tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artemis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artemis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 maja 2026

„Szkarłatna Ćma” - Kristen Ciccarelli - recenzja

Wyobraź sobie, że żyjesz w świecie, w którym magia jest równie fascynująca, co niebezpieczna, a każdy wybór może kosztować cię znacznie więcej, niż jesteś gotów oddać. Nie jesteś zwykłym bohaterem – jesteś kimś, kto musi nauczyć się przetrwać w rzeczywistości pełnej sekretów, zdrad i niewypowiedzianych pragnień.

Na pierwszy rzut oka historia wydaje się znajoma: młoda bohaterka, tajemnicza przeszłość i świat, który skrywa więcej, niż pokazuje. Jednak wszystko zmienia się w momencie, gdy na jej drodze pojawia się ktoś, kto burzy dotychczasowy porządek i zmusza ją do zadania sobie pytania – kim tak naprawdę jest i jaką cenę jest gotowa zapłacić za prawdę.

Brzmi jak kolejna opowieść fantasy? Być może. Ale Kristen Ciccarelli potrafi nadać tej historii wyjątkowego charakteru. Jej świat jest mroczny, gęsty od emocji i napięcia, a relacje między bohaterami nie są ani proste, ani oczywiste. To nie tylko opowieść o magii – to przede wszystkim historia o tożsamości, wyborach i konsekwencjach.

Główna bohaterka nie jest idealna. Popełnia błędy, waha się, czasem podejmuje decyzje, które trudno zrozumieć. I właśnie to sprawia, że jest tak autentyczna. Towarzysząc jej, ma się wrażenie, jakby każdy krok prowadził coraz głębiej w świat, z którego nie ma łatwej drogi powrotu.

Autorka stworzyła uniwersum pełne kontrastów – piękne, ale brutalne; pociągające, ale groźne. To miejsce, do którego chciałoby się zajrzeć choć na chwilę, a jednocześnie takie, z którego lepiej nie wracać zbyt długo.

„Szkarłatna Ćma” szczególnie przypadnie do gustu fanom historii z wyraźnym wątkiem romantycznym, ale nie takim oczywistym i lekkim. To relacja pełna napięcia, niedopowiedzeń i emocji, które potrafią zaskoczyć.

Gorąco polecam tę książkę każdemu, kto szuka czegoś więcej niż tylko klasycznej opowieści fantasy. To historia, która wciąga, ale też zostawia czytelnika z refleksją.

Na koniec mała myśl, z którą warto wejść w tę opowieść:

nie każda prawda przynosi ulgę – czasem zmienia wszystko.

Artemis

wtorek, 19 maja 2026

„Ruthless Vows. Rozdzieleni przez wojnę" – Rebecca Ross - recenzja

„Ruthless Vows” to druga część serii zaczętej w Divine Rivals i od razu można powiedzieć jedno – tu wszystko jest bardziej intensywne. Więcej emocji, więcej bólu i zdecydowanie więcej trudnych wyborów.

Historia znowu skupia się na Iris i Romanie, ale ich sytuacja jest już zupełnie inna niż wcześniej. Wojna trwa, robi się coraz bardziej niebezpiecznie, a oni sami muszą radzić sobie nie tylko z tym, co dzieje się wokół nich, ale też z tym, co czują. I nie zawsze jest łatwo.

Największym plusem tej książki są zdecydowanie bohaterowie. Nadal są bardzo prawdziwi – popełniają błędy, czasem podejmują decyzje, które mogą irytować, ale właśnie dzięki temu wydają się bardziej „ludzcy”. Ich relacja też się zmienia – nie jest już taka delikatna i niepewna jak wcześniej, tylko dużo bardziej skomplikowana i… bolesna momentami.

Świat przedstawiony robi się tutaj mroczniejszy. Konflikt bogów nabiera znaczenia i czuć, że stawka jest dużo wyższa niż w pierwszej części. Wszystko ma większy ciężar, a historia momentami naprawdę potrafi przytłoczyć emocjonalnie.

