tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 czerwca 2025

„The Inheritance games” tom 1 – Jennifer Lynn Barnes – recenzja

„The Inheritance games” jest pierwszym tomem z serii, którą pokocha każdy fan zagadek i plot twistów. Książka praktycznie cały czas trzyma w napięciu oraz  jest napisana w bardzo przyjemny i lekki sposób.  

Grambs znajduje się w trudnej sytuacji rodzinnej – jest wychowywana przez swoją przybraną siostrę Libby, ponieważ jej matka nie żyje, a ojca nigdy nie poznała. Pewnego dnia dowiaduje się, że odziedziczyła fortunę po zmarłym miliarderze Tobiasie Hawthorne’ie, którego imię po raz pierwszy usłyszała dopiero podczas odczytywania testamentu. Wydarzenie to wywołuje ogromne poruszenie w rodzinie, ponieważ Hawthorne praktycznie wydziedziczył swoich najbliższych, zapisując cały dorobek życia Avery. Zgodnie z warunkami testamentu dziewczyna musi przez rok zamieszkiwać Hawthorne House, aby otrzymać spadek. Avery zgadza się, nie mając pojęcia, co ją czeka. Nieustannie nurtuje ją pytanie Dlaczego ja? W rezydencji poznaje wnuków miliardera – Jamesona, Xandra i Graysona – i wraz z nimi odkrywa tajemnicze zagadki ukryte w zakamarkach posiadłości. Wszystkie zostały starannie przygotowane przez Tobiasa Hawthorne’a, prowadząc Avery do odkrycia prawdy o sobie i swojej roli w tej historii.  

Wszystkie niewiadome w książce są bardzo przemyślane i spójne – nic nie dzieje się bez przyczyny, a cała fabuła jest niezwykle wciągająca. Wydaje się, że wiemy, co wydarzy się dalej, lecz autorka nieustannie zaskakuje nas nowymi łamigłówkami i zwrotami akcji. 

Mimo że porusza czasami poważne tematy, powieść napisana jest bardzo przyjemnym i przystępnym językiem, co jest jej dużą zaletą. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia Avery, co uważam za  plus, ponieważ dzięki temu możemy wczuć się w jej sytuację. 

Choć niektóre części tej serii są dosyć obszerne, kiedy już zaczęłam czytać, nie mogłam się oderwać. Autorka dzieli książkę na krótkie rozdziały, które niemal zawsze kończą się otwartym pytaniem lub niedopowiedzeniem, co sprawia, że trudno przestać czytać. 

Szczerze polecam The Inheritance Games osobom, które lubią zagadki, gry słowne i dynamiczną akcję. 

Marta

wtorek, 11 września 2018

"Zwiadowcy. Cz. 13. Klan Czerwonego Lisa" - John Flanagan - recenzja


Okładka książki Zwiadowcy. Klan Czerwonego LisaJohn Flanagan to pochodzący z Australii pisarz, którego nazwisko zapewne wielu osobom jest znane. To właśnie on jest autorem słynnej na całym świecie serii ,,Zwiadowcy'', której trzynastą częścią jest właśnie ,,Klan Czerwonego Lisa''.

Królestwo Araluenu już od dłuższego czasu boryka się z problemami. Rosnąca w siłę grupa rebeliantów, pragnie pozbyć się regentki Cassandry i  przywrócić stare prawo, według którego dziedziczy się tron tylko w linii męskiej. Idea trafia na podatny grunt. Grupa ta zawiązuje sekretne stowarzyszenie pod nazwą Klan Czerwonego Lisa na czele z Vulpusem Rutiliusem. To właśnie on jest mózgiem całej operacji... 

Jaki jest więc jego prawdziwy cel? 
Co tak naprawdę chce ugrać, pozbawiając Cassandry tronu?

Niestety, ani regentka ani jej córka Maddie nie zdają sobie do końca sprawy jak niebezpieczna może być ta grupa. Nastolatka zajęta jest zaliczaniem ostatnich egzaminów wieńczących trzeci rok szkolenia na zwiadowcę. Potem może ona liczyć na wakacje. A jednak nie jest to do końca miła perspektywa dla dziewczyny. Choć stęskniła się za rodzicami, powrót do nich oznacza powrót na zamek, a tym samym do etykiety i dyplomacji.

Czy Cassandra i Maddie w porę zdążą ustrzec się przed niebezpieczeństwem?
Czy zamek w Araluen zdoła się obronić?
Jaki jest prawdziwy cel Klanu Czerwonego Lisa?

Odpowiedzi w trzynastym tomie serii ,,Zwiadowcy''...

Muszę przyznać, że nieco bałam się sięgać po tę powieść, ze względu na nieznajomość wcześniejszych pozycji. O ,,Zwiadowcach'' tylko słyszałam (same dobre opinie), ale nic konkretnego nie wiedziałam. Nie przeszkodziło mi to jednak czerpać przyjemności z czytania i w pewnie sposób zrozumieć fenomen tych książek. Są to idealne powieści dla nastolatków, akcja jest wartka, bohaterowie jak żywi, a sam styl pisania również mi się spodobał. Co więcej, o dziwo, nieznajomość w ogóle serii, nie przeszkodziła mi w czytaniu ,,Klanu Czerwonego Lisa''. Więcej, zachęciło mnie to jedynie do sięgnięcia i zapoznania się z całą serią ,,Zwiadowcy''. To chyba najlepszy dowód na to, że faktycznie była to książka bardzo przyjemna i godna polecenia.


Katia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Jaguar. 

sobota, 22 kwietnia 2017

"Gdzie jest skrzynia z karabinami?" – Artur Pacuła – recenzja

Okładka książki Gdzie jest skrzynia z karabinami?Gdzie jest skrzynia z karabinami? to lekko napisana książka, którą przyjemnie się czyta. Opowiada o letniej przygodzie nastolatków, którą jak się okazuje, można przeżyć nawet w Katowicach, o trudach poszukiwań, o przyjaźni, o skrywanej przez lata tajemnicy i oczywiście o wielkiej przygodzie.

Napisana prostym językiem, świetnie odzwierciedla codzienne problemy młodzieży. Lektura idealna na letnie popołudnie, dostarcza wielu wrażeń i pozwala przeżyć niezapomniane chwile. Świetnie wykreowani bohaterowie, z którymi czytelnik na wiele sposobów może się utożsamiać. Przyjemna, ciekawa i przede wszystkim lekka, szybko się ją czyta. 

