tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytajmy polskich autorów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytajmy polskich autorów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2013

"Atlanci T.1 : Kakrachan" - Olis Nari Lang - recenzja

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Czytajmy Polskich Autorów i Wydawnictwa Azyl.

Olis Nari Lang to pseudonim autora serii „Atlanci”, który/a pragnie pozostać anonimowy. Miałam właśnie okazję przeczytać tom I tej serii pt. „Kakrachan” i jestem pewna, że sięgnę po drugą część.  

             
Akcja dzieje się na Atlantydzie. Tutaj świat dzieli się na kraje Władców i podporządkowane im miasteczka. Czytelnik śledzi losy 17-letniej Dalemy, mieszkanki Supali, córki Tarosa i Luny, wnuczki Herkuli, uczennicy Ilumenu.
Dalema wie więcej niż ktokolwiek inny, ale nigdy się nie odzywa i nie daje żadnych odpowiedzi. Ma w sobie tyle dumy, że każdemu pozwala na drwiny i zaczepki.
Jest zawsze opanowana i na wszystko się zgadza, nic jej nie przeszkadza, a już na pewno nie chce nikomu wchodzić w drogę.

JAK DŁUGO BĘDZIE JESZCZE UDAWAĆ, ŻE JEST TYLKO POWIETRZEM, ŻE JEJ NIE MA?

„Kompromisy, ustępstwa muszą mieć granice. Jest pewien limit, którego przekroczyć nie można. Każdy człowiek nosi ten limit, którego przekroczyć nie można. Każdy człowiek nosi ten limit w sobie. Są zasady i wartości, które nigdy nie mogą być naruszone. A jeśli tak się stanie i złamie zasady albo przekroczy granice, to przestaje się istnieć. Bo człowiek wtedy po prostu przestaje istnieć.”
W dodatku ta szkoła... Mistrz Mansfeld znęca się nad ilumenami, śmieje się, wytykając błędy i niewiedzę. Za karę każe klęczeć na kamieniach, wśród których są kawałki potłuczonego szkła. Każdy ilumen wie, że kiedy Dalema wstaje do odpowiedzi, to jest to idealna okazja i czas na rozrywkę.
A co na to jej pafros – Pani Matka i Pan Ojciec? ONA nawet swój pozornie delikatny kobiecy urok potrafi jakoś przekuć w wygraną. ON to niby wyjątkowy człowiek, znający treść niemalże wszystkich zwojów, dostrzegający wielkie tajemnice tego świata, ale zwykle nie potrafi zauważyć tak oczywistej sprawy jak upływ czasu.

Dalema ma już dosyć kłamstw, tajemnic i niedomówień. Nagle ludzie, niby jej bliscy, stają się obcy. Okazuje się, że wie o nich o wiele mniej niż się wydawało. Zawsze wszyscy dawali jej poczuć, jak to jest być wyrzutkiem.
Pomiędzy Dalemą, a jej przyjaciółmi wzrasta mur, przez który coraz trudniej się przebić. Musi uważać, bo może stracić więcej niż „tylko” przyjaciół...
Nie można stać się ptakiem, nie umiejąc latać.”
W końcu dziewczyna tonie pod natłokiem pytań i myśli, kłębiących się w jej głowie.

Co ona ma wspólnego z tajemniczym Podziemiem?
Czym są Algamaty?
A czytelnik zastanawia się również...
Kim lub czym jest tytułowy KAKRACHAN?

Dziewczyna musi zdać sobie sprawę, że życie jest trudniejsze niż jej się wydaje. Nie może zrozumieć, jak tyle bliskich jej osób w dziwny sposób łączy Podziemie i nienawiść do Atlantów. Dalema uważa za niesprawiedliwe to, że jedni mają wszystko – podziw i zachwyt grupy, a innym pozostaje tylko rola błaznów.

Z początku nie mogłam się z tą książką oswoić. Ale po jakimś czasie nawet się nie spostrzegłam, że siedzę przy niej godzinami i nie jestem w stanie się oderwać. Ciężko mi było zrozumieć zachowanie i decyzje podejmowane przez Dalemę. Ale uważam, że książka świetnie pokazuje, jak można radzić sobie z trudami życia i odkrywać tajemnice świata. Mam nadzieję, ze już niedługo wezmę się za lekturę II-ego tomu. 



Zachęcam do przeczytania! Naprawdę warto!

WeruSSia, 16 lat






wtorek, 2 kwietnia 2013

"Anielski kokon" - Karolina Wilczyńska - recenzja


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Czytajmy Polskich Autorów i Wydawnictwa MWK.

Karolina Wilczyńska jest laureatką ogólnopolskiego konkursy literackiego „Świat Kobiety”, zwyciężczynią konkursów na opowiadania „Secretum Calligo” oraz „Littera Scripta”. Oprócz tego jest autorką takich powieści jak „Performens”, „Ta druga” i „Anielski kokon”. Miałam okazje zapoznać się z ostatnią z wymienionych pozycji.


„ZOSTAŁAŚ WYBRANA, BY STAĆ SIĘ ANIOŁEM” - po otrzymaniu tej wiadomości los Olgi całkowicie się zmienił. Trzydziestolatka do tej pory prowadziła spokojne życie. Miała pracę, narzeczonego, znajomych i na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżniała się spośród tłumu.

Jednak po otrzymaniu e-maila od tajemniczego Ananke wszystko miało się zmienić. Po pierwszej wiadomości zaczęły przychodzić kolejne, kobietę zaczął ktoś śledzić i pojawiły się nagłe i niewyjaśnione problemy zdrowotne. Olga nie mogła zrozumieć niespodziewanej zmiany w swoim życiu oraz nieudanych prób odnalezienia prześladowcy przez wynajętych ludzi.  Postanowiła spotkać się z nieznajomym w tajemnicy przed najbliższymi. Ananke nie był jednak zwykłym człowiekiem lecz aniołem i to od niego kobieta otrzymywała te wszystkie wiadomości. Bohaterka opowiedziała o tym swoim bliskim (pomimo, że anioł prosił ją, żeby tego nie robiła) jednak ci nie uwierzyli jej, zwłaszcza, że tylko ona widziała Ananke.

Kim jest Olga? Osobą, która potrafi nawiązać kontakt z aniołami i ma do spełnienia ważną misję na Ziemi, czy pogrążającą się w obłędzie paranoiczką?

Autorka przedstawia nam szaleństwo bohaterki, nie jako chorobę lecz bodziec do czynienia dobra. Pokazuje ludzi nie takimi jak mogą się wydawać na pierwszy rzut oka, lecz jacy są naprawdę. Widzimy np. obraz „najlepszej przyjaciółki” Olgi, która toleruje kobietę tylko dlatego, aby zbliżyć się do jej narzeczonego, czy też sąsiadkę, która zawsze chętnie pomoże czy udzieli rady, ale za tą maską dostrzegamy wścibstwo, zawiść i zazdrość. Są to dobre przykłady, aby zastanowić się nad tym jacy ludzie są w głębi duszy i co skrywają za codziennym zachowaniem.

Kolejną rzecz jaką dostrzegamy w książce jest przemiana wewnętrzna głównej bohaterki. Zanim dostała pierwszą wiadomość od Ananke, była osobą żyjącą pod dyktando swojego partnera oraz wiecznie niezadowolonej matki. Dopiero te wiadomości, które na początku uważała za absurdalne i głupie, pozwoliły jej odnaleźć siebie oraz docenić rzeczy, których wcześniej nawet nie dostrzegała.

Oprócz tego, Karolina Wilczyńska w powieści porusza wiele ważnych problemów, o których w dzisiejszych czasach niechętnie się mówi, np. toksyczny związek czy nadopiekuńczość rodziców. Autorka przedstawia te problemy w taki sposób, że po skończonej lekturze nie sposób zapomnieć o kłopotach bohaterki.
Chciałabym bardzo serdecznie polecić ten utwór wszystkim tym, którzy mają już dość słodkich historii o miłości. Jest to książka zupełnie inna, zaskakująca swoją odmienną i niestandardową fabułą oraz przebiegiem akcji. Dzieło można odczytać na wielu różnych płaszczyznach, dlatego każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Tilia, 15 lat



piątek, 22 lutego 2013

"Pierwsze koty robaczywki" - Karina Bonowicz - recenzja

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Czytajmy Polskich Autorów i Wydawnictwa Prószyński i S-ka.


Pierwsze koty robaczywki - Karina Bonowicz

Karina Bonowicz –dziennikarka i polonistka, pisarsko debiutuje książką „Pierwsze koty robaczywki”. 

Ida po studiach, trafia do szkoły średniej, by spełniać swoje ambicje nauczycielskie. Chociaż tak naprawdę  wcale tego nie chce, zaczyna zmagania ze współczesnym systemem edukacji, dyrektorem – wuefistą, nastolatkami, i własnymi problemami. Dochodzi do tego tymczasowy brak chłopaka, który sama spowodowała, i nie może sobie przypomnieć dlaczego. Sprawy nie ułatwia fakt że były chłopak-Igor, aktor serialowy i teatralny, coraz częściej jej się przypomina. Wsparcia szuka u swojej przyjaciółki Ady i jej chłopaka Qrka czyli specyficznej pary z którą mieszka, nauczycielki chemii- Dagi, i nieoczekiwanie w ramionach Kuby, kolejnego aktora, którego poznaje, w najmniej spodziewanej scenerii. 

Ida stara się zapewnić uczniom jak najciekawsze lekcje, co niekoniecznie mieści się w założeniach podstawy programowej, i nie przysparza jej sympatii dyrektora oraz starej gwardii polonistycznej szkoły. Do tego okazuje się że Kuba niekoniecznie, był dla niej odpowiednim partnerem, a wszystko znów sprowadza się do Igora, który uparcie nie daje o sobie zapomnieć. Nie daje także przypomnieć sobie Idze, dlaczego z nim zerwała? 

„Pierwsze koty robaczywki” to książka do której na początku trzeba się przyzwyczaić, do czego najlepiej nadaje się pierwszy rozdział. Kiedy już połapiemy się w szalonym stylu książki, okazuje się że mamy w ręku bardzo zabawną i przyjemną lekturę. Zwariowana, młoda nauczycielka, doświadcza nie mniej zwariowanych przygód, w zwariowanym towarzystwie. Takim szalonym zdaniem najłatwiej mi określić tę książkę. Jednak pozytywny klimat, który wywoływał u mnie uśmiech przez prawie wszystkie strony, jest najlepszą jej recenzją.

Ciri, 15 lat

wtorek, 5 lutego 2013

"Mama, smoczek!" - Magda Fres - recenzja



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Czytajmy Polskich Autorów i Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Magda Fres jest absolwentką psychologii na Uniwersytecie Śląskim, a także ukończyła gender & culture studies w Central European University w Budapeszcie. Jest autorką wielu artykułów naukowych i publicystycznych. „Mama, smoczek!”to jej trzecia książka po powieściach „Do piekła kuchenną windą” oraz „Bulgur”.



Małgosia właśnie urodziła dziecko. Synek nosi imię Rumpel i nie daje mamie żyć. Kobieta opowiada o swoich zmaganiach z macierzyństwem, problemach i radościach. Książka jest dziennikiem prowadzonym przez bohaterkę. Przeczytamy tu o nieprzespanych nocach, nieudolnym karmieniu, okładach z kapusty, problemach z doborem smoczka… Według męża, kobieta ma świra na punkcie Rumpelka. Cały czas koło niego biega, zamartwia się każdą błahostką, dogłębnie studiuje książki na temat wychowania małych dzieci, kontroluje składniki każdego posiłku (bo przecież teraz we wszystkim tyle chemii) i relaksuje się przy zapachu organicznego olejku różanego. 

Razem z Małgosią będziemy szukać informacji o szczepieniach i załamywać się nad błahostkami. Lepszy jest Bebilon „pepti”, czy mleko „ha”? Kiedy dać dziecku zupkę, a kiedy kaszkę, czy owoce? Szczepić, czy nie szczepić?

Książka-dziennik nie do końca spełnia swoje zadanie. Można się nieco pogubić przy czytaniu kolejnych wpisów. Jeden jest 8 maja, kolejny 12 lutego, potem 9 maja, 28 października… Ten bałagan w zapiskach może zdenerwować czytelnika. Kolejnym minusem jest to, że z książki o wiele mniej się dowiadujemy o życiu codziennym matki i dziecka, niż o przemyśleniach, wątpliwościach i dygresjach Małgosi, którymi jest przepełniona powieść. Poza tymi małymi niedociągnięciami książkę czyta się dość łatwo.

Jest to książka idealna, jako poradnik dla młodej matki, będzie ona mogła porównywać swoje doświadczenia i problemy z tymi, które się przydarzyły naszej bohaterce.
Ananaska, 14 lat





poniedziałek, 4 lutego 2013

"Solo" - Sonia Raduńska - recenzja


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Czytajmy Polskich Autorów i Wydawnictwa Dobra Literatura.

Sonia Raduńska jest polską pisarką. „Solo” to jej kolejna książka rozpoczynająca „Serię z różą”, przeznaczoną dla ludzi poszukujących piękna w życiu.

Od razu należy wspomnieć, że publikacja to nie żadna powieść, ale po prostu pamiętnik. Nie ma tu fabuły, akcji czy chociażby masy bohaterów. Całość opiera się na wolnych przemyśleniach. Zakres tematyczny jest ogromny. Od rozważań życiowych, po refleksje związane z obecną sytuacją światową. Dodatkowo autorka poszukuje inspiracji w twórczości wybitnych pisarzy oraz poetów, wkomponowuje cytaty między swoje myśli. Ogólnie rzecz ujmując, przelewa na papier to co aktualnie dzieje się w Jej głowie.


To bardzo ambitna lektura, bardziej niż inne skłaniająca do refleksji. Niestety nie jest skierowana do wszystkich. Myślę, że wielu ludzi będzie się po prostu nudzić, ponieważ rozważania egzystencjalne najnormalniej w świecie ich nie interesują. Dlatego będąc fanem fabuły rozwijającej się z prędkością światła, raczej nie sięgaj po dzieło pani Raduńskiej.

Autorka patrzy na świat raczej optymistycznym wzrokiem i stara się to przekazać swoim czytelnikom. Poszukuje w życiu szczęścia, chociaż w pewnym stopniu już je posiada. Ale przecież radości nigdy za wiele. Co najważniejsze, moim zdaniem, potrafi cieszyć się nawet z najmniejszych chwil, pozornie błahych, albo nawet nudnych. Uczy nas jak miło przeżyć swoje dni, a nie ciągle biec za tłumem. Nastawiona do życia spokojnie, ale nigdy biernie. Raduńska niejeden raz przedstawia swoje niezadowolenie z zaistniałych sytuacji. Sprzeciwia się tym, którzy próbują niszczyć dzieło pokojowych rąk i umysłów ludzi.

Pod koniec lektury zdajemy sobie sprawę, że szczęście to wcale nie jest całkowite odizolowanie się od cierpień oraz smutku, ponieważ te czynniki zawsze muszą występować, to cena naszego człowieczeństwa. Szczęście to umiejętność czerpania nieprzebranej radości z wszystkiego co nas otacza, rzeczy małych czy dużych, przez wielu niezauważanych lub ignorowanych. To wyjątkowo cenna nauka, pozwalająca dążyć do perfekcji w sztuce życia.

„Solo” to książka ciepła i pozytywna. Dobrze nastraja i pokazuje, jak cudowna potrafi być nasza zwykła codzienność. Polecam ją wszystkim, którzy dostrzegają piękno wokół siebie, albo dopiero chcieliby je dostrzec.


Loremi, 15 lat