tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

piątek, 4 listopada 2016

„Jedyne wyjście”- Helen Fitzgerald - recenzja

Okładka książki Jedyne wyjścieKiedy postanowiłam przeczytać „Jedyne wyjście” spodziewałam się nieco innej treści. Przede wszystkim byłam nastawiona na większą ilość opisów i specyficznego dla thrillera klimatu. Nie znaczy to, że książka mi się nie podobała, czy mnie rozczarowała.  Uważam, że jest wyjątkowa, wyróżnia się na tle innych tego rodzaju powieści.

Książka opowiada o Catherine, egoistycznej nastolatce, która pod naciskiem matki znajduje pracę w „Zielonej Przystani”, domu opieki. Dziewczynie nie uśmiecha się szczególnie to zajęcie, nienawidzi starych ludzi, poza tym jest niedojrzała i  nie ma żadnych ambicji. Jednak w jej życiu, zdarza się coś niespodziewanego, co diametralnie zmienia jej spojrzenie na świat.

Rose jest starszą kobietą, podopieczną Catherine w „Zielonej Przystani”, która choruje na Alzheimera. Miewa czasem „napady”, kiedy świadomością przenosi się do wieku dziesięciu lat. Staruszka tworzy niepokojące rysunki i wciąż powtarza, że w nich jest zawarta prawda. Ostrzega Catherine, żeby nie wchodziła do pokoju nr 7. Nikt nie bierze Rose, ani jej teorii na poważnie, w końcu jest chora psychicznie, jest wariatką. Jednak w Catherine wzbudzają one niepokój.

Okładka książki mówi nam, że jest to psychologiczny thriller. Mam wrażenie, że więcej jest w niej tego psychologicznego wątku. Według mnie, to nawet lepiej, ale to już kwestia gustu.

To, do czego mogłabym się "przyczepić" w tej książce to, jak już wcześniej wspomniałam, zbyt mała ilość opisów otoczenia. Osobiście lubię, kiedy czytając mogę wyobrazić sobie miejsca, ich klimat. Ale są osoby, które nie lubią opisów i wolą samą akcję. Może dzięki temu książka jest bardziej lekka.

Plusem „Jedynego wyjścia” są nieoczekiwane zwroty akcji. Książka naprawdę zaskakuje pod tym względem. Spodobał mi się też sposób prowadzenia narracji, bo możemy poznać podejście do wydarzeń zarówno głównej bohaterki, jak i Rose, której punkt widzenia może być ciekawy, ze względu na to, że jest chora psychicznie i myśli inaczej niż przeciętny człowiek.  Podobało mi się również to, że bohaterowie nie byli przerysowani. Ich charaktery i zachowanie były naturalne, autentyczne, nie robione na siłę. Jeżeli chodzi o język autorki - nie był on niesamowity, ale przyjemny. Chciałabym zaznaczyć też, że książka jest bardzo fajnie wydana. Okładka jest piękna, krój pisma nie męczy, w dodatku cudownie pachnie!

Moim zdaniem warto przeczytać tę książkę. Może nie jest arcydziełem, ale wciąga i porusza. Myślę, że „Jedyne wyjście” mogę polecić osobom, które lubią książki o nieco "psychicznym" i strasznym klimacie oraz tym, którzy zastawiają się czasem co siedzi w głowach chorych ludzi i tych czekających na śmierć.


Aga, 14 lat 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Książki. 

czwartek, 3 listopada 2016

"Zawsze ktoś patrzy" - Joy Fielding – recenzja

Okładka książki Zawsze ktoś patrzyBailey Carpenter – detektyw w renomowanej firmie prawniczej z Miami – jest inteligentna, pomysłowa i nieustraszona. Gdy w środku nocy śledzi mężczyznę unikającego płacenia alimentów, nie myśli o własnym bezpieczeństwie, skupiona na zbieraniu dowodów. Wtedy właśnie pada ofiarą gwałtu.


Od tej chwili zaczynają ją nawiedzać koszmary i przywidzenia, których nie potrafi oddzielić od rzeczywistości. Strach nie pozwala jej opuścić progu domu. Wkrótce Bailey znajduje nowe zastosowanie dla porzuconej lornetki: obserwację lokatorów domu naprzeciwko. Ta pozornie niewinna rozrywka nabiera nowego znaczenia, gdy Bailey zauważa przystojnego sąsiada – a potem orientuje się, że to on obserwuje ją. A jeśli to właśnie ten człowiek, który zniszczył jej życie?

Zniecierpliwiona brakiem postępów policyjnego śledztwa Bailey postanawia wziąć sprawę we własne ręce. Musi pokonać strach i odzyskać utraconą wiarę w siebie, demaskując napastnika. Ale ta decyzja prowadzi do szeregu wstrząsających wydarzeń, które podważają jej wiarygodność i doprowadzają na skraj obłędu – a może nawet dalej.