Gdzie jest skrzynia z karabinami? to sympatyczna „przygodówka” idealna dla młodszej młodzieży wkraczającej w ogromny czytelniczy świat. Akcja gnająca do przodu, zabawne dialogi, trafne obserwacje, tajemnice i zagadki sprawiają, że żal rozstawać się z książką.Na pewno bawi i z pewnością nie nudzi, a przy okazji dostarcza wielu informacji dotyczących historii  Górnego Śląska.

Polecam ją wszystkim tym, którzy spragnieni są odrobiny relaksu, czują zew przygody i oddech zbliżających się wakacji na plecach lub dopiero rozpoczynają swoją przygodę z wieloformatową literaturą. 

Artur Pacuła jest także autorem "Gdzie jest korona cara", w której również spotkacie się z bohaterami opisywanego tytułu.


                                                                                                                                                            Palcia, 15 lat

Za egzemplarz do recenzji dziękujemu autorowi. 

poniedziałek, 27 lutego 2017

”Był sobie pies” - W .Bruce Cameron - recenzja

Okładka książki Był sobie piesCzy zastanawiałeś się czasem jak żyje pies?
Co się dzieje w jego małej psiej główce?
Dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej?

Jeśli tak to powieść pt.:”Był sobie pies” została napisana specjalnie dla ciebie. Autor, W. Bruce Cameron, po wieloletnich obserwacjach psów i fascynacji innymi zwierzętami, stworzył właśnie taką książkę. Przedstawia ona, w sposób niesamowicie zabawny i przyjazny dla czytelnika , przygody wesołego pieska - począwszy od zwykłego kundelka, przez golden retrivera, a kończąc na bernardynie. Książka pokazuje jakie myśli kotłują się w nim, jak bardzo nie rozumie ludzi, ale również jego miłość do nich. Doświadczamy chwil, w których piesek doznaje najszerszej gamy uczuć, kiedy ktoś traktuje go źle, a kiedy jest najszczęśliwszy na świecie.

Powieść zaczyna się on momentu narodzin psiaka, w jamie pod drzewem, i rywalizacji z rodzeństwem. Mama uczy ich jak żyć dziko, ale małemu nie podoba się to zbytnio. Kiedy pewnego dnia nadjeżdża ludzki samochód żądny przygód piesek nie ukrywa się. Zostaje zabrany razem z mamą i bratem do zagrody z innymi pieskami. Otrzymuje imię Toby i dopiero tam czuje się jak w domu. Niestety przygoda w tym miejscu dla małego Tobiego kończy się smutną śmiercią. Budzi się on znowu koło mamy, ale ku jego zdziwieniu i on, i ona wyglądają inaczej niż poprzednim razem. W kolejnym wcieleniu, szczęśliwym trafem, piesek trafia do radosnego chłopca Ethana, gdzie dostaje nowe imię Bailey. Czuje, że chłopiec jest jego bratnią duszą i nigdy nie zamierza go opuścić. Mama i tata chłopca również mają miękkie serce do pieska i wszyscy stają się wielką szczęśliwą rodziną. Psina niestety nie rozumie czemu Ethan przez większość czasu jeździ do jakiejś szkoły zamiast bawić się z nim, ale po tym okresie następuje czas wyjazdu na farmę do babci i dziadka, a tam już nikt, ani nic nie może ich od siebie oddzielić. Z roku na rok chłopiec i Bailey dorastają. Piesek towarzyszy swojemu panu w najtrudniejszych chwilach, wyborach i pierwszych miłościach. Niestety przychodzi czas na pieska, co powoduje rozpacz u nich obojga. U czworonoga nie powoduje zdziwienia kolejne przebudzenie się w nowym ciele. Tym razem zostaje on psem policyjnym. Przechodzi szkolenie, bierze udział w misjach, ale tak jak poprzednio również przychodzi na niego czas. Trafia do miłego starszego mężczyzny, który wydaje mu się znajomy. Kiedy znajduje u niego pamiętną zabawkę już nic nie pozostawia mu wątpliwości. 

Co stanie się z pieskiem? 
Kim jest jego właściciel, kogo mu przypomina, a może kim jest? 

Przeczytajcie tą książkę, a dowiecie się tego.

Wiele razy śmiałam się czytając tę powieść. Według mnie to najbardziej oryginalna książka ostatniego czasu. Bardzo mnie zdziwiły niektóre fakty na temat psów, ale bardzo się cieszę, że mogłam się dowiedzieć czegoś nowego. Jestem niesamowicie zafascynowana fabułą, ukazującą nas, ludzi oczami psa, ale również pokazującą reinkarnację psa, co nie wiadomo czy jest możliwe, ale można snuć takie domysły. Jest to bardzo serdeczna książka otwierająca swoje karty wprost do czytelnika. Zachęcam do jej przeczytania nie tylko miłośników psów, ale również wszystkich innym, bo obiecuję będziecie mile zaskoczeni.

Polecam,

Monia, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Kobiece. 

czwartek, 16 lutego 2017

''Ulysses Moore - Piraci z Mórz z Wyobraźni'' - Pierdomenico Baccalario - recenzja

Okładka książki Ulysses Moore. Piraci z Mórz WyobraźniPierdomenico Baccalario - włoski pisarz, tworzący literaturę dla dzieci i młodzieży. Ma on w swoim dorobku wiele serii i powieści. W Polsce ukazała się między innymi jego najsłynniejsza, wielotomowa seria książek ''Ulysses Moore''. Autor cały czas zaskakuje swoimi kreatywnymi pomysłami i pisze regularnie raz po raz nowe książki. Ostatnio premierę miał już XV tom serii ''Ulysses Moore'' - ''Piraci z Mórz z Wyobraźni''.

Murray wraz z przyjaciółmi ponownie podejmują się wyprawy na Morza z Wyobraźni. Razem z buntownikami z miasta Kilmore Cove muszą za wszelką cenę powstrzymać Kompanię Indii, na czele której stoi szalony Larry Huxley. Otrzymali oni misję ocalenia świata, ale nie zawsze wszystko idzie po ich myśli. Mają coraz więcej pytań, a tak mało odpowiedzi. Cały czas nie opuszcza ich nadzieja, iż uda im się rozwikłać największą zagadkę, jaką jest postać tajemniczego Ulyssesa Moore'a.

Styl pisania autora jest bardzo lekki i przyjemny, opisy są ciekawe i nie za długie, powieść jest pełna zagadek i akcji, dialogi nie są wymuszone, a małoletni bohaterowie są świetnie wykreowani i czytelnik z łatwością może się z nimi utożsamić. W skrócie - mamy idealną książkę dla dzieci i młodszej młodzieży.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, jak i jego serią ,,Ulysses Moore''. Swoje doświadczenia z jego twórczością wspominam bardzo przyjemnie i z chęcią powracam do świata, który wykreował. Zawsze byłam pod wrażeniem, z jaką łatwością Pierdomenico Baccalario jest w stanie przykuć uwagę czytelnika i sprawić, że nie jest się w stanie oderwać od jego książki. Mimo iż jest to już XV tom serii, to autor utwierdza nas w tym, że jeszcze nie wyczerpał do końca tematu. Nic nie jest naciągane i przy czytaniu towarzyszą nam ciągle nowe niespodzianki.

Polecam tę książkę szczególnie dzieciom i młodszej młodzieży. Nie zachęcam do zaznajamiania się z nią bez wcześniejszego przeczytania poprzednich części, ale moim zdaniem ten tom, jak i cała seria warte uwagi.


Olivka, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Firmy Księgarskiej Olesiejuk. 

czwartek, 19 listopada 2015

"Magiczne Drzewo. Świat ogromnych" - Andrzej Maleszka - recenzja

Okładka książki Magiczne Drzewo. Świat Ogromnych
Burza powaliła olbrzymi, stary dąb. Było to Magiczne Drzewo. Ludzie nie znali jego mocy i zrobili z drzewa setki przedmiotów. W każdym z nich ukryła się cząstka magicznej siły. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły dziać się niezwykłe rzeczy. Czerwone krzesło było pierwszym, którego właściwości odkryła grupka przyjaciół w pierwszej z książek Maleszki.

Teraz nadszedł czas na poznanie kolejnego elementu układanki. Dosłownie! Puzzle znalezione w domu wychowawczyni Idy mają magiczne właściwości. Idalia jest pierwszą odważną (co z tego, że zupełnie przez przypadek) i dzięki niej trafią do świata ogromnych w poszukiwaniu zaginionego przed pięciu laty synka pani Szulc. W ślad za nią ruszają Kuki, Gabi i mówiący pies Budyń. 

Czy uda im się przetrwać w świecie, w którym wszędzie dookoła chodzą dziesięciometrowi ludzie, a kundelki są wielkości lwów? 
Czy Alik pozna mamę i zechce wrócić do prawdziwego domu?

Tylko Andrzej Maleszka mógłby sprawić, że historia, w której dzieciaki przenoszą się do krainy niczym z bajki o Jasiu Fasoli, wydaje się realna. Ida już chyba nigdy więcej nie będzie narzekać na brak pomysłów gdzie się schować w grze w chowanego. W domu olbrzymów, gdy ukryła się w rondelku, prawie została ugotowana i podana jako dziecko w zupie pomidorowej!

Książkę, mimo prawie pięciuset stron, pochłonęłam w jeden wieczór. Dość duża czcionka ułatwia czytanie, a fotosy dzieciaków, które grały w ekranizacji pierwszej części, przywołują wspomnienia sprzed siedmiu lat, gdy sama zachwycałam się początkami ich przygód.

Akcja książki płynie szybko, dzięki czemu nie nudzi ani przez chwilę. Znajdziemy tu ogrom niesamowitych wydarzeń i mnóstwo humoru, którego nie powinno zabraknąć w książce dla dzieci. Co ciekawe, na historię można patrzeć z różnej perspektywy. Mknąć na poszukiwania Alika razem z dziećmi lub patrzeć na to, co bohaterowie wyprawiają z punktu widzenia olbrzymów. Obydwie opcje są podobne, acz zupełnie inne i zwracają uwagę na problemy społeczeństwa. Przecież ci ogromni, to jednak też ludzie i może to my jesteśmy czymś dziwnym w ich świecie?

Andrzej Maleszka nie tylko zafundował mi cudowny wieczór przy miłej lekturze, dał też radę, którą powinny wziąć sobie do serca wszystkie dzieciaki - Nie trzeba być dużym, żeby zdziałać wielkie rzeczy!

Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 


środa, 18 listopada 2015

"Treasure hunters. Łowcy skarbów" – James Patterson - recenzja


Okładka książki Treasure Hunters. Łowcy skarbówKim jest James Patterson? Jeśli jeszcze nie słyszeliście tego nazwiska to najwyższy czas przeszukać cały Internet i biblioteki w poszukiwaniu informacji o nim. Jedyny tak płodny literacko człowiek, najlepiej zarabiający pisarz na świecie. Według rankingu Forbes’a w zeszłym roku zarobił niebagatelną sumę 89 milionów dolarów wydając przez ten czas „jedyne” 16 książek. Czy warto po nie sięgnąć? Oczywiście że tak.

“Treasure hunters” to kolejna historia spod pióra Jamesa Pattersona, z którą dane mi było się spotkać. Po zapierających dech w piersiach przygodach z Wisty i Whitem w książce pt. „Ogień” nadszedł czas na kolejne zwariowane rodzeństwo. Beck i Bick to dwunastoletnie bliźniaki. Podczas, gdy Bick piszę tę książkę, Beck umila nam lekturę dzięki klimatycznym ilustracjom.

Zaczyna się świetnie. Szalejący sztorm na otwartym morzu ciska i miota statkiem dzieciaków na wszystkie strony. Ostatkami sił trzymają się masztu by nie zostać zmiecionym z pokładu wprost w bezdenną otchłań czarnej wody. Morze Karaibskie jak na złość sprzysięgło się przeciwko Bickiemu i jego tacie, którzy biegają w tę i we w tę, by zachować obrany kurs i ocalić „Zgubę” (tak właśnie proroczo nazwali statek…). Jednak ona jak na złość z każdym szarpnięciem nabiera coraz więcej wody. Koniec jest bliski. Gdy wiatr umilkł okazuje się, że rodzice zniknęli bez śladu. Teraz rodzeństwo musi odnaleźć wrak pełen skarbów, pokierować potężnym statkiem, odzyskać skradzione dzieła sztuki a do tego teraz jeszcze ci rodzice…

Akcja powieści mknie z prędkością kilkunastu węzłów na godzinę ( w przeliczeniu wychodzi dobre kilkadziesiąt stron szybkiej i luźnej lektury). Historia dzieciaków powala na kolana świetnym poczuciem humoru. Tak jak zakochałam się w poprzednich książkach Jamesa Pattersona, tak ta także porwała moje serce.

