tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

czwartek, 9 stycznia 2014

"Przywróceni" - Jason Mott - recenzja

Przywróceni - Jason MottHarold i Lucille Hargrave, długoletnie małżeństwo, pięćdziesiąt lat temu przeżyło wielką tragedię, która znacząco wpłynęła na ich późniejsze życie. W 1966 roku ich syn został wyłowiony z rzeki, dokładnie w dniu swoich ósmych urodzin. Było to ich pierwsze i ostatnie dziecko. Pięćdziesiąt lat później, gdy już pogodzili się ze swym losem i nauczyli się żyć akceptując swą przeszłość, ośmioletni Jacob powraca, jako jeden z wielu Przywróconych. To jednak dopiero początek apokalipsy...

Śmierć kogoś z rodziny jest wielkim ciosem dla jego bliskich. Ma się wtedy ciche, niemożliwe do spełnienia marzenie – aby ta osoba po prostu wróciła, żeby znów było jak dawniej. Książka udowadnia nam jednak, że gdyby to marzenie się spełniło, nie potrafilibyśmy już tej osobie zaufać i pod pozorem spokojnego życia toczylibyśmy wewnętrzną walkę z bombardującymi nas pytaniami: 

„Kim tak naprawdę jest ta postać, którą widzimy?” 
„Czy to na pewno jest ten sam człowiek, czy jego kopia, cień realnej osoby?”.

Obok opisów uczuć bohaterów przedstawiana jest też bardziej rzeczowa część tej sytuacji – usilne starania władz próbujących ją okiełznać. Państwo próbuje uspokoić obywateli, pozornie opanowując sytuację poprzez wprowadzanie różnych ustaw oraz interwencji wojska. Prawda jest jednak taka, że wszystko wymyka się spod kontroli – w pewnym momencie Przywróconych jest więcej niż Prawdziwie Żywych. Ukazuje to, jak bardzo kruchy jest ten nasz „perfekcyjny system” oraz, że człowiek w starciu z naturą jest skazany na porażkę.

Książka "Przywróceni" to wzruszająca opowieść o życiu i śmierci, wobec której nie da się przejść obojętnie. Zmusza czytelnika do refleksji, zadawania pytań bez jednoznacznej odpowiedzi. Uważam, że jest to jedna z tych książek, po które nie tylko warto, lecz wręcz powinno się sięgnąć.



Luna, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MIRA.

środa, 8 stycznia 2014

"Święta Barbara. Patronka ciężkiej pracy" - recenzja filmu


Święta Barbara. Patronka ciężkiej pracy.

Niedawno miałam okazję zobaczyć film o znanej nam wszystkim świętej Barbarze, patronce górników. Mimo, że to popularna święta, bardzo mało o niej wiemy. Dlatego tym bardziej ucieszył mnie fakt, że będę mogła zgłębić wiedzę o Niej. 

Jest to włoski film fabularny i opiera się na  wielu faktach zaczerpniętych z różnych opowieści o tej świętej, które  w połączeniu dają wzruszającą historię. Pokazuje ona jak wielkim człowiekiem była Barbara i jak wiele musiała wycierpieć, aby zostać tym kim była. Zginęła bardzo młodo  w obronie wiary chrześcijańskiej.

Film wywarł na mnie ogromne wrażenie. W sposób niesamowity ukazał życie tej niezwykłej dziewczyny, jej odwagę i wytrwałość w dążeniu do osiągnięcia celu. Film wydany przez wydawnictwo Rafael należy do kolekcji Uczta Duchowa. Jest to jedyny film fabularny opowiadający o losach św. Barbary.

Nie mogę też nie wspomnieć, że reżyserka Carmine Elia, w tytułową rolę powierzyła prześlicznej Vanessie Hessler (znanej z Asterixa na olimpiadzie), która swoim wdziękiem bardzo dużo dała temu filmowi!

Polecam tym, których patronką jest św. Barbara i tym, którzy chcą poznać biografię tej nietuzinkowej dziewczyny.


Mary Jane, 17 lat

Film ukazał się nakładem Domu Wydawniczego Rafael.





wtorek, 7 stycznia 2014

"Wołanie kukułki" - Robert Galbraith - recenzja

Robert Galbraith to tak naprawdę autorka znanej nam bestsellerowej serii o Harrym Potterze - czyli J.K. Rowling.

Wołanie kukułki - Robert GalbraithZnana modelka Lula Landry pewnego dnia popełniła samobójstwo skacząc z balkonu swojego apartamentu. Lecz jej brat John Bristow nie wierzy w samobójczą śmierć swojej siostry i dlatego zatrudnia prywatnego detektywa – Cormorana Strike’a. Strik to weteran wojny w Afganistanie. Ma kłopoty finansowe, a zlecenie Bristowa to dla niego tak naprawdę ratunek przed popadnięciem w wielkie długi. Dość skomplikowane śledztwo, wiele osób do przesłuchania, a na końcu następna ofiara pochłania detektywa bez reszty. Jest to także sposób, aby zapomnieć o tym, co ostatnio działo się w jego życiu-gdyż rozstał się z ukochaną kobietą. 

Pewnego dnia w jego kancelarii zjawia się Robin Ellacott- tymczasowa sekretarka szukająca pracy na stałe. Mimo dość niemiłego początku ich znajomości, umiejętności Robin okazują się bardzo przydatne przy prowadzonym śledztwie.


Książka Roberta Galbraitha Wołanie kukułki to bardzo dobry i genialnie napisany kryminał. 

Gdy dowiedziałam się, kto ukrywa się pod pseudonimem Robert Galbraith, byłam pewna że będzie to książka swoim stylem podobna do przygód czarodzieja znanego chyba każdemu z nas. Jednak już czytając prolog wiedziałam, że tak się nie stanie i książka pochłonęła mnie bez reszty. Przygody detektywa i rozwiązywane przez niego śledztwa są ciekawe. Autor gra z czytelnikiem rzucając podejrzenia o zabójstwo supermodelki wciąż to na inne osoby. Akcja trzyma do ostatniej strony, a koniec zaskakuje. W dodatku okładka tej książki od razu wpada w oko czytelnika swoją kolorystyką a i trzeba przyznać, że tytuł też przyciąga. 

Informacja zawarta na końcu książki, że ta powieść to początek przygód detektywa Cormorana Strike’a bardzo mnie ucieszyła. Już się nie mogę doczekać następnych części, a wszystkim polecam Wołanie kukułki.


Grazia, 17 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego,
 a do recenzji przekazał nam ją Publicat.

"Kłamstwa Locke'a Lamory" - Scott Lynch - recenzja

            Tym razem na początek przedstawię Wam cytacik:

Kłamstwa Locke'a Lamory - Scott Lynch„ – […] Kieszonkowcy okradają zwykłych ludzi, którzy okradają naiwniaków, capa Barsavi okrada złodziei oraz zwykłych ludzi, pomniejsza szlachta okrada wszystkich, a książę Nicovante od czasu do czasu wyrusza i grabi do szczętu [..], nie wspominając już o tym, co robi własnej szlachcie i zwykłym obywatelom.
- Co czyni z nas złodziei okradających złodziei i udających złodziei, którzy pracują dla złodzieja okradającego innych złodziei.”

Tak, wiem, że to długi cytat, ale czymże on jest w obliczu liczącego nieco ponad pięćset stronic tomiszcza… A poza tym, gdy tylko go przeczytałam, obiecałam sobie, że to właśnie nim wprowadzę Was w świat Niecnych Dżentelmenów.

A więc witajcie w Camorrze! Witajcie w pięknym mieście stworzonym z kilku wysepek, podzielonym na skrajnie różne dzielnice, siedzibie wielu złodziejskich gangów. Scott Lynch zaprasza do zapoznania się z tym miastem właśnie z punktu widzenia złodziei. A ja się do tego zaproszenia dołączam.

Niecni Dżentelmeni w składzie: Calo i Galdo Sanza – bliźniacy, mistrzowie kantowania w kartach i wybitni kucharze, Locke Lamora – szef, mały i wątły, ale nadzwyczaj błyskotliwy, Jean Tannen – gangowy wrażliwiec, czyta poezję, pełni funkcję mięśniaka – zabójcy, Pędrak – nowicjusz. Oto główni bohaterowie, którzy na pozór prowadzą życie pomniejszego gangu. Przecież nie wszyscy muszą wiedzieć, że tak naprawdę Niecni Dżentelmeni są wręcz obrzydliwie bogaci. A już na pewno nie ci, którym trzeba płacić podatki. Bohaterom wszystko idzie jak po maśle, aż nagle… Po prostu zaczyna się sypać. To już przestaje być kwestia pieniędzy. Zaczyna się walka na śmierć, życie, złoto, krew, trucizny, ogień, wszystko, czym da się walczyć. Nieodzownym elementem jest... zemsta.

Ja zwyczajnie zakochałam się w języku, jakim została napisana ta książka. Autor ma niezwykłe wyczucie ironii, sarkazmu i cynizmu, właściwie je dawkuje, czasami łącząc z chłodną logiką, a kiedy indziej… Po prostu nie. Nawet w chwilach grozy nie brakuje humoru. Czyta się świetnie. Podziwiam bezgranicznie Lyncha, ale głęboki ukłon składam także w stronę tłumacza, bo myślę, że trafił mu się twardy orzech do zgryzienia, a jednak dał sobie z nim radę. Postacie są tak idealnie wpasowane w środowisko, że aż niezwykłe. Moim zdaniem najbardziej rozbrajający ze wszystkich jest Pędrak. Tło – miasto pełne zaułków i złodziejskich kryjówek, zaplanowane po mistrzowsku w cieniu szklanych wież.

Książka napisana jest w ciekawej formie, bo po każdym rozdziale czeka nas interludium. Przeszłość, przyszłość i różne anegdoty splatają się na teraźniejszość. Nie da się tego czytać na wyrywki. Akcja jest szybka, pełna zwrotów i niespodziewanych komplikacji, które często komplikują się w jeszcze bardziej skomplikowane. Myślę, że wcale nie tak ciężko jest się pogubić.
            
Mogę tak pisać i pisać, bo muszę przyznać, że książka bardzo mi się spodobała. Ogłaszam też wszem i wobec, że rozpoczynam „polowanie” na inne książki autorstwa Scotta Lyncha, ponieważ odczuwam niedosyt stylu, jakim napisane są „Kłamstwa Locke’a Lamory”.
            
Reasumując, zatopienie się w barwnym światku złodziejskim urokliwej Camorry polecam każdemu, kto szuka dobrej książki na zimę. I wszystkim innym też.


Karczuś, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

"Minimalizm jako sposób na życie w dobrobycie" – Emil Borkowicz – recenzja

Minimalizm jako sposób na życie w dobrobycie - Emil Borkowicz„Minimalizm jako sposób na życie w dobrobycie” została napisana przez naszego rówieśnika, licealistę, który zdecydował się opowiedzieć o swoim sposobie na życie - Emila Borkowicza. 

Książka powstała z myślą o ludziach, których zbytnio wciągnął konsumpcjonizm – zjawisko zdecydowanie negatywne, aczkolwiek charakterystyczne dla współczesnych czasów. Emil zauważył, że w XXI wieku życie zbyt często skupione jest wokół pracy, która jest traktowana jako obowiązek i źródło dochodów, za które można kupić kolejne dobra. Autor uważa, że ludzie żyją w ciągłym biegu, wszędzie się spieszą, stają się materialistami.

Książka ma przekonać takie osoby, że są w życiu wartości wyższe, niż praca i rzeczy bardziej potrzebne niż kolejna para butów. Toteż autor na kolejnych kartach przekonuje nas, żeby zamiast kupować kolejne niepotrzebne przedmioty spożytkować pieniądze na inne cele – realizację swoich pasji, spełnienie marzeń.

Oczywiście nie każdy czytelnik musi wprowadzić w życie metody zaprezentowane przez Emila, jednak osobiście uważam iż tego typu lektura nikomu nie zaszkodzi. Książka skłania do przemyśleń nad tym, czy moje życie nie jest zbytnio skupione na dobrach konsumpcyjnych.

„Minimalizm jako sposób na życie w dobrobycie” oprócz tekstu ciągłego zawiera wiele przydatnych tabelek, które mają przybliżyć czytelnikom idee autora. Jest to niewątpliwie wielki plus.
W lekturze przeszkadzał mi tylko chwilami zbyt wyniosły styl i naukowy język, a także pojawiające się błędy gramatyczne. Tak młodemu autorowi można to jednak wybaczyć.

Jak już wcześniej wspomniałam – podoba mi się sama idea książki i bardzo chętnie polecę ją swoim znajomym. Uważam, że taka lektura jest potrzebna, żeby na chwilkę zwolnić i w codziennym pośpiechu znaleźć chwilę na refleksję nad własnym życiem.


Lucienne, 16 lat 

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Autora.

piątek, 3 stycznia 2014

"Berlin, późne lato" – Grzegorz Kozera – recenzja

Berlin, późne lato - Grzegorz KozeraPowieść pt. „Berlin, późne lato” przybliża nam czas II wojny światowej. Jest rok 1943,  koniec sierpnia. Głównym bohaterem książki jest Otto Peters, który niegdyś był pisarzem. Otto jest samotnym mężczyzną, któremu zmarła żona, a jego jedyny syn zginął na froncie. Mężczyzna mieszka samotnie i pracuje w księgarni.

Pewnego dnia Otto dostaje propozycję pracy nad scenariuszem filmu. Jego w miarę spokojne życie, jeżeli takim można nazwać życie podczas wojny, zostaje zakłócone. Spotyka on na swojej drodze Polkę, która ukrywa się w piwnicy, jak się później okazuje jest ona poszukiwana przez Gestapo, gdyż udało jej się zbiec z obozu koncentracyjnego.
Wtedy właśnie Otto staje przed dylematem, jak powinien się zachować. 

Czy pomóc Halinie? 
Czy wydać ją władzom Trzeciej Rzeszy?

Mężczyzna podejmuje niezwykle odważną, jak na owe czasy, decyzję - zabiera kobietę do swojego mieszkania. Okazuje się, że Halina jest  niezmiernie wycieńczona i potrzebuje pomocy lekarskiej oraz antybiotyku, aby mogła przeżyć kolejne dni. Kolejne strony powieści ukazują nam ogromne starania mężczyzny, które podejmuje, żeby pomóc Halinie. Otto działa na korzyść kobiety mimo ogromnego ryzyka, z którym związana jest ta pomoc. W końcu między dwojgiem ludzi rodzi się uczucie, które pozornie było niemożliwe – przecież tych dwoje więcej dzieli niż łączy..

Książka jest napisana przystępnym językiem, łatwo i szybko się ją czyta. Dostarcza wielu wzruszeń, silnie działa na emocje czytelnika. Przeznaczona jest ona zarówno dla młodego czytelnika oraz osób dojrzałych. 


Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura,
 a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras.

"Kobieta w 1000°C" - Hallgrimur Helgason - recenzja

Kobieta w 1000°C - Hallgrímur Helgason
Powieść o bardzo intrygującym tytule „Kobieta w 1000°C” przedstawia losy 80-letniej kobiety - wnuczki prezydenta Islandii.


Główną bohaterkę poznajemy już na pierwszych kartach książki. Herbjorg Maria Brojnsson opisuje swoje życie od momentu narodzenia w 1929, aż do śmierci. Dowiadujemy się, że kobieta mieszka w garażu z dwojgiem „towarzyszy” – laptopem i granatem ręcznym.

Postać ma bardzo rozbudowany portret psychologiczny. Największy wpływ na jej psychikę wywarła druga wojna światowa (kobieta nie rozstaje się praktycznie ze swoim najważniejszym klejnotem - granatem - który to dostała w dzieciństwie od swojego ojca).

W książce napotykamy wiele wtrąceń i retrospekcji, dzięki nim dowiadujemy się coraz więcej o przeżyciach bohaterki, poznajemy jej historię. Co ważne – w powieści bardzo dobrze zarysowane jest tło historyczne. Autor dość dobitnie i czasami drastycznie zapoznaje czytelników z rzeczywistością II wojny światowej.

Pozornie mogłoby wydawać się, że „Kobieta w 1000°C” będzie książką napisaną bardzo poważnym językiem. Nic bardziej mylnego! Hallgrimur Helgason udowodnił, że o trudnych sprawach da się opowiadać humorystycznie.

Z powieścią przeżyłam chwile pełne wzruszeń, ale nie tylko. Czasami uśmiechałam się czytając kolejne strony, jednak pojawiały się fragmenty, które doprowadzały mnie do przerażenia, szoku i smutku. Z każdym kolejnym zdaniem czułam się coraz bardziej zżyta z bohaterką i nauczyłam się odczuwać jej emocje. 

Jednak skąd wziął się taki, a nie inny tytuł? Dowiecie się tylko czytając tę niesamowitą powieść.

Gorąco polecam i życzę miłych chwil z lekturą.


Lucienne, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

czwartek, 2 stycznia 2014

"Wszystkie chwyty dozwolone" - Liz Fielding - recenzja

Liz Fielding jest popularną brytyjską autorką ponad 50 romansów. Zdobyła Romance Writers of America RITA Award w 2006 roku, za najlepszy krótki romans....

Wszystkie chwyty dozwolone - Liz FieldingClaibourne&Farraday to najbardziej luksusowy i ekskluzywny dom towarowy w samym sercu Nowego Yorku. Do tej pory tym imperium pomagały rządzić ojcu trzy siostry Claibourne: Romana, India i Flora. Lecz gdy ojciec po zawale odchodzi na emeryturę, w wyniku dawnej umowy firmę mają ją przejąć trzej bracia Farraday: Niall, Bram i Jordan. 

W szczególności Jordan walczy o to, żeby odzyskać pełną kontrolę nad domem towarowym. Aby to osiągnąć bracia zawarli między sobą umowę, że każdy z nich przez miesiąc będzie obserwował jedną z sióstr. I w tym momencie zaczynają się prawdziwe kłopoty jak i przygody…. 

Na pierwszy ogień poszła Romana i Niall,a potem Flora i Bram a na końcu India i Jordan. Siostry zaczęły walczyć o swoje- przecież nie mogą pozwolić, aby ktoś odebrał im tak naprawdę całe dotychczasowe życie.



Książka Liz Fielding Wszytstkie chwyty dozwolone to lekka i przyjemna lektura. Historie sióstr Claibourne i braci Farraday rozbawiają w pewnych momentach do łez. W dodatku ciekawa okładka na pewno zachęca do otworzenia tej książki, która składa się z trzech części, każda o innej parze.  

Mimo, że nie przepadam za książkami opowiadającymi  o idealnym wprost idyllicznym życiu, ta jak najbardziej przypadła mi do gustu, po prostu pochłonęłam ją jednego wieczoru. Polecam wszystkim, którzy chcą zapomnieć na chwilę o swoich troskach i przenieść się do idealnego, "wielkiego" świata...

Grazia, 17 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MIRA.


"Przerwany rejs"- Heike Dorsch- recenzja

Przerwany rejs - Heike DorshBiorąc książkę z "recenzenckiego" regału szkolnej biblioteki przez chwilę przemknęła mi myśl: "Hm, obieujący tytuł.". Następnego wieczoru sięgając po książkę zastanawiałam się z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Fantasy, kryminał, science- fiction? 

Otwierając książkę całkiem przypadkowo natrafiłam na znajdujące się w samym środku zdjęcia. Zaskoczona dokładniej obejrzałam okładkę. Nic niezwykłego. Tytuł, autor, krótka notka. Moją uwagę przykuły jednak dwa słowa zapisane u rogu:  "Prawdziwa historia"! Przez całe swoje życie  nie przeczytałam choćby jednej książki opierającej się na prawdziwej historii. Chociaż no może... To nie ważne! Postanowiłam wziąć się w garść i nie zważając na niedokończone wypracowanie z polskiego zaczęłam czytać.


Czy to możliwe by coś co zaczyna się tak obiecująco skończyło się tak tragicznie? Historia Heike i Stefana dogłębnie mnie poruszyła. Ois podrózy dookoła świata taki niesamowity. Tyle szczęścia, by na końcu zaznać takiej tragedii? Nie mogę wam nic zdradzić, aby nie popsuć przyjemności czytania. Zamykając książkę wpatrywałam się w okno i myślałam o Przerwanym rejsie.

Książka, która tak mną wstrząsnęła jest bezwarunkowo godna polecenia! Zastanawiam się tylko nad jednym: Czy ten rejs na pewno został przerwany?

Sprawdźcie sami, a nie pożałujecie!


Bestseller, 13 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Hachette.

"Tajemnica Diabelskiego Kręgu" - Anna Kańtoch - recenzja

Tajemnica Diabelskiego Kręgu - Anna Kańtoch
W powojennej Polsce nastają twarde rządy. Ludzie podnoszą się po II wojnie światowej, kształtuje się nowa rzeczywistość i zupełnie inny świat… pełen aniołów. Trzynastoletnia Nina pamięta dzień, w którym po raz pierwszy ujrzała skrzydlatego. Teraz jeden z nich – przechowywany u sąsiadów, o którym nie może dowiedzieć się milicja i inne organy państwa – wybiera właśnie ją i zaprasza na wakacje w tajemniczym klasztorze w niewielkiej, cichej miejscowości Markoty. Ale dlaczego akurat Nina? Przecież jest tylko zwykłą trzynastoletnią dziewczyną zakochaną w sztuce. Co więc jest w niej takiego niezwykłego?


Zauważyliście, że w ostatnim czasie na rynku wydawniczym ukazało się mnóstwo pozycji polskich autorów? Najczęściej polscy pisarze chcą stworzyć coś podobnego do literatury zagranicznej, uparcie nadając bohaterom angielskie imiona, osadzając miejsce akcji daleko za granicą, a w ogóle nie zwracając uwagi na to, że nasza kochana Polska też może być ciekawym miejscem na pojedynki różnych, często wrogich sobie sił. Pani Kańtoch skorzystała z uroku naszego kraju oraz z sytuacji w powojennej Polsce. Tajemnica Diabelskiego Kręgu to polski odpowiednik zagranicznej fantastyki. Pytanie tylko, czy wystarczająco dobry?

No właśnie, w tym rzecz, że książka, która zapowiadała się na kawał dobrej lektury wcale taka nie była. Byłam napędzona pozytywną energią i przyciąganiem do powieści Pani Kańtoch, lecz cały entuzjazm wyparował, kiedy zaczęły dawać o sobie znać pierwsze negatywne strony historii Niny. Aby było przyjemniej i aby od razu nie wytykać błędów zacznę od plusów.

Dla mnie, jako dla miłośniczki historii powojennej Polski, miłym zaskoczeniem było osadzenie akcji w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Najczęściej można spotkać czasy współczesne, średniowiecze lub dziewiętnasty wiek, a tutaj – tadam! – kilka lat po zakończeniu II wojny światowej. Niewątpliwie lata pięćdziesiąte dodają Tajemnicy Diabelskiego Kręgu uroku i klimatu, takiego przyjemnego, swojskiego i rzadko spotykanego w innych książkach. Od razu czuć, że jest to Polska. Jako że w swoim krótkim życiu usłyszałam mnóstwo historyjek o czasach, kiedy Polska podnosiła się z gruzów, wyobrażenie sobie naznaczonych wojną miasteczek było dla mnie bardzo proste. Tym sposobem na konto Tajemnicy Diabelskiego Kręgu wpłynęły pierwsze plusy, które sprawiały, że chętniej przechodziłam do kolejnych rozdziałów.

Bez dwóch zdań do plusów należy również zaliczyć ilustracje! Rany, jak ja dawno nie czytałam książki z obrazkami! Co prawda nie było ich wiele – zaledwie kilka – ale ich wykonanie, dbałość o szczegóły, przekaz i sama obecność między stronami uatrakcyjniły całą powieść. Były naprawdę śliczne i cudownie wykonane. Nie spodziewałam się takiego przyjemnego dodatku. Aż poczułam się jak mała dziewczynka wkraczająca dopiero w świat literatury, kiedy to ilustracje pomagały zrozumieć treść i powoli wpływały na kształtowanie się wyobraźni… Ach, dzieciństwo…

Okej, pora zakończyć wzdychanie nad obrazkami i przybliżyć Wam kolejną mocną stronę Tajemnicy Diabelskiego Kręgu – niestety ostatnią. Jest nią bardzo przyjemny styl Pani Kańtoch, w sam raz dla trochę młodszych czytelników. Mnie osobiście – odrobinę starszej czytelniczce – do pewnego momentu czytało się lekko i bez problemów. Kwestią kilku minut było „połknięcie” pierwszych dziesięciu stron. Narracja trzecioosobowa zadbała o to, aby treść nie okazała się banalna i dziecinna. Jestem pewna, że młodsi czytelnicy będą mogli nauczyć się czegoś już z samego języka, jakim posługuje się autorka.
Ale chwila – „do pewnego momentu czytało się lekko i bez problemów”. Właśnie… Czym jest ten „pewien moment”? Hm, na pewno czymś, co zmieniło ocenę Tajemnicy Diabelskiego Kręgu i namieszało w odbiorze, nie uważacie tak? Jeśli zgadzacie się z tym, to macie rację, bo ów moment faktycznie zaniżył wysokie noty zapowiadającej się na ciekawą powieść Pani Kańtoch o czym mowa? Właściwie są to dwie rzeczy:

Brak większej akcji. Nie licząc, rzecz jasna, punktu kulminacyjnego przez całą powieść najnormalniej w świecie nudziłam się. Przeczytanie kolejnych kilku stron było dla mnie męczarnią. Ogólnie rzecz biorąc z Tajemnicą Diabelskiego Kręgu spędziłam kilka bardzo, bardzo, bardzo długich dni. W czasie lektury odpływałam myślami, często chciało mi się spać, oczy same się kleiły, a wszystko to przez brak akcji. Owszem, czasami zdarzało się coś ciekawego, jakiś moment przełomowy, lecz trwał on zwykle króciutko i na następnych stronach Nina oraz jej przyjaciele powracali do rozwiązywania zagadki. Niby coś się dzieje – w końcu owa tajemnica Diabelskiego Kręgu była interesująca – ale tak naprawdę nie było nic, co przykułoby moją uwagę i sprawiło, że chętnie powracałam do lektury. Szczerze powiedziawszy po trzecim rozdziale czytanie Tajemnicy Diabelskiego Kręgu stało się dla mnie mordęgą napędzaną nadzieją, że jeszcze trafi się jakiś naprawdę ciekawy fragment. W sumie dobrnęłam do końca w jakiś magiczny sposób (nareszcie mam prawdziwe moce!).

Drugim dosyć poważnym minusem Tajemnicy Diabelskiego Kręgu jest długość rozdziałów. Załóżmy, że książka ma być kierowana do młodzieży w wieku 11-14 lat – opis, okładka, fabuła mówią same za siebie, no i rzecz jasna moje ukochane obrazki! Oczywiście niekoniecznie, ale taki jest zamysł (teoretycznie po Tajemnicę Diabelskiego Kręgu śmiało może sięgnąć każdy). Jeśli przyjmujemy taki przedział wiekowy, to rozdziały są stanowczo za długie dla takich czytelników! Może dla nas 30-40 stron to nic wielkiego (w końcu dziennie połykamy więcej!), ale dla młodszego czytelnika to nie lada wyzwanie. Przypomnijcie sobie swoją pierwszą dłuższą książkę, taką prawdziwą przygodę – przeczytaliście ją w jeden, dwa dni czy z większymi odstępami? Pragnę również wziąć pod uwagę to, że w rozdziałach nie ma odstępów w akcji –  między jedną czynnością a drugą nie ma przerwy. Chociażby taki dzień i noc. Autorka tylko powiadamia czytelnika słowami „Następnego dnia…”, a przecież w tym miejscu mógłby być odstęp, w którym można przerwać czytanie, odetchnąć, wykonać swoje obowiązki i powrócić do czytania. Urywanie w połowie rozdziału jest trochę denerwujące, bo zamiast od razu zacząć czytać musimy najpierw znaleźć fragment, na którym zakończyliśmy czytanie, przypomnieć sobie, o co chodziło w tym rozdziale i dopiero wtedy kontynuować przygodę. W moim przypadku najwięcej czasu na czytanie mam wieczorem, przed snem, ale kiedy spotykam się z brakiem akcji i mega długimi rozdziałami powieki natychmiast mi opadają i często nie potrafię skupić się na treści.

Koniec końców pasowałoby podsumować to i owo. Gdyby nie te dwa jak dla mnie ogromne minusy, Tajemnica Diabelskiego Kręgu najprawdopodobniej okazałaby się jedną z lepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku. Naprawdę zapowiadała się na niezłą lekturę. Niestety tak się nie stało. Niby tylko dwie rzeczy, a jednak tak wpłynęły na ocenę. Mogłabym jeszcze opowiedzieć o bohaterach, lecz po co mam nadmieniać, że są schematyczni, skoro po młodzieżowej lekturze można się tego spodziewać? Uprzedzam, że szablonowych postaci nie włączam ani w minusy, ani w plusy. Po prostu są, autorka ładnie wplotła ich do historii, ale fakt faktem zabrakło mi w nich iskierki życia. Nina jeszcze ujdzie, ale Tamara czy Jacek… Hej, dobra, bohaterów zostawiam w spokoju! Byli całkiem ciekawi – idealni przyjaciele dla młodego czytelnika.

W trakcie recenzji zaliczyłam powieść Pani Kańtoch do literatury dla młodzieży 11-14 lat, ale tak naprawdę po Tajemnicę Diabelskiego Kręgu może sięgnąć każdy, bez względu na wiek. Jest to jedna z tych książek dla każdego. Nie kłamię. Niewymagający czytelnik może mile spędzić z nią czas.

Jeśli nie zwracacie uwagi na brak akcji i mega długie rozdziały, to śmiało chwytajcie książkę Anny Kańtoch – a nuż Wam bardziej przypadnie do gustu niż mi. Cóż… warto spróbować! 


Layla, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Uroboros.

"Smaki marzeń" - Beata Śniechowska - recenzja

Smaki marzeń. Książka zwycięzcy programu MasterChef - Beata ŚniechowskaBeata Śniechowska ma 28 lat i urodziła się w Zgorzelcu. Jest doktorantką w Instytucie Klimatyzacji i Ogrzewnictwa Politechniki Wrocławskiej. Gotowanie to jej największa pasja, ale także odskocznia od rzeczywistości. Oprócz gotowania lubi pływać i łowić ryby. W tym roku wygrała drugą polską edycję kulinarnego show MasterChef.

Smaki marzeń to debiutancka książka kulinarna pani Beaty (miejmy nadzieje, że nie ostatnia), w której jest zamieszczonych ponad 60 przepisów naprawdę dla każdego. Autorka zapewnia, że inspiracje czerpała z różnych kuchni świata, a także, że używa mało skomplikowanych i łatwo dostępnych składników - co może przekonać nawet osobę, która nie za bardzo lubi gotować!

Książka podzielona jest na sześć rozdziałów: Na mniejszy apetyt, … gdy przyjdą goście, Restauracja w twoim domu, Przy rodzinnym stole, Małe co nieco na poprawę nastroju oraz Moje laboratorium smaku. Dzięki takiemu podziałowi każdy znajdzie coś dla siebie.


Książka Beaty Śniechowskiej pt. Smaki marzeń to godna uwagi pozycja kulinarna. Każdy przepis opatrzony jest fajnym i apetycznym zdjęciem. A w samych przepisać widać, że autorka włożyła wiele serca w swoją książkę. Polecam książkę, która jest dobra nie tylko na prezenty, ale przyda się w kuchni każdej pani domu na codzień i od święta. 


Grazia, 17 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

"Sekundnik" - Barbara Stenka - recenzja

Sekundnik - Barbara Stenka
Wielu z nas narzeka na swoich rodziców. Powody są różne… Błahe, takie jak np. sprzątnięcie pokoju przez mamę czy ciągłe zaganianie do nauki przez tatę. Są jednak sytuacje, że to ciągłe narzekanie naszych rodziców są jak muzyka dla ucha… byleby tylko byli przy nas i nas kochali…


Piętnastoletnia Ara mieszka w ,,złej dzielnicy”. Codziennie widzi pijaków, słyszy krzyki zza drzwi sąsiadów, obserwuje dzieci bawiące się obok śmieci, które wypadły z śmietnika. Jej matka ciągle na nią krzyczy, obraża ją, nazywa zakałą rodziny, nie pozwala na nic. Ojciec jest bierny. Patrzy w telewizor, a w ręku dzierży piwo. Jej 9 – letni brat Jarek również sprawia jej wiele przykrości. W szkole dziewczyna nie ma przyjaciół. Jest samotna.
     
Jedyną rzeczą, która sprawia jej przyjemność to projektowanie zegarków. Zwłaszcza wskazówek, a najbardziej sekundników. Uwielbia ich kształty oraz to, że widać czas, który one mierzą. Nie to co minutniki czy ,,godzinniki”. Pewnego dnia wracając do domu widzi jak pewien chłopak jest bity. Powinna zareagować, ale ona tylko stoi. Jednakże napastnicy uciekają. Dziewczyna przygląda się ofierze i nie może uwierzyć własnym oczom. Ten chłopak wygląda jak dziewczyna!!! Ma różowy podkoszulek i kolorowe spodnie. Na domiar złego na koszulce na cekinowe usta. Ara ucieka do domu.

Parę dni później, znów spotyka TEGO CHŁOPAKA. Okazuje się, że ma na imię Leon i przeprowadził się niedawno. Od słowa do słowa nawiązuje się między nimi przyjaźń. W tym samym czasie matka Ary znika. Zaburza to cały rytm funkcjonowania rodziny, bo choć ciągle narzekała to przecież też gotowała obiady, prała i sprzątała. Dzieci bardzo się boją o matkę, a ojciec w ogóle nie przejmuje się nagłym zniknięciem żony. Po paru dniach ,,głowa rodziny” wraca. A potem znowu to samo. Ara postanawia śledzić matkę i poznać jej sekret. Leon postanawia jej pomóc.

    Co odkryje Ara?
    Czy starczy jej odwagi?

 ,,Sekundnik” to zdecydowanie książka, którą powinien przeczytać KAŻDY. Przynajmniej na chwilę można się też zastanowić nad własną rodziną. Dzieci docenią swoich rodziców, a rodzice dzieci. Tak, tak, to też obowiązkowa powieść dla dorosłych ;). W ukazanych postaciach można znaleźć wiele cech, które sami posiadamy, a nie zawsze są  one dobre. Warto spróbować zmienić parę rzeczy, bo niewykluczone, iż jakość atmosfery w domu radykalnie się poprawi.

Autorka ,,Sekundnika” to Barbara Stenka. Jest ona również poetką, autorką scenariuszy i piosenek. To laureatka wielu konkursów: im. Jana Brzechwy, Festiwalu Piosenki Aktorskiej i wielu innych. Otrzymała także wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2011 Polskiej Sekcji IBBY.

Moim zdaniem, ,,Sekundnik” to książka doskonała zwłaszcza teraz, na święta. Będzie teraz więcej spokoju i czasu, by móc zachwycić się tą historią. Na zachętę powiem Wam jeszcze, że zakończenie zdziwi was, oczaruje i rozśmieszy.
   

Gorąco polecam!!!

Nikki, 15 lat





Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literatura.