosi się wrażenie, że Jacob nie wyjechał do Kraju Wschodzącego Słońca, aby się wzbogacić, lecz aby poznać ten "inny świat". Dodatkowo poznajemy młodą Orito Aibagawę. Piękną i pracowitą kobietę, która chce zostać położną i dobrą lekarką (warto tu wspomnieć, że w Japonii rzadko kiedy widziano kobiety, które wykonywały takie prace). Jacob, który postanawia pomagać staremu lekarzowi a zarazem wykładowcy Orito-san, Marinusowi - zakochuje się w niej. Chce się do niej zbliżyć, lecz na jego drodze pojawia się "wróg" - Ogawa Młodszy. Kolejny tłumacz, wysokiej rangi, ze znanego klanu Ogawa, który również darzy Orito głębokim uczuciem.... 
Co dalej się wydarzy..?

Czy warto przeczytać książkę?

Oczywiście. Książka jest bardzo ciekawa i intrygująca. Pomimo tego, że zawiera ponad 600 stron, myślę, że warto poświęcić swój czas na przeczytanie jej. Zdecydowanie nie jest to romans ;) Jest to książka historyczno-przygodowa skrywająca wiele tajemnic i prawd....

 Polecam :)


                                                                                                                  Ayumi Kyoko, 14 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

wtorek, 3 grudnia 2013

"Mroczna geneza" - Ian Tregillis - recenzja

Mroczna geneza - Ian Tregillis„Mroczna Geneza” Iana Tregilisa to pierwsza część cyklu o Raybouldzie Marshu. Jej akcja rozgrywa się w trakcie drugiej wojny światowej, plus minus parę lat. Jak dowiadujemy się z opisu z tyłu książki, między innymi biorą w niej udział nazistowscy nadludzie i brytyjscy czarownicy…

To wiele może sugerować, jednak jeżeli ktoś spodziewa się epickich bitew, srodze się zawiedzie. Nadludzie muszą nosić kable w głowach i są uzależnieni od baterii, a czarownicy płacą krwią za każdą, nawet najdrobniejszą pomoc od tajemniczych istot, Eidolon. Dość często nie jest to ich krew, lecz innych, Bogu ducha winnych obywateli.

Narracja pozostawia nieco do życzenia. Jakkolwiek styl pisania jest w porządku – bez większych zarzutów – autor skacze od postaci do postaci, raz przedstawiając sytuację od strony Niemców, innym razem Brytyjczyków. Sama wojna została potraktowana bardzo pobieżnie. Bitwy czy losy zwykłych żołnierzy praktycznie nie są opisane. Autor zdaje się interesować jedynie nadnaturalnymi stronami walk, historia go nie interesuje.

Bohaterowie są umiarkowanie ciekawi. Raczej niewielu z nich budzi sympatię, niewielu spośród nich zostało też dokładnie scharakteryzowanych. Moją uwagę najbardziej zwrócił Will, przy którym opisy, zwłaszcza przeżyć wewnętrznych, są rzeczywiście staranne. Pozostali nie rzucili mi się w oczy.

Książka jest absolutnie przeciętna. Autorowi bardziej zależało na zrobieniu podwalin pod kolejne części, niż rzeczywistym zbudowaniu atrakcyjnej fabuły. Przeczytać można, zwłaszcza jeśli ktoś lubi nieco mroczniejsze fantasy, ale raczej nie będzie to niezwykle emocjonujące przeżycie.


Rachel, 16 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

sobota, 23 listopada 2013

"Na zawsze martwy" - Charlaine Harris - recenzja

Na zawsze martwy - Charlaine Harris"Na zawsze martwy" to czternasta część serii napisanej przez Charlaine Harris. Jest to świetne połączenie romansu i kryminału, z bardzo dużą domieszką istot nadnaturalnych i subtelną nutką magii w tle.

Powieść opowiada o Sookie Stackhouse, dziewczynie z małego, przytulnego miasteczka Bon Temps pełnego wampirów i zmiennokształtnych. Sookie nie może dogadać się ze swoim chłopakiem - wampirem Erikiem. Tymczasem Arlene, jedna z najgorszych nieprzyjaciół dziewczyny zostaje zamordowana. Podejrzenie pada na Sookie. 

Czy zdoła obronić się przed postawionymi jej zarzutami? 
A kto okaże się jej straszliwym wrogiem numer jeden?

Książka bardzo mi się podobała. Autorka pisze w sposób przystępny, zaciekawia czytelnika i stopniowo buduje napięcie. Charlaine wspaniale oddała uczuciowe rozterki Sookie. Podczas lektury "Na zawsze martwego" często się śmiałam, ale też nierzadko z przerażeniem czekałam na dalszy rozwój akcji. Strzelaniny, kłótnie, śledztwa, ataki istot nadnaturalnych, zaklęcia, moce telepatyczne - tego w powieści nie zabrakło. Bardzo dobrze na książkę wpłynęły też szczegółowe opisy wyglądu i charakteru postaci, które pozwoliły na dokładne wyobrażenie sobie bohaterów. Każda z postaci jest inna. Sookie- trochę niezdecydowana, odważna, serdeczna, Sam - oddany, przyjacielski, Bill - tajemniczy, mroczny, Erik - zdradliwy, wyrachowany, Diantha - dzika, niezbyt towarzyska... Długo można by wymieniać.
   
Sądzę iż każdy wielbiciel wampirów, wilkołaków, wróżów, czarownic, pumołaków, tygrysołaków i innych "- łaków", powinien przeczytać "Na zawsze martwego", bo jest to powieść, w której ich nie brakuje, a poza tym jest "wciągająca" i naprawdę dobra.

Cavallo, 14 lat



Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

piątek, 22 listopada 2013

„Ocean na końcu drogi”- Neil Gaiman -

Ocean na końcu drogi - Neil GaimanWspomnienia. Coś, co ma każdy człowiek, cienie przeszłości różnych scen życia. Jedne są wesołe, inne smutne, lub okryte płachtą codzienności. Są jeszcze takie, o których w ogóle zapominamy. Ale wystarczy jedna mała iskierka, jedno miejsce bądź rzecz, by rozbłysły nowym blaskiem.

Siedmioletni chłopiec i jedenastoletnia dziewczynka. Dwie farmy, oddalone od siebie o ponad milę. I przyjaźń, która ich łączy.

Lettie Hemptstock wychowuje się na farmie Hemptstock’ów pod czujnym okiem matki i babki. Ma jedenaście lat - jak sama mówi - od bardzo dawna. A na jej ziemi znajduje się przejście do miejsca, gdzie nie był jeszcze żaden człowiek. Jej babcia pamięta czasy, gdy czarne niebo oświetlały tylko gwiazdy i pierwszą noc, gdy pojawił się księżyc…

Jest jeszcze on. Mieszka ze swoją pięcioletnią siostrą i rodzicami kilka posiadłości ziemskich od farmy Lettie. I uwielbia książki. Jego matka początkowo zajmuje się domem, ale gdy pojawia się oferta pracy, chętnie się jej podejmuje. Dodatkowo, wynajmują pokoje w dużym domu, więc w zamian za zakwaterowanie, niejaka Ursula Monkton godzi się pilnować dzieci. Chłopiec jednak jest przekonany, że ich nowa opiekunka nie jest człowiekiem. Jego tezę popiera jedynie Lettie. Mówi, że to istota, która pragnie wszystkich uszczęśliwić, jednak źle się za to zabiera i przez to jest uosobieniem zła.

Czy młodym przyjaciołom uda się wysłać obcą do swojego świata?


„Ocean na końcu drogi” jest przepiękną baśnią o magii i przyjaźni. Pokazuje świat z perspektywy siedmiolatka, opowiada o dorosłych, jako całkiem innych istotach. I o ich niezrozumiałym świecie. Z czystym sercem polecam.


Iguana, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

środa, 13 listopada 2013

"Pozaświatowcy. Zarzewie buntu" - Brandon Mull - recenzja

Zarzewie buntu - Brandon MullWłaśnie przeczytałam drugą część serii "Pozaświatowcy" znanego autora Brandona Mulla. 

Jasonowi udało się wrócić do swojego świata, jednak szybko orientuje się, że nie była to najlepsza decyzja. Rodzice Rachel nagłośnili w mediach jej zniknięcie. Gdyby powiedział im prawdę zapewne uznaliby go za chorego psychicznie. Na dodatek nie przekazał swoim przyjaciołom wiadomości mogącej ich uratować. Postanawia więc wrócić. Jednak okazuje się, że jest wrogiem publicznym numer jeden.

Czy uda mu się uratować Rachel? 
Co wyniknie z jego powrotu?

Tego dowiecie się z książki "Pozaświatowcy. Zarzewie buntu" Jej język jest bardzo swobodny, pozwala się utożsamiać z bohaterami. Jak przystało na książkę przygodową nie brakuje tutaj zwrotów akcji i ich opisów trzymających w napięciu. Główni bohaterowie są bardzo realistyczni, bardzo zbliżeni do dzisiejszych nastolatków. Autor świetnie pokazuje sposób myślenia współczesnej młodzieży.

Serię "Pozaświatowcy" serdecznie polecam wszystkim fanom książek przygodowych, oraz Brandona Mulla


Dydelf, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

wtorek, 15 października 2013

"Oślepiający nóż" - Brent Weeks - recenzja

Oślepiający nóż - Brent Weeks
Jeden z głównych bohaterów- Gavin Guile, Pryzmat, umiera. Myślał, że ma jeszcze pięć lat, ale okazuje się, że  teraz ma tylko kilka miesięcy życia przed sobą. Kłopoty otaczają go ze wszystkich stron. Uchodźcy, wojna, była narzeczona, którą nadal kocha, ale boi się, że poznała jego najmroczniejsze tajemnice. Na dodatek dowiaduje się, że ma syna. Gdyby tylko to... zaczyna tracić kontrolę nad magią, co grozi zniszczeniem Siedmiu Satrapii. Starzy bogowie odradzają się coraz silniejsi. Jedynym ratunkiem zdaje się być jego brat, któremu ukradł 16 lat życia i wolności.


Jego syn Kip widział zagładę swojego miasta, śmierć matki, obwiniającej go o to, że przez niego odszedł od niej jedyny mężczyzna, którego kochała. Jest zakompleksiony. Kiedy jego ojciec wreszcie zaczyna się nim interesować - jest na niego wściekły, że nie uznał go wcześniej. Potem jednak lepiej poznaje Gavina. Stara się mu przypodobać, zasłużyć na jego uznanie. Jednak Gavin boi się, że chłopak dowie się, że nie jest jego prawdziwym ojcem.

Czy Kipowi się uda? 
Czy Gavin powie swojej byłej narzeczonej kim naprawdę jest? 
Czy dojdzie do wojny?
Tego dowiecie się z książki pt. "Oślepiający nóż", napisanej przez Brent'a Weeks'a.

Język powieści jest bardzo barwny, a zarazem naturalny, dialogi idealnie oddają charakter bohaterów. Autor sprawia, że bez trudu można sobie wyobrazić daną sytuację. Pojawiają się liczne zwroty akcji, które zaskakują czytelnika na każdej stronie. Wprost nie można się oderwać!
Myślę, że kiedyś ktoś pokusi się o jej ekranizację.

Weeks pokazuje, że jest prawdziwym artystą. Ten urodzony w Montanie pisarz, przez wiele lat podróżował po całym świecie, jednak w pewnym momencie zaczął pisać. Na serwetkach, planach lekcji, wreszcie na cały etat.
Jego najbardziej znaną, jak na razie,  serią jest trylogia "Anioł Nocy".

Jednak "Czarny Pryzmat" i "Oślepiający nóż" cieszą się również wielką popularnością. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, bo jak powiedział autor: "daj mi kilka stron, a ja Ci zagwarantuję pełen odjazd"

Serdecznie polecam tego autora wszystkim fanom fantastyki.


Dydelf, 14 lat  

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

środa, 11 września 2013

"Zarzewie buntu" - Brandon Mull - recenzja

Zarzewie buntu - Brandon Mull„Zarzewie buntu” to druga część „Pozaświatowców” – trylogii Brandona Mulla, popularnego amerykańskiego pisarza, również autora  serii „Baśniobór. 

Jason po powrocie do domu stara się ułożyć sobie życie na nowo. Nie potrafi jednak zapomnieć o Lyrianie, świecie rządzonym (już niemal w całości) przez czarnoksiężnika-tyrana, gdzie Rachel, Ślepy Król i wiele innych osób starają się położyć kres jego rządom. Jason posiadł informację, która ma kluczowe znaczenie dla tego przedsięwzięcia – jednak nie wie, w jaki sposób powrócić do Lyrianu. A kiedy w końcu mu się to udaje, od samego początku czyhają na niego śmiertelne niebezpieczeństwa…

Niektórzy powiadają, że pierwsza część zawsze jest lepsza od kolejnych. „Zarzewie buntu” to dowód na nieprawdziwość tej tezy. Brandom Mull, już nie po raz pierwszy, pokazuje, że świetna część pierwsza może być tylko wstępem do niezapomnianej części drugiej. Więcej akcji, więcej zwrotów fabuły, kolejne szczegóły fantastycznego świata. To jak z grą planszową – dopiero kiedy wszystkie pionki znajdą się na swoim miejscu rzeczywiście można zacząć rozgrywkę.

