tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

środa, 3 lutego 2016

„Stuhrmówka czyli gen wewnętrznej wolności” - Maciej Stuhr, Beata Nowicka - recenzja

Okładka książki Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką
Maciej Stuhr przez ponad 360 stron. Poniedziałek Stuhr. Wtorek Stuhr. Środa Stuhr…”

Wywiad - rzeka z polskim aktorem Maciejem Stuhrem. Kopalnia wspomnień, anegdotek i wszystko okraszone niewymuszonym żartem i humorem.

„Stuhrmówka czyli gen wewnętrznej wolności” to nowy wymiar wywiadu. Mnóstwo zdjęć, opinii innych osób. Beata Nowicka bardzo ciekawie prowadzi całą rozmowę, ma się wrażenie, że to spokojna pogawędka prowadzona wieczorem przy kubku herbaty i dobrym cieście.

Historia jest podzielona na rozdziały, które odnoszą się do kariery, współpracowników, edukacji czy życia. Każde zdjęcie czy wspomnienie nie jest zostawione same sobie, Nowicka wyciąga wszystkie szczegóły. Jednak ma się wrażenie, że Maciek wcale się przed tym nie broni…

Całość oceniam bardzo pozytywnie. Wszystko pasuje do siebie i sprawia, że naprawdę poznaje się taką sławę. To, co najmilej mnie zaskoczyło to wypowiedzi innych gwiazd czy rodziny Maćka. Dodaje to wiarygodności, ale i pewnego smaku - nie tylko przepytywany i przepytujący się wypowiada, ale i osoby pozornie postronne.

Kolejna rzecz, którą bardzo sobie cenię w tej książce to jej barwność. Nie jest typowo czarno - biała. Ponadto ilość fotografii również czytelnika nie zraża. Wręcz przeciwnie - wciąga się coraz bardziej i (jak w moim przypadku) przewraca kilka stron do przodu szukając kolejnych zdjęć młodego buntownika czy słodkiego bąbla na placu zabaw.

Słowem: to prawdziwy szturm! Porządna dawka optymizmu i mentalnego wsparcia. Po takiej lekturze na pewno uwierzycie w siebie i swoje możliwości.
Kto wie? Może i Wy macie w sobie „gen wewnętrznej wolności”?


Dydelf, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 


wtorek, 2 lutego 2016

"Dom na Wschodniej" – Sabina Jakubowska - recenzja

Okładka książki Dom na Wschodniej
Sabina Jakubowska pochodzi z Brzeska, gdzie urodziła się w 1974. Z wykształcenia jest historykiem i archeologiem. Należy do Stowarzyszenia Doula w Polsce. Obecnie mieszka w Jadownikach.

Doro jest głównym bohaterem ,,Domu na Wschodniej’’ i jednocześnie jego narratorem. Gdy wraz z mamą i małą Różą z miasta przeprowadza się na wieś położoną pod Krakowem, nie jest pewny czego się spodziewać. Jednak już w krótkim czasie poznaje niezwykłą rodzinkę, w której prym wiedzie Emma – starsza pani, jednak z siłą ducha, którą młodzi mogliby jej pozazdrościć. Igor jest jej lokajem, Franciszka kucharką, a Marianna z Julianną jej pokojówkami. Pistachu, Jachu, Konstancja, mały Wojtuś zamieniony w jelonka dopełniają obrazu tego domu. Nie tylko ich imiona są wyjątkowe, ich historie również są niezwykłe. Ale na to, by je poznać Doro będzie musiał trochę poczekać. 

W tym czasie nie będzie narzekał na nudę: pozna Oliwię, ( a także Marię, Roksanę, Glorię, Wandę, Adama i Ewę, ale to już zupełnie inne historie), zmierzy się ze swoją klasą, znajdzie stary, tajemniczy klucz i nie tylko. A w tle czekają na niego egzaminy gimnazjalne. 

Ciekawe, jak Doro da sobie z tym wszystkim radę?
No i jaką tajemnicą skrywa współczesna rodzinka Addamsów?
Dowiedzcie się koniecznie!

