tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 kwietnia 2018

"Sprzeczne sygnały" - Kasia Bulicz-Kasprzak - recenzja


Okładka książki Sprzeczne sygnały
Kasia Bulicz - Kasprzak to autorka ośmiu powieści. Napisała m.in.  „Meandry miłości”, „Dom na skraju”, „Nie licząc kota”. Zadebiutowała w 2012 dzięki nagrodzie w konkursie organizowanym przez Wydawnictwo „Nasza Księgarnia” . Mieszka w Sulejówku .

Gdy słyszymy hasło ‘bliźnięta’ od razu rysuje się nam obraz osób podobnych do siebie. Często nie tylko pod względem wyglądu. A jak jest w przypadku bohaterek  „Sprzecznych sygnałów”?

Od jakiegoś czasu Ludmiła i Iza nie dogadują się ze sobą. Wydaje się, iż tak naprawdę łączy je, pielęgnowana latami uraza i wzajemna niechęć. Ale przychodzi moment, że muszą połączyć siły. Wplątują się bowiem w aferę kryminalną. Mianowicie w biurze ich brata Krzysztofa Ludmiła znajduje zwłoki mężczyzny, którego szczerze nienawidzi. Bojąc się posądzenia o morderstwo prosi o pomoc swoją bliźniaczkę.

Zabójstwo jest głównym wątkiem powieści, ale poczytamy tu także o zawiłych relacjach rodzinnych, niebezpieczeństwach, kłamstwach, zdradach, nieczystych interesach i politycznej rywalizacji.

„Sprzeczne sygnały” to komedia kryminalna, z kart której przebijają się również poważne tematy, takie jak związki rodzinne, zadawnione krzywdy, nieujawnione sekrety. Choć w trzypokoleniowej rodzinie Janickich na pozór wszystko wygląda dobrze, to okazuje się, że są to tylko pozory. Członkowie rodziny nie czują się dobrze w swoim towarzystwie. Kłamią, zdradzają i oszukują. Źródeł tych zachowań należy szukać w przeszłości każdego z nich. To ona ukształtowała ich wzajemne relacje i to tam jest podłoże ich konfliktów.

Język powieści jest lekki, nieskomplikowany, co powoduje, że książkę czyta się dobrze i szybko. Zagadka ciekawi i skłania do pochłaniania kolejnych stron. Z pewnością sprawdzi się jako lektura dla osób, które chcą się zrelaksować i odpocząć po ciężkim dniu.

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Edipresse Książki. 

piątek, 3 listopada 2017

"Kapitan Majtas" - Dav Pilkey - recenzja

Znaleziony obrazRewelacyjnie (prze)śmieszne! Super (prze)zabawne! 

Takie odczucia towarzyszą mi po przeczytaniu serii książeczek o przygodach Kapitana Majtasa autorstwa Dava Pilkeya. Jednak czy tak naprawdę to on jest twórcą Super Bohatera? Teoretycznie tak, ale w praktyce są nimi zwariowani, nie lubiący nudy bohaterowie książki. Na pierwszy rzut oka (a może zaczytanie się w treść) przyjaciele George i Harold to dwaj zwyczajni uczniowie czwartej klasy Szkoły Podstawowej im Jeromea Horwitza. Jednak to tylko pozory i niech nikogo nie zwiedzie ich przemiły wygląd połączony z nieodłącznym uśmiechem na twarzach. Bo kiedy w szkole dzieje się coś nietypowego zazwyczaj to oni ponoszą za to odpowiedzialność. I jak się potem okazuje – słusznie! Ich postępowanie doprowadza do szału całe szanowne grono pedagogiczne z Dyrektorem Kruppem na czele.

Znalezione obrazy dla zapytania kapitan majtas książkiTe dwa łobuziaki oprócz realizacji codziennej porcji psikusów mają także inną pasję. W chwilach wytchnienia od żartów rysują komiksy, których bohaterem jest wymyślony przez nich niepokonany, wielki i przewspaniały, jedyny w swoim rodzaju - Kapitan Majtas (ach ta kreatywność!). Dodatkowo wykorzystując zapotrzebowanie społeczności uczniowskiej na małe co nieco do czytania wyprzedają całe nakłady swoich książeczek nielegalnie kserowanych w szkolnym sekretariacie (ach ta przedsiębiorczość !). Tak jest do momentu, aż niespodziewanie nadeszła wiekopomna chwila i Kapitan Majtas ożywa w postaci samego Dyrektora Kruppa. Mająca wybronić ich przed karą za kolejny niecny uczynek nieudana hipnoza - raz na zawsze wywraca do góry nogami ich świat. Od tej pory już nic nie jest takie jak wcześniej. Muszą niańczyć stworzonego przez siebie Super Bohatera latającego po okolicy w samych majtkach, a także razem z nim ratować świat przed różnymi zagrożeniami nie tylko z naszego świata, ale i z kosmosu.

Znalezione obrazy dla zapytania kapitan majtas książkiMiałem przyjemność przeczytać cztery części wspomnianej serii: „Przygody Kapitana Majtasa”, „Inwazja Krwiżerczych Klozetów”, „Inwazja Nieprawdopodobnie Nikczemnych Kucharek Z Kosmosu” i Przerażający Plan Profesora Pofajdanka”. Wszystkie one zawierają krótkie, humorystyczne fabuły, które czyta się jednym tchem bardzo miło spędzając przy tym czas. To idealna pozycja na relaks po ciężkiej wyczerpującej zabawie (dla najmłodszych, którzy już umieją czytać) lub nauce (dla tych, którzy uważają, że już nie są bobaskami). Jednak także i dorosły czytelnik znajdzie w tych przyjemnych opowieściach coś dla siebie i myślami wróci choć na moment do swoich szkolnych czasów. Komu bowiem choć raz nie zdarzyło się być ananasem, który na lekcji potajemnie przesyłał pod ławką list do koleżanki lub kolegi lub rysował na ławce wielkie serce z imieniem swojej wielkiej Miłości. 

A czyż ktoś nie chciałby mieć w swoim otoczeniu Super zwariowanie wyglądającego  Bohatera lub samemu nim zostać choć na chwilę? Teraz masz taką możliwość. Wystarczy sięgnąć po jedną (a może wszystkie ?) książeczki o Kapitanie Majtasie.