Z postaci najbardziej polubiłam Rachel. Jest to dla mnie dość dziwne doświadczenie, bo zazwyczaj nie przepadam za najważniejszą spośród żeńskich postaci. Często albo zachowują się jak przewrażliwione księżniczki, albo z kolei naśladują swoich męskich towarzyszy tak usilnie, że w ogóle nie widać po nich płci. W przeciwieństwie do nich Rachel jest dobrze wyważona – kobieca, ale bez przesady, silna, ale nie przepakowana. Jason również wypada dobrze, taki sympatyczny główny bohater, który choć ma do odegrania wielką rolę w nadchodzących wydarzeniach, nie jest szczególnie potężny. Właściwie to normalny nastolatek, z umiejętnością miotania kamieniami na spore odległości.

Fabuła wciąga od samego początku i trzyma w napięciu aż do końca. Nie wlecze się, ale śmiało idzie naprzód w tempie, który czasem aż zadziwia. Człowiek spodziewa się, że niektóre wydarzenia ujrzy dopiero pod koniec tomu – a tu bach, pojawiają się w połowie.

„Zarzewie buntu” to pozycja godna polecenia każdemu miłośnikowi fantastyki – ale nie bez uprzedniej lektury pierwszego tomu – „Świata bez bohaterów.”


Rachel, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.

środa, 4 września 2013

,,Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy’’ - Jeffrey Ford - recenzja

Jeffrey Ford jest amerykańskim pisarzem fantasy, który jest wielokrotnym zdobywcą World Fantasy Award. Jest to nagroda za wybitne osiągnięcia na polu fantasy, przyznawana corocznie od 1975 na konwencie World Fantasy Convetion. Artysta odwiedził Polskę raz, w 2010 roku, przy okazji promocji nowo wydanego magazynu  ,,Fantasy & Science Fiction’’. Ford jest uznawany za dosyć nietypowego powieściopisarza i ja po przeczytaniu jego książki również jestem tego zdania.

Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy - Jeffrey Ford
,,Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy’’ składa się z dwóch części. W pierwszej znajdują się krótkie opowiadania, które nie są ze sobą niczym powiązane. Niektóre dzieją się w przeszłości, parę w czasach dzisiejszych, a kilka autor umieścił w przyszłości. Jedyną cechą jaka może łączyć te opowieści, to groteskowość. Każdą z nich cechuje aura tajemniczości oraz nie da się ukryć -  dziwności. Wystarczy przeczytać opowiadanie o tytule ,,Reparata’’, by przekonać się, że inaczej trudno określić dzieła Forda.  Akcja zaczyna się w krainie snu, gdy bohater nazywany Najwyższym Władcą Następnego Tygodnia stoi na urwisku i łapie nietoperze na przynętę z much. A zanim został tak mianowany był zwykłym włóczęgą. Pomysł ciekawy, ale nie każdy może "załapać" o co chodzi. I w takim klimacie jest  utrzymana pierwsza część tej książki.


Wraz z drugą częścią przenosimy się do Nowego Jorku w 1893 roku. Poznajemy tam głównego bohatera, którym jest sławny malarz Piero Piambo. Otrzymuje on bardzo nietypowe zlecenie od kobiety, która każe tytułować się Panią Charbuque. Klientka zamawia u niego portret, jednak stawia jeden warunek – malarz nie może jej zobaczyć. Piambo może zadawać jej pytania na każdy temat, tylko nie na ten dotyczący jej wyglądu. Artysta długo nie wie jak ma zacząć obraz, ale w każdej chwili może liczyć na pomoc swojego przyjaciela – malarza Shenza.
To nietypowe zlecenie, pokrywa się z nietypowymi zgonami. Jakiś przerażający pasożyt żywi się białkiem oczu, przez co ofiary na początku zaczynają płakać krwawymi łzami. Potem krew wypływa przez oczodoły, a tam gdzie były oczy są dwa strupy. Piambo, będący świadkiem przy jednym z tych zajść, zaczyna wpadać w obłęd, paranoję. Nie wie czy to Pani Charbuque jest odpowiedzialna za tę chorobę, jednak jest przekonany, że jest z nią w jakiś sposób powiązana.

Powieść jest zdecydowanie warta przeczytania, jednak, moim zdaniem, czytelnik powinien czytać ją z pewnym dystansem. Osoba myśląca bardzo praktycznie może uznać tę książkę za bezsensowną, dlatego polecam ją ludziom z wyobraźnią. Nie powinno im sprawić kłopotu wyobrażenie sobie filozofa – szaleńca, kucharza – mordercy, czy hrabiny – damy do towarzystwa.

Mnie osobiście książka się podobała, ale nie jestem pewna czy sięgnęłabym po nią ponownie. Gustuję w trochę bardziej przyziemnych powieściach. 
 

                                                                                                                        Nikki, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

piątek, 19 kwietnia 2013

"Pełnia księżyca" - Jim Butcher - recenzje


Jest pełnia. W Chicago pojawiają się brutalnie okaleczone zwłoki, a wokoło pełno jest odcisków łap. Nie trzeba być geniuszem aby domyślić się kto za tym stoi. Oczywiście wataha wilków. Harry Dresden to mag-detektyw pracujący jako konsultant dla lokalnej policji. Jednak ile można ścigać wilkołaka. Żeby nie zanudzić czytelnika Jim Butcher urozmaica akcję wplatając w nią kilka nagich kobiet, dwa konkurujące gangi oraz FBI, które ściga głównego bohatera oskarżając go o morderstwa popełnione w czasie pełni.

Autor wyraźnie pokazuje nam, że pomysłów na książkę mu nie brakuje. Akcja jest wartka i wciągająca - dokładnie tak samo jak pierwsza część przygód Harry’ego Dresdena. Butcher z wielką przyjemnością ciska pod nogi głównego bohatera coraz to większe przeszkody. Z każdą kolejną stroną wszystko staje się coraz bardziej skomplikowane. Na szczęście autor wszystko na końcu idealnie wyjaśnia. 

Język jest lekki i przyjemny dzięki czemu szybko przerzucamy kolejne strony. Humoru w książce także nie brakuje, jednak został on zaserwowany w mniejszej niż poprzednio dawce.

„Pełnię Księżyca” Jim Butchera polecam wszystkim miłośnikom magii. 

Uwaga: nie jest to jedyna książka o takim tytule! Sprawdźcie autora zanim się zabierzecie za czytanie.     

Sunny Girl, 18 lat    

Wydawnictwu MAG  serdecznie dziękuję za książkę.

środa, 17 kwietnia 2013

„Miasto upadłych aniołów” - Cassandra Clare – recenzja

Miasto Upadłych Aniołów - Cassandra Clare
Cassandra Clare pochodzi z amerykańskiej rodziny, ale mieszkała w wielu państwach. „Miasto upadłych aniołów” to już czwarta część planowanej na początku trylogii. 


Clary jest główną bohaterką książki. Ma tendencję do wpadania w tarapaty. W pierwszych trzech tomach dowiedziała się, że jest Nocną Łowczynią, a także, że istnieje odmienny świat, w którym żyją wilkołaki, wampiry, czarownicy i inni. Ona i Jace bardzo chcą być razem, jednak jest to trochę zakazana miłość. 

W czwartej części, po wielkiej bitwie z Valentinem, Clary szykuje się do ślubu swojej matki, jednak zauważa, że jej przyjaciel Simon ma problemy. Chłopak "gra na dwa fronty" z dwiema pięknymi dziewczynami, zawiera nowe znajomości i dostaje propozycje ze świata Podziemnych. Znajdują się też chętni, którzy próbują go zabić (co jest niemożliwe). Wtedy jednak pomaga mu Jace, który ma problemy z Clary i z samym sobą. Między Aleckiem i Magnusem również dochodzi do sporu, który ma związek z przeszłością. 
           
Książkę czyta się szybko i płynnie tak jak poprzednie części. Wciąż zaskakuje ciekawymi przygodami bohaterów, lecz muszę stwierdzić z przykrością, że jest trochę słabsza od poprzednich. Według mnie seria mogłaby się zakończyć na trzeciej części.
           
„Miasto upadłych aniołów” polecam osobom, które zaczęły już czytać tą serię, bo jednak warto poznać dalszą część zmagań nastoletnich przyjaciół. Jest to powieść fantastyczna, więc zachęcam do przeczytania jej wszystkich fanów tej literatury. 

Polecam.
Lampart, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG.