tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

wtorek, 21 maja 2019

"Co o mnie wiesz?" - Megan Miranda - recenzja


Okładka książki Co o mnie wiesz?To, co skłoniło mnie do przeczytania Co o mnie wiesz? , to bynajmniej nie nazwisko autorki. Ono nie mówiło mi kompletnie nic. Wybrałam ten tytuł ponieważ skusił mnie gatunek – thriller psychologiczny.

Leah, główną bohaterkę poznajemy w trudnym momencie życia. Z jakiegoś powodu jest zmuszona zrezygnować z pracy dziennikarki, traci chłopaka, znajomych, swoje dotychczasowe życie. Musi zmienić otoczenie. Niespodziewanie spotyka Emmy, byłą współlokatorkę, z którą utraciła kontakt osiem lat temu. Teraz postanawiają razem wyjechać i zamieszkać w niewielkim miasteczku w zachodniej Pensylwanii. Tam kobieta podejmuje pracę nauczycielki. Pewnego razu niedaleko wynajmowanego przez nie domu, zostaje napadnięta kobieta, która łudząco przypomina Leah. Niepojący jest fakt, że o zbrodnię zostaje posądzony David Cobb, napastliwy adorator bohaterki. Jakby tego było mało Leah zauważa, że od dłuższego czasu Emmy nie pojawiła się w domu.

Gdzie jest?
Co się z nią stało?
Dlaczego nie ma po niej śladu?
Czyżby była tylko wytworem wyobraźni Leah?

W trakcie czytania pojawiają się te i całe mnóstwo innych pytań i niedopowiedzeń. Autorka stopniowo buduje napięcie, umiejętnie miesza czytelnikowi w głowie. Nic nie jest takie na jakie wygląda. Megan Miranda wodzi nas za nos podrzucając mylne tropy. Dodatkowo wprowadza retrospekcję, a wspomnienia Leah mieszają się z jej urojeniami.

W Co o mnie wiesz? nie znajdziemy akcji gnającej na łeb na szyję. Pisarka skupiła się na konstruowaniu intrygi i budowaniu profilu psychologicznego bohaterów. Próżno tu szukać strachu, grozy, opisów przemocy, brutalnych scen i lejącej się krwi. Czytając odczuwamy raczej mętlik, niepewność ,zagubienie, niepokój, podejrzliwość i dezorientację. Klimat powieści – tajemniczy, przepełniony lękami kobiety sprawia, że jesteśmy zaintrygowani, a chęć rozwiązania zagadki jest tym większa, ze podsycana  niedomówieniami.

Jeśli lubicie taką atmosferę w książkach, to zapamiętajcie ten tytuł, bo to dobry i intrygujący thriller. Thriller, w którym karty prowadzące do finału, są odkrywane stopniowo, a napięcie trzyma w swoich ryzach niemal do samego końca.  
Polecam.

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 


czwartek, 16 maja 2019

"Zimowy żołnierz" - Daniel Mason - recenzja


Okładka książki Zimowy żołnierzTrudno jest mi przypomnieć sobie większe książkowe zaskoczenie niż „Zimowy żołnierz” Daniela Masona. Sięgając po tę pozycję spodziewałam się typowego romansidła, wyciskacza łez z wojną w tle. Mason uniknął powielania schematów osadzając akcję powieści w  czasie I wojny światowej, okresu, który często zostaje pomijany na rzecz późniejszej II wojny  światowej. Tak powstał doskonały romans historyczny, który swoją szczerością zachwyci każdego.
 
Lucjusz Krzelewski z zamożnej polskiej rodziny mieszkającej w Wiedniu studiuje medycynę, gdy nadchodzi rok 1914 i wybucha wojna pochłaniająca całą Europę. Chłopak zaciąga się do wojska, by zdobyć na froncie lekarskie doświadczenie. Tak właśnie trafia do szpitala polowego w maleńkich Lemnowicach, wsi w sercu Karpat, skąd uciekli wszyscy lekarze. Tam konfrontuje zdobytą na studiach wiedzę z praktyką. Jedyną osobą, która może pokazać Lucjuszowi, jak ratować ciężko rannych, zwożonych z pól bitewnych frontu wschodniego, jest enigmatyczna siostra Margareta. Między Lucjuszem a siostrą  szybko nawiązuje się więź będąca centralnym punktem powieści. Ich relacja zostaje wystawiona na próbę po przybyciu do szpitala tytułowego zimowego żołnierza. Tajemniczego, naznaczonego traumą, pełnego strachu - ofiary okoliczności, dramatycznej rzeczywistości wojennej. Jego pojawienie się zmienia życie młodego lekarza w znaczący sposób. 

Jednak najciekawszym dla mnie w książce nie jest watek miłosny, a przedstawiona wojna i realia życia w jej czasie. Daniel Mason genialnie odwzoruje początek XX wieku. Książka pełna jest zachwycających opisów Karpat oraz historycznych wydarzeń. Mason nie boi się czerpać z historii i nawet ukazuje na łamach powieści bitwę. Rozwijająca się dopiero medycyna także odgrywa ważną rolę. Niejednokrotnie zaglądałem do Internetu, aby dowiedzieć się więcej o wspomnianych technikach lekarskich początku ubiegłego wieku.

„Zimowy żołnierz” wzrusza, szokuje intryguje. To przepiękna historia o miłości, wojnie oraz wierności ideałom. Daniel Mason zderza ze sobą postacie z zupełnie różnych światów, wystawia ich na próby, a ocenę ich decyzji pozostawia czytelnikowi. Dzięki dokładności w kreacji fabuły, powieść jest wręcz idealna dla fanów historii, romansów i pasjonatów medycyny. Gorąco polecam. 

Maja, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis.


wtorek, 14 maja 2019

"Córka zegarmistrza" - Kate Morton - recenzja

Okładka książki Córka zegarmistrzaKate Morton parę lat temu urzekła mnie historią opowiedzianą w „Zapomnianym ogrodzie”. Do dzisiaj pamiętam treść (choć nie zdarza mi się to często) i emocje, które towarzyszyły mi w trakcie lektury. Z zaciekawieniem wiec sięgnęłam po „Córkę zegarmistrza”. 

Wszystko zaczyna się od tajemniczej starej torby, którą odkrywa Elodie Winslow. Młoda archiwistka znajduje w niej przeróżne przedmioty, a wśród nich szkicownik. Co ciekawe jeden z rysunków zwraca jej szczególną uwagę. Przedstawia dom. Dom, który wydaje się być dziwnie znajomy i przypomina miejsce, o którym opowiadała jej w dzieciństwie zmarła matka. Drugą rzeczą, która przyciąga jej zainteresowanie jest zdjęcie pięknej kobiety. Elodie jest na tyle zaintrygowana, że postanawia podążyć tropem tajemnicy i rozwikłać zagadkę, która miała miejsce przeszło 150 lat temu…

Morton przyzwyczaiła już czytelnika do tego, że jej powieści prowadzane są dwutorowo. Tak jest i tym razem. Akcja „Córki zegarmistrza” toczy się równocześnie we współczesnej Anglii oraz w czasach wiktoriańskich. Autorka z dużą umiejętnością porusza się pomiędzy tymi dwoma światami. Czytając płynnie przenosimy się między jedną rzeczywistością a drugą. Nie odczuwamy „zagubienia” w czasie. Wręcz przeciwnie. Nie mamy żadnego problemu w „odnalezieniu” się we właściwym miejscu. Nie bez znaczenia na pewno jest fakt, iż dzięki temu zabiegowi podążamy tropem historii naznaczonej tajemnicą, miłością i zbrodnią. 

Mam wrażenie, że Morton wykonała potężną pracę związaną z opisem klimatu i atmosfery epoki wiktoriańskiej. Da się zauważyć jej fascynację sztuką, architekturą czy malarstwem. Z dużą znajomością tematu opisuje rożne warstwy społeczne żyjące w ówczesnym czasie.

Trochę przeszkadzała mi niespieszność z jaką pisarka prowadziła akcję. Momentami opisy wydawały się być zbyt rozwleczone, przydługie, co było nużące i nie pchało tematu do przodu. Czasem odnosiłam wrażenie, że opuszczenie niektórych wątków dodałoby powieści atrakcyjności.

Niemniej jednak „Córka zegarmistrza” zwraca uwagę. Na jej kartach odnajdziemy tajemnicę, miłość, namiętność i w końcu zbrodnię. Doskonałe pióro Morton oddaje klimat, ukazuje realia panujące w wiktoriańskim Londynie. Powieść traktuje o emocjach, motywacjach, niełatwych decyzjach i ludzkich sekretach.

To powieść wielopłaszczyznowa, wielowątkowa, mająca licznych bohaterów. Fabuła pełna szczegółów, opisów wymaga od czytelnika skupienia, dzięki któremu będzie mógł cieszyć się rozwikłaniem tajemnicy skrytej w murach Birchwood. 

Bruksenka

piątek, 26 kwietnia 2019

"Onyx&Ivory" - Mindee Arnett - recenzja


Miłość, potwory i przygoda – czyli co może nam zaoferować Mindee Arnett.

Okładka książki Onyx & Ivory„Onyx & Ivory” to najnowsza książka Mindee Arnett. Amerykańska autorka fantasy, science fiction i horrorów po raz kolejny zaskakuje nas swoim barwnym światem, ciekawymi bohaterami i niezwykłą fabułą.
                
