tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 listopada 2024

"Krew, która nas dzieli" - Edyta Prusinowska - recenzja

„Krew która nas dzieli” to powieść pióra Edyty Prusinowskiej i pierwszy tom w jej najnowszej serii książek. Pisarka jest znana z takich tytułów jak „Truskawkowy Blond” i „Opowiem o Tobie gwiazdom”.

Powieść przenosi nas do Windermore, spokojnego i urokliwego miasteczka w Wielkiej Brytanii, które poszczycić się może jedynie tym, że znajduje się w nim siedziba słynnej firmy medycznej. Życie w mieście jest spokojne i ciche. Sielanka Winderemore zostaje jednak przerwana, kiedy w tragicznych i tajemniczych okolicznościach ginie jeden z mieszkańców, nauczyciel w tutejszym liceum. 

Największym marzeniem Dakoty Winter jest dostać się na medycynę i zostać lekarzem. Dziewczyna jest zdeterminowana, aby wbrew przeciwnościom losu osiągnąć cel, więc kiedy kolega z klasy prosi ją o pomoc w nauce biologii, w dodatku za pokaźną sumę, Dakota zgadza się bez wahania. Wkrótce jednak okaże się, że Henry skrywa dość spory sekret - jest wampirem, a za jego przyczyną życie Dakoty ma się znacznie skomplikować. 

Razem z Henrym i wampirzycą Erin dziewczyna przeżyje przygody, podczas których będzie musiała stawić czoła zagrożeniom które nadciągają nad Windermore i uratować swoich bliskich.

Przed Dakotą zostaje też postawione najważniejsze pytanie: Czy serce, które nie bije, jest w stanie kochać?

W „Krwi, która nas dzieli” autorka przedstawia czytelnikom świat, w którym trudności natury fantastycznej mieszają się z tymi boleśnie prawdziwymi. Bohaterowie są dobrze wykreowani i wielowymiarowi, a z ich historiami można się z łatwością utożsamiać, nawet nie będąc wampirem:). Fabuła jest wciągająca, a jej przebieg nieraz śledziłam z zapartym tchem. Obfituje ona w liczne zwroty akcji i trzyma w napięciu. Niektóre, jak ten na koniec, były dla mnie świetnym zabiegiem, jednak zdarzały się też takie, które w mojej opinii były zbyt niedopracowane. 

Mimo że przepiękną okładkę książki cechuje jasny, różowy kolor, kojarzący się z pogodnymi historiami, powieść nie jest lekką lekturą. Przyznam, że czasami wręcz brakowało mi momentów oddechu, w którym razem z bohaterami moglibyśmy rozluźnić się i zapomnieć na chwilę o problemach, szczególnie pod koniec powieści. Tematy poruszane w książce są trudne i dla wielu osób niestety, rzeczywiste, dlatego radzę zapoznać się z nimi, przed podjęciem decyzji o lekturze.

Polecam tę książkę nie tylko fanom wampirów, ale przede wszystkim czytelnikom pragnącym zagłębić się w klimatycznie jesienną powieść z niebanalnymi bohaterami i dobrze poprowadzonym wątkiem romantycznym oraz fantastycznym. Ja ocieniam tę pozycję na 3.5/5 gwiazdek i zamierzam niedługo sięgnąć po drugi tom.

Dominika

środa, 27 listopada 2019

"Syreny z Tytana" - Kurt Vonnegut - recenzja


Okładka książki Syreny z TytanaDo tej pory Kurt Vonnegut był dla mnie pisarzem, o którym się słyszy, ale nie czyta. Wiele razy natrafiałam na artykuły o jego literackim geniuszu, a mimo  to nigdy wcześniej nie zdecydowałam się na zagłębienie w jego twórczość. 

“Syreny z Tytana” to pierwsza powieść Vonneguta, którą przeczytałam i muszę przyznać rację każdemu, który zachwala tego pisarza.

Podstawą powieści jest kosmiczna historia kilku postaci, z której każda znajduje się w wyjątkowej sytuacji. Jednym z bohaterów jest Winston Niles Rumfoord, który w trakcie podróży kosmicznej, ze swoim psem Kazakiem,  trafia do infundybuły chronosynklastycznej, czyli lejka umieszczonego w czasoprzestrzeni, który zamienia go w czystą energię. 

Od tej pory Rumfoord materializuje się tylko, gdy zetknie się z jakąś planetą. Bohater, dzięki swojej kosmicznej postaci staje się kimś na kształt medium widzącego zarówno przyszłość, jak i przeszłość. Rumfoord, dzięki tej wyjątkowej zdolności wie, że jego żona zmierza na Marsa, aby związać się z Malachim Constantem, najbogatszym człowiekiem w Ameryce. Wie także  o tym, że na jednym z księżyców Saturna - tytułowym Tytanie - znajduje się Salo, obcy z planety Tralfamadore, który od przeszło 200 tysięcy lat czeka na zapasową część do swojego statku kosmicznego. Winston zaprzyjaźnia się z Salo i razem tworzą państwo składające się z porwanych na Marsa Ziemian, w tym Malachiego Constanta.
  
Brzmi skomplikowanie? 

Na szczęście “Syreny z Tytana” to komediowa powieść science fiction, której fabuła stanowi tylko tło do głębszych, filozoficznych rozważań nad moralnością człowieka, relatywnością prawdy oraz rolą religii i Boga. Vonnegut zadaje też pytania odnośnie wolnej woli, najważniejsze z nich to:  czy jeśli nasza przyszłość została już zdeterminowana, to człowiek ma jakikolwiek wpływ na ‘swoje’ decyzje? 

Autor w satyryczny sposób przedstawia wiele zdań na wymienione wyżej tematy, ale unika definitywnej odpowiedzi na podniesione pytania, zostawiając czytelnikowi miejsce do własnych interpretacji.
  
Co prawda “Syreny z Tytana”  zostały wydane w 1959, ale wielopoziomowość powieści sprawia, że jest ona ponadczasowa. Nowe wydanie wydawnictwa Zysk i S-ka zachwyca i na pewno wzbogaci kolekcję czytelników kochających piękne okładki. Dodatkową zachętą do przeczytania powieści Vonneguta jest zbliżająca się serialowa ekranizacja w reżyserii Dana Harmona, twórcy “Ricka i Morty’ego”. 

Maja, 18 lat. 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

czwartek, 17 listopada 2016

"Czterdzieści i cztery" - Krzysztof Piskorski - recenzja

Okładka książki Czterdzieści i cztery,,Czterdzieści i Cztery’’ Krzysztofa Piskorskiego to książka o rozbudowanej, wciągającej akcji.

Rzecz rozgrywa się w roku 1844 r. Eliza Żmijewska - pisarka i ostatnia kapłanka bóstw słowiańskich, wyrusza do Wielkiej Brytanii, z powierzoną jej misją przez Radę Emigracyjną, na czele z Juliuszem Słowackim. Ma wykonać wyrok na swoim dawnym znajomym – Konradzie Załuskim, którego znała jeszcze z Litwy, z czasów walk podczas powstania listopadowego. 

Eliza obwinia Konrada za śmierć Emilii Plater, z którą była bardzo zżyta. Londyn posiada blokadę kontynentalną, co sprawia trudności w dotarciu do niego, szczególnie emigrantom z Polski. Elizie jednak się udaje, po drodze spotykają ją liczne przygody. Znajduje Konrada, na którym ma wydać wyrok śmierci, ale na miejscu wszystko się komplikuje i pojawiają się nowe tajemnice i pytania, na które trudno znaleźć odpowiedź, zwłaszcza jeżeli do świata realnego miesza się świat fantastyczny.

Autor książki napisał ,,Czterdzieści i Cztery’’ lekkim, prostym stylem. Nagromadził bardzo dużo opisów, dzięki czemu można łatwo wyobrazić sobie całą fabułę. Książka została napisana tak, aby co chwile zaskakiwać czytelnika, wzbudzać liczne kontrowersje, tak aby odbiorca do końca był trzymany w napięciu. Na początku każdego rozdziału zamieszczono jakiś dokument, fragment książki lub jego parodię, który wprowadza czytelnika w zagadnienie, o jakiej tematyce będzie rozdział. W książce przeszkadzało mi trochę, że autor oprócz wprowadzenia elementów fantastycznych, podkolorował nieco prawdę historyczną, np. Adam Mickiewicz czy Juliusz Słowacki są w miejscach,  w których nigdy nie byli, albo opisuje walki w Krakowie, do których nigdy nie doszło. Niemniej jednak miał takie prawo - wszak nie jest to literatura faktu:). 

Książka ogólnie mi się podobała, po prostu czuć w niej klimat emigracji i dążeń niepodległościowych różnych państw europejskich. Jest to ważne, żeby o tym pamiętać w dzisiejszych czasach, kiedy ostatnio często pojawiają się nagonki na tematy patriotyczne. Gorąco polecam do przeczytania i do zadumy nad kartą naszej historii i do radości z tego, że nasza Ojczyzna dziś jest wolna.

                                                                                                                                          Orwicz, lat 17

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

piątek, 19 lutego 2016

"Niebiańskie pastwiska" - Paweł Majka - recenzja

Okładka książki Niebiańskie pastwiska„Później tulił ją i płakał. Pierwszy raz kogoś zabił.
Gdy dwa lata od powrotu z wyprawy odwiedził we Wspólnych Przestrzeniach Dirkę i zgodnie z umową strzelił jej w głowę, nie czuł już żadnych emocji.”

Mocny wstęp? To nie wszystko. Dodajcie, wydawałoby się, nieograniczone możliwości technologii, dalekie i tajemnicze podróże kosmiczne oraz multum przygód, a wyjdzie wam książka bogata nie tylko w stronice, ale i akcję. A mowa o?

O „Niebiańskich pastwiskach” autorstwa polskiego pisarza specjalizującego się w fantastyce, dziennikarza i pracownika mediów. W internecie używającego pseudonimów Agrafek, Paweł Czerwiec - Pawła Majka.

Książka opowiada o świecie, w którym już od dawna latano w Kosmos i odkrywano nowe galaktyki i możliwości. Każde z nich ma jakieś swoje cechy, ale wszystkie razem mają chyba podobny cel - zdobić jak najwięcej innergetyki - po części dla potomnych, ciekawości, ale głównie dla pieniędzy. Jakie to prawdziwe, nie?

Minusem tej powieści jest dla mnie natłok imion, nazw, bohaterów i brak tłumaczeń! Rozumiem, że jest to fantastyka, ale na przykład w „Światło się mroczy” autorstwa Martina istniał słowniczek wyjaśniający wszelkie fantastyczne terminy. Tutaj bardzo mi tego brakowało i sprawiało, że wielka objętościowo książka, ze wspaniałą fabułą, wartką akcją trochę odpychała mnie od siebie.

Mimo to jest to książka warta polecenia. Zwłaszcza dla szaleńców chcących wzbić się dalej niż statki kosmiczne.

Polecam,

Dydelf, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis. 

poniedziałek, 12 października 2015

"Metro 2033" - Dmitry Glukhovsky - recenzja

Metro 2033Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak życie będzie wyglądało za dwadzieścia lat ,czy się zmieni? Czy nadal będziemy rozkoszować się widokiem lśniącego słońca, zielonej trawy i nieskończonego nieba?

Dla Artema, głównego bohatera ‘Metra 2033’ ten widok jest całkowicie obcy. Bowiem w wyniku konfliktu atomowego świat uległ zagładzie ; ludzie przenieśli się pod ziemię tam, gdzie jeszcze kilka lat temu kursowało moskiewskie metro.  Niewielkie grupki rozproszone po całym metrze zaczęły tworzyć państwa-miasta. Wówczas wiele stacji prowadziło między sobą wojny, zawierało sojusze, bądź walczyły o źródło życia – wodę. 

Metro zostało podzielone na trzy frakcje : Hanzę (Związek  Stacji Linii Okrężnej), do której należało centrum, Linię Czerwoną, która była zamieszkiwana przez komunistów oraz Czwarta Rzesza-najbardziej wroga grupa złożona z nazistów.

Po pewnym czasie pojawiają się problemy (jak gdyby ich było mało..). Najdalej wysunięta na północ stacja – Wogn, zostaje zaatakowana. Nasz młody bohater staje przed bardzo trudnym zadaniem – musi poinformować pozostałe stacje o niebezpieczeństwie, musi przedostać się na drugi koniec metra. Nie jest to jednak takie proste. Podczas wyprawy napotyka wiele przeciwności, niebezpieczeństw, wrogów, poznaje nowe społeczności , o których nikt nic nie słyszał. Im dłużej idzie tym bardziej twierdzi,że to nie ma sensu. Artem powoli się poddaje… czy naprawdę jest sens iść dalej?

Jest to bardzo mądra książka. Czytałam ją z wielkim zapałem. Historia ta pomaga zrozumieć, że jako człowiek, każdy z nas ma jakąś misję do wykonania. Każdy z nas musi dotrzeć do drugiego krańca metra. Musi przezwyciężyć los, niebezpieczeństwo. Nie może się poddać. Jest to książka o wypełnieniu powołania i życiu pomimo wielu trudności.


Zdecydowanie ją polecam, myślę,że każdy maniak fantastyki powinien mieć ją na półce. 

Ayumi-Kyoko, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Insignis. 

poniedziałek, 21 września 2015

"Abhorsen" - Garth Nix - recenzja

"Każdy ma wyznaczony swój czas umierania. Niektórzy o tym nie wiedzą lub starają się ten moment opóźnić, ale tego nie da się zmienić. A już na pewno nie wtedy, gdy spogląda się w gwiazdy Dziewiątej Bramy. [...]"

Okładka książki Abhorsen
Oto, od czego zacznę tym razem. I nie będę się rozpisywać dlaczego, po prostu spodobał mi się ten cytat - dobrze oddaje przekaz, na którym oparta jest książka i perypetie bohaterów. Pisałam już o pierwszej części ("Sabriel"), napisanie tekstu na temat drugiej ("Lirael.Córka Clayrów") przypadło mojej koleżance, a teraz nadchodzi czas na część trzecią ­- "Abhorsen".
                
Na początek powiem tylko, że główni bohaterowie się nie zmieniają. Wciąż są nimi Lirael i Sameth, z nieodłącznymi Podłym Psiskiem i Moggetem, ważną rolę odgrywa niewątpliwie również Nick. Wszystkiego dopełniają, znani jeszcze z pierwszej części, Sabriel oraz Touchstone. Czegóż można chcieć więcej - idealny komplet bohaterów! Bohaterów niezwykłych, którzy zmieniają się stopniowo, strona po stronie, rozdział po rozdziale... Do takich postaci czytelnik najbardziej się przywiązuje, takie postacie nigdy się czytelnikowi  nie nudzą.

Ale bohaterowie to nie wszystko - najbardziej liczą się przecież ich przygody, a tych w książce nie brakuje! Krótko zarysowując fabułę: na barkach Lirael, wspomaganej przez przyjaciół, spoczywa ciężar pokonania zła (nie chcę zbyt wiele zdradzić), które zagraża całej krainie Życia. Jest to walka ponad siły, jedna z tych niemożliwych do wygrania, jednak młoda następczyni Abhorsenów musi ją podjąć - w końcu ważą się losy świata! W Starym Królestwie pradawne siły wymykają się spod kontroli, w Ancelstierre trwają zamieszki, nigdzie nie jest bezpiecznie. Właśnie w takich okolicznościach nasi bohaterowie wyruszają w podróż, od której zakończenia zależy wszystko. I niezależnie od tego, co się wydarzy, nic już nigdy nie będzie takie samo.
                
No, to skoro wiadomo już mniej więcej, o co chodzi, napiszę Wam, co sądzę o tej książce. Otóż, moim skromnym zdaniem, jest NIESAMOWITA! Zanim zacznę tłumaczyć, pragnę nadmienić, iż całą serię przeczytałam już kiedyś, przed laty, i zwaliła mnie ona z nóg. Dlatego też postanowiłam sięgnąć po nią teraz, gdy nadarzyła się okazja, i wiecie co? Wciąż jest równie zniewalająca!
Ujmę wszystko najprościej, jak potrafię, a mianowicie wyrażę stwierdzeniem: to jest to! A dokładniej "ta", bo chodzi o TĘ fantastykę, którą kocham. Oryginalna, zaskakująca, wciągająca, nieschematyczna, bogata w czarny humor, niezdominowana przez słaby wątek romantyczny... Ta książka ma wszystko, czego tak często brakuje nowszym pozycjom. Już drugi raz w życiu po prostu ją połknęłam - to chyba o czymś świadczy?
                
Ale, co ja się będę rozpisywać - przeczytajcie sami! Najlepiej całą trylogię o Starym Królestwie, poczynając od "Sabriel", poprzez "Lirael", a na "Abhorsenie" kończąc, bo wtedy znacznie łatwiej będzie Wam zrozumieć fabułę. A ja, jeśli bylibyście ciekawi, planuję udanie się w najbliższej przyszłości do księgarni po prequel trylogii ("Clariel"), który niedawno ukazał się na półkach. Co dalej? To się dopiero okaże.


Artichoke, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

"Pół króla" – Joe Abercrombie - recenzja

Okładka książki Pół króla,,Miał wrażenie, że skały, morze i niebo zawirowały wokół. Król Gettlandu spadał i spadał, aż woda uderzyła go z siłą, z jaką młot wali w żelazo.
I Matka Wód zagarnęła go w chłodne objęcia.’’

Yarvi nigdy nie chciał być królem. Pragnął być ministrem i całe życie poświęcić nauce. Los jednak zakpił z niego. Po śmierci swego ojca i starszego brata zostaje zmuszony objąć tron. Musi stać się wojownikiem, by pokazać swemu ludowi, że jest w stanie rządzić. Jest to zadanie tym trudniejsze, że Yarvi jest jednoręki.

A zdrajcy czyhają tuż za jego plecami…

Są intryganci, których celem jest tylko jedno…

Zabić króla.

Joe Abercrombie właśnie rozpoczął nową trylogię: ,,Strzaskane Morze’’. ,,Pół króla’’ to pierwsza część. Sam początek… był ciężki. Nie mogłam przez niego przebrnąć, po prostu mnie nie zaciekawił. Jednak w pewnym momencie nagle nie mogłam już przestać czytać. Nagle nie byłam już w stanie odłożyć książki. Bohaterowie stali się interesujący, ich przemiany – mroczne, ale jakże ludzkie. Zakończenie – niezwykle zaskakujące! Kompletnie się tego nie spodziewałam. Dlatego też, mimo złego pierwszego wrażenia polecam tę książkę. Joe Abercrombie postarał się i mam nadzieję, że następne części będą tak dobre jak ta (no, może poza nudnym początkiem):). 


Katia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis.

wtorek, 24 marca 2015

"Brasyl" - Ian McDonald - recenzja

Okładka książki Brasyl
Akcja toczy się w Brazylii, uzależniona od botoksu producentka reality show, playboy i macho poszukujący szczęścia w interesach, a także zakonnik jednoczą się w walce o świat. Może to brzmi zbyt patetycznie, ale jak inaczej opisać starania o ukształtowanie społeczeństwa i całej rzeczywistości?

Książka - zagadka. Przez pierwsze strony usilnie starałam się zorientować kim są postaci biorące udział w akcji. Nie udało się. Ian McDonald rozpoczął swoją powieść od zawiązania naprawdę ciekawej akcji. Kradzież podstawionego samochodu transmitowana na żywo przez okoliczną telewizje wywołuje nie lada emocje. Ale nie na samym początku, gdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z żadnym z bohaterów!

Język Iana McDonalda nie należy do łatwych. Autor do zdań co chwila wrzuca hiszpańskie słówka. Z tego powodu niektóre wypowiedzi trudno zrozumieć, bo tłumaczenia i przypisy są tutaj rzadkością podczas lektury.

" Ciężarówka przyśpiesza; segurancas namierzyli erfida i gonią ich rodovią."
Nie pozostaje nic, tylko uczyć się hiszpańskiego, by zrozumieć sam tekst powieści… Jednak, gdy skończyłam ostatni rozdział moim oczom ukazał się zaskakujący widok. Słowniczek! Szkoda, że dopiero teraz na niego wpadłam, a wcześniej nie było żadnej wzmianki na ten temat.
                
Co ciekawe, książka składa się z rozdziałów, gdzie patronką każdego jest inna twarz Świętej Pani: od Widowiskowości, od Śmieci, od Telenoweli, od Złotej Żaby. Podczas czytania znajdujemy się równocześnie w trzech równoległych czasach. W wieku XVIII, teraźniejszości i niedalekiej przyszłości. Taki zabieg nadaje powieści dynamiki, a akcja toczy się z zabójczą prędkością nadając twórczości McDonalda charakteru.
                
Okładka utrzymana w zimnych barwach przedstawia miasto i ludzi przechadzających się po jego ulicach. Co może dać do myślenia? Że te osoby mają zniekształcone twarze i dziwne okulary… Wizualna strona książki jest u mnie na wielki plus, zachęca, intryguje i zapowiada pokręconą historię, jakiej doświadczymy na następnych stronach.

Po lekturze „Brasyla” doszłam do wniosku, że może fantastyka naukowa nie jest dla mnie… Ale dyskusje na temat fizyki kwantowej, fotonów, wiązek promieniowania, a nawet podróży przez wszechświat prowadzone przez bohaterów naprawdę mi się podobały, to język i nagromadzenie bohaterów stanowiło problem. Mimo to, polecam fanom „Nakręcanej dziewczyny” Paolo Bacigalupiego, gdyż książka jest zachowana w podobnych klimatach.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Mag. 

poniedziałek, 23 marca 2015

"Clariel" – Garth Nix - recenzja

Okładka książki ClarielClariel to potomkini starego rodu Abhorsenów – tych, którzy wchodzą w Śmierć. Jej samej jednak nie ciągnie do Kodeksu czy nekromancji. Woli spędzać czas w Wielkim Lesie, być samotną, jednak właśnie to sprawia, że jest szczęśliwa. Musi jednak porzucić swe marzenia, gdy wraz z matką-złotniczką i ojcem przeprowadza się do Belisaere. Clariel nie zamierza się jednak poddawać. Obiecuje sobie, że zniknie z miasta, najszybciej jak się uda, po czym rozpocznie takie życie, jakiego od zawsze pragnęła. Jednak jej rodzice nie pochwalają tego pomysłu. Już planują dla niej inne życie…
Gdyby głowę Clariel zaprzątał tylko ten jeden problem…

Jednak w mieście dzieje się dużo więcej. Spiski, polityczne intrygi, bierność króla Orrikana, potęga Cechów i ludzie, którzy cały czas czegoś chcą od Clariel. Zostań Regentką! Wybierz prezent dla króla! Zostań moją żoną! I choć Clariel dąży tylko do powrotu do lasu, nie może po prostu zignorować tych ludzi. A tak bardzo chciałaby decydować sama o swoim losie.

Czy uda jej się spełnić marzenia?
I czy po drodze nie zgubi gdzieś siebie?
Nie dowiecie się, dopóki nie przeczytacie.

Garth Nix jest na pewno znanym autorem dla czytelników gustujących w książkach fantasy. ,,Clariel’’ to prequel trylogii o Starym Królestwie. Książki ,,Sabriel’’, ,,Lirael’’ oraz ,,Abhorsen’’odniosły sukces i spodobały się czytelnikom. Jak będzie i z tą powieścią?

Nie miałam okazji zapoznać się z tą trylogią i oceniam ten tom z perspektywy czytelnika, który w ogóle nie zna Starego Królestwa ani zasad w nim panujących. Na początku ciężko czytało mi się książkę, nie mogłam się skupić na chwilami przydługich dialogach.  Jednak wraz z rozwojem akcji, ,,Clariel’’ zaczęła mi się podobać. Jej dużym plusem jest realistycznie stworzony świat z zasadami i prawami niemal tak rzeczywistymi jak nasze kodeksy. Bohaterzy z krwi i kości, z zaletami i wadami, jak w życiu, również mnie urzekli. Właśnie dlatego polecam ,,Clariel’’ wszystkim czytelnikom, nie tylko tym uwielbiającym literaturę fantastyczną. Bo choć ja nie zaliczam się do nich i mnie się ta książka spodobała. Dlatego też Wy sami spróbujcie i przeczytajcie, a kto wie…Może nie zechcecie wyjść ze Starego Królestwa!


Katia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego

środa, 4 marca 2015

"Władca piasków" - Eliza Drogosz - recenzja

Okładka książki Władca piaskówCzy jesteście gotowi na podróż poza granice Waszej wyobraźni?  Pojedźcie na obóz w samym sercu pustyni i poznajcie pradawnych bogów Egiptu. Rozwikłajcie zagadkę, komu warto wierzyć, a kto jest przeciwko Wam? To wszystko znajdziecie w debiutanckiej książce młodej krakowskiej licealistki Elizy Drogosz, pod tytułem „Władca piasków”.

Zwykła nastolatka z Krakowa i tajemniczy chłopak z Francji stają naprzeciw nazbyt miłego dyrektora obozu, a jak się potem okaże, i reszcie uczestników. 

Dlaczego? 
Co kryją tajemnicze małe budynki i jaki cel mają wyzwania stawiane młodzieży?

Sona, uczennica z Krakowa, pod wpływem nieszczęśliwego wypadku siostry decyduje się na wyjazd na egzotyczny letni obóz w Egipcie. Potajemnie marzy o magicznej przygodzie. Nawet nie wie, jak bardzo blisko jest realizacji marzenia, i jak bardzo zmieni to jej życie.

Oliver, a właściwie Briant de Ramen, poszukiwany morderca, również pojawia się na obozie. Jednak jego celem jest tajemniczy Amulet Ozyrysa. Nikt nie rozpoznaje młodocianego przestępcy, oprócz Sonii. Czy jego sekret jest bezpieczny?

Książka jest bardzo ciekawa, jednak wyczuwa się inspirację „Kronikami rodu Kane” autorstwa Ricka Riordana.  Pomimo tego akcja jest wartka i wciągająca. Prosty język dodatkowo sprawia, że opisane wydarzenia i opisy bohaterów angażują czytelnika.

Jestem pełna podziwu dla młodej pisarki za pomysł poprowadzenia akcji książki. W niesamowity sposób wiedzie czytelnika, co chwile zmieniając jego osądy. Wystarczy jedno zdanie i znowu stajemy na linii startu.
Z niecierpliwością czekam na kontynuację „Władcy piasków” i na dalsze losy Sonii i Olivera.

Polecam serdecznie

Dydelf, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poligraf.

wtorek, 3 marca 2015

"Misja 100" - Kass Morgan - recenzja

Okładka książki Misja 100Gdy Ziemia zostaje spustoszona przez wojnę nuklearną, większość jej mieszkańców ginie. Jednak części udaje się przetrwać. Przenoszą się na dryfującą w kosmosie stację kosmiczną. Wszystko wydaje się być w porządku. Ale trzysta lat później przyszłość maluje się w znacznie ciemniejszych barwach. Brakuje jedzenia, wody i tlenu. Władze ściśle kontrolują liczebność populacji, wszyscy powyżej osiemnastego roku życia są skazywani na śmierć za najmniejsze przewinienia. Lecz nawet to nie wystarcza. Na Ziemię zostaje wysłana setka nieletnich przestępców, których zadaniem jest sprawdzić czy planeta nadaje się do życia. To dla nich szansa na nowe życie… lub na pewną śmierć.

„Misja 100’’ była inspiracją do powstania mojego ulubionego serialu – „The 100’’. I to był właśnie powód dla którego sięgnęłam po tę książkę. O jej istnieniu dowiedziałam się dopiero, gdy zaczęłam oglądać drugi sezon. Gdy tylko zobaczyłam ją w bibliotece, natychmiast się na nią rzuciłam:). Widziałam co prawda wiele negatywnych recenzji na jej temat w internecie, ale stwierdziłam, że pewnie są przesadzone. Okazało się, że jednak nie były. 

Książka została napisana z perspektywy czwórki bohaterów: Clarke, Wellsa, Bellamy’ego i Glass. Opis aktualnych wydarzeń jest co chwila przerywany wspomnieniami z życia postaci. W którymś momencie miałam wrażenie, że w książce jest więcej retrospekcji niż akcji, która zresztą nie była powalająca. Wszystko kręciło się wokół naszej czwóreczki i ich miłosnych rozterek. Cała reszta setki została po prostu pominięta. W serialu romans to raczej wątek mocno poboczny, chodzi raczej o walkę o przetrwanie. W książce nie pojawiało się nic innego. Denerwowali mnie też sami bohaterowie. Przyzwyczaiłam się do ich serialowych wersji, znacznie lepszych i ciekawszych od tych książkowych. Styl pisania strasznie mnie męczył. Przypominał napisane przez trzynastolatkę pierwsze lepsze fanfiction z internetu. 

Podsumowując: autorka miała świetny pomysł, którego realizacja "trochę’’ nie wyszła. Ale jeśli jednak ktoś chciałby się za to zabrać, polecam zacząć od serialu, żeby nie zrazić się od razu.


Olehandra, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Bukowy Las.

"Światło się mroczy" - George R.R. Martin - recenzja

Okładka książki Światło się mroczy(Nie) daleka przyszłość, Galaktyka. Ziemia skolonizowała wiele światów i odkryła wiele więcej. Kolejne galaktyki nawiązują kontakt z ludnością. Po wielu perypetiach i wojnach, zostaje odkryta kolejna planeta, Worlon, która przez okres 50 lat ma znowu żyć. Organizowany jest festiwal, na który przylatują znani dumni wojownicy, Kavalarowie i przedstawiciele pozostałych 13 światów w Welonie Kusicielki. Kiedy planeta umiera, pozostaje na niej niewiele osób. Jednak dawna ukochana Dirka, Gwen nadal tam jest, a na dodatek wzywa go do siebie. Nadal darzący ją uczuciem nie zastanawia się, jaki jest tego cel. Kiedy przylatuje na Worlon zauważa, że świat umiera a Gwen związana jest więzami z brutalnym Kavalaranem.

Jaki jest cel ich pobytu na planecie?
Dlaczego kobieta jest nieszczęśliwa pomimo osiągnięcia swoich celów?
Co zrobi Dirk, aby uratować ukochaną i czy będzie to potrzebne?

Tego dowiecie się z książki znanego pisarza George’a R. R. Martina „ Światło się mroczy”. Pomimo zawiłego prowadzenia akcji, jakże charakterystycznego dla niego, książka jest ciekawa i wciągająca. Niezbędny okazuje się tutaj słowniczek, dołączony do książki. Opowieść opowiadana przez Martina niesamowicie wciąga  jednocześnie męczy, ponieważ pisarz zalewa nas morzem kolejnych postaci, które wydają się nam nieistotne, a pod koniec powieści BUM! i wszelkie nasze podejrzenia rozwiązania kończą się fiaskiem. Zignorowany bohater zmusza nas do powrotu na początek historii i przypomnienia sobie wszystkiego na nowo.

Jako niezbyt zaznajomiona z gatunkiem space opera, jestem zaskoczona, że można w tak ciekawy sposób opisać Kosmos i jego alternatywne dzieje.

Serdecznie polecam osobom, które nie boją się natłoku dziwnych nazw, mnogości postaci i co tu ukrywać, spisków, których nie powstydziliby się bohaterowie „Gry o tron”.


Dydelf, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

poniedziałek, 12 stycznia 2015

"Unicestwienie" - Jeff Vandermeer - recenzja

Okładka książki UnicestwienieStrefa X to co najmniej dziwne miejsce. Nie wiadomo jak powstała, kto i co tam żyje, a co najważniejsze dlaczego jest tak niebezpieczna, groźna. W celu uzyskania choćby podstawowych informacji wysyłano tam zespoły naukowców mające za zadanie zbadanie tej sfery. Jedenaście ekspedycji poniosło porażkę. Członkowie pozabijali się nawzajem albo zwyczajnie popełnili samobójstwo. Dlaczego? Nie wiadomo. 

Kolejne pytania, a coraz mniej odpowiedzi. Postanowiono utworzyć następną, dwunastą już ekspedycję. Tym razem złożona jest tylko z czterech kobiet: z psycholożki, biolożki, antropolożki i geodetki. Dlaczego nie podaję imion? Bo ich  nie ma. To luksus, który został im odebrany. Tak samo jak nowoczesne technologie. Wszystkie urządzenia zastąpiono jednym, (wodoodpornym!) czarnym dziennikiem. Przez pół roku szkolono je by dały sobie radę w nieznanej i groźnej Strefie X.

    ,,Unicestwienie’’ to zapiski biolożki, narratorki  powieści. Jej notatki są bardzo szczegółowe. Znajduje się tu wiele opisów, a dialogów niewiele, więc akcja toczy się dość ślamazarnie. Główna bohaterka, biolożka ma wykształcenie, czyli dla niej te wszystkie ,,mądre, biologiczne pojęcia” są czymś naturalnym. Jednakże dla mnie były dodatkowym zagmatwaniem w całej treści. Poza tym bohaterki badając Strefę X, zostają poddane hipnozie. Halucynacje są wywoływane przez nieznane dotąd ludzkości organizmy. Bohaterki nie mogą zdecydować się czy widzą tunel, a może wieżę. Jak dla mnie to jest za dziwne. Rozumiem, powieść science–fiction, ale gdyby autor zrezygnował z kilku faktów, historia byłaby ciekawsza, bo bardziej zrozumiała.

    Na pochwałę zasługuje postać biolożki. Jest to kobieta silna, dążąca do celu, ciekawa świata. Przeciwstawia się otaczającemu ją kłamstwu i walczy. To postawa godna podziwu oraz wzór do naśladowania.

    Jeśli zaś chodzi o stronę graficzną książki… Okładka jest według mnie nawet ciekawa, lecz przede wszystkim niepokojąca, wywołująca mieszane uczucia. Szczerze mówiąc, w porównaniu do twórczości Lema czy Dicka, to ,,Unicestwienie’’ wypada słabiej. 

   ,,Unicestwienie’’ to pierwsza część trylogii ,,Southern Reach’ autorstwa Jeffa VanderMeera.


Nikki, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte. 

„I żywy stąd nie wyjdzie nikt” - recenzja

„I żywy stąd nie wyjdzie nikt” to zbiór opowiadań różnych autorów.

I żywy stąd nie wyjdzie nikt - Andrzej W. Sawicki1.”Żegnaj laleczko” – Andrzej W.Sawicki
Jedno z najlepszych opowiadań jakie kiedykolwiek przeczytałem, myślę że zostanie ono na długo w mojej głowie. Jest to zasługa zakończenia, które wykorzystało każdy wcześniejszy element opowiadania i dosłownie doprowadziło do eksplozji! Początkowo słownictwo troszkę wulgarne i nie każdemu się spodoba (myślę o kobietach). Krótko mówiąc, jest to sztandarowe opowiadanie antologii.

2.”Słowo żołnierza” - Joanna Maciejewska 
Opowiadanie nie porwało mnie. Mam wrażenie, że coś podobnego już czytałem. Wątek kapitulacji w trakcie wojny tylko po to, aby wygrać za sto lat nie przemówił do mnie.

3.”Evviva L’arte” - Marcin Pągowski
Spodobał mi się pomysł. Wszystko jest idealnie na odwrót, nawet skrzypek ćwiczący w jednym z mieszkań w kamienicy jest utalentowany i nikomu nie przeszkadza, że ćwiczy o późnej porze. Zbombardowanie USA za pomocą bomby kobaltowej też mi się spodobało. Czytało się przyjemnie i myślę, że opowiadanie może się spodobać wszystkim prawdziwym Polakom, którzy mają w sobie coś z sarmaty i tęsknią za dawną świetnością (ale jest to pozytyw, bo sam tak mam):)

4. „47. Oddział zwiadu imperialnego” – Marcin A.Guzek
Powiem krótko, lubię takie klimaty i jak dla mnie może być. Czytało mi się dosyć przyjemnie i naprawdę byłem ciekawy jak potoczy się historia 47. Oddziału zwiadu imperialnego. Nie odniosę się do stylistyki, bo się na tym nie znam. 

5.”Drzewo” – Grzegorz Piórkowski
Czytało mi się dosyć przyjemnie o ludziach, którzy zdepczą wszystkich i wszystko w pogoni za chimerą. Wątek psa-robota, który widział w degeneracie i który zabił własną siostrę (z dość dziwnych pobudek), człowieka jest bardzo dobry. Mam wrażenie, że troszkę mało jest przemyśleń głównego bohatera na temat zabójstwa swojej młodszej siostry (ciężko mi to opisać, wydaje mi się nierealne zabicie ostatniego członka swojej rodziny w tak „wykalkulowany” sposób. Spodobały mi się również imiona użyte w opowiadaniu, ponieważ są moim zdaniem dość nietypowe (napisałbym, że są polskie, ale one przecież nie są polskie!)

6.”Powrót do domu” – Martin Ann
Dobre opowiadanie o kobiecie, która spędziła wojnę mając dobrą pracę u dobrych Niemców. Prawdziwym wrogiem był jej mąż. Mechy w trakcie II Wojny Światowej w opowiadaniu o kobiecie, która wojny nie doświadczyła tworzą fajny efekt.

7.”Nadzienie połknięte w całości, czyli cała prawda o operacji „Mincemeat” – Łukasz Sawczak
Pomysł ciekawy, ale mi się nie spodobało. Nie lubię takich klimatów (i bohaterów narodowych Brytyjczyków, bo uważam, że ich wkład w II wojnę jest przereklamowany).

8.”Domknięcie” – Filip Laskowski
Dosyć poważne opowiadanie. Dobrze mi się czytało, mam pozytywne odczucia.

9.”Potworzyca” Anna Dominiczak
Fajne opowiadanie, dobrze się czytało. Po przeczytaniu naszła mnie taka myśl: umysłu prawdziwie wolnego nie można zniewolić.

10. „Listy z cienia” – Tomasz Zawada
Moim zdaniem jest to bardzo dobre opowiadanie. Dobrze się czytało, fabuła ciekawa. Wysadzenie królowej, gdy ta chciała się pojednać uważam za bardzo realistyczne i prawdziwie ludzkie, bardzo mi się ten wątek spodobał. Pomysł, aby wychować potencjalną „liderkę” wrogiej obcej rasy tak, aby ta zniszczyła swoją  rasę, również bardzo mi się spodobał (zdrajcy rasy też są przedstawieni w bardzo interesujący sposób).

Trzy najlepsze opowiadania według kolejności nieprzypadkowej :
1.”Żegnaj laleczko”
2.”Listy z cienia”
3.”Evviva L’arte”
4.”Drzewo”
Polecam
Władek

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów. 

poniedziałek, 27 października 2014

"Unicestwienie" - Jeff VanderMeer - recenzja


Okładka książki Unicestwienie
Kiedy rzucamy terminem ,,Strefa X” w głowie naszych rozmówców pojawiają się podobne myśli. Strefa, która kryje tajemnice. Miejsce, o którym mało wiadomo, prawie nic. Czasem nawet inny świat, ukryty pod postacią tego widzialnego przez nas.


W taki właśnie odrębny ekosystem wysyłamy grupy badaczy i uczonych, którzy maja za zadanie zbadać takie tereny. Jedenaście poprzednich ekspedycji poniosło całkowitą porażkę. Ich członkowie umierali, popełniali samobójstwa lub zabijali się wzajemnie. Obecną, dwunastą z kolei grupę, tworzą same kobiety. Jednak czy klucz leży w samych uczestnikach?
            
Biolożka, antropolożka, geodetka i psycholożka wkraczają w miejsce, rządzące się własnymi, niezrozumiałymi dla ludzi  prawami. Każda z nich prowadzi swój własny dziennik wyprawy, w którym opisuje to, co widziała, swoje odczucia i przeżycia, zachowanie koleżanek… Ale tego, co tam zobaczą nie da się pojąć zmysłami a co dopiero opisać słowami. 

Co ukrywa tak zwana ,,Strefa X”? 
Czym zaskoczy ochotniczki? 
Czy dokonają właściwych decyzji w miejscu, gdzie na każdym kroku spotyka się kolejne niewyjaśnione zjawisko?
            
Unicestwienie to pierwsza część trylogii ,,Southern Reach” opowiadającej o dwunastej ekspedycji. Obowiązkowa pozycja dla miłośników klasycznej fantastyki.  Serdecznie zapraszam do lektury Unicestwienia i kontynuacji! :)

                                                                                                                                                                                                                                           Iguana, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte.

środa, 17 września 2014

"Morderstwo wron" - Anne Bishop - recenzja

Meg Corbyn zdobywa zaufanie terra indigena. Jest człowiekiem, więc zmiennokształtni powinni traktować ją jak zwierzynę, ale dzięki swoim zdolnościom wieszczenia staje się dla nich kruchą istotą, którą muszą chronić. Życie Meg jako cassandra sangue nie jest łatwe, tym bardziej, że Kontroler, który przetrzymywał Meg i wykorzystywał jej moc, pragnie odzyskać swoją zdobycz.
Tymczasem na ulicach pojawiają się nowe narkotyki, przez które coraz częściej dochodzi do starć ludzi z Innymi. Ludzie buntują się przeciwko władzy Innych, Meg ma nowe wizje, Inni są atakowani i zastraszani, wieszczenia dotyczą zagłady. Simon Wilcza Straż i nieliczni ludzie, którzy żyją wśród Innych, muszą powstrzymać bunt ludzi, zanim Inni wymierzą sprawiedliwość sami.

Okładka książki Morderstwo wronSkłamałabym, gdybym powiedziała, że nie czekałam na drugą część Pisane szkarłatem. Pierwszy tom Innych zachwycił mnie do granic możliwości i przeniósł do zupełnie innego, niesamowitego, niebezpiecznego świata, który dzieliłam z Simonem, Meg i Innymi przez 560 stron. Przeczytanie kontynuacji było obowiązkiem. Kiedy tylko udało mi się dorwać Morderstwo wron, od razu poczułam się jak w domu. Byłam pewna, że ta część pobije poprzedniczkę, no ale troszkę się przeliczyłam.
W czym problem? Zapewne moje uwagi dotyczące Morderstwa wron okażą się troszkę błahe, ale nie zmienią niestety faktu, że druga część w mojej ocenie wypadła słabiej. W kontynuacji najbardziej ucierpiał punkt kulminacyjny i wątek miłosny. W recenzji poprzedniego tomu rozpisywałam się o ostatnich 65-u stronach, które nie pozwoliły mi oderwać się od książki. Do tej pory, kiedy wspominam końcówkę Pisane szkarłatem, czuję te wszystkie emocje i potrafię wyobrazić sobie pościgi, walki, paskudną śnieżycę i wiele, wiele więcej. Byłam ciekawa, co też Anne Bishop pokaże w tej części, ale im mniej stron dzieliło mnie od końca Morderstwa wron, tym szybciej opadał mój entuzjazm, bo – kurczę – autorka nie popisała się tutaj punktem kulminacyjnym. Miałam wrażenie, że napisała go na „odczep się”, a przecież tak świetnie wyszło jej to w pierwszej części! Owszem, pojawiła się akcja, wszystko nabrało sensu, wątki się połączyły, ale oprócz tego nie było żadnego szału ani emocji. W pierwszej części - ojej, to było coś, ale tutaj… Zawiodłam się.

Drugim i ostatnim największym minusem Morderstwa wron jest stojący w miejscu wątek miłosny. Takie zwlekanie w pewnym momencie zaczęło działać mi na nerwy. Wiem, że autorka ma na celu wywołać w czytelniku pragnienie poznawania dalszych części, wystawia jego cierpliwość na próbę i tak dalej, ale to zaczęło być trochę męczące. Anne Bishop naprawdę potrafi pisać magicznie i świetnie to wykorzystuje nawet w najbanalniejszych zdaniach, więc czemu nie może skorzystać z tej magii i poruszyć nią wątek miłosny?

Tę recenzję zaczęłam od minusów i pewnie odnieśliście wrażenie, że w mojej ocenie Morderstwo wron jest lekturą raczej marną, lecz jesteście w błędzie. Hej, przecież to Inni Anne Bishop! Tutaj nie ma miejsca na nudę i narzekanie! W drugiej części spotykamy się z tymi samymi bohaterami. Jest ich naprawdę wielu. Pani Bishop przygotowała dla nas szeroką gamę najróżniejszych, interesujących charakterów i każdy czytelnik znajdzie wśród nich swojego ulubieńca. Uwierzcie, pokochałam każdego z nich! Lubię, kiedy książka jest przepełniona ciekawymi, realnymi, prawdziwymi, kolorowymi postaciami i pod tym względem autorka spisała się na medal. Tutaj Simon pozostał Simonem, w Meg zaszły pewne zmiany, ponieważ stała się odważniejsza i pewniejsza siebie, Henry dalej jest tym samym, spokojnym, przyjaznym niedźwiadkiem, a Tess wciąż budzi we mnie grozę, a jednocześnie zainteresowanie jej wymierającym gatunkiem.

Pani Bishop ma też niesamowity dar do tworzenia cudownych opisów sytuacji. Są przepełnione emocjami i pod żadnym pozorem nie można narzekać na ich brak. Dzieje się tak za pewne dzięki prostemu językowi. Wszechwiedzący narrator pozwala nam śledzić nie tylko głównych bohaterów, ale i wrogów Innych. A sam pomysł na drugą część? Moim zdaniem świetny. Anne Bishop bardzo dobrze połączyła wydarzenia z poprzedniego tomu z tymi, które miały miejsce w kontynuacji. No i oczywiście humor! Jego nie zabrakło na kartach.

Kontynuacja, jak zresztą widać, w mojej ocenie wypadła słabiej od poprzedniczki, ale nie jest zła – co to, to nie! Inni to seria warta uwagi, która wciąga i nie pozwala oderwać się aż do ostatniej strony. Jak wiadomo, w każdej serii są te słabsze i mocniejsze tomy. W tym wypadku Morderstwo wron jest tym słabszym, ale wciąż świetnym, interesującym, wciągającym i jedynym w swoim rodzaju. Dla fanów Pisane szkarłatem  przeczytanie drugiej części jest obowiązkowe! A ci, którzy jeszcze nie sięgnęli po pierwszy (i drugi) tom Innych powinni to jak najszybciej nadrobić.



Layla, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Initium

wtorek, 16 września 2014

" Król uciekinier" - Jennifer A. Nielsen - recenzja

Okładka książki Król uciekinierKilka dni temu Jaron zasiadł na tronie Carthyi. Ma przed sobą całe królestwo, władzę i tajemnicę, którą zna tylko on i nieliczni, zaufani ludzie. Pokonawszy jedną przeszkodę wierzy w to, że teraz nastanie spokój – w końcu zaginiony syn króla żyje i powrócił do ojczyzny. Ale tak niestety nie jest. Zaczynają krążyć plotki o zamachu na króla, a za granicą Carthyi piraci szykują się do odzyskania kiedyś należących do nich ziem. Szykuje się wojna między państwem Jarona a potężną Avenią. Żeby ratować swoje królestwo Jaron będzie musiał opuścić Drylliadę.

Pamiętam, że Fałszywy książę zrobił wielki szał na rynku czytelniczym i w blogosferze. Posypało się mnóstwo pozytywnych opinii, a ja nie wiedziałam, co komu tak bardzo podobało się w historii Sage’a. Według mnie Fałszywy książę był ciekawą lekturą, ale nie taką, która powaliłaby mnie na kolana. Do Króla uciekiniera podeszłam bardzo sceptycznie. Otaczające mnie zewsząd pozytywne recenzje drugiej części tylko zmniejszały mój entuzjazm, bo, halo, jak książka dostaje same wysokie oceny to coś musi być nie tak. Po przeczytaniu drugiej części Trylogii władzy stwierdzam, że… ta książka była genialna.

Teraz już wiem w czym, a raczej w kim tkwi cała magia Trylogii władzy – tą osobą jest Jaron (czy też Sage, jak wolicie). Ten bohater jest tak świetny, że naprawdę trudno jest mi opisać wszystkie uczucia, którymi obdarzyłam tego cwanego, zabawnego, śmiesznego, inteligentnego i aroganckiego chłopca. To po prostu niemożliwe, żeby czternastoletni chłopiec taki jak Jaron mógł być  świetnie wykreowaną postacią, w której tkwi wszystko, co najlepsze w Trylogii władzy.  Dawno nie spotkałam takiego cudownego bohatera, który sprawiał, że chciałam dalej poznawać jego losy. W tym wypadku Jennifer A. Nielsen jest mistrzem w tworzeniu głównych bohaterów.

Fabuła nie jest super-hiper dobra. Jest prosta, ale ciekawa. Pani Nielsen stara się wzbogacić życie Jarona i wrażenia czytelnika, stawiając na drodze chłopaka nowe zagrożenia. Są piraci, jest poświęcenie, walka, odwaga i niepewność. Wątek piratów wypadł naprawdę dobrze. Był on ciekawy dlatego, że piraci byli bardzo nieobliczalni. Na każdej stronie zastanawiałam się, co też nowego i niebezpiecznego wymyślą dla młodego chłopca, który skrywa tajemnicę swojego pochodzenia. Nietrudno jest się domyślić również kto kogo zdradził, kto jest po dobrej lub po złej stronie, na którą stronę przejdzie i kto pojawi się w kolejnych rozdziałach. Jak wspomniałam wcześniej fabuła jest naprawdę prosta. Nie ma tu żadnych filozofii, są za to emocje i „atrakcje”. Właśnie to w połączeniu z humorem Jarona i całą jego postacią pochłonęło mnie i nie pozwalało w nocy spać, kusząc kolejnym, cudownym rozdziałem.

Jennifer A. Nielsen posługuje się bardzo przyjemnym, lekkim stylem i prostym językiem. Dzięki temu książkę czyta się błyskawicznie, a przygoda z nią to czysta zabawa… no, z wyjątkiem tych chwil, kiedy było naprawdę niebezpiecznie! Byłam zdziwiona, że dopiero ją zaczęłam, a już wielkimi krokami zbliżam się do końca. Ale chyba każdy przyzna, że skoro książka wciąga i nie chce wypuścić spomiędzy swoich stron, oznacza to, że jest diabelnie dobra.

W czasie czytania przeszkadzało mi jedynie to, że w niektórych momentach Jaron zapominał kim naprawdę jest i co przeżył, nim zasiadł na tronie. Tego właśnie mi brakowało – różnicy między tamtym życiem a obecnym; tak jakby nastoletni bohater nie doceniał swojej przeszłości i wolał oddać ją w zapomnienie. Czy jest to duży minus? Nie. Kiedy dookoła jest tylu piratów trudno często rozmyślać o swoim poprzednim życiu.


Jest to piękna historia o chłopcu, który umie przebaczać i kochać; o chłopcu, który wie, że prawdziwi przyjaciele są na wagę złota, że władza niszczy, a obietnica jest jednocześnie nadzieją. Król uciekinier to kawał świetnej, wciągającej, emocjonującej lektury. Tym, którym nie spodobała się pierwsza część, ta z pewnością przypadnie do gustu. Druga część to genialna kontynuacja Fałszywego księcia. Jestem w stanie powiedzieć, że o niebo lepsza od poprzedniczki. Teraz już wiem, czym tak zachwycali się czytelnicy.

Layla, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

środa, 9 kwietnia 2014

„Czarownica” - James Patterson, Gabrielle Charbonnet - recenzja

Czarownica - James Patterson
„Czarownica” to pierwsza z trzech powieści serii Czarodzieje, opowiadająca o losach dwójki rodzeństwa, które zostaje uprowadzone po zaprowadzeniu nowego porządku na ziemi. Jej główny autor, James Patterson to, według magazynu „Forbes”, najlepiej zarabiający pisarz świata. Zachęcam do lektury, przekonajcie się, że warto...


Wisteria i Whitford Wszechdobrzy. Rodzeństwo, 15 i 18 lat. Żyją szczęśliwie z rodzicami, chodzą do szkoły, mają swoje problemy, jak to nastolatki. Jednak wszystko się zmienia. Wagary i szlabany teraz są ich najmniejszym problemem...

Na świecie zapanował nowy porządek. Nowy Ład. Ale jest tylko gorzej.
Hałasy, odgłos wyważanych drzwi, krzyki. To nie jest dobry dzień dla rodziny Wszechdobrych.

Teraz rodzeństwo musi poradzić sobie w obliczu totalitarnej władzy Nowego Ładu i... uratować świat, jak mówi proroctwo...

Przyjemna, szybka, wręcz „ekspresowa” – takimi słowami opisałabym „Czarownicę”. Bez zbędnych zawijasów fabularnych wywołuje ogromną chęć na przeczytanie kolejnej części, na którą z niecierpliwością czekam.

Serdecznie polecam fanom fantastyki i przygód. Książka pokazuje, jak ważna jest współpraca i oczywiście miłość siostry i brata. 


WeruSSia, 16 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros.


piątek, 4 kwietnia 2014

"Dziecię ognia" - Harry Connolly - recenzja

Dziecię ognia - Harry Connolly
„Dziecię ognia” Harry’ego Connolly’a to pierwszy tom serii należącej do mrocznej fantastyki. Główny bohater, Ray Lilly, przyjeżdża wraz ze swoją szefową Annalise do małego miasteczka. Ich celem jest wyśledzenie i zlikwidowanie osoby parającej się magią. W wyniku zaklęcia w miasteczku giną dzieci, a rodzice później nawet nie pamiętają o swoich zmarłych pociechach. Dodatkowo Ray musi martwić się swoją szefową, która szczerze nim pogardza i szuka pierwszego lepszego powodu, żeby się go pozbyć… na dobre.


Muszę przyznać, że pierwszy rozdział „Dziecięcia Ognia” zaczynałam z trudem. Jednak z każdą kolejną stroną fabuła rozkręcała się coraz bardziej, pojawiało się coraz więcej pytań i wątpliwości. Już po paru rozdziałach czytało się z górki i cieszyłam się, że nie dałam się zrazić pierwszym paru stronom. Styl bez zarzutu, choć też nie wyróżnia się kunsztem spośród innych – ot, brzmi gładko, ale też człowiek nie poświęca szczególnej uwagi temu brzmieniu.

Fabuła książki zdecydowanie jest mroczna i nie nadaje się na lekturę dla młodszych osób. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale trup ściele się gęsto, a opisy są szczegółowe i niekiedy mogą przyprawić o gęsią skórkę. Właściwie nie ma wątku romantycznego (dobrze), choć jeden „obowiązkowy” epizod o tym i owym się znajdzie.

Zaskakująco dobrze skonstruowany okazuje się główny bohater. Ray nie jest ani świętym, ani typem bohatera, lecz pokazuje zarówno dobre, jak i złe strony ludzkiej natury. Pojawia się obawa przed śmiercią, ale też chęć zemsty za mordowanie niewinnych dzieci, mieszane uczucia po walce, rozważania, czy można dążyć do celu „po trupach” – a jeśli tak, to po jak wielu. Annalise nie jest pod tym względem aż tak ciekawa, ale jako postać drugoplanowa świetnie pasuje do fabuły i nieraz popycha ją do przodu. Razem z Rayem tworzą ciekawy duet, w którym początkowo dominują wyłącznie negatywne emocje, ale z biegiem czasu zaczyna ulegać to zmianie…

Zdecydowanie polecam, zwłaszcza dla osób, które lubią mroczne, krwawe fantasy z horrorem na dokładkę!


Rachel, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.