tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą loremi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą loremi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 marca 2014

"Wyznania Norah" - Norah Shariff - recenzja

Wyznania Norah - Norah ShariffNorah Shariff pochodzi z Algierii. Była wychowywana w kulturze zdominowanej przez islam, co wywarło bardzo duży wpływ na jej życie. Napisanie książki miało być dla niej jakby rozliczeniem z przeszłością i możliwością zabliźnienia ran. Wcześniej swoje myśli oraz ból przelała na papier jej matka. Teraz przyszła kolej na córkę.

Kobieta prowadzi swoją opowieść od czasów wczesnej młodości aż do prób zaaklimatyzowania się w nowych realiach, już po uwolnieniu się od swoich koszmarów. Dużo uwagi poświęca swojemu ojcu, który był głównym źródłem problemów jej własnych i bliskich jej osób. W swojej opowieści przechodzi od punktu widzenia dziecka po spojrzenie młodej, świadomej kobiety. W ten sposób zaznacza, że zawsze wiedziała iż dzieje jej się krzywda oraz, że nie przeszło to bez echa dla jej dalszego życia.

Książka bardzo dokładnie zarysowuje miejsce kobiety w hierarchii muzułmańskiej kultury oraz pokazuje jak często jest tam traktowana. Jak cały jej los zależy od woli mężczyzny. Jednak daje też nadzieję, że nie musi tak być. Norah swoją historią udowodniła, że należy walczyć o swoje szczęście, a nie potulnie poddawać się losowi. Nasze życie zależy od nas i nie możemy pozwolić, aby inni nam je niszczyli. Ukazuje tutaj również, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, jego pomocy i wsparcia. Autorka nie raz przekonała się, że jedno słowo lub gest może dać siłę do walki. Miała w swoim życiu momenty, gdy pomoc okazywała się niezbędna i pozwalała przetrwać. Pomimo tego, że sprzeciw był trudny i dla wielu uważany wręcz za niemożliwy, ona tego dokonała i to samo poleca innym.

Przez pierwszoosobową narrację historia jest bardzo osobista. Daje to czytelnikowi możliwość głębszego wejścia w uczucia i przeżycia Norah. Skłania do refleksji, a osobom dotkniętym tymi samymi problemami uświadamia, że nie są same. Siła i odwaga bohaterki przechodzi również na nas, a jest nam to potrzebne w pokonywaniu nawet małych trudności.

Autorka obnażyła się przed światem, aby dać upust swym emocjom. Poza tym chciała pomóc kobietom jej podobnym, które nie mogą wyrwać się z niesprawiedliwości rodzimej kultury. Chciała dać im siłę do walki. Po latach strachu i milczenia przyszedł czas wyzwolenia. Przy okazji dodaje otuchy wszystkim czytelnikom, zapewniając godziny miłej acz pobudzającej do refleksji lektury. Bardzo polecam tę książkę!


Loremi, 17 lat 


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki.

czwartek, 1 sierpnia 2013

"Czarny anioł" - Mika Waltari - recenzja

Waltari jest bardzo popularnym, fińskim pisarzem. Słynie z powieści rozgrywających się w realiach historycznych, często na tle znaczących wydarzeń. Tym razem podarował nam opowieść z murów Konstantynopola.


Johannes, rycerz, dawny pomocnik sułtana, który uciekł z jego obozu aby bronić Konstantynopola. Anna, córka polityka popierającego najeźdźcę. To właśnie tych dwoje zostaje połączonych niewidzialną nicią miłości. Jednak wszystko wokół jest jakby przeciwne temu uczuciu. Mimo to starają się walczyć, wiedząc, że i tak czeka ich zatracenie w tym skazanym na zagładę mieście.

Autor bardzo wyraźnie zarysował nastrój, obecny w Konstantynopolu. Strach i nadzieja. Różne postawy wobec sytuacji również dały o sobie znać. Atmosfera była niespokojna, co potęgował jeszcze konflikt religijny. Wszystko to da się zauważyć na każdej stronie książki, przez co uzyskujemy całkiem dokładny obraz miasta przygotowującego się na śmierć oraz jego mieszkańców.

Tę opowieść można podzielić na dwie części. Jedna opowiada o miłości, a druga o wojnie. Waltari konsekwentnie to zachował, przez pierwszą połowę pisząc typowy romans, a potem dokładnie ukazując nam działania wojskowe. Dlatego jeśli czytelnik nie przepada za jednym z tych rodzajów powieści, lepiej niech nie sięga po „Czarnego anioła”, gdyż trudno będzie mu przebrnąć przez odpowiednią połowę.

To co zasługuje na pochwałę to sam sposób napisania tej książki i jej narracja. „Zajmuje się” nią główny bohater, Johannes. Jednak nie jest to suchy opis otaczającego świata. Zawiera w sobie często analizę oraz wewnętrzne przemyślenia. Przez to stajemy się bardzo stronniczy, ale i bardziej zżywamy się z postacią i jej problemami.  

„Czarny anioł” jest bardzo przyjemną lekturą, którą czyta się dość szybko. Wartka akcja nie pozwala się oderwać od czytania. Jednak postacie są momentami zbyt jednoznaczne. Mają raczej na celu pokazanie konkretnych postaw, niż zaskoczenie. Mimo wszystko bardzo polecam powieść wszystkim, lubiącym opowieści o podłożu historycznym.


Loremi, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Książnica ,
 a do recenzji przekazał nam ją Publicat. 

czwartek, 18 kwietnia 2013

"Grzechy anioła" - Lidia Helena Zelman - recenzja

„Grzechy anioła” to zakończenie debiutanckiej trylogii pani Zelman (drugą część „Bezsenność anioła” również recenzowałam). Poznajemy w nim dalsze losy Azathry, serafina, ulubienicy Boga, zesłanej na Ziemię, by strzec ludzi przed działaniem zła.

Grzechy Anioła - Lidia Helena ZelmanUpadli zostali pokonani, a ich przywódca upokorzony padł do nóg swojego przeciwnika. Jednak pomimo rozstrzygniętej bitwy, zbuntowani nadal próbują zdobywać ludzkie dusze i oddalać je od Stwórcy, co dobrze im się udaje, ponieważ  człowiek coraz częściej wybiera zło. 

Narthangel powraca z otchłani, chcąc odzyskać serce Azathry. Dodatkowo musi się ona pogodzić ze straszliwą zdradą najbliższej osoby. Gdyby tego było mało, sama jest winna odejścia ukochanego. Losy tej wojny o dusze wydają się być przesądzone. Żyjąc wśród ludzi, ulubienica Stwórcy próbuje nie zawierać z nimi przyjaźni, ponieważ wie jaki los jest jej przeznaczony. Jednak jak zwykle nic nie wychodzi z tych postanowień. Poznaje wiele wspaniałych osób, które jeszcze bardziej utwierdzają ją w przekonaniu, że świat jest dobry i warto zabiegać o jego ocalenie.

Zwieńczenie trylogii to zdecydowanie najciekawsza z części. Znajdujemy w niej wiele zwrotów akcji oraz niespodziewanych rozwiązań wątków często rozpoczętych już w poprzednich tomach. Główna bohaterka wydaje się być coraz bardziej pewna swej misji, bez względu na to, jakie poświęcenia są z tym związane. Jest to wyjątkowo trudne, musi wybierać miedzy miłością, a powinnością. Na dodatek spotyka również pokusy, którym już raz uległa. Zaplątana w trójkąt miłosny, próbuje się z niego wyswobodzić, gdy okazuje się, że to grono chyba jednak się powiększy.

Co do minusów książki, są one podobne do tych z poprzednich tomów. Najważniejszym są liczne powtórzenia, które jednak w zestawieniu z interesującą fabułą okazują się być tylko niewielkim niedopatrzeniem.

„Grzechy anioła” rewelacyjnie kończą trylogię poświęconą bożym posłańcom. Zaskakują i wciągają całkowicie. Mimo, że jest to stosunkowo lekka, młodzieżowa powieść, można znaleźć w niej momenty skłaniające do refleksji. Serdecznie polecam sięgnięcie po ten tom.

Loremi, 15 lat

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

środa, 20 marca 2013

"Macocha" - Jadwiga Czajkowska - recenzja


Jadwiga Czajkowska to absolwentka socjologii. Prowadziła badania nad satanizmem, życiem w zakładzie poprawczym i wiele innych. Tym razem podarowała nam ciekawą opowieść o matce nie swoich dzieci.

Macocha - Jadwiga CzajkowskaNigdy nie sądziła, że życie zrobi z niej macochę. W końcu wszyscy propagują obraz złej, potwornej przybranej matki, która marzy tylko o gnębieniu pasierbów. Przecież ona taka nie jest. Jednak miłość właśnie w takiej sytuacji postawiła bohaterkę i ta musi się zmierzyć ze wszelkimi przeciwnościami z tym związanymi.

Książka jest wyjątkowo wciągająca, mimo, że nie występuje tutaj zawrotna akcja podążająca w ledwo możliwym do pojęcia tempie. Wręcz przeciwnie. Zawiera bardzo dużo przemyśleń narratorki, w których pełno jest lęków, wspomnień. Momentami można by ją sklasyfikować jako potrzebującą specjalistycznej pomocy. Ale czy takie małe lub większe batalie nie rozgrywają się również i w naszych głowach, chociaż nie zawsze się do tego przyznajemy? 

Autorka świetnie zarysowała główną postać, jej charakter, upodobania, mamy  pełny obraz. Jest też druga strona, to znaczy wręcz przesyt informacji, które praktycznie żadnego wpływu na fabułę nie wywierają. Oczywiście, takie wstawki są konieczne i mile widziane, jednak w tym przypadku zostały lekko nadużyte.

Jednym z moich odczuć podczas czytania tej powieści, było to, że zniechęca ona do zawarcia małżeństwa. Nie chodzi o jakieś bezpośrednie deklaracje, ale sam sposób w jaki autorka opisała stosunki między małżonkami. Można im wiele zarzucić. Z drugiej strony, napis na okładce nie kłamie. Ta publikacja ewidentnie łamie stereotyp macochy, ukazując całą, na pewno skomplikowaną sytuację jej oczami.

Tym, co trudno tej książce jednoznacznie sklasyfikować jako plus albo minus, jest zakończenie otwarte. Rozwiązanie historii możemy sobie niejako samodzielnie dopowiedzieć. Pewne rzeczy już zostały przed nami odsłonięte, jednak większość nie. Prawdę mówiąc, finał losów Izy jest nam prawie tak nieznany jak na początku lektury. Tylko od nas zależy jaki on będzie w naszych głowach.

„Macocha” to ciekawa pozycja dla ludzi lubiących historie obyczajowe. Zadowoli amatorów lekkich lektur. Pomimo swoich pozornie dużych gabarytów, czyta się ją szybko i łatwo. Autorka ukazuje, jak łatwo skreślamy ludzi, bez żadnych powodów, tym samym mocno ich raniąc i utrudniając życie. Uświadamia, że stereotypy nie mają żadnego zastosowania, oprócz zadawania cierpienia. 

Ta książka sprawia, że czas spędzony na czytaniu, będzie nie tylko rozrywką ale też motywacją do zastanowienia się nad kilkoma ważnymi kwestiami :)


Loremi, 16 lat


Za ciekawą książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

poniedziałek, 4 marca 2013

„Bogowie na balkonie” - Anja Snellman - recenzja


Bogowie na balkonie - Anja SnellmanTym razem przyszło mi natknąć się na poczytną fińską autorkę, specjalizującą się w powieściach psychologicznych i obyczajowych. Jej pisarskie doświadczenie jest naprawdę rozległe.

Dwie dziewczyny. Całkowicie różne w większości kwestii, od charakterów zaczynając, na środowiskach w których się wychowywały kończąc. Nawet nie znają się osobiście, chociaż żyją tak blisko. Jednak jest jedna rzecz, która je łączy. Islam. Żeby nie było zbyt czysto, warto wspomnieć, że i tutaj nie są w pełni podobne. Jedna wywodzi się z muzułmańskiej rodziny i za wszelką cenę chciałaby się z niej uwolnić i zacząć żyć „normalnie”. Druga natomiast, zmieniła religię, chociaż potencjalnie większość koleżanek zazdrościć mogło jej życia. Jedna widziała Islam jako więzienie, a druga wyzwolenie. I tak właśnie zaczyna się ich podróż, osobno i w inne strony.

Książka ukazuje kontrowersyjną religię z dwóch odmiennych perspektyw, tym samym nie podając czytelnikowi jasnego komunikatu jak powinien myśleć. Porusza natomiast problem przesady. I tyczy się ona każdej dziedziny życia, w końcu zawsze należy zachować umiar, a my lubimy o tym zapominać. W ogóle cała opowieść jest pełna kontrastów i fanatyzmu. Przez takie lekkie „przerysowanie” zaciekawia i daje do myślenia.

Kolejną poruszoną sprawą jest wszystko, co zostaje nam niejako narzucone już w dzieciństwie. Nasi bliscy są tacy, więc my też powinniśmy. Jednak zazwyczaj nie prowadzi to do niczego dobrego. Jesteśmy ludźmi i zdarza nam się błądzić, ale powinniśmy mieć prawo samodzielnie decydować o grupach, do których należymy. Nawet jeśli coś pójdzie nie tak winimy siebie, poszukujemy dalej. Zazwyczaj buntujemy się przeciwko rzeczom narzuconym, nie ważne czy się z nimi zgadzamy czy nie, tacy już jesteśmy.

Na koniec warto wspomnieć o kwestii uprzedzeń. Wiele się o nich mówi w tej powieści. Co przemawia zdecydowanie na plus, to to, że autorka pokazuje, jak złe jest uogólnianie i nierozważne ocenianie. Najpierw poznaj, zastanów się, a dopiero potem oceń, a najlepiej w ogóle tego nie rób.

„Bogowie na balkonie” to piękna opowieść nie tylko o Islamie, ale i potrzebie posiadania drugiego człowieka, przyjaźni, miłości oraz poszukiwaniu własnej tożsamości. Zwraca uwagę na rzeczy ważne i wiele może nas nauczyć. Czas spędzony z tą lekturą zmusza do refleksji, a przecież o to chodzi.

Loremi, 16 lat 

Wydawnictwu Świat Książki dziękuję za ciekawą pozycję.

„Jak uwolnić się od lęku” - Wunibald Muller - recenzja



Wunibald Muller specjalizuje się w książkach, mających na celu wewnętrzny rozwój i pokonywanie słabości człowieka. Ma już kilka pozycji na swoim koncie.

JAK UWOLNIĆ SIĘ OD LĘKU„Jak uwolnić się od lęku” wprowadza nas w tajniki największego przeciwnika, a za razem przyjaciela ludzkości- lęku. Unikamy go, staramy się zdusić, czasami nawet nie zdając sobie sprawy jak jest pomocny. Chroni przed niebezpieczeństwami i zawsze tak było. Muller przez większą część stron skupia się właśnie na pozytywnym aspekcie naszych strachów. W doskonały i zrozumiały sposób przekonuje, że nasze życie bez tego odwiecznego kompana wcale nie stałoby się lepsze. Jednak z drugiej strony dokonuje rozgraniczenia pomiędzy niektórymi jego odmianami, nieumyślnie mylonymi przez wielu. Stawia nam przed oczami konkretny obraz, ale co ważne nie komplikuje go, aby zwykli ludzie, nie związani w ogóle z psychologią, mieli szansę go zrozumieć.

Z tytułu można wnosić, że to wydanie jest swoistym poradnikiem na temat sposobów radzenia sobie z lękiem. Jednak prawda jest nieco inna. Oczywiście, czystej technice poświęcone jest parę stron, ale nie można w żaden sposób uznać tego za miarodajną pomoc. Jest to raczej przewodnik po świecie naszej psychiki, tłumaczący wiele, chociaż w konkretnych przypadkach odsyłający do specjalistów, do innej literatury. Nie jest to złe, w końcu taki zdaje się być zamysł publikacji, jednak należy przyznać, że tytuł jest bardzo mylący i czytelnik może poczuć zawód po przeczytaniu całości.

Autor wyraźnie wskazuje na znaczenie religii (nie konkretnej, po prostu wiary w jakąś siłę wyższą) w przeżywaniu i przezwyciężaniu lęków. Bardzo dobrze opisuje na jakiej zasadzie działa cały mechanizm poszukiwań ratunku w Bogu. Kolejny raz jest to tylko teoretyczne rozważanie, a nie praktyka.

„Jak uwolnić się od lęku” zabiera czytelnika we wspaniałą podróż po świecie strachów. Na tych kilkudziesięciu stronach, autor świetnie nakreśla podłoże i działanie lęku oraz również teoretyczne sposoby pokonywania tego przeciwnika. Książka nie stanie się na pewno poradnikiem dla osób dotkniętym fobią czy to słabszą czy mocniejszą. Osoby bardziej zainteresowane tematem będą musiały szukać dodatkowych źródeł. Jednak dla początkujących pasjonatów psychologii śmiało można tę publikację polecić.

Loremi, 16 lat 

Za poradnik serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM.

czwartek, 7 lutego 2013

"Bezsenność anioła" - Lidia Helena Zelman - recenzja



Pani Lidia Zelman to początkująca pisarka z gatunku paranormal, a jej debiutem okazała się trylogia „Tożsamość anioła”. Jest Polką, co mnie osobiście zdziwiło w pierwszym momencie, ze względu na nietypowe nazwisko i tematykę historii, królującą w końcu między zagranicznymi autorami. „Bezsenność anioła” to druga część serii.



Bezsenność anioła - Lidia Helena ZelmanAzathra była kiedyś aniołem, ulubieńcem stwórcy. Jednak przez swoją miłość do Upadłego, za którego oddała własną nieśmiertelność, nie mogła dłużej pozostać w raju. Bóg, gdy nie chciała utracić oddanego serafina, podarował jej ludzkie wcielenie i misję do wykonania. Kiedy powróci przed Jego oblicze, będzie to oznaczać koniec ludzkości. 
Dziewczyna balansuje między dwoma bytami, nie jest ani człowiekiem, ani aniołem. Dawny ukochany próbuje odzyskać jej uczucie, a obecny nie potrafi poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Przywódca Upadłych próbuje doprowadzić do zatracenia dusz ludzkich wszelkimi możliwymi sposobami. A gdyby tego było mało, trzeba jeszcze znaleźć i połączyć wszystkie sefiry. Całkiem normalny dzień dla bożego posłańca.

Druga część trylogii jest zdecydowanie bardziej wciągająca od pierwszej. Nie licząc paru momentów, w których bohaterowie zdecydowanie za dużo mówią, „Bezsenność anioła” to ciekawa lektura, spokojnie mogąca pobudzić do refleksji nad tym jak wygląda nasze życie, po której stronie się opowiadamy.

Ważnym elementem opowieści jest religia, jak sam tytuł wskazuje. Częste nawiązania i cytaty z Pisma Świętego są tutaj na porządku dziennym. Autorka ukazuje świat, w którym sfera sacrum i profanum przenikają się w sposób mogący wydać się niektórym czytelnikom niekoniecznie odpowiedni.

Zdecydowanym mankamentem książki są liczne, przeszkadzające w czytaniu powtórzenia. Czasami jedno słowo znajduje się po parę razy w zdaniu, lub w małej od siebie odległości.

Zelman stworzyła trylogię skierowaną do młodzieży. Pomimo, że jest ona utrzymana w bardzo popularnym obecnie klimacie paranormal, wnosi coś nowego i nie jest tylko kopią zagranicznych koleżanek. Myślę, że warto poświecić parę wieczorów na poznanie tej historii.

Loremi, 15 lat


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.



poniedziałek, 4 lutego 2013

"Solo" - Sonia Raduńska - recenzja


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Czytajmy Polskich Autorów i Wydawnictwa Dobra Literatura.

Sonia Raduńska jest polską pisarką. „Solo” to jej kolejna książka rozpoczynająca „Serię z różą”, przeznaczoną dla ludzi poszukujących piękna w życiu.

Od razu należy wspomnieć, że publikacja to nie żadna powieść, ale po prostu pamiętnik. Nie ma tu fabuły, akcji czy chociażby masy bohaterów. Całość opiera się na wolnych przemyśleniach. Zakres tematyczny jest ogromny. Od rozważań życiowych, po refleksje związane z obecną sytuacją światową. Dodatkowo autorka poszukuje inspiracji w twórczości wybitnych pisarzy oraz poetów, wkomponowuje cytaty między swoje myśli. Ogólnie rzecz ujmując, przelewa na papier to co aktualnie dzieje się w Jej głowie.


To bardzo ambitna lektura, bardziej niż inne skłaniająca do refleksji. Niestety nie jest skierowana do wszystkich. Myślę, że wielu ludzi będzie się po prostu nudzić, ponieważ rozważania egzystencjalne najnormalniej w świecie ich nie interesują. Dlatego będąc fanem fabuły rozwijającej się z prędkością światła, raczej nie sięgaj po dzieło pani Raduńskiej.

Autorka patrzy na świat raczej optymistycznym wzrokiem i stara się to przekazać swoim czytelnikom. Poszukuje w życiu szczęścia, chociaż w pewnym stopniu już je posiada. Ale przecież radości nigdy za wiele. Co najważniejsze, moim zdaniem, potrafi cieszyć się nawet z najmniejszych chwil, pozornie błahych, albo nawet nudnych. Uczy nas jak miło przeżyć swoje dni, a nie ciągle biec za tłumem. Nastawiona do życia spokojnie, ale nigdy biernie. Raduńska niejeden raz przedstawia swoje niezadowolenie z zaistniałych sytuacji. Sprzeciwia się tym, którzy próbują niszczyć dzieło pokojowych rąk i umysłów ludzi.

Pod koniec lektury zdajemy sobie sprawę, że szczęście to wcale nie jest całkowite odizolowanie się od cierpień oraz smutku, ponieważ te czynniki zawsze muszą występować, to cena naszego człowieczeństwa. Szczęście to umiejętność czerpania nieprzebranej radości z wszystkiego co nas otacza, rzeczy małych czy dużych, przez wielu niezauważanych lub ignorowanych. To wyjątkowo cenna nauka, pozwalająca dążyć do perfekcji w sztuce życia.

„Solo” to książka ciepła i pozytywna. Dobrze nastraja i pokazuje, jak cudowna potrafi być nasza zwykła codzienność. Polecam ją wszystkim, którzy dostrzegają piękno wokół siebie, albo dopiero chcieliby je dostrzec.


Loremi, 15 lat



sobota, 26 stycznia 2013

„Groza” - Michael Robotham - recenzja


Groza - Michael RobothamMichael Robotham jest już doświadczonym pisarzem mającym na swoim koncie thrillery, jak i wiele pozycji literatury faktu. Otrzymał nawet nagrodę Ned Kelly Award. „Groza” to kolejna powieść ukazująca talent tego autora.

Tajemnicze samobójstwo kobiety, która jeszcze przed skokiem z mostu rozmawia przez telefon komórkowy. Profesor psychologii, całkiem przypadkiem wplątany w to wydarzenie, praktycznie wbrew swej woli. Powoli odkrywane sekrety i intrygi, które całkowicie odmieniają spojrzenie na sprawę. Tak w skrócie można opisać tę historię. Jej wielkim plusem jest zdecydowanie fakt, że nie odkrywa przed nami wszystkiego już na pierwszych stronach. Momentami wydaje nam się, że już wiemy, ale chwilę potem okazuje się, że to kolejna pomyłka. Trzyma w napięciu od początku do końca i zmusza czytelnika do ciągłych rozmyślań. Nawet gdy odrywasz się od lektury, w głowie masz pytania i ciągłą chęć dalszego poznania opowieści.

Na pewno należy pochwalić autora za stworzone przez niego postacie. Nie jest ich bardzo dużo, jednak właśnie to daje szansę lepszego poznania najważniejszych osób. Znamy ich charakter, lęki, upodobania. Stoją przed nami prawie jak żywi i momentami możemy wręcz przenieść ich do własnego życia. Historia nabiera życia i znaczenia dla nas, gdy wczuwamy się w los bohatera, a przecież ciężko to zrobić dla jakiegoś pana X, o którym nie mamy zielonego pojęcia. Dodatkowo pomimo potencjalnie oczywistej granicy między pozytywnymi i negatywnymi postaciami, pod koniec lektury zaczynamy zastanawiać się czy aby na pewno ten podział jest prawidłowy. Nie wszyscy muszą być w pełni źli lub dobrzy, poznając wszystko co ich spotkało patrzymy na nich bardziej obiektywnie i całościowo. Nieoczywiste postacie to ogromny atut książki.

Cała historia opiera się na poszukiwaniu tajemniczego człowieka. Nie wiemy kim on jest, ale czasami narracja jest prowadzona z jego punktu widzenia. Umożliwia nam to lepsze wniknięcie w jego życie i umysł, ale przy tym nie odkrywa tożsamości, dzięki czemu nie znamy zakończenia już na początku. Wielkie brawa dla pana Robothama za takie działanie. Skuteczne i bardzo dobre dla całej książki.

„Groza” pokazuje jak łatwo można skrzywdzić drugą osobę posługując się jedynie tym co kocha. Z drugiej strony dostrzegamy, że momentami potrafimy być przesadni we własnych uczuciach i to skłania nas do potwornych czynów. Polecam tę powieść wszystkim, którzy lubią lektury pełne tajemnic, pytań i akcji.

Loremi, 16 lat

Za pasjonującą powieść dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

czwartek, 3 stycznia 2013

"Okrutne oskarżenie" - Fern Michaels - recenzja


Fern Michaels to amerykańska autorka z długim doświadczeniem pisarskim. Ma na swoim koncie bardzo wiele książek, a „Okrutne oskarżenie” to jedna z nich.
Okrutne oskarżenie - Fern Michaels

Dwie zaprzyjaźnione rodziny. Bezdzietna i z dwoma córkami. Szczęśliwa, pełna miłości oraz rezygnująca z rozwodu tylko ze względu na dzieci. Siostry, Emily i Sara, spędzają wolny czas u wujostwa. Małżeństwo traktuje dziewczynki jak własne pociechy. Jednak nagle jedna z nich wysuwa okropne oskarżenie wobec Alexa. Mężczyznę czeka proces, całe dawne życie legnie w gruzach. Żona rozpoczyna walkę o jego wolność.

Książka od początku okazała się być bardzo ciekawa. Nie było momentu, aby nic się nie działo. Przez większość lektury utrzymywało się duże napięcie i po głowie chodziły mi tylko myśli, co się stanie, czy z tego wyjdą. Dlatego za ciągłą akcję wielki plus. Dodatkowo występuje wiele jej zwrotów, co jeszcze mocniej urozmaica całość.

Postacie są w powieści bardzo dobrze zarysowane. Poznajemy je na wielu płaszczyznach, przez co możemy dokładnie zdecydować kogo lubimy, a kogo nie. Jednak z drugiej strony jest nam to w pewien sposób narzucone. Praktycznie od pierwszego momentu wiemy już kto jest dobry, a kto zły. Zachowanie bohaterów (oprócz jednego pobocznego, który faktycznie stanowi zagadkę) nie budzi żadnych wątpliwości, szybko prześwietlamy ich na wylot i nie pozostawiają nam żadnych tajemnic. Tego właśnie powieści brakuje. Jest nieprzewidywalna w fabule, ale prosta i schematyczna w bohaterach.

To o czym warto wspomnieć to sam pomysł na fabułę. Jest on dość… przerażający. Widzimy rodziców, którzy nie powinni nigdy w życiu pełnić tej funkcji. Czytamy o tym, jak niszczą jedną ze swoich córek. Momentami, przy lekturze, myśli się tylko „dlaczego"? Jeszcze dochodzi rujnowanie życia innym ludziom. Co najgorsze, to uświadamiamy sobie, że takie rzeczy dzieją się czasami na naszych oczach. Na szczęście jest też druga strona medalu. Warto dążyć do szczęśliwych zakończeń, nawet jeśli życie nas znokautowało.

„Okrutne oskarżenie” to historia zgodnie z tytułem okrutna. Jednak polecam ją wszystkim jako bardzo ciekawą lekturę. Mam nadzieję, że po samym przeczytaniu każdy przemyśli tę opowieść i popatrzy wstecz, czy nie jest podobny do małej Sary lub jej matki Debbie.

Loremi, 15 lat

Za dobrą  pozycję dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

"Kod" - Rafał Drygalski - recenzja


Rafał Drygalski to łódzki lekarz, który książką „Kod” rozpoczyna swoją karierę pisarską. Jest ona inspirowana popularnym „Kodem Leonarda da Vinci”, ale rozgrywa się w Polsce.

 ksiazka tytul: Kod autor: Drygalski RafałCała akcja, jak łatwo można się domyślić, krąży wokół tytułowego kodu mającego doprowadzić wnuczkę zmarłego profesora do rodzinnego skarbu. W poszukiwaniach towarzyszy jej przyjaciel dziadka i niedawno poznana ciotka, której intencje czasami trudno odczytać.

Po pierwsze chciałabym wspomnieć o tym, co w opowieści nie przypadło mi do gustu. Autor chcąc, jak sądzę, urozmaicić powieść, wplótł w nią wiele informacji historycznych, przez co momentami miałam odczucie, jakbym czytała podręcznik. Większą część stron zajmują rozmowy, w których postacie chwalą się swoją wiedzą o zamierzchłych dziejach. W ten sposób na akcję pozostaje bardzo niewiele miejsca. Nie wiem czy gdyby usunąć te wszystkie rozważania zostałoby coś więcej niż krótkie opowiadanie. Dodatkowo autor jakby przesadził z inspiracją. Zamiast wymyślić coś swojego posłużył się już znanym i lubianym schematem. Pozmieniał okoliczności, miejsca, postacie, ale sam pomysł został zaczerpnięty z zewnątrz.

Jednak nie można powiedzieć, że ta książka jest zła, bo nie jest. Pomimo minusów, które przedstawiłam powyżej, czytałam z wielką przyjemnością, tylko czasami mając ochotę przerzucić stronę, na której bohater opowiada o genezie powstania jakiegoś zakonu. Drygalski pisze tak, że chce się iść dalej i ani Ci w głowie odkładanie jego tworu na później. Ma po prostu dobry styl.

Bardzo spodobała mi się kreacja Gabrieli. Nigdy do końca nie można być pewnym co ta kobieta zrobi i z jakiego powodu. Urozmaiciła historię dodając niepewności i tajemnicy. Dopełniła dwójkę pozostałych głównych postaci, którzy pojedynczo raczej mieli niewiele do zaoferowania czytelnikowi. A tak, w grupie tworzyli ciekawą całość. Niektórzy mogą być oburzeni poglądami pani Gabrieli i jej stosunkiem do religii. Bardzo jasno określa się w tej kwestii i dodatkowo zawsze ma argumenty na poparcie swego stanowiska.

„Kod”, pomimo momentów nudy, bardzo mi się spodobał. Spędziłam z nim parę ciekawych godzin i nie żałuję. To wciąga i tyle. Jednak Rafał Drygalski, przy publikacji następnej książki, powinien opanować swą historyczną pasję i skupić się bardziej na głównej fabule.    


Loremi, 15 lat


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej.

piątek, 30 listopada 2012

"Śmierć w Dallas" - Nora Roberts - recenzja


Nora Roberts ma na swoim koncie bardzo wiele powieści kryminalnych. W tym ogromie książek odnajdziemy serię o porucznik Dallas. „Śmierć w Dallas” właśnie do niej się zalicza.

Okładka Śmierć w DallasIsaac McQueen jest psychopatą. Na dodatek, gdyby było zbyt nudno, jeszcze pedofilem. Działa według swojego stałego schematu. Porywa małe dziewczynki, więzi je i znęca się. Każdej tatuuje numer, odpowiednik kolejności w jego kolekcji. Udaje się zamknąć go w więzieniu, jednak nie na długo. Ucieka, a raz wsadzony za kratki, nie będzie chciał tam wrócić. Rozpoczyna się śledztwo i wyścig z czasem. Każda kolejna godzina może oznaczać nową ofiarę.

Autorka bardzo świadomie porusza się po kolejnych etapach pracy policji. Ukazuje obraz przestępcy wraz ze wzorem postępowania. Pozwala abyśmy sami odgadywali nowe elementy układanki. Jeśli kogoś interesują tego typu zagadnienia, na pewno będzie w siódmym niebie. Jednak inni, mniejsi entuzjaści kryminalistyki, momentami mogą mieć trudności w dobrnięciu do końca rozdziału.

W tej powieści zdecydowanie urzekła mnie kreacja bohaterów. Są tacy prawdziwi, ich emocje przemawiają do czytelnika. Wszystkie wydarzenia z przeszłości jakoś na nich wpływają, co najważniejsze realnie. Właśnie przez to świadome wprowadzanie oraz kreowanie charakterów poszczególnych postaci, Roberts ukazuje nam to, co próbujemy od siebie odepchnąć. Nasza psychika przypomina kartkę papieru, co raz gniecioną przez niemiłe doświadczenia. Chociaż usilnie próbujemy ją rozprostować, nie ważne jak się będziemy starali, ślad pozostanie.

Intrygującym elementem opowieści jest to, że uświadamia nam jak ślepi potrafimy być na wszystko co dzieje się wokoło. Pod naszym nosem rozgrywa się ludzka tragedia, a my, nawet nie tyle, że odmawiamy pomocy, po prostu nie dostrzegamy zapotrzebowania na nią.
  
„Śmierć w Dallas” to prawdziwy raj dla wszystkich fanów kryminalnych zagadek. Pomimo dość częstych nużących fragmentów, książka warta jest przeczytania. Ukazuje więcej niż tylko samo przestępstwo.

Loremi, 15 lat


Wydawnictwu Prószyński i S-ka serdecznie dziękuję za książkę.



poniedziałek, 19 listopada 2012

"Chorwacka przystań" - Anna Karpińska - recenzja


Anna Karpińska jest Polką i autorką powieści „Chorwacka przystań”. Napisała wciągającą powieść o codziennym życiu i trudnych wyborach, od których zależy nasza przyszłość.

Chorwacka przystań - Anna KarpińskaAnna jest dziennikarką wysłaną do Chorwacji jako korespondent wojenny. W towarzystwie bomb i karabinów poznaje miłość swojego życia. Po powrocie do Polski musi zdecydować co zrobić z tym dalej. Po 20 latach jej córka staje przed podobnym dylematem.

Do sięgnięcia po tę książkę zachęciła mnie piękna i nastrojowa okładka. Jednak nie do końca oddaje ona klimat opowieści. Opis, który możemy znaleźć z tyłu odnosi się do spoiwa historii czyli miłości. Jednak większy nacisk autorka kładzie na zwykłą szarą codzienność, życie rodzinne takie jak wiele innych, małe radości i problemy. Jest to ewidentnie gatunek obyczajowy chociaż z domieszką romansu.

Pani Karpińska bardzo lubi opisywać krajobraz, czasami lekko przydługo, jednak daje nam to możliwość odtworzenia w wyobraźni większość plenerów. Malutkim minusem jest również to, że momentami ważne, ciekawe wydarzenia są ujęte bardzo krótko i tylko w zarysie, a te - z niewielkim znaczeniem, pospolite - są rozwinięte aż nadto.

Przez paręset stron nie poznajemy zbyt dokładnie wielu postaci. Dużo osób jest wspomnianych, ale rozwiniętych już mniej. Można to odbierać dwojako, jednak ja sądzę, że takiego właśnie zabiegu wymagała książka. Świetnym rozwiązaniem jest narracja dwóch osób: matki i córki. W ten sposób dostajemy dwie historie, nierozłącznie ze sobą związane, ale jednak różne. Wyjątkowo prostym i efektownym sposobem dodania romantycznej atmosfery, jest korespondencja listowa prowadzona niejako przez całą powieść.

Chociaż po przeczytaniu opisu i pierwszej strony wydaje się, że znamy już rozwiązanie tej historii, pod koniec czeka nas duże zdziwienie. Finał jest zaskakujący i może nawet trochę wzruszający. Osobiście bardzo spodobało mi się to zakończenie.

Autorkę warto również pochwalić za to, że książka wciąga i nie pozwala przerwać lektury choćby na moment. Umiejętne wplecenie romansu między codzienne obowiązki sprawia, że pochłania się tę opowieść w ekspresowym tempie.

„Chorwacka przystań” na pewno nie spodoba się miłośnikom szybkiej akcji. Jest to opowieść spokojna, dająca możliwość refleksji nad naszymi wyborami i ich konsekwencjami. Czasami smutna, czasami radosna, wciąga i zapewnia godziny miłego odpoczynku. Bardzo polecam!

Loremi, 15 lat

Za ciekawą powieść dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.





poniedziałek, 15 października 2012

„Rodzina Wenclów. Wspólnik” - Lena Najdecka - recenzja



Lena Najdecka
 jest początkującą, polską pisarką. „Rodzina Wenclów” to jej debiutanckie dzieło, rozpoczynające obyczajową trylogię, skupiającą się na bogatej rodzinie, obnażając jej sekrety i niedoskonałości.

zdjęcie Rodzina Wenclów. WspólnikWencel, Zagajewicz oraz Zybert to kancelaria prawnicza mieszcząca się w Warszawie. Osoby w nią zaangażowane nie mogą narzekać na brak klientów, cieszą się dużą popularnością i renomą. Właściciele świetnie radzą sobie z obowiązkami, wznoszą się na szczyty. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy jeden ze wspólników proponuje Pawłowi interes. Wygląda to naprawdę cudownie, ale już niedługo mężczyzna zrozumie, jak mylnym było ocenianie sytuacji po pozorach.

Książce nie można odmówić zachęcającej okładki oraz redakcyjnego opisu. Skłaniają one do poznania zaproponowanej historii. Jednak ta reklama jest według mnie lekko przesadzona. Autorka miała intrygujący i oryginalny pomysł, temu nie można zaprzeczyć. Wymyśliła godną pozazdroszczenia fabułę z ogromnym potencjałem. Problemem okazuje się sposób w jaki całość została opisana. Mankamentem jest leniwa akcja oraz opisy, które praktycznie nic nie wnoszą.

Za kolejny minus uznaję język, jakim posługują się postaci. Pani Najdecka przesadziła, próbując nadać mu naturalne brzmienie. W efekcie powstała mieszanka przekleństw i przesadnego kolokwializmu. Bohaterowie z „wyższych sfer” każdym elementem zachowania podkreślają swoje bogactwo i wyjątkowość, a ich wypowiedzi jedynie psują cały czar.

Pomimo konkretnych minusów, znajdą się również pozytywy. Zaliczyć można do nich charaktery postaci, które poznajemy na kolejnych stronicach. Każdy z nich jest inny, ze swoimi dobrymi i złymi stronami. Idealnie ukazane jest dążenie do władzy i pieniędzy, to jak psuje ono ludzi.

„Rodzina Wenclów” to książka dość nietypowa. Na pewno zainteresuje fanów zawiłych, rodzinnych relacji. Natomiast sympatycy szybkiej akcji mogą od razu zrezygnować z jakichkolwiek prób sięgania po nią.
Loremi, 15 lat

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica.




poniedziałek, 10 września 2012

"Boy 7" - Mirjam Mous - recenzja


Mirjam Mous jest holenderską autorką mającą niemały dorobek literacki. Pisuje głównie thrillery skierowane do dzieci i młodzieży. „Boy 7” również należy do tego gatunku, a jego tematyka jest czytelnikom przedstawiana już na okładce.

Boy 7 - Mous MiriamChłopiec budzi się na nieznanej sobie łące. Ale zaraz. Dla niego nie istnieje słowo „znane”. Wszystko okazuje się być obcym, a pomostem do straconej pamięci jest jedynie plecak z dość ubogim wyposażeniem. Rozpoczyna się szaleńczy wyścig, w którym nagrodą może okazać się odzyskanie wspomnień. Poradzenie sobie z tym wyzwaniem wymaga pomocy innych ludzi, jednak czy podarowanie zaufania komukolwiek jest bezpieczne?

Tyle możemy dowiedzieć się z opisów oraz początku książki. O czym przeczytamy dalej? O poszukiwaniu swojej tożsamości oraz prawdy potworniejszej niż jakiekolwiek przypuszczenia. Szukaj, a dowiesz się prawdy. Zastanów się jednak czy na pewno chcesz ją poznać.

Początkowo bohater zmaga się z tym co mu się przytrafiło, usiłując odnaleźć siebie. Prawdę mówiąc ta część troszkę się dłuży. Boy 7 przeskakuje pomiędzy urywkami dawnego życia, którego przypuszczalne elementy znalazł w plecaku. Odwiedza różne miejsca mogące mieć chociaż niewielki z nim związek. Nie dostarcza to zbyt dużych emocji, co sprawia, że osobiście miałam kilka nieudanych podejść do tej historii. Na szczęście dość szybko, po znalezieniu kolejnego elementu układanki wszystko odwraca się do góry nogami. Wówczas akcja staje się bardzo wciągająca, a książkę można wręcz „pochłonąć”. Jedynie sama końcówka jest zbyt  nieprawdopodobna.

Ta opowieść zwraca uwagę na niezmiernie ważną rzecz. Ludzie są żywymi istotami, którym należy się godne życie i szacunek, dlatego niedopuszczalnym jest zmienianie ich w króliki doświadczalne. Nic nie jest warte takiego postępowania wobec drugiego człowieka.

„Boy 7” to wciągająca książka o tym jak łatwo jest nam stać się potworami. Uświadamia, że zawsze na pierwszym miejscu powinniśmy stawiać człowieka. Myślę, że naprawdę warto przeczytać dzieło Mirjam Mous, które przypadnie do gustu nie tylko zagorzałym fanom thrillerów.

Loremi, 15 lat

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dreams.


wtorek, 21 sierpnia 2012

„Cichy wielbiciel” - Olga Rudnicka - recenzja

Olga Rudnicka jest doświadczoną pisarką, specjalizującą się głównie w kryminałach. I tym razem nie odeszła od preferowanego gatunku. Podarowała nam książkę, od której wręcz nie sposób się oderwać.

Każda kobieta chciałaby mieć wielbiciela. Przysyła kwiaty, pisze miłosne wiersze, obdarowuje drogimi prezentami. Wszyscy zazdroszczą tak romantycznego zalotnika, w końcu rzadko się takich spotyka. Z boku może i wygląda to jak marzenie, ale jak jest naprawdę? Obcy mężczyzna wie o tobie wszystko. Gdzie mieszkasz, gdzie pracujesz, śledzi cię i czujesz, że straciłaś swą prywatność. A to dopiero początek. Oddalasz się od przyjaciół, rodziny. Wielbiciel powoli niszczy twoje życie.

To stalking. Jego ofiarą padła Julia, główna bohaterka książki. Ludzie wokół niej wciąż powtarzali, że powinna utrzymywać kontakt z tajemniczą osobą. Jednak ona chciała jak najszybciej pozbyć się dręczyciela. Próbowała każdego sposobu, a efektem była tylko coraz większa samotność i odosobnienie. Romantyczna historia przerodziła się w koszmar na jawie.

Nie trudno przekroczyć cienką linię między uwielbieniem, a nękaniem. Uświadamia nam to jak łatwo skrzywdzić kogoś pomimo dobrych intencji. Książka ukazuje istotę stalkingu, jak niebezpiecznym zjawiskiem jest i jak trudno z nim walczyć. Może służyć za przestrogę, abyśmy we własnym życiu uniknęli sytuacji, które odwrócą nasz świat do góry nogami.

Na pewno ważnym do zauważenia jest sposób opisania całej historii. Pani Rudnicka wyszła poza schemat jednej strony. Skupiła się i na ofierze, i na dręczycielu, co daje nam pełny obraz całej sytuacji oraz jej niebezpieczeństwa. Stalker sądzi, że postępuje odpowiednio, dodatkowo w imię miłości. Wszelkie opory ze strony swej ukochanej uznaje za wymuszone przez osoby postronne, w końcu wierzy, że uczucie jest odwzajemnione.

„Cichy wielbiciel” skupia się na problemie społecznym, który bardzo długo był lekceważony. Na konkretnym przykładzie ukazuje o co chodzi w stalkingu i jak łatwo można go nie zauważyć. Polecam wszystkim miłośnikom kryminałów oraz oczywiście tym, którzy są zainteresowani stalkingiem.

 Loremi, 15 lat 


Za tę wartościową pozycję dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

"Sukienka z mgieł" - Joanna M. Chmielewska - recenzja

Pani Joanna M. Chmielewska już nie raz gościła na półkach bibliotek i księgarni. Na początku pisała głównie dla dzieci. W końcu jednak zdecydowała się zmienić odbiorców. Do rąk czytelników oddała wzruszającą powieść „Sukienka z mgieł”.

Piwnica pod Liliowym Kapeluszem. Niby zwykła kawiarnia, nie za duża, pachnąca kawą, a to właśnie tutaj ludzie przychodzą ze swymi problemami. Właścicielką jest młoda Weronika, pełna dobroci i zrozumienia miłośniczka kotów. Wydaje się być w pełni szczęśliwa, tylko pozazdrościć. Realia są inne. Na kartach książki odbiegamy od teraźniejszości i poznając przeszłość, dowiadujemy się całej prawdy. A kiedy znów wszystko (no, prawie wszystko) mogło się ułożyć, cały świat Weroniki legł w gruzach. W końcu życie jest nieprzewidywalne...
 
Drugą postacią wartą zauważenia jest ofiara przemocy domowej, Anastazja. Zaczęło się od pijanego ojca i składanych sobie obietnic. Wówczas mała dziewczynka nie chciała powtórzyć losu matki. Kilkanaście lat później sama zakrywała siniaki idąc ulicą. W takim stanie trafiła do Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem. Nie spodziewała się jaki to będzie miało na nią wpływ.

Książkę czyta się szybko i łatwo, ale trzeba być przygotowanym na parę zagubionych łez. Jest przeznaczona dla wszystkich, bez względu na wiek. Miłośników szybkiej akcji mogą w niej denerwować liczne retrospekcje. Mnie osobiście nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie, sądzę, że bardzo urozmaiciły fabułę. Ukazuje jakie znaczenie mogą mieć pozornie błahe gesty, słowa lub sytuacje. Jak ważni są dla nas, czasami nieznani ludzie, którzy dadzą nam impuls do działanie, do spełniania dawno już zapomnianych marzeń. Szczególnie polecam ją rodzicom, świeżo upieczonym jak i tym z dłuższym stażem. Na ile sytuacja między nimi a dziećmi przypomina tą z życia Weroniki? 

„Sukienka z mgieł” to książka, która uświadamia nam, że możemy wszystko. Nie warto się bać, trzeba działać. W końcu nawet z pozornie beznadziejnej sytuacji jest wyjście. A poza tym zawsze jest ktoś, dla kogo znaczysz więcej niż możesz sobie wyobrazić, często nawet o tym nie wiedząc.  
Loremi, 15 lat