Tym razem poznajemy historię Kate. Dziewczyna pracuje jako kurierka i jest uznawana za jedną z lepszych. W tym arcytrudnym zawodzie, gdzie liczą się umiejętności, jej niebywałe zdolności w obchodzeniu się z końmi jest na wagę złota. Niestety, jej pracę utrudniają dwa czynniki. Po pierwsze, nocne gadźce. Smoko-podobne potwory, które nie wiadomo skąd pojawiają się w nocy i atakują wszelkie żywe istoty. Zwłaszcza ludzi. Po drugie jej tożsamość – córka zdrajcy. Na palcach jednej ręki da się policzyć życzliwe jej osoby. Wszystko za sprawą zdrady, której dopuścił się jej ojciec – królewski koniuszy. 

Za próbę zabójstwa króla został skazany na śmierć, a jego rodzina pozbawiona wszelkich przywilejów. Mimo przeciwności, Kate się nie poddała. Przetrwała dzięki swojej determinacji i darze, który odziedziczyła po ojcu. Darze wnikania do umysłu zwierząt. Na nieszczęście wszystko staje na głowie, kiedy do miasta przyjeżdża książę Corwin. Syn króla i jednocześnie jej pierwsza miłość, którą przysięgała zapomnieć razem z całym dawnym życiem. A jednak, dla dobra przyjaciół i królestwa musi wrócić z nim do stolicy i połączyć siły, by pokonać wrogów. 

Czy uda im się uratować królestwo, nie tracąc przy tym samych siebie ? 
Czy będą w stanie działać razem, mimo wielu trudności czekających na ich drodze ?
                
Gorąco polecam przeczytanie „Onyx & Ivory”. Wciągająca opowieść o miłości, magii i wielkiej przyjaźni. Z dużą dawką przygód i humoru, na pewna przypadnie Wam do gustu. Wartka akcja i bohaterowie, od których nie sposób się oderwać. To wszystko czeka na Was w nowej książce Mindee Arnett.

                               Nie czekajcie. Czytajcie !


Ola, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Jaguar. 

środa, 3 kwietnia 2019

"Kółko się pani urwało: komedia kryminalna" - Jacek Galiński - recenzja


Okładka książki Kółko się pani urwałoPierwszym, co zwróciło moją uwagę był tytuł. Taki inny, nieoczywisty, zagadkowy… A do przeczytania niewątpliwie zachęcił mnie podtytuł: komedia kryminalna. Pomyślałam – tego mi trzeba – i zabrałam się za czytanie.

Główna postać to temperamentna starsza pani Zofia Wilkońska. Nie jest ona postacią przeciętną i tuzinkową. O nie. To kobieta zdecydowana, konkretna, wiedząca o co jej w życiu chodzi. Kiedy ktoś plądruje jej mieszkanie, wynosi kosztowności i ,o zgrozo, bezcześci galowy mundur jej nieżyjącego męża Henryka, miarka się przebiera. Policja do wyjaśnienia przestępstwa zabiera się zbyt opieszale, więc Zofia postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Jest pewna, że włamania dokonał sąsiad bez nogi. Jednak, no cóż, zostaje on zamordowany, a Wilkońska staje się podejrzaną numer jeden. Nie tak to wszystko miało wyglądać…

Śledząc poczynania pani Zofii nie nudzimy się ani przez chwilę. Jej przemyślenia, cięte riposty, język jakim się posługuje, często złośliwy i bezczelny powodują, iż bez przerwy uśmiech błąka się po naszej twarzy. Starsza pani wszystko wie najlepiej, trochę dzięki podsłuchiwaniu oraz bardzo czułemu aparatowi słuchowemu. Żywo interesuje się życiem sąsiadów, o każdym potrafi powiedzieć całkiem sporo. Trochę przypomina mi babcię Mazurową z cyklu książek Janet Evanovich o Stephanie Plum.

Autor między błyskotliwymi dialogami, opisem opałów w które, co rusz, wpada Zofia, przemyca smutną prawdę o życiu wielu starszych osób. O polowaniu na promocje w supermarketach, główkowaniu jak podzielić emeryturę, by starczyło i na leki i na jedzenie, o problemach służby zdrowia, niezrozumieniu przez dorosłe dzieci, mające już swoje życie.

Autor jest świetnym obserwatorem. Doskonale „wszedł” w skórę staruszki. Udało mu się to bez dwóch zdań. Watek kryminalny też jest niczego sobie :). Pewnie narażę się wielu miłośniczkom gatunku, ale uważam że Jacek Galiński ma zdecydowanie większy potencjał niż Alek Rogoziński. Czekam z niecierpliwością na jego kolejną powieść. Mam nadzieję, że nie będzie to długi czas. A nam czytelnikom życzę więcej takich udanych debiutów.

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. 

środa, 30 stycznia 2019

"Inna kobieta" - Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska - recenzja


Okładka książki Inna kobietaTytuł „Inna kobieta” jednoznacznie skojarzył mi się z tematem zdrady. Jednocześnie można się domyślać, że zdradzał będzie mężczyzna. Byłam ciekawa, jak ten temat „ugryzły” autorki, Karolina Głogowska i Katarzyna Troszczyńska, tym bardziej, że książek traktujących o niewierności małżeńskiej jest sporo.

Najpierw poznajemy Adę, trzydziestokilkuletnią dziennikarkę, rozwódkę, matkę czteroletniej Tosi. Kobietę wikłającą się w romans z żonatym mężczyzną. Drugą bohaterką jest Joanna – psycholożka, matka dwóch synów i zdradzana żona. Jest w końcu i on, Piotr, dziennikarz, mąż, ojciec i kochanek. Postać, która łączy te dwie, w gruncie rzeczy, nieszczęśliwe kobiety.

W powieści niewątpliwie głównym wątkiem jest zdrada. Przedstawiona z kobiecego punktu widzenia. Od strony zdradzanej żony, ale i od strony kochanki. Pokuszę się o stwierdzenie, że czytelniczki mogą się próbować utożsamiać z jedną bądź drugą. Z Adą, która nie zaznała miłości, także tej cielesnej, w trakcie małżeństwa, odkrywającą uroki seksu i pożądania, rzucającą się na łeb, na szyję w otchłanie romansu. Albo z Joanną, pragmatyczną, zabieganą panią psycholog, z poukładanym światem i mężem, po którym zdrady się nie spodziewa…

W trakcie lektury zadajemy sobie pytanie: kto zawinił?, kto jest szują, a kto pokrzywdzonym i wielkim przegranym?. Tego z tej książki się nie dowiecie. To kwestia otwarta i sami musicie dojść do tej wiedzy. Autorki nie pokazują palcem – to ta, ten jest zły, a ten dobry. Sami wyciągnijcie wnioski. Myślę, że dzięki temu „Inna kobieta”, będzie doskonałą pozycją na spotkania dyskusyjnych klubów książki, gdyż zmusza do myślenia i analizowania poczynań bohaterów.

Podczas czytania cały czas towarzyszyło mi uczucie lekkiego podenerwowania. Wkurzała mnie Ada, wrażenie że nic oprócz seksu w tym układzie nie ma dla niej znaczenia, Piotr który chyba znudził się codziennością, obowiązkami i dał się ponieść emocjom, a także Joanna, bo nie zawalczyła jak lwica. Wkurzałam się na lekkomyślność, brak rozsądku, niefrasobliwość, krótkowzroczność i brak wyobraźni bohaterów. Ale to chyba dobrze, że lektura wywołuje emocje :).

Odpowiadał mi styl pisania. Nie dało się odczuć, którą kwestię, którego bohatera, scenę prowadzi jedna bądź druga autorka. Wszystko działo się płynnie i o to chodzi.

Jeśli ktoś ma ochotę na „dobrej maści” obyczajówkę  z zadziorem, która nie nudzi i jest „o czymś”, to niech sięgnie po „Inną kobietę”. Ta pozycja spełnia te warunki.

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B.


czwartek, 3 stycznia 2019

"Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa" - J.R.R. Tolkien - recenzja


Znalezione obrazy dla zapytania opowieÅ›ci z niebezpiecznego królestwaKiedy tylko zobaczyłam na grupie facebook’owej, że ta książka jest do zrecenzowania to autentycznie zaczęłam skakać z radości, ponieważ od dziecka kocham twórczość John’a Ronalda Reuel’a Tolkiena. Swoją przygodę zaczęłam oczywiście od „Hobitta” a później przepadłam zagłębiając się we „Władcę Pierścieni” i inne dzieła tego niesamowicie utalentowanego autora. 

Niewiele myśląc o tym, że czas jest dla mnie czymś bardzo cennym w zabieganym życiu skupiającym się na szkole, pozwoliłam sobie go „zmarnować” na to dzieło:). Już Przedmowa niesamowicie wciąga omawiając nie tyle samego autora i jego życie co też po trochu poszczególne opowiadania. Na początku myślałam, że skoro te historie autor opowiadał kiedyś swoim dzieciom to pewnie będą nudne i powierzchowne, ale tak naprawdę przekazują one wiele ciekawych mądrości, jeśli ktoś się głęboko wczyta i odnajdzie w nich sens. Już dawno nie czytałam tak dobrych opowiadań.
 
Normalnie pewnie wspomniałabym coś o autorze, ale John’a Ronalda Reuel’a Tolkiena przecież nie trzeba przedstawiać, bo każdy jego twórczość zna lepiej lub gorzej. Magia tego autora polega na tym, że nieważne, ile ma się lat albo skąd się pochodzi bo jego książki są zawsze aktualne. Mimo, że sam autor nie żyje już prawie od 46 lat to jego sława nie słabnie, a nawet rośnie jeszcze bardziej, ponieważ coraz młodsze pokolenia odkrywają niesamowitość, piękno i cudowność Śródziemia stworzonego przez niego tak dawno. 
  
Pierwsze opowiadanie pt. „Łazikanty” sprawiło, że pozytywnie się zaskoczyłam. Tytułowy piesek jest tak cudownie przedstawiony, ponieważ zostaje ukazany jako zwykły zwierzak ze swoimi normalnymi zwyczajami i zabawami. Utożsamiłam go z nami, ludźmi, w okresie wczesnych lat. Tak jak my w wieku dziecięcym jest on rozbrykany, radosny, szczęśliwy, szczery, nikogo nie udaje, a na dodatek ma wiele odwagi co ukazują jego liczne przygody związane z przemianą ze zwykłego psiaka w zabawkę. To niesamowite opowiadanie czyta się, tak naprawdę, na jednym tchu. Nie jest specjalnie długie, ale fabuła sprawia, że ma się ochotę na więcej. 

Następnym opowiadaniem znajdującym się w tej książce jest opowiadanie pt. „Gospodarz Giles z Ham”, które sprawiło, że przypomniałam sobie zabawy z dzieciństwa, to jak walczyłam z kuzynem na drewniane miecze zrobione przez dziadka. Przypadek sprawił, że główna postać stała się bohaterem wioski a później całego królestwa. Całe opowiadanie jest utrzymane w bardzo komicznym stylu. Najlepsza jest rozmowa z królem i smokiem na moście, ale nic więcej nie zdradzę; lepiej, żebyście się przekonali sami. 

Muszę przyznać, że „Przygody Toma Bombadila” lekko mnie zdziwiły, ponieważ poprzednie utwory mają standardową formę opowiadania, a to zostało zapisane w postaci wierszy. Mimo to, czyta się je fantastycznie, ponieważ to nadaje im uroku i wydźwięku ballady. Każdy z nich na swój sposób jest piękny i niesamowity dzięki tej formie, która sprawia, że trzeba się mocniej skupić na tym, aby zrozumieć każde z nich.
 
Kowal z Przylesia Wielkiego” to najbardziej niezwykłe opowiadanie, oprócz „Liścia, Dzieła Niggle’a”, w którym bliżej zostało ukazane piękno i  cudowność Czarodziejskiej Krainy z jej baśniowymi mieszkańcami i zaczarowaną naturą oraz bajkową przyrodą. 

Ostatnie opowiadanie, czyli „Liść, dzieło Niggle’a” to trochę taka metafora tego jak Tolkien tworzył. Pisał mnóstwo małych opowiadań, a bohater malował dużo obrazów, ale w pewnym momencie wpadło mu do głowy jedno dzieło, nad którym malarz skupił się tak jak on na pisaniu „Władcy Pierścieni”. A pod koniec wyszło z tego arcydzieło. Podobieństw między Niggle’em a Tolkienem jest wiele, ale nie będę zdradzała więcej, żeby nie odbierać radości czytania. Mogę stwierdzić, że to opowiadanie podobało mi się najbardziej, ponieważ sama lubię pisać i wiem, jak to jest skupić się na jednym dziele i je dopieszczać, żeby było perfekcyjne według mnie. 
 
Niektóre z opowiadań zostały poprzedzone krótkim wstępem wprowadzającym w genezę utworu lub wyjaśniającym jakie połączenie jest między tym konkretnym utworem a innym jak jest np. w przypadku „Przygód Toma Bombadila”. Mimo tego, że cała książka jest duża i dość ciężka z powodu twardej oprawy to piękna okładka, którą zaprojektował Alan Lee sprawia, że chętnie chce się sięgnąć po nią. 

Czytając książkę poczułam się jakbym wróciła do dzieciństwa, głównie dzięki wspaniałym i niesamowitym rysunkom Alana Lee, które wzbogacają tę książkę a czytelnikowi urozmaicają czytanie. Lee to brytyjski grafik, który stworzył ponad pięćdziesiąt akwarelowych ilustracji do przygotowanych, z okazji setnej rocznicy urodzin Tolkiena, edycji „Władcy Pierścieni” i „Hobbita”. Dzięki jego rysunkom lektura tych opowiadań stała się dużo bardziej przyjemna, ponieważ sprawiły one, że czułam się jakbym czytała bajki jako dziecko a nie dorosła dziewczyna, która ma przed sobą opowiadania tak utalentowanego i niesamowitego autora jakim był Tolkien. 

To Tolkien sprawił, że fantastyka zajęła w moim sercu wyjątkowe miejsce i tak naprawdę ma je do dzisiaj. Nawet jeśli muszę czytać dużo lektur, bo szkoła tego wymaga to zawsze gdzieś pod łóżkiem czy poduszką mam coś fantastycznego co pomaga mi wieczorami udać się do krainy Morfeusza, a najczęściej jest to właśnie dzieło tego niesamowitego pisarza. Osobiście bardzo polecam tę książkę każdemu kto jest spragniony dzieł Tolkiena.

Natalia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 





wtorek, 11 grudnia 2018

„Lissy” - Luca D’Andrea - recenzja


Okładka książki LissyLuca D’Andrea to włoski artysta, który zasłynął w świecie literatury trylogią fantasy „Wunderkind”. Ponadto stworzył scenariusz do serialu obyczajowego „Mountain Heroes”. Te sukcesy nakłoniły go do napisania „Istoty zła”, a następnie „Lissy”, która natychmiastowo stała się bestsellerem na światowych rynkach.
                
Główna bohaterka – Marlene to silna i niezależna kobieta, która usiłuje zerwać z przeszłością i decyduje się wyjść za Herr Wegnera. Jednakże jej mąż nie jest mężczyzną, z którym pragnęła być szczęśliwa. To właśnie dlatego po kilku latach na nowo postanowiła zmienić swoje życie i podejmuje najważniejszą jak dotąd decyzję – zostawia człowieka, z którym do tej pory żyła, jednocześnie zabierając mu coś wyjątkowo wartościowego. 

Niestety kobieta w trakcie ucieczki wpada w poślizg i rozbija samochód, tracąc przytomność. Jej życie zostaje uratowane tylko dzięki Smonowi Kellerowi – tajemniczemu pustelnikowi, który mieszka wysoko w górach. Nieoczekiwanie po paru dniach troskliwej opieki między tym dwojgiem zaczyna się budować niezwykła, przedziwna więź, która decydująco wpłynie na dalszy los kobiety. 

Jednakże jej mąż rozpoczyna gorączkowe poszukiwania, gdyż zaginięcie Marlene wywołało nieprzewidywane skutki w świecie przestępczym. W sprawę zaangażowanych zostaje wiele osób, ale cel jest jeden: Marlene musi zginąć. Czy komukolwiek uda się ją ochronić? Jedyną osobą, której w danej chwili może ufać, jest pustelnik, ale czy powinna ufać mu w stu procentach? Czy może w ogóle komukolwiek jeszcze zaufać?
                
Ta książka to jest jedna z tych, które poza wartką akcją i ciągle towarzyszącemu napięciu, opowiada również wstrząsająco piękną opowieść o miłości i poświęceniu dla drugiego człowieka. Jednakże sposób przekazania tej historii jest dość brutalny, co nie każdemu może się spodobać. Pomimo tego uważam jednak, że główna bohaterka wzbudza sympatię i naprawdę warto przeczytać tę książkę, chociażby po to, aby dowiedzieć się więcej o sposobie przedstawiania poczucia winy w tej powieści.

Julia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. 

piątek, 7 grudnia 2018

"Niechciany gość" - Shari Lapena - recenzja


Okładka książki Niechciany gośćNazwisko autorki kojarzę z jej innej książki Para za ścianą. Nie miałam okazji jej przeczytać, dlatego chętnie sięgnęłam po Niechcianego gościa, zmotywowana wysokimi ocenami w recenzjach.

Miejscem, w którym rozgrywa się cała akcja książki jest Hotel Mitchell’s położony gdzieś w lesie na odludziu. Bez dostępu do Internetu i sieci telefonii komórkowej. Ludzie mogą tu odpocząć od rzeczywistości,  zaczerpnąć tchu, oderwać się od ciągłej pogoni, zapomnieć o pracy i troskach dnia codziennego.

Takiego miejsca szukali m.in. narzeczeni, małżeństwo, które dopadł kryzys, samotna pisarka, wzięty adwokat przytłoczony pracą i dwie przyjaciółki. Jednak nie do końca udaje im się to, co zaplanowali, bowiem pierwszej nocy burza lodowa odcina ich od świata. I to w sensie dosłownym. Drogi dojazdowe zasypane są śniegiem, linie wysokiego napięcia zostają zerwane. Hotel z przytulnego, sielskiego miejsca staje się zimnym, ciemnym i mrocznym więzieniem. Jakby tego było mało goście hotelowi zaczynają się obawiać o własne życie, gdy o poranku zostaje znaleziona martwa osoba. Zadają sobie pytanie: Czy to nieszczęśliwy wypadek czy morderstwo…

Podobał mi się klimat powieści stworzony przez autorkę. Jest mroczno, posępnie, niebezpiecznie, ponuro i niepokojąco. Atmosferę podgrzewa fakt, że w świetle kominka, w towarzystwie zamieci za oknem poznajemy brudne, skrywane sekrety bohaterów. Powoduje to, że podejrzenia padają właściwie na każdego. 

Kto zabił?

Rozdziały podzielone na godziny, powodują że sytuacja zmienia się co chwilę. Autorka wodzi czytelnika za nos i nie wiadomo kto znajdzie się w grupie osób będących na bakier z prawem. Do samego końca nie mamy pojęcia kto morduje i dlaczego. Wszyscy podejrzewają się nawzajem. Dochodzi do kłótni i oskarżeń. Atmosfera się zagęszcza i robi się nerwowo. Raz po raz pojawiają się wątpliwości i nowe okoliczności rzucające światło na sprawę.

Myślę, że Niechciany gość przyciągnie do siebie wszystkich miłośników mrocznych kryminałów. Książka będzie również doskonałą odskocznią dla tych, którzy za chwilę poczują się przytłoczeni przedświąteczną atmosferą panującą już od jakiegoś czasu w mediach, na ulicach miast i w galeriach.

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. 

wtorek, 27 listopada 2018

"Paranoja" - Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja


Okładka książki ParanojaKatarzyna Berenika Miszczuk kojarzona jest raczej jako autorka książek fantasy. Wystarczy choćby wspomnieć cykl Wiktoria Biankowska czy Kwiat paproci. Tymczasem poznajemy ją w zupełnie nowej odsłonie.

Paranoja jest kontynuacją Obsesji. Obie książki ukazały się w cyklu W lekarskim fartuchu. Nie miałam przyjemności zapoznania się z częścią pierwszą, dlatego być może ta opinia będzie bardziej przydatna dla czytelników, którzy nie znają Obsesji.

W powieści na pierwszy plan wysuwają się postacie męskie – Marka Zadrożnego i Sebastiana Pola, dwójki przyjaciół. Marek, lekarz medycyny sądowej, jako pierwszy zaczyna kojarzyć pewne fakty dotyczące denatów trafiających na jego stół sekcyjny. Początkowo nikt nie chce wierzyć, że sprawa może mieć związek z czerwoną nitką znalezioną przy ciałach potencjalnych samobójców. Absurdalnym wydaje się być podejrzenie, że coś może łączyć emerytkę, bezdomnego i znaną projektantkę mody. A jednak…

Na drugi plan wychodzą Joanna Skoczek – główna bohaterka części pierwszej oraz doskonale wykreowana postać pani prokurator – Natalia Świetlik. Niezła zołza, ale ją polubiłam.

Paranoja sklasyfikowana jest jako thriller. Ja jednak odbieram ją jako powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym. Według mnie to bardziej powieść o życiu, uczuciach i ludzkich problemach. Oczywiście w każdej książce typu thriller, czy kryminał ważny jest wątek o przeszłości i życiu bohatera, natomiast tutaj jest to myśl przewodnia. Powieść skupia się przede wszystkim na Asi i Marku - głównie na ich życiu, a nie na samym śledztwie czy tajemnicy. Można powiedzieć, że wątek morderstwa został odrzucony na drugi, mniej ważny plan. Przewija się gdzieś z boku, między innymi wydarzeniami. Właściwy wątek, który zaczął skupiać się głównie na morderstwie zaczyna się od ponad połowy.

Nie czuć też jakiegoś dreszczu, niepokoju, podniecenia (wywołanego przez chęć poznania sekretów), książka nie zmusza do intensywnego myślenia nad  osobą mordercy. 

Niemniej jednak książkę czyta się z przyjemnością i muszę przyznać, że na końcu byłam całkowicie zaskoczona tożsamością mordercy, ponieważ nie spodziewałam się tego w ogóle. Podoba mi się lekki, swobodny styl autorki. Kąśliwe uwagi pani prokurator, komentarze, dialogi wypełnione sarkazmem i humorem czynią tę powieść atrakcyjną.

Czas z książką nie okazał się czasem straconym dlatego polecam ją jak najbardziej. Jednak nie jako thriller czy kryminał. Moja ocena 7/10.

Niepoprawna Marzycielka, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. 

środa, 21 listopada 2018

"Żelazny Kruk. Wyprawa" - Rafał Dębski - recenzja


Okładka książki Å»elazny kruk. Wyprawa „Żelazny Kruk. Wyprawa” Rafała Dębskiego to książka, w której można się bardzo mocno zagłębić. Na samym początku okładka dała mi do zrozumienia, że nie oderwę się od tej książki szybko, ale opis zamieszczony z tyłu powieści również mnie zaciekawił. Sam tytuł również daje pole do popisu dla wyobraźni, bo ja na początku skojarzyłam go z czymś innym, a dopiero czytając zrozumiałam o co tak naprawdę chodzi. 

Rafał Dębski to autor, który specjalizuje się w książkach dla starszych, a ta pozycja jest jego pierwszą dla młodzieży i od razu udaną. Pracując z nastolatkami rozumie tok ich postrzegania świata i dzięki temu przełożył go na tą wspaniałą powieść skierowaną właśnie dla nich. Można to zauważyć w konstrukcji głównego bohatera, który tak naprawdę jest jeszcze dzieckiem. 

Na początku książki poznajemy młodego Evaha, który jest synem myśliwego Krunnaha. Wiedzie on szczęśliwe życie w Przyrzeczu spędzając czas na łowieniu ryb, bójkach z innymi chłopcami, pomocy rodzicom w pracy oraz próbie rozkochania w sobie pięknej rówieśniczki, Verilli. Lecz jego szczęście nie trwa długo, ponieważ na wioskę, w której mieszka, napada tytułowy Żelazny Kruk zabijając wszystkich mieszkańców. Evah ocalał z maluteńką siostrzyczką, z którą skierował się do młyna, a następnie do swojej niedaleko mieszkającej rodziny. To tam podjął decyzję, która zaprowadziła go na szlaki królestwa, ale na razie wybiera się do grodu, pod który podlega jego wioska. Udaje się tam do przyjaciela jego ojca, który mu bardzo pomaga, lecz nie jest w stanie zmienić jego decyzji. Wyruszając w podróż z młodego, beztroskiego chłopca staje się bardziej poważny, uważny. Tragedia, której doświadczył odbija się na nim i widać po jego twarzy, że dotknęło go coś strasznego. Dzięki pomocy wuja trafia do karawany Rinnaha i od tamtej pory los daje mu poznać parę przygód, a nawet udaje mu się porozmawiać z baronem i to nie jednym. 

Jak dla mnie ta książka jest super. Bardzo podoba mi się konstrukcja bohaterów, którzy nie są nijacy, ale mają swoje konkretne cechy, kojarzące się tylko z nimi. To, co mnie najbardziej ujęło w tej książce to to, że autor napisał ją bardzo prostym językiem. Duży plus za to, że wszystkie wydarzenia są ze sobą tak połączone, że ma się wrażenie ślizgania po nich, dzięki czemu nie wiadomo kiedy znajdujemy się na końcu i pragniemy więcej. Historia Evaha powoduje, że ma się niedosyt czytając, a mój spowodowany jest tym, że jestem głodna poznania dalszej historii tego prostego chłopca. 

Tak naprawdę to nie ma konkretnego przedziału wiekowego dla czytelników tej książki, ponieważ tak naprawdę to ona jest dla wszystkich bez względu na wiek. 
     
Muszę dodać, że mimo iż fabuła jest osadzona w średniowiecznych realiach to jednak nie jest nudna i zdecydowanie ją polecam. 

Natalia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Jaguar. 
     


czwartek, 8 listopada 2018

„Iskra” - Stanisław Krzemiński - recenzja


Okładka książki Iskra
Stanisław Krzemiński to przede wszystkim reżyser i producent telewizyjny, parający się również pisarstwem. Jest on autorem powieści należących do serii „Drogi wolności”. Ich pierwszą częścią jest książka pod tytułem „Iskra”.
Przede wszystkim opowiada ona historię wojenną rodziny Biernackich. Jednakże pomimo to przedstawia również aspekt patriotyczny, drzemiący w żyjących w tym czasie Polakach. 

Ignacy Biernacki jako główny bohater zmaga się z codziennością, która zmusza go do wielu niezamierzonych wcześniej działań. Przed wybuchem wojny był zwyczajnym człowiekiem prowadzącym drukarnię, a jego pasją była fotografia. Ignacy to zarówno kochający mąż, brat, syn i ojciec. Najważniejsze w życiu są jego kobiety. Dla swoich córek jest w stanie poświęcić wszystko. To właśnie dlatego w obliczu wybuchającej wojny decyduje się na heroiczny czyn, jakim jest zostanie korespondentem wojennym, utrwalającym na kartach historii dzieje walczącej w tym czasie Polski. 

Jednakże ta książka jest o tyle wyjątkowa, ze przedstawia również losy całej jego rodziny. Trzy wspaniałe córki, które szybko wkraczają w dorosłość poprzez działalność w rozlicznych komitetach pomocniczych, starających się nieść pomoc żołnierzom na froncie. Obrazuje nie tylko odwagę kobiet w rodzinie Biernackich, ale również w doskonały sposób ukazują rzeczywistość panującą w tamtych czasach. Należy podkreślić, że każda postać ukazana w tej książce, w jakiś odrębny dla siebie sposób stara się, chociaż poprzez najmniejsze działania, często nawet heroiczne, ukazać drzemiący w Polakach patriotyzm, jedność i wspólnotę.

Ponadto książkę czyta się niezwykle lekko i przyjemnie, pomimo faktu, że przedstawia ona losy tak ciężkie dla żyjących w tamtych czasach ludzi. Serdecznie polecam jej lekturę wszystkim chcącym przenieść się w czasie i poznać parę rodzinnych tajemnic Biernackiego.
Julia, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.