Znalezione obrazy dla zapytania kapitan majtas książkiJa ze swej strony bardzo gorąco polecam serię książek Davida Pilkeya. Niech nikogo nie zmylą humorystyczne informacje od autora zamieszczone na okładce („Denna akcja, głupie dowcipy, anty zabawa”). Przecież nie wydano by 70 milionów książek o Kapitanie Majtasie, gdyby nie było chętnych do ich zakupu. A na koniec bardzo ważna życiowa przestroga pół żartem, pół serio od Autora: „Nigdy nie próbuj kopiować bezdennie głupich dowcipów George’a i Harolda!!!”. Dla Ciebie będzie lepiej , jak o nich przeczytasz. ! 

A czy Ty przeczytałeś już dzisiaj swojego MAJTASA?

Sir Lancelot

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Jaguar. 

wtorek, 31 października 2017

,,Banda Michałka powraca'' - Ewa Karwan - Jastrzębska - recenzja

Okładka książki Banda Michałka powracaEwa Karwan - Jastrzębska to autorka literatury dla dzieci i młodszej młodzieży. W 2013 podbiła serca młodych czytelników książką ,,Banda Michałka''. Czytelnicy nie mogli doczekać się kolejnych przygód tych niezwykłych bohaterów, więc autorka nie pozostała bierna i dzięki temu możemy teraz się cieszyć ich wielkim powrotem. Druga odsłona opowiadań o grupce przyjaciół z Żoliborza nosi bardzo trafny i klarowny tytuł ,,Banda Michałka powraca''.

Narrator książki - Michałek zabiera czytelnika w szeregi swojej bandy. Każdy z jej członków jest zupełnie inny i wnosi do grupy odmienne wartości. Przyjaciele są całkowicie różni, ale razem tworzą wspaniałą mieszankę charakterów. Banda zawsze trzyma się razem, czy to w szkole, czy poza nią, czasem nawet w wakacje jak się uda. Do Bandy należą sami chłopcy... no i Marysia, ale ona tylko w teorii jest dziewczyną, bo według reszty jest w porządku, a zazwyczaj w ich mniemaniu te określenia nie mogą stać obok siebie. Każdy w Bandzie pełni jakieś funkcje. Nigdy nie zabraknie tego, który zarzuci żartem, marudy, tego, co potrafi się wspinać, a nawet samuraja. Razem są nie do pokonania i niestraszna im żadna przeszkoda. Są żądni przygód i rozpiera ich energia. Z Michałkiem oraz jego przyjaciółmi nie sposób się nudzić. Podczas czytania nie można pozbyć się uśmiechu z twarzy.

,,Banda Michałka powraca'' to wspaniała rozrywka dla najmłodszych czytelników. Bohaterowie są tacy, jacy powinni być, sprawiają, że chciałoby się należeć do ich bandy. Czytelnik ma szansę razem z nimi przeżywać rozmaite przygody. Akcja jest wartka, a język prosty. Każde opowiadanie jest dopracowane i ciekawe. Książkę czyta się bardzo szybko dzięki dużym literom oraz licznym akapitom. Na uwagę zasługuje również oprawa graficzna książki. Przed każdym rozdziałem możemy zobaczyć ilustrację odnoszącą się bezpośrednio do treści. Uważam, że to bardzo dobry zabieg i jest w stanie pozytywnie zadziałać na wyobraźnię młodego odbiorcy. Sama okładka zachwyca minimalizmem i dbałością o detale.

Lekturę poleciłabym raczej młodszym czytelnikom, zaczynającym swoją przygodę z książkami. Myślę, że mogłaby im bardzo przypaść do gustu ze względu na dużą dawkę humoru i przygody, które przeżywają niebanalni bohaterowie. To wspaniała lektura idealnie wpasowująca się w klimat lata i wakacji.


Olivka, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. 

wtorek, 24 października 2017

,,Wykłady Profesora Niczego’’ – Mieciu Mietczyński – recenzja

Okładka książki Wykłady Profesora NiczegoAutor książki jest znany przede wszystkim dzięki swojemu kanałowi na You Tubie. Recenzuje słabe filmy, streszcza lektury i robi to wszystko w dość specyficzny i jednocześnie przystępny sposób. Ogólnie przyjęło się, że książki youtuberów to raczej, delikatnie mówiąc, niewypały i zawsze wzbudzały wiele kontrowersji. Zazwyczaj po prostu istnienie tychże to jedno wielkie nieporozumienie, czasem nie wnoszą nic innego niż to, co możemy znaleźć na kanale danego twórcy, a innym razem treść przedstawiona w filmie jest o wiele bardziej ciekawa czy zabawna niż w wersji papierowej. Jak było w tym przypadku? Szczerze mówiąc, sama nie wiem…

,,Wykłady Profesora Niczego’’ zabierają nas w podróż po dziesięciu epokach literackich – od samego antyku aż do dobrze znanej nam współczesności. W środku znajdziemy omówione dzieła najwybitniejszych twórców danego okresu. Wszystko to napisane prostym i przystępnym (czasem aż za bardzo) językiem. Całość ubogaca ciekawa oprawa graficzna. Książka jest przejrzysta, posiada dużą czcionkę oraz czytelny spis treści. Okładka bardzo pasuje do klimatu całej lektury.

Jeśli ktoś miał wcześniej styczność z autorem książki, to wie, jak bardzo specyficznym językiem operuje. W jego filmach jest to nawet zabawne, ale na papierze wypada trochę sztucznie. W ,,Wykładach Profesora Niczego’’ poruszony jest temat literatury. Mamy więc do czynienia z książką na zasadzie ‘’bawiąc, uczyć’’. Z tym to też nie jest tak do końca, ponieważ o ile taki humor mógłby komuś przypaść do gustu, o tyle całą wiedzą zawarta w powieści jest bardzo ogólnikowa, wręcz uboga. Atutem książki jest to, że bardzo szybko się ją czyta i nie nudzi.

Mnie osobiście książka nie przypadła do gustu, ale to nie znaczy, że jest zła. Jeśli ktoś lubi taki rodzaj humoru i nie będzie zwracał uwagi na pewne niedociągnięcia – podejdzie do niej z dystansem, to myślę, że jest duża szansa, że miło spędzi z nią wieczór. Jak już wcześniej wspomniałam, książki youtuberów mają to do siebie, że opinie o nich są mocno podzielone. Ja wolę Mietczyńskego raczej w filmowej odsłonie. 

,,Wykłady Profesora Niczego’’ poleciłabym szczególnie fanom autora, ale także osobom, które mają ochotę spróbować czegoś nowego i wyruszyć w niecodzienną podróż po epokach literackich.


Olivka, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Flow books.

czwartek, 23 lutego 2017

"Jak podróżować z łososiem" - Umberto Eco - recenzja

Okładka książki Jak podróżować z łososiemZaskakujący tytuł “Jak podróżować z łososiem” może niejako zachęcać wielbicieli wędkarstwa, jednak już po pierwszych kilku stronach wiemy, że czeka nas coś zupełnie innego. Niedawno wydany zbiór felietonów Umberto Eco zawiera czterdzieści pięć tekstów, w tym dziesięć jeszcze niepublikowanych w języku polskim. 

Czego więc możemy się spodziewać?

Przede wszystkim dużej dawki inteligentnego humoru. Umberto Eco nie próbuje patetycznie moralizować swojego dzieła. U autora widać sporą dawkę dystansu zarówno do świata jak i samego siebie. Pomimo, że spora część felietonów została napisana w końcówce poprzedniego wieku, wszystkie teksty są wciąż aktualne. Eco wyśmiewa współczesny konsumpcjonizm i gardzi biurokracją. Dostrzega wady społeczeństwa, zaślepionego nowinkami technicznymi. Autor zauważa wpływ kultury masowej na człowieka, który traci kontakt z rzeczywistością. Wszystkie tematy zostały poruszone w sposób przystępny dla zwykłego czytelnika, nie mającego nic wspólnego z filozofią czy polityką. Ponadto, Eco świadomie żongluje kulturalnymi odwołaniami, sprawiając, że czytelnik jest jeszcze bardziej zaangażowany i docieka dodatkowych informacji.



“Jak podróżować z łososiem” to książka o wszystkim. Znajdziemy w niej interesujące spostrzeżenia dotyczące otaczającej nas rzeczywistości. Ciekawa narracja sprawia, że czytelnik nie może powstrzymać się przed przeczytaniem kolejnego felietonu a także często wraca do poprzednich, aby poświęcić kolejne minuty na refleksje dotyczącego świata, w którym żyjemy.


Gruszka, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Noir Sur Blanc.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

"Płomienna siedemnastka" - Janet Evanovich - recenzja

Okładka książki Płomienna siedemnastkaMoment przeczytania 17 części o przygodach Stephanie Plum odwlekałam jak mogłam. W końcu nie wytrzymałam i jestem po lekturze, ale tylko dlatego, że 18 – tka jest tuż, tuż. Czuję się bezpiecznie, gdy nietknięty tom serii Janet Evanovich stoi na półce. Wtedy wiem, że w chwili przygnębienia, smutku, apatii i odczuć tym podobnych – jest coś, a raczej ktoś kto mnie z tego stanu wywlecze – oczywiście ukochana Śliwka. Tak było i tym razem.

Niezrównana łowczyni NS-ów w tym tomie musi się zmierzyć m.in. z ponad siedemdziesięcioletnim wampirem, a także zabójcą, który obiecuje jej śmierć. Do tego na scenę wchodzi babka Morellego, która spoziera na Stephanie swoim uroczym okiem, co skutkuje ogromnym pryszczem na czole oraz rzuca na nią klątwę vordo. Matka Plum próbuje znowu zeswatać córkę, a do tego ciągle prasuje. Babcia Mazurowa nie odpuszcza i nadal chodzi na czuwania przy zwłokach w domu pogrzebowym. Lula tym razem nie jest na diecie, ale za to ciągle traktuje  zbiegów paralizatorem, a sprawy w trójkącie Komandos – Plum – Morelli niebezpiecznie się komplikują. Wszystko to okraszone humorem w stylu nieustępującym poprzednim częściom.

Autorka jest niezrównana w tworzeniu komicznie absurdalnych sytuacji. Tym samym sprawia, że książka czyta się sama, a łzy kapią z oczu, a katar z nosa :) - ze śmiechu - rzecz jasna.  Niewątpliwie słowa uznania należą się Dominice Repeczko. To także jej zasługa, że książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. Tłumaczenie, według mnie, jest genialne.

Podsumowując – Stephanie Plum jest moim pewniakiem na poprawę humoru i jak na razie nie znalazłam kandydata/kandydatki, który mógłby ją zdetronizować.

Po stokroć polecam!!!

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów. 

środa, 18 maja 2016

"Historia bez cenzury" - Wojciech Drewniak - recenzja

Okładka książki Historia bez cenzurySięgając po tę książkę byłam przekonana, że się na niej nie zawiodę. Autora ,,Historii bez cenzury'' - Wojciecha Drewniaka znałam już od dłuższego czasu z jego kanału na YouTube o tej samej nazwie. Jest to niezwykły człowiek, który swoim podejściem do tematu, jakim jest historia, potrafi rozśmieszyć każdego do łez. 

Książka w humorystyczny sposób przybliża nam życiorysy wielu postaci historycznych ukazując ich nowe, nieznane nam dotąd oblicza, których nie znajdziemy w szkolnych podręcznikach czy encyklopediach. 

"Gall tak strasznie ucieszył się z wygrania przetargu na zostanie kultowym kronikarzem państwa polskiego, że ze wszystkich sił starał się swoją wdzięczność okazać w słodzeniu swojemu chlebodawcy na potęgę, co było zresztą powszechną praktyką w średniowieczu. Gdyby mógł, to cały by mu wszedł wiadomo gdzie (...).

"Dzieciaki nie miały łatwo. Rodzice ich nie rozpieszczali. Jadły skromnie, nie mogły nosić szpanerskich ciuchów ani nawet słuchać wesołej muzyki i bawić się z rówieśnikami. Chodziły spać w okolicach 20.00, a w ciągu dnia pobierały nauki. Wiecie, kto był nauczycielem dzieci Kazika? Ten zakichany hipokryta Jan Długosz, który brał hajs za naukę dzieciaków, a za plecami obsmarowywał naszego króla w swojej kronice."

Książka jest napisana bardzo luźnym i potocznym językiem, dzięki czemu bardzo przyjemnie się ją czyta. Przepełniona jest dużą dawką humoru, ironią oraz szczyptą sarkazmu, przez co przy czytaniu nie sposób jest się nie śmiać. 

,,Historię bez cenzury'' polecam każdemu, bez względu na płeć, wiek czy samo zainteresowanie historią. Wojciech Drewniak pisze w taki sposób, że moim zdaniem jest w stanie zaciekawić i rozśmieszyć każdego czytelnika. Z niecierpliwością czekam na kolejne książki tego autora.


Olivka :) , 14 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont

poniedziałek, 14 marca 2016

"Smakowita piętnastka " - Janet Evanovich - recenzja

Okładka książki Smakowita piętnastkaJanet Evanovich już po raz kolejny udowadnia, że jest niekwestionowaną mistrzynią pióra. Mimo, że jest to dopiero druga książka tej autorki, którą miałam okazję przeczytać, to już pragnę więcej! Humor obecny w tej powieści detektywistycznej przekonał mnie do niej już od pierwszej strony.

„Smakowita piętnastka” to, jak sam tytuł wskazuje, piętnasta część serii przygód nieco zwariowanej, a na pewno pozytywnie zakręconej detektyw Stephanie Plum. Tym razem nasza główna bohaterka stawia czoła niezłemu wyzwaniu. Na jej drodze staje pociągający Komandos i problemy jego firmy. Niezwyciężona detektyw Stephanie Plum wskakuje w eleganckie ciuszki i siada za biurkiem. Ktoś dąży do upadku jego firmy ochroniarskiej. 

Czy to ktoś z wewnątrz? 
Nowy pracownik? 

Podejrzanych jest wielu, a wskazówek brak. A to dopiero jedna sprawa. Kolejną jest tajemnicze morderstwo na masce samochodu, którego niefortunnym świadkiem była Lula. I to nie byle kto padł ofiarą, a sam Stanley Chipotle – szef kuchni, twórca jedynego w swoim rodzaju sosu barbecue. Jakby tego było mało, w kilku domach miały miejsce łudząco podobne włamania. Stephanie Plum z całą swoją energią i zapałem zabierze się za te sprawy, ale czy uda jej się cało dotrzeć do ich rozwiązania? Po drodze niejeden samochód zostanie zniszczony, a głowa stracona. Dosłownie.
            
Minął niecały miesiąc, od kiedy czytałam poprzednią książkę tej autorki pt. „Skok”, a już mam następną i bardzo mnie to cieszy. W chwilach, gdy dookoła mnóstwo pracy, stres i deadline’y, a czas na lekturę jest ograniczony warto sięgnąć po serię o Stephanie Plum. To kobieta o nieograniczonych możliwościach. Mimo natłoku pracy nie opuszcza jej poczucie humoru i dystans do rozwiązywanych zagadek, nawet gdy Lula biega po mieszkaniu krzycząc, że widziała toczącą się głowę…

            Janet ma wyjątkowy dar do pisania. Jej bohaterowie są realistyczni, nie ograniczają się w słowach, a każdy z nich ma własne, niepowtarzalne cechy i jest dokładnie opisany, nawet jeśli jego postać poznajemy krok po kroku przez całą książkę. Dzięki temu czułam się, jakby akcja działa się tuż obok mnie, a biuro Komandosa wyrosło gdzieś obok Placu Centralnego w Hucie, co niestety nie jest możliwe. Książkę czyta się bardzo szybko, nie ma tu żadnych niezrozumiałych słów, a język, mimo że prosty i dość luźny, sprawia wrażenie profesjonalnego.

Mogę śmiało pokusić się o stwierdzenie, że „Smakowita piętnastka” będzie idealną przekąską na wiosenny wieczór. Nie znam innej książki, której humor tak zarażałby czytelnika, jak twórczość Janet Evanovich! Do tego dwie łyżki kłopotów, szczypta niepewności i kropla miłości i mamy przepis idealny. Polecam!

Ananaska, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów. 

wtorek, 26 stycznia 2016

"Szamański blues" - Aneta Jadowska - recenzja

Szamański bluesCo detektyw może mieć wspólnego z szamanem? Można obydwu podejrzewać o jakieś tajemne praktyki, własne sposoby na odnajdywanie zaginionych, czasami też niecodzienny wygląd i podejrzliwą aparycję. Czy tak rzeczywiście jest?

Piotr Duszyński – Witkacy to były partner Dory – głównej bohaterki poprzednich książek autorki. Mężczyzna tuż przed czterdziestką z niecierpliwością oczekujący kryzysu wieku średniego, który jednak nie nadchodzi, a w każdym razie nie w taki sposób, w jaki go sobie wyobrażał nasz bohater. Nie będzie szybkich samochodów, pięknych, acz skąpo ubranych kobiet, ani tarzania się w gotówce. To nie są rozrywki godne Witkacego, chociaż pewnie takimi też by nie pogardził. Zamiast tego czeka go zapierająca dech w piersiach przygoda, której niejeden mógłby mu zazdrościć!

Witkacy nie jest zwykłym detektywem, ma rzadką umiejętność komunikowania się z duchami, wyczuwa je, przywołuje i prowadzi w stronę światła.. brzmi banalnie, ale to wcale nie jest takie proste. Nie wszystkie duchy chcą współpracować, a już w ogóle, jeśli problem nie jest z duchami, lecz z upiorami. W szpitalu na oddziale noworodków i intensywnej opieki neonatologicznej dzieją się dziwne rzeczy. Wewnętrzne postępowanie w tej sprawie nie daje rezultatów, a z każdym tygodniem przybywa zgonów. Gdy do akcji wkracza Witkacy, sprawa w końcu nabiera tempa. Jednak, czym jest to „coś” czego nie widzą zwykli śmiertelnicy, a duchy się obawiają?

Od dłuższego czasu nie miałam w rękach żadnej fantastycznej książki. Znudziły mnie powtarzające się historie o nadprzyrodzonych mocach, tajemniczych księgach i kolorowych eliksirach. Jednak Aneta Jadowska ma w sobie coś, co przyciąga jak magnes. Wystarczy jedno zdanie, czy chociaż wyrwana z kontekstu linijka, by wciągnąć czytelnika na dobre.  Wcześniej nie czytałam żadnej książki tej autorki, dlatego też „Szamański blues” to moje pierwsze spotkanie zarówno z nią, jak i z Witkacym. I na pewno nie ostatnie, przecież to dopiero początek całej „Szamańskiej serii”!

Nazwisko Anety Jadowskiej przewinęło mi się już kilka razy gdzieś na półkach w księgarni, czy też w Internecie. Dużo pozytywnych opinii jej książek sprawiło, że sięgnęłam po pozycję tej polskiej autorki. Nie zawiodłam się. Najbardziej do gustu przypadło mi poczucie humoru, którego jest tutaj pełno! Do tego naprawdę trzymająca w napięciu fabuła… Nic, tylko chce się czytać.

Zaskoczeniem dla mnie był ogromny realizm postaci mimo, że pisze to kobieta z punktu widzenia mężczyzny, co jest nie lada osiągnięciem. Witkacy świetnie dogaduje się zarówno z żywymi, jak i umarłymi. Stosuje niecodzienne sposoby na przywoływanie duchów, biorąc pod uwagę, że każdy nawet po śmierci gustuje w ziemskich przyjemnościach. I to wszystko w rytmie bluesa…

Gorąco polecam!

Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.

czwartek, 10 września 2015

"Bratki" - Eoin Colfer - recenzja

Okładka książki BratkiPięcioro zwariowanych braci, jeden nie lepszy od drugiego. Chłopaki rodem ze świata „Mikołajka”, którym rozrabianie sprawia dziką frajdę, którzy są mistrzami w grze na nerwach, a w wymyślaniu psikusów nie mają sobie równych. Najlepsze i najciekawsze kawały robią sobie nawzajem!

Dziesięcioletni Marty, rok młodszy Will, dzieciaki Donnie i Bert, którzy zawsze trzymają się razem , a do tego pięcioletni MP, który nadal udaje bobasa. Irlandzka rodzinka, o której przeczytamy aż trzy historie. Przygoda nad morzem w kamperze, wakacje spędzone w bibliotece i domowe psoty, od których rodziców już dawno rozbolała głowa.

Chłopaki wybierają się na zabawę. Bal Szprotek. Głupia nazwa, ale żaden dzieciak między dziewiątym, a jedenastym rokiem życie nie odpuści takiej imprezy choćby ze względu na to, że można później wrócić do domu. Bal, jak to bal – trzeba tańczyć, i to z DZIEWCZYNAMI. Willowi zdaje się to okropną tragedią. Przecież nie będzie tańczył z babą, najlepiej nie będzie w ogóle tańczył. Ciekawe, jak się zakończy ten wieczór. Jeszcze ta straszna legenda o Zębach Kapitana Kruka, który porywa dziewięcioletnich chłopców. Will może się czuć zagrożony, szczególnie że nie ominie go przeprawa przez miejsce, gdzie straszy jego duch!

Energiczne chłopaki, których nic złego się nie ima, potrafią znaleźć wyjście z każdej sytuacji i zjednać sobie przyjaciół nawet wśród największych i najstraszniejszych wrogów. Książkę czyta się bardzo szybko i jeszcze bardziej przyjemnie. Bo kogo nie porwie grupa szalonych kilkulatków? Eoin Colfer stworzył miłe i beztroskie otoczenie, w którym przygoda jest na porządku dziennym. Już od pierwszego zdania chce się czytać!

Niby książka skierowana do dzieci, ale mi także przysporzyła wiele radości i kilkadziesiąt minut powrotu do dzieciństwa z „Mikołajkiem”.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

poniedziałek, 7 września 2015

„Koszmarna dwójka” - Jory John, Mac Barnett - recenzja

Okładka książki Koszmarna dwójkaMiejsce akcji: Dolina Ospała - senne miejsce słynące z krów (w 1836 roku mieszkańcy tego miasteczka wybrali krowę na burmistrza).
Główny bohater: Miles Murphy - uważany za najlepszego kawalarza w mieście, zabawny uczeń mający dom nad brzegiem morza, super przyjaciół i mamę, która każe mu to wszystko porzucić, aby przeprowadzić się do wyżej wymienionej Doliny Ospałej.

Zmiana miejsca zamieszkania jeszcze bardziej denerwuje chłopca kiedy dowiaduje się, że w mieście jest już jeden doskonały kawalarz. Miles jest gotowy wywołać kawalarską wojnę, byleby tylko uzyskać ten tytuł...
Senne miasteczko z połączeniem wybuchowego ucznia... Co z tego wyniknie?

Kiedy brałam tę książkę z półki, myślałam, że będzie to kolejne (nudne) opowiadanie o chłopcu i szkole. I jeszcze te krowy w tle. „Żenada”, że tak powiem. Jednak mile mnie zaskoczyła. Książka bez szybkich zwrotów akcji, szybko się ją czyta i jest pisana przystępnym językiem dobranym i zrozumiałym zarówno dla dzieci, jak i dla młodzieży. Co nie oznacza, że nie jest to opowieść dla dorosłych. Mam wrażenie, że autor napisał tę książkę z myślą o dzieciach, jednak czarno-białe ilustracje - mimo że w dużej ilości - nie są w stanie zachęcić dzieci do samodzielnego czytania. Ilustratorem tej książki jest Kevin Cornell, który swoimi nietypowymi i mało realistycznymi obrazkami dość słabo „ozdobił” opowiadanie. Natomiast ciekawostki dotyczące krów w zabawny sposób urozmaicają tę książkę.

Ciekawostka 779:
Krowa zjada około 50 kilogramów trawy dziennie.
Szukasz kosiarki? Zaprzyjaźnij się z krową!”

Uważam, że książka przeznaczona jest dla czytelników, z szerokim przedziałem wiekowym, z dużym poczuciem humoru, ale dla tych dorosłych, którzy mają wyrafinowany gust kabaretowy, może być jednak zbyt infantylna.


Madzik, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

wtorek, 14 kwietnia 2015

"Osiedle bogów" - Rene Goscinny, Albert Uderzo - recenzja

Okładka książki Osiedle bogówCezar ma dość tego, że mała wioska nieugiętych Galów wciąż stawia opór Rzymianom i nie chce przyjąć cywilizacji. Wpada więc na genialny pomysł. Zatrudniwszy młodego architekta Ekierusa, poleca mu wybudować dookoła wioski Galów Osiedle Bogów, gdzie mają zamieszkać zamożni Rzymianie. Zatem, chcąc nie chcąc nieugięci mieszkańcy w końcu będą musieli się poddać. 

Jednak, oczywiście, nie jest to takie proste. Pomijając fakt, że są oni niezwykle odważni i gotowi będą, do ostatniego tchu, bronić swych domów, mają jeszcze po swojej stronie Asteriksa, Obeliksa i Panoramiksa ze swym magicznym napojem. Więc kiedy na plac budowy przybywa Ekierus ze swymi pracownikami, którzy zaczynają karczować las, Galowie za wszelką cenę starają się uprzykrzyć im życie. Z pozytywnym skutkiem...

Co tu dużo mówić, Asteriks i Obeliks znudzić się nie mogą i zawsze z przyjemnością patrzymy jak rozprawiają się z oddziałami niezbyt bystrych rzymskich legionistów. Wykazują się też oni ogromną pomysłowością i, mimo tego, że są kompletnymi przeciwieństwami i często się kłócą, zawsze udaje im się zakopać topór wojenny i kontynuować tę niezwykłą przyjaźń. Zabawne są też inne postacie z ich rodzinnej wioski i pomimo tego, że są nieco przerysowane, idealnie dają się dopasować do wielu osób z naszego życia codziennego. Zatem bez owijania w bawełnę - jeżeli lubicie wspólne przygody Asteriksa i Obeliksa, to ten komiks też się Wam spodoba. 

Polecam!

Sheri, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

piątek, 13 marca 2015

"Asteriks u Brytów" - Rene Goscinny - recenzja

Jest rok 50 przed narodzeniem Chrystusa. Cała Galia jest podbita przez Rzymian... Cała? Nie! Jedyna osada, zamieszkana przez nieugiętych Galów, wciąż sprawia opór najeźdźcom i uprzykrza życie legionom rzymskim stacjonującym wo obozach Rabarbarum, Akwarium, Relanium i Delirium...

Tymi słowami rozpoczyna się każdy komiks o słynnym Asteriksie i Obeliksie. Ten pierwszy jest mały, sprytny, inteligentny i odważny. Nadludzką siłę zawdzięcza magicznemu napojowi regularnie sporządzanym przez druida - Panoramiksa. 

Obeliks zaś jest jest gruby, dobroduszny, zawodowo transportuje menhiry, uwielbia pieczone dziki, piwo i bić się z rzymskimi żołnierzami. On, jednak nie potrzebuje pić eliksiru, gdyż jako dziecko wpadł do kotła z magicznym napojem i od tego czasu, wyróżnia się niekontrolowaną, nadludzką siłą. Ma słabość do niewielkiego pieska - Idefiksa, który dzielnie towarzyszy bohaterom w ich licznych przygodach. 

W tym komiksie Asteriks i Obeliks wyruszają na pomoc Brytom, którzy poprosili ich o magiczny napój. Jest to osobliwy naród. Mówią stosując nietypowy szyk zdania, zawsze o piątej godzinie piją gorącą wodę (czasem z cukrem lub mlekiem), mięso podają z sosem miętowym, a piwo podgrzewają. Na dodatek, niemal nigdy nie okazują emocji, zawsze są kulturalni, dystyngowani, powściągliwi. Bohaterowie nieustannie ścigani przez legiony rzymskie, starają się za wszelką cenę pomóc swoim uciśnionym przyjaciołom.

Komiks jak zwykle jest przezabawny, oczywiście nie do końca zgodny z prawdą historyczną, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Autorzy dyskretnie naśmiewają się z cech typowego Brytyjczyka, a subtelne powiązania z teraźniejszością, są prześmieszne. Bardzo polecam!


Sheri, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"Dama w opałach" - Karen Doornebos - recenzja

Dama w opałach - Karen DoornebosChloe Parker to kobieta, która uważa, że najlepiej czułaby się gdyby żyła dwieście lat temu. Wielbicielka XIX - wiecznej Anglii oraz książek Jane Austen, żyje obecnie w Chicago, wychowuje córeczkę Abigail oraz prowadzi firmę, która powoli w dzisiejszych czasach chyli się ku upadkowi. Jedynym ratunkiem dla niej jest wzięcie udziału w stworzonym jakby dla niej, reality show. Bohaterki mają przenieść się do XIX-wiecznej Anglii oraz zdobyć serce przystojnego Sebastiana. 

I tu zaczyna się cała przygoda Chloe...

Książka Dama w opałach Karen Doornebos to idealna lektura na trwające właśnie wakacje. 

Szczerze przyznam, że nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Po pierwsze nie zachęciła mnie okładka, która kompletnie nie jest w moim guście. Po drugie, przez pierwsze 100 stron cały czas miałam zamiar książkę odłożyć, bo zaczynała mi się wydawać nudna. Lecz im dalej zagłębiałam się w  kolejne strony książki, tym bardziej mi się ona podobała. 

Na pewno nikt z nas nie zastanawiał się jakby to było, gdybyśmy teraz przenieśli się do XIX wieku. Jak poradzilibyśmy sobie bez Internetu, telefonów komórkowych,  elektryczności… czy nawet łazienek. Tutaj autorka w zabawny sposób przedstawia odczucia naszej głównej bohaterki Chloe. Do tej pory uważała ona przecież, że najlepiej gdyby się urodziła dwa wieki temu, lecz teraz już wie, że jej życie jest o wiele wygodniejsze i prostsze.

Do tego rywalizacja o serce przystojnego Sebastiana, a także ciekawe i zawzięte konkurentki. To sprawia, że mimo moich początkowych obaw skończyłam czytać tę książkę z przyjemnością.

Podsumowując, według mnie, jest to lekka i przyjemna lektura (no może oprócz początku). Dużym jej plusem jest to, że naprawdę przenosimy się do XIX wieku i panujących wtedy realiów życia, a bohaterka jest przezabawna,  i na dokładkę czeka nas bardzo fajny koniec tej przygody.



                                                                                                                                             Grazia, 18 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

poniedziałek, 26 maja 2014

"Histerie rodzinne" - Izabela Pietrzyk-recenzja

Histerie rodzinne - Izabela Pietrzyk
Mela marzy o beztroskiej rodzinie jak z serialu. I nie dziwię jej się. Z córcią Dodoidem, synem o niewiadomych upodobaniach obdarzonym niezwykłą umiejętnością doprowadzania ludzi wokoło do szału, sama chyba bym zwariowała. Ale gdy już życie z mężem na morzu i ciągle przysparzającymi  sobie problemów rodzicami, wydaje się być naprawdę nie do pobicia, jedna osoba wywraca dom do góry nogami.


Jeden telefon… tajemnicza mała walizka i wiadra łez. Wiktoria naprawdę nieźle się wpakowała. Na pomoc jednak przyszła jej kochająca starsza siostra i wszystko znowu zyskało sens.

Dziewczyna dochodzi do siebie i wchodzi między wiecznie skaczące sobie do gardeł rodzeństwo, coraz więcej się dowiadując o stanie familii. Przejmujące wpadki i zdarzenia ciągle zwalają na jej głowę kolejne wyzwania. W tym całym chaosie brakuje jej tylko starej przyjaciółki i konta na portalu randkowym. Nawet lampka wina nie pomaga na odwieczny problem kobiet-facetów. Odpowiedzcie sobie sami-czy to się może dobrze skończyć?

Pierwsze wrażenie - historia wywołująca co chwilę uśmiech na twarzy, lekko pozbawiona ładu i składu, ale jak się dobrze wczytać naprawdę lepsza od każdego serialu. Perypetie krewnych głównej bohaterki nie pozostawiają na modelu idealnej rodziny suchej nitki!

Polecam każdemu, kto w tak piękną, letnią pogodę zamiast siedzieć przed telewizorem przy serialu woli poczytać równie ekscytującą książkę. Ciekawa jestem czy też tak odbierzecie tę powieść! A,  i żebym nie zapomniała:

Gratuluję autorce poczucia humoru!



Śliwka, 15 lat



Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. 

wtorek, 13 maja 2014

"Nomen Omen" - Marta Kisiel - recenzja

Marta Kisiel to "przebrzydła polonistka, z romantycznym skrzywieniem", jak sama o sobie mówi.  "Nomen Omen" to jedna z powieści, które wydała.

Nomen Omen - Marta KisielSalka Przygoda nie mogąc dłużej znieść swojej rodziny, przeprowadza się do Wrocławia, do domu wynajmowanego przez trzy, dziwaczne starsze panie. Nowe życie nie będzie jednak usłane różami. Niedaś próbuje utopić Salomeę w Odrze, domostwo wydaje się być nawiedzone, a główna bohaterka natrafia na ślad groźnej tajemnicy...

"Nomen Omen" nie jest książką poważną, z głębokim przesłaniem, skłaniającą do rozmyślań. To typowe lekkie "powieścidło", którego celem jest rozbawienie czytelnika. I trzeba przyznać, że to autorce naprawdę się udało. Dzieło jest zabawne, pełne humoru, czytając prawie ciągle się śmiałam. Dodatkowo "Nomen Omen" napisany jest przyjemnym, łatwym i młodzieżowym językiem, a to bardzo duży plus. Bohaterowie powieści są karykaturalni, przerysowani, bo ich zadaniem jest rozśmieszenie czytelnika. Salomea - trochę ciapowata, nieśmiała, często się wywraca i biega z rozmazanym makijażem, Niedaś - życiowy nieudacznik, leń, nie jest zbyt bystry, Basia - nastolatka w glanach i z biżuterią obronną, Bartek - szarmancki, niedzisiejszy, ciągle z głową w chmurach, Mila, Jaga i Matylda - trzy staruszki, ale dalej pełne krzepy, do ich ulubionych zajęć należy bieganie po całym domu krzycząc "killnij gada" oraz wygrażanie swoimi drewnianymi laskami.

W książce nie zabrakło też napięcia, tajemnicy i grozy, co doskonale podkreśla okładka. Nie przyglądając się uważnie widzimy stary, murowany dom, ale wystarczy dokładniej się przyglądnąć, aby zauważyć w oknie upiora - dziewczynę z długimi, rudymi włosami, oczami bez tęczówek i źrenic oraz z palcami przypominającymi szpony. A dom to czaszka! Dwa okna to oczodoły, drzwi to kość nosowa, a płot wraz ze schodami tworzy imitację zębów. Ciekawy pomysł!

 Bardzo spodobało mi się też zakończenie, ale nie będę spoilerować...
   
Do przeczytania dzieła "Nomen Omen" zachęcam wszystkich, którzy szukają lekkiej, zabawnej i nie zmuszającej do przemyśleń lektury. Według mnie jest to naprawdę świetna książka.

Cavallo, 14 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Uroboros

poniedziałek, 25 listopada 2013

”Wielka Księga Kawałów Koszmarnego Karolka” - Francesca

Wielka Księga Kawałów Koszmarnego Karolka - Francesca Simon
„Ostrzeżenie!


Nie czytaj tej książeczki, jeśli:
 - nazywasz się Mądra Misia
 - jesteś grzecznym kujonem, czyścioszkiem, lizusem albo skarżypytą
 - oglądasz domowe przedszkole

Kawały w tej książeczce są obrzydliwe. Gwarantujemy, że młodszemu braciszkowi zrobi się po nich niedobrze, a rodzice z krzykiem wybiegną z pokoju. Te dowcipy są tak wstrętne i ordynarne, że…”

Takie warunki i ostrzeżenie Koszmarny Karolek przedstawił już na wstępie swojej książki pt.:”Wielka Księga Kawałów Koszmarnego Karolka”. Oczywiście była ona napisana przez Francescę Simon, która wymyśliła ją tak, by wszyscy myśleli, że naprawdę jest dziełem tego chłopca.

Koszmarny Karolek wpadł na pomysł napisania księgi z kawałami. Podzielił ją na koszmarniaste rozdziały:
 - Dożarte Żarty
 - Jeszcze Bardziej Dożarte Żarty
 - Arcydożarte Żarty
 - Gagi Gangu Purpurowej ręki

Niestety jego wychowawczyni chciała zrobić konkurs na najlepszy żart i kazała tam wpisać żarty innym uczniom, ku nie uciesze Karolka. W rozdziale Arcydożarte Żarty swoje kawały wpisali jego przyjaciele: Josh, Karate Krysia, Próżna Priscilla, Radosny Rudolf i wielu innych. Ich żarty są mega śmieszne, a oto przykłady:

,„Co mówi kiść winogron do nowego winogrona?
Witaj w rodzinnym gronie”

,„Dlaczego czarownice latają na miotłach?
Bo odkurzacze są za ciężkie”

„Jak stolarze czytają książki?
Od deski do deski.”

W ostatnim rozdziale „Gagi Gangu Purpurowej Ręki” chłopiec wpisał żarty swoich fanów. Jest to ponad 50 stron świetnej zabawy i niepowstrzymanego śmiechu.

Księga ta jest przeznaczona dla każdego, małych, dużych, młodszych, czy starszych. Zebrane są w niej niesamowicie śmieszne żarty i kawały. Autorka nieźle się napracowała, by wymyślić ich aż 317 stron. Zachęcam do jej przeczytania, mi spodobała się bardzo. Zapewnia wiele godzin niekończącego się śmiechu. Przeczytaj, a zobaczysz niesamowity świat żartów i kawałów.


Monia,  14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

wtorek, 8 października 2013

"Fantastyczny świat Tomka Łebskiego" - Liz Pichon - recenzja

Fantastyczny świat Tomka Łebskiego - Liz PichonDlaczego ja muszę mieć tak wredną siostrę, rodziców i nauczycieli, którzy się o wszystko czepiają? A na dodatek być zakochanym w dziewczynie, która nie chce na mnie spojrzeć, bo zawsze robię z siebie pajaca?

Te problemy przez cały czas towarzyszą Tomkowi Łebskiemu - uczniowi piątej klasy szkoły podstawowej, który bardzo lubi rysować i czytać komiksy. Czasami jego zbyt bujna wyobraźnia sprawia mu kłopoty, ale Tomek się tym nie przejmuje. Zawsze stara się znaleźć wyjście z sytuacji. 
Jest naprawdę wielkim optymistą i to mnie skłoniło do tego, że bardzo chętnie zabrałam się za czytanie tej książki.

Główny bohater w niezwykle zabawny i ciekawy sposób opowiada o swoim codziennym życiu. Z wielkim zapałem mówi o pasjach. Jego przemyślenia są poparte rysunkami, które prezentują się naprawdę fantastyczne. Jego wypowiedzi są bardzo proste, ale od razu trafiają do czytelnika. Opisuje żarty jakie robi swojej siostrze, a także jak wymiguje się od oddania pracy domowej nauczycielowi. Z każdą stroną coraz bardziej się z nim utożsamiałam. Z każdą stroną coraz bardziej miałam ochotę się dowiedzieć co znowu wymyśli i jak potoczą się jego dalsze losy.

Dla osób, które lubią lekką lekturę jest to pozycja obowiązkowa. Dawka dobrego humoru gwarantowana.

Autorką jest Liz Pichon. Jej największym sukcesem jest seria o Tomie Gatsie. Jest znaną ilustratorką. Wielokrotnie nagradzana m.in. Smarties Silver Award.

Serdecznie polecam

Dydelf, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa.

czwartek, 12 września 2013

"To tylko plotki" - Jill Mansell - recenzja

To tylko plotki - Jill Mansell
Wszyscy od czasu do czasu potrzebujemy książki lekkiej, zabawnej i czasami po prostu... odrobinkę naiwnej. Chcemy się pośmiać i spędzić parę przyjemnych godzin z książką i kubkiem gorącej czekolady. A co nadaje się do tego lepiej niż romans Jill Mansell, która potrafi rozśmieszyć do łez?

Każdy z nas na pewno nie jeden raz stał się ofiarą plotki. Witamy w świecie, w którym rządzą właśnie plotki i humorzaste sąsiadki!

Życie Tilly Cole waliło się. Nędzna praca, najlepsza przyjaciółka gdzieś daleko i chłopak, który rzuca ją bez słowa wyjaśnienia, po prostu zostawiając z rachunkami za wspólne mieszkanie, co przelało czarę goryczy. Tilly wyprowadza się na wieś. Kiedy widzi ogłoszenie w gazecie, wierzy, że to znak i po prostu wyjeżdża z miasta. Jest to decyzja bardzo spontaniczna i cóż... w ogóle nieprzemyślana.

Dziewczyna podejmuje pracę jako pomoc domowa i asystentka pewnego projektanta wnętrz (geja?) oraz opiekunka jego nastoletniej córki Lou. Jednak sielanka w malowniczym miasteczku Roxbourough okazuje się... nie być sielanką. Zazdrość i zawiść czyhają na Tilly na każdym kroku razem z... humorzastymi kotami. Na dodatek dookoła jest po prostu zbyt dużo wspaniałych mężczyzn. A zwłaszcza Jack Lucas. Czy faktycznie jest tym, za kogo się go uważa.

A może... to tylko plotki?

Czy Tilly podąży za głosem serca?
Jak potoczy się jej życie w specyficznym miasteczku Roxbourough?
Czy odnajdzie szczęście?

Jestem pewna, że wielu z was zna Jill Mansell. Jest pisarką, której nazwisko na okładce gwarantuje dobrą zabawę przy lekturze powieści. Czy romansem "To tylko plotki" utrzymała wysoki poziom?

Bardzo charakterystyczny styl pisarki jest w tej książce jak zawsze bardzo lekki, a język prosty i przystępny dla każdego czytelnika. Może dzięki tym cechom nie sposób oderwać się od powieści. Jest tak łatwa i przyjemna w odbiorze, że czyta się ją jednym tchem - dopóki nie skończysz, nie odłożysz jej na bok!

Przemyślenia głównej bohaterki, zwariowane przygody i ironia nie pozwalają się nudzić i zmuszają do śmiechu. Nie brak tutaj miejsca nie tylko na humor, ale i na miłość czy dreszczyk emocji i napięcia.

Mimo swoich zalet książka nie powala na kolana. Nie jest to lektura zbyt ambitna czy wybitna i nie porusza szczególnie ważnych tematów. Momentami odrobinę zbyt naiwna i banalna, czasami wręcz przewidywalna. Jest to po prostu bardzo przyjemna lektura na jeden wieczór.

Ale, jeszcze raz: czyż każdy z nas nie potrzebuje czasem takich książek?



Polecam!



Pauline Veronique, 17 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Grupy Wydawniczej Publicat.

czwartek, 5 września 2013

„O Boże, znowu goście! komedia” - Marek Pękala - recenzja

„O Boże, znowu goście! komedia” to najnowsza książka Marka Pękali wydana w 2013 roku.

O Boże, znowu goście! KomediaAkcja utworu rozgrywa się w mieście, w bloku, wieczorem. Są święta, przy zastawionym stole siedzi Zdzichu – głowa rodziny, w kuchni krząta się Jola – jego żona, wokół stołu, a zwłaszcza kieliszków z niedopita wódką, kręci się Mariuszek  -  synalek Joli i Zdzicha. Tę leniwą rodzinną sielankę, przerywa dzwonek do drzwi. W progu stają Wanda ze Stefanem z ogromną liczbą bagaży. Przyjeżdżają do rodziny na święta! Po wylewnych powitaniach, zasiadają za stołem, niemiłosiernie objadając gospodarzy, opowiadają o swoich dzieciach, pracy, domu. I w sumie nic takiego niezwykłego nie byłoby w tej wizycie, gdyby nie to, że ani Jola, ani Zdzichu nie mogą przypomnieć sobie brzuchatego kuzyna Stefana, ani skrzekliwej Wandziuli. Jednak polskiej gościnności musi stać się zadość, wódka leje się strumieniami, na stół „wyjeżdżają” coraz to nowe smakołyki, nawet tańców nie zabrakło. Goście, bardzo oględnie ujmując, są co najmniej uciążliwi, głośni, a prze wszystkim roszczeniowi. I nie wiadomo jak ta wizyta by się zakończyła, gdyby nie …

Serdecznie zachęcam do przeczytania książki Marka Pękali. Autor nazwał ją komedią, ale moim zdaniem to trochę za łagodne określenie, to farsa czy też satyra. Sytuacja, która zaistniała w domu Proćkowiaków została przez autora przerysowana, przedstawiona w krzywym zwierciadle. Dlaczego? Być może, żeby uwypuklić nasze wady, takie jak: pijaństwo, zazdrość, chciwość, cwaniactwo czy też kłamstwo.

To moje pierwsze zetkniecie z twórczością Marka Pękali, ale wiem, że nie ostatnie, bo styl pisania autora i jego poczucie humoru bardzo mi się podobają.




Tilia, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej.