tytuł


Recenzje młodzieżowe - bo młodzież też lubi czytać!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dark smile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dark smile. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2013

"Zaproszenie na morderstwo" - Carmen Posadas - recenzja


Carmen Posadas - pisarka latynoamerykańska, za jedną ze swoich powieści- Małe niegodziwości, w 1998 roku została uhonorowana prestiżową hiszpańską nagrodą Premio Planeta.


Zaproszenie na morderstwo - Carmen Posadas
Na pewno każdy z nas ma nie tylko przyjaciół, ale też i wrogów. Bez tych pierwszych nie wyobrażamy sobie życia, a tych drugich chcielibyśmy się najlepiej pozbyć. Lecz czy myśleliście kiedykolwiek o zaplanowaniu własnego morderstwa w taki sposób, by odpowiedział za to któryś z nich?

Wyobraźcie sobie jacht na morzu i grupę „dobrych” znajomych na nim. Zostali tam zaproszeni w określonym celu. Wbrew pozorom nie był to miły gest ze strony Olivii Urale, która wcale nie chciała świętować rozwodu z mężem. Nikt jednak nie przypuszczał, że była to podstępna intryga, mająca na celu pozbycie się nielubianych przyjaciół. Tak więc na jachcie zostaje popełnione rzekome morderstwo, a każda z osób przebywających na jachcie miała motyw i jest podejrzana. Lecz może to wcale nie była zbrodnia. Co jeśli Oliwia sama to wszystko zaplanowała, by pozbyć się swoich problemów i jednocześnie narobić ich innym? Śledztwa w tej sprawie podejmuje się jej siostra Agata, wielbicielka powieści detektywistycznych. Lecz co jeśli jest tylko kolejnym ogniwem w intrydze Olivii?

Na książkę zwróciłam uwagę przez jej intrygujący tytuł, oraz subtelną, przyciągającą wzrok okładkę. Po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że książka ta może być naprawdę fascynującą lekturą. Zazwyczaj czytam fantastykę, ale tym razem postanowiłam spróbować dla odmiany czegoś innego. I tym sposobem zabrałam się za kryminał pani Posadas.

Niestety książka nie spełniła moich oczekiwań. Spodziewałam się napisanej ciekawym językiem powieści ze skomplikowaną fabułą, dobrze wysnutą intrygą i dużą ilością wątków. Tymczasem otrzymałam nudny, mdły język, jak w niektórych książkach dla młodzieży. Intryga była co najmniej banalna, a szanse na powodzenie czegoś takiego w świecie, naiwne. Wątki poboczne były, choć średnio rozwinięte i zazwyczaj sprawiały, że czytelnik modlił się, by się skończyły. Jedyną rzeczą, która powiodła się autorce to kreacja bohaterów. Prawie każdy miał jakąś charakterystyczną cechę, odpowiednią tylko dla siebie. Jedyną postacią, która w ogóle mi się nie spodobała była główna bohaterka książki – Oliwia. Mimo to, czasem dało się odczuć, że postacie są „płaskie”.


Ogólnie mówiąc książka zaczyna się niezbyt interesująco. Kilka pierwszych rozdziałów nie zachęca do dalszego czytania. Na szczęście później jest już nieco lepiej. Akcja zaczyna stopniowo narastać, aż w końcu osiąga szczyt i znów spada, wraz z rozpoczęciem prywatnego śledztwa Agaty. Jej rozmowy z podejrzanymi i świadkami są rozwlekłe i rzadko kiedy wnoszą coś do fabuły. Poza tym każde posunięcie bohaterki i każde zdarzenie jest do bólu przewidywalne. Od dobrego kryminału wymagam tego, by trzymał mnie cały czas w napięciu  i nie pozwalał na wytchnienie. Powinnam się siłą powstrzymywać od zerknięcia z ciekawości na następną stronę, a nie znudzona zmuszać się do jej czytania. Często czułam się, jakby pani Posadas traktowała mnie jak osobę niespełna rozumu. Powodowały to banał, przewidywalność i naiwność w fabule. Ostatecznie do jej twórczości zniechęciło mnie zakończenie, które było wysoko rozczarowujące. 

Moim zdaniem , jeśli chcesz przeczytać trzymający w napięciu, zaskakujący kryminał, to powinieneś sięgnąć po coś innego.



DarkSmile, 15 lat

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MUZA.


poniedziałek, 11 marca 2013

"Dziedzic wojowników" - Cinda Williams Chima - recenzja


Cinda Williams Chima, urodzona w 1952 roku w Sprinfield w Ohio, amerykańska pisarka fantasy, której książki dla młodzieży cieszą się sporą popularnością. Debiutowała trylogią "Heir Chronicles".

Dziedzic wojowników - Cinda Williams Chima
Jack Swift wydaje się być na pozór kolejnym zwyczajnym nastolatkiem z małego miasteczka. Chodzi do szkoły, gra w piłkę nożną, spotyka się z przyjaciółmi. Nic nie wskazuje na to, że jest kimś wyjątkowym. Jego świat wywraca się do góry nogami dopiero wtedy, gdy pewnego dnia zapomina zażyć specyfiku, który przyjmuje codzienne od najmłodszych lat.



Nagle zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, zaczynają go poszukiwać okrutni czarodzieje z rodów Białej i Czerwonej Róży. Z dnia na dzień Jack dowiaduje się, że jest nie tylko gimnazjalistą, ale i potomkiem wojowników, obecnie prawie wymarłego gatunku. Chłopak zaczyna zdawać sobie sprawę, że otaczają go przedstawiciele Magicznych Gildii: czarodzieje, zaklinacze, wróżbiarze i guślarze. Jego ciotka, która jest zaklinaczką, uczy go jak przetrwać w tym nowym, zupełnie odmiennym dla niego świecie.

Razem z kolegami – Willem i Fichtem odkopują na cmentarzu magiczny miecz. Po jakimś czasie chłopak zaczyna pobierać nauki u Leandera Hastingsa, czarodzieja o przeszłości osnutej tajemnicą. Jednocześnie Jack przeżywa również rozterki miłosne, nie mogąc zdecydować między Ellen Stephenson, nową uczennicą, a Leeshą Middleton, byłą dziewczyną. Zdemaskowany i zdradzony, ucieka do Krainy Jezior w Anglii, gdzie czeka go decydujące starcie.

Szczerze mówiąc, gdy zobaczyłam ten opis od razu pomyślałam „Ale nudy. To już przecież było tyle razy…”. Jednak, ponieważ nie miałam nic innego w tym momencie do czytania, postanowiłam przebrnąć przez tę książkę, która zresztą bardzo miło mnie zaskoczyła.

Akcja powieści toczy się w czasach współczesnych, choć występują tu różne magiczne istoty, jak czarodzieje i wróżki, z których istnienia ludzie nie zdają sobie sprawy. Fabuła przypadła mi do gustu, jest naprawdę ciekawa, mimo że rozkręca się bardzo powoli. Cały czas pojawiają się nowe wątki i tajemnice, które śledzimy z coraz większym zainteresowaniem. Przy czym przyznam, książka ma bardzo nierówne tempo. W jednym momencie nie możemy odłożyć książki z ciekawości, a w następnym jesteśmy znudzeni. Uważam to za jeden z większych minusów.

Język autorki jest lekki i plastyczny, odpowiedni do tego typu powieści. Książkę czyta się więc bardzo przyjemnie. Jest według mnie bardziej takim „czytadłem do poduszki”, niż książką fantasy z prawdziwego zdarzenia, ale nie jest to do końca taka zła rzecz. Czasem potrzebujemy się odprężyć, lub poczytać coś „lekkiego” w przerwie między lekcjami, gdy nie sposób skupić się na czymś bardziej ambitnym.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się spodobała była kreacja bohaterów. Nie są oni może zbyt realistyczni, ale na pewno bardzo sympatyczni. Polubiłam w każdym razie tych chłopaków. Ich przyjaźń była niesamowita. A przy tym lojalność i oddanie sprawie. Aż chciałoby się, żeby w prawdziwym świecie te cechy częściej występowały. W książce występuje również wątek miłosny. Jest on ładnie zarysowany i subtelny. Lecz niech nikt się przypadkiem tego nie wystraszy. Został całkowicie zsunięty na dalszy plan i żadną miarą nie przerasta wątku głównego.

Podsumowując, uważam swoje pierwsze spotkanie z tą autorką za udane i polecam „Dziedzica wojowników” głównie nastolatkom, chociaż myślę, że każdy znalazłby tam coś dla siebie.

DarkSmile, 15 lat


Wydawnictwu Galeria Książki dziękuję za miłe chwile z książką.

niedziela, 18 listopada 2012

"Żelazny król" - Julie Kagawa - recenzja


Julie Kagawa urodziła się w Kalifornii, ale w wieku dziewięciu lat przeprowadziła się wraz z rodzicami na Hawaje. Zawsze uwielbiała czytać, często w zupełnie nieodpowiednich miejscach, tak więc szybko stała się utrapieniem nauczycieli, a później pracodawców.  Jej pasja zamieniła się w ogromny sukces, gdy ukazała się książka "Żelazny król", będąca pierwsza częścią cyklu "Żelazny dwór".

Żelazny król - Julie KagawaMeghan Chase nie łudzi się, że jej szesnaste urodziny będą wspaniałe. Nie sądzi nawet, że jej rodzice będą o nich pamiętać. Chce je spędzić w spokoju, w towarzystwie swojego najlepszego przyjaciela - Robina.  Ale nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli... Kiedy Meghan zostaje okrutnie upokorzona w szkole przez obiekt swoich westchnień, a po powrocie odkrywa, że jej ukochany młodszy braciszek zniknął, a w jego miejsce został podrzucony odmieniec, musi udać się w podróż, której nie zapomni do końca życia. Tyle, że jej życie też może nie potrwać zbyt długo....Zapraszam więc na podróż do Nigdynigdy, magicznej krainy elfów, gdzie światem króluje żelazo i lód.


Książkę Julii Kagawy przeczytałam w jedno popołudnie. Nie jest to zbyt obszerna pozycja, ale za to bardzo wciągająca. Jest napisana prostym i lekkim językiem, zrozumiałym dla każdego, czyta się ją szybko i przyjemnie. Bardzo przypadł mi do gustu styl autorki, na każdej stronie był wyczuwalny nastrój i magia. Często czułam się jakbym wędrowała razem z bohaterami przez krainę Nigdynigdy, gdzie nic nie jest tym, czym się wydaje. 

Nie jest to nie wiadomo jak oryginalna książka, nie wnosi też nic do naszego życia, oczywiście oprócz rozrywki i relaksu. Nie  należy jednak do typowych przedstawicieli gatunku paranormal romance. Wyczuwalny jest tu wyraźnie powiew świeżości, coś nowego. Mimo że dużo rzeczy pozostało tych samych, np. schematyczny wątek miłosny i część fabuły. Jednak większa jej część jest jak dla mnie świetna, w wielu momentach z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń. Główna bohaterka nawet mnie nie irytowała, co oceniam bardzo pozytywnie, bo w wielu książkach z tego gatunku postacie są po prostu nie do zniesienia.  Całokształt zdecydowanie oceniam na duży plus i zachęcam do sięgnięcia po tę książkę, bo naprawdę miło spędziłam z nią czas.

DarkSmile, 15 lat



                   Wydawnictwu Amber serdecznie dziękuję za chwile spędzone z książką.




poniedziałek, 29 października 2012

"Katastrofa" - Krystyna Kuhn - recenzja

Krystyna Kuhn urodziła się w 1960 roku w Würzburgu jako siódma z ośmiorga rodzeństwa, obecnie mieszka z rodziną w okolicach Frankfurtu nad Menem. Studiowała slawistykę, germanistykę oraz historię sztuki. Przez wiele lat zajmowała się redakcją książek. Od roku 1998 jest autorką poczytnych thrillerów; jej powieści „Schneewittchenfalle” (Pułapka Królewny Śnieżki) oraz „Dornröschengift” (Trutka Śpiącej Królewny) stały się bestsellerami."Katastrofa" to kontynuacja znanego thrilleru dla młodzieży pt. "Dolina".

Jedynym celem Kate jest wejście na szczyt góry Ghost, legendarnego trzytysięcznika, od lat owianego legendą, który wznosi się nad doliną Grace. Liczne mity głoszą, że w latach siedemdziesiątych zaginęła tam bez śladu grupa studentów. Katie, Julia, David i reszta członków ekipy wyruszają w drogę, lecz sprawy wymykają się im spod kontroli niemal od samego początku wyprawy.

 Jakie zamiary ma tajemniczy Paul Foster, który w ostatniej chwili dołącza do ekipy?
 Co naprawdę oznacza poruszające odkrycie w górskiej chacie?

 Wyjątkowo okropna pogoda naraża uczestników wyprawy na śmiertelne niebezpieczeństwo. Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Wkrótce się okaże.

Książka podobała mi bardziej od części pierwszej. Liczne anglicyzmy nie raziły już tak bardzo jak podczas czytania "Doliny", z czego bardzo się cieszę. Poza tym, ta część była o wiele mroczniejsza. Akcja się rozwinęła, przygody bohaterów rozkręciły się znacznie. Miejsce akcji zostało przeniesione z uczelni, której powoli zaczynałam mieć dość, w góry. Polubiłam panującą tam tajemniczą atmosferę. Mimo okropnych warunków pogodowych, licznych przeciwności, oraz osób, które starały się wybić im ich 'szalone' plany z głowy, bohaterowie nie poddali się. Byli uparci i zdecydowani, bo za wszelką cenę chcieli poznać prawdę.

"Katastrofę" czyta się szybko, jest napisana prostym, lecz interesującym językiem. Autorka dosyć dobrze stopniuje napięcie, pod koniec nie zdradza wszystkich dręczących nas tajemnic, więc musimy czekać na następną część. Nie ma tu też przydługich, nudzących opisów. 

Podsumowując polecam tę książkę każdemu, a w szczególności młodzieży. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie: jest miłość, strach, groza i duża dawka przygód. Książka ta jest idealnym rozwiązaniem na długi, zimny wieczór. Całość oceniam pozytywnie i zachęcam do sięgnięcia po tą pozycję. 

DarkSmile, 15 lat

Za tę trzymającą w napięciu powieść dziękuję Wydawnictwu Telbit.

niedziela, 28 października 2012

"Marzenia Joy" - Lisa See - recenzja


Lisa See urodziła się w Paryżu, ale wychowała się w chińskiej dzielnicy w Los Angeles. Jej debiutancka powieść "On Gold Mountain: The One Hundred Year Odyssey of My Chinese-American Family" od razu stała się bestsellerem 1995 roku. Do tej pory napisała cztery powieści, które po kolei stawały się bestsellerami. „Marzenia Joy” to kontynuacja lektury „Dziewczęta z Szanghaju”.

Jest rok 1957. Joy słyszy zaciekłą kłótnię matki z ciotką i dowiaduje się wstrząsającej prawdy o swoim pochodzeniu. Opuszcza bezpieczne Los Angeles i wyrusza do egzotycznych, fascynujących ją Chin, by odnaleźć prawdziwego ojca. Jej przybrana matka Pearl podąża za nią. Ciężka praca i trudne warunki życia na wsi sprawiają, że Joy zaczyna realnie patrzeć na komunistyczne Chiny. Polityka gospodarcza Mao doprowadza do tego, że ludzie masowo umierają z głodu. Pearl i Joy toczą walkę nie tylko ze swoją przeszłością, lecz także z bezduszną machiną urzędniczą państwa, w którym nie ma miejsca na normalność.. 

Dość podejrzliwie zabierałam się do czytania tej pozycji patrząc na jej objętość, a także tematykę z którą nie spotykam się w książkach, które czytam na co dzień. Trochę to trwało, zanim ją skończyłam, z powodu braku wolnego czasu, a także akcji, która momentami ciągnęła się niemiłosiernie. Mimo wszystko nie żałuję, że dotrwałam do końca. W książce jest wiele nudzących opisów, ale jest to konieczne, by dobrze przedstawić sytuację panującą w komunistycznych Chinach.

 „Marzenia Joy” podejmują wiele ważnych tematów i  dokładnie opowiadają o problemach z jakimi musieli się wówczas zmagać ludzie. Jest to naprawdę dobrze napisana, życiowa książka. Duch epoki jest oddany z wielkim autentyzmem, można także wczuć się w dramatyczną sytuację w Chinach.

 Cała historia jest skomponowana ciekawie. Nie brakuje tu skrajnych emocji, trudnych, bądź nawet niemożliwych do podjęcia decyzji i odnośników do chińskiej kultury. Główna bohaterka zmaga się z tajemnicami z przeszłości jej rodziny, oraz próbuje zrozumieć rządy Mao, jednocześnie walcząc o przetrwanie w bardzo trudnych warunkach. Widać też, że autorka pisała książkę z zaangażowaniem, co polepszyło znacznie odbiór książki.

Moim zdaniem, „Marzenia Joy” to książka niezwykła i poruszająca. Pięknie opowiada o miłości, odkrywaniu swoich korzeni, szukaniu szczęścia, dojrzewaniu i wewnętrznej przemianie. Poleciłabym ją raczej starszym czytelnikom, gdyż książkę mimo końcowych wrażeń, czyta się dość trudno i wolno, a tematyka raczej nie trafi do młodszych osób. 

DarkSmile, 15 lat

Za pasjonującą lekturę dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.