            
Do wybrania tej książki do zrecenzowania skłonił mnie motyw gwałtu, który, bądźmy szczerzy, jest dosyć ciężkim tematem i niewielu pisarzy jest w stanie udźwignąć jego wagę w powieści. Ponadto sam opis książki szalenie mnie zaciekawił i po prostu musiałam zapoznać się z tą lekturą.
            
Nie owijając w bawełnę – pierwsza połowa książki jest według mnie na bardzo nieciekawym poziomie. Pierwsze rozdziały są dość przeciętne, to samo tyczy się języka; akcja zaś zdaje się pędzić zdecydowanie zbyt szybko. Może jest to wina kompozycji tekstu, brak wyraźnych odstępów czasowych... w każdym razie wygląda to tak, jakby autorka uparła się, by nie umieszczać sceny zbrodni na samym początku, lecz z drugiej strony nie może „doczekać się” przejścia do tej sceny i dlatego początek książki jest, jednym, brutalnym słowem, prymitywny.
            
Drugą rzeczą, która nie spodobała mi się, było za dokładnie zwrócenie uwagi na poszarpaną psychikę zgwałconej bohaterki. Przez wiele stronic mamy do czynienia z opisami Bailey spędzającą całe dnie pod prysznicem (sceny pojawiające się w praktycznie każdej powieści o gwałcie, ale to jeszcze można darować), zabierającą do owego prysznica noże kuchenne, cierpiącą przez koszmary senne – generalnie popadające w aż nazbyt przesadne, histeryczne szaleństwo. Na szczęście pani Fielding ma zdumiewający dar do tworzenia barwnych, szczerze intrygujących i złożonych postaci, który to uratował wątek Bailey.
            
Ciekawe postaci to jedna z paru innych zalet książki, jaką jest też zwinne umykanie wszelkim schematom. Jakkolwiek beznadziejny (w mojej opinii!) był początek tej książki, tak dalsza część zgrabnie nadrabia braki. Mamy nieszablonowe wątki, które nie są zanadto rozwinięte, lecz dodają lekturze właściwego smaczku, szczegóły nadające powieści pikanterii, a także jeden z najlepszych zwrotów akcji, z jakim kiedykolwiek się zetknęłam.


Choć za samo zakończenie książki oceniłam nieco gorzej, to za całokształt dałabym tej pozycji sześć punktów na dziesięć. Z zaskoczeniem odkryłam, że autorka ma ponad 70 lat i wiele napisanych książek. Sądząc po sposobie, w jaki napisana jest ta książka, zakładałam, iż Joy Fielding jest jakąś młodą, świeżo upieczoną pisarką...

Almette, 15 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki. 

środa, 2 listopada 2016

„Świadectwo” - Rajiv Parti, Paul Perry - recenzja

Okładka książki Świadectwo. Prawdziwa historia hinduskiego lekarza, który przeżył śmierć kliniczną, spotkał Jezusa i przebudził się do nowego życiaZjawisko NDE – doświadczenia z pogranicza śmierci jest motywem spotykanym we współczesnej literaturze, jednak nie za często. A jeśli już, to są to opowieści fikcyjne o bohaterze, który opuścił swe ciało i poszybował gdzieś… No właśnie. Gdzie?

Może tak dla odmiany zagłębić się w historię autentyczną, której każdy element jest prawdą? Ciężka choroba, uzależnienie, ciągły gniew i agresja, znieczulenie na innych ludzi… to problemy, z którymi zmagał się hinduski doktor Rajiv Parti. Aż do czasu, kiedy się obudził.

Lekarz anestezjolog, człowiek, który czuwa nad stanem świadomości pacjentów podczas operacji. Osoba, której wydaje się, że skoro jest lekarzem, ma duży, piękny dom i spory majątek, może ochronić się przed wszystkim. I nagle pojawia się drugi bohater – rak prostaty, który zaraził swym negatywnym działaniem prawie cały organizm. W tej sytuacji na pewno padło mnóstwo pytań:

Dlaczego? 
Jak to się stało? 
Czemu ja??? 

Dr Patri jako jeden z niewielu poznał odpowiedzi na te, a także ważniejsze pytania. W jego przypadku wszystkie złe doświadczenia, których doświadczył były drogą do jednego celu – miłości. Podczas jednej z najważniejszych operacji Partiego spotkał niesamowity zaszczyt – mógł znaleźć się przy stole operacyjnym dokładnie wtedy, gdy sam na nim leżał i śledzić pracę lekarzy. Jednak nie na długo. Chwilę po tym, jak zorientował się, że z niewiadomych przyczyn stoi nad własnym ciałem, nikt go nie widzi ani nie słyszy, a w głowie pojawiały się przerażające myśli i domysły, sceneria się zmieniła.

Bohater książki pchany nieznaną siłą odwiedza piekło, spotyka swojego odmienionego ojca, dziadka i innych przodków. Pokazywane przez nich wspomnienia oraz wizje poprzednich wcieleń Rajiviego uświadamiają mu jak pozbawione sensu jest jego istnienie. Gniew. Dziedziczony z pokolenia na pokolenie, pełen agresji do najbliższych nawyk. Uzależnienie od antydepresantów i leków przeciwbólowych. Problemy doktora Parti są bardzo często spotykane w naszym otoczeniu. Ta książka pomaga je zauważyć, tłumaczy skąd się biorą i najważniejsze – wzorem głównego bohatera uczy jak z nimi walczyć.

Kto pomógł doktorowi w momencie, gdy już znał swoje przewinienia i miał w sobie mocną chęć poprawy? 

W książce tej znajdziesz jeden z najpiękniejszych opisów Boga – bytu nadprzyrodzonego. Świetlista Istota to złożona z czystej miłości boska postać. Nie jest ona wprost identyfikowana z żadnym bogiem. Rady, które otrzymał od niej Patri to tylko część jego przeznaczenia. Został powołany, aby bazując na swoich doświadczeniach leczył tych, którzy mają podobne problemy. Dostał drugą szansę i bardzo starał się, aby ją wykorzystać.

Książka pt.: „Świadectwo” opisuje nie tylko doświadczenie z pogranicza śmierci. Zagłębia się też w ludzkie wnętrza. Jest dość ciężką pozycją, której czytanie szło mi czasem opornie, ponieważ ma w sobie tak dużo mądrej i pięknej treści, że nie chciałam przegapić żadnego przesłania. Podczas jej czytania pojawiają się pytania o najważniejsze w życiu sprawy. Zestawia ona także religię hinduską z chrześcijańską. Jak skończy się ta bitwa? Gdzie jest prawda? Co wybierze doktor Patri i czy poradzi sobie z nowym życiem?
Najtrudniej jest uwierzyć, że historia ta wydarzyła się naprawdę, ale gdy już się w nią zagłębisz, zrozumiesz, że nie mogło być inaczej.


Neloinka, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Samsara. 

czwartek, 27 października 2016

"Paryska żona" - Paula McLain - recenzja

Okładka książki Paryska żonaPaula McLain sięga do młodzieńczych lat życia znanego, amerykańskiego pisarza, który stał się ikoną lat 20 - Ernesta Hemingwaya oraz Hadley Richardson, jego pierwszej żony oraz największej miłości. 

Autorka w absolutnie doskonały sposób ukazuje ich historię, problemy i wydarzenia z życia. Bohaterowie stali się jedną z najbardziej intrygujących par ostatniej dekady. Nieraz może wydawać się, że życie sław usłane jest różami. Dzięki tej książce, wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni i utwierdza w przekonaniu, że nic nie jest takie, jakie się wydaje. 

Hadley Richardson i Ernest Hemingway spotkali się na jednej z wielu imprez. Od początku połączyła ich jakaś tajemnicza siła. W tym wszystkim kryło się coś więcej. 

Czy to przypadek czy przeznaczenie złączyło tych ludzi ku sobie? 

Jedno jest pewne - zwykłe spotkanie zrodziło się w wielką, pełną wzlotów i upadków historię miłosną dwojga, zakochanych w sobie po uszy ludzi. Początkowo wszystko układało się jak w jednym z idealnych filmów romantycznych - ślub jak z bajki, cudowne chwile i wspaniałe wspomnienia. Z czasem jednak młoda para doznała pierwszych rozterek, kłótni i zdrad, co na zawsze odmieniło ich małżeństwo. Imprezy, alkohol oraz zabawa niezwykle kontrastują się z trwającą wojną. Dzięki dramatycznej przeszłości Ernesta, wydarzenia z okresu wojennego ciągną się za nim nieustannie. Dzięki temu kontrastowi, ze strony autorki, udaje się uzyskać niebanalną i ciekawą historię. 

Książka pochłania czytelnika od początku do końca. Dzięki niej odkrywamy życie Hemingwaya oraz jego pierwszej miłości od podszewki. Stajemy się obserwatorem i zarazem uczestnikiem wydarzeń w jego szalonym życiu.

"Paryska żona" jest idealną pozycją dla miłośników romantycznych historii oraz lekturą obowiązkową dla osób, które chcą dowiedzieć się o wielkim pisarzu jak najwięcej, poznać jego prawdziwą, zaskakującą historię. Serdecznie ją polecam i zachęcam do przeczytania.

Sandra, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Między Słowami. 

środa, 26 października 2016

„Prawo pierwszych połączeń”- Agnieszka Tomczyszyn - recenzja

Okładka książki Prawo pierwszych połączeń„Prawo pierwszych połączeń” to książka skierowana do młodzieży. Opisana jest w niej historia grupki młodych ludzi, którzy wchodzą w świat dorosłych, uczą się realizować plany i spełniać marzenia, równocześnie świetnie się bawiąc.
         
Jonasz, którego rodzice nazwali tak na cześć poety Jonasza Kofty, to chłopak pasjonujący się muzyką, a w szczególności grą na gitarze, co całkiem nieźle mu wychodzi. Wraz z dwoma przyjaciółmi Rudym i Benkiem założyli kapelę garażową. Jest on głównym bohaterem książki i cała historia opowiadana jest z jego perspektywy.
          
Laura to typ marzycielki i optymistki. Interesuje ją sztuka, a w szczególności twórczość Van Gogha. Sama chodzi do liceum plastycznego. Jest też „królową karaoke”, jak nazwała ją jej przyjaciółka Bean. Jest dziewczyną, która uparcie dąży do swoich celów. Jednak życie jej nie oszczędzało i ma za sobą wiele nieprzyjemnych doświadczeń.
          
Bean, a właściwie Gosia to najlepsza przyjaciółka Laury. Przezwisko Bean wymyśliła jej Laura pierwszego dnia gdy się poznały, ponieważ przypominała jej wyglądem córkę Kurta Cobaina- Frances Bean. Małgosia dobrze się uczy, lubi dużo czytać i od pewnego czasu coś ją gryzie…
           
Ariel natomiast na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwny. Z góry narzuca innym zasady i zachowuje się jakby wszystko wiedział. Ale co się dziwić skoro co roku, odkąd skończył 7 lat rodzice posyłają go na 2 lub 4 obozy w ciągu wakacji i ten jest jego 29. Jest dobry prawie w każdej rzeczy za którą się zabierze i zna się na zachowaniach ludzi.
          
Jonasz, Laura, Bean i Ariel poznają się na obozie językowym na Korsyce. Jonasz został wysłany na ten wyjazd wbrew własnej woli. Wakacje chciał spędzić grając na gitarze w kapeli garażowej z przyjaciółmi Rudym i Benkiem oraz bijąc rekordy w grze Guitar Hero. Jego rodzice są roztrzepani (Jonasz tłumaczy to faktem, iż są humanistami) i spóźniają się na miejsce zbiórki. Chłopak w ostatniej chwili wsiada do autokaru i zajmuje miejsce obok Ariela. Za chłopakami, jak się później okazuje siedzą Laura i Bean. Od razu zaczynają świetnie się dogadywać i już pierwszego dnia przeżywają niezwykłą przygodę na statku. Od tamtej pory tworzą całkiem zgraną paczkę przez cały swój pobyt na obozie razem spełniają swoje marzenia. Na Jonasza największy wpływ miała Laura. Wyjazd na Korsykę całkiem zmienił jego życie.
        
„Prawo pierwszych połączeń” to cudowna książka, która pomogła mi podjąć kilka ważnych decyzji w moim życiu, dodała mi odwagi. Bohaterowie zaczynają działać: robią wszystko co im wpadnie do głowy, aby przybliżyć się do spełnienia swoich największych marzeń. Dzięki nim ja również zrozumiałam, że trzeba zacząć działać, a nie czekać aż „samo się zrobi”.
          
Agnieszka Tomczyszyn bardzo ciekawie przedstawia całą historię Jonasza i czytając  jej książkę razem z czwórką przyjaciół świetnie się bawiłam. „Prawo pierwszych połączeń” jest pełne humoru i czytelnika czeka naprawdę zaskakujące zakończenie, dla którego warto przeczytać tę książkę. Autorka napisała do tej pory dwie inne książki: ”Ezotero. Córka wiatru” oraz „Ezotero. Moje przeznaczenie”, do których z pewnością niedługo sięgnę.
                                                                                                              Serdecznie polecam!

Deedlit, 17 lat  

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MG. 

wtorek, 25 października 2016

"Pyszne klimaty" - recenzja

Okładka książki Pyszne klimatyPoczułam się "pysznie". Cała jestem, kwaśna, słona, pieprzna i papryczna. Słodka i na ostro. Chłodna i rozgrzana. A wszystko to po lekturze "Pysznych klimatów".

W moje ręce trafiła wyjątkowa książka kucharska, która podzielona jest na 5 działów. Pierwszy z nich opisuje zupy. Zupy warzywne (jak marchwianka), kremy (np. mus cukiniowy), chłodniki (brzoskwiniowy z papryką i kozim serem). Zupy "codzienne" i te wykwintne. Drugi rozdział proponuje przekąski wśród których znajdziemy zarówno jajecznicę, ziołowe bułki jak i  smażone figi z fasolą czy steki z kalafiora z salsą pomidorową. Trzeci dział traktuje o sałatkach. Królują tu krewetki, pieczarki, kurczak, awokado, cukinia, papryka, truskawki, figi, szynka, marchewka, marakuja, orzechy i wiele innych. Co kto lubi. W końcu docieramy do obiadu. Znajdziemy tu receptury na warzywa faszerowane, kurczaka na różne sposoby, dania wegetariańskie, ryby, makarony oraz mięsa różnego rodzaju. A na deser owocowy zawrót głowy, a w nim m.in. babeczki, jagodzianki, sorbety, lody, likiery, torty, rolady i ciasta drożdżowe.

Książka jest na pewno dla tych, którzy w kuchni nie tolerują nudy. Jednego dnia można zrobić szybkie gazpacho, tosty z chałki czy tatara z awokado, a w wolniejszym czasie można się zmierzyć z tajskim curry, pieczenią cielęcą czy tortem bezowym.

Gdy pierwszy raz przekartkowałam książkę - pomyślałam: Kurczę, kolejna bezwartościowa pozycja z zupełnie nic nie mówiącymi nazwami potraw, pewnie ze składnikami, których nie znajdę w osiedlowych delikatesach, nie mówiąc już o warzywniaku. Ale po dokładniejszym przyjrzeniu się spotkała mnie niemała niespodzianka. Pod dziwną nazwą Stir fry ukryła się kasza gryczana na chrupiąco, a tian z kotlecikami cielęcymi to nic innego jak cielęcina z warzywami.

Przepisy nie są zbyt skomplikowane nawet dla początkującego kucharza, a jeśli już - to wszystko wytłumaczone jest krok po kroku. Ponadto mogą być modyfikowane bez uszczerbku dla smaku. Dla przykładu: do musu cukiniowego nie dodałam świeżego tymianku, oregano i bazylii, a jedynie natkę pietruszki. Dymkę zastąpiłam zwykłą cebulą, no i zapomniałam kupić serka kremowego... Aby było mniej kalorycznie zrezygnowałam zboczku. Mimo tych modyfikacji wyszło super i smakowało nie tylko mnie:). Poza tym na pewno wypróbuję zupę rybną, wszystkie tarty, (których jestem zagorzałą fanką), racuchy z kaszy jaglanej z rabarbarem, melonem i sosem jogurtowym. Mniam, mniam.


Za nic na świecie nie można pominąć szaty graficznej. Zdjęcia dań, zresztą zajmujące całą stronę, są rewelacyjne. Tak więc , mili czytelnicy, nie pozostaje nic innego jak wyruszyć na podbój kuchni. 

Bruksenka

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Książki. 

poniedziałek, 24 października 2016

„ Uratuj mnie” - Anna Bellon - recenzja

Okładka książki Uratuj mnie„A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym”.

Maie życie doświadczyło jak żadną inną nastolatkę. Jej cały świat zawalił się wraz z wypadkiem, w którym zginął jej brat. Był dla niej wszystkim. Odizolowała się od rodziny, znajomych, a jedyne co ją podnosiło na duchu to książki i muzyka. Przez innych nazywana dziwadłem - Maia  zamykała się w swojej skorupie chroniącej ją przed całym światem. Pewnego dnia w szkole na Maię uwagę zwraca Kyler. Chłopak, który jest nowy w szkole, po tym jak kolejny raz przeprowadził się do nowego miasta, z powodu kariery  ojca. Pomimo odizolowania Mai oboje czują, że nie jest to zwykła znajomość.

Książka „Uratuj mnie” Anny Bellon to pozycja należąca do literatury młodzieżowej. Szczerze - niczym mnie nie zaskoczyła pod względem fabuły, która oparta jest raczej o utarty schemat takich książek. Pojawiają się bohaterowie - chłopak i dziewczyna, oboje po przejściach, tak naprawdę poszukujący miejsca na tym świecie. Ona pogrążona w żałobie od trzech lat nie dopuszcza do siebie nikogo, bojąc się utraty kolejnej bliskiej osoby. On zagubiony po przeprowadzce do nowego miasta, po niezbyt ciekawym okresie dorastania i buntu, z ojcem, który widzi w nim tylko porażkę. Oboje dla siebie mogą okazać się wsparciem, a czy z tej znajomości coś wyniknie to już sami musicie się o tym przekonać 

Pomimo tego, że jak pisałam wcześniej jest to powieść oparta na dobrze znanym schemacie, muszę sprawiedliwie przyznać, że czytało mi się ją bardzo dobrze, co było dla mnie samej zaskoczeniem. Coś w tej historii jest, że jednak chwyta za serce i nie pozwala się sobą znudzić. Świat stworzony przez autorkę jest może, w pewnym sensie, troszkę bajkowy, ale cóż i takie historie są potrzebne, aby oderwać się od rzeczywistości.

Podsumowując, uważam że ta książka jest warta naszej uwagi, a dla mnie była idealna na długi jesienny wieczór.

Grazia

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

piątek, 21 października 2016

"Jak nie umrzeć przedwcześnie?" – Dr Michael H. Greger – recenzja

Jak nie umrzeć przedwcześnieJak nie umrzeć przedwcześnie? Na to pytanie odpowiada dr Michael H. Greger w swoim poradniku. 

Książkę mimo ,,zdrowej’’ treści, czyta się przyjemnie i szybko. Łatwy język, proste sformułowania i podejście autora powinny zachęcić potencjalnych czytelników.

Sięgając po tę pozycję byłam sceptycznie nastawiona, oczekiwałam suchych faktów, skomplikowanych wykresów oraz trudnych do zrozumienia pojęć. Wraz z pierwszymi stronami, zostałam mile zaskoczona, zarówno formą jak i treścią.

Autor uosabia się z rodzinami pacjentów poprzez własne przeżycia związane z chorobą babci. Opowiada o tym, jak został lekarzem. Swoje rozważania zaczyna od ,,hejtu’’ na medycynę w dzisiejszych czasach. ,,Nie ma czegoś takiego jak śmierć ze starości.’’ – to zdanie możemy znaleźć w pierwszej linijce wprowadzenia, gdzie Greger tłumaczy ogólnoświatowy błąd zarówno w edukacji przyszłych lekarzy jak i w receptach. Genialnym podsumowaniem całego problemu jest jedno zdanie, które w szczególności zapadło mi w pamięć: ,,One doctor away keeps apples away.’’ , co w dosłownym tłumaczeniu znaczy – Jeden doktor dziennie trzyma jabłka z daleka. Jest to ironiczna parafraza znanego angielskiego powiedzenia stwierdzającego, że codzienne jedzenie jabłek pozwala uniknąć wizyty u lekarza. Myślę, że ta sentencja idealnie odwzorowuje całą ideę książki.

Dalsza część poradnika została podzielona na dwie części. Pierwsza zawiera ciąg porad dotyczących sposobów na uniknięcie śmierci z powodu najróżniejszych chorób. Opisuje, co jest najczęściej powodem zachorowań i jak to zmienić. Udowadnia, iż zdrowym odżywianiem można choroby zwalczać i im zapobiegać. Tłumaczy wiele problematycznych kwestii, obala stereotypy, stawia właściwe pytania oraz podaje łatwe rozwiązania. ,,Optymalny czas snu a udar mózgu.’’; ,,Zanieczyszczenia sprzyjające cukrzycy.’’; ,,Kto rozstrzyga czy dodatki do żywności są bezpieczne.’’ – o tych oraz wielu innych możemy przeczytać w Jak nie umrzeć przedwcześnie?

Druga część jest równie, a może nawet bardziej interesująca, opisuje bowiem Codzienny Tuzin doktora Gregera. Doktor dzieli się z nami swoimi sekretami na temat jedzenia. Jagody, warzywa strączkowe, daktyle czy nabiał – z dr Michaelem nic nam nie straszne. Zalecane owoce, warzywa, co w jakich ilościach oraz dzienne porcje, ta wiedza została przelana na kartki przez autora. W przystępny sposób zostały opisane ciekawostki, spostrzeżenia oraz pożyteczne porady.

Książka mile zaskakuje, ale według mnie nie nadaje się dla każdego. Osobom zainteresowanym medycyną, zdrowym odżywianiem oraz dietetyką polecam ten poradnik. Zachęcam do przeczytania tych, których bliscy mają problemy z odżywianiem lub innymi chorobami, ponieważ czytając również można pomagać. Podsumowując, książka Jak nie umrzeć przedwcześnie? jest bardzo sympatycznym poradnikiem i z pewnością zadowoli łaknących ,,zdrowej’’ wiedzy czytelników.

                                                                                                                                                             Palcia, 14 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarna Owca. 

czwartek, 20 października 2016

"Śliski interes" - Ryszard Ćwirlej - recenzja

Okładka książki Śliski interesPODMIOT SPRAWY: „Śliski interes”

PROKURATOR: Ryszard Ćwirlej

CZAS ZBRODNI: grudzień 1983

PROWADZĄCY SPRAWĘ: chorąży Teofil Olkiewicz

UWAGI:

#1
Nieopodal sklepu dzielnicowy znalazł ciało (§ 21)

#2
Z cmentarza zaginęło ciało (§ 37)

#3
Podporucznik Mirosław Brodziak pomaga cinkciarzowi ps. Gruby (§ 43)

WINNI: 

???


OPINIA: 

Cóż… fabuła książki Ćwirleja jest umieszczona w realiach PRL-u. Wszystko zostało opisane właśnie w tym klimacie. Jeśli lubicie wyrażeniu typu „obywatelu”, czy mentalność „prawdziwych socjalistycznych patriotów” to ta powieść jest właśnie dla was. Niestety ja za tym nie przepadam, było to więc dla mnie duże utrudnienie w czytaniu książki. Mimo to autor ciekawie przedstawił problemy, a postacie, które wymyślił są genialne. 


Olkiewicz to przykład typowego milicjanta. Pracuje dla dobra ogólnego, myśli, że jest nieomylny i zapracowany. Lubi też sięgnąć po kieliszek „dla rozjaśnienia w głowie”. Myślę, że książka spodoba się osobom, które żyły w czasach PRL-u. Doskonale zrozumieją klimat tamtych lat i będą czuły jakby akcja rozgrywała się w ich dzieciństwie. Może cofną się do młodości i razem z głównym bohaterem poprowadzą śledztwo. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że powieść na pewno spodoba się tym, którzy osobiście poznali smak życia w tamtych czasach. 

Według mnie - 16-latki - książkę można przeczytać , będzie interesująca, jednak raczej nie zagości wśród moich ulubionych kryminałów.

Gabcia, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza. 

środa, 19 października 2016

,,Dom tajemnic 3. Starcie światów ’’ – Chris Columbus, Ned Vizzini, Chris Rylander - recenzja

Okładka książki Starcie światów,,Dom tajemnic’’ to seria autorstwa Chrisa Columbusa – znakomitego reżysera i producenta filmowego, który nakręcił między innymi ,,Harrego Pottera i Komnatę tajemnic’’ , oraz Neda Vizzini i Chrisa Rylandera – powieściopisarzy, którzy swoją twórczość mocno wiążą z młodymi czytelnikami.
             
Książka napisana przez trzech wspaniałych autorów jest ostatnią częścią z serii. Słynne rodzeństwo Walkerów - Kordelia, Brendan i Eleanor, właśnie zaczynają wieść spokojne życie, przeprowadzając się do nowego domu, kiedy niespodziewanie w San Francisco pojawia się Mick Tłuścioch. Ich książkowy przyjaciel trafia do realnego świata i zaczyna siać w nim zamęt. Jakby tego było mało okazuje się, że ich największy wróg - Wichrowa Wiedźma żyje i planuje zemstę… Rodzeństwu nie pozostaje nic innego, jak tylko ponownie przenieść się  do powieściowego świata Kristoffa Denvera i tym razem na dobre pokonać Dalię.
           
Wiele przedsięwzięć kończy się niepowodzeniem, ponieważ jak w każdym rodzeństwie, tak i tutaj dochodzi do wielu sporów i nieporozumień. Bohaterowie napotykają na swojej drodze mnóstwo przeszkód. Niejednokrotnie muszą podjąć trudne decyzje i pochylić nad bardzo istotnymi wartościami, takimi jak rodzina, przyjaźń i dobro drugiego człowieka, pamiętając o tym, że żaden czyn nigdy nie pozostaje bez konsekwencji.
          
Książka opiera swoją fabułę przede wszystkim na wartkich zwrotach akcji, które ani na moment nie pozwalają czytelnikowi oderwać się od lektury. Między innymi dlatego, ciężko jest odłożyć ją na półkę , nie zastanawiając się co takiego zdarzy się na następnej stronie. Wszystkie bohaterskie działania niepowstrzymanego rodzeństwa, pozwalają również na bliższe poznanie głównych bohaterów i ich wizji świata. Cała historia napisana jest bardzo prostym i przystępnym językiem, dlatego polecam przeczytanie jej szczególnie osobom zaczynającym swoją przygodę z fantastyką, ale przede wszystkim każdemu fanowi serii ,,Dom tajemnic’’, który z całą pewnością oczekuje zaskakującego i pochłaniającego zakończenia przygód Kordelii, Brendana i Eleanor.


                                                                                                  Julia, 16 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. 

wtorek, 18 października 2016

"Heaven. Miasto elfów" - Christoph Marzi - recenzja

Okładka książki Heaven. Miasto elfówChristoph Marzi to niemiecki pisarz i nauczyciel, który swoją przygodę z pisarstwem rozpoczął już jako nastolatek. W 2004 roku wydał debiutancką powieść "Lycidias". Jego powieści fantasy zostały wyróżnione niemieckimi nagrodami literackimi, gwarantując mu pewne miejsce wśród najbardziej poczytnych autorów tego gatunku.
                
Niebo w Londynie dawno temu zostało okradzione z gwiazd. To właśnie pod tym niebem - ciemnym, pustym i groźnym - na zimnym dachu budynku, Heaven zostaje okradziona ze swojego bijącego serca. Jednak ostrze wbijające się w jej pierś nie zabiera jej życia - niezwykła dziewczyna, pełna woli walki, wstaje i ucieka swoim oprawcom. To pod tym niebem spotyka ją David i oszołomiony jej urodą postanawia jej pomóc - jej historia nie wydaje mu się wiarygodna, dopóki nie staje się też częścią jego historii.

Wkrótce zaczyna się wyścig z czasem i dwoma podejrzanymi mężczyznami, którzy wciąż depczą nieziemskiej dziewczynie po piętach. Przeszłość i przeznaczenie Heaven są bardziej skomplikowane niż ktokolwiek, nawet ona sama, mógłby przypuszczać. Jednak jeśli chce się uratować, musi odkryć dlaczego żyje... i dlaczego ktoś chce jej to życie odebrać.

Pod tym niebem wszystko może się wydarzyć.
                
Christoph Marzi jest kłamcą perfekcyjnym - w świecie, który znamy, niepostrzeżenie zmienia drobne szczegóły, kreując zupełnie inną, niebezpieczną, ale uwodzicielską rzeczywistość. Osobiście nie przepadam za typowymi powieściami fantasy, ale ta książka nie wpisuje się w żadne schematy - może chodzi o delikatne połączenie realizmu z fantastyką, szarej rzeczywistości ze światem marzeń i zatarciu granic między nimi.

Postacie mogą wydawać czasem się naiwne, ale w dziwny sposób pasują do tego fantastycznego wyobrażenia Londynu i do siebie nawzajem - podobało mi się kontrastowe zestawienie dwóch par, o uzupełniających się charakterach, a także to, że poznajemy ich historię stopniowo, powoli, jakbyśmy wchodzili na kolejne piętra budynku. W dodatku nie zawsze dowiadujemy się czegoś od samych bohaterów - niektóre rzeczy należy wyczytać między wierszami.

Trzeba przyznać, że fabuła jest na tyle nowatorska, oryginalna i ciekawa, że wydaje się zbyt uproszczona, akcja rozgrywa się zbyt szybko, chcielibyśmy móc czytać jeszcze. Nie wiem nawet czy uznać to za plus, czy minus - pokochałam tę książkę tak bardzo, że chciałabym po prostu więcej.

Jeżeli ktokolwiek się jeszcze waha, niech nie traci czasu.

"Heaven" to kawałek nieba, który każdy powinien mieć na swojej półce.


Nika, 17 lat

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza. 

środa, 12 października 2016

„Jeszcze jeden oddech” - Paul Kalanithi - recenzja

Okładka książki Jeszcze jeden oddechDorosły człowiek oddycha średnio 15-20 razy na minutę, czyli około 25000 razy na dobę. Przeważnie się nad tym nie zastanawiamy, ten proces po prostu w nas zachodzi, a życiodajny tlen wnika do naszego organizmu i jest transportowany do każdej z komórek ciała. 

Jak poradzić sobie ze świadomością, że już niedługo mogę po raz ostatni zaczerpnąć powietrza? Jak zmierzyć się z myślą, że niegdyś silne i zdrowe ciało, teraz wyniszczone i słabe powoli umiera? Czy można choć trochę oswoić śmierć, szczególnie kiedy przychodzi w najmniej stosownym po ludzku momencie?
                
Paul Kalanithi miał 36 lat, gdy wszystkie powyższe pytania stały się udziałem jego życia. Młody, żonaty, nieprzeciętnie zdolny neurochirurg u szczytu kariery usłyszał ciężką do przełknięcia diagnozę – rak płuc w IV stadium zaawansowania. To trudne wydarzenie sprawiło, że postanowił spełnić swoje marzenie jeszcze z czasów młodości – napisać książkę. W ten sposób powstała autobiograficzna opowieść Paula, który w jednym momencie z lekarza niosącego pomoc sam stał się pacjentem potrzebującym pomocy.
                
Książka podzielona jest na dwie główne części napisane przez Paula. Pierwsza -  pełna wspomnień,  opisów trudnych wyborów młodego człowieka, budowania relacji - opowiada o jego życiu sprzed choroby. Druga – niezwykle poruszająca i szczera - przedstawia świat z perspektywy pacjenta, który nieustannie mierzy się z myślą o odchodzeniu i umieraniu. Piękne dopełnienie słów Paula stanowi epilog napisany przez jego małżonkę – Lucy, już po jego śmierci.
                
„Jeszcze jeden oddech” to tytuł z pewnością wart przeczytania. Skłania do myślenia, poszukiwania wraz z autorem odpowiedzi na wiele istotnych pytań dotyczących życia i śmierci, tego co tak naprawdę stanowi wartość. Jest świadectwem pięknej miłości między dwojgiem ludzi w obliczu śmiertelnej choroby jednego z małżonków, a także pozwala spojrzeć na kwestię odchodzenia z nadzieją i spokojem. Pokazuje, że można czerpać z życia satysfakcję i radość, pomimo sytuacji, która dotychczasowy świat chorego i jego bliskich wywraca kompletnie do góry nogami.

Zdecydowanie zasłużony bestseller ostatnich tygodni – serdecznie polecam!

                

Marta

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.