Przepełniona zagadkami powieść dla dzieci i młodzieży zachwyci także starszych łaknących przygód prosto spod pióra Pattersona. Chętni odkryć tajemnicę szpiega? Prowadzić tajne misje? A do tego wszystkiego podwodna strzelanina, tajemnicza lista i pytanie co ma wspólnego CIA z piratami? Jeśli tylko chcesz poznać odpowiedź - zapraszam do lektury! A na końcu czeka cię miła niespodzianka.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Emotikon. 

środa, 21 października 2015

,,Gdzie jest korona cara?'' - Artur Pacuła - recenzja

Okładka książki Gdzie jest korona cara?,,Gdzie jest korona cara?'' to powieść przygodowa z elementami historycznymi. Opowiada o czwórce dzieci i ich wielkiej przygodzie na obozie wspinaczkowym w zamku Czocha, który z dnia na dzień zmienia się w niezwykłe poszukiwanie skarbów. 

Może najpierw przyjemniejsza część, czyli plusy. Podobało mi się to, że w książce cały czas się coś działo. Autor do ostatnich rozdziałów trzymał czytelnika w napięciu i do samego końca nie było wiadomo jak będzie wyglądało zakończenie. Jednak najbardziej zaimponowało mi to, że każdy z głównych bohaterów był zupełnie inny. Każdy z nich czymś się wyróżniał, miał inne wady i inne zalety, a jednak w z rozdziału na rozdział coraz bardziej się zaprzyjaźniali. No ale były też minusy. 

Nie podobało mi się to, że było tam aż tyle wątków historycznych, a co gorsza ogromne zainteresowanie dzieci w książce tymi wzmiankami. Rozumiem, że można się było zaciekawić intrygującymi legendami o zamku, ale tutaj było to tak przesadzone, że aż nienaturalne. Uważam też, że cała historia mogłaby być trochę krótsza.

To nie jest powieść z przygodami na poziomie Indiany Jonesa, ale nie jest zła. Według mnie bardziej zaciekawi młodszą młodzież. To taka luźna lektura, która raczej mało wniosła do mojego życia, ale spełniła funkcję rozrywkową. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy nie żałuję, że  ją przeczytałam. 

Polecam ją szczególnie tym osobom, które chcą przeczytać dobrą przygodową książkę, przy której czytaniu nie zejdzie im uśmiech z twarzy. 

                                                                                                                       Olivka :) , 13 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poligraf, a do recenzji otrzymaliśmy ją od autora. 

wtorek, 2 czerwca 2015

"Amelia i Kuba. Kuba i Amelia. Nowa szkoła" – Rafał Kosik - recenzja

Okładka książki Amelia i Kuba. Kuba i Amelia. Nowa szkołaRafał Kosik znany jest głównie z serii ,,Felix, Net i Nika’’, która podbiła serca polskich nastolatków. W tym również i moje. Dlatego też chciałam zrecenzować jego inną książkę. Jest to ,,Amelia i Kuba. Kuba i Amelia. Nowa szkoła.’’, trzecia po ,,Amelia i Kuba. Godzina duchów’’ i ,,Kuba i Amelia. Godzina duchów’’ powieść z tej serii.

Amelia i Kuba mają po jedenaście lat. Właśnie idą do nowej szkoły, a to oznacza nowych znajomych, nowe szanse, ale i wyzwania.

Czy odnajdą się w nowym środowisku?
Czy ich przyjaźń przetrwa?
Czy nowa szkoła okaże się naprawdę szansą na nowych kolegów?

Książka ta jest przeznaczona dla nieco młodszych dzieci, takich właśnie jedenasto- i dziesięcio – letnich powiedziałabym. Jednak nie podobał mi się fakt, że w powieści jedenastolatki już łączą się w pary. Wydaje mi się to jakimś żartem i wolałabym wierzyć, że dzisiejsze dzieci w tym wieku jeszcze nie myślą o tego typu rzeczach. A na pewno nie pomagają w tym książki, w których występuje coś takiego.

Był to jednak jedyny faktyczny minus, jaki znalazłam. Lubię styl pisania Kosika i sposób w jaki prowadzi narrację. Bohaterowie są ciekawi, plastyczni. Jest wyraźny podział na ,,tych złych’’ i ,,tych dobrych’’.

Muszę przyznać, że  ta książka stała się pierwszą, jaką w całości przeczytałam w formie elektronicznej. Było to ciekawe doświadczenie, jednak w dalszym ciągu pozostaję zwolenniczką papierowej wersji powieści.

Ogólnie, jeśli chodzi o tę powieść, jestem na tak.


Katia, 14 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Powergraph.



czwartek, 28 maja 2015

"Ulysses Moore. Podróż do mrocznych portów" - Pierdomenico Baccalario - recenzja

Okładka książki Podróż do mrocznych portówShane, Murray i Mina ruszają w podróż do Kilmore Cove. Nie byłoby w tym nic dziwnego, przecież zawsze mogą mieć chęci by odwiedzić Penelope Moore i starych przyjaciół, z którymi przeżyli niejedną przygodę. Jednak ich motywacja jest zupełnie inna. Mina dostaje tajemniczy list, z którego dowiaduje się, że Kapitan Banner i profesor Galippi zniknęli. W tym samym czasie Murray słyszy dziwne głosy wydobywające sie spod wody. 

Kim jest Bellingham? Co łączy nastolatków z Zerzurą? 
Trójka przyjaciół wyrusza na poszukiwania.

"- Jeśli chodzi o tę burzę sprzed paru dni, panie... Czarownicy nadali jej dziwną nazwę.
- To znaczy?
- Nazwali ją Wiatrem Murraya - wyszeptał komisarz, spuszczając  wzrok na czubki butów."

Pierdomenico Baccalario i tym razem mnie nie zawiódł. Kontynuacja przygód czwórki przyjaciół i ich łodzi Metis, dzięki której już wcześniej udało im się bezpiecznie wrócić do domu, pochłania na długie godziny.  Zagadkowe teksty odnalezione w zupełnie niespodziewanych miejscach, rejs pod powierzchnią morza, aż w końcu kolejna wizyta w Miejscach z Wyobraźni. Tym razem są to Mroczne Porty. Każde z tych miejsc przy użyciu jedynie chęci czytelnika, staje sie prawdziwym. Cenię autora za lekkość z jaką sprawia, że jego książki czyta się bardzo przyjemnie. Każde z miejsc zostało opisane z pewną dozą tajemniczości, co jeszcze bardziej zachęca do lektury. Akcja płynie wartko, nie było chwili, w której bym się nudziła. Dodatkową zachętą do lektury jest bogata ornamentyka książki. Całość jest stylizowana na wieloletni dziennik, który nie jedno już przeszedł, znajdziemy tutaj szkice statków, plany, notatki, a każdy rozdział rozpoczyna się krótką zapowiedzią. 

