tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

czwartek, 14 maja 2015

"Spacer po Księżycu" - Hergé - recenzja

Okładka książki Spacer po KsiężycuKomiks początkowo przypominający dziesiątki innych podobnych formatem i wyglądem, po pierwszych stronach lektury okazuje się czymś zupełnie innym. To obrazkowy podręcznik do fizyki i astronomii! Prawa fizyczne zostały przedstawione w prosty i przystępny sposób. Żaden z czytelników, nawet tych młodszych, nie powinien mieć problemów z przyswojeniem treści „Spaceru po księżycu”, a nawet ze zrozumieniem w ten miły i przyjazny sposób, ważniejszych praw fizyki.

Jest to jeden z dwudziestu czterech komiksów o przygodach Tintina. Podróżnik do tej pory ma już na swoim koncie między innymi wizytę w Kongo, odkrywanie „Tajemnicy Jednorożca”, poszukiwanie „Skarbu szkarłatnego Rackhama”. 

Akcja toczy się w przestrzeni kosmicznej. Główny bohater, piesek Miluś, Kapitan Baryłka, profesor Lakmus i inżynier Wolff wybierają się w pierwszą w historii podróż na Księżyc. Jedyna w swoim rodzaju, totalnie nieposkładana i pozornie niepasująca do siebie drużyna wyrusza w dwutygodniową wyprawę na nieodkryty dotąd ląd. Po drodze jednak okazuje się, że nie są jedynymi ludźmi w kosmosie. Ich rakieta ma niezapowiedzianych pasażerów, którzy postarają się przeszkodzić naszym odkrywcom. Co więcej, ich rozmowy z centralą na Ziemi, są podsłuchiwane…
            
Chwile niepewności, czy starczy powietrza na powrót na naszą planetę, momenty załamania i kryzysu, gdy nie ma możliwości powrotu do rakiety, minuty strachu, gdy jeden  z członków opuszcza statek. Wszystkie te sytuacje sprawią wrażenie na nawet najbardziej „sztywnym” czytelniku. Nie da się przejść obojętnie, gdy człowiek jest na skraju życia i śmierci. W tym momencie przystajemy i staramy się coś zrobić. Właśnie tak się dzieje podczas lektury „Spaceru po Księżycu”. Kibicujemy  papierowej załodze do chwili ostatecznego lądowania. Komiks, mimo typowej, obrazkowej formy, posiada także dość długie teksty. To w nich zawarta jest cała esencja fizyki i astronomii przeplatanej z nutką dobrego kryminału.

Ze względu na treść (wypowiedzi policjantów nie są do końca inteligentne, a jeden z odkrywców jest alkoholikiem), nie jestem pewna, czy jest to pozycja przeznaczona do młodszych czytelników, ale myślę, że dla gimnazjalisty i starszych będzie to ciekawe doświadczenie literackie.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont. 

„Księżycowy Kamień” – Wilkie Collins – recenzja

Okładka książki Księżycowy KamieńWilkie Collins to XIX – wieczny angielski powieściopisarz, dramaturg, autor opowiadań i prekursor powieści detektywistycznych. „Księżycowy kamień” jest uważany za pierwszą powieść tego gatunku. Inne znane dzieła jego autorstwa to „Kobieta w bieli”, „Tajemnica pałacu w Wenecji” i „Armadale”.

Rachel Verinder w dniu swoich osiemnastych urodzin dostaje w prezencie Księżycowy Kamień – wielki diament zdobiący kiedyś posąg hinduskiego bożka. Jest to prezent od zmarłego wuja, oficera armii w Indiach, który tuż przed śmiercią zapisał jej go w testamencie. Legendy głoszą, że ten niezwykle wartościowy kamień szlachetny przynosi nieszczęście i pech.

Nikt nie wierzy w plotki, dopóki nie okazuje się, że tropem skarbu podąża trzech hinduskich mnichów gotowych oddać życie za przywrócenie diamentu na dawne miejsce.
Rachel nie ma jednak okazji zastanowić się nad niebezpieczeństwem, jakie niesie ze sobą niezwykły prezent  -  znika on tej samej nocy, a w domu rodziny Verinder zaczynają dziać się dziwne rzeczy…
Kłótnie, kradzieże, sekrety, samobójstwa – ciężar wszystkich zbrodni zdaje się przytłaczać młodą dziewczynę, która by uciec od przeszłości i natrętnego detektywa wyjeżdża do Londynu. Klątwa Kamienia nie opuszcza jej jednak nawet tam. Tak samo jak trzech tajemniczych hindusów…

„Księżycowy kamień” ma bardzo ciekawą fabułę, samo streszczenie potrafi przyciągnąć uwagę. Podoba mi się pomysł, aby całą historię przedstawić z punktu widzenia różnych osób, że narratorów jest kilkoro, a każdy wprowadza do obiektywnej relacji nutkę swojej własnej osobowości. Książka trafnie ukazuje realia epoki, relacje w rodzinie z wyższych sfer i ówczesną codzienność.
 Tu jednak plusy się kończą.

Choć historia jest ciekawa, tonie w nadmiarze zbędnych słów, opisów, i pobocznych wątków. Zmiana szyku zdań i mnogość archaizmów sprawiają, że powieść ciężko się czyta, trudno przebrnąć zwłaszcza przez kilka pierwszych rozdziałów, a w dodatku rzadko zdarza się jakaś myśl czy wypowiedź, która pozwoliłaby czytelnikowi chociaż uśmiechnąć się pod nosem. Na pewno w dużej mierze trzeba patrzyć przez pryzmat epoki, w której książka została napisana, jednak nie podobają mi się rozbudowane opisy rodzinnych kłopotów, oraz zagłębianie się w daleką przeszłość, która nie ma wpływu na akcję.

Myślę, że zostawię książkę miłośnikom XIX-wiecznych powieści, a sama wrócę do nowości, dotyczących współczesnych dziejów, na księgarnianych półkach.


Nika, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Księgarni Matras. 

środa, 13 maja 2015

„Słodko-gorzkie życie” - Colleen McCullough - recenzja

Okładka książki Słodko-gorzkie życiePozycja o silnych, niezależnych kobietach. Córki pastora, dwie pary bliźniaczek: Edda i Grace oraz Tufts i Kitty, zostają postawione przed wyborem drogi życiowej. Pochodzące z Corundy w Nowej Południowej Walii dziewczęta postanawiają zgłosić się do pracy, jako wykwalifikowane pielęgniarki w Corunda Base Hospital. Nie była to jednak do końca ich samodzielna decyzja. Ojciec, Thomas Latimer, kierując się miłością do swoich dziewczynek starał się zapewnić im jak najlepszą przyszłość, a także odseparowanie od macochy, która wysługiwała się nimi, jak służącymi, na plebanii. Bliźniaczki zgodziły się na ten pomysł, mimo planów, że pójdą na studia, ze względu na najmłodszą siostrę – Kitty, której macocha Maude próbowała nieźle namieszać w głowie.

W taki oto sposób cztery panienki z dobrego domu 1 kwietnia 1926 roku rozpoczynają swoją pierwszą poważną pracę wśród chorych, biednych i nie zawsze pachnących kwiatkami mieszkańców, gdzie ich przybycia nie pochwalają dotychczasowe pielęgniarki, a już na pewno nie siostra przełożona.
                
Tym, co mnie naprawdę urzekło w tej książce nie jest fabuła, ani postaci, czy cokolwiek podobnego. To właśnie poczucie humoru autorki sprawiło, że „Słodko-gorzkie życie” na dłuższy czas zapadnie mi w pamięci.

„- Biedny chłopina. – Grace zdała później relację Kitty, ocierając łzy rozbawienia. – Nie minęło nawet pięć minut, jak siostra osobiście wcisnęła mu w tyłek odpowiedni czopek. Cały poranek spędził w toalecie. Na szczęście był z tych chodzących.”
                
Odnośnie fabuły, jest ona dość ciekawa. Akcja toczy się w swoim tempie, nie pomijając żadnego aspektu, który miał być przedstawiony w zamierzeniach autorki. Pomysł wysłania dziewczyn, które całe dotychczasowe życie spędziły w wygodach, nie musiały martwić się o pieniądze ani rozrywki, do szpitala – miejsca, gdzie jedna trzecia pacjentów umiera, a jedna trzecia zostaje wypisana do domu, by tam dokończyć swój żywot. Pragnące pokoju stażystki nie mogą tego tak zostawić, przyjechały tu by leczyć ludzi i właśnie to uczynią. Co ciekawe, każda z bliźniaczek jest zupełnie inną osobowością. Bystra i przebojowa Grace, ambitna i apodyktyczna Edda, praktyczna i przyziemna Tufts, romantyczna Kitty, której cięty język odstraszał kawalerów. Cztery dziewczyny wychowane pod jednym dachem, lecz żyjące w tak odrębnych „rzeczywistościach”.  Łączy je niewidzialna nić przyjaźni i milości siostrzanej, której nic za żadne skarby świata, nie zdoła przerwać.
                
Znajdziemy tutaj romans, dylematy życiowe, problemy kobiet lat 20-tych XX wieku. A co najważniejsze, niesamowity klimat tamtych lat przekazany nam z perspektywy młodych dziewczyn. Radzące sobie z przeciwnościami losu, a także codziennymi błahymi problemami, wyrastają na mądre, wyuczone kobiety.

Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki. 


wtorek, 12 maja 2015

"Kroniki z Szumińskich Łąk. Dżunia" - Agnieszka Tyszka - recenzja

Okładka książki Koniki z Szumińskich Łąk. DżuniaSzumin nie należy do dużych miejscowości. Kilka ulic na krzyż, niewielki ryneczek, kościół, biblioteka, remiza, no i w końcu Szumińskie Łąki. Miejsce, gdzie czas płynie wolno i w przyjemnej atmosferze. Co go takim sprawia? Oczywiście wyjątkowe konie i kucyki, których stadnina się tutaj znajduje. Przez cały rok opieką obdarza ich pani Bożenka, a także nastoletnia Paulina. Dziewczyna mieszka z mamą w stadninie, ponieważ w domku babci Nadzi, gdzie wcześniej miały swój kąt, nie dało się przebywać z powodu pożaru.

Nadchodzi lato, a wraz z nim zbliża się „obóz w siodle”. Co za tym idzie, spokojne tereny stadniny niedługo zaczną rozbrzmiewać krzykami i piskami dziewczynek. Paulina dostaje bardzo odpowiedzialne zadanie. Musi się opiekować najmłodszymi z nich. Podejmuje wyzwanie, lecz nie jest tak łatwo jak by się mogło wydawać. Jedna z jej podopiecznych wybitnie nie chce się zaaklimatyzować. Wymyka się nocą do stajni, nie słucha poleceń, jest naburmuszona i wiecznie niezadowolona. Porywcza Paulina będzie musiała sobie poradzić z jej zachowaniem, a także z tym, że do Szumińskich Łąk na czas wakacji przyjechała Lala, malutki konik, który robi furorę wśród dziewczynek, lecz powoduje zazdrość u koni z sąsiednich boksów.

Czy Paulina poradzi sobie z postawionym przed nią zadaniem?
Kim jest tytułowa Dżunia?

Agnieszka Tyszka jest autorką całej serii  „Koniki z Szumańskich Łąk”, w której opisuje perypetie „czworokopytnych” mieszkańców Szumina. Książka jest napisana bardzo łatwym i przyjemnym językiem, szybko się ją czyta. To lektura wprost idealna dla młodszych czytelników. Narratorem jest Paulina, to z jej perspektywy dowiadujemy się o akcji w stadninie i okolicach. Opisuje nam ona swoje przemyślenia i  wątpliwości. Drugim informatorem jest Dżunia, która prowadzi swojego rodzaju „pamiętnik”. Część jej „wpisów” poznajemy podczas lektury. Opisuje, to co przekazała nam Paulina, ale z zupełnie innej perspektywy, dzięki czemu powieść nabiera głębi.

Myślę, że jest to książka idealna dla dzieci w wieku szkoły podstawowej. Kolorowa okładka zachęca do lektury, a naładowani pozytywną energią bohaterowie krok po kroku wprowadzają nas do krainy, gdzie konie są naprawdę ważnymi postaciami.


Ananaska, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.

"Mam odwagę mówić o cudzie" - Janusz Skalski, Joanna Bątkiewicz-Brożek - recenzja

Okładka książki Mam odwagę mówić o cudzie,,My nie robimy cudów, a jedynie jesteśmy ich świadkami’’. Takim skromnym zdaniem określa siebie i swój zespół prof. Janusz Skalski - wybitny kardiochirurg dziecięcy, który obecnie pracuje w prokocimskim szpitalu w Krakowie. 

Wykonuje często pionierskie zabiegi w Polsce dotyczące głównie wad serca u małych dzieci. Ostatnio udało mu się wraz z zespołem wyprowadzić małego chłopca - Adasia z głębokiej hipotermii (temperatura dziecka spadła do 12 0C). O doświadczeniu  lekarskim oraz codziennej pracy z prof. Skalskim rozmawiała Joanna Bątkiewicz- Brożek w książce pt.,, Mam odwagę mówić o CUDZIE’’

1 grudnia 2014r. - ranek, podkrakowskie Racławice. Adaś zostaje wyłowiony z miejscowej rzeki. Nie wykazuje żadnych czynności życiowych, ale jednak postanowiono podjąć próbę przewiezienia go do szpitala w Prokocimiu. Udało się! Chłopiec przeżył. Nigdy wcześniej, na całym świecie, nie wyprowadzono nikogo z hipotermii o tak niskiej temperaturze. 

Książka jest w czymś rodzaju wywiadu,  w którym prof. Skalski opowiada o swoim  życiu, doświadczeniu i o pacjentach, którzy zapadli mu w pamięć najbardziej (np. Adaś). Kardiochirurg kocha dzieci, pracuje dla nich bardzo ciężko, mimo iż nie jest pierwszej młodości, aby im żyło się lepiej.


Bardzo mi się podobała konstrukcja książki.  Wszystkie pytania  zadane przez  redaktorkę są dokładnie przemyślane i  trafne dzięki czemu rozmowa dawała pełny obraz pracy lekarza. Książka jest godna polecenia, gdyż ukazuje nam, że są w Polsce lekarze, których cechuje: bezinteresowność oraz dobro pacjenta. Dla nich dobro  drugiego człowieka jest najważniejsze, z czego powinniśmy czerpać naukę. 

Orwicz, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa ZNAK.

piątek, 8 maja 2015

"Kobiety niepokorne" – Cristina Morató - recenzja


Okładka książki Kobiety niepokorne    Ich nazwiska są znane na całym świecie. Na łamach czasopism pojawiały się niezliczoną ilość razy. Odcisnęły widoczny ślad w historii mody, sztuki a nawet polityki. Czasem wydawały się okrutne oraz rozkapryszone. Ale to wszystko była maska – naprawdę były samotne i często ze złamanym sercem. Te doskonałe dla publiczności, bogate, atrakcyjne kobiety to Maria Callas, Coco Chanel, Wallis Simpson, Eva Perón, Barbara Hutton, Audrey Hepburn oraz Jacqueline Kennedy. W książce Kobiety niepokorne zostają przedstawione takie jakie były naprawdę.

   Maria Callas, śpiewaczka operowa, urodzona w Stanach Zjednoczonych, ale przez całe życie czująca się bardziej Greczynką niż Amerykanką. Nie miała łatwego dzieciństwa, jej matka przerzuciła na nią swoje niespełnione marzenia i na ich spełnianie  Maria była zmuszona porzucić beztroskie dzieciństwo. Wraz z pierwszymi sukcesami z zakompleksionej nastolatki zmieniła się diwę operową. Niestety sukcesy zawodowe nie szły w parze ze szczęśliwym życiem miłosnym.

    Nawet jeśli ktoś w ogóle nie interesuje się modą, to nazwisko Coco Chanel musiał słyszeć co najmniej raz w życiu. Ta drobna kobieta o ciętym języku uwolniła kobiety na początku XX wieku z niewygodnych sukien i wprowadziła na rynek przepiękne, minimalistyczne kreacje, w których kobiety gustują do dziś. Jednakże na swój sukces pracowała długo i ciężko, chcąc odegrać się na ludziach, którzy nią gardzili.

   Jaka była kobieta dla której król Edward VIII postanowił ustąpić z tronu? Wallis Simpson to Amerykanka, która nie bała się zwracać do osób na wyższych stanowiskach bardziej wyniośle niż powinna. Rozmiłowana w luksusie, bogatych strojach i wielkich rezydencjach nie była przyjęta do rodziny królewskiej, jednakże pochowano ją w królewskim grobowcu. Jak udało jej się tego dokonać?

    Eva Perón była Argentynką pochodzącą z ubogiej rodziny. Przez całe swoje dzieciństwo stykała się z podziałem ,,na bogatych i biednych”. Nie zważając na przeciwności postanowiła zostać aktorką. Los jednak chciał inaczej. Została żoną generała Perona, który później został prezydentem. Szczęśliwa u jego boku realizowała się jako ,,dobrodziejka ubogich’’. Niestety nie udało jej się wygrać z chorobą i zmarła w wieku zaledwie 33 lat. Jednakże, dziś jej postać postrzegana jest niczym bohaterka narodowa.

   Pieniądze szczęścia nie dają. Przykładem na to stwierdzenie jest smutne życie Barbary Hutton, która od dzieciństwa wychowywała się w przytłaczającym bogactwie. Przez ogromny majątek (w wieku 14 lat jej majątek opiewał na sumę ponad dwudziestu sześciu milionów dolarów) nie mogła znaleźć ludzi, którym zależało by na niej, a nie na zyskach materialnych. Próbując odnaleźć się w trudnej dla niej rzeczywistości popadała w coraz większą depresję.

  Audrey Hepburn to aktorka najbardziej znana z filmów: Śniadanie u Tiffany’ego, Sabrina i Rzymskie wakacje. Ta drobna kobieta stała się ikoną stylu dzięki wytwornym kreacjom od Givenchy’ego. Mało kto zdaje sobie sprawę, że aktorka bezpośrednio została dotknięta horrorem II wojny światowej, a w późniejszym wieku wielokrotnie poroniła. Musiała pokonać wiele przeszkód, by zostać do dziś rozpoznawaną Księżniczką Hollywood.

   Żoną wybitnego polityka, później prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Kennedy’ego była Jacqueline Bouvier - po zawarciu małżeństwa przyjęła nazwisko męża. Odebrała staranne i dość surowe wychowanie, które przyniosło jej światowy podziw. Jednakże, dla Jackie ważniejsza niż sława była rodzina. Niestety nie mogła cieszyć się takim życiem, gdyż całkowicie utraciła prywatność. Jaka była naprawdę żona prezydenta, gdy kamery nie były na nią zwrócone?

   Po przeczytaniu każdej z tych historii byłam pod niesamowitym wrażeniem ich bohaterek. Choć według samych siebie uważały się często za słabe, to walczyły o swoje marzenia i miłość. Dobór postaci jest bardzo różnorodny - od projektantki mody, przez diwę operową po panią polityk. Ta różnorodność to zdecydowany plus, gdyż na pewno książka trafi do szerszego grona odbiorców. Sposób w jaki autorka ukazała tragizm życia tych kobiet jest po prostu świetnie napisaną, skróconą (niestety!) historią ich losu. Przez to bohaterki stają się bliższe i czytelnik ma okazję, w sposób bardzo emocjonalny, przeżyć niesamowite chwile. Nawet jeśli ktoś już zna życiorys danej postaci, to lekkie pióro pisarki zdecydowanie doda nam pewnych informacji. Ja osobiście niezbyt kojarzyłam niektóre z tych kobiet, lecz teraz po lekturze Kobiet niepokornych postanowiłam dowiedzieć się o poszczególnych osobach więcej. Żywy obraz kobiet oraz brak ,,owijania w bawełnę” sprawiają, że książkę czyta się z prędkością światła. Kobiety niepokorne polecam wszystkim kobietom niezależnie od wieku, gdyż są to bardzo wzruszające historie, w których każdy odnajdzie cząstkę samego siebie.

   Autorką Kobiet niepokornych jest Cristina Morató. Studiowała dziennikarstwo i fotografię, od młodych lat podróżowała po świecie jako reporterka. Podróżowanie łączyła z pracą w telewizji i radiu. Pragnienie wydobycia z zapomnienia postaci wielkich kobiet zaowocowało publikacją kilku książek, życzliwie przyjętych przez krytykę i czytelników, które przetłumaczono na wiele języków: Viajerasintrépidas y aventureras, Las Reinas de África, Las Damas de Oriente, Cautiva en Arabia. Autorka jest jednym z założycieli, a obecnie wiceprzewodniczącą Hiszpańskiego Towarzystwa Geograficznego oraz członkiem Royal Geographic Society w Londynie.


Nikki, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki. 

czwartek, 7 maja 2015

"Ja i oni. Pół żartem, pół serio" - Jolanta Kwiatkowska - recenzja

Okładka książki Ja i oni. Pół żartem, pół serioGłówną bohaterkę, Krystynę, poznajemy w nieciekawym momencie życia. Kiedy to przez przypadek usłyszała rozmowę współpracowników na temat wyrzucenia jej z pracy. Podłamana kobieta wraca do domu i we śnie, rozmawia ze swoimi różnorakimi osobowościami, odbywa sąd nad samą sobą i głęboko rozmyśla nad swoim życiem od początku. Dosłownie. Jej rozważania rozpoczynają się od przeanalizowania stylu bycia plemników i komórek jajowych, dochodząc do wniosków, że od samego powstania, wykazują one cechy charakterystyczne dla swojej płci. 

Następnie ku swojemu wielkiemu rozczarowaniu, tuż po urodzeniu nie jest pytana o wybór płci ani imienia i zostaje zapisana jako: płeć żeńska, Krystyna. Wcześnie opuszcza ją ojciec, bo od początku nie chciał jej i namawiał matkę do aborcji, jednocześnie twierdząc, że córka na nic się nie przyda, bo dziewczyny są gorsze i mężczyźni mają w życiu lepiej. Krysia postanawia za wszelką cenę być traktowana na równi z chłopakami, jednocześnie przeżywa swoje "zwyczajne" uczucia dorasta...

Koncepcja książki jest bardzo ciekawa. Kłótnie pomiędzy ludzkimi osobowościami, niesnaski między np. ,, mądrą Krysią'', ,, cielesną Krysią'' i ,,romantyczną Krysią'' dają czytelnikowi okazję do pomyślenia, czy on też posiada wiele swoich "wersji". Niestety muszę przyznać, że te rozmowy są często za długie i zaczynamy się gubić i nudzić. Na szczęście, akcja sama w sobie jest ciekawa, nieustannie coś się dzieje i czyta się bardzo szybko i przyjemnie. 

Polecam!

Sheri, 14 lat

Książkę do recenzji otrzymaliśmy od Księgarni Matras. 

"Powrót" - Izabela Sowa - recenzja

Okładka książki PowrótCo zostaje z Tobą na całe życie? Wspomnienia - one nie bledną. Miłość, przemija. Jedyne, co zostaje to tatuaż. Dorota po rzuceniu ASP wyruszyła w sześcioletnią wędrówkę po świecie. Imała się wielu zawodów, ale finalnie została tatuażystką. Jej życie jest normalne na tyle, na ile pozwala jej strój retro, chłodność w obyciu i grono dziwnych znajomych. Wszystko się zmienia w momencie, kiedy pewien model prosi ją o zrobienie tatuażu, a tajemniczy wykładowca mamy oferuje działkę. Czy wszyscy są tymi, z których się podają?

Tego dowiecie się z książki Izabeli Sowy pod tytułem „Powrót”. Książka podzielona na cztery części pokazuje świat z wielu perspektyw. Barwne opisy, śmieszne dialogi i absurdalne sytuacje sprawiają, że książkę czyta się wspaniale. Autorka świetnie oddaje realia XXI wieku, jednocześnie wprowadzając dezorganizację opisami retro.

Jedyna rzecz, która mnie denerwowała w powieści jest pewnego rodzaju swoboda, z jaką pisarka skacze pomiędzy wydarzeniami. Burzy to trochę sens i logikę wypowiedzi
.
Polecam wszystkim, którzy chcą się pośmiać, ale i pomyśleć chwilkę nad światem przy kubku ulubionej herbaty.


Polecam

Dydelf, 16 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

wtorek, 5 maja 2015

"Paragraf 5" - Kristen Simmons - recenzja

Okładka książki Paragraf 5Paragraf 5 autorstwa Kristen Simmons to niezwykła opowieść o miłości, życiowej tragedii, zniewoleniu oraz upragnionej wolności.

Po zakończeniu wojny w Ameryce zostają wprowadzone nowe rządy. Władze oczekują od obywateli bezwzględnego posłuszeństwa. Wszelki opór grozi natychmiastowym aresztowaniem. W tej rzeczywistości żyje siedemnastoletnia Ember. Dramat głównej bohaterki rozpoczyna się w dniu, w którym jej matka zostaje aresztowana za pogwałcenie paragrafu piątego, a wśród przybyłych do pojmania kobiety żołnierzy jest Chase, wielka miłość nastolatki. Dziewczyna nie może znieść napięcia i rzuca się na jednego z mężczyzn. Napaść na wojskowego podlega karze poprawczaka, w którym siedemnastolatka przeżywa gehennę. Próby ucieczki są brutalnie karane. Pewnego dnia, kiedy Ember stwierdza, że z tego okropnego miejsca nie ma ucieczki, w domu poprawczym zjawia się Chase z rozkazem dostarczenia dziewczyny na proces sądowy jej matki. Okazuje się jednak, że chłopak ma inne zamiary… Oboje rozpoczynają najdłuższą podróż ich życia, wiodącą ku WOLNOŚCI.

Kristen  Simmons w niesamowity sposób przedstawia losy młodych ludzi żyjących w czasach, w których takie słowa jak „indywidualizm”, „prywatność”, „wolność”, „niezależność” nie istnieją.  Powieść przepełniona jest nagłymi zwrotami akcji oraz opisami scen wzbudzających u czytelnika silne emocje i przeżycia wewnętrzne. 

Paragraf 5 czyta się bez chwili wytchnienia.  Fabuła już od pierwszych stron zachęca do dalszego zgłębiania  historii głównej bohaterki. Książkę polecam osobom o mocnych nerwach.

                                                                                                                   

  Limonka, 16 lat



Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego, a do recenzji otrzymaliśmy ją od Grupy Wydawniczej Publicat.

„Smak Tulipanów” - Antoinette van Heugten - recenzja

Antoinette van Heugten zanim zajęła się pisarstwem była znanym, międzynarodowym prawnikiem, ukończyła University of Texas School of Law. 

"Smak tulipanów" jest jej drugą powieścią. Autorka zadebiutowała thrillerem psychologicznym "Dotknąć prawdy", który stał się bestsellerem zarówno w Holandii jak i w innych krajach. Już sam tytuł mnie zaintrygował - przecież tulipany kojarzą nam się głównie z pachnącymi, kolorowymi polami rozciągającymi się w krajobrazie Holandii, a nie z ich... jedzeniem. Zagadka szybko zostaje rozwiązana i daje ciekawe tło dla następujących w książce zdarzeń.

Okładka książki Smak tulipanówTrzy pokolenia, trzy kobiety, połączone więzami krwi i najsilniejszym uczuciem – bezinteresowną miłością.

Nora to Amerykanka z holenderskimi korzeniami. Pracuje jako chirurg dziecięcy kobieta, mieszka razem z ukochaną mamą i malutką, sześciomiesięczną córeczką w domu w Houston w stanie Teksas. Kobieta od samego urodzenia czuje się rodowitą Amerykanką. Dwa lata spędzone w Amsterdamie na praktykach lekarskich były pięknym czasem w jej życiu, ale z powodu namowy rodziców dziewczyna nigdy nie wróciła na stałe do rodzimego kraju. Rodzice, Anneke i Hans, nigdy też nie chcieli rozmawiać na temat przeszłości w Holandii. Młoda Nora nie miała wyjścia i zaprzestała więc zadawania pytań… Niespodziewanie, pewnego dnia, gdy kobieta wraca do domu jej oczom ukazuje się przerażający widok. W domu panuje niepokojąca cisza. Zakrwawione ciało matki leży na dywanie w salonie, a nieznajomy mężczyzna z pistoletem, w sypialni. Po malutkiej Rose nie ma śladu. Nora odchodzi od zmysłów na samą myśl, że taka tragedia mogła w ogóle mieć miejsce. Postanawia zrobić wszystko, by odnaleźć ukochane dziecko na własną rękę, a przy tym odkrywa mroczną historię jej rodziców…

Antoinette van Heugten wyspecjalizowała się w pisaniu thrillerów psychologicznych, którego idealnym przykładem jest wciągający „Smak tulipanów”. Akcja toczy się w 1980 roku w Ameryce, jednak bardziej znaczące są tutaj wydarzenia sprzed ponad 30 lat, z czasów wojny. To one sprawiają, że powieść tak mocno oddziałuje na emocje czytelnika. Czytając ją, było mi niezmiernie przykro z powodu tragedii, jakiej doświadczyła młoda matka. Nie jedna kobieta by nie wytrzymała takiego ogromu presji i uczucia straty dwóch najważniejszych osób w jej życiu. Tak naprawdę całej rodziny, jaką miała. I jeszcze historia z lat czterdziestych XX wieku, gdy masowe pogromy Żydów nie były niczym niecodziennym, przewijająca się przez całą powieść. Niezaprzeczalnie autorka ma dar wpływania na uczucia czytelnika, bawi się nimi, trzyma nas w napięciu, powoduje, że łzy same spływają po policzku, a my nie jesteśmy w stanie nic na to poradzić.
                
Pomysł na fabułę uważam za udany. Historie wojenne zawsze będą miały swoich zwolenników, niezależnie od sytuacji. Teraz, w XXI wieku chętnie się słucha o sabotażach w szeregach esesmanów, czy ucieczkach z kraju w poszukiwaniu spokojnego życia i szczęścia. Wszystko to znajdziemy w „Smaku tulipanów”. Bohaterowie z wyjątkiem Nory, która została wykreowana na silną kobietę, pewną siebie, ale wypełnioną uczuciami do rodziny, której jej całe życie brakowało, nie są jakoś specjalnie opisywani. Wielu z nich poznajemy jedynie poprzez dialogi, a wygląd postaci autorka pozostawia nam do samodzielnego wyobrażenia.

Powieść polecam szczególnie ze względu na łatwość z jaką  pisarka szarga uczuciami czytelnika. Coś dla siebie znajdą tutaj zarówno fani romansu, thrillera i oczywiście mrocznych historii rodzinnych, które przez dziesiątki lat nie zostały wyciągnięte na światło dzienne.


Ananaska, 17 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MIRA. 


poniedziałek, 4 maja 2015

„Dzienniki japońskie” - Piotr Milewski – recenzja

Okładka książki Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku KoniaW swoim życiu czytałam już wiele książek opowiadających o podróżach do Kraju Kwitnącej Wiśni. Jednak, niezaprzeczalnie, każda z tych opowieści jest inna. Każda skrywa jakąś tajemnicę, plan. Każdy z pisarzy przygotowuje się miesiącami na wyprawę, by potem wszystko idealnie zamknąć i pokazać w książce. Piotr Milewski to dziennikarz, podróżnik, poszukiwacz przygód, korespondent zagraniczny polskich mediów.

Autor wybrał się do Japonii w tzw. Roku Królika. Tym terminem określa się „porę deszczową”, powiedzielibyśmy piątą porę roku. Jest to bardzo trudny i niewygodny czas na ekspedycję. Jak to powiadają „do odważnych świat należy”. Milewski dociera do Kraju Wschodzącego Słońca bez dużej ilości pieniędzy, dokładnego planu – po prostu bez niczego. Postanawia spać pod gołym niebem, jeździć autostopem, aby w ten sposób dokładnie poznać kraj i jego mieszkańców. Milewski wyrusza na trzymiesięczną podróż a w kieszeni ma ledwie 50 tysięcy jenów ( to około 1500 zł -pragnę zauważyć, że tyle kosztuje mniej więcej  tydzień „życia” turysty w Japonii). Podczas swojej podróży poznaje ludzi, dzięki którym ta podróż należała do szczęśliwych. Mowa tu o młodych Japończykach – Ryuu i Maki. 

Podróżnik dociera do wielu ważnych miejsc – Tokio, Kioto, Nara czy Hiroszima, a to jedynie namiastka jego trasy. To jest właśnie powód, dla którego warto sięgnąć po tę książkę. Na czterystu stronach mamy zawarty doskonały przewodnik, a co najważniejsze – opierający się na prawdziwych faktach (wiele razy czytałam podobne dzienniki, gdzie opisy często różniły się od prawdy). Zdjęcia, które również się pojawiają uatrakcyjniają książkę. Dzięki nim, czytelnikowi łatwiej sobie wyobrazić miejsca, o których wspomina autor. Barwne opisy, liczne dialogi, zwarta akcja to kolejne „plusy” tej opowieści.


Wrażenia są bardzo pozytywne. Rzadko spotyka się książki tak dobrze napisane. Możliwe, że to dlatego, ponieważ Autor nie zrobił tego co „wszyscy” – znalazł hotel, opisał go, opowiedział trochę o cechach Japończyków, opisał kilka miejsc i koniec. Ta książka ma COŚ więcej. COŚ dzięki czemu historia jest inna niż wszystkie.

Ayumi-Kyoko, 15 lat



Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.



"Mrok i mgła" – Stefan Türschmid - recenzja

Okładka książki Mrok i mgłaJak silna może być propaganda?
Ile władzy może skupić jeden człowiek?
Jak wiele ludzi musi zginąć dla idei?

     Sonia Buriagina jest przykładną 17-letnią komunistką, która właśnie została przyjęta do partii. Dumnej, ze swojego sukcesu, dziewczynie brakuje tylko zainteresowania ze strony Borysa, chłopaka podobającego się jej już od dłuższego czasu. Ale i to marzenie spełnia się. Szczęśliwa Sonia jest zadowolona, że żyje w ZSRR, wierzy w potęgę Kraju Rad. Do czasu. Pewnego dnia znika Borys. Bez śladu. Sonia dowiaduje się, że złapało go NKWD. Jest pewna niewinności wybranka, ale dowiaduje się tylko, iż "NKWD nie popełnia pomyłek". Potem zabierają jej rodziców.  Te okropne wydarzenia prowadzą do konfliktu z młodszą siostrą i do dalszych tragedii. Sonia staje się samotna, biedna oraz zaczyna wątpić w nieomylność władzy.  Brutalnie zabrana wolność i okrucieństwo rządzących sprawiają, że młodość dziewczyny zostaje wypełniona śmiercią, bólem, cierpieniem oraz głodem.

     Smutna historia młodej Rosjanki jest przerywana scenami z życia Josifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego, szerzej znanego jako Józef Stalin. Dzierży on w swoich dłoniach tak silne aparaty przymusu, że nawet najbliżsi współpracownicy obawiają się o swoją przyszłość. Władza absolutna Stalina była początkiem systemu, który pochłonął życie milionów ludzi. Przyjaciel donosi na przyjaciela, dziecko wyrzeka się rodziców, a jedno, nieprzemyślane słowo może stać się przypieczętowaniem wyroku śmierci. 

    Mrok i mgła to zbeletryzowana powieść historyczna osadzona w ZSRR za czasów Stalina. Autor opisuje nam historię, która miała szansę zdarzyć się naprawdę. Wiele osób musiało zmierzyć się z rzeczywistością taką samą jak Sonia. Ona miała jednakże choć odrobiną szczęścia, niektórzy nie mieli go wcale. 

    Jak już wcześniej wspomniałam historia Sonii, miesza się dziejami Stalina. Jest to bardzo ciekawy zabieg, który dodaje autentyczności powieści. Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie liczby pojedynczej - możemy więc wczuć się w ten świat oraz zrozumieć siłę propagandy i decyzji Stalina. Widzimy jak bardzo niszczący był ten system,  za którym i tak były miliony. Naprawdę nie mogę do końca zrozumieć, dlaczego był on ciągle bezkarny, a przecież wydawał wyroki na całe rodziny.

    Książka Türschmida jest bardzo brutalną opowieścią o realiach życia w Związku Radzieckim. Czytelnik wraz z główną bohaterką – Sonią odkrywa, kartka po kartce, kłamstwa i propagandę komunizmu. Wszystkie ,,fakty’’ okazują się fałszem, a niektórzy ludzie zwierzętami. Chociaż trudno uznać to za dobre porównanie. Zwierzę atakuje jak się boi, gdy jest w niebezpieczeństwie. Tym ludziom zadawanie bólu fizycznego i psychicznego przynosiło chorą przyjemność.

    Mrok i mgła wciąga. To jedna z tych książek, których nie można ot tak przerwać. Fabuła jest prowadzona bardzo dobrze, widać, że autor ma lekkie pióro i, można śmiało powiedzieć, dar by tak ułożyć słowa by odcisnęły na czytelniku niezapomniane wrażenie. Poza tym w tę okrutną historię wprowadzony został wątek miłosny. Ale nie jest on łzawy, ckliwy i troszkę nudnawy. Nie. Miłość w Mroku i mgle to związek ludzi, którzy chcą przetrwać wojnę i uratować swoją drugą połówkę. Nie ma w tym tandety, tylko niesamowite napięcie i dramaturgia. Nawet zakończenie które niektórzy uważają za zbyt szczęśliwe, ja postrzegam jako nagrodę dla bohaterki, bo ona naprawdę sporo wycierpiała.

    Reasumując, gorąco polecam tę pozycję wszystkim. Młodzieży i dorosłym, pasjonatom historii oraz wielbicielom dobrej książki. Proszę, zarezerwujcie sobie wolny weekend i sięgnijcie po Mrok i Mgłę, a zapewniam, że przeżyjecie coś niesamowitego.

     Stefan Türschmid urodził się w 1946 roku w Łodzi. Został absolwentem polonistyki Uniwersytetu Łódzkiego. Od roku 1968 działacz nielegalnej antykomunistycznej organizacji Ruch. Jest także redaktorem „Tygodnika Solidarność Ziemi Łódzkiej” oraz autorem  powieści Olimpiada zabójców i Cień Lucyfera. Wielki miłośnik i znawca koni, trener jeździectwa.


Nikki, 16 lat


Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Rebis.