tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

wtorek, 13 stycznia 2015

"Paddington" - Michael Bond - recenzja

Pewnego dnia rodzina Brown czekała na stacji Paddington na córkę, która wracała do domu na wakacje. Spotkali tam małego niedźwiadka, który przyjechał z Peru do Londynu, bo jego opiekunka - ciocia Lucy przeniosła się do domu starców. Rodzina bardzo polubiła ciekawego misia i po zabawnej wizycie z herbaciarni ostatecznie ich córka przekonała ich do przygarnięcia go. Od nazwy stacji nazwali go Paddington i zabrali do domu. 

Książka jest po prostu urocza - optymistyczna, pełna ciepła i miłości, a niezdarny niedźwiadek uwielbiający marmoladę przekazuje nam w sprytny sposób najważniejsze wartości w życiu.

Myślę, że książka jest dla wszystkich, ponieważ każdy znajdzie tu coś dla siebie, każdy zrozumie co innego i nad czymś innym się zamyśli. A czytanie będzie prawdziwą przyjemnością, bo opowiadania są lekkie, przyjemne, nieskomplikowane. Mam nadzieję, że spodoba Wam się tak bardzo jak mi!


Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

"Unicestwienie" - Jeff Vandermeer - recenzja

Okładka książki UnicestwienieStrefa X to co najmniej dziwne miejsce. Nie wiadomo jak powstała, kto i co tam żyje, a co najważniejsze dlaczego jest tak niebezpieczna, groźna. W celu uzyskania choćby podstawowych informacji wysyłano tam zespoły naukowców mające za zadanie zbadanie tej sfery. Jedenaście ekspedycji poniosło porażkę. Członkowie pozabijali się nawzajem albo zwyczajnie popełnili samobójstwo. Dlaczego? Nie wiadomo. 

Kolejne pytania, a coraz mniej odpowiedzi. Postanowiono utworzyć następną, dwunastą już ekspedycję. Tym razem złożona jest tylko z czterech kobiet: z psycholożki, biolożki, antropolożki i geodetki. Dlaczego nie podaję imion? Bo ich  nie ma. To luksus, który został im odebrany. Tak samo jak nowoczesne technologie. Wszystkie urządzenia zastąpiono jednym, (wodoodpornym!) czarnym dziennikiem. Przez pół roku szkolono je by dały sobie radę w nieznanej i groźnej Strefie X.

    ,,Unicestwienie’’ to zapiski biolożki, narratorki  powieści. Jej notatki są bardzo szczegółowe. Znajduje się tu wiele opisów, a dialogów niewiele, więc akcja toczy się dość ślamazarnie. Główna bohaterka, biolożka ma wykształcenie, czyli dla niej te wszystkie ,,mądre, biologiczne pojęcia” są czymś naturalnym. Jednakże dla mnie były dodatkowym zagmatwaniem w całej treści. Poza tym bohaterki badając Strefę X, zostają poddane hipnozie. Halucynacje są wywoływane przez nieznane dotąd ludzkości organizmy. Bohaterki nie mogą zdecydować się czy widzą tunel, a może wieżę. Jak dla mnie to jest za dziwne. Rozumiem, powieść science–fiction, ale gdyby autor zrezygnował z kilku faktów, historia byłaby ciekawsza, bo bardziej zrozumiała.

    Na pochwałę zasługuje postać biolożki. Jest to kobieta silna, dążąca do celu, ciekawa świata. Przeciwstawia się otaczającemu ją kłamstwu i walczy. To postawa godna podziwu oraz wzór do naśladowania.

    Jeśli zaś chodzi o stronę graficzną książki… Okładka jest według mnie nawet ciekawa, lecz przede wszystkim niepokojąca, wywołująca mieszane uczucia. Szczerze mówiąc, w porównaniu do twórczości Lema czy Dicka, to ,,Unicestwienie’’ wypada słabiej. 

   ,,Unicestwienie’’ to pierwsza część trylogii ,,Southern Reach’ autorstwa Jeffa VanderMeera.


Nikki, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwarte. 

"Swobodna" - S.C. Stephens - recenzja

    S.C. Stephens każdą wolną chwilę spędza na wymyślaniu historii pełnych emocji, uczuć i dramatycznych sytuacji. Swobodna to kontynuacja debiutanckiego bestsellera pt. Bezmyślna – przepełnionej gniewem, bólem i strachem, ale także elektryzującą pasją opowieści o miłosnym trójkącie.

Okładka książki Swobodna
   Kellan i Kiera nareszcie są razem. Po wielu trudach, zdradach i kłamstwach wreszcie mogą cieszyć się swoim towarzystwem. Oboje są szczęśliwi, ale… Kellan i jego zespół dostają propozycję wyruszenia w trasę koncertową wraz z innym sławnym zespołem. Dla takiej początkującej grupy jest to trampolina do sławy. Jednakże trasa trwa sześć miesięcy. Dla dwojga zakochanych będzie to prawdziwa próba. Przekonają się czy mogą sobie ufać, wiedząc, że druga połówka kiedyś zdradziła. Sprawę komplikują tajemnicze sms-y przychodzące do Kellana i dawny chłopak Kiery w mieście. Czy uda im się dowieść stałości swoich uczuć?

    Na wstępie przyznam, że nie czytałam części pierwszej czyli Bezmyślnej. Po Swobodną sięgnęłam gdyż słyszałam wiele pochlebnych recenzji na jej temat. I niestety zawiodłam się. Przez 600 stron powieści dzieje się naprawdę niewiele. Większość to opisy gorących scen między głównymi bohaterami i przemyślenia Kiery czy jej ukochany ją zdradza, czy nie. Opisywane sytuacje są dość przewidywalne, a niektóre wątki zdecydowanie przeciągnięte. Parę razy miałam uczucie deja vu, myślałam, że przez przypadek znowu czytam ten sam fragment. Ale (niestety?) nie było pomyłki. Akcja toczyła się dalej. Główna bohaterka strasznie mnie denerwowała. Cały czas myślała tylko o sobie, albo o tym że Kellan zdradza ją właśnie z jakąś fanką. Miałam ochotę przerwać lekturę, ale postanowiłam jednak dokończyć i na samym końcu sprawiedliwie osądzić Swobodną. I muszę przyznać, że ostatnie 100 stron było całkiem dobre. Ujrzałam sens, akcję i Kiera wreszcie zachowała się dorośle.

    Szczerze mówiąc najciekawszymi bohaterami są postacie drugoplanowe, zwłaszcza Anna oraz Griffin. Między nimi coś się działo i choć ich portrety nie były doskonale zarysowane to wydali się o wiele bardziej interesujący niż Kiera. Co do Kellana, to przyznam, że ciągły zachwyt jego wybranki stawał się co najmniej irytujący. Może gdyby nie pojawiał się co kilka stron, to jego postać zyskałaby więcej w moich oczach.

    Swobodna to powieść raczej z dolnej półki, nie ma jakiś głębszych treści. Nie spodziewałam się, że opowieść o zazdrości o chłopaka rockmanna, może zająć 600 stron, ale widocznie nie ma rzeczy niemożliwych. Autorka przewidziała jeszcze jedną część pt. Niepokorna. Prawdę powiedziawszy nie wiem dlaczego. Akcja została zamknięta, wszystko wiadomo. Nie wiem, naprawdę.

  Komu bym mogła polecić Swobodną? Na pewno zagorzałym fankom romansów, one nie powinny być zawiedzione. Jednakże zdecydowanie odradzam tę lekturę wielbicielom akcji. Tu nie ma jej za wiele.


                                 Nikki, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Akurat

"Grzeczna dziewczynka" - Mary Kubica - recenzja

Okładka książki Grzeczna dziewczynkaBrak wieści to dobra wiadomość. Ale czy zawsze? W przypadku, gdy z dnia na dzień znika ukochane dziecko sam nie wiesz czy się cieszyć, czy płakać, że nie ma informacji. W takiej sytuacji została postawiona Eva – matka Mii. 

Ich rodzina nie jest idealna. Eva zamartwia się zniknięciem córki, mąż niewiele jej pomaga, jest oschłym zapracowanym sędzią. Jedyną ostoją staje się, starszy już, policjant Gabe, który prowadzi śledztwo. On wie, że podejmując się sprawy tak dobrze usytuowanej i popularnej rodziny bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. Nie może tego zawalić.

Colin, gdy zauważa Mię w barze od razu się do niej przysiada. Wie o niej wszystko. Gdzie mieszka, z kim się spotyka, gdzie robi zakupy. Jest tylko jedna rzecz, której do tej pory nie był w stanie się dowiedzieć – jaki dwudziestopięciolatka ma kolor oczu? I jak wyglądają, gdy się przeraźliwie boi? Dowie się. Musi. Taką ma pracę.

Opis z tyłu okładki jest wołaniem o pomoc zdesperowanej dziewczyny, która straciła już nadzieję na powrót do domu.
„Marzyłam, by los napisał dla mnie nowy, pasjonujący scenariusz. Powinnam uważać, czego sobie życzę”

Czasami życzenia spełniają się w zupełnie inny sposób niż sobie to wyobrażaliśmy. Gdyby Mia wiedziała, jak będzie wyglądało to, od razu by je odrzuciła. Autorka wykreowała postać tak zagubioną we własnych myślach, biedną, kruchą, ale z dumą panny z dobrego domu i uporem osła, jaką trudno sobie wyobrazić. Pozostali bohaterowie także zostali bardzo dokładnie wykreowani i opisani. Każdy z nich ma odmienne cechy charakteru i przedstawia zupełnie inną osobowość.

Co ciekawe, początkowo o głównej bohaterce dowiadujemy się z dialogów osób trzecich. A to dlatego, że książka jest napisana w formie relacji z punktu widzenia trzech diametralnie różnych osób. Kochającej i uczuciowej Evy – matki Mii, Gabe’a – policjanta koło pięćdziesiątki zestresowanego poważną sprawą, jaką mu przydzielono, a także Colina – porywacza, którego zamiary trudno odgadnąć.
Nie dość, że sytuacja jest przedstawiona z trzech stron, to także przed i po porwaniu. Każdy rozdział jest opisany kiedy miał miejsce i kto jest jego narratorem.

Kryminał, thriller, dramat psychologiczny? Tę książkę zaliczyłabym do każdego z tych rodzajów. Są momenty, które trzymają w napięciu, że trudno przerwać lekturę, a są także momenty doprowadzające do łez i mocno oddziałujące na psychikę.
Atmosfery powieść Mary Kubicy nie da się oddać w krótkiej recenzji. „Grzeczną dziewczynkę” należy samemu przeczytać!


Ananaska, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MIRA. 

„I żywy stąd nie wyjdzie nikt” - recenzja

„I żywy stąd nie wyjdzie nikt” to zbiór opowiadań różnych autorów.

I żywy stąd nie wyjdzie nikt - Andrzej W. Sawicki1.”Żegnaj laleczko” – Andrzej W.Sawicki
Jedno z najlepszych opowiadań jakie kiedykolwiek przeczytałem, myślę że zostanie ono na długo w mojej głowie. Jest to zasługa zakończenia, które wykorzystało każdy wcześniejszy element opowiadania i dosłownie doprowadziło do eksplozji! Początkowo słownictwo troszkę wulgarne i nie każdemu się spodoba (myślę o kobietach). Krótko mówiąc, jest to sztandarowe opowiadanie antologii.

2.”Słowo żołnierza” - Joanna Maciejewska 
Opowiadanie nie porwało mnie. Mam wrażenie, że coś podobnego już czytałem. Wątek kapitulacji w trakcie wojny tylko po to, aby wygrać za sto lat nie przemówił do mnie.

3.”Evviva L’arte” - Marcin Pągowski
Spodobał mi się pomysł. Wszystko jest idealnie na odwrót, nawet skrzypek ćwiczący w jednym z mieszkań w kamienicy jest utalentowany i nikomu nie przeszkadza, że ćwiczy o późnej porze. Zbombardowanie USA za pomocą bomby kobaltowej też mi się spodobało. Czytało się przyjemnie i myślę, że opowiadanie może się spodobać wszystkim prawdziwym Polakom, którzy mają w sobie coś z sarmaty i tęsknią za dawną świetnością (ale jest to pozytyw, bo sam tak mam):)

4. „47. Oddział zwiadu imperialnego” – Marcin A.Guzek
Powiem krótko, lubię takie klimaty i jak dla mnie może być. Czytało mi się dosyć przyjemnie i naprawdę byłem ciekawy jak potoczy się historia 47. Oddziału zwiadu imperialnego. Nie odniosę się do stylistyki, bo się na tym nie znam. 

5.”Drzewo” – Grzegorz Piórkowski
Czytało mi się dosyć przyjemnie o ludziach, którzy zdepczą wszystkich i wszystko w pogoni za chimerą. Wątek psa-robota, który widział w degeneracie i który zabił własną siostrę (z dość dziwnych pobudek), człowieka jest bardzo dobry. Mam wrażenie, że troszkę mało jest przemyśleń głównego bohatera na temat zabójstwa swojej młodszej siostry (ciężko mi to opisać, wydaje mi się nierealne zabicie ostatniego członka swojej rodziny w tak „wykalkulowany” sposób. Spodobały mi się również imiona użyte w opowiadaniu, ponieważ są moim zdaniem dość nietypowe (napisałbym, że są polskie, ale one przecież nie są polskie!)

6.”Powrót do domu” – Martin Ann
Dobre opowiadanie o kobiecie, która spędziła wojnę mając dobrą pracę u dobrych Niemców. Prawdziwym wrogiem był jej mąż. Mechy w trakcie II Wojny Światowej w opowiadaniu o kobiecie, która wojny nie doświadczyła tworzą fajny efekt.

7.”Nadzienie połknięte w całości, czyli cała prawda o operacji „Mincemeat” – Łukasz Sawczak
Pomysł ciekawy, ale mi się nie spodobało. Nie lubię takich klimatów (i bohaterów narodowych Brytyjczyków, bo uważam, że ich wkład w II wojnę jest przereklamowany).

8.”Domknięcie” – Filip Laskowski
Dosyć poważne opowiadanie. Dobrze mi się czytało, mam pozytywne odczucia.

9.”Potworzyca” Anna Dominiczak
Fajne opowiadanie, dobrze się czytało. Po przeczytaniu naszła mnie taka myśl: umysłu prawdziwie wolnego nie można zniewolić.

10. „Listy z cienia” – Tomasz Zawada
Moim zdaniem jest to bardzo dobre opowiadanie. Dobrze się czytało, fabuła ciekawa. Wysadzenie królowej, gdy ta chciała się pojednać uważam za bardzo realistyczne i prawdziwie ludzkie, bardzo mi się ten wątek spodobał. Pomysł, aby wychować potencjalną „liderkę” wrogiej obcej rasy tak, aby ta zniszczyła swoją  rasę, również bardzo mi się spodobał (zdrajcy rasy też są przedstawieni w bardzo interesujący sposób).

Trzy najlepsze opowiadania według kolejności nieprzypadkowej :
1.”Żegnaj laleczko”
2.”Listy z cienia”
3.”Evviva L’arte”
4.”Drzewo”
Polecam
Władek

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów. 

piątek, 9 stycznia 2015

„Ślad atramentu” - Melvin R. Starr – recenzja

Okładka książki Ślad atramentu „Czy zraniona duma może popchnąć człowieka do popełnienia morderstwa?”oto jest pytanie.

Zresztą jedno z wielu, które zostaną zadane, jeśli sięgniecie po „Ślad atramentu”, ale od razu uprzedzam, że odpowiedzi na większość z tych pytań są raczej nieprzewidywalne.
Wiecie, co jeszcze jest nieprzewidywalne? Fabuła książki, lub inaczej: to, ile różnych wątków można opleść wokół motywu zaginionych ksiąg.
Ale może zacznę od początku.

Ślad atramentu” to trzecia część z cyklu „Corpus delicti” autorstwa Melvina R. Starra. Jeśli chodzi o poprzednie części, nie widziałam nawet ich okładek (a co dopiero treści), który to fakt w żaden sposób nie przeszkodził mi w lekturze.

Głównym bohaterem całej serii jest Hugh z Singleton, chirurg, na okładce książki określony jako „lekarz dusz”. Nie lubię tego określenia. Dlaczego, zapytacie? Otóż brzmi ono jakby Hugh był księdzem-spowiednikiem, a nie jest. Najlepszym na to dowodem jest postać pięknej i bystrej Kate Caxton. Tak naprawdę Hugh jest po prostu młodym chirurgiem z talentem do rozwiązywania najróżniejszych zagadek.

W „Śladzie atramentu nasz bohater przybywa do Oksfordu, aby odnaleźć księgi swego przyjaciela. Ale zaginiony zbiór mistrza Wycliffe’a nie jest jedyną przyczyną. Akcja umiejscowiona jest w średniowiecznej Anglii. Ponieważ autor jest historykiem, każdy szczegół tła dopracowany jest do perfekcji. Od nazw ulic (w słowie od autora znajdziemy nawet przykładowe odpowiedniki ulic dzisiejszych, a na początku książki mapkę dawnego Oksfordu), detale z dziedziny średniowiecznej medycyny (co wiąże się z zainteresowaniem autora), postacie historyczne (książkowy szeryf,  sir John Trillowe, był swego czasu prawdziwym szeryfem), aż po starodawne potrawy (jak choćby węgorz z imbirem).
Książce nie brakuje również ważnej dla mnie pewnej dozy humoru, który doskonale uzupełnia szybką akcję.

Reasumując. Książka mi się podobała. Ciekawa, wartka akcja na bogatym tle historycznym, okraszona tajemnicami – jestem zdecydowanie na tak! Zdecydowanie zachęcam do przeczytania „Śladu atramentu”, szczególnie miłośnikom naszej polskiej serii o Kacprze Ryksie (którą również serdecznie polecam tym, którzy jej nie znają!). No i tym, którzy chcą wiedzieć, w jak wielkie kłopoty może wpędzić człowieka posiadanie ciepłego, drogiego płaszcza podbitego futrem.


Karczuś, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Promic. 

„Na Hester Street topnieje śnieg” - Daisy Waugh - recenzja

Spodobał Ci się „Wielki Gatsby"? Znajdziesz ten klimat w książce pt. „Na Hester Street topnieje śnieg”!
Daisy Waugh to autorka kilku powieści popularnych w Stanach Zjednoczonych. Czy pisarka podbije także serca polskich czytelników?
            
Okładka książki Na Hester Street topnieje śnieg„Na Hester Street topnieje śnieg” to epicka historia oddająca realia Hollywood XX w. – „centrum świata”, jak opisuje dzielnicę autorka. Plotki, skandale, głośne imprezy, gwiazdy ekranu. A może prawdziwi ludzie z ich własnymi tragediami i marzeniami? Na czym polegał fenomen „fabryki marzeń”?

Rok 1929. Do filmowej stolicy z całego świata zjeżdżają ludzie marzący o sławie i bogactwie, próbujący stać się częścią „lepszego” świata, śmietanki towarzyskiej. Do tego towarzystwa należą Maximilian i Eleanor Beecham, którzy są małżeństwem. Ona - aktorka, on – reżyser. Oboje wytworni, eleganccy, sławni. Wydaje się, że są dla siebie stworzeni. Dzieli ich jednak prawie wszystko. Oprócz tajemniczej, brudnej przeszłości, którą skrzętnie skrywają.

Kiedy nadchodzi historyczny kryzys, otrzymują list. List, który może zmienić ich życie. Małżeństwo zaproszone na weekend do legendarnej posiadłości Hearst Castle może ponownie zaistnieć w najbardziej hermetycznej elicie filmowego świata, Hollywood. Nie mogą zrezygnować z takiej szansy. Konsekwencje ich decyzji będą zaskakujące.

Jaką tajemnicę skrywają Beechamowie?
Na czym polega miłość matki do dziecka?
Jak wyglądała Ameryka lat 20. ubiegłego wieku?

„Na Hester Street topnieje śnieg” to książka bardzo trudna do oceny. Momentami wydaje się być nużąca, po prostu nudna. Opisy są zbyt szczegółowe, akcja – nie wnosząca do fabuły nic istotnego. Kiedy indziej natomiast nie można się od niej oderwać, dialogi są interesujące, a akcja wartka. Język jest zdecydowanie barwny, a autorka uczy nas czym jest rodzina i prawdziwa miłość. Zakończenie jest całkowicie nieprzewidywalne!
Zdecydowaną zaletą tej książki jest wspaniałe odwzorowanie realiów Hollywood z roku 1929. Wydarzenia historyczne, prawdziwe gwiazdy filmowe, dbałość o szczegóły – wszystko to sprawia, że autorka tworzy wokół swojej powieści niepowtarzalną atmosferę tamtych lat. Autentyczność sprawia, że książka wiele zyskuje i staje się wspaniałą lekturą dla miłośników różnych gatunków.
Zdecydowanie warto sięgnąć!

Pauline Veronique, 18 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. 


"Przystań Julii" – Katarzyna Michalak - recenzja

Okładka książki Przystań JuliiZmiany, zmiany, zmiany…
Właśnie tym słowem można opisać to, co dzieje się w życiu Kamili, Gosi i Julii. Kobiety wiele przeżyły. Śmierć Jakuba najbardziej. Teraz pora na to, by się podnieść i zacząć od nowa. Tajemnice, kłamstwa, ale i miłość, która potrafi przetrwać wszystkie przeciwności.
Czy jednak los okaże się na tyle łaskawy, by pozwolić im na upragnione szczęście?
W ,,Przystani Julii’’ znajdziemy odpowiedzi.

Katarzyna Michalak jest autorką ,,trylogii kwiatowej’’, której zwieńczeniem jest właśnie ,,Przystań Julii’’. Powieść została dość ciepło przyjęta przez polskie czytelniczki, jednak nie mogę tego samego powiedzieć o sobie. Styl w jakim pisze Katarzyna Michalak nie był zły. Podobał mi się, poza tym, że jest nieco zbyt naiwny. Chwilami zastanawiałam się, czy sama autorka, naprawdę myśli, że w prawdziwym życiu to może się naprawdę zdarzyć. Odniosłam wrażenie, że ma być to miła, prosta lektura dla osób, które pragną wierzyć, że miłość istnieje, nigdy nic jej nie zepsuje i przetrwa wszelkie przeciwności. Niestety, mnie to nie wystarcza. Dlatego nie mogę polecić tej książki z czystym sercem, jako lektury na zimowy wieczór. To prosta, przyjemna książka, ale czy tylko po to sięgamy po literaturę?

Oczywiście, jeśli ktoś ma inną opinię, zapraszam do podzielenia się nią na forum.


Katia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak

czwartek, 8 stycznia 2015

„Uczeń skrytobójcy” – Robin Hobb – recenzja

Robin Hobb to tylko pseudonim pisarki, tak samo jak Megan Lindholm, a prawdziwe nazwisko autorki „Ucznia skrytobójcy” brzmi: Margaret Astrid Lindholm Ogden. Jest ona amerykańską autorką fantasy oraz fantastyki naukowej.

Okładka książki Uczeń skrytobójcyBastrad zaczyna pisać i jak zwykle wszystko miesza mu się w głowie, marnuje kolejne arkusze papieru, ale wspomnienia w jego głowie wciąż wracają ze zdwojoną siłą. Nie wie co jest tego przyczyną, może właśnie Moc? Tak czy inaczej przypomina sobie czasy, kiedy jako sześciolatek trafił dzięki strażnikom (lub przez nich) na dwór. Był zwykłym wyrzutkiem, jako nieślubne dziecko księcia Rycerskiego plątał się po kątach wychowywany przez stajennego. I nikt nie dostrzegał w nim tego niesamowitego potencjału.

I nagle pojawiło się światło w ciemnym tunelu, a tym światłem był król Roztropny. Zaczął potajemnie szkolić chłopca na skrytobójcę i zobaczył jakże wspaniały dar jest ukryty w Bastradzie.

Czy pomoże małemu chłopcu?
Czy niebezpieczna misja Bastrada się powiedzie?
Co stanie się z Królestwem Sześciu Księstw?
Na te i inne pytania odpowiedź poznacie czytając „Ucznia skrytobójcy”.

Uważam, że powieść ta pokazała wspaniały świat fantasy, pokazała fantasy takie, jakie powinno istnieć. Fabuła bardzo mi się podobała, większość ważnych spraw owiana została tajemnicą, dzięki czemu czytałam z bijącym sercem, zastanawiając się jak zostaną wyjaśnione poszczególne sprawy. Niestety, z drugiej strony sekretów było zbyt wiele i czasem nie mogłam zrozumieć o co chodziło. Również opisy przerażały długością, mimo że nie były oklepane.

W każdym razie książka pokazała mi naprawdę wspaniały świat i stare, dobre fantasy. Gorąco polecam ją wszystkim fanom  książek tego gatunku, ale również innym, szukającym książek w tym klimacie. Według mnie warto :)


 Domina Nigrum, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MAG. 

"Niezwykłe liczby Fibonacciego. Piękno natury i potęga matematyki" - Alfred S. Posamentier, Ingmar Lehmann - recenzja

Okładka książki Niezwykłe liczby Fibonacciego. Piękno natury, potęga matematykiJest to książka z serii „Na ścieżkach nauki”  wydawnictwa Prószyński i S-ka. Po takiej lekturze fizyka, astronomia i matematyka nie mają przed czytelnikami już żadnych tajemnic. Autorami „Niezwykłych liczb…” są popularyzator matematyki, autor ponad pięćdziesięciu książek - Alfred S. Posamentier i Ingmar Lehmann, który jest pracownikiem katedry matematyki w Humboldt Universität w Berlinie i autorem licznych publikacji na temat problemów matematycznych.

Matematyka ma szerokie zastosowanie praktycznie we wszystkich dziedzinach naszego życia. Ciąg Fibonacciego zaczyna się od  liczb 0 i 1, a każda następna jest sumą dwóch poprzednich.  Gdzie możemy je spotkać? Odpowiedź brzmi - prawie wszędzie. Liczba płatków w kwiatach często jest jedną z ciągu. W kształtach wielu roślin widać linie spiralne. Na przykład na owocu ananasa 8 takich linii biegnie w jedną stronę, a 5 lub 13 w przeciwną. Linie spiralne, które opisują te liczby możemy też zauważyć np. w muszli ślimaka, w chmurach, kwiatach, a nawet podczas strzepywania wody z włosów!

Niewątpliwie jest to bardzo ciekawe, jak wiele dziedzin łączą te liczby. Znajdziemy ich zastosowanie na giełdzie, na rysunku „Człowieka witruwiańskiego” Leonarda da Vinci, i „Narodzinach Wenus” Botticellego, w muzyce, sztuce, architekturze, przy przeliczaniu jednostek, katalogowaniu książek…

Książka w przystępny sposób pokazuje czym jest ciąg Fibonacciego, kto jest jego twórcą, skąd się w ogóle wzięły takie liczby. Powoli, od podstaw zagłębiamy się w tajemnicę matematyki. Nie wszystko do tej pory zostało odkryte i wiele lat pracy matematyków jeszcze przed nami.

Żeby zrozumieć co autorzy mieli do przekazania niezbędna jest wiedza matematyczna co najmniej na poziomie liceum. Książka przepełniona jest symbolami, skomplikowanymi równaniami i tabelkami. Dla zaznajomionych to ogromne ułatwienie w zrozumieniu przesłania, ale ci, którzy daleko mają do miłości do matematyki niewiele zrozumieją.

„Niezwykłe liczby…” polecam przede wszystkim osobom zainteresowanym tematem problemów matematycznych lub takim, którzy chcą zgłębić swoją wiedzę. W innym wypadku lektura nie będzie miała sensu i szybko się znudzi.


Ananaska, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. 

"Jego Wysokość Longin - Marcin Prokop - recenzja

Marcin Prokop - postać powszechnie znana  z m.in. Dzień dobry TVN wzbudza również zainteresowanie swoim ponad przeciętnym wzrostem (207 cm). Postanowił on spisać swoje wspomnienia z dzieciństwa spędzonego w Warszawie, w formie pamiętnika małego chłopca.

Okładka książki Jego Wysokość LonginMożemy dowiedzieć się w nim co odczuwa dziecko, które było największe już na oddziale położniczym, przez co musieli kłaść go na podłodze, bo nie mieścił się w żadne łóżeczko, nawet nikt nie używał też jego imienia, bo wszyscy mówili do niego po prostu ,,Longin''. 

Poznajemy też jego rodzinę - Mamę, Tatę, Brachola (Sebastiana), babcie i dziadków, oraz przyjaciół - Piotrka, Nikę, Alberta, (którego dziwnym sposobem widzi tylko Longin), złotowłosą i niebieskooką Bożenkę, której mama pracuje w sklepie i kochają się w niej wszyscy chłopcy.

Książka bardzo mi się podobała przede wszystkim ze względu na beztroski klimat, który mogę porównać do mojego ukochanego ,,Mikołajka" i jest to naprawdę duży komplement. Wszystko jest proste, naturalne i niewymuszone, przepełnione charakterystycznym dziecięcym humorem i spojrzeniem na świat. Muszę przyznać, że chyba nie czytałam jeszcze polskiej książki, która byłaby tak podobna do ,,Mikołajka" stylem pisania i przyjemną atmosferą. 

Polecam!

Sheri, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

środa, 7 stycznia 2015

"Pięć Królestw. Łupieżcy niebios" - Brandon Mull - recenzja

Okładka książki Łupieżcy niebios„Pięć Królestw” to nowa seria Brandona Mulla, autora znanego z cyklów „Baśniobór” i „Pozaświatowcy”. Jej pierwsza część nosi tytuł „Łupieżcy niebios”.

Muszę przyznać, że podziwiam pana Mulla za tempo, w jakim tworzy kolejne książki. Ledwo dwa, może trzy lata temu sięgnęłam po pierwszą część „Baśnioboru”, a teraz jestem już po lekturze dwóch wcale niekrótkich serii. Czy jednak styl autora rozwija się tak, jak powinien? Pod tym względem mam uczucia mieszane. O ile Pozaświatowców” uważam za ogromny sus naprzód w porównaniu z „Baśnioborem”, o tyle pierwsza część „Pięciu Królestw” jest jednak małym krokiem w tył.

Zacznijmy po kolei. Główny bohater, Cole, wybiera się wraz z przyjaciółmi do domu strachów. Oczywiście nie jest to byle okazja, tylko samo Halloween, a nawiedzony dom ma być dziełem speca od efektów specjalnych. Cóż, efekty okazują się o wiele bardziej niż specjalne, kiedy Cole i jego przyjaciele zostają porwani do zupełnie innego, fantastycznego świata – Obrzeży.

Już tu widać pewną powtórkę fabuły z „Pozaświatowców”. Kto jednak lubi podobne klimaty, z pewnością autorowi wybaczy. Pomijając to, jak i również inne detale można to uznać za odgrzewanie kotletów, na szczęście nie jest ich dużo. Styl autora jest jak zwykle lekki i przyjemny, ale nie widzę różnicy w stosunku do jego poprzednich książek. Trochę brakuje mi opisów, choć to z pewnością lepsze niż przesada w drugą stronę. Co do fabuły – ciekawa i zajmująca, ale nie aż wciągająca, że tak powiem. Akcja zdecydowanie nie pozwala zasnąć, jednak jest dość przewidywalna. A bohaterowie? Spisują się nieźle, zaiste, szczególnie zainteresował mnie Liam, taki uroczy urwis.

OK, czas podsumować. Za kolejną część z chęcią się zabiorę, jeśli tylko będę mieć okazję – podobnie jak z innymi seriami pana Mulla, których jeszcze nie czytałam. Akcent na koniec pozwala mieć nadzieję, że kolejne tomy będą bardziej nieprzewidywalne, a przynajmniej równie zajmujące. Biorąc tę książkę do ręki, nie spodziewajcie się fajerwerków jak u Ricka Riordana czy gierek słownych w stylu Terry’ego Pratchetta – ale i tak czeka was bardzo przyjemne popołudnie ;)


Rachel, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Egmont.