Styl pisania Rebecci Ross dalej jest lekki i przyjemny, więc książkę czyta się szybko, ale jednocześnie nie brakuje w niej momentów, które zostają w głowie na dłużej. Motyw listów nadal jest obecny i dalej robi robotę – dodaje klimatu i sprawia, że relacja bohaterów jest jeszcze bardziej wyjątkowa.

Podsumowując – „Ruthless Vows” to bardzo dobra kontynuacja. Jeśli ktoś polubił pierwszą część, to tutaj dostanie jeszcze więcej emocji i głębi. To historia, która pokazuje, że miłość wcale nie jest prosta, zwłaszcza kiedy wszystko wokół się rozpada.

Artemis

środa, 29 października 2025

„Nie poddawaj się” - Rainbow Rowell - recenzja

Wyobraź sobie, że masz jedenaście lat i odkąd pamiętasz mieszkasz w domu dziecka. Nie znasz swoich rodziców, swojej daty urodzin, a jedyne co wiesz o sobie to to, jak się nazywasz i tylko dlatego, że było to napisane na twojej ręce.

Można powiedzieć, że twoje życie wygląda jak życie wielu innych sierot z Wielkiej Brytanii. Przynajmniej wyglądało dopóki nie odwiedził Cię, dziwnie ubrany, mężczyzna i nie zaczął opowiadać Ci o czarodziejach, wampirach, czarach i jakiejś szkole, w której niejako masz zacząć naukę o tym wszystkim. Brzmi to jakby człowiek uciekł z psychiatryka i wmawiał Ci jakieś zmyślone bujdy. 

Zapewne już wydaję się wam to dziwne i nie z tej ziemi, a co ma powiedzieć o tym Simon, któremu to wszystko się przydarzyło! A na dodatek te bujdy okazały się prawdą! 

Od odwiedzin jak się później okazało Maga - Dyrektora Szkoły Magii w  Watford - zaczął się dla młodego czarodzieja, którym Simon okazał się być, czas poznawania prawdy nie tylko o świecie, ale przede wszystkim o sobie.

Historia Simona Snowa i jego przyjaciół została napisana przez Rainbow Rowell,- amerykańską pisarkę, która jest również znana ze swoich innych dzieł takich jak: „Fangirl”, „Eleanor & Park” oraz „Runaways”. 

Rowell stworzyła całkiem nowy, wypełniony magią aż po brzegi świat, do którego z wielką chęcią bym się przeniosła chociaż na chwilę.  

Gorąco polecam tę książkę każdemu fanowi fantastyki, a zwłaszcza fanom Harrego Pottera, ponieważ jestem pewna że pokochacie tą historię równie mocno.

Na koniec tak jak zawsze mam dla was małą sugestię przed wskoczeniem do nowego książkowego świata:

Słowa oraz czyny nie zawsze są odzwierciedleniem myśli i emocji. 


Artemis


piątek, 30 maja 2025

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa”- Mackenzi Lee - recenzja

 „Szachraj”

„Bóg chaosu”

„Pyszny”

„Próżny”

„Manipulant”

„Okrutny drapieżca”

„Ojciec kłamstw”

„Oszukuje”

„Kradnie”

„Morderca”

„Nikczemny”

„Łotrowski”

„Łotr”

Loki...

Zapewne zgodzisz się z tym opisem, prawda? Przecież każdy wie kim jest Loki. Bratem Thora, drugim, gorszym, synem Odyna. Zawsze za bratem, zawsze tym drugim. 

A co jeśli Ci powiem, że taki nie jest? No… taki nie był. 

Tylko co się stało? 

Co skierowało go do obrana ścieżki tego złego? 

Co spowodowało, że pogodził się z nazywaniem go Szachrajem skoro wcześniej tak usilnie próbował udowodnić, że nim nie jest? 

Ja wam tego na pewno nie powiem, bo zajęło by mi to stanowczo za dużo czasu, ale mogę zdradzić gdzie taką informację znaleźć. Wystarczy, że otworzycie książkę „Loki. Gdzie zaległy kłamstwa”, która wyszła spod pióra Mackenzi Lee. Nie kłamiąc ta książka zabierze was w swój opowiadany świat tak, że oderwanie od niej oczu będzie równe z niemożliwym. I ostrzegam was, bo gdy przeczytacie ostatnią stronę i opowieść się skończy wasza przygoda z nią niekoniecznie. Będziecie do niej wracać myślami i wzrokiem, a szczególnie sercem. Ta książka nie tylko zostanie w waszym sercu jako jedna z najlepszych przygód, ale również jako jedna z najboleśniejszych. 

„Miałam duże oczekiwania, ale i obawy, że lektura nie dorówna wyobrażeniom. Na szczęście nic takiego się nie stało, a wręcz przeciwnie – powieść jest świetna.” Tak pisze Katarzyna Sałtawa ze strony Mechaniczna Kulturacja i zgadzam się z nią w stu procentach!

„Loki. Gdzie zaległy kłamstwa” to cudowna opowieść, która wzbudza całą gamę emocji, począwszy od radości i śmiechu aż po złość i smutek. Jeśli poszukujecie książki, która skradnie wam serca i zrobi w nim totalny misz masz- to ta jest strzałem w dziesiątkę! 

Zanim zdecydujecie się ją przeczytać, mam dla was jedną radę:

Nie zapominajcie o szczegółach, bo to one najbardziej się liczą.

Artemis


piątek, 10 stycznia 2025

"Dziedzictwo" (cykl) - Christopher Paolini - recenzja

Jak mogliście zauważyć od mojej ostatniej recenzji minęło dość sporo czasu, a to dlatego, że byłam zbyt zajęta czytaniem serii „Eragon” autorstwa Christophera Paolini.

Zabierając się za tę serie miałam w planach pisanie recenzji zaraz po przeczytaniu każdej z książek, żeby utrzymać ciągłość moich publikacji na blogu. Na moich planach się skończyło. Seria wciągnęła mnie tak bardzo, że nie mogłam się od niej oderwać.

Akcja w książce toczy się bardzo szybko przez co w żadnej z czterech książek tej serii, nie da się znaleźć choćby kartki nudy. Fabuła jest bardzo dopracowana i wielowątkowa dzięki czemu ma się wrażenie jakby cała ta historia naprawdę się wydarzyła.

Ale zaraz zaraz! Przecież wy nawet nie wiecie o czym ja piszę! Już opowiadam!

Wyobraźcie sobie małą wioskę, którą okalają góry i ogromny las. Nic nadzwyczajnego pewnie pomyśleliście , przecież takich wiosek jest wiele. Muszę wam przyznać rację. Ta wioska jest zwyczajna i dokładnie tak samo nudna jak każda inna taka wioska. Mieszkańcy jak co dzień wykonują swoje obowiązki, zajmują się uprawami, pilnują zwierząt, czasami urządzają sobie jakieś zabawy. Każdy z nich prowadzi całkiem normalne, spokojne i nudne życie. Takie też życie toczył tytułowy bohater Eragon, dopóki nie znalazł pewnego dziwnego kamienia, jak on to nazwał. 

Ęragon to szesnastoletni chłopak, mieszkający ze swoim wujkiem i kuzynem na skraju ogromnego lasu, o którym już wam wspominałam. Możecie się zastanawiać czemu tak podkreślam fakt, że jest tam las. Już śpieszę z wyjaśnieniem! Eragon to jedyna osoba z wioski o zdrowych zmysłach, która celowo wchodzi do tego lasu. Według mieszkańców jest on bowiem najniebezpieczniejszym miejscem w całym królestwie. Babcie opowiadają wnukom o strasznych i niebezpiecznych stworzeniach, które się tam kryją i tylko czekają, aż jakieś dziecko nie zje całej kolacji by je porwać! Mimo tego, że większość z tych wszystkich strasznych opowieści jest po porostu wyssanych z palca, to muszę się zgodzić z tym, że to faktycznie niebezpieczne miejsce. Może nie ma tam potworów, które zjadają niegrzeczne dzieci lecz sam las jest w sobie niebezpieczny. Wystarczy zboczyć ze szlaku wydeptanego przez zwierzęta i już można się zgubić przez jego wielkość. Jak już mogliście zwrócić uwagę Eragon jest albo bardzo odważny i pewny swoich umiejętności, że zapuszcza się w takie miejsca, albo bardzo głupi i ma po prostu szczęście, że udaje mu się znaleźć drogę do domu. Zdecydowanie jest to ta pierwsza wersja.

Pewnego razu kiedy Eragon wracał z polowania właśnie w tym lesie znalazł, idealnie gładki i czarny jak najciemniejsza noc w roku, „kamień”. To niezwykłe znalezisko przysporzy mu później dość sporo problemów, ale i jeszcze więcej radości i szczęścia. I teraz proszę się nie śmiać, bo to co zaraz przeczytacie będzie dość dziwne. Z tego kamienia wykluł się smok. Tak, nie żartuje! Po prostu ten kamień nie był kamieniem tylko jajkiem. A dokładniej smoczym jajem. Dla was jest to dużym szokiem, a pomyślcie co czuł Eragon, który jeszcze do tej pory nie wierzył w istnienie smoków ani magii!

Znaleźć tak dobrą książkę, a co dopiero serię o smokach, jest naprawdę ciężko. Kiedy zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu kolejnej książki fantasy z motywem smoków muszę przyznać, że znalazłam ich dość zdumiewającą ilość, lecz kiedy zaczęłam przyglądać im się bardziej za smuciły mnie moje wnioski, które wyciągnęłam. Większość z tych książek przedstawiała Smoki jako krwiożercze, najbardziej niebezpieczne ze wszystkich żyjących istot, ale także jako bezmózgie zwierzęta, które kierują się tylko podstawowymi instynktami natury oraz żądzą krwi. A to nie tak większość z nas wyobraża sobie Smoki! Dla mnie Smoki to piękne, ogromne, majestatyczne, bardzo niebezpieczne ale i mądre stworzenia, które posiadają swoje zwyczaje jak i tradycje, które nie zabijają dla zabawy! Dla tego tak doceniam całą tą serię- za to w jaki sposób zostały ukazane Smoki.

Zabierając się do pierwszej książki „Eragon” gdzieś w Internecie wpadł mi krótki komentarz o tym, że cała fabuła przypomina połączenie „Władców Pierścieni” oraz „ Jak wytresować smoka” z czym jak najbardziej się zgadzam, i nie uważam by było to coś złego. Pomimo tych podobieństw Christopher Paolini stworzył zupełnie nową wyjątkową historię wartą poznania.

Kolejną ważną rzeczą, na która należy zwrócić uwagę jest sprawa magii w całej fabule. Jestem pod ogromnym wrażeniem w jaki sposób autor potrafił tak logicznie( logicznie w sensie logiki magii -oczywistym jest, że magia nigdy nie będzie w stu procentach wytłumaczalna to właśnie dzięki temu jest magiczna) i spójnie ukazać działanie magii- a zwróćmy uwagę, iż „Eragona” zaczął pisać w wieku piętnastu lat!

Bardzo cenną i przydatną umiejętnością jest czerpanie mądrości z najbardziej nieoczywistych miejsc, i pomimo tego, że piszę tu o książkach, które są pierwszym miejscem, gdzie szukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania to nie zapominajmy, że cykl „Dziedzictwo” to książki fantastyki. A mało kto szuka mądrości pomiędzy opisami walk o władze krasnoludzkich klanów albo opisie zasad panujących w elfickiej kulturze ( pamiętajcie, by zawsze ich przestrzegać , naprawdę łatwo zrobić sobie z nich wrogów nieświadomie np. w sposób witania się z nimi). A kto by pomyślał, że w takim miejscu może kryć się taka wiedza życiowa!

Wszystko to, co przed chwilą przeczytaliście, piszę jeszcze przed przeczytaniem ostatniej książki, czyli przed „Dziedzictwo” tom II. Jak możecie wywnioskować z moich słów jestem zakochana w tej serii, więc nie mogę się doczekać zaczęcia ostatniej przygody z Saphirą i jej jeźdźcem Eragonem.

A tu zostawiam wam jedną z moich ulubionych myśli z cyklu:

„Naucz się widzieć to, na co patrzysz.”

P.S

Chwilę temu przeczytałam ostatnią stronę ostatniej książki z cyklu -przez co również- duży napis „Koniec”… i muszę powiedzieć, że stwierdzenie iż nie płaczę było by błędem. Seria stała się moją ukochaną jak i znienawidzoną. Sprawiła że moje serce czuło całą gamę niesamowitych emocji, których mowa ludzka w żadnym, znanym ludziom języku nie potrafi opisać. I sprawiła to tylko po to by na końcu to wszystko zabrać i pozostawić mnie ze złamanym serem. Uwielbiam…Kocham tę serię przede wszystkim za to, iż dzięki swojej wielowątkowości pozwala czytelnikowi naprawdę wejść do świata książki, poczuć się jak jeden z bohaterów, poczuć na własnej skórze delikatny podmuch wiatru w elfickim lesie jak i usłyszeć brzdęk metalu podczas walki w Urugbaenie. 

To że ta seria wciąga jest niedopowiedzeniem, ona zabiera całego człowieka wraz z butami i wrzuca w wir wydarzeń! Nienawidzę jej w sumie za to samo…co brzmi dziwnie, ale już wam wytłumaczę - przez to, że wciągnęła mnie tak mocno stała się cząstką mojego życia, a ponieważ serie czytam już od paru miesięcy jest ze mną dość długo. To co chce powiedzieć to to, że przywykłam do przeżywania przygód wraz z Eragonem i Sphirą, a teraz przyszła pora, by się pożegnać.

Jeśli przeczytacie tę opowieść to zrozumiecie sens moich słów jak i to co napisane jest między wierszami. Zrozumiecie dlaczego pożegnania są ciężkie, bo nie tylko wy pożegnacie się z tą historią.

Jeszcze nigdy nie czułam tak wielkich emocji spowodowanych przez książkę. Moja miłość do tej serii jest ogromna i mam nadzieję, że wam też uda się w niej zakochać, bo naprawdę warto.

Artemis

środa, 27 listopada 2024

"Baśniobór" - Brandon Mull - recenzja


Wróżki. Chochliki. Czarownice. Satyry. Trolle. Ludzie.

Bajka…? Co jeśli oni wszyscy istnieją naprawdę? No dobra …Ludzie istnieją, ale co z resztą? Czy człowiek wymyślił je sobie tylko dla zabawy? By móc czymś straszyć dzieci, które nie chcą słuchać rodziców? By móc wytłumaczyć zjawiska dla nich niepojęte? Bardzo możliwe. I dla prawie wszystkich ludzi na świecie prawdziwe, ale co jeśli powiem ci, że są osoby, które wierzą w ich istnienie i to nie są dzieci. 

Te osoby obciążone są ogromną odpowiedzialnością utrzymania prawdy w sekrecie przed światem. Tak, prawdy, ponieważ te istoty naprawdę istnieją i niektóre żyją pośród nas. Niestety nie znajdziesz ich sam, ponieważ świat magii jest dla nas, ludzi, niewidzialny. 

Jest jeden sposób, by zobaczyć magiczne istoty… trzeba wypić mleko. Teraz pewnie się zastanawiasz, ale jak? Przecież jem codziennie rano płatki z mlekiem i nigdy nie widziałem/łam wróżki czy trolla. 

Po pierwsze nie mówię tu o zwykłym mleku. Po drugie oczywiście, że nie widziałeś/łaś nigdy trolla, wiesz ile szkód mógłby wyrządzić będąc na wolności?! Już ci wszystko wyjaśniam - większość magicznych stworzeń żyje w rezerwatach. Jest to najczęściej ogromny las, którego pilnuje i broni strażnik. 

Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się jeśli przeczytasz książkę pod tytułem „Baśniobór” autorstwa Brandona Mulla. Bardzo przyjemnie się ją czyta, ponieważ nie jest to ani podręcznik ani jakiś przewodnik po magicznych stworzeniach, lecz historia Kendy i Setha - rodzeństwa, które przyjeżdża do dziadków na wakacje. Pewnie się teraz zastanawiasz co ma piernik do wiatraka - więc tłumaczę.  Las przy którym mieszka ich babcia i dziadek jest rezerwatem, a ich dziadek jest jego strażnikiem. Rezerwat nazywa się „Baśniobór” jest on bardzo niebezpiecznym miejscem, bo pomimo, że niektóre z magicznych stworzeń mogą ci się kojarzyć jako miłe i niegroźne to w rzeczywistości, na 99%, takie nie są. Na przykład wróżki są chorobliwie zazdrosne i zadufane w sobie przez co cały dzień najchętniej przyglądałyby się swojemu odbiciu w lustrze. 

Książka brzmi ciekawie, co?

A pomyśl co wyjdzie jeśli powiem ci, że Kenda i Seth nie zamierzają się słuchać dziadka i łamią zakaz wchodzenia do lasu? Seth zamyka w słoiku wróżkę ściągając na siebie gniew jej przyjaciółek? Z tymi dzieciakami nie ma nudy ani spokoju. Przez ich wybryki niechcący uwalniają uśpione od wieków siły zła. 

Mam nadzieję, że przeczytasz tą książkę i uwierzysz w moje słowa, a naprawdę polecam, ponieważ oprócz poznania prawdy o świecie wyniesiesz z tej książki o wiele, wiele więcej. 

Ale co wyniesiesz?  To zależy tylko od ciebie.


Artemis


piątek, 12 stycznia 2024

"Siedmiu mężów Evelyn Hugo" - Taylor Jenkins Reid - recenzja

Aktorka z imponującą karierą w Hollywood, bogata i niewyobrażalnie piękna -dwoma słowami- Evelyn Hugo. 

Czy istnieje w Ameryce kobieta, która nie chciałaby wyglądać jak Evelyn w latach sześćdziesiątych: ciemna skóra, blond włosy, ciemne brwi i kształty jak u lalki Barbie. Zwyciężczyni Oskara i prawdziwa ikona stylu i elegancji. Dobrze, ale to już przeszłość, teraz Evelyn jest siedemdziesięciodziewięcioletnią kobietą mieszkającą na Manhattanie w ekskluzywnym apartamencie. Ma na swoim koncie wiele skandali przez co powstało dookoła jej postaci wiele zagadek i teorii, a w szczególności dookoła jej siedmiu małżeństw! 

Który z jej siedmiu mężów był jej miłością życia? 

Jak wyglądały początki jej kariery? 

Czy w show biznesie jest miejsce na przyjaźń? 

Na te i wiele innych pytań Evelyn postanowiła wreszcie dać odpowiedź opowiadając historię swojego życia dziennikarce Monique. Jednak jest jeden haczyk, książka może zostać wydana po śmierci aktorki.

Co takiego ikona lat 60-tych zdradziła Monique, że nie może to ujrzeć światła dziennego przed jej odejściem na drugi świat?  

Dlaczego Evelyn chciała, by to Monique spisała jej historię? 

Aby znaleźć odpowiedź na te pytania musicie przeczytać „Siedmiu mężów Evelyn Hugo” autorstwa Taylor Jenkins Reid- amerykańskiej pisarki, która potrafi zadziwić czytelnika w swoich książkach. Taylor Jenkins Reid napisała również takie książki jak np. „After I do”, „Malibu płonie”, „Daisy Jones & The Six” i wiele więcej wspaniałych powieści. 

Po przeczytaniu tej książki na pewno nie spojrzycie już na świat show biznesu w ten sam sposób jak wcześniej. Jeśli Evelyn Hugo istniałaby naprawdę zapewne byłaby najlepszą przyjaciółką Marlin Monroe albo… jej największą rywalką. Już dawno żadna książka nie zdziwiła mnie tak bardzo. W jednym momencie wydaje ci się, że zaczynasz rozumieć co będzie dalej, a po przewróceniu kartki wszystko obraca się o sto osiemdziesiąt stopni! Czytanie jej przyprawiło mnie o prawdziwą karuzelę emocjonalną. 

W książkach nudzi mnie, gdy autor/ka tworzy czarno-białe postacie, czyli takie które, są całkowicie złe albo całkowicie dobre. A przecież prawdziwe życie jest pełne szarości! Każdy z nas ma dobre i złe cechy charakteru. Biorąc tą książkę do ręki nie musisz się o to obawiać! Reid stworzyła postacie, które są tak realistyczne, że wydają się wyciągnięte z prawdziwego świata. Jeśli zamierzasz samemu zagłębić się w tą lekturę i poznać historię zjawiskowej Evelyn Hugo, dam ci jedną radę: Nigdy nie myśl, że wiesz o kimś wszystko.

Artemis

środa, 10 stycznia 2024

"Złodziejka książek" - Markus Zusak - recenzja


Śmierć. Co to? Zjawisko? Proces? A może… postać.

A co jeśli faktycznie tak jest? Co jeśli istnieje i chodzi po świecie od jego początków postać, która zabiera ze sobą ludzkie istnienia, dusze?. 

Załóżmy wiec, że taka istota istnieje. Niektórzy się jej boją. Niektórzy pragną ją spotkać. Inni wmawiają sobie, że po nich nie przyjdzie, że o nich zapomni i będą żyć wiecznie. Ci ostatni z całą pewnością są głupcami, nie wiem co popycha ich do robienia sobie złudnej nadziei. Ale wiem jedno. Śmierć o nikim nie zapomina, kiedyś zapuka do drzwi każdego. 

Z mojej wypowiedzi wynika, że śmierć jest okrutna, nie dając nam szansy na wieczne życie. Nic bardziej mylnego. Jakbym miała opisać śmierć na pewno nie użyłabym tego stwierdzenia. Nie wierzysz mi? I bardzo dobrze. Nie powinno się wierzyć ludziom, których się nie zna, nawet jeśli chodzi o jakiś głupi opis śmierci. Ale spokojnie, nie zostawię cię przecież z wątpliwościami czy moja wypowiedź jest prawdziwa. Sam/a możesz się przekonać jaka śmierć jest naprawdę. Wystarczy, że weźmiesz do ręki książkę pod tytułem „Złodziejka książek”, która wyszła spod pióra Markusa Zusaka. 

Skąd on wie tyle o śmierci? Nie powiem ci, bo nie wiem. Jeszcze lepsze jest to, że pisze w jej imieniu! Że to właśnie ona (Śmierć) opowiada historię zawartą na kartkach tej książki. Zaciekawiony/na? Jeszcze nie ? To opowiem ci jeszcze trochę o historii, którą przedstawia. 

Mała dziewczynka, którą śmierć zwykła nazywać „złodziejką książek” mieszka w Niemczech. Nie, przepraszam. Mieszka w III Rzeszy jak to wtedy mówiono. Pewnie domyślacie się już, że książka dotyka bardzo trudnych tematów takich jak wojna, holokaust i śmierć. Liesel Meminger, tytułowa złodziejka, zostaje oddana na wychowanie przybranym rodzicom państwu Hubermann mieszkających w Monachium. Liesel zaczyna swoją złodziejską karierę na cmentarzu, kradnąc książkę grabarzowi - na pogrzebie jej brata. Niezbyt ciekawy początek - muszę przyznać. Złodziejka w swojej historii ukradnie jeszcze sporo książek, ale co z nimi zrobi? Nie mogę wam więcej powiedzieć, ponieważ jeśli zacznę opowiadać co było dalej, to nigdy nie skończę. 

Po przeczytaniu tej wspaniałej książki zastanówcie się nad prawdziwością mojej wypowiedzi odnośnie śmierci. I tego czy Liesel faktycznie można nazwać złodziejką. Uchyliłam przed wami tylko rąbek tej historii, reszty musicie dowiedzieć się sami. Naprawdę nie pożałujecie. Książka zapiera dech w piersiach, powoduje śmiech i wywołuje płacz  (wiem z autopsji). Jest fascynującą opowieścią o przyjaźni i człowieczeństwie w czasach Hitlera, jak to stwierdził Albert Stankowski i zgadzam się z nim w stu procentach. A na koniec zacytuję wam jedną z wielu wypowiedzi śmierci:

„Na pewno umrzecie”

Artemis

 


środa, 8 listopada 2023

"Anioł" Lee Weatherly - recenzja



Wyobraź sobie anioła. I co widzisz? 

Piękną oraz majestatyczną postać kobiety bądź mężczyzny z śnieżnobiałymi, ogromnymi skrzydłami, delikatnym uśmiechem i w długiej do kostek szacie, prawda?

Zapewne uważasz też, że ma on co do ciebie dobre zamiary? Przecież wierzymy w aniołów stróżów, którzy nas chronią, opiekują się nami i dbają o nasze bezpieczeństwo dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przecież anioł to ucieleśnienie piękna i dobra, na pewno nie myśli o zrobieniu czegoś złego, a co dopiero by wyrządzić komuś krzywdę!

 Ale czy na pewno?

 Jesteś przekonany, że anioł to postać pragnąca naszego dobra? 

Na to pytanie możesz znaleźć odpowiedź w porywającej książce L.A Weatherly, pod tytułem "Anioł". Autorka opisuje w niej historię szesnastoletniej Willow, z pozoru zwyczajnej dziewczyny interesującej się samochodami, lecz mającej jedną niezwykłą zdolność, a mianowicie potrafi... przepowiadać przyszłość!! 

Co się stanie jeśli spotka na swojej drodze przystojnego zabójcę aniołów-Alexa?

Tego dowiesz się, gdy znajdziesz odrobinę wolnego czasu i zajrzysz do tej fascynującej książki!

Książka wciągnęła mnie tak bardzo, że nie mogłam od niej odejść na krok! Opisy walk i szybkiej jazdy samochodem dały mi dużego kopa adrenaliny, a scena śmierci jednej z postaci doprowadziła mnie do łez! Książka nadaje się nie tylko dla młodzieży takiej jak ja, uważam że nawet dorosły zostałby wciągnięty w świat, który stworzyła Weatherly w swojej książce. Gorąco polecam ją każdemu, ponieważ można się wiele z niej nauczyć.

A w szczególności tego, że nie należy oceniać książki po okładce.  

Powieść zostanie w moim sercu na długo jako jedna z ulubiony.

L.A. Weatherly stworzyła zupełnie nowy obraz anioła! A to dopiero pierwszy to serii, oj będzie się działo:)

Artemis