Jest to kolejna książka z serii dzienników Ulyssesa Moore'a. Wyjątkowe przygody porwą serce każdego młodszego czytelnika, a dla starszego będą lekką odskocznią od rzeczywistości do świata, w którym najwyższą wartością jest wyobraźnia.

Ananaska,17 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Firmy Księgarskiej Olesiejuk.

poniedziałek, 2 marca 2015

"Elf i dom strachów" - Marcin Pałasz - recenzja

Okładka książki Elf i dom strachówPrzyjemna okładka, utrzymana w ciemnych barwach z wyróżniającym się różowym tytułem i jasną postacią Dużego, przykuwa wzrok.  Zapowiada historię Elfa. Ale kim jest Elf? Kojarzy się z mitycznym stworzeniem z uszami w szpic, lekko skośnymi oczami. Ze stworzeniem, które włada magią. Czeka nas nie lada niespodzianka. 

Elf to imię psa, który wychowuje swojego Dużego. Podczas lektury poznajemy spojrzenie na świat oczami kudłacza z wysokości kilkudziesięciu centymetrów nad ziemią.  Jest to specyficzne, ale za to jak wyjątkowe doświadczenie. Tutaj nie człowiek oswaja psa, a pies człowieka.

Wydawać by się mogło, że taka relacja nie utrzyma się zbyt długo. Jednakże "Elf i dom strachów" to już czwarta z kolei książka opisująca perypetie dwóch wyjątkowych przyjaciół. Poprzednie części: "Sposób na Elfa", "Elfie, gdzie jesteś?" oraz "Elf Wszechmogący" odniosły sukces na rynku literatury dziecięcej. Nie ma się co dziwić, historia stworzona przez Marcina Pałasza podbije serce każdego czytelnika!

Nasi bohaterowie wybierają się w podróż do nieznanej im miejscowości. W planach mają zamieszkać w pensjonacie. To właśnie tutaj zaczyna się akcja. Pensjonat jest nawiedzony! Przyjaciele zdobywają specjalistyczny sprzęt do wykrywania duchów i wyruszają na poszukiwania. Mające miejsce zdarzenia mrożą krew w żyłach. Duży i Elf odkrywają mroczną historię nawiedzonego pensjonatu.

Autor wprowadza czytelnika w nastrój grozy. Dopingujemy naszych poszukiwaczy już od samego początku. Takiej przemiłej parze partnerów nie może się nie udać. Powieść jest wypełniona komicznymi sytuacjami, ale także są momenty, gdy naprawdę można się wystraszyć.

Polecam szczególnie młodszym czytelnikom, by razem z Elfem wyruszyli w podróż do przerażającego pensjonatu i odkryli jego mroczną historię.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Skrzat. 

wtorek, 3 lutego 2015

"Skrzynia piratów" - Liliana Fabisińska - recenzja

Okładka książki Skrzynia piratówTytuł zapowiada historię, ze skrywaną przez wieki tajemnicą w tle. Ogromny skarb zakopany gdzieś na dnie oceanu, przykryty mułem między rafami koralowymi, wodorostami i tysiącami kolorowych rybek pływających dookoła. Żeliwna skrzynia po setkach lat spędzonych w wodzie w końcu zobaczy światło dzienne. Jednak najpierw trzeba ją znaleźć. Powinna prowadzić do niej pożółkła mapa z zaznaczonym znakiem "X". Ją samą niełatwo zdobyć.

Róża i Benek to gimnazjaliści z Warszawy. Ich tata jest naukowcem, który właśnie dostał propozycję wyjazdu na Hel i prowadzenia tam badań. Jako najmłodszy profesor na uczelni, bez słowa zgadza się i razem, mimo protestów dzieciaków, wyjeżdżają. Mało komu w XXI wieku marzyło by się życie z dala od cywilizacji, gdzieś pomiędzy kutrami rybackimi, a koszami ryb. Co najgorsze, bez dostępu do Internetu! Nic wiec dziwnego że rodzeństwo nie chce opuszczać stolicy. Niestety nie mają wyjścia. Po przyjeździe okazuje się, że w nocy sztorm odciął półwysep od stałego lądu, wszystkie sklepy są pozamykane, wiatr nieustannie wieje z niesamowitą siłą, a w okolicy nie ma żywej duszy. Róża słyszy bicie dzwonów, którego inni nie zauważają, do tego zniknął ich dziadek. Róża z Benkiem udają się na poszukiwania.

Tylko podczas lektury "Skrzyni piratów" dowiemy się co łączy zaginionego dziadka, bursztyny i bułeczki, straż pożarną i ustęp, a także Żeromskiego, dzieciaki i Hel. Liliana Fabisińska połączyła kompletnie niepasujące do siebie aspekty w spójną całość.  Książka napisana jest przystępnym językiem. Tylko w niektórych momentach zastanawiałam się o co tak właściwie chodzi, np. podczas rozmowy o gotowaniu jajek. Pewne fragmenty wydały mi się nieudaną próbą rozśmieszenia czytelnika. Także wprowadzenie sytuacji, gdzie nastoletnia dziewczyna znajduje się sama na dworcu w obcym mieście, bez telefonu, dziadek zniknął, a brata nie udało jej się odnaleźć, nie było do końca trafnym wyborem. Róża zaczyna panikować, a po chwili się budzi. Zawiało banałem. Niepotrzebne tu tyle patosu, nie każda sytuacja, gdzie nastolatek nie wie co zrobić, musi być od razu  doprawiona nutką grozy i tonami paniki.

Za to bardzo pozytywnie oceniam sam pomysł na fabułę. Przypadkowe przeniesienie się w czasie 400 lat wstecz do miasta rybackiego to nie lada wyzwanie dla nastolatków. Na szczęście towarzyszy im Kaszubka Damroka. Jest ich przewodnikiem i przyjaciółką w obcym miejscu i czasie. Autorka przedstawia nam tajniki połowów, warunki życia na Helu w tamtych czasach, co mieszkańcy jedli na obiad.

Akcja nabiera tempa jeszcze przed przeniesieniem w czasie, ale zaczyna gnać w szaleńczym tempie od kiedy rodzeństwo spostrzega piratów. Od tej pory nie mają już spokoju. Co prawda nie spełniły się moje oczekiwania odnośnie tytułu, ale akcja potoczyła się w zupełnie innym kierunku, co mnie niezmiernie miło zaskoczyło. Książka idealna dla dzieci i młodzieży w wieku przypadającym na lata szkoły podstawowej.


Ananaska, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

środa, 10 grudnia 2014

„Pepe i spółka. Znowu na tropie.” – Jean - Philippe Arrou – Vignod - recenzja

Dla Pepe Kulki nie ma rzeczy niemożliwych. Poszukiwanie złotej salamandry w zamku nad Loarą? Polowanie na potwora z Loch Ness z pomocą podwodnej kobzy? Stworzenie prototypu maszyny latającej o dość oryginalnej nazwie – Culbertodaktyl? To pestka. Oczywiście, gdyby nie odwaga Remiego i pomysłowość Matyldy, byłoby trochę trudniej, ale ciii…
Okładka książki Pepe i spółka znowu na tropie

‘Pepe i spółka. Znowu na tropie” to druga część serii Arrou-Vignoda. Nie pierwszy raz stykam się z jego książką – wcześniej miałam okazję poznać „Jaśków”, których z pewnością można porównywać do znanego wszystkim Mikołajka. W tomie zawarte są aż trzy opowieści: „Na tropie salamandry”, „Tajemnica Loch Ness” oraz „Klub wynalazców”.

Na początku byłam sceptycznie nastawiona do tej książki – poszukiwanie skarbów? Loch Ness? Wynalazki? Eee, to już było. Tymczasem autor oprawił ten oklepany motyw w bardzo zgrabną całość! Książkę czyta się z przyjemnością, użyta narracja pierwszoosobowa pozwala na identyfikację z bohaterem, dzięki temu „zagłębiamy się” w świat Pepe. Wszystkie opowieści obfitują w niespodziewane zwroty akcji, ciekawe dialogi, nieszablonowe postacie, dużą dozę humoru, a wszystko to jest na dodatek zilustrowane!

Nie szkodzi, że nie przeczytaliście pierwszego tomu – po drugą część możecie sięgnąć już teraz. Nie zrażajcie się też tym, że książka może się wydawać dziecinna: tak naprawdę, przeczytać ją powinien każdy, niezależnie od wieku.



Almette, 13 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

"Odwet" – Robert Muchamore - recenzja

Okładka książki OdwetNigdy nie zadzieraj z przestępcami. Na to odważyła się matka Fay Hoyt, która została zamordowana. Fay zaopiekowała się ciotką o imieniu Kirsten. Jednak nikt, kto zadziera  z handlarzami narkotyków, zwłaszcza z jednym szczególnie niebezpiecznym - Hagarem, nie żyje długo. Kirsten też została zabita.

Dziewczyna trafiła do poprawczaka. Nie zamierza się załamywać. Pragnie zemsty. I dokona jej. Sprawiedliwości stanie się zadość. A wymierzy ją Fay. Nawet jeśli miałoby ją to zabić.

Nie tylko ona pragnie zniszczyć Hagara. Taki cel ma również CHERUB, brytyjska organizacja, posługująca się dziećmi-agentami. Takimi szpiegami są Ryan Sharma i Ning. To właśnie oni zostają wybrani do zadania rozbicia szajki Hagara. Decydują się posłużyć Fay.

Czy jednak chęć odwetu nie okaże się silniejsza od rozsądku?
Czy James Adams, będący koordynatorem w tej misji, da radę pomóc nastolatkom w starciu z bezwzględnymi handlarzami?
Nigdy nic nie  wiadomo.

,,Umiała walczyć i radziła sobie już w wielu groźnych sytuacjach, ale ten facet był dwa razy cięższy od niej i składał się z samych mięśni. (…)
-Nie! – jęknęła, a potem krzyknęła żałośnie: - Pomocy!(…)
Kość pękła z upiornym chrupnięciem’’.

,,Odwet’’ to już szesnasta część bestsellerowej serii Roberta Muchamore’a. O dziwo, Brytyjczykowi wciąż udaje się pisać książki dla młodzieży, pełne akcji i tajemnic. W dalszym ciągu Muchamore potrafi zainteresować czytelnika. Każda powieść to inna przygoda, inna misja. Dlatego, choć to zaskakujące, według mnie można zacząć czytanie serii ,,CHERUB’’ nawet od szesnastej części. Ten, kto sięgnie po tę książkę, niech będzie przygotowany na mnóstwo akcji, dialogów i niesamowitych bohaterów, którzy sprawią, że nie będzie mógł oderwać się od ,,Odwetu’’.
Czytaj i przeżywaj przygody wraz z agentami ,,CHERUBA’’!


Katia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

środa, 19 listopada 2014

"Dom Tajemnic 2. Starcie potworów" – Chris Columbus, Ned Vizzini - recenzja

Okładka książki Starcie PotworówKordelia, Brendan i Eleanor kolejny raz muszą zmierzyć się z mocą Księgi życzeń i zagłady, która w pierwszej części ,,Domu Tajemnic’’ omal nie doprowadziła do końca świata.
Dzieci myślały, że już po wszystkim: rodzina uratowana, jest finansowo zabezpieczona, dzięki życzeniu Eleanor o dziesięciu milionach dolarów na koncie rodziców, Wichrowej Wiedźmy już nie ma a rodzeństwo w końcu jest bezpieczne. Ale nie wszystko jest takie, jakie się wydaje.
Gdy wydawało się, że spokój nastał w rodzinie Walkerów, wszystko zaczyna się psuć.

Coś dziwnego dzieje się z Kordelią. Dziewczyna czuje, że może mieć to jakiś związek z Wichrową Wiedźmą, ale decyduje się sama poradzić z narastającym problemem.
Brendan nie radzi sobie w nowej szkole, do której trafiło rodzeństwo, po nagłym przypływie gotówki na konto Walkerów. To placówka dla bogaczy, a Bren po prostu nie może się odnaleźć. Nie inaczej jest z małą Nel. Jednak żadne z nich nie szuka pomocy. Wolą sami zmierzyć się z problemem. I to jest ich błąd.

Można by pomyśleć, że dzieci znajdą oparcie w rodzicach. Jednak nie w tym przypadku. Ojciec rodziny pogrąża się w kłopotach, o których istnieniu zaprzecza. Matka coś podejrzewa, ale prawda może się okazać bardzo bolesna. 
I Wichrowa Wiedźma nie próżnuje. Udaje jej się wysłać dzieci do starożytnego Rzymu. Tam znajdują najmniej oczekiwanych sojuszników. Czy zdołają jednak wrócić do domu, jaki znali?
Odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta, jakby się zdawało.

Druga część ,,Domu Tajemnic’’ obfituje w zwroty akcji i niespodziewane decyzje głównych bohaterów. Czytelnik cały czas jest zaskakiwany przez autorów. Wszystko łączy się ze sobą w logiczną całość, co według mnie, również jest ogromnym plusem książki. Bohaterowie zmieniają się w tej części. Dostrzegają, jak wielką siłę mogą pokazać łącząc się, ale i będąc samemu. Dowiadują się również, że pieniądze nie są gwarantem szczęśliwego życia rodzinnego.
Książka podobała mi się, aczkolwiek nie było to nic ,,rewolucyjnego’’. Czyta się ją przyjemnie, szybko. Akcja jest wartka, interesująca. Bohaterowie chwilami intrygujący, chociaż w moim odczuciu, czasami byli nieco irytujący. Jednak moje wrażenie może być nieco odosobnione. Ciekawa jestem, co powiedzą na moją opinię zarówno fani ,,Domu Tajemnic’’ jak i ci, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z serią autorstwa znanego reżysera – Chrisa Columbusa, jak i Ned’a Vizzini’ego. Po przeczytaniu dwóch części, które wyszły spod ich pióra, uważam, że obaj mężczyźni mają talent do pisania. Z zainteresowaniem będę śledziła dalsze wiadomości o ich twórczości.


Katia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

poniedziałek, 3 listopada 2014

"Chiński ekspres" - Damian Dibben - recenzja

Niedawno w polskich księgarniach ukazał się trzeci tom przygód Jake’a Djonesa zatytułowany „Strażnicy Historii: Chiński Ekspres”.

Okładka książki Chiński ekspres
Jak nietrudno się domyślić spora część akcji rozgrywa się w Chinach, ale także w XVII w. w Londynie. Zadaniem bohaterów będzie odnalezienie starożytnego klejnotu Lazuli Serpent dającego władzę nad oceanami. Warto zaznaczyć, że nikt nie widział klejnotu od wieków, a ostatnim jego posiadaczem prawdopodobnie był chiński cesarz Qin Sin Huang (przyp. twórca Wielkiego Muru, który kazał się pochować razem z armią glinianych żołnierzy). Oprócz głównego motywu poszukiwań pojawią się liczne wątki poboczne m.in. rozpoczęty w poprzednim tomie wątek brata Jake oraz coś zgoła odmiennego, czyli miłość głównego bohatera. Do tej pory autor jedynie przemykał po tym wątku przez dwa tomy, jednak tym razem postanowił go rozwinąć w dość zaskakujący jak dla mnie sposób. Choć nie radzę wyciągać pochopnych wniosków i spodziewać się czegoś na kształt romansidła. Nie. Nadal jest to młodzieżowa książka przygodowa, która wciąga od pierwszej strony, a jej zakończenie jest tak niespodziewane, że chciałoby się już chwycić za następną część.


Osobiście uważam, że trzeci tom jest jak na razie najlepszy. Czytając go moje uczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie: radość, rozczarowanie, szok i smutek, a na zakończenia oczywiście złość na autora. Nigdy nie sprawdzałam dokładnie jego życiorysu, ale jeśli pracował jako scenarzysta przy serialach to na pewno stamtąd zaczerpnął inspirację na zakończenia trzeciego tomu, które jednocześnie wprowadza nas do następnej części.

Język książki jest jak zawsze lekki i przyjemny, co tylko umila czytanie i sprawia, że przez książkę przemknęłam jak burza.
Bardzo podoba mi się projekt okładki, który jak zawsze łączy się głównym motywem z poprzednimi tomami oraz zawiera akcenty charakterystyczne dla każdej historii w niej zawarte.

Książkę polecam każdemu, kto tak jak ja uwielbia czytać książki przygodowe, lub, jeśli zamiast ambitnej literatury szukacie czegoś lekkiego na długie jesienne wieczory.


                                                                                        Sunny Girl, 20 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

" Klub Poszukiwaczy Przygód" - Agnieszka Stelmaszyk - recenzja

Okładka książki Klub Poszukiwaczy PrzygódKlub Poszukiwaczy Przygód - czterej koledzy, Przemek, Rodzynek, Bazyl i Muffin. Ich rodzice koniecznie chcieli ich zapisać na pozalekcyjne zajęcia, jednak chłopakom żadne nie przypadły do gustu, więc postanawiają założyć własne stowarzyszenie i spotykać się w piwnicy Przemka.

Na pierwszy ogień pójdzie sprawa drogocennych obrazów skradzionych z muzeum. Włamywacze zostawili zagadkowy list, a chłopcy są pewni, że tylko oni mogą rozwiązać tę zagadkę...

Książka bardzo przypominała mi kultowego Mikołajka - Muffin przypomina mi żarłocznego Alcesta, chłopcy nie lubią nauki i wyczuwa się ten specyficzny "dziecięcy i beztroski " klimat. 

Akcja jest ciekawa, czyta się przyjemnie, czytelnik się nie nudzi, bo ciągle się coś dzieje, ale mimo wszystko czegoś mi tu brakuje. Możliwe, że jestem na ten typ książki po prostu za stara (chociaż Mikołajka wciąż czytam z przyjemnością). Tak więc- książkę polecam jednak dla czytelników w przedziale wiekowym 8-10, a nie 13-15. 


Sheri, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa. 

czwartek, 9 października 2014

"Galop' 44" - Monika Kowaleczko-Szumowska - recenzja

Okładka książki Galop ’44Mikołaj czuje się wyjątkowo dobrze w murach Muzeum Powstania Warszawskiego. Zwiedzając po raz kolejny stałą ekspozycję postanawia poczuć raz jeszcze, jak to było przedostawać się kanałami. Okazuje się, że  ciemna otchłań prowadzi prosto do sierpnia '44 roku, na ulice walczącej Warszawy. Niezrażony tym chłopak rusza na pomoc Powstańcom. 

W tym samym momencie, kilkadziesiąt lat później, Wojtek zaczyna poszukiwania brata i w konsekwencji także on trafia do czasu Powstania Warszawskiego. Rozdzieleni na ulicach walczącego miasta chłopcy muszą odnaleźć się w trudnych czasach.  Celem Wojtka jest przede wszystkim odszukanie brata i powrót do ich czasów.  Mikołaj jednak nie jest do tego taki skłonny. Chłopcy błyskawicznie muszą zaaklimatyzować się w realiach wojny, co trudniejsze okazuje się dla Wojtka. 

Książka bardzo mi się spodobała dlatego, że jest świetnym sposobem na przybliżenie Powstania Warszawskiego. Autorka, Monika Kowaleczko- Szumowska, pracuje w Muzeum Powstania Warszawskiego, co na pewno sprzyjało stworzeniu tak realnego i przystępnego obrazu wojny. Wprowadzenie motywów miłości oraz niezwykłych przyjaźni, zawartych pod ostrzałem kul, stwarza świetną powieść młodzieżową, która bawi i wzrusza, a przede wszystkim przejmuje. Niezwykłe przygody i obrazy walki, trzymają w napięciu, tym bardziej kiedy uświadomimy sobie, że to wszystko inspirowane jest prawdziwymi wydarzeniami.


Podoba mi się to, że książka napisana jest ponad konfliktem o słuszność i bezsensowność Powstania. Pokazuje mentalność ludzi, którzy po prostu czuli, że muszą walczyć, za wszelką cenę, muszą się bronić i atakować dopóki jest nadzieja.   

Galop '44 to świetnie napisana historia, która w niezwykły sposób oddaje klimat Walczącej Warszawy. Jest pozycją zarówno dla dziewczyn jak i chłopców, młodszych i starszych. Polecam ją nie tylko pasjonatom historii, ponieważ styl jakim jest napisana, przystępny jest dla każdego. Monika Kowaleczko- Szumowska stworzyła niezwykłą opowieść, która wzrusza oraz wpływa na poczucie dumy i patriotyzmu.


Ciri, 16 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

poniedziałek, 29 września 2014

"Skrzynia piratów" - Liliana Fabisińska - recenzja

Skrzynia piratówRóża i Benek są załamani, kiedy ich tata (owdowiały naukowiec, z obsesją na punkcie Stefana Żeromskiego) oznajmia im, że wyprowadzają się z Warszawy, aby zamieszkać na Helu, czyli według rodzeństwa na końcu świata i kompletnym odludziu. 

Nie będą chodzić do szkoły a edukację ma im zapewnić dziadek. W dodatku, kiedy tam przybywają (ich ojciec miał dojechać później), rozpętuje się burza i półwysep zmienia się w wyspę. Róża zaczyna słyszeć dzwony, których nie słyszy nikt poza nią. Rodzeństwo w czasie spaceru poznaje ekscentryczną Damrokę i podczas wyprawy łódką wpadają w wir, który przenosi ich na Hel, zatopiony 400 lat temu! Gdyby jeszcze tego było mało, to zaczyna ich gonić pirat. Benek zaczyna doświadczać dwuznacznych uczuć wobec nowej koleżanki.

Autorka książki, Liliana Fabisińska, znana jest głównie z książek dla małych dzieci, jednak Skrzynia Piratów spodoba się również osobom nieco starszym! Pisarka osadziła bohaterów w, jak twierdzi, swoim ukochanym miejscu na Ziemi i podczas czytania, czuje się, że pisanie tej książki było dla autorki zabawą i rozrywką, że popuściła wodze fantazji. Książka jest przyjemna i wciągająca. Odczuwa się silny wpływ helskich legend. Może książce brakuje silnego finału, bo jest ona mimo wielu wydarzeń dość mało emocjonująca, mimo to polecam ją, bo czyta się ją naprawdę przyjemnie.


Sheri, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"Rycerz widmo" - Cornelia Funke - recenzja

Cornelia Funke jest najsłynniejszą niemiecką pisarką dla młodzieży. Absolwentka pedagogiki i grafiki, pracowała jako nauczycielka i ilustratorka. Uwielbia swoje dzieci, przyjaciół, psy, czekoladę oraz pisanie. Na stałe mieszka w USA. Napisała ponad pięćdziesiąt książek przetłumaczonych na czterdzieści języków, m.in. Króla Złodziei, Atramentową Trylogię i Reckless.

Rycerz widmo - Cornelia FunkeJon nie jest najszczęśliwszym chłopcem na świecie. Choć ma zaledwie jedenaście lat przeżył sporo – gdy miał zaledwie cztery lata zmarł jego ojciec, a matka zaczęła spotykać się z mężczyzną, którego chłopiec nienawidzi. Wybranek mamy Jona jest dentystą z dość długą brodą i skłonnością do uprzykrzania życia nastolatkowi. Chłopiec próbował już wielu sposobów, by pozbyć się ojczyma np. chował jego klucze do domu, dosypywał proszku powodującego swędzenie do polecanego przez niego płynu do płukania ust i oblewał colą jego czasopisma dentystyczne, lecz niestety nic nie poskutkowało. Na dodatek mama postanowiła umieścić go w szkole z internatem. Jon czuje się przez to bardzo samotny i nie dostrzega uroków Salisbury, miejscowości w której się znalazł. Zaczyna natomiast dostrzegać duchy, które grożą mu śmiercią. Całe szczęście na pomoc chłopcu przychodzi dziewczyna o imieniu Ella i jej ,,lekko zwariowana’’ babcia Zelda.

By pozbyć się duchów Ella i Jon postanawiają wezwać ducha rycerza Williama Longspee. Jednak w pewnym momencie nawet on staje się kolejną zagadką, a nie pomocnikiem.

Czy wyjdą cało ze starcia z duchami? 
Czy uda im się rozwiązać wszystkie zagadki?

Rycerz widmo to bardzo przyjemna lektura na jeden wieczór, gdyż nie jest zbyt długa, ma bardzo dużą czcionkę, a w tekst są wplecione ilustracje. Opowiada przede wszystkim o przyjaźni i pokonywaniu własnych słabości. Bohaterowie są bardzo barwni i intrygujący. Każdy jest inny i przez to wspaniale się uzupełniają.

Moim zdaniem jest to bardzo dobra książka dla młodszych czytelników, którzy lubią zagadki, duchy oraz rycerzy. Starszym czytelnikom też ma dużą szansą się spodobać, jednak sądzę, że większe wrażenie zrobi na uczniach szkoły podstawowej.


Nikki, 16 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.