Od razu powiem szczerze, że nie jestem zbyt dobrze nastawiona do polskich autorów. Tym razem jednak Sabina Jakubowska miło mnie zaskoczyła. Co prawda, pierwsze 100 stron nieco mnie męczyło; nie mogłam przez nie przejść. Później jednak sama chciałam poznać odpowiedzi na różne pytania; dowiedzieć się prawdy na temat tej rodziny. Ostatnie strony chłonęłam z zapartym tchem. 

Bohaterowie pełni życia i ich poplątane losy, ciekawa fabuła…Choć wątek z kluczem i sznurem korali nie był zbyt wyeksponowany, cieszę się, że autorka na pierwszy plan wysunęła właśnie życiorysy postaci. I choć samą historię uważam za niezbyt prawdopodobną w dzisiejszym świecie, myślę, że dobrze by było gdyby czytelnicy uwierzyli w prawdziwość tej powieści. W końcu trzeba mieć nadzieję!

Także jeśli tylko przebrniecie przez pierwsze 100 stron, później powinno Wam pójść jak z płatka. Przeczytajcie!


Katia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Grupy Wydawniczej Relacja. 

"Paskudna historia" - Bernard Minier - recenzja

Okładka książki Paskudna historia
Pisarz francuski Bernard Minier, dorastający u stóp Pirenejów, jest laureatem wielu konkursów na opowiadania. Jego twórczość nie widziała światła dziennego przez 25 lat, podczas gdy Minier pracował jako urzędnik celny. Swoją debiutancką powieść „Bielszy odcień śmierci” napisał w 2011 roku. To właśnie od niej wszystko się zaczęło. „Krąg” wydany rok później, a następnie „Nie gaś światła” (książki z cyklu  „Martin Servaz”) podbiły serca czytelników na całym świecie, a sam autor został okrzyknięty „królem francuskiego kryminału”.

Książka, którą dane mi było przeczytać to „Paskudna historia” szesnastoletniego chłopca. Henry Walker lubi książki, horrory, orki i… swoje mamy. Razem z nimi mieszka na jednej z wysp archipelagu San Juan, gdzie przez większą część roku pada, a gdy nadchodzi lato, a wraz z nim turyści pragnący na własne oczy ujrzeć żywą orkę, też pada, ale trochę mniej. Tutaj wszyscy się znają, dlatego nie uchodzi uwadze mieszkańców dość niecodzienne zdarzenie, które miało miejsce w pewien szary, ponury wieczór na peryferyjnej plaży, gdy na morzu szaleje sztorm, a mało komu chce się wychodzić z domu w taką pogodę.
Dziewczyna została zamordowana. Brutalnie. Oprawca nawet nie mrugnął okiem, gdy pozbawiał to siedemnastoletnie ciało życia. 

Kim jest? 
Gdzie się ukrywa? 
Czy policja zdoła go odnaleźć, zanim zrobi to ktoś inny?

Ta historia nie tyle jest paskudna, co niesamowicie paskudna! Zarazem niesamowita i odrażająca. Bezczelność, z jaką autor bawi się uczuciami czytelnika, opisując coraz to bardziej obrzydliwe, ale też prawdziwe reakcje na ohydne zdarzenia, aż przyprawia o dreszcze. Ta książka jest mocna. Naprawdę prowadzi do odruchów wymiotnych, palpitacji serca i stanu przedzawałowego. Mimo tego, że opowiada o szesnastolatkach…

Wydaje się, że bohaterowie chodzą do liceum gdzieś niedaleko, mają podobne problemy i zainteresowania. Tak samo często się zakochują, strzelają fochy, a zaraz godzą. Jednak nie za każdym razem tak jest, czasami jedno nieostrożne słowo wystarczy, by doprowadzić do tragedii. Bernard Minier w mistrzowski sposób przedstawił nastoletnią rzeczywistość wplatając w nią dramatyczny wątek, który nie pozwoli się nudzić.

Książkę przeczytałam bardzo szybko, aż za szybko, bo teraz brakuje mi tej atmosfery, którą jest przepełniona. Uczucia niepewności, napięcia i szybszego bicia serca. Kryminał w pełnym tego słowa znaczeniu. Gorąco polecam każdemu, komu znudziła już się nuda i pragnie wyjątkowych wrażeń!



Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis. 

poniedziałek, 1 lutego 2016

"Skok" - Janet Evanovich, Lee Goldberg - recenzja

Okładka książki Skok
Kate O’Hare od lat nie narzeka na brak adrenaliny. Niekończącym się jej źródłem wydaje się Nick, mężczyzna tajemniczy, pociągający ale też nieuchwytny i bezczelny. Miliony dolarów, naładowana broń, palec na spuście, huk, kłęby dymu, pijany pilot śmigłowca i lekarski fartuch. I on. Miękkie włosy, brązowe oczy, w których lśni inteligencja, i chłopięcy uśmiech. Do tego wysportowane ciało, niesamowite poczucie humoru i pełen seksapil. Wymyślony ideał dwunastolatki, którą Kate była już jakiś czas temu, a o którego istnieniu dowiedziała się kilka lat wcześniej i od tej pory nie zaprzestała pościgu za Nickiem. Nienawidzą się, a pociągają nawzajem.

Jednak w ich pełnej napięcia znajomości dokona się niespodziewany zwrot akcji i każde z nich będzie musiało wybrać, po której stronie stanie. Skończy się śledzenie kart kredytowych, a zacznie walka o przetrwanie. Teraz już każdy fałszywy krok może doprowadzić do śmierci. 

Czy Kate i Nick poradzą sobie z postawionym przed nimi zadaniem?

„Skok” to książka autorstwa Lee Goldberga, człowieka, który stworzył detektywa Monka, i pisarki Janet Evanovich, autorki wielotomowej serii książek o łowczyni nagród Stephanie Plum. Połączenie ogromnego poczucia humoru obydwojga autorów i trzymającej w napięciu powieści sensacyjnej to właśnie magia „Skoku” – książki, od której ciężko jest się oderwać, a którą czyta się tak przyjemnie, jak bajki dla dzieci, chociaż nie ma z nimi zbyt wiele wspólnego.

Kate to silna i niezależna agentka FBI, a czekają ją zagadki kryminalne niczym te z serii o Sherlocku Holmesie, czy detektywie Monku. Gry aktorskie, przebrania, czy praktycznie niemożliwe do wykrycia iluzje to dla niej pestka. Autorzy nie podają nam rozwiązania zagadek, których jest tu całkiem sporo, na tacy. Pozwalają wysilić szare komórki i odkryć prawdę samemu…

„Skok” to nasycona dobrym humorem, pełna niespodziewanych zwrotów akcji powieść sensacyjna dla kobiet, które już od pierwszych stron wciągną się w lekturę. Dialogi są na tyle realistyczne, że wydaje się, jakby cała akcja miała miejsce naprawdę. Ja po skończeniu książki odczułam pewien brak puenty... Ale to chyba dobrze, teraz pozostało tylko czekać na kolejne części tej elektryzującej powieści!

Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów. 



"Mademoiselle Chanel" - C.W. Gortner - recenzja

Okładka książki Mademoiselle Chanel
Nawet jeśli ktoś nie interesuje się modą, to musiał słyszeć o Chanel. Nie ma wątpliwości co do tego, że Gabrielle (dla przyjaciół Coco) Chanel stworzyła prawdziwe modowe imperium. Ostatnio mówi się o wychodzących na jaw faktach z życia Coco - o tym, że była homofobką, antysemitką, niemieckim szpiegiem, lesbijką... 

Często jednak nie zdajemy sobie sprawy z tego, kim była naprawdę. I tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Pewne jest, że ją i jej rodzeństwo opuścił ojciec, a matka zmarła. Dziewczęta trafiły do szkoły przyklasztornej. Tam właśnie mała Gabrielle odkryła swoje uwielbienie do kapeluszy. Pośród surowych klasztornych murów wykształciło się również jej nastawienie na prostotę i umiar. Lata później zrewolucjonizuje ona świat mody i kanony piękna. Kobiety uwolni z gorsetów, ciężkich kapeluszy i powłóczystych sukni. Największą sławę przyniosły jej mała czarna i rewolucyjny zapach - Chanel no. 5. Sama Chanel była postacią niezwykle kontrowersyjną. Można powiedzieć, że wyprzedziła swoją epokę i poniekąd ją stworzyła, ukształtowała.

Książka mimo swojej pokaźnej grubości, jest bardzo lekka, łatwa i przyjemna. Akcja sama w sobie jest bardzo wartka i wciąga błyskawicznie. Podzielona jest na krótkie rozdziały, więc wchodzi "mimochodem" i wręcz nieświadomie. Naprawdę, ciężko jest ją odłożyć, czytelnika zżera ciekawość - co teraz się wydarzy. Postacie są bardzo barwne, a autorka nie przyćmiewa żadnej z nich, tylko wręcz uwypukla ich niesamowite cechy - jak szczypta soli w cieście.

Polecam!

Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Między Słowami. 

czwartek, 28 stycznia 2016

„Ona wraca na dobre” - Grażyna Jagielska - recenzja

.
Okładka książki Ona wraca na dobreNa sam początek muszę się przyznać, że kiedy zaczęłam lekturę tej książki, o jej autorce, Grażynie Jagielskiej, nie wiedziałam nic. Nie miałam zielonego pojęcia, że spędziła pół roku w szpitalu psychiatrycznym ze zdiagnozowanym stresem bojowym. Mojej uwadze umknął również fakt, że pani Jagielska jest równocześnie główną bohaterką książki – i choć brzmi to naprawdę głupio, wstydliwie i robi ze mnie ignorantkę, przełożyło się to na moje późniejsze „relacje” z tym utworem i warto jest o tym wspomnieć.
        

Sam początek wydawał się nudny, jednak fragmenty książki zamieszczone na „skrzydełku” zrobiły na mnie wrażenie i czytałam dalej. Była to słuszna decyzja, ponieważ w dalszej jej części pisarka umieściła pewne elementy, powiedziałabym „smaczki”: metaforyczna fascynacja rzekami, niepokój mieszkańców przed zbliżającą się falą powodziową, enigmatyczne nastawienie bohaterki. Śmiało mogę porównać je do haczyków, które zaczepiły się o mnie i wzbudziły ciekawość. Ja tym czasem czytałam dalej. Byłam oczarowana bajkowością wydarzeń w głębi egzotycznego kraju i surowymi wspomnieniami sprzed wyprawy w górę Rio Negro...

W tym momencie dotarła do mnie rzecz kluczowa i najważniejsza – autorka i pierwszoplanowa postać to ta sama osoba! Bum!
            
Wydarzenia, które wcześniej określiłabym jako po prostu ciekawe, zaczęły wydawać się nierealne i było mi naprawdę ciężko uwierzyć, że coś takiego mogło wydarzyć się naprawdę. Miałam uczucie, że tekst jest czymś bardzo, aż do przesady szczerym, zatem było dla mnie dziwnym, że autorka mogła tak bardzo się otworzyć, przelać swoje rzeczywiste emocje na papier. Akurat w miarę zbliżania się do końca coraz więcej rzeczy było zostawianych do namysłu i interpretacji czytelnikowi – zupełnie, jakby pewien odcinek podróży autorka chciała zachować już dla siebie. Dla mnie te fragmenty, które poprzednio były hojnie okraszone wszystkimi detalami oraz refleksjami, stały się wyblakłe i papierowe, co odrobinę „uwierało” podczas czytania. Frustrowałam się, nie wiedząc, o co dokładnie chodziło pani Jagielskiej. Jeśli więc gdzieś został opisany moment kulminacyjny, w którym bohaterka przeżyła swoje katharsis, a więc ten najbardziej intymny; jeśli on tam gdzieś był, ewidentnie musiałam go przegapić.
            
Nie mogę jednak nie napisać niczego o wątku Ewy, przyjaciółki Grażyny, mającej za sobą pewne traumatyczne doświadczenie. W kontraście do suchych, głównych wydarzeń, był on bardzo ciekawy. Postać Ewy była chyba jedyną, w której autentyczne istnienie mogłam uwierzyć. Mimo niesamowitej opowieści, jak żyła przed szpitalem psychiatrycznym i dramatycznego opisu tego, co działo się z nią później, jest ona „namacalna”, a przede wszystkim jej wątek jest naprawdę wciągający i moim zdaniem wnosi najwięcej do całej książki.
            
W ogólnym rozrachunku wychodzi na to, że ta pozycja jest... dobra. Nie zła, bo jest w niej dużo mądrych i dających do myślenia słów, ale nie wybitna, ponieważ główny przekaz zostaje zapodziany gdzieś po drodze. Spoiler (a może nie taki znowu spoiler?) – na trzy pytania postawione w rekomendacji z tyłu książki odpowiedzi nie dostajemy. Z drugiej strony jest to lektura trudna, przeznaczona dla starszych ode mnie odbiorców i tych, którzy z twórczością pani Jagielskiej mieli już styczność. Z jednoznacznym stwierdzeniem, jaka ona naprawdę jest, będzie problem, choć jedno jest pewne: warto jest ją przeczytać.
           

Almette, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

wtorek, 26 stycznia 2016

"Szamański blues" - Aneta Jadowska - recenzja

Szamański bluesCo detektyw może mieć wspólnego z szamanem? Można obydwu podejrzewać o jakieś tajemne praktyki, własne sposoby na odnajdywanie zaginionych, czasami też niecodzienny wygląd i podejrzliwą aparycję. Czy tak rzeczywiście jest?

Piotr Duszyński – Witkacy to były partner Dory – głównej bohaterki poprzednich książek autorki. Mężczyzna tuż przed czterdziestką z niecierpliwością oczekujący kryzysu wieku średniego, który jednak nie nadchodzi, a w każdym razie nie w taki sposób, w jaki go sobie wyobrażał nasz bohater. Nie będzie szybkich samochodów, pięknych, acz skąpo ubranych kobiet, ani tarzania się w gotówce. To nie są rozrywki godne Witkacego, chociaż pewnie takimi też by nie pogardził. Zamiast tego czeka go zapierająca dech w piersiach przygoda, której niejeden mógłby mu zazdrościć!

Witkacy nie jest zwykłym detektywem, ma rzadką umiejętność komunikowania się z duchami, wyczuwa je, przywołuje i prowadzi w stronę światła.. brzmi banalnie, ale to wcale nie jest takie proste. Nie wszystkie duchy chcą współpracować, a już w ogóle, jeśli problem nie jest z duchami, lecz z upiorami. W szpitalu na oddziale noworodków i intensywnej opieki neonatologicznej dzieją się dziwne rzeczy. Wewnętrzne postępowanie w tej sprawie nie daje rezultatów, a z każdym tygodniem przybywa zgonów. Gdy do akcji wkracza Witkacy, sprawa w końcu nabiera tempa. Jednak, czym jest to „coś” czego nie widzą zwykli śmiertelnicy, a duchy się obawiają?

Od dłuższego czasu nie miałam w rękach żadnej fantastycznej książki. Znudziły mnie powtarzające się historie o nadprzyrodzonych mocach, tajemniczych księgach i kolorowych eliksirach. Jednak Aneta Jadowska ma w sobie coś, co przyciąga jak magnes. Wystarczy jedno zdanie, czy chociaż wyrwana z kontekstu linijka, by wciągnąć czytelnika na dobre.  Wcześniej nie czytałam żadnej książki tej autorki, dlatego też „Szamański blues” to moje pierwsze spotkanie zarówno z nią, jak i z Witkacym. I na pewno nie ostatnie, przecież to dopiero początek całej „Szamańskiej serii”!

Nazwisko Anety Jadowskiej przewinęło mi się już kilka razy gdzieś na półkach w księgarni, czy też w Internecie. Dużo pozytywnych opinii jej książek sprawiło, że sięgnęłam po pozycję tej polskiej autorki. Nie zawiodłam się. Najbardziej do gustu przypadło mi poczucie humoru, którego jest tutaj pełno! Do tego naprawdę trzymająca w napięciu fabuła… Nic, tylko chce się czytać.

Zaskoczeniem dla mnie był ogromny realizm postaci mimo, że pisze to kobieta z punktu widzenia mężczyzny, co jest nie lada osiągnięciem. Witkacy świetnie dogaduje się zarówno z żywymi, jak i umarłymi. Stosuje niecodzienne sposoby na przywoływanie duchów, biorąc pod uwagę, że każdy nawet po śmierci gustuje w ziemskich przyjemnościach. I to wszystko w rytmie bluesa…

Gorąco polecam!

Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.

czwartek, 14 stycznia 2016

" Zabawa i nauka z Mikołajkiem. Lubię szkołę z Mikołajkiem" - recenzja

Zabawa i nauka z Mikołajkiem. Lubię szkołę z Mikołajkiem - Opracowanie zbioroweLubię szkołę z Mikołajkiem to zeszyty edukacyjne Wydawnictwa Znak przeznaczone dla dzieci 5-6 i 6-7 lat. Wykorzystują grafikę i motywy z popularnej serii książek autorstwa René Goscinny’ego i Jean-Jacques Sempé’go, aby zachęcić dzieci do nauki poprzez zabawę.

LUBIĘ SZKOŁĘ Z MIKOŁAJKIEM 6-7 LAT Znajdziecie tam zagadki, łamigłówki, krzyżówki, a także wiele innych pomysłów na kreatywne i pożyteczne spędzenie wolnego czasu.

Dziecko poćwiczy m. in. odróżnianie głosek od liter, spółgłosek od samogłosek,  liczenie, czytanie, pisanie, alfabet, sylaby. Będzie rozwijać motorykę i logiczne myślenie, utrwalając wiadomości zdobyte w szkole, a przy tym świetnie się bawiąc. Dzieci rozwiązując kolejne zadania nauczą się liczyć, pisać, rozpoznawać kształty i kolory świetnie się przy tym bawiąc.

Jeśli szukacie świetnego prezentu dla młodszego rodzeństwa lub kuzynostwa to z pewnością każdy brzdąc ucieszy się z takiej niespodzianki. A fani Mikołajka i jego przyjaciół bezwzględnie powinni się z tymi pozycjami zapoznać.


3sorrow, 15 lat 

Książeczki ukazały się nakładem Wydawnictwa Znak. 

"Rumuńskie kawony" - Konrad T. Lewandowski - recenzja

Okładka książki Rumuńskie kawonyPowieść kryminalna retro  -brzmi ciekawie?

Komisarz Jerzy wyrusza na wakacje ze swoją żoną, synkiem i resztą rodzinki do Zaleszczyk, koło rumuńskiej granicy. Przed urlopem dostaje ostrzeżenie od swojego znajomego o szykującym się przewrocie w Rumunii. Jednak to nie koniec. U celu zostaje zaproszony do domu baronowej. Sprawę dodatkowo komplikuje tajemnicza śmierć celnika z Gdyni, który rozmawiał z komisarzem w pociągu.

Jak rozwinie się dochodzenie?
Czy plany babci Ireny dotyczące powiększenia rodzinki dojdą do skutku?

„Rumuńskie kawony” autorstwa Konrada T. Lewandowskiego pokazuję świat dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to Polska dźwigała się z skutków pierwszej wojny światowej oraz scalała po rozbiorach. Bohaterowie są pełni optymizmu oraz woli pracy. Autor przedstawił ich bardzo realistycznie, czytając powieść ma się wrażenie, że zaraz staną koło nas.

Nie podobał mi się układ graficzny książki. Strony były zbyt gęsto zadrukowane, co mimo świetnej fabuły bardzo utrudnia czytanie i sprawia, że oczy szybko się męczą.

Polecam książkę ze względu na jej rewelacyjną akcję i prosty język. Autor mistrzowsko buduje zdania, opisy nie są przesadzone i świetnie potrafi oddać ich myśli.

„Rumuńskie kawony” są lekturą na wolne popołudnie, kiedy możemy sobie pozwolić powędrować myślami do lat trzydziestych ubiegłego wieku i pozachwycać się pięknem natury przy okazji poznać zagadkę kryminalną i dostać zastrzyku adrenaliny szukając odpowiedzi. Oczywiście na własną rękę.

Polecam

Dydelf, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa  Bollinari Publishing House.


środa, 13 stycznia 2016

"Cyngiel śmierci" – Anthony Horowitz - recenzja

Okładka książki Cyngiel śmierci
"-(…)Cóż,na takie okazje mamy ,,cyngiel  śmieci’’.
- A cóż to takiego?
-Tak nazywamy nasz system bezpieczeństwa, komandorze Bond. (…) Każda rakieta startująca z tej bazy ma w sobie mechanizm samozniszczenia. Jeżeli mamy powody wierzyć, że coś jest nie tak, wystarczy nacisnąć cyngiel i następuje eksplozja.’’

Czy wolicie oglądać agenta 007, czy też czytać o jego przygodach? Cóż, rok 2015 odpowiedział na oczekiwania zarówno widzów, jak i czytelników. Do kin wszedł ,,Spectre’’, w którym główną rolę znów zagrał Daniel Craig, natomiast Anthony Horowitz wydał książkę ,,Cyngiel śmierci’’. Filmu nie miałam jeszcze okazji ocenić, w przeciwieństwie do powieści.

Anthony Horowitz to pochodzący z Anglii pisarz i scenarzysta. Kojarzony może być z cyklem Alex Rider. Był scenarzystą w takich serialach jak ,,Poirot’’,,,Morderstwa z Midsomer’’ czy ,,Robin z Sherwood’’. Teraz zabrał się za kultowego Jamesa Bonda, biorąc na warsztat niedokończoną pracę Iana Fleminga, który to przecież powołał do życia agenta 007. O czym więc jest ta opowieść?

Gdy Bond dowiaduje się o planowanym morderstwie angielskiego kierowcy na wyścigach samochodowych, bez wahania zgadza się chronić rodaka. Nie przypuszcza wtedy do czego zaprowadzi go ta historia ani jakie kontakty może mieć ekscentryczny milioner Jason Sin. Oto bowiem na horyzoncie znów pojawia się organizacja Smiersz.

Do czego zaprowadzi Bonda ta sprawa?
Kim tak naprawdę jest Jason Sin?
I dlaczego Smiersz znowu wchodzi w paradę agentowi 007?

Stawka jest wysoka; gra toczy się o ogromne pieniądze, życie tysięcy ludzi, a przegraną może być nawet zniszczenie Stanów Zjednoczonych. Oby Bond nie zawiódł…

Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o Jamesa Bonda, to zwykłam oglądać filmy o nim, a ,,Cyngiel śmierci’’ to dla mnie pierwsza powieść, w której to agent 007 jest głównym bohaterem. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak bardzo styl Horowitza różni się od sposobu pisania Iana Fleminga. Uważam, że historia ciekawa, wiele akcji, nieśmiertelny Bond, jak zawsze z dziewczyną, tym razem z Jeopardy Lane – o ciekawym imieniu, ale i osobowości. Szybkie samochody, wartka akcja, a wszystko to z perspektywy samego agenta, który nie bez powodu ma licencję na zabijanie. Wydawałoby się, że książka idealna? Mnie jednak czegoś zabrakło. Sama nie wiem nawet, jak to określić. Tej iskierki, która sprawia, że Bond staje się prawdziwym agentem 007? A może po prostu do mnie bardziej trafiają filmy o nim? Nie mam pojęcia, faktem jest, że choć książka dobra, to po prostu nie powaliła mnie na kolana.

Uważam, że fani Bonda, ale i samego Fleminga powinni sięgnąć po ,,Cyngiel śmierci’’, chociażby dla porównania, co lepsze. 


Katia, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis. 

"Bolek i Lolek. Szalony pościg" - Rafał Witek - recenzja

Okładka książki Bolek i Lolek. Szalony pościg
Rafał Witek polski autor powieści, wierszy i słuchowisk dla dzieci i młodzieży. Ukończył Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych we Wrocławiu. W 1997 był stypendystą UNESCO w dziedzinie twórczości poetyckiej. W 2004 r. zwyciężył w konkursie na powieść dla dzieci wydawnictwa Znak. Od 2006 r. współpracuje z magazynem dla dzieci "Świerszczyk". Oprócz twórczości dziecięcej publikował także tomy wierszy dla dorosłych oraz felietony i recenzje na portalu qlturka.pl.

"Bolek i Lolek. Szalony Pościg" to kolejna, ciekawa przygoda dwóch chłopców. Spędzają oni wspólnie z rodzicami wakacje nad morzem, na których okropnie się nudzą. Szczególnie Bolek, który próbuje wymyślić sobie jakieś zajęcie.  Korzystając z telefonu, przypadkowo uruchamia Automatyczny Generator Akcji. Od tej pory zaczyna się ich przygoda. Na plaży pojawia się dmuchany banan. Pies porywa ukochaną lalkę Mani. Chłopcy próbując uratować zabawkę koleżanki ruszają w pościg i wpadają do dziury, w której pies zakopał swoją zdobycz. Niespodziewanie lądują w Australii.

Czy uda im się wrócić?
Czy odzyskają lalkę koleżanki?
Jakie przygody czekają na nich w Australii? 

Książka oprócz wspaniałej historii Bolka i Lolka zawiera również ‚‚Przewodnik Podróżnika''. Znajdziemy w nim interesujące zagadki, krzyżówkę i informacje geograficzne. Na koniec książki znajduję się również dyplom podróżnika.

Wydawnictwo Znak kolejny raz zaskakuję nas wspaniałymi przygodami Bolka i Lolka. Książka jest bardzo ciekawa, zawiera kolorowe ilustrację cieszące oko oraz atrakcyjny dodatek na końcu lektury. Mimo, iż bohaterowie znani są już od pokoleń, wciąż zaskakują nowymi pomysłami.


Gorąco polecam!

Alexis, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

wtorek, 12 stycznia 2016

"Uwodzicielki, skandalistki i seksbomby PRL" - Iwona Kienzler - recenzja

Okładka książki Uwodzicielki, skandalistki i seksbomby PRL
„Tak książka jest (…) podróżą sentymentalną w przeszłość, do czasów, kiedy cenzor miał czasem więcej do powiedzenia niż twórca, a wszystko, co wyrastało ponad przeciętność, mogło być publicznie piętnowane”


PRL- okres biedy w Polsce oraz walk z władzą. Jednak nie dla wszystkich kojarzy się tylko z szarą codziennością. W całym tym zgiełku było kilka kobiet, które potrafiły skutecznie oderwać myśli ludzi od problemów. Ich gwiazdy. Opisała je Iwona Kienzler w książce „Uwodzicielki, skandalistki i seksbomby PRL”.

Violetta Villas, znana ze swoich długich włosów i niesamowitego głosu. Wspaniała aktorka Nina Andrycz, zwana pierwszą damą teatru. One i wiele innych takich jak m.in. Agnieszka Osiecka czy Kalina Jędrusik przyciągały uwagę jak barwne ptaki w zimie.

Iwona Kienzler odkrywa przed nami nie tylko ich drogę do sławy, ale również prywatne życie. Wprowadza nas za kulisy teatru i kabaretów, plany filmowe i różnego rodzaju kluby. Pokazuje wielkie gwiazdy jako zwyczajne osoby z wielkim talentem, którym poszczęściło się w tym ciężkim okresie.

Całość jest ciekawą podróżą w dawny świat rozrywki. Każda z pań została przedstawiona na swój sposób. Autorka pokazała jak widział ją świat, rodzina i znajomi, współpracownicy, i co najcenniejsze, one same.
Jedyne co nie podobało mi się, to fakt, że wszystkie przypisy zostały umieszczone na końcu tomu.

Mimo to polecam fanom PRL-owskich piękności i ich tajemnic.


Dydelf